sobota, 21 września 2013

Rozdział 5

Perspektywa Libby

Pon. – Wt. 25-24 marca 2013 r.

Poniedziałek to najgorszy dzień tygodnia. Jak mi się nie chce chodzić do szkoły normalnie masakra. Problem w tym że jest już wieczór, a ja nie mam żadnych planów. Ubrałam body, zarzuciłam moją kolorową tutu i zdjęłam z wieszaka baletki. Poszłam do naszej pracowni i założyłam obuwie do tańca. Często jak się nudzę ćwiczę, kocham taniec to moja pasja. Jednak nie myślałam o nim nigdy pod względem zawodu i pracy. Zaczęłam od rozgrzewki, ale trochę się przeliczyłam żebra dalej nie dają mi o sobie zapomnieć. Stanęłam przy barierkach i postanowiłam dzisiaj się nie forsować tak jak zawsze tylko postawiłam na rozciąganie nóg. Nagle ktoś wparował do pracowni…
- A to nasz pokój w którym ćwiczymy…. – powiedziała do kogoś Scar.
- Sorki Liv, że ci przeszkadzamy w ćwiczeniach. To jest Izabella zatrzyma się u nas na jakiś czas. – oznajmiła.
- A my co hotel. – spojrzałam na dziewczynę po której dało się zauważyć, że jeszcze nie dawno płakała.
- Libby … ! Nie przejmuj się nią Iz. – skarciła mnie Scarlett na co tylko przewróciłam oczami i wróciłam do ćwiczeń, a one wyszły. Dosłownie minęłam minuta, a znów mi ktoś przerwał.
- Do cholery czy ja nawet na chwilę nie mogę być sama tylko ktoś musi mi przerywać ?!
- Też cię miło widzieć księżniczko. – uśmiechnął się Zayn.
- O hej sorki, ale wszyscy mi przeszkadzają dzisiaj. – powiedziałam dalej się rozciągając, cholerne żebra -.-
- Jak długo trenujesz. – zapytał rozsiadając się na kanapie w rogu pomieszczenia. Jest całe białe, a jedna ściana jest pokryta całkowicie lustrami i barierkami.
- Odkąd pamiętam pewnie od chwili kiedy zaczęłam chodzić. – uśmiechnęłam się sama do siebie. Kiedyś było inaczej rodzice byli na każdym moim występie, a teraz co … pewnie nawet nie wiedzą, że nadal trenuje i do jakiej szkoły chodzę.
- To fajnie, ja mam podobnie ze śpiewaniem. – powiedział.
- Serio, a możesz coś zaśpiewać ? – zapytała, a on trochę się spiął.
- Czy ja wiem…
- No dawaj mamy tu świetną akustykę. – wyszczerzyłam się jak głupia, czemu czuję się przy nim tak swobodnie hmm
- No dobrze, może być Mario - Let me love you ? – ochoczo pokiwałam głową, a on zaczął śpiewać.
Normalnie mnie zatkało nie sądziłam, że ma tak wielki talent. Siedziałam naprzeciwko niego z rozdziawioną buzią, a uwierzcie mnie trudno zadziwić.

- Łał Zayn to było genialne.
- Nie sądziłem, że kiedykolwiek ktoś usłyszy od ciebie takie słowa.
- Daj spokój nie jestem, aż taką jedzą. – uderzyłam go lekko w ramię na co zaczął udawać, że go to wielce zabolało.
- Teraz ty. – spojrzała na mnie wyczekująco.
- Co teraz ja ?
- Zatańcz …
- Postaram się, ale nie licz na wiele po wypadku jest mi ciężko.

- Nie licz na wiele …. To było świetne i nie było widać, że jesteś po wypadku jak ty to robisz ?
- Wiesz tyle lat baletu nauczyło mnie maskować ból. Taniec to nie tylko pięknie wyglądający występ to nie takie proste. Widzowie widzą tylko to co jest ładne i wygląda na łatwe, ale to lata pracy, licznych kontuzji i cierpienia. – wyznałam mu.
- Nie uważam, że to łatwe. Wiem bynajmniej się domyślam co musiałaś przeżywać. – przytulił mnie, dobra to dziwne co dzieje się ze mną przy nim…
- Jak chcesz to możesz iść do dziewczyn, a ja poćwiczę jeszcze chwilę. No chyba, że chcesz zostać. – wstałam na równe nogi i podeszłam do barierek, a chłopak ani drgnął. Włączyłam muzykę i zapominając o jego obecności całkowicie wczułam się w melodię.

