środa, 2 grudnia 2015

Rozdział 27

Oczami Libby
Piątek - Sobota, 11-12 kwietnia


Jestem już ostro wcięta. An pojechała gdzieś z Lou, a Scar jest w gorszym stanie niż ja. Ostatnio jej zachowanie mnie dziwi, ale mniejsza i tak się dowiem co się dzieje. Ruszyłam na poszukiwanie Zayna, bo straciłam go z pola widzenia. Przecisnęłam się przez tłum ludzi w salonie i w końcu dotarłam do kuchni, gdzie siedziała Sasha z Zaynem. Przypadkowo podsłuchałam kawałek ich rozmowy. Żeby nie było nie jestem wścibska tak jakoś wyszło.
- ... jest cudowna, ale .. - mówił mój chłopak.
- Tak wiem jest trudna, ale to też jej zaleta. Wie co chce osiągnąć i dąży do tego. - powiedziała Sas.
- Ale musisz przyznać, że czasem przesadza trochę. I jeszcze te jej kłótnie z Harrym, ciągle chce mu dopiec, nie wiem co o tym myśleć. - przyznał Malik.
- Uważasz, że Harry i Liv ..  że coś między nimi ? - zapytała moja przyjaciółka.
- Wiesz nie wiem już co mam o tym myśleć. Może Libby go wkurza żeby ukryć jakieś uczucia. Nie wiem po prostu nie wiem. - powiedział chłopak, a mnie zatkało. Jak on w ogóle może tak myśleć. Weszłam z hukiem do kuchni jak gdyby nigdy nic, a oni ucichli.
- O szukałam Cię Zayn. - podeszłam do niego i dałam buziaka. Nie miałam zamiaru poruszać tego co usłyszałam. Może to przez alkohol, albo po prostu nie miałam ochoty się kłócić. Jest impreza mamy się bawić.
- Co tak ucichliście o mnie mowa była. - dodałam niby żartem, ale tak naprawdę chciał zobaczyć ich reakcję.
- A wiesz, że o Tobie .. - przyznała z uśmiechem Sasha, a Zayn zaczął wydawać się lekko spięty.
- ... Zayn właśnie mi mówił jakie to szczęście, że ma tak wspaniałą dziewczynę jak Ty Benzo. - dokończyła, a ja miałam ochotę wywrócić oczami. Ehh no trudno chcą udawać ich sprawa.
- To bardzo miłe Misiu cieszę się że tak uważasz. - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Nie siedźmy tak o suchym pysku chodźcie się czegoś napić. - powiedziałam skrępowana ich milczeniem. Wróciliśmy do salonu gdzie niektórzy wciąż pili, a reszta spała w różnych miejscach. Trzeba się ich pozbyć z tego domu.

***

Twarda podłoga, coś ciężkiego na mnie i światło, cholerne światło. Po chwili jak moje oczy się przyzwyczaiły zobaczyłam Malika leżącego na mnie. Zrzuciłam go z siebie jakimś cudem, a ten tylko coś mruknął że jeszcze 5 minut ehh co za człowiek. Usiadłam do pionu i zobaczyłam An w dziwnym stroju. Wyglądała jak kopciuszek tylko przed tym całym bibidi bobidi bum.
- Andrea ? Wszystko w porządku ? - spojrzałam na nią zdziwiona. Dobrowolnie by tego nie ubrała.
- Nie pytaj. - powiedziała zmarnowana i biorąc wielką torbę która prawie ją przeciążyła wyszła z domu. I bądź tu miłą i martw sie co się dzieje to Ci jeszcze nie powiedzą. Wszyscy nasi znajomi leżeli w salonie. Jak to ja wspaniała i cudowna Libby postanowiłam dziś być bardzo nie miła. Znalazłam jakieś zatyczki do uszu i umiejscowiłam je tam gdzie ich miejsce oraz jedne założyłam
Zaynowi i Scar po czym włączyłam nasz sprzęt grający na najwyższe obroty i zaczęłam śpiewać choć ledwo słyszałam muzykę, akurat leciało ''I don't like it, i love it''. Za to reszta rzucała się po podłodze w stercie butelek, kieliszków i resztek jedzenia. Wyłączyłam muzykę i wyjęłam słuchawki.
- Oj obudziłam Was ...? Tak mi przykro, ale muszę Wam powiedzieć dom sam się nie wysprząta. - uśmiechnęłam się słodko, a Ci zaczęli kląć w moją stronę jakby to robiło na mnie jakieś wrażenie. Obudziłam Scarlett i mojego chłopaka już normalnie im szoku oszczędziłam, ale sprzątać będzie każdy. Wypuściłam mojego kociaka z pokoju i dałam mu świeże jedzonko. Zabraliśmy się za zbieranie śmieci w domu jak i naokoło jego.
- Harry Ty idioto sprzątaj te kondomy bo inaczej wepcham Ci je do buzi !!! - wrzasnęłam na cały głos. Mina sąsiadów zza płotu była bezcenna.
- Gumek nie widzieliście z nasieniem ?! Zajmijcie się sobą. - rzuciłam do nich, a Ci speszenie wrócili do swoich spraw. W końcu przyszedł ten niewyżyty zboczeniec.
- To nie moje. - powiedział dziwnie zadowolony.
- Nie wierzę Ci zbieraj to albo znajdą się w Twojej jadaczce a ich zawartość na Twoich włosach ! - oburzyłam się, a reszta tylko wyglądała i domu jak dalej potoczy się sytuacja. Widowisko sobie znaleźli.
- Ale to nie moje ja używam większego rozmiaru, a nie takich małych. - powiedział dumny, a mi jakoś się niedobrze zrobiło. Mógł sobie darować ten komentarz.
- Mam to gdzieś sprzątasz to bo jesteś niewyżytym zboczeńcem i na pewno są Twoje ! – wskazałam na drzewo.
- Sama je sprzątaj są zużyte nie dotknę ich, a poza tym przypominam Ci że mam dziewczynę więc nie potrzebne mi numerki na boku, a jak widzisz jej tu nie ma więc to nie nasze !
- Ooo teraz pamiętasz że masz dziewczynę jakoś wczoraj nie miałeś nic przeciwko żeby jakieś striptizerki Cie obmacywały. – powiedziałam.
- Ty się lepiej zajmij swoim związkiem, a nie moim. Masz swoje życie nie wtrącaj się w moje jasne ! – oburzył się i wściekły ruszył w stronę domu, a następnie wyjścia.
- Nie skończyłam z Tobą Ty … - zaczęłam za nim krzyczeć, ale mi przerwał.
- Mam to gdzieś jak i Ciebie ! – krzyknął trzaskając drzwiami.
- Pieprzony idiota. – wysyczałam przez zęby.
- Idę sprzątać ten ogródek, zajmijcie się domem. – wyszłam ponownie na dwór, a za mną mój chłopak. Zaczęliśmy zbierać puste butelki.
- Nie przejmuj się przejdzie mu. – powiedział, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
- Ale mnie nie obchodzi czy mu przejdzie możecie to w końcu zrozumieć wszyscy i przestać podejrzewać mnie za moimi plecami o jakieś chore uczucia wobec niego ! – powiedziałam. Kolejne butelki zbierane z ziemi lądowały z impetem w worku.
- Ale ja Cię o to nie podejrzewam. – wyjaśnił mój chłopak, a ja nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać.
- Nie kłam mi chociaż prosto w oczy słyszałam Twoją rozmowę z Sashą.
- Libby ja .. to alkohol ja tak nie myślę.
- Wiesz co nie wiem już co o mnie myślisz i nie wiem czemu tak jest, ale wiem co słyszałam i to wcale nie było miłe. Alkohol to nie wymówka po nim mówi się co czuje, a jeśli tak czujesz to …
- Co tu się dzieje ? – wyszedł na dwór Niall. Cały w skowronkach skąd on bierze tyle radości z życie.
- Rozmawiamy. – powiedział Zayn, a ja spojrzałam na niego z miną ‘’Ty tak na serio?’’.
- Sprostowanie kłócimy się.
- Mnie tu nie było. – blondyn uciekał do domu, a ja przewróciłam oczami.
- No i po co to mówiłaś po co mają wiedzieć ?! Może jeszcze idź i opowiedz o co się kłócimy !
- I tak dobrze wiedzą sami tak myślą o mnie więc nie widzę w tym problemu !
- Nie denerwuj mnie !
- Jakbyś nie zauważył to już jesteś wkurwiony !
- Przez Ciebie !
- Oj no wybacz mości książe, ale to chyba ja mam większe powody do złości w końcu to mnie podejrzewasz o jakieś chore uczucia do Stylesa !
- A co może tak nie jest ?!
- A twierdzisz że tak ?! No bo mnie zaraz coś strzeli ! Mam dość wychodzę stąd nie mam ochoty dalej kontynuować tej konwersacji !
- Więc to koniec ? - normalnie mnie zatkało. Nie wierzę ze to powiedział.
- Ty to powiedziałeś. - poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Nie chciałam pokazać przed nim słabości więc łapiąc po drodze torebkę wybiegłam z domu zostawiając za sobą zdziwione spojrzenia i wołanie Zayna. Wsiadłam do auta i czym prędzej odjechałam z nasze posesji.

