niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 16

Perspektywa Libby
Środa 03 kwietnia

Mamy środę układ mam wymyślony, ale czekają mnie bardzo trudne dwa dni. Partnera już znalazłam, ale nie wiem czy załapie kroki. Oliver jest najlepszym męskim tancerzem w naszym roczniku. Dobra na początku sporo się na niego darłam, ale mam stresa i jeszcze mam problemy z żebrami. Na dzisiaj koniec treningu. Pożegnałam się z Oliverem i poszłam po apteczkę.
- Scarlett ! - krzyknęłam z kuchni.
- Libby ty od tych krzyków jeszcze głosu nie straciłaś ? - powiedziała z rozbawienie.
- Ale z ciebie żartowniś Scar. Mniejsza nakleisz mi plastry ? - zapytałam.
- Jasne. - uśmiechnęła się. Podałam jej usztywniające plastry dla sportowców i pokazałam jej gdzie ma nakleić.
- Dzięki. - dźgnęłam ją w policzki i uciekałam na piętro. Wzięłam szybki prysznic i łyknęłam jakieś tabletki przeciwbólowe. W sumie to poszłabym na jakiegoś drinka. Ubrałam się w czarną, zwiewną sukienkę i tego samego koloru buty. Do torebki wrzuciłam telefon, portfel i krople do oczu. Powoli zeszłam schodami na dół i poszłam do salonu.
- Jestem na tak. - pisnęła podekscytowana Andrea i pobiegła się szykować do siebie.
- Scar. - spojrzałam na nią ze słodką minką.
- No dobra, ale nie za dużo jutro szkoła. - poszła do siebie.
- Dobrze wiesz jak to się skończy. - krzyknęłam za nią rozbawiona. Złapałam za komórkę i wybrałam numer Malika.
- Hej mała. Co jest ? - usłyszałam znany głos z słuchawki.
- Za pół godziny w xXx cię widzę zabierz kogo chcesz i lecimy na drinki. Libby Olivia Bianca Hathaway nie przyjmuje odmowy buziaczki. - zaświergotałam i się rozłączyłam nie pozwalając na jakikolwiek sprzeciw z jego strony.

*** 

Środek tygodnia, a klub i tak pęka w szwach. Ale dzięki naszym znajomością znalazły się dla nas miejsca w loży dla VIP'ów. Dziewczyny zajęły kanapy, a ja poszłam po drinki.
- Trzy razy mrożoną truskawkową Margaritę. - rzuciłam do barmana i od razu zapłaciłam za nie. Wzięłam tacę z drinkami i poszłam do stolika.
- Drineczki lecą. - zaświergotała rozweselona Star.
- To co dziewczynki za zdrowie pięknych panów, których tu brakuje. - wzniosłam toast do którego przyłączyło się kilka innych już wstawionych dziewczyn. Wypiłyśmy po sporym łyku Margarity mmm pyszna. Po chwili do naszego stolika przyszła Izabella. Była ubrana w uroczą sukienkę różowego koloru.
- Hej. - powiedziała sącząc drinka.
- Jupi super że jednak przyszłaś. - rzuciła się na nią Scar przez co drink wylał się na jakąś dziunie obok nas.
- Pojebało cię ?! - oburzyła się ta tleniona blondi.
- Ja .. ja .. - zaczęła się jąkać Iza.
- Co mowę ci odebrało ! Widzisz co narobiłaś zaraz za to oberwiesz ! - wydarła się jedna z koleżanek tej blond tapeciary. I teraz wkraczam ja nikt nie będzie darł się na moje koleżanki.
- Słuchaj tleniona lampucero, albo odwalisz się od moich koleżanek, albo tego pożałujesz ! - wstałam mierząc się z jej wzrokiem. I co że niby jej "groźna" minka ma na mnie zrobić wrażenie.
- Oj uważaj żebyś czasem ty zaraz nie oberwała. - rzuciła blondi zbliżając się w moją stronę. Podniosła na mnie rękę, ale zanim mnie uderzyła zdążyłam zrobić unik.