***

Rześka wstałam z łóżka i biorąc naszykowane ubrania poszłam do łazienki. Wyszykowałam się i po drodze biorąc torbę poszłam do kuchni, gdzie siedziały już dziewczyny.
- Hej bitchs ! – zawyłam do nich.
- No hej ! – odpowiedziały.
- Co na śniadanko ? – zapytałam
- Hmm nie wiem to co sobie zrobisz – rzekła Scar z oczywistością.
- Ja tu ciężko pracuje, rano wstaje, a na mnie nie czeka śniadanie ….. dobra mniejsza  zrobię sobie płatki. – dziewczyny tylko wywróciły oczami. Nasypałam do miski dietetycznych płatków i zalała odtłuszczonym mlekiem nie wiem jak można jeść to na ciepło, więc złapałam łyżkę i zaczęłam jeść posiłek. Scar już pojechała do szkoły, a An poszła jeszcze do pokoju. Brudne naczynia włożyłam do zmywarki i spojrzałam na zegarek 7:50.
- Cholera Star spóźnimy się do szkoły … kogo ja oszukuje zawsze się spóźniamy. – spojrzałyśmy na siebie i wybuchłyśmy śmiechem. Wzięłyśmy torebki i wcześniej zamykając dom zeszłyśmy do podziemnego parkingu. Każda wsiadła do swojego auta i ruszyłyśmy do szkoły. Oczywiście nie obyło się bez stania w korku to jakaś masakra. Zaparkowałyśmy na naszych stałych miejscach i ruszyłyśmy do budynku w którym panowała cisza, no tak spóźnione.
- Panienka Sanchez i panienka Hathaway znów spóźnione. – rzekł ochroniarz sprawdzający przepustki.
- No wie pan te korki. – uśmiechnęłam się sztucznie.
- Takie kity to mi tu proszę nie wciskać, a teraz na lekcję. – bez słowa ruszyłyśmy w głąb holu.
- Ja lecę bo mam teraz w teatrze. – pomachała mi Andrea i pobiegła do innej części budynku. Poszłam do swojej szafki i zostawiłam tam niepotrzebne chwilowo książki. Szybkim krokiem ruszyłam do sali od angielskiego. Ale gdy już miałam skręcić w kolejny korytarz zobaczyłam Josh’a cholera -.- Stanęłam przy ścianie i czekałam aż przejdzie, gdy tylko zniknął w zaułku ruszyłam do sali i szybko tam weszłam.
- Jak zawsze spóźniona. – rzekł nauczyciel.
- Nie moja wina to korki. – wywróciłam oczami i usiadłam do ostatniej ławki, gdzie chichrała się już Sasha.
- Libby jak zawsze spóźniona. – zaczęła naśladować zrzędliwy głos dziewczyna.
- I jak zawsze ta sama wymówka. – puściłam jej oczko i wyjęłam zeszyt i książkę.
- Ciesz się że nic nie pisaliśmy, bo tylko gadał co robił w weekend. Wiesz, że był na dziwkach. – powiedziała zniesmaczona Sas.
- Fuuu to obrzydliwe on jest za stary. – skrzywiłam się.
- Dość że się spóźniasz to jeszcze zagadujesz innych. – zwrócił mi uwagę nauczyciel.
- Przepraszam już nie będę. – powiedziałam zabijając go wzrokiem ja przynajmniej nie chodzę na dziwki pff. Ciekawe co na to jego żona. Moje wybawienie dzwonek ! Szybko wyszłyśmy z klasy i każda rozeszła się do swojej szafki na szczęście ja, Scar i An mamy je koło siebie więc nie musimy się szukać.