***

Od kilku godzin jeżdżę po tym cholernym mieście. Zajechałam na stację paliw, bo miałam już prawie pusty bak. Zaparkowałam, zgasiłam silnik, a następnie zatankowałam do pełna. Wzięłam portfel, kluczyki i ruszyłam na stację. Kupiłam sobie energy drinka i zapłaciłam za paliwo. Wstąpiłam jeszcze do łazienki i tam nałożyłam lekki makijaż, bo wyglądałam jakbym imprezowała co najmniej tydzień. Wróciłam do auta i prze parkowałam je tak aby nie blokować miejsca przy dystrybutorze. Wyjęłam z torebki telefon, a na nim było kilkanaście nieodebranych połączeń, kilka smsów i wiadomości na poczcie. Nie mam zamiaru wysłuchiwać ble, ble, ble wracaj do domu ble, ble, ble nic się nie stało ble, ble, ble pogodzicie się więc wrzuciłam telefon z powrotem do torebki i odpaliłam auto. Opuściłam dach, włączyłam muzykę i wyjechałam z terenu stacji po czym ruszyłam w stronę plaży. Po kilkunastu minutach stania w korku w końcu dojechałam do jednej z rzadziej
odwiedzanych plaż. W bagażniku miałam jakieś szorty i koszulkę więc przebrałam się na tylnych siedzeniach  i zamknęłam auto. Postanowiłam trochę pobiegać po brzegu plaży. Pomaga mi to się odprężyć. Choć dzisiaj to chyba tylko litr wódki by mi pomógł. Biegłam i biegłam brzegiem plaży wymijając wszystkich spacerujących. Nerwy brały wodzę a im bardziej myślałam o kłótni tym szybciej biegłam. Po kilku minutach sprintu musiałam się zatrzymać bo zaczęło mi brakować już tlenu.
- Nieźle mała. - zatrzymał się przy mnie jakiś napakowany mięśniak ehh jak ja nie znoszę takich dryblasów.
- Daruj sobie. - syknęłam podpierając ręce o kolana i głęboko oddychając.
- Może kiedyś razem pobiegamy hmm ? - nie odpuszczał.
- Powiedziałam Ci już daruj sobie. Dziewczyny z tyłkiem jak mój nie umawiają się z kolesiami z gębom jak Twoja jasne ! - dałam mu dobitnie do zrozumienia że ma spierdalać.
- Taka ładna i taka pyskata. - no nie wierzę co za idiota dalej będzie gadał w moją stronę.
- Jakbym słyszała mojego chłopaka.
- Chłopak nie ściana można go przesunąć. - dziwnie poruszał brwiami.
- Boże człowieku spierdalaj mój to ściana i go nie przesuniesz ! Głupi jesteś czy co za dużo sterydów i mózg Ci wyżarło ?! Daruj sobie głupie teksty i zmiataj stąd ! - krzyknęłam, a ten w końcu sobie poszedł. Ile można się użerać z jakimś imbecylem. Zaczęło się już pomału ściemniać więc postanowiłam wracać. Po kilku minutach już spokojniejszego biegu wróciłam na parking gdzie stało moje auto. Posiedziałam jeszcze chwilę w nim i popatrzyłam na zachód słońca. Znów poczułam smutek więc postanowiłam coś czego często nie robię. Tak ja Libby Hathaway zachowam się jak normalny człowiek i pierwsza przeproszę. Odpaliłam silnik i wyjechałam z parkingu. Kierowałam się w stronę domu Zayna nie lubię zostawiać nie wyjaśnionych spraw. Włączyłam radio i dopiero zorientowałam się że jest już po 20. Cholera kiedy ten czas zleciał. Po około godzinie dotarłam do celu i zaparkowałam auto przed domem chłopaka. Na podjeździe stało jakieś auto nie widziałam go wcześniej może ktoś go odwiedził no nic zobaczymy. Światło świeciło się w jego sypialni. Pukałam kilka razy, ale chyba nie słyszał więc weszłam.
- Kochanie jesteś ? Musimy porozmawiać. - powiedziałam. Usłyszałam kroki na schodach. Po chwili ukazała mi się jakaś wypindrzona kuso ubrana tleniona blondynka.
- A Ty przepraszam to kto ? - zmierzyłam ją wzrokiem.
- Nie ważne, już jest Twój. - zachichotała głupio i wyszła zanim zdążyłam coś powiedzieć. Normalnie mnie zatkało. Weszłam na górę do sypialni chłopaka i zobaczyłam go leżącego na łóżku z jakimś misiem i liścikiem w spodniach. Podeszłam i wyjęłam kartkę. Było na niej napisane : Słodziak z Ciebie. To mój numer 77 257 859052 Jenn :*. Usiadłam koło łóżka i oparłam się o szafeczkę nocną. Do mojego nosa dobiegł smród alkoholu. Nie wierzę normalnie nie wierzę że mi to zrobił. Rozumiem pokłóciliśmy się, ale żeby tak w ten sam dzień od razu do innej. Ktoś z zewnątrz pewnie prędzej mnie by posądził o zdradę, a nie Zayna. Można to w ogóle nazwać zdradą ? Nie wiem czy jesteśmy razem czy on tak na poważnie to zakończył ? Ja już nie wiem co mam myśleć. Przykryłam chłopaka kołdrą, a liścik położyłam na niej. Zgasiłam światła w całym domu i po cichu wyszłam. Wsiadłam do auta i dopiero teraz nie wytrzymałam. Emocje sięgnęły zenitu wybuchłam płaczem jak mała dziewczynka. Szybko jednak otarłam łzy i ruszyłam spod posesji z piskiem opon czym prędzej udając się do domu. Dziw że mnie po drodze nie zatrzymali za liczne przekroczenia prędkości. Zaparkowałam auto w garażu. Liczyłam że dziewczyny już śpią, ale niestety światło jest zapalone w salonie. Po cichu weszłam do środka, ale widocznie za głośno bo od razu w moją stronę rzuciły się dziewczyny.
- Czy Ty nie możesz normalnie odebrać telefonu ?! - krzyknęła An.
- Dziewczyno martwiłyśmy się o Ciebie chłopaki też ! - dodała Scar.
- Chociaż wy mi darujcie dzisiaj kłótni mam już dość. A oni to niech lepiej się zajmą swoim przyjacielem, który się napierdolił i sobie jakąś panienkę sprowadził. - syknęłam i ruszyłam w głąb domu.
- Co !! - zdziwiły się obie.
- Właśnie to ja tu pojechałam do niego bo się martwiłam i chciałam go przeprosić, a tu z góry schodzi jakaś lafirynda i mówi z uśmieszkiem że już jest mój i wychodzi. - wyjaśniłam. Nie wiedziałam już czy mi smutno czy jestem wściekła, a może to i to.
- Nie wierzę. - powiedziała zdziwiona Scarlett.
- To uwierz. Między nami koniec. A teraz wybaczcie idę się położyć bo mam dosyć wszystkiego. Dobranoc. - powiedziałam wstając z kanapy i udałam się do mojego pokoju. Oparłam się o drzwi i te cholerne łzy znów zabłysły w moich oczach. Mam dość. Może się wydawać że jestem silna, ale mnie złamali.

_______________________________________
Tum, dum, dum ! W końcu pojawił się rozdział. Bardzo, bardzo, bardzo Was przepraszam !!!! <3 Wybaczcie mi ! Tyle zwlekałam z tym rozdziałem, ale na prawdę nie miałam kiedy się za niego zabrać :( Rozpoczęłam studia i to na cholernie trudnym kierunku. Mam mnóstwo nauki i nie wiem w co ręce włożyć. Ale teraz to już się zmieni trzeba się spiąć i nie zawieść Was bo mam nadzieję ze jeszcze czytacie naszego bloga :)
Co sądzicie o tym co się działo w rozdziale. Wiem, wiem sporo tego. Kłótnia za kłótnia źle się dzieje u Liv. Ciężko ją zranić, a tu proszę. Liczę na Wasze komentarze będzie bardzo miło jak coś napiszecie. To wielka motywacją dla nas gdy coś piszecie :*
Ps. Naprawdę przepraszam Miski jeszcze raz poprawimy się ! <3

niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 26

Oczami Andrei:
Piątek 11 kwietnia
Impreza rozkręciła się na dobre, skąd to wiem? Bowiem Niall próbował skakać na lampkach niczym tarzan. Tak, tak, nieźle się już nachlał. Ja tymczasem próbowałam zachować trzeźwość z wiadomych powodów. Zabiłabym się chyba gdybym kolejny raz wylądowała z Louisem w łóżku. Libby podsuwała mi pod nos kieliszki z wódka, ale ja zawzięcie odmawiałam. Chyba musiała się połapać, że coś jest nie tak, bo rzuciła mi pytające spojrzenie, ale ja tylko uśmiechnęłam się słabo. Scarlett za to dziwnie dużo wypiła i przez cały czas wyglądała na smutną. Spojrzałam na nią zaskoczona i miałam podejść i zapytać co się stało, ale usłyszeliśmy dzwonek u drzwi. Harry wyglądał na podekscytowanego i poszedł otworzyć. Zamówił sobie dziwkę? O nie! Bo jeśli to prawda to już nigdy nie wpuszczę go do mojego domu. Za drzwiami jednak stały… dwie policjantki?
- Sąsiedzi skarżyli się na hałas? Bo jeśli tak, to proszę im powiedzieć, że mamy to gdzieś. – rzuciła Libby.
- Zapraszam. – Harry uchylił szerzej drzwi, a dwie kobiety weszły do środka.
- Ktoś tu był niegrzeczny? – zapytała jedna z dziewczyn.
- Ja pani władzo, byłem bardzo niegrzeczny. – odpowiedział na to Styles, a ja zrozumiałam, że to nie są prawdziwe policjantki tylko striptizerki.
- W takim razie musimy się tobą zająć, chłopcze. – powiedziała na to druga. Pokręciłam głową nie wierząc w to, co widzę. Nie w naszym domu!
- Panie może już wyjdą, co? Albo wezwę prawdziwą policję. – zagroziłam.
- Zgadzam się. – dorzuciła Liv. – Zachowaj swoje zboczone fetysze dla siebie, kotlecie.
- Oj dajcie spokój. – Harry machnął dłonią. – Nie macie poczucia humoru? Rozbiorą się i wyjdą, a wy będziecie musiały im tylko zapłacić. – wyszczerzył się jak głupek.
- Co?! – krzyknęłyśmy równo. Jedna ze striptizerek zaczęła ściągać krótkie szorty, a ja ją powstrzymałam, łapiąc gwałtownie za rękę.
- Masz się nie rozbierać! Nie będziemy ci płacić. – powiedziałam.
- W sumie… An, ma rację. – westchnął Harry. – Zróbcie pokaz tylko dla mnie. Na górze. – znowu się wyszczerzył.
- No dobra, ale kto zapłaci? – spytała druga striptizerka.
- Ten koleś tam. – Harry wskazał na Louisa.
- Nie! – krzyknęłam oburzona.
- A właśnie, że tak. Lou zawsze dbał o moje zaspokojenie seksualne. – powiedział. Wywróciłam oczami. Boże, czy on zawsze był takim idiotą? Nie dziwię się, że Libby za nim nie przepada.
- Louis! – krzyknęła Liv, a ten na nią spojrzał. – Zapłacisz za striptizerki Harry’ego?
- Jasne! – odkrzyknął chłopak unosząc kciuk w górę i puszczając oczko do Hazzy. No nie wierzę! On tak poważnie? Musi być naprawdę idealnym przyjacielem.
- A właśnie, że nie zapłaci za ciebie. Nie pozwalam mu. – powiedziałam zakładając ręce na klatkę piersiową.
- A co ty jego adwokat? – zakpił Styles. – Zapraszam dziewczynki na górę! Zabawimy się. – rzucił i biorąc je pod ramię, zaprowadził na górę.
- Tylko nie do mojego pokoju! – wrzasnęła Liv.
- A więc zapraszam drogie panie do pokoju Liv! – powiedział na to Harry, chichocząc pod nosem. Libby poczerwieniała na twarzy i pobiegła za nimi. Nawet nie chcę myśleć, co tam się ma wydarzyć. Może być ostro.
Ja tymczasem podeszłam do Louisa, który pił drinka za drinkiem. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się.
- Ty tak poważnie? Co ci odbiło? – spytałam ostro.
- Przepraszam mamo. Nie będę już więcej pił. – mówiąc to odstawił kieliszek. Przewróciłam oczami.
- Nie o to mi chodziło głupku. Zresztą nie ważne. Rób co chcesz, nie obchodzi mnie twoje życie. – powiedziałam unosząc ręce do góry.
- Zajebista impra. – powiedział Jace podchodząc do nas. Był zalany w trzy dupy. – Hej przystojniaku. – powiedział do Louisa, prze okazji puszczając mu oczko. – Nie widziałem cię tutaj wcześniej. Jesteś wolny?
- Jace. – powiedziałam uderzając go w ramię. – To Louis. – dodałam i popukałam go w czoło.
- A wiec jesteś Louis… - ponownie spojrzał na chłopaka. Ciężko westchnęłam. Kiedy był pijany to nic do niego nie docierało.
- Hej, czy ja nie widziałam Adama Lamberta koło toalety? – zapytałam.
- Co? O boże! – wykrzyknął podekscytowany. – Lecę! – krzyknął i poleciał w stronę kuchni. Taa, cały Jace.  W każdym razie miałam go z głowy.
- A więc nie obchodzi cię moje życie, a jednak martwisz się o mnie, hm, ciekawe. – odezwał się Louis rozbawionym tonem.
- Wcale, że nie. – zmrużyłam oczy. – To była wyjątkowa sytuacja. Jace potrafi być natrętny.
- Miałem na myśli Harry’ego…
Nie zdążyłam mu czegoś przygadać, ponieważ usłyszeliśmy czyiś śpiew. Nawet tak głośna muzyka nie była w stanie zagłuszyć tego piana. Podbiegliśmy do okna i naszym oczom ukazał się… Peter? Stał kompletnie nagi, a zakrywała go tylko gitara na której grał. Również był najebany.
- Może to nie Adam Lambert, ale również nie zły. – powiedział Jace stając obok nas. – Wolny?  - spytał odwracając się do nas.
- To twój były, tak? – spytał Zayn ignorując pytanie mojego brata.
- Niestety. – mruknęłam. Jęczał coś w stylu „wróć do mnie, jeśli mnie kochasz, bo nie mogę cię zapomnieć”. Zupełnie nie pokrywało się to z melodią, ale co tu dużo wymagać od tego matoła? Otworzyłam okno i wrzasnęłam:
- Spieprzaj Peter!
- Ale ja cię kocham! – powiedział na chwilę przerywając te żałosne piski.
- Ale ja ciebie nie! Idź do tych swoich dziwek! Czekają na ciebie!
- Właśnie od nich wracam! Jedna mi poradziła, aby zrobić coś szalonego by cię odzyskać. – powiedział tym sposobem przekreślając wszelkie nadzieje na mój powrót. Nie żebym w ogóle o tym myślała.
- Spieprzaj razy dwa ty żałosny gnojku!
- Nie bez ciebie. – powiedział nadal pozostając nie ugiętym.
- W zasadzie to romantyczne. – stwierdził Niall przygryzając marchewkę. Skąd on ją miał?
- Zdradzał mnie z prostytutkami. Nadal uważasz, że to romantyczne?
- Pewnie. Miłość zawsze wygrywa.
Westchnęłam. Nie ma co z nim dyskutować. Pewnie też się nawalił.
- Pójdę z nim porozmawiać. – stwierdziła bojowo Scar. – Powiem mu do słuchu, żeby cię zostawił w spokoju. Ze mną nie wygra.
- A ja ci pomogę. – zaoferował się Niall.
- Sama to muszę załatwić. Ale dzięki za chęci. – powiedziałam i wyszłam z domu. Peter spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem, zapewne myśląc, że przemyślałam to sobie i chcę do niego wrócić. Nic z tego mój drogi. Nigdy nie dostanie drugiej szansy.
- An, jesteś. – powiedział, a twarz mu się momentalnie rozświetliła.
- Mówię ostatni raz: zjeżdżaj! Albo dzwonie po gliny. – powiedziałam stanowczo. – Chociaż tak jakby już u nas są i zabawiają się z Harrym na górze, ale nie w tym rzecz. – potrząsnęłam głową.
- Jaka ostra. Lubię cię taką. – mówiąc to zbliżył się do mnie z zamiarem pocałowania, ale dałam mu z liścia. Peter odchylił głowę w bok i złapał się za policzek.
- Jesteś chora czy jak?
- Podobno lubisz mnie ostrą. – uśmiechnęłam się sztucznie zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Mylisz te dwa pojęcia.
Wywróciłam oczami i złapałam go za ramię siłą wyprowadzając z naszego terenu.
- Do domu, frajerze! – krzyknęłam mocno go popychając na ulicę, nie zauważając nawet, że z naprzeciwka jechał samochód! Gdy zdałam sobie z tego sprawę było za późno. Peter wpadł pod auto, a z z jego gardła wydobył się głośny krzyk. Ja również zaczęłam krzyczeć, a z domu wybiegli pozostali, zainteresowani tym co się stało. Samochód zatrzymał się i właściciel zaczął mnie wyzywać od psychopatek, która wrzuca niewinnych ludzi pod auta.
- Widzi pani co zrobiła? Psycholka jak nic! – powiedział mężczyzna i uklęknął koło Petera, który zwijał się z bólu. Jego gitara została zniszczona, ale ja na pewno nie będę płacić za naprawę. – Zabiorę cię do szpitala, wstawaj.
- Nie mogę. – jęknął Peter.
- Zawsze był marudą. – mruknęłam, ale kierowca mnie usłyszał, ponieważ rzucił mi złowrogie spojrzenie.
- Co się stało?! – krzyknęła Scar.
- Ta psychopatka wepchnęła tego biednego chłopaka pod mój samochód. – powiedział szybko mężczyzna.
- Oj nie ładnie, An. Nie ładnie. – powiedział Zayn.
- Cicho! Nie chciałam tego! Zresztą sam sobie jest winien. Mógl nie śpiewać jakiś głupich piosenek pod moim domem.
- Pozwę cię, głupia debilko! – wrzeszczał Peter, a mężczyzna, który go najechał zadzwonił po karetkę.
- Tylko mi się waż powalony frajerze!
- An, uspokój się. -  powiedziała Scar. – Chodźmy do domu. Pogarszasz sprawę.
- Policzymy się, pamiętaj. – zagroził mi palcem mój były. Zmrużyłam oczy i posłuchałam Scar idąc do domu. Reszta została na zewnątrz, robiąc niepotrzebne zbiegowisko.
- A jeśli naprawdę mnie pozwie? – zapytałam, gdy znalazłyśmy się w środku.
- Masz więcej kasy, a co za tym idzie załatwisz sobie lepszego prawnika. – powiedziała bezproblemowo. Kiwnęłam głową. Co racja to racja. Po za tym mogę go przekonać, aby tego nie robił, prawda? Jakiś sposób na pewno musi być.
W tym momencie z góry zbiegła Libby, wyglądała jakby wygrała na loterii. Pomachała nam swoim telefonem przed oczami i powiedziała:
- Mam to! Mam to! Rozumiecie?
- Co masz? – zmarszczyłam brwi.
- Nagranie Harry’ego z tymi striptizerkami! – pisnęła, ciesząc się jak małe dziecko.
- Hejka laski. Co jest? – Hazza właśnie schodził po schodach zapinając swoją koszulę. O boże. Mam nadzieje, że to nie działo się w moim pokoju.
- Liv ma twoje nagranie z… - nie dokończyłam, ponieważ blondynka dała mi kuksańca w bok.
- Moje nagranie z…? – nagle Harry zdał sobie sprawę o czym mówiłam. Zrobił wielkie oczy i spojrzał na zadowoloną minę Libby. – Co zamierzasz z tym zrobić? – zmrużył oczy.
- Oglądać przed snem. – przewróciła oczami. – Oczywiście, kotlecie, że to wykorzystać przeciwko tobie. Jakieś pomysły dziewczyny? – spojrzała na nas.
Obie wzruszyłyśmy ramionami. Gdyby to wysłać do Internetu to Harry tylko by się cieszył, wiec to raczej odpadało.
- Tylko nie wysyłaj tego Angelinie, proszę! – jęknął.
- O! Świetny pomysł. Dzięki, Hazz. – powiedziała Liv, a Harry schował twarz w dłoniach mrucząc, że jest idiotą. Tymczasem Louis wbiegł do naszego domu i krzyknął, że Petera słychać z trzeciego osiedla i ma najprawdopodobniej złamaną nogę.
- Co z Peterem? – spojrzała na nas Libby.
- Wrzuciłam go pod samochód. Długa historia. – powiedziałam i spojrzałam na Louisa. – Coś mówił jeszcze?
- Tylko, że cię pozwie i zapłacisz mu naprawdę duże odszkodowanie, a koleś, pod samochód którego go wrzuciłaś, powiedział, że będzie zeznawał w sądzie na jego korzyść i pytał czy chce numer jego córki, ale to akurat mniej ważne. – odpowiedział Tomlinson. – Zgłodniałem, jest coś w lodówce?
Uderzyłam go w ramię.
- Skup się debilu! Musimy ustalić co dalej? Wiem! Zawieziesz mnie do szpitala, a ja go przekonam, aby nie wnosił oskarżenia.
- Jak chcesz go do tego przekonać? – zmarszczył brwi.
- Nie wiem. W najgorszym wypadku posłużę się tobą.
- Co? – jęknął biegnąc za mną. Otworzyłam drzwi frontowe i wyszłam na dwór. Z racji tego, ze nic nie piłam całą imprezę, mogłam prowadzić. Louis usiadł na miejscu pasażera obok mnie. Jechaliśmy w milczeniu.
Po 15 minutach dotarliśmy na miejsce. Byłam bardzo ciekawa w jakiż to sposób przekonam Petera, aby dał mi spokój? Przecież nie zrobiłam tego specjalnie! No i co, ze miałam takie myśli, ale to był zwykły wypadek, nie chciałam tego! A ten kretyn tego nie rozumie.
Znaleźliśmy go w Sali numer 79. Musiał dostać zastrzyk przeciwbólowy, bo już nie jęczał.
- Czego chcesz? – syknął widząc mnie. – Mam przez ciebie idiotko złamaną nogę. Zaraz mi gips założą. Przez parę tygodni nic nie będę mógł robić. Będę jebanym kaleką. Powinno ci być wstyd.
- Powinno, ale nie jest. – mruknęłam. – Mów co mam zrobić, abyś nie wnosił oskarżenia, albo ten koleś tam, cię pobije. – wskazałam na Louisa.
- On? Ty chyba sobie żartujesz? – roześmiał się.
- W sumie fakt. – wzruszyłam ramionami. – Ale naślę kogoś na ciebie, możesz być tego pewien. Więc mów.
- No dobra. – westchnął. –  Aż do zdjęcia gipsu będziesz mi usługiwać.
- Co? – parsknęłam śmiechem. – Nie mówisz poważnie, co?
- Jak najbardziej. – uśmiechnął się cwaniacko. – Będziesz moją niewolnicą. Będziesz na każdy mój telefon i będziesz spełniać moje zachcianki.
- Nie ma mowy! – krzyknęłam.
- W takim razie jeden telefon na policję i…
- Okej, okej! – uniosłam ręce do góry. – Zrobię to! Ale po tym wszystkim dajesz mi spokój, tak?
- Tak. – potwierdził.
- Nienawidzę cię. – powiedziałam i wyszłam z Sali. Tam Louis siedział na krzesełku i czekał na mnie.
- I co? – wstał widząc mnie.