- Ty jędzo nie będziesz podnosić ręki na moją przyjaciółkę ! - Andrea wpadła w furię i już miała się na nią rzucić, ale w ostatniej chwili zatrzymał ją Louis. Tamte od razu uciekły. Zaraz, zaraz skąd on się tu wziął ?! Obok pojawili się zaraz Liam, Zayn, Niall i Harry. Ciekawe jak się dostali do klubu .. mniejsza.
- An ogar sama dałabym sobie rade. - powiedziałam.
- Wiem Liv, ale zawsze stanę w twojej obronie jesteśmy jak siostry. - powiedziała i mocno mnie przytuliła.
- Wiem ja w twojej obronie też zawsze stanę.
- Dobra koniec tych sentymentów trzeba się narąbać biczys !! - wydarł się Malik, a po chwili nasz stolik był już pełny szotów. Teraz zaczyna się impreza ! Kelner przyniósł nam szoty. Pochłaniałam je jak wodę co pewnie skończy się źle, ale trzeba nadrobić kilka dni wagarów od imprez.
- Idziesz zatańczyć ? - zapytał Malik, a ja chwiejnie wstałam ooo zaczyna się.
- Z tobą zawsze. - złapała mnie za dłoń i przeciskaliśmy się przez tłum na parkiet. Ludzie ocierali się o siebie w wulgarny sposób. Większość była już bardzo napita bądź naćpana. Dotarliśmy na środek i zaczęliśmy tańczyć. Czuje że alkohol już mocno buzuje w moim krwiobiegu co pomogło mi jeszcze swobodniej się ruszać. Zayn też już wyglądał na wstawionego. Rękami błądził po moim ciele co w żadnym wypadku teraz mi nie przeszkadzało. Mmm tak pięknie pachnie połączeni perfum i dymu papierosowego. Nagle koło nas pojawiła się Andrea.
- Mam coś chodźcie ! - starała się przekrzyczeć muzykę i zaciągnęła nas do wyjścia. Na dworze poczułam chłodny powiew wiatru, który lekko mnie otrzeźwił. Zaciągnęła nas do zaułka gdzie czekał Harry i gadał z jakimś typkiem. Wymienili się czymś i tamten gdzieś zniknął.
- Libby czyń honory. - szturchnęła mnie przyjaciółka więc podeszłam do lokatego. Wręczył mi małą paczuszkę. Rozejrzałam się i dostrzegłam jakiś kawałek lustra. Pospiesznie je wytarłam i wysypałam
biały
proszek.
- Dowód osobisty. - powiedziałam i dostałam przedmiot. Rozdzieliłam nim cztery równe kreski i wyjęłam banknot ze stanika. Zwinęłam z niego rurkę i pochyliłam się wciągając jedną kreskę. Mmm mocne. Dałam im banknot, a oni zrobili to co ja przed chwilą. Koka. Czułam jak moje wszystkie zmysły się wyostrzają i nie mogę ustać w miejscu jakby coś mnie miało rozsadzić od środka.
- Wracamy. - wyrwał mnie z zamyśleń głos Styles'a. Ruszyliśmy do wejścia gdzie już dało się słyszeć dudniącą muzykę. Pokazaliśmy wejściówki i wróciliśmy do stolika. Reszta na nas dziwnie patrzyła może coś podejrzewali ? Mniejsza zaraz mnie tu coś trafi muszę iść na parkiet nie mogę siedzieć w miejscu.
- Brałaś prawda. - stwierdziła Scar.
- Tak też chciałaś mogłaś powiedzieć. - uśmiechnęłam się znacząco.
- Dobrze wiesz że nie biorę. - syknęła.