- Co masz teraz Flesh ? -  zaszłą mnie od tyłu Panda.
- Dwie godziny baletu, później matmę i na dzisiaj koniec. – powiedziałam zmarnowana.
- Ja mam trzy godziny w pracowni krawieckiej i w sumie też koniec, bo podobno wyrzucili mojego nauczyciela od angielskiego, biedny ciekawe za co ? – zamyśliła się Scarlett.
- Nie wiesz może gdzie Star ? – zapytałam. Wskazała na mały głośnik zawieszony przy suficie, a stamtąd jak na zawołanie wydobył się głos naszej przyjaciółki.
Witam w codziennych porannych informacjach. To znów ja wasza kochana Andrea. Moje wiarygodne źródła mówią, że nowy nauczyciel anglika to będzie niezłe ciacho. Ostatni został zwolniony przez to że podobno dobierał się do dziewczyn, omamiał je, a później nakręcał sex taśmy. Na dzisiaj koniec, ale ostrzegam widzę i słyszę wszystko więc się strzeżcie xoxo
- Ona ma dzisiaj jakiś dobry humor. – powiedziała Lett.
- Nie pewnie trzyma ich w napięciu, bo już ma plote roku. – oznajmiłam.
- Jak wam się podobało ? – zapytała An, która pojawiła się z nikąd.
- Co tam mało i nawet nie obraziłaś żadnego ucznia. – podszedł do nas zdziwiony kotlet, a wraz z nim Zayn, Liam, Louis i Niall.
- No wiesz miała obrazić ciebie, ale stwierdziła że już bardziej cię nie będzie pogrążać. – uśmiechnęłam się do niego sztucznie.
- Nikt cię nie pytał divo. – odburknął pff gbur. Zaraz zaraz jak on mnie nazwał ?!?
- Nie jestem divą kotlecie !
- Nie odzywam się do ciebie jasne. – dobra teraz mnie zatkało … mnie Libby Olivie Biance Hathaway ! Tego jeszcze nie było.
- Macie może jakieś zbędne kanapki ? – zapytał Niall, ja tu mam poważny problem, a ten mi z jedzeniem wyjeżdża co za ludzie. On nie będzie się do mnie odzywał ?!? Co ja gadam przecież mam to gdzieś czy się do mnie odzywa czy nie.
- Ziemia do Libby .. już dzwonek był. – pomachał mi ręką przed oczami Liam.
- A tak … yy cześć. – powiedziałam i szybko pobiegłam do szatni przebrać się w body. Wzięłam baletki i szybko poszłam na salę gimnastyczną. Uff na szczęście się nie spóźniłam. W sumie to jedyna nauczycielka do której wolałabym się nie spóźnić na lekcję.
- Witam dziewczęta. – powiedziała pani Petrenko. To Rosjanka jedna z najlepszych baletnic w kraju.
- Dzisiaj każda pokaże mi jakiś układ improwizowany. Może na pierwszy ogień panienka Mitchell. – rzekła nauczycielka, a moja koleżanka lekko zestresowana wstał i ustawiła się przed nami. Muzyka zaczęła lecieć i po chwili zaczął się układ prezentowany przez Sashe.