- Zostałam niewolnicą. – oznajmiłam kierując się ku drzwiom, a Louis podążył za mną, kompletnie nic nie rozumiejąc. 

niedziela, 5 lipca 2015

Rozdział 25

Perspektywa Libby
Piątek 11 kwietnia


Moja głowa .. cholera prawie nic nie pamiętam. Hmm wstałam z wielkim kacem, później przyłapałam An i Lou w łóżku w sumie to Louis był pod łóżkiem i to nagi ehh wymazać z pamięci, następnie pojechaliśmy po auta coś wzięłam i chwilę później nieziemski odlot. No i wszystko jasne. Wstałam z łóżka i poprawiłam swoje włosy nie wiedząc czemu mam na głowie istny armagedon. Ubrałam dresy i top po czym zeszłam do salonu.
- I jak znalazłaś Channinga ? - zaśmiał się Louis.
- Jasne tak samo ja Ty Hanne Montane którą gra Miley Cyrus ! - odszczekałam mu się.
- Jesteś bezczelna. - oburzył się.
- Obiecaj że już nigdy nie weźmiesz nic bez wiedzy co to. - powiedział Zayn sadzając mnie u siebie na kolanach.
- No nie wiem czy mogę to obiecać. Ehh nic nie pamiętam. - oparłam głowę o jego ramię.
- Ale my nie zapomnimy nigdy tego co się stało. - rzekł Liam wpatrzony w telewizor. Ooo właśnie Barca gra to moja ulubiona drużyna piłkarska.
- Przynajmniej będziecie mieli co ciekawego dzieciom opowiadać. - wzruszyłam ramionami i
wróciłam do oglądania meczu.
- Opowiadanie Twojego życia moim dzieciom będzie ostatnią rzeczą jaką zrobię. - zakpił kotlet.
- Niemów w moja stronę oglądam mecz nie widzisz ?! Boże Mascherano co Ty robisz weź się do roboty bo lepiej ja bym się sprawdziła w linii obrony ! - krzyknęłam do telewizora, a mój kotek i pies Scar którzy smacznie spali na dywanie uciekli z salonu. Chłopacy patrzyli na mnie ze zdziwieniem.
- Dziewczyny wy jesteście pewne że wasza przyjaciółka to dziewczyna ? - zapytał Niall.
- Tak jesteśmy pewne. Cieszcie się że nie widzieliście jej jak był puchar hiszpanii to dopiero wiązanki leciały. - zaśmiała się Scar, a Andrea jej zawtórowała.
- O przepraszam widzę że uraziłam waszą dumę chłopcy. Myślicie że tylko faceci oglądają piłkę nożną, a to was zdziwię bo nie. - wywróciłam oczami.
- Znalazłem dziewczynę idealną nie będzie marudzić jak będę oglądać mecze. - Zayn cieszył się jak dziecko.
- Ty to masz szczęście. - uśmiechnęłam się słodko.
- Nie sądzicie że ostatnio za bardzo wagarujemy ? - zapytał Liam.
- musicie się przyzwyczaić już taki wpływ na ludzi ma An i Liv. - odpowiedziała Scarlett.
- Oj już nie rób z nas takich złych osób. - oburzyła się Andrea, a ja wraz z nią.

***

Razem z Andreą i Scarlett postanowiłyśmy spędzić trochę czasu razem więc poszłyśmy na małe zakupy. Po przejściu już połowy sklepów spotkałyśmy się jeszcze z Izabellą która od niedawna znów zamieszkała z matką. Bo jej ojczyma wsadzili do pierdla. I bardzo dobrze niech siedzi za to co jej robił. Nie żeby jakoś bardzo ją lubiła no ale jednak kieruje się solidarnością jajników.
- Jak Ci się mieszka znowu z mamą ? - zapytała Izę, Scarlett.
- Dobrze. Poprawiły się nasze relację i w końcu mi wierzy. - wyjaśniła brunetka.
- Może dzisiaj do nas przyjdziesz wieczorem ? Myślę żeby zrobić jakąś domówkę. - zapytałam przeglądając kolejne wieszaki z ubraniami. Muszę kupić coś nowego mam za mało rzeczy.
- Jasne byłoby miło oczywiście jak nie macie nic przeciwko. - powiedział nieśmiało.
- Uwierz gdyby Liv miała coś przeciwko to by Cię nie zapraszała. - stwierdziła Andrea wychodząc z przebieralni w czerwonej sukni z wyciętym dekoltem.
- Ma racje i przy okazji wyglądasz w tej sukience naprawdę ostro Louisowi na pewno się spodoba. -  zaśmiałam się, a An nagle zaczęła biec w moją stronę z miną mordercy. Zaczęłam uciekać, ale po chwili wylądowałam na ziemi a brunetka na mnie. Obie popadłyśmy w niepohamowany śmiech.
- Przestań mi dokuczać Livi to nie śmieszne. - powiedziała między napadami śmiechu.
- A Ty ze mnie złaź wyglądasz na lżejszą, a wcale tak nie jest. - zrzuciłam ją jakoś z siebie i wstałam poprawiając ubrania i włosy. Ludzi gapili się jakby zobaczyli ufo. Pomogłam wstać przyjaciółce i wróciłyśmy do przebieralni, gdzie Scar i Iza śmiały się z zaistniałej sytuacji.
- Jesteście przekomiczne ja nie wiem jak ja sobie poradzę bez waszych wygłupów. - palnęła Scarlett,
a po tym uśmiech zniknął z jej twarzy.
- Co masz na myśli ? - zapytała poważnie An.
- A nic tak palnęłam no wiecie w przyszłości jak będziemy stare i pomarszczone z mężami i dziećmi. - zaczęła nerwowo wyjaśniać. Coś czuję, że zmyśla, ale wiem że jeśli coś będzie się działo to nam powie jak będzie gotowa.
- Wiecie widziałam w jednym sklepie fajne okulary chodźmy tam. - zmieniłam temat, a Scar podziękowała mi spojrzeniem. Zapłaciłyśmy za ubrania i poszłyśmy do innego sklepu.
- Co sądzicie o tych ? - przejrzałam się w lusterku.
- Jak dla mnie idealne. - stwierdziła An, a dziewczyny jej przytaknęły. Więc podeszłam do kasy i za nie zapłaciłam.
- To co może teraz kawa i jakieś ciacho ? - zaproponowała Izabella.
- Oo tak mam ochotę na coś słodkiego. - Scarlett, aż oczy zalśniły. Taaak ona uwielbia słodycze, pochłania je w takich ilościach, że już dawno nie powinna się w drzwiach mieścić, ale nic po niej nie widać. Zazdroszczę jej tego. Też nie mam na co narzekać, ale ja lecę na diecie i dużej ilości sportu więc to nie to samo.