- A czasem by ci się przydała. - powiedziałam, wypiłam szybko kilka szotów i poszłam na parkiet. Muzyka dudniła w mojej głowie. Tańczyłam z jakimś kolesiem, który wyglądała na mocno zjaranego. Nie miałam kontroli nad swoim ciałem nagle poczułam dłonie na swoich biodrach. Ktoś mnie do siebie przyciągnął tak że uderzyłam plecami o jego klatkę. Te perfumy to Zayn wiem to. Zaczęłam
najseksowniej jak się dało z nim tańczyć. Pociąg seksualny jaki teraz czułam był ogromny. Nic nowego kokaina tak działa, chociaż muszę przyznać, że ma coś w sobie. Odwróciłam się do niego przodem i natrafiłam na jego napalony wzrok. Cholera jest taki pociągający. Zbliżył się do mnie tak blisko, że na sobie czułam jego erekcje. Na twarzy czułam jego gorący oddech. Tańczyliśmy bardzo zmysłowo dopóki ktoś na nas nie wpadł przez co wylądowaliśmy na podłodze. Zayn gwałtownie wstał i rzucił się na jakiegoś typa. Starałam się ich rozdzielić, ale byli silniejsi. Imprezowicze nawet nie zauważyli byli tak pijani i naćpani. Liam, Niall i Lou pojawili się nagle i załagodzili sytuacje. Wszystko działo się tak szybko nie ogarniałam do końca co się dzieje. Wszyscy znajomi i nagle zniknęli zostawiając mnie samą pośród tłumu nastolatków. Wróciłam do stolika gdzie wszyscy siedzieli. Czułam na sobie ich dziwny wzrok.
- O co wam do cholery chodzi ?! - krzyknęłam pochłaniając kolejnego szota. Jeny język mi się trochę plącze.
- Libby przystopuj. - powiedziała Scar. Lorze są trochę wyciszone dzięki czemu można normalnie gadać.
- Przestań. - machnęłam ręką, a ona tylko wywróciła wkurzona oczami. Spojrzałam na wyświetlacz
ekranu już po 2 zaraz zamykają klub w weekendy jest do rana, ale mamy dni robocze.
- Chce ktoś coś z baru ? - zapytałam.
- Idę z tobą. - oznajmił Harry. Nawet nie wiem dlaczego złapałam go za dłoń i pociągnęłam za sobą. Między naszymi dłońmi czułam jakieś iskierki, jakby emanowała od niego jakaś niewidoczna energia. Zignorowałam to szybko i usiadłam z jego lekką pomocą na wysokim, obrotowym siedzeniu przy badzie baru.
- Dwa razy Highlander. - rzuciłam do barmana. Chciałam zapłacić, ale mój towarzysz mnie wyprzedził. Wpatrywałam się w tańczących ludzi.
- Taka piękna dama, a sama siedzi i to bez drinka. - powiedziała jakiś koleś siedzący obok nas.
- Taki stary facet, a chodzi do klubów dla młodzieży i pewnie tylko wyczekuje na napalone małolaty. A i dla twojej wiadomości nie jestem sama. - powiedziałam wpijając się w usta lokowanego. Chłopak był szoku, ale muszę przyznać ja też. Cholera co ja robię ?!?! Nie protestował wręcz pogłębiał pocałunek. Jany ! Szybko oderwałam się od niego ciężko oddychając. Obraz mi się chwiał cholera co się wgl dzieje. Pewnie połowy nie będę pamiętać. Młodzież powoli zaczęła opuszczać lokal. Żadne z nas nie miało nawet siły się odezwać, byliśmy tak pijani. Wypiliśmy drinki które okazały się naprawdę mocne. Blee za mocne. Chwiejnie wróciliśmy do stolika.
- Wracamy. - oznajmiła Scarlett. Jeny, ale ona ma dzisiaj ponury nastrój. Zabraliśmy wszystkie nasze rzeczy i wyszliśmy przed klub. Naokoło było mnóstwo ludzi, albo nadal tańczyli i się całowali, albo rzygali w krzakach bleee. Nie mogliśmy złapać taksówki, a że każdy pił auta zostały w domach.
Najbliżej był do willi Harry'ego nie mając siły protestować poszłam za resztą. W sumie energia nadal mnie roznosiła tylko nie miałam siły dużo gadać. Szłam z przodu razem z An, Zayn'em i kotletem. Co chwile musieliśmy się zatrzymywać, bo reszta nie nadążała. Szliśmy jeszcze kilka minut i zatrzymaliśmy się przy ładnej willi. Była nie za wielka, ale nowoczesna. Jak do niej weszliśmy rzucił nam się w oczy wielki salon salon. Szybko zaczęłam biegać po całym domu w poszukiwaniu łazienki. Myślałam że pęcherz zaraz mi pęknie. Znalazłam upragnione pomieszczenie i po chwili wróciłam do salonu. Na stole stały już kieliszki, butelki z wódką i napoje.
- Cho na kielonka bejbe. - zawył kotlet. Ale on ma śliczne szmaragdowe oczy ... Dobra co ja gadam Libby to kotlet ogarnij się !