Oczywiście jak zawsze przez okna zaglądali chłopacy, którzy mieli akrobatykę w obok sali. Przez cały występ pani Nadia chodziła i zapisywała cos w swoim notesie.

***

Już lekko znudzona siedzę i czekam na swoją kolej. W głowie ułożyłam już kilka układów więc nie mam się co martwić. Mimo że Sas była pierwsza i pod presją poszło jej znakomicie i nawet nauczycielka lekko się uśmiechnęła co zdarza się rzadko.
- Może teraz panienka Hathaway pokaże nam czego się nauczyła. – rzekła z zadartym do góry nosem. Stanęłam przed grupą i czekałam, aż poleci muzyka. Zaczęłam dość spokojnie, ale z każdą kolejną sekundą muzyka była ostrzejsza co przekładało się na moje ruchy. W pewnym momencie nie wytrzymałam i z bólu upadłam na ziemie i skuliłam się w kłębek.
- Libby co jest ? – podbiegła do mnie Sasha.
- Nic to nic. – wyjęczała.
- Proszę zabrać panienkę Hathaway do pielęgniarki. – rzekła niewzruszona nauczycielka pff snobka. Z pomocą Sas dostałam się do pielęgniarki. Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie, a ona wyszła z pomieszczenia. Leżąc na łóżku czekałam, aż przyjdzie kobieta. Zamiast tego nie ziem skąd pojawił się tam kotlet. W sumie to Zayn i Liam go przynieśli, bo był nieprzytomny.
- Libby ? Co ty tu robisz ? – zdziwił się Li.
- Trochę przeceniłam swoje siły na zajęciach. A temu kotletowi co się stało ? A w sumie to mam to gdzieś.
- Gdzie pielęgniarka ? – zapytał Zayn.
- Nie wiem też na nią czekam. – powiedziałam.
- Już jestem dzieciaczki. Libby proszę wstań z łóżka, a wy go tam połóżcie. – rozkazała chłopakom po czym wyszli.
- A więc co ci się stało ? – zapytała mnie.
- Nie wiem dokładnie, ale coś z żebrami.
- Podciągnij koszulkę jak możesz. – z bólem to zrobiłam, a ona dotknęła bolącego miejsca na co syknęłam.
- Przykro mi, ale na najbliższy tydzień masz zakaz ćwiczenia baletu. – skrzywiłam się, ale w sumie ma rację lepszy tydzień niż reszta życie. Podała mi worek z lodem, który przyłożyłam sobie do żeber.
- No dobrze. – odpowiedziałam z ciężkim westchnieniem.
- A teraz jak możesz to posiedź tu chwilkę, bo ja muszę pójść na salę gimnastyczną, bo ktoś złamał nogę.
- Ale ja ..
- Proszę Libby. Dzięki. – nie zdążyłam zaprotestować, a pielęgniarki już nie było. Usiadłam naburmuszona na fotelu i czekałam, aż kobieta wróci. Jak mogła mnie zostawić z tym kotletem, który zaczął się właśnie przebudzać ugh dlaczego.
- O czyżbyś tak bardzo się o mnie martwiła, że przy mnie czuwasz. – powiedział rozbawiony.
- Nie pochlebiaj sobie. Siedzę tu bo mi kazała tak !
- Już nie udawaj, wiem że na mnie lecisz. – powiedział, a ja aż powietrzem się zakrztusiłam.
- Łał kotlecie widzę że żarty się ciebie trzymają. – odpowiedziała.
- Proszę cię laluniu widzę jak na mnie patrzysz. Tylko słowo i jestem twój. – powiedział, a mnie zatkało. W sumie do niego też dopiero dotarło co powiedział.
- O czyli to ty lecisz na mnie. – powiedziałam rozbawiona.
- Nie .. to nie tak miało brzmieć, wcale na ciebie nie lecę. – zaprzeczył.
- Czyżby uwaga cytuję : ‘’ Tylko słowo i jestem twój’’. – zakpiłam i wybuchłam śmiechem. Cholera moje żebra.
- A ty co taka uradowana może to ty jednak lecisz na mnie i dlatego sobie wmawiasz że to ja lecę na ciebie. – zrobił zamyśloną i chytrą minę.
- Łooo to było bardzo mądre i skomplikowane. Nie wierzę że to zdanie wyszło z twoich ust. Jesteś głupi ! I to nie prawda nie jestem w tobie zakochana. – aż skrzywiłam się z obrzydzenia fuu że ja zakochana w nim fuuu !
- Nie jestem głupi ! – oburzył się.
- Nie chce mi się z tobą gadać. – powiedziałam i wyszłam z gabinetu.

_________________________________
A oto kolejny rozdział !! Jupi :D Mam nadzieję, że wam się podoba rozdział. Co sądzicie o Libby ? Liczę na to że przypadła Wam do gustu. Dobra nie wiem co pisać więc ... miłego dnia i liczę na wasze komentarze ! <3