***

W czwórkę wróciłyśmy do domu i zaczęłyśmy przygotowania do imprezy. Z piwnicy wyciągnęłyśmy różne ozdoby i postanowiłyśmy udekorować dom przy czym Scar o mało co się nie zabiła bo przy wieszaniu lampek na poręczach prawie spadła z balkonu. Gdy już wszystko było udekorowane, wiadomości o imprezie wysłane, alkohol w lodówce okazało się, że została tylko godzina do rozpoczęcia i jak ja niby mam zdążyć. Wszystkie rozeszłyśmy się do siebie w celu przygotowania się. Wzięłam prysznic i umyłam włosy miałam właśnie zacząć je suszyć, ale usłyszałam krzyk z dołu.
- Benzo !!! - zbiegłam na dół i widząc moja przyjaciółka z radości wskoczyłam jej na plecy.
- Buttah, a Ty jak zwykle przed czasem choć na górę muszę się wyszykować. - pociągnęłam ją za rękę do mojego pokoju. Wysuszyłam włosy i je szybko ułożyłam, a w tym czasie Sasha wybrała mi jakieś ciuchy bo ją poprosiłam. Dawno nie imprezowałyśmy razem stęskniłam się za nią. Znamy się dłużej niż ja z dziewczynami i wiemy o sobie wszystko. Mimo że ostatnio nie mamy takiego kontaktu wiem, że zawsze mogę na nią liczyć.
- Co się ostatnio dzieje z nami Liv ? - zapytała mnie Sas robiąc mi makijaż.
- Nie wiem ostatnio tyle się dzieje. - westchnęłam poprawiając wcześniej zrobione fale na włosach.
- U mnie też właśnie, ale musimy nadrobić to wszystko dzisiaj się najebiemy. - zawyła radośnie po czym parsknęłyśmy śmiechem. Usłyszałam głośną muzykę więc szybko się przebrałam w ubrania wybrane przez Sashe. Przyszykowałam jedzonko i picie mojemu kotkowi i schowałam go w mojej sypialni przed hałasem na dole. Zamknęłam drzwi i schowałam od nich klucz w pojemniku z tamponami w łazience tam nikt go nie znajdzie. Razem z Sashą zeszłyśmy na dół gdzie impreza już trwała. Od razu podbiegłam do Zayna i przywitałam go długim pocałunkiem.
- Mmm miłe przywitanie. - przytulił mnie i okręcił w okół własnej osi.
- No mam nadzieje, a teraz chodź muszę Cię przedstawić mojej przyjaciółce.
- Przecież znam Scar i An nie sądzę, że ktoś jeszcze by z Tobą mógł się zaprzyjaźnić. - zaśmiał się mój chłopak.
- Bardzo zabawne, ale wyobraź sobie że mam jeszcze jedną przyjaciółkę i innych znajomych. - wywróciłam oczami i pociągnęłam go w stronę brunetki.
- Zayn to jest Buttah znaczy Sasha, Sas to jest Zayn mówiłam Ci o nim. - przedstawiłam ich sobie.
- Benzo my się znamy wyobraź sobie chodzimy do tej samej szkoły i razem na zajęcia z fotografii. - wyjaśniła Sasha.
- Serio ehh no trudno. Znaczy dobrze że się znacie. - uśmiechnęłam się.
- Chodźcie się napić. - zaproponował mój chłopak. I imprezę rozpoczęliśmy od kieliszka wódki.

_______________________
Hej Wam ! Mam dla Was ważną wiadomość Sylwia (postać Scarlett) od nas odchodzi :( Na razie na jakiś czas, ale może to się zmienić w to że odejdzie już na zawsze z naszego bloga.
Ale wracając do rozdziału jestem ciekawa waszych opinii o nich więc śmiało piszcie komentarze nawet z krytyką nie obrażę się :) Do następnego rozdziału Kochani :***

niedziela, 31 maja 2015

24 rozdział

Oczami Andrei
Piątek, 11 kwietnia

Kompletnie nic nie pamiętam z wczorajszego dnia. Jedyne co, to fakt, że  w środku cierpię i jestem rozbita emocjonalnie. Aha i jeszcze, że już nigdy nie zaufam żadnemu chłopakowi. Po tym co mnie spotkało… lepiej nie gadać. Załatwię sobie jakiegoś terapeutę albo co, bo inaczej nie dojdę ze sobą do porządku. Obudziłam się o 10:30. Może zdążę na 2 ostatnie lekcje. Muszę pojawić się w szkole i ochrzanić Petera w radiowęźle, prze okazji napiszę coś chamskiego na twitterze. Nie daruje mu tego. Zapłaci mi za to co go spotkało. Przekręciłam się na drugi bok i nagle coś poczułam, a właściwie kogoś, czyjąś rękę… Zmarszczyłam brwi i otworzyłam oczy. Z każdą sekundą moje źrenice się powiększały, aż w końcu krzyknęłam. Obudziło to chłopaka, który postanowił się położyć obok mnie, a może…
- O boże, co ty tu robisz? – spojrzałam na Louisa, który przecierał oczy, obudzony moimi wrzaskami.
- A co ty tu robisz? – odpowiedział na wpół przytomny ziewając.
- To mój pokój i moje łóżko. – mówiąc to rozejrzałam się, upewniając się, że aby na pewno znajduje się u siebie w domu. – Przyszedłeś tutaj za mną. – powiedziałam pewna tego, chodź nic nie pamiętałam.
- Nie ma mowy, to ty mnie zaprosiłaś. – odpowiedział w rozbawieniu. – Nie pamiętasz, co? Byłaś kompletnie pijana. Ja też, ale to akurat zapamiętałem. Potem mi się film urwał.
- Jak to? – zapytałam spanikowana. Nie mogłam zaprosić obcego chłopaka do swojego łóżka! Dobra, Louis nie jest obcy, ale wiadomo o co mi chodzi, wciąż nie jestem w związku, a ja jestem szanującą się dziewczyną. Po za tym mam, a właściwie do nie dawna miałam chłopaka. Za wcześnie na coś nowego. – To nie możliwe, nie mogłabym. – dodałam.
- Ale zrobiłaś to. – uśmiechnął się. – Pamiętam jak odprowadziłem cię do drzwi i powiedziałem, że muszę iść do domu, bo nie wiem czy dałem twojemu bratu klucze, a ty powiedziałaś żebym został, bo tylko przy mnie czujesz się lepiej. No i jak widzisz zostałem. Pamiętam jeszcze jak pociągnęłaś mnie za bluzkę do swojego pokoju i zamknęłaś drzwi, a potem popchnęłaś na łóżko. I film urwany! Ta da! Oto cała tajemnica.
- Nie masz dowodów.
- Owszem, mam. Swoją pamięć. – mówiąc to popukał się w głowę. – Bardzo dobrą, warto wspomnieć.
- Ale jednak cię zawiodła bo nie pamiętasz co robiliśmy dalej… - urwałam dochodząc do wniosku do czego mogło dojść! Jezus święty! A co jeśli my… razem… tutaj… nie! Tylko nie to! To się nie mogło stać! Spanikowana zajrzałam pod kołdrę i stwierdziłam, że kompletnie nie mam nic na sobie! Nie, nie, nie. Zdradziłam Petera! Boże! Czuje się jak szmata.  
- Jesteśmy dwójką dorosłych i wolnych ludzi. Spokojnie, An. To nic złego. Nie poznałaś mnie na pierwszej lepszej imprezie. – roześmiał się. – Po za tym skoro już jesteś wolna to…
- Milcz! – krzyknęłam. – Żadnego „po za tym”. Mam Petera.
- Zdradził cię. – przypomniał mi.
- Ja jego też. Nie pamiętam tego, ty też, ale najprawdopodobniej spaliśmy ze sobą.
- Nie zdradziłaś go. Zerwaliście.
- Całkiem nie dawno. To też wlicza się w zdradę. – powiedziałam w pełni przekonana o swojej racji.
- An… - Louis dotknął mojego ramienia, ale je odtrąciłam.
- Idź już. – powiedziałam zimnym tonem.
- Nie mogę. – jęknął.
- Bo?
- Bo jestem kompletnie nagi. – wyznał z zawstydzeniem. Wywróciłam oczami.
- Ja również. Też się stąd nie ruszę. – powiedziałam.
- Okej, więc będziemy tak siedzieć.
- No i w porządku. – kiwnęłam głową. Czeka nas bardzo długi dzień.
                                                                       ***
Po jak naliczyłam godzinie, usłyszałam czyjeś kroki. Nawet się ucieszyłam, ze ta katorga się skończy, ale to by oznaczało, ze zostanę przyłapana w łóżku z Louisem! Szlag! Jestem szanująca siebie dziewczyną, nie mogę sobie na to pozwolić. Z chwilą gdy zobaczyłam jak ktoś naciska klamkę, zrzuciłam zwinnym ruchem Lou z łóżka, która coś krzyknął. Do pokoju weszła Libby.
- Co to było? – zmarszczyła brwi.
- Co, co było? – odpowiedziałam udając głupią.
- No ten dźwięk?
- To ja. – powiedziałam pewnie. – Ćwiczę głos na przedstawienie w teatrze. Muszę wypaść jak najlepiej. No i czasem krzyczę, pomaga. Spróbuj.
- Ee, dzięki, może później. Jesteś naga? – zadała kolejne pytanie. Co to przesłuchanie?
- Lubię tak spać. – odpowiedziałam. – Też spróbuj. Pomaga w ćwiczeniu pewności siebie.
- No tobie chyba jej nie brakuje… 
W tym momencie Louis kichnął! Jasna cholera! Ten człowiek mnie wykończy, teraz na pewno nie wmówię Liv, że to ja. Mam przechlastane. Dowie się o tym Peter i pomyśli, ze jestem jakąś tanią laską, która krótko po zerwaniu wskakuje do łóżka innemu.
- Kto to… - Libby podeszła bliżej łóżka i zajrzała pod nie. – O hej Louis. Co ty tu… Louis! – krzyknęła. – Jesteś… jesteś nagi! An też jest naga! Boże, wy jesteście nadzy! O mój boże!
- Liv, błagam. Nie mów o tym nikomu i nie wspominaj o tym nigdy więcej, proszę. Ja nawet tego nie pamiętam, Louis też nie. To stało się po pijaku, jedna nie zobowiązująca noc, nic wielkiego. Liv, proszę. – powiedziałam najbardziej przekonującym tonem na jaki było mnie stać. Moja przyjaciółka nadal wyglądała na zszokowaną, ale kiwnęła głową.
- W porządku, nikomu o tym nie powiem, ale… wy dwoje? Kto by pomyślał. Nawet się na to nie zanosiło, wow.
- Tak, też jestem w szoku. – kiwnęłam głową.
Gdy Libby była przy drzwiach odwróciła się w moją stronę i powiedziała:
- Musimy isć po nasze samochody zaraz, no chyba, ze wy dwoje wolicie zostać cały dzień w łóżku?
W odpowiedzi rzuciłam w nią poduszką, a ona śmiejąc się na cały głos wyszła. Wywróciłam oczami. To się nie dzieje naprawdę.
                                                                       ***