- Ta idę. - usiadłam przy stole. Scar, Izabella, Niall i Liam już gdzieś się zmyli pewnie spać poszli. Zostałam ja, An, Lou, Zayn i Harry. Nawet nie wiem ile kolejek wypiliśmy, ale musiało być tego sporo skoro ledwo doczołgałam się do jakiegoś pokoju. Jeszcze te schody normalnie zgroza. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam odpływać. Poczułam jak, ktoś się za mną kładzie i przytula. Nawet mi to teraz nie przeszkadzało od razu odpłynęłam w krainę snu.
____________________________________________
No to mamy rozdział 16 :) Jest mi bardzo smutno, bo pod ostatnim postem nie ma żadnego komentarza :( Naprawdę nie macie chwilki nawet na napisanie : ''Fajnie :)'' lub ''Podoba mi się ;)'' to nie zajmuje dużo czasu, a pisanie rozdziałów dla Was zajmuje więcej czasu. Kochamy to, a komentarze nas motywują więc mogłybyście chociaż troszkę to docenić ;) Mam nadzieję, że trochę to się zmieni. A wracając do rozdziału jak Wam się podoba ? :D Bo mi pisanie sprawiło dużo frajdy w końcu mocniejsza impreza za dziewczynami ;) Czekam na Wasze opinie ;***
Ps. Jak są jakieś błędy to sorki ;P
Pozdrawiam Nast <3

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 15

   Perspektywa Scarlett
 Środa, 3 kwiecień

  Uniosłam brew ku górze, czytając sms'a. Oparłam się o szafki, chowając komórkę do kieszeni. Czyli rozwiązali sprawę dotyczącą śmierci aktora w teatrze beze mnie...  to przykre. Poczułam się niepotrzebna. Nikt mnie już nie kocha, stałam się przeżytkiem. Wracając:
 Jego była kochanka, jedna z aktorek była morderczynią. Zakochana na tyle, że aż otruła mężczyznę, gdy ten zaczął się umawiać z główną bohaterką. Geez, ludzie nawet w XXI wieku zaczynają wariować. ~ dlatego także uważałam, że miłość jest zbędnym uczuciem. Prędzej czy później wygaśnie, a przynosi więcej cierpienia i smutku, niż szczęścia. Po chwili za sobą usłyszałam stukot obcasów. Ze trzy centymetry minimum. Perfumy... słodkie, oryginalne, przez co mogłam je rozpoznać. Do tego w szybie od drzwi z naprzeciwka ujrzałam delikatnie rozmazaną sylwetkę o znanych mi rozmiarach i proporcjach. Libby~!
  - Siema, Scar. - Usłyszałam głos blondynki, która uwiesiła mi się na szyi. Z uśmiechem przytuliłam ją, wcześniej odwracając się w jej stronę.
  - Nie rozumiem, czemu zawsze witacie się ze mną, choć już wcześniej się widziałyśmy. - Westchnęłam z rozbawieniem, poprawiając torbę na ramieniu. Ta tylko przewróciła oczyma, po czym obie ruszyłyśmy w stronę wyjścia. W końcu koniec... co za ulga! Cały dzień było nudno. Rozmowy poszczególnych grupek z klasy nie były ni trochę ciekawe, podlizujące mi się osoby sprawiały, że miałam ochotę zwrócić śniadanie, a nauczyciele jak zwykle gadali tym swoim monotonnym głosem.
 W moje nozdrza uderzył charakterystyczny zapach czekolady zmieszanej z odrobiną... no, tego nie potrafiłam wyjaśnić. Ale wiedziałam już kto się do nas zbliża.
  - O! Dziewczyny! - Wesoły głos blondyna przewiercił mi się przez czaszkę, która nagle zaczęła delikatnie pulsować. Super, jeszcze łeb mnie rozbolał...
  - Hej Niall. - Mruknęłam z uśmiechem, spoglądając w stronę chłopaka.
  - Co tam u was? - Spytał z wyszczerzem, podbiegając do mnie i Libby.
  - Sprawdzian. Mogliby sobie to wszystko odpuścić... - Westchnęła blondynka, zarzucając kręconymi lokami.