środa, 4 września 2013

Rozdział 4

     Perspektywa Scarlett
     Poniedziałek, 25 marzec 2013

 Skrzywiłam się, czując smród dymu z papierosów. Opierając się o ścianę, na komendzie, zaczesałam dłonią włosy do tyłu, przymykając powieki. I po jakiego mnie tutaj wezwali?!
  - Mamy kolejne zlecenie... - Zaczął Cris, najstarszy z naszego wydziału, zgniatając podeszwą niedopałkę papierosa. Co najśmieszniejsze, miał jedynie dwadzieścia pięć lat. To właśnie on mnie zatrudnił do tej roboty. Bo ja w życiu bym nie wpadła, żeby pomagać detektywom z wydziału kryminalnego. Powiedzmy, że znamy się od małego, po mimo, że jest o wiele starszy.
  - Domyśliłam się... - Przewróciłam oczyma z uśmiechem, odklejając się od zimnej ściany.
  - Zamordowano aktora, na scenie w niedalekim teatrze. Zginął na próbie, gdy ćwiczyli "Romeo i Julia", został otruty. Było to, z tego co pamiętam, w ostatniej scenie, gdzie Romeo zażywa truciznę. - Mruknął, czytając jakieś papiery.
  - Rozumiem, że mam tam jechać z Markiem i przesłuchać każdego z osobna, tak? - Spytała lekko znudzona Katie, wysoka blondynka o niebieskich tęczówkach.
 Miała... z tego co pamiętam, to około dwudziestu dwóch lat, choć wyglądała młodziej. Czy ją lubiłam? Cóż... ujdzie w tłoku. Najgorsze jest to, że prawie nikogo nie szanuje. Eh, biedny Mark przewrócił oczyma... albinos o białych włosach i czerwonych oczach. Dwadzieścia pięć lat.
  - A to dobre... nie. Byłem tam dziś rano z Shaylen. Na razie każdy twierdzi, że nic nie wie... na pierwszym miejscu na liście podejrzanych jest gościu zajmujący się rekwizytami. Miał dostęp do fiolki dwadzieścia cztery godziny na dobę. - Mruknął, kątem oka przyglądając się niskiej szatynce, stojącej na uboczu. Swoimi ciemnymi oczyma dokładnie przeglądała jakieś dokumenty, zapewne nie słuchając co mówi nasz "szefuncio".
  - Shaylen, tu ziemia. - Wysoki blondyn o imieniu Martin zaczął machać jej przed oczyma ręką. Był o rok starszy ode mnie. Powiedzmy, że to "mój ulubieniec", jeśli chodzi o tę grupę. W dodatku mój partner do zadań w terenie.
  - A, racja. Słucham. - Uśmiechnęła się przepraszająco.
 Była taka urocza... wyglądała niemalże jak porcelanowa lalka.
  - Yyy... tak... em... eh... wracając... - Cris zarumienił się, spuszczając wzrok do papierów. - Mark i Katie pójdą przesłuchać świadków zdarzenia. Martin i Scarlett wcielą się w szpiegów jak z jakiś tam filmów. Martin będzie udawać nowego Romeo, natomiast ty skarbie, jego pomocniczkę. Popytacie, pochodzicie i dowiecie się mniej więcej co i jak. Dopiero jednak za parę dni, gdyż na razie teatr został zamknięty na czas sprawdzania zwłok etc. Zrozumiano? - Spytał, gdy klasnął w dłonie.
  - Tak... nie mów do mnie skarbie. - Przewróciłam oczyma zrezygnowana. - Plus co będziesz robić ty i Shaylen? - Spytałam, a w tym momencie Komisarz Alex, mój owczarek, zaszczekał, nadstawiając uszy.
  - My mamy pracę... musimy posegregować dokumenty... plus byłem wczoraj na zwiadach. - Wzruszył ramionami. - A teraz odmeldować się i iść. O trzynastej macie tam wizytę... innymi mówiąc, macie siedem godzin. - Mruknął, machając nam z bananem na twarzy.
 Zasalutowałam, wychodząc. Za mną podążył mój wierny psiak, a za nim mój jakże lojalny Martin.
  - Bez sensu, że wezwał nas tak wcześnie, prawda? - Spytał, wsadzając dłonie w kieszenie spodni.