Musiała nas zawieźć na miejsce taksówka. Ja siedziałam z Libby i Scar w jednej, a w drugiej Harry, Louis, Niall i Zayn i Liam. Nadal nie wierzę, ze Louis widział mnie nago i nawet tego nie pamięta. Czuje się okropnie i nadal boli mnie głowa. Mam nadzieje, że Liv postanowi o tym jak najszybciej zapomnieć. Podobnie jak i Lou. Nie chce aby to miało jakikolwiek wpływ na naszą przyjaźń.
- Czyli widzę, że o Peterze zupełnie zapomniałaś. – powiedziała Libby. Rzuciłam jej karcące spojrzenie, którego niestety nie zauważyła.
- Nadal go kocham. Nie przestanę z dnia na dzień. – wyznałam. – Ciebie też kocham, ale już milcz, okey?
- Jak wolisz. – odpowiedziała Libby. Jechaliśmy dalej w milczeniu. Ja bawiłam się swoim telefonem i przeglądałam różne ustawienia z nudów, a Scar grała w jakąś grę na komórce. – Ciekawe co teraz robi Louis, hm? – odezwała się nagle  blondynka. No ja chyba szału dostane! Shut up już.
- Nie interesuje mnie to. – mruknęłam.
- Może on się zastanawia co my robimy.
- Albo mam takie wrażenie, albo wy mi o czymś nie mówicie. – powiedziała nagle Scar. W sumie każdy by się domyślił, że tu coś nie gra.
- Nie, nie zdaje ci się. – powiedziałam zestresowana. Im mniej osób wie tym lepiej. Nie chce aby ta wiadomość dotarła do Zayna, Liama, Harry’ego i Nialla.
- An, powiedzmy jej. – naciskała Liv.
- Obiecałaś. – powiedziałam stanowczym tonem.
- Ale jest naszą przyjaciółką i ma prawo wiedzieć!
- Czy ktoś mi wyjaśni o co tu chodzi? – zapytala zniecierpliwiona Scarlett.
- Hej! Ja też chce wiedzieć. – odezwał się taksówkarz. No ja chyba śnię! Jedna nie zobowiązująca noc, a nagle każdy chce o tym wiedzieć. Czy nie można mieć chociaż trochę prywatności? Wymagam tak wiele, serio?
- Pan niech się lepiej zamknie. – powiedziałam ostrym jak brzytwa tonem.
- To coś ma związek z Louisem, tak? – spytała Scar patrząc to na mnie to na Libby. 
- Tak. – wypaliła Liv bez zastanowienia.
- No hej! – powiedziałam oburzona. – Nie chce aby ten okropny kierowca to usłyszał.
- Ja tu wciąż jestem. – przypomniał o swojej obecności mężczyzna.
- Jedźmy dalej, ty i Louis, tak? – Scar jest jakimś  detektywem, czy co? A no tak. To jej praca.
- Tak. – potwierdzała coraz bardziej podekscytowana Libby.
- Kto to Louis? – odezwał się taksówkarz.
- Uważaj pan na drogę lepiej co? – skarciłam go. Głupi gbur. Niech się zajmie lepiej swoimi sprawami.
- Louis to jej ‘przyjaciel’. – roześmiała się Liv.
- O mój boże! – wykrzyknęła Scarlett. – Kochasz się w Louisie!
- Nie! – wykrzyknęłam. – nie dawno zerwałam z Peterem. Nie chce nowego związku. To mi zupełnie nie potrzebne.
- Powie mi ktoś kto to ten Peter? – ten taksówkarz poważnie, działa mi na nerwy. Zaraz wybuchnę albo go uduszę.
- Jej były chłopak, ale zdradzał ją z dziwkami. – wyjaśniła Libby.
- Wiec Louis cię pocałował. – zgadywała nadal brunetka.
- Żeby tylko. – parsknęla Liv rozbawionym tonem. No teraz to już przegięła!
- O Jezusie słodki! Spaliście ze sobą! – krzyknęla Scar. Wywróciłam oczami. No to się już wszystko wydało. Mam nadzieje, że w trakcie drogi Louis nie postanowił poinformować o tym swoich przyjaciół. Spaliłabym się ze wstydu.
- Tak, ale kompletnie nic nie pamięta, podobnie zresztą jak Louis. – powiedziała blondynka.
- Pijacka noc. – roześmiał się kierowca. – Tak poznałem swoją żonę. Ach, stare czasy.
- nie obchodzi mnie pańska żona! – powiedziałam do niego. – Zajmij się pan kierowaniem.
- Louis na pewno nic nie pamięta czy udaje? – spytała Scarlett. – Wiesz, może nie chciał czuć się zażenowany, że ty nic nie pamiętasz, a on tak.
- Niee, to nie możliwe. – odpowiedziałam z rozbawieniem. A może? Jezu. Oby nie.
- Jesteśmy na miejscu. – powiedział w końcu taksówkarz. Nareszcie! Nie będę musiała wysłuchiwać jego gadania. Wszystkie opuściłyśmy taksówkę, a Scar mu zapłaciła. Gdy znalazłyśmy się na miejscu, przeżyliśmy wszyscy szok! Dosłownie. Wczoraj to była magiczna noc, wszyscy śmiali się, bawili i przede wszystkim było czysto. A teraz? Festiwal przerodził się w pobojowisko. Wszędzie śmieci, brud, syf. Poważnie, czułam się jakbyśmy przyszli na powojenną ziemię.
- No to nie źle zaszaleliśmy. – powiedział Louis stając obok nas. Zadrżałam na ton jego głosu. Musiał się tu pojawiać? Nie może mnie unikać?
- Wiesz, było tutaj jakieś 100 tysięcy innych osób. – odpowiedziała Scarlett. – To wygląda przerażająco. Chodźmy lepiej po samochody.
- Hej Louis. – Libby pomachała do niego z uśmiechem. Wywróciłam oczami.
- Hej? – odpowiedział nie pewnie chłopak.
- Może wy chcecie z An jechać jednym samochodem? – zaproponowała.
- Dam sobie radę. Sama. – podkreśliłam ostatnie słowo.
- Czipsy! – wrzasnął Niall i rzucił się na nie.
- Niall! One leżały na ziemi, w dodatku ktoś je już jadł. – powiedziała zdegustowana Scar.
- Czy to pastylki? – odezwała się Libby. No ja chyba śnię, prawda? To sen? Blondynka podeszła do nich i wzięła kilka, od razu pakując sobie do buzi. One są brudne i w dodatku mógł nasikać na nie jakiś pies. Fuj, ohyda! Że też Libby się nie brzydzi. – Mmm, pychota! – powiedziała z radością. Obserwowałam ją z wyrazem twarzy typu „aha, spoko, fajnie”
- Zayn, psst! – syknęłam do niego. – Twoja dziewczyna je pastylki z ziemi, a tobie to odpowiada?
- Niall właśnie mnie poczęstował czipsem, również z ziemi. Powinniśmy wszyscy jeść z ziemi. Nie ma to w końcu jak ekologiczne jedzenie!
Otworzyłam szeroko oczy nie wierząc, że to słyszę. Jezu Chryste.
- O boże! Czy to Channing Tatum bez koszulki?! – wykrzyknęła nagle Liv, chodź wcale żadnego Channinga nie było. Czy Libby ma… halucynacje po tym? Cholera jasna! A mówiłam, że to źle wpływa na zdrowie. Będziemy musieli ją zawieźć do jakiegoś lekarza chyba, jeżeli jej to nie przejdzie po godzinie.
- Naćpała się pastylkami. – powiedziałam do Zayna. – Zrób coś! Idź i ją zanieś do auta i zaśpiewaj swoim seksownym głosem jakąś piosenkę i zapomnij o tym, że nazwałam twój głos seksownym. – te słowa wyszły z moich ust na jednym wdechu.
- Spoko. – rzucił i podszedł do Libby po czym wziął ją na ręce, a ona zaczęła się drzeć, ze chce dotknąć Channinga. On jednak nie zważając na jej krzyki poszedł w stronę samochodu. W sumie są słodcy. Chciałabym mieć kiedyś taki związek jak oni. Popatrzyłam wtem na Nialla, który częstował Scar czipsami. Czy oni wszyscy powariowali? Jedzenie z ziemi. Nowa moda. Zaraz będzie „nie jesz jedzenia z ziemi? Jesteś dziwadłem roku”.
- Jak się czujesz? – usłyszałam za sobą głos Louisa. Normalnie aż podskoczyłam na ten dźwięk.
- Ee, w porządku, a ty? – odpowiedziałam nieco zestresowana. Dlaczego on tak na mnie zaczął działać? Co jest ze mną nie tak? A właściwie z nim?
- Też może być. – powiedział drapiąc się w kark. Potem staliśmy w ciszy. Jednak czuliśmy się skrępowani w swoim towarzystwie, a tak bardzo chciałam tego uniknąć. Tę noc jednak zapamiętamy jeszcze na długo.
- No to okey. – odezwałam się po chwili.
- Okey. – powtórzył cicho.
- Wracamy do domu! – krzyknął Liam. – Nie zdążę na mecz w telewizji! Ludzie, hello.
- No to musimy się zbierać. – powiedział Louis przeciągając każde słowo.
- No chyba tak. – odparłam. Jezu, ta rozmowa co najmniej mnie męczy. Odeszłam więc od niego i poszłam do swojego samochodu. Nie wiem jak teraz będą wyglądały nasze stosunki, ale łatwo na pewno nie będzie. Cóż, za pijackie noce czasami się płaci.
____________________________________________________
Wiem, ze krótki , ale jakoś nie specjalnie miałam wenę na ten rozdział :( wybaczcie. oczywiście liczą na wasze komentarze! <3 chociaż te króciutkie haha