  - Muszą sprawdzić czy uważałaś na lekcji, czy malowałaś sobie paznokcie pod ławką. - Zauważyłam, a ta jedynie prychnęła z rozbawieniem, wyciągając dłonie przed siebie.
  - No ale czy ten kolor nie jest śliczny? - Zadała retoryczne pytanie, a Niall przewrócił oczyma. Oho? Czyżby mu się nie podobał...?
  - Co powiecie na shake'a? - Spytał z nadzieją, ruszając w stronę wyjścia ze szkoły.
  - Nie, dzięki. Jestem zajęta. - Wytknęłam mu język i już miałam dodać, że muszę psa dzisiaj wymyć, aż tu nagle ktoś znowu uwiesił mi się na szyi. Nie powiem, spanikowałam. Całe szczęście, że była to tylko An... dziwne, bo gdy byłam z Niall'em traciłam czujność. Zazwyczaj wiedziałam, gdy ktoś się do mnie zbliżał. Słyszałam, czułam lub... po prostu wiedziałam. Będąc z nim zapominałam o Bożym Świecie, co mogło się dla mnie w końcu źle skończyć.
  - Siema, skarby! - Zawołała wesoło, a ja tylko ją przytuliłam.
  - Siema, brzydulo. - Uśmiech Libby spowodował szybsze bicie serca u przechodzących obok nas mężczyzn. A słychać to było dobrze... a przynajmniej dla mnie. Do tego zaczęli szeptać, dokładnie ją lustrując. No, nie tylko ją.
  - Brzydulo? To tobie robią się zmarszczki! Za dużo się krzywisz... i uśmiechasz. - Burknęła, dźgając blondynkę palcem wskazującym w czoło.
  - No co z tymi shake'ami? - Jęknął Niall, nadymając policzki jak chomik. I, nie powiem, wyglądał mega uroczo z takim dziecięcym dąsem. Tylko by go schrupać.
  - Nie mogę. Muszę iść zrobić casting. Potrzebuję partnera do tańca na konkurs talentów. - Odparła z uśmiechem Libby, skręcając. - Do zobaczenia! - Rzuciła, pomachała i... już jej nie było.
  - Ja też muszę iść. Wkuwać. Narka. - Pożegnała nas również An, uciekając.
  - No weź... Scar, nie daj się prosić... - Zachlipał, a ja ciężko westchnęłam.
  - Możemy na chwilę wstąpić. Pod warunkiem, że pomożesz mi z Alex'ym. - Postanowiłam, a ten posłusznie pokiwał główką z tak rozradowaną miną, że od razu cieplej mi się zrobiło na serduszku. Po chwili byliśmy już w jednym z pobliskich restauracji fast food'ów. Tam zamówiliśmy po dwa shake'y. Ja waniliowy, a Niall czekoladowy.
  - Hm? Chi~chi? -Usłyszałam tak  w prędkością światła, unosząc brew ku górze.
  - Martin? A co ty tu robisz? Nie powinieneś być w biurze? - Spytałam z wyrzutem, odbierając swoje zamówienie, a następnie ruszając w stronę wyjścia. Za mną pognali tamte blondyny.
  - Przyszedłem coś zjeść. Ale skoro was spotkałem to wam się nieładnie wtrącę w randkę. - Wyszczerzył ząbki. Gdy znaleźliśmy się już na zewnątrz bez skrupułów wylałam shake'a na głowę mojego współpracownika. Oboje zszokowani spojrzeli na mnie. Choć... wydawało się, że to Niall był bardziej zaskoczony. Nawet bardziej od poszkodowanego.
  - To za ponowne nazwanie mnie "Chi~chi". Ostrzegałam cię już parę razy, że w końcu się wkurzę. Ano... i to nie żadna randka. - Burknęłam, biorąc pod ramię czystego blondyna, a następnie ruszając w stronę mojego domu. Oczywiście mój przyjaciel pognał za nami z pretensją wypisaną na twarzy. - No co? Ponoć mleczna kąpiel świetnie wpływa na cerę. - Zachichotałam, przez co oberwałam w ramię. Dość mocno. Oj, grabisz sobie, staruszku.
  - Tak w ogóle gdzie idziecie? - Spytał ciekawy, a ja z otwartej dłoni uderzyłam się w czoło.