  - Racja... wczoraj... znaczy dziś położyłam się po pierwszej. Nie dość, że musiałam napisać raport z ostatniej akcji, to jeszcze lekcje do odrobienia... padam z nóg. - Westchnęłam, kładąc głowę na jego ramieniu. Ten się tylko zaśmiał, a Alex zaskomlał.
  - To idziemy do kawiarni? - Zadał pytanie, obejmując mnie w pasie. Przez to moja twarz przybrała szkarłatny kolor. Ja natomiast zasłoniłam ją włosami.
  - Zapraszasz mnie na kawę? - Zachichotałam.
  - I ciastko! Pewnie nie zdążyłaś zjeść śniadania. - Dodał, gdy znaleźliśmy się już po za budynkiem.
  - Jako partnerzy jełopie? - Spytałam, również obejmując go w pasie.
  - Jako partnerzy Chi-chi. - Odparł, a ja nadymałam policzki.
  - Miałeś tak do mnie nie mówić. - Rząchnęłam, a mój kochany Komisarz mi zawtórował szczęknięciem.
  - Tak, tak, Chi-chi. - Zachichotał, opierając swój łeb o moją delikatną główkę.
 Po krótkiej chwili byliśmy już w kawiarence, siedząc przy stoliku. Martin poleciał coś zamówić, a ja poczęłam przypatrywać się widokowi za ogromną szybą. Po ulicy jeździło pełno aut, a na ulicach przechadzało się wiele ludzi. Zdziwiło mnie to ze względu na to, że jest tak wczesna godzina.
  - Scarlett? - Usłyszałam melodyjny głos, z tak dobrze zapadniętym w pamięci akcentem, który bardzo mi się podobał. Taki wyrazisty, przyprawiający o dreszcze.
  - Niall! - Uśmiechnęłam się szeroko, machając mu.
  - Co tu robisz tak wcześnie? - Spytał rozbawiony, przysiadając się do stolika.
  - Przyszłam zjeść śniadanie... miałam wezwanie do pracy. - Mruknęłam padnięta.
  - Pracy? A gdzie pracujesz? Przyszłaś sama? - Zadał kolejne pytanie, a ja wpadłam. Nie chciałam nikomu mówić tego, gdzie "się udzielam". W końcu po pierwsze, muszę utrzymywać to i owo w tajemnicy. Po drugie jak powiedziałam to mojemu byłemu, od razu zerwał ze mną kontakt, gdyż stwierdził, że to zbyt niebezpieczne.
  - Chi-chi, kto to? - Spytał mój przyjaciel, podchodząc z dwiema tacami, na których były ciasta i jakieś filiżanki.
  - Em... Martin, to Niall, mój znajomy ze szkoły. Niall, to Martin, mój znajomy z pracy. - Przedstawiłam ich sobie, gdy odetchnęłam z ulgą.
  - Miło mi. - Miri, zaraz gdy odłożył tacę, podał rękę Horanowi, który ją niepewnie uścisnął.
  - Ta... mi też... to ten... pa Scarlett, widzimy się później. - Mruknął, odchodząc z prędkością światła.
  - Ładny... - Zachichotał, puszczając mi oczko, na co tylko przewróciłam.
  - Gej. - Fuknęłam pod nosem, zabierając się za moją szarlotkę.
  - Sama jesteś gejem. - Oburzył się, na co tylko przewróciłam oczyma.
  - No, pociągają mnie chłopcy... przyznaję. - Zatrzepotałam rzęsami.
  - Och, ty... tego się po tobie nie spodziewałem! - Zajęczał niczym zrozpaczona matka.
  - Dobra, dobra... mów co tam w sprawach sercowych. - Zachichotałam, popijając gorącą czekoladę z bitą śmietaną.
  - Na razie nikogo nie ma na horyzoncie. - Westchnął ciężko.
  - Zeswatam cię z kimś, zobaczysz. - Puściłam mu oczko, odkładając filiżankę na bok, a ten wybuchł śmiechem. - Co? - Spytałam zdziwiona jego zachowaniem. Martin sięgnął po serwetkę, wycierając mi miejsca przy ustach.
  - Miałaś wąsy. - Zaśmiał się, zgniatając serwetkę.
 Mimowolnie się uśmiechnęłam, zaczynając dokańczać moją szarlotkę. I w tym momencie za wibrował mój telefon. Wyciągnęłam go, przyglądając się chwilę zdjęciu mojej młodszej siostrzyczki. Odebrałam, pokazując mojemu przyjacielowi, gestem ręki, by siedział cicho.