sobota, 2 maja 2015

Rozdział 23

Perspektywa Libby
Czwartek, 10 kwietnia

Biedna An .. niech tylko jeszcze raz zobaczę Petera to normalnie zamorduje. Miał najwspanialszą dziewczynę pod słońcem i zamienił ją na jakiegoś szlaufa z burdele !! Razem ze Scar nie miałyśmy serca zostawiać jej samej więc zostałyśmy w domu. Siedziałyśmy w salonie opatulone w koce, nieogarnięte i zajadałyśmy lody i popcorn. W telewizji leciał właśnie jakiś film romantyczny. Jakiś facet właśnie wyznawał jakiejś kobiecie miłość ..
- Kłamca !! Nie wierz mu na pewno zdradza Cię z jakąś zdzirą !! - krzyknęła Andrea rzucając w telewizor popcornem.
- Może włączymy coś innego .. - Scarlett miała już sięgnąć po pilota, ale Star ją uprzedziła.
- Nie ! Chce zobaczyć jak go później rzuca dla innego który jej nie okłamuje. - powiedziała.
- Scar zajmij się nią idę poćwiczyć mam sporo zaległości. - wstałam i związałam włosy w kucyk.
- Nie jestem dzieckiem Liv. - oburzyła się Andrea.
- Też Cię kocham ! - krzyknęłam wchodząc po schodach, ale już nie usłyszałam odpowiedzi. Weszłam do naszej salki do ćwiczeń i przebrałam się w wygodniejsze rzeczy. Włączyłam muzykę i po długiej i męczącej rozgrzewce wzięłam się za zaległy taniec który muszę zaliczyć.

***

Ledwo żywa wzięłam prysznic i szybko się ogarnęłam. Zeszłam na dół gdzie była cała banda chłopaków latających naokoło An z nowymi pudełkami lodów. Oparłam się o ścianę i z rozbawieniem patrzyłam jak moja przyjaciółka krzyczy że kupili jej złe smaki.
- Przestałaś dbać o linię ? - usiadłam na kolanach Zayn'owi i zjadłam ogromną łyżkę lodów miętowych z kawałkami czekolady. AAA mózg mi zamarza.
- I tak mnie nikt nie chce. - ugryzła tabliczkę czekolady. O nie tak nie może być trzeba jej pomóc zapomnieć o tej zdradzieckiej świni.
- Nie przesadzaj jesteś jedną z najładniejszych dziewczyn w szkole, a nawet w mieście każdy Cię chce nie załamuj się przez jakiegoś dupka, który nie potrafił Cię docenić. - powiedziałam pewnym głosem.
- Ale .. - chciała coś powiedzieć, ale wtrąciła się Scar.
- Nie ma żadnych ''ale'' wstawaj i się ogarniaj bo zabieramy Cię na shopping i później do klubu. - powiedziała dziwnie machając rękoma co chyba miało pokazywać taniec. Niewierze że Scar chce iść
do klubu i to jeszcze z własnej woli. Czego się nie robi dla przyjaciółki.
- Dziewczyny mają racje, a później możesz go obsmarować brudami przez radiowęzeł i na twitterze. - podrzucił jej pomysł Louis, a An aż iskierki zaświeciły się w oczach chodź widzę że to dla niej naprawdę trudne i jedne zakupy i impreza nie pomogą do końca. Znalazłabym jej kogoś, ale to raczej nie na miejscu przecież wczoraj straciła chłopaka.
- Musimy jej pomóc zapomnieć, bo popadnie w paranoje pamiętam jak było jak kiedyś rozstała się z chłopakiem pomożecie ? - wyszeptałam Zayn'owi do ucha.
- A mamy wybór ? - zapytał rozbawiony.
- Nie. - uśmiechnęłam się. An od niechcenia poszła na górę się ogarnąć.
- Gdzie zgubiliście kotleta ? - zapytałam.
- A co stęskniłaś się ? - palnął Niall, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Ja stęskniona za nim niedoczekanie wasze ! Po prostu nie mam komu dokuczać lubię jak się wkurza. - powiedziałam wtulona w Zayna.
- Jesteś dziwna. - stwierdził Lou.
- No to żeś Amerykę odkrył. - zaśmiała się Scar.
- Dzięki Scarlett nie ma to jak miał opinia przyjaciółki. - uśmiechnęłam się do niej sztucznie.
- Mniejsza. W jakim klubie się spotykamy ? - zapytałam.
- Nie idziemy do klubu, ale miejsce imprezy to niespodzianka. - Liam miał uśmiech od ucha do ucha całkiem słodko wyglądał jak taka mała kochana panda. Boże jaka ze mnie idiotka dobrze że nikt nie wie co myślę.
- To my idziemy się szykować. - powiedziała wymownie Scar, ale oczywiście oni nic nie załapali.
- Scar chciała powiedzieć, żebyście pojechali do domu i się wyszykowali. - powiedziałam wprost, a moja przyjaciółka uderzyła się z otwartej dłoni w czoło. No co nie moja wina że oni nic nie rozumieją wiec mówię wprost.
- Ale my jesteśmy gotowi. - uśmiechnął się Niall.
- Dobra wytłumaczę wam to jaśniej. My potrzebujemy trochę prywatności ludzi nie możecie z nami być dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przyznajcie się jesteście z jakiejś gazety ?? A może dla nich pracujecie i sprzedajecie gorące plotki z naszego prywatnego życia ?! Na bank no bo kto normalny wytrzymałby z nami jesteśmy zdrowo popierdolone. To co zebraliście już wszystkie materiały ? Jak chcecie to mogę wam dać moje majtki żebyście mieli dowody możecie nawet powiedzieć że się z wami wszystkimi przespałam i tak już każdy ma mnie za dziwkę czemu tego bardziej nie rozpowszechnić. - plotłam jak opętana, a wszyscy gapili się na mnie jak na idiotkę i po chwili wybuchli śmiechem.
- Liv ty to zabawna jesteś normalnie bardziej niż ja. - rechotał się Louis, no ja już nie wiem jak ja mam ich wygonić.
- Dobra chłopaki jedziemy wrócimy po nie wieczorem. - powiedział Zayn z rozbawieniem i cmoknął mnie w policzek na pożegnanie.
- Dzięki Bogu ! - uniosłam dłonie do sufitu.
- Ale co do tych majtek .. - zaczął Louis.
- Wynocha ! - krzyknęłam i rzuciłam poduszką w ich kierunku, ale zdążyli uciec w akompaniamencie głośnego śmiechu mojej przyjaciółki. Ja przez nich skończę w psychiatryku ... chociaż to może nie byłby taki zły pomysły.