  - Dobrze znasz ten kierunek. - Westchnęłam, mocniej ściskając przedramię Nialla. Wyglądał na lekko spiętego... i jakoś nie zadowolonego.
  - Chodzi mi o to, co będziecie robić u ciebie w domu. - Przewrócił oczyma.
  - A... różne takie tam wstydliwe rzeczy... - Szepnęłam zmysłowym tonem, Horanek się zarumienił, a Martin zakrztusił powietrzem. Oni... wzięli to na serio? - Żartowałam, głąby...
  - Dobra, to teraz na serio, odpowiadaj.
  - Nie jestem na żadnym przesłuchaniu.
  - A właśnie, że tak. Spowiadaj mi się tutaj ładnie i grzecznie.
  - Co ty, ksiądz żeby mnie wysłuchiwać?
  - Przecież wiesz, że zawsze możesz mi się wypłakać w ramię.
  - Jakoś nie odczuwam takiej potrzeby.
  - Mówiłem to tak na przyszłość.
  - W przyszłości zostanę starą panną z kotami. Będzie ich czterdziestka i nie będę miała czasu na żalenie się komuś.
  - Naprawdę sądzisz, że tak skończysz?
  - Oczywiście. To moje przeznaczenie.
  - A jeśli bym ci się oświadczył?
  - Wtedy tym bardziej bym nią została.
  - Jesteś okrutna!
  - A ty głupi.
  - No weź, Chi~chi!
  - Nie mów tak do mnie! - Pisnęłam, uderzając go w tył głowy.
  - Ej... jesteśmy już na miejscu... - Głos Nialla przerwał nam dalszy dialog. Zerknęłam przed siebie i... faktycznie już dotarliśmy pod dom. Otworzyłam drzwi, grzecznie wpuszczając chłopaków do środka, gdzie od razu przybiegł Alex cały rozradowany. Oczywiście podbiegł jedynie do mnie, całkowicie olewając tamtą dwójkę.
  - Grzeczny piesek... nie zbliżaj się do nich. Jeszcze zarażą cię głupotą. - Zacmokałam, a tamten zaskomlał i  uciekł. Jak ja go kocham...
  - Ej! - Chórek chłopców zabrzmiał mi w uszach, a ja jedynie niewinnie się uśmiechnęłam.
  - Scar? Wróciłaś już? - Zza rogu wyszła Iza ubrana w niezwykle uroczy, różowawy fartuszek. Oprócz tego trzymała kuchenny tasak w ręce tak, jakby nam groziła, a cała była... upaćkana... czerwonym czymś... wyglądającym niczym krew. Przerażeni wrzasnęliśmy. No, a tamte tchórze schowały się za mną. Nie powiem, adrenalina była niesamowita. Poczułam się, jakbym zaraz miała zginąć. Zdziwiona przyglądała nam się przez chwilę, po czym najpewniej w końcu zrozumiała, że to przez jej wygląd. Zachichotała, opuszczając rękę z ostrym narzędziem, a następnie wycierając twarz w fartuszek. - Spokojnie... to tylko sos. Przygotowuję nuggety... - Wyjaśniła, a my przestaliśmy piszczeć.
  - Dobra... my... będziemy w ogrodzie... - Mruknęłam jeszcze, otwierając szafeczkę na przedpokoju, z której wyciągnęłam szampon dla psów, a następnie ciągnąc chłopców za nadgarstki w stronę rozbudowanego podwórka. Był śliczny... cały zielony, pod płotem rosły niezwykle zadbane kwiaty, a po prawej stronie, przy końcu stała niezwykle urocza altanka.
  - Alex! Do nogi! - Krzyknęłam, odkręcając z boku kran. Potem chwyciłam za wąż, rzucając w stronę Nialla szampon. - Ty nabierz już go na rękę, a ty Martin... zaczaj się przy wejściu. I spróbuj go przytrzymać. - Rozkazałam, powoli skradając się w stronę drzwi, z których po chwili wybiegł owczarek niemiecki, niezwykle rozradowany. No, do czasu. Gdy zobaczył co się szykuje od razu wziął nogi za pas. Za nim pobiegł Martin... a za nim Horanek. Cała trójka biegła tak, że aż się za nimi kurzyło! Z niemałym rozbawieniem przyglądałam się, jak dwudziestoczteroletni blondyn rzuca się na psa, a ten drugi za nim. Ja natomiast nakierowałam szlauf w ich stronę.