  - Cześć Panda! - Usłyszałam lekko piskliwy głos Astry.
  - No hej... coś się stało? Dawno nie dzwoniłaś. - Zauważyłam, marszcząc delikatnie brwi.
  - Nie, nic takiego... po prostu się stęskniłam... kiedy przyjedziesz w odwiedziny? Nie widziałam cię ponad miesiąc... wiesz, ja tutaj umieram! - Westchnęła ciężko.
  - Jeśli chcesz mogę przyjechać za tydzień. Pójdziemy gdzieś razem. Nie wiem, kino, zoo, czy coś. - Wzruszyłam ramionami. - Odwiedzę cię z Alexem i moim przyjacielem. - Wyszczerzyłam się, a ten uniósł brwi w pytającym geście. Ana i Libby pewnie i tak by nie chciały nigdzie chodzić z małym dzieckiem.
  - Tak! Przyjeżdżaj! Słuchaj, tak właściwie, to jak tam u twoich przyjaciółek? - Spytała z zaciekawieniem. Niby za nimi nie przepadała, ale myślę, że to tylko przez to, iż się do nich wyprowadziłam. W gruncie rzeczy to Libby i Ana nie są takie złe. Trzeba je tylko poznać, jak było w moim przypadku.
  - Em... nieźle... Libby niedawno wpadła pod auto, ale już jest dobrze. Andrea nadal chodzi z tym swoim Peterem, czy jak mu tam. - Wzruszyłam ramionami. - Słuchaj, kończę, innym razem się odezwę, pa! - Zawołałam, gdy Alex przed kawiarnią zaczął skomleć, drapiąc szybę. Nie dziwię mu się... zaczęło padać. I to bardzo mocno.
  - Zbieramy się. - Jęknął Martin, wstając. Zapłacił za nas, wzięłam torbę z ksiażkami, którą cały czas miałam przy sobie, dzwoniąc po taksówkę, która zaraz była na miejscu. Wsiedliśmy do środka z Alexem, choć na początku kierowca miał pretensje, że nie weźmie brudnego zwierzaka. Ech, że też tacy ludzie żyją...
 Zaczęłam przyglądać się widokowi za oknem, opierając łokieć o szybę.
 Za nim zauważyłam Nialla, biegnącego w stronę szkoły. Zachichotałam pod nosem, odwracając się w stronę blondyna.
  - Pojedziesz z Alexem do domu? Trzymaj, potem możesz włożyć pod wycieraczkę. - Podałam Miri klucze, gdy ten przytaknął.
 Wyleciałam z taksówki, gdy zaparkowała przed moim liceum. Cała mokra po kilku sekundach byłam w środku. Po korytarzach biegało pełno osób z mokrymi włosami. Po mimo tego, znajdowały się przypadki, gdzie ktoś był całkiem suchy. Więc ten świat nie schodzi na psy! Legendarne parasole jednak istnieją.
  - Scarlett? Jak ty wyglądasz?! Siedem nieszczęść plus jeden. - Mruknęła Andrea, podchodząc do mnie z Libby, oraz tym swoim chłopakiem. Nie wiem czemu, ale jakoś za nim nie przepadałam... zbyt idealny, że tak powiem.
  - Dzięki An, umiesz poprawić humor. - Westchnęłam ciężko, kierując swoje zacne kroki w stronę mojej podłużnej szafki. Dziewczyny oczywiście, plus Peter, poszły za mną, pytając czemu tak zmokłam i gdzie rano zniknęłam. Opowiedziałam im wszystko, a te na koniec przewróciły oczyma. Andrea zaczęła zajmować się swoim kochasiem, za to Libby zaczęła poprawiać fryzurę, gapiąc się w lusterko. Wzięłam ciuchy, które zawsze trzymam w szafce, mniej więcej na takie okazje. Inna z nich to tam, gdzie ktoś coś na mnie wylał, lub niechcący wpadłam w błoto. Poleciałam do szkolnej łazienki, gdzie przywróciłam się do ładu, zakładając czerwoną miniówkę, czarną koszulę bez rękawów z ćwiekami na kołnierzyku i ciemne lity. Włosy rozczesałam, by szybciej mi wyszły, następnie wychodząc i kierując swe zacne kroki do sali, gdzie obecnie miałam lekcję. Matematykę. Zgroza.