***

Scar dostała sms od Nialla co do naszego ubioru do mnie pewnie bali się napisać. Ja już nie wiem co mam o nich myśleć jeszcze nam ubiór wybierają, może niedługo będą określali wymagania co do bielizny. Razem z dziewczynami czekałyśmy, aż w końcu te księżniczki przyjadą. Nie żeby coś, ale godzina spóźnienie to nawet na mnie za dużo. W końcu usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Alleluja
łaskawie się pojawili.
- Serio godzina spóźnienia ? -spytałam jak tylko wsiadłam do auta Malika.
- No nie nasza wina korki były. Mogłaś nas nie wyganiać. - powiedział nadal rozbawiony tą sytuacją.
- Jace miał jechać z nami, ale Andrea pewnie by nas zabiła za to i byłoby gadanie że źle na niego wpływamy. - Louis jest taki naiwny.
-Nie rozbawiaj mnie Lou to on prędzej będzie miał na was zły wpływ, a poza tym An nie chce go za szybko widzieć po jego ostatnim wybryku więc lepiej o nim nie wspominaj. - wyjaśniłam poprawiając makijaż w lusterku. Głupia szminka mi się rozmazała, a miała być taka idealna.
- A co takiego zrobił ? - dopytywał chłopak.
- Mieszkasz z nim i nie wiesz nie chwalił Ci się ? - spojrzałam na niego przez ramię.
- Nie nic mi nie mówił. - wzruszył ramionami.
- Obnażał się publicznie. - wyjawiłam chłopakom na co wybuchli śmiechem.
- W sumie to mogłem się domyślić w końcu ciągle chodzi po domu nago. - powiedział.
- Fuu jak ja się cieszę że to nie u nas mieszka. - aż przeszedł mnie dreszcz na tą wiadomość. Co za niewyżyty dzieciak po kim on to ma. Resztę drogi gadaliśmy o jakiś bzdurach. Rozglądałam się przez okno co to za odludzie.
- Jesteśmy na miejscu. - Zayn zaparkował auto na jakimś ogromnym parkingu.
- Czy wy macie nas zamiar teraz zabić, poćwiartować i zakopać ? Bo nie wygląda mi to na miejsce imprezy. - zapytałam sarkastycznie wysiadając z auta gdzie czekała już reszta. Oczywiście nie obyło się bez Harry'ego i jej dziuni. Ciekawe jak ma na imię widząc wzrok resztę sądzę że nie tylko w mojej głowie pojawiło się takie pytanie. Zero kultury nawet jej głupi chłopak jej nie przedstawił.
- Hej jestem Libby jak się nazywasz ? - podeszłam do niej i wyciągnęłam dłoń którą ze zmieszaniem i niepewnością uścisnęła. Czyżby kotlet na opowiadał jej jaka to jestem niemiła i wredna. Nie zdziwiłoby mnie to w sumie.
- Yyy jestem Angelina. - przedstawiła się nieśmiało. No to teraz trochę się zabawimy.
- Piękne imię i jesteś dość ładna na pewno zostaniemy przyjaciółkami. Nie wiem czy znasz resztę, ale przedstawię. To jest Andrea, Scarlett, Zayn, Liam, Louis, Niall i kotlet znaczy Harry, ale jego to znasz. Wiesz to jego taka urocza ksywka możesz tak do niego mówić na pewno się nie obrazi on to uwielbia. - prawie wybuchłam śmiechem widząc jej minę i reszty. - Ale inna rzecz będę mówić do
Ciebie Angel chociaż pewnie taka grzeczna nie jesteś przy tym ogierze no wiesz tak w sekrecie mówiąc słyszałam że już pół Miami przeleciał, ale to nic złego przynajmniej jest doświadczony, a to się ceni. - wszyscy patrzyli z niedowierzaniem, a Angelina była czerwona jak pomidor. Jak ja lubię zawstydzać ludzi. Ale oczywiście do akcji musiał wkroczyć kotlet.
- To może my pójdziemy odebrać bilety. - zabrał dziewczynę i słyszałam tylko jak się tłumaczy i przeprasza za mnie.
- Czy Ty się dobrze czujesz ? - zapytał Liam.
- A co powiedziałam coś nie tak ? Chciałam być tylko miłą następnym razem od razu przedstawi swoje panienki. - złapałam Zayna za rękę i powędrowałam za tamtą dwójką, a reszta z nami. Po drodze śmialiśmy się i gadaliśmy, a im dalej szliśmy tym głośniej było słychać jakąś muzykę i było widać jakieś światła i lasery. Gdzie oni nas zaciągnęli.
- A oto niespodzianka. - Lou skakał i cieszył się jak dziecko na widok wesołego miasteczka. Serio i to tu bali się wziąć Jace'a. Jeny co za debile.
- Mieliśmy iść na imprezę, a nie do wesołego miasteczka. - zauważyła słusznie An.
- Ale to nie jest wesołe miasteczko to festiwal muzyczny gdzie są też różne karuzele. - wyjaśnił Niall.
- To wiele wyjaśnia. - powiedział Scar. Harry dał nam bilety przy czym trzymał swoją dziunię z dala ode mnie ehh przecież nie jestem aż taka straszna i jej nie zjem.

***

Wszystko jest takie piękne i kolorowe. Każdy kupił sobie drinka po czym poszliśmy w stronę oferowanych tu atrakcji. Chłopacy od razu pobiegli na najstraszniejszą i najszybsza karuzelę jaka tu była co mnie nie zdziwiło. Oni mają chyba skłonności samobójcze. Jeździli nią chyba pięć razy, a my w tym czasie zdążyłyśmy już wypić kilka drinków i lekko się wstawić. Dziewczyny gadały z Angeliną. Czułam się lekko opuszczona, ale przynajmniej alkohol jest ze mną. Jeny brzmię jak nałogowiec.
- Jesteś zazdrosna o Harry'ego ? - Angel usiadła naprzeciwko mnie ze słodkim uśmiechem.
- Bleee ja o kotleta ?! Czy Ciebie pojebało ! - oburzyłam się.
- No bo tak na niego patrzysz i ta Twoja gadka wcześniej. - wyjaśniła, a ja uderzyłam się z otwartej dłoni w czoło. Czemu wszyscy myślą że jestem zazdrosna i na niego lecę ludzie okulary sobie kupcie.
- Po pierwsze mam chłopaka to Zayn poznałaś go. Po drugie nigdy w życiu nie łączyło mnie nic i nie będzie mnie łączyć z tym kotletem poza nienawiścią do siebie. I po trzecie ja już mam chłopaka. - powiedziałam szybko na co ta tylko się zaśmiała i poszła pod karuzelę. Piłam już chyba piątego drinka i lekka faza zaczęła mnie łapać więc całkowicie zapomniałam o podejrzeniach Angel. Wszyscy postanowiliśmy iść do domu strachów. Jeździło się tam drewnianą kolejką. Kupiliśmy bilety i zajęliśmy miejsca, ale ta dziunia znów musiała coś palnąć.
- Co Libby wolałabyś siedzieć koło Harry'ego żeby się do niego przytulić. - powiedziała, a ja myślałam że zaraz się na nią rzucę i jej całą twarz przestawię, aż jej matka nie pozna.
- Liv spokojnie on chce Cię sprowokować. - Zayn objął mnie ramieniem.
- Udaj się jej i zaraz tego pożałuje. - ta suka ma szczęście że jeszcze nie potrafię zabijać wzrokiem. Jeszcze bezczelnie się śmiała. No ja zaraz nie wytrzymam.
- Harry trzymaj ją lepiej blisko siebie, bo pożałuje że ze mną zadziera. - powiedziałam wściekła. Chłopak zaczął jej coś tłumaczyć, a ta tylko wywróciła oczami.
- Uuu wróciła psycho Libby. - zawyła An która już była napita. Normalna osoba by się za to zdanie wkurzyła, ale mnie to rozbawiło. Scar, An i ja śmiałyśmy się przez cały dom strachu z tego, a nikt nie wiedział o co chodzi. Może kiedyś im opowiem, ale to jak będę trzeźwa i będę o tym pamiętać więc marne szanse. Jak wyszliśmy z tego śmiesznego domu strachów, An rzuciła pomysł żeby coś zajarać. Rozejrzeliśmy się i zobaczyliśmy jakąś grupkę palących osób. Liam poszedł do nich po jakiegoś gieta, ale odprawili go.
- Może poszukamy kogoś innego. - zaproponował Niall.
- Co ich zapytałeś ? - zapytałam opierając się o ramie Zayna.
- Czy mają zioło, a co niby miałem zapytać. - odpowiedział oburzony Liam.
- Jeny nie można tak prosto z mostu. Pewnie pomyśleli że jesteś z policji czy coś trochę dyskrecji. - wywróciłam oczami i wstałam z ziemi. Wyjęłam kilka banknotów z torebki i je zwinęłam w dłoni.
- Dajcie mi to załatwić. - uśmiechnęłam się i oddaliłam od znajomych.
- Hej. - przywitałam się i podałam jednemu dłoń na uściśnięcie przy okazji dając pieniądze. Spojrzał i szybko przeliczył banknoty. Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu i wręczył srebrną kulkę.
Uśmiechnęłam się wdzięcznie i wróciłam do reszty.
- Wy kobiety to macie łatwiej wystarczy dekolt. - warknął Liam.
- Oj już nie marudź tylko podaj bletki i jakiegoś papierosa. - rozdrobniłam zioło i zmieszałam z odrobiną tytoniu. Szybko skręciłam blanta i rozpaliłam podając dalej. Nawet Scar zapaliła to trzeba zapisać w jakimś kalendarzu. Jak skończyliśmy wzięliśmy jeszcze kilka drinków i poszliśmy w tłum. Impreza była genialna jedna z najlepszych na jakich byłam. Niall nosił Scar na baranach, a Zayn mnie. An tańczyła z Lou uśmiechnięta od uch do ucha. Harry z tą dziunią, a Li z jakąś brunetką. Prawie idealny skład nie sądziłam, ze tak szybko się zgramy. Kocham tych ludzi !

___________________________
Rozdział dość szybko i mam nadzieję, ze Wam się podoba. Proszę o komentarze z pochwałami, krytyką czymkolwiek po prostu chcę wiedzieć że tu jesteście i ze czytacie to dla nas naprawdę ważne. I wybaczcie jeśli są jakieś błędy :)
Ps. Trzymajcie za mnie kciuki bo matury mi się zaczynają :) I powodzenia dla reszty maturzystów jestem z Wami !! <3