  - No ej! - Pisnął mój współpracownik, od razu odskakując w bok. Oczywiście ja, jak to ja, pozostawiłam słodkiemu głodomorowi namydlić Alex'a, a strumień wody nakierowałam na uciekiniera, który, podobnie jak wcześniej psiak, zaczął latać jak jakiś wariat po całym podwórku.
***
  Zdjęłam przemoczoną bluzkę, rzucając ją na łóżko w moim pokoju. Chłopaki czekali w salonie, cali przemoczeni... no, przynajmniej Iza była na tyle dobra, żeby dać im ręczniki i szlafroki. Ode mnie nie dostaliby nic. Niech marzną... buahaha... robię się coraz gorsza. Narzuciłam na głowę ręcznik, przymykając powieki. Zaraz po tym, jak ja zajęłam się Martinem, Alex wyrwał się Niallowi, następnie na mnie skacząc... wypuściłam wąż ogrodowy, poleciałam na plecy, a cała woda zaczęła tryskać na mnie i psiaka. No, tyle dobrego, że w końcu go umyliśmy. Uśmiechnęłam się pod nosem, już mając zdjąć spodenki, jednak stłumiony jęk mi to przerwał. Zaskoczona spojrzałam w stronę drzwi, w których stał cały czerwony blondyn.
  - P~przyszedłem... j~ja tylko... chciałem zobaczyć, c~czy z tobą w~wszystko w porządku... nie chciałem... ja... - Zaczął się jąkać, cofając, w efekcie potykając o własne nogi i upadając. Zaśmiałam się, kręcąc głową z dezaprobatą, następnie kucając obok niego z uniesionymi brwiami.
  - No już, nie wstydź się tak. Jestem pewna, że w swoim życiu widziałeś już o wiele więcej kobiecego ciała. - Wytknęłam mu język, a ten jeszcze bardziej się zarumienił, spuszczając wzrok. Westchnęłam ciężko, nachylając się nad nim. - No już... miło, że się o mnie martwiłeś. - Szepnęłam mu do ucha, wstałam i wróciłam do pokoju, zamykając drzwi, tym samym pozostawiając blondyna samego.
 Z prędkością światła się przebrałam, następnie schodząc do salonu, gdzie dwójka blondynów i Iza siedzieli na kanapie, oglądając coś w TV. Problemem było to, że zajęli całą...
  - Och... moja kotka psotka nie ma gdzie usiąść? Chodź na kolanka. - Powiedział Martin, głupkowato się szczerząc. Prychnęłam, siadając. Owszem, na kolanach. Tyle, że Nialla.
  - Pomarzyć to ty możesz. - Wytknęłam mu język. - Co oglądamy?
  - "Wszystko dobre co się dobrze kończy". - Odpowiedziała Izabella, poprawiając włosy.
  - Nie za długi tytuł? - Skwitowałam, a reszta wzruszyła ramionami. Głowę oparłam o ramię blondyna, przymykając oczy. I pewnie bym zasnęła, gdyby nie krzyki...
  - Kiedy Libby wróciła? - Spytałam, rozpoznając głos blondynki.
  - Chwilę temu. Przyprowadziła jakiegoś chłopaka i poszli do sali. - Odparł Martin. Przysłuchiwałam się jeszcze chwilę pisków "Nie, nie tak!" lub "To nie tak idzie!" albo "Źle!!!"... najlepsze, że w salce były wyciszane ściany... a mimo to i tak wszystko było tak dobrze słychać... oj, coś czuję, że to konkursu talentów to raczej nie wypocznę.
***
 SKOŃCZYŁAM! WRESZCIE! <3 Jestem z siebie taka dumna... choć rozdział niezwykle krótki ;-; Ostatnio tracę coraz więcej weny. Tyle dobrego, że pisząc z Natalcią przypadają mi do głowy jakieś pomysły. Tracę zapał do pisania... ;c Mam nadzieję, że się wam wszystkim spodoba i będziecie komentować, bo koniec końców, to naprawdę pomaga w zebraniu się do kupy. ;*
 To tyle~ <3