Nie to, żebym źle się uczyła... co to to nie! Od zawsze byłam pupilkiem nauczycieli, wzorem do naśladowań i super uczennicą... czasem się to przydaje. W sensie, że względy u pracowników liceum. Gdy nauczyciel zaczął powtarzać po raz piąty to samo przywaliłam w czoło dłonią, spuszczając wzrok. Ja chcę już do domu... Jakaś dziewczyna z ławki przede mną zaczęła gadać o Peterze. Dokładniej mówiąc chichotała z przyjaciółkami o tym, jaki to jest cudowny, słodki, seksowny i w ogóle. Plus dziwiły się, czemu jest z taką jędzą jak Ana. Uśmiechnęłam się diabolicznie, wyjmując komórkę. Nie zrobiłabym nigdy takiej akcji... gdyby nie to, że plotkowała o chłopaku mojej najlepszej przyjaciółki. Włączyłam nagrywanie, wyciągając rękę pod ławką. Huhuhu... coś czuję, że jak Andrea je dorwie to żywe nie wrócą do domu.
***
 Ziewnęłam zmęczona, wychodząc ze szkoły z moimi przyjaciółkami.
  - Stwierdzam zgon, bo nowy nauczyciel wf'u. - Stwierdziła Libby, chichocząc.
  - Twoim zdaniem ten dwudziestosześcioletni mięśniak jest ładny? - Spytała Andrea, a ja przewróciłam oczyma. Przecież to logiczne. To ciacho, choć go nie widziałam. Ale panienka Hathaway zna się na rzeczy.
  -  Yyy, tak? - Odparła Libby, robiąc minę, jakby to było oczywiste. 
Ja jedynie zaśmiałam się pod nosem. Nie ma to jak interesujące dyskusje moich przyjaciółek.
  - Swoją drogą wiecie na co mam ochotę? Na wielką porcję lodów z bitą śmietaną, sosem czekoladowym i owocami! - Klasnęłam w dłonie, ciągnąc dziewczyny w stronę najbliższej, w dodatku najlepszej lodziarni ever. 
  - Przez ciebie w końcu nie zmieszczę się w moje ulubione rurki. - Jęknęła Ana, na co znów parsknęłam śmiechem. Trudno! Jakoś jej się uda! Co najwyżej pójdzie sobie pobiegać. O! Lub zrobimy bibę nad basenem! Tak, zdecydowanie.
  - Co wy na to, żeby jutro zrobić imprezę u nas w basenie? - Spytała Libby, a ja stanęłam jak wryta. Dobra, jeśli powie, że króliczki są puchate i słodziusie, znaczy, że czyta mi w myślach.
  - A swoją drogą króliki są nawet urocze, nie? - Dodała po chwili zastanowienia, gdy Ana potwierdziła jej poprzednie pytanie. Zaczęłam się jąkać, mrugając, jakby coś wpadło mi do oka. To jest... bardziej niż niepokojące. Swoją drogą ciekawe która godzina...
  - Szesnasta czterdzieści osiem... - Wyrecytowała blondynka, a ja spojrzałam na nią jak na wiedźmę. - Co? Mam coś na twarzy? - Zmarszczyła brwi.
  - Nie. - Burknęłam, wchodząc do lodziarni.
  - Scarlett? - Usłyszałam wołanie Nialla. Zdziwiona rozejrzałam się do okoła, a zauważywszy blondyna przy stoliku z resztą oszołomów plus jakąś brunetką, uśmiechnęłam się do nich prze słodko.
  - Cześć! - Rzuciłam w ich stronę, kierując się w stronę młodej sprzedawczyni, śliniącej się w stronę Harry'ego. Westchnęłam ciężko, zamawiając sobie różyczkę. Andrei wzięłam lody o smaku Kit Kat'a, a Libby słodki zawrót głowy. Przysiadłam się do stolika, gdzie usiadły moje przyjaciółki, zaraz obok chłopców.
  - Dziewczyny, to jest Holly, przyjaciółka Nialla z Irlandii, przyjechała na parę dni. - Zayn przedstawił nam brunetkę. Andrea kiwnęła głowa, Libby przywitała się grzecznie, a ja rzuciłam jej jedno, jedyne spojrzenie z uśmiechem. Gdy ci zaczęli rozmawiać z moimi przyjaciółkami, ja szybko dokończyłam lody. Dużo ich nie było w przeciwieństwie do tego co zamówił Niall.
  - Chłopaki, zaopiekujecie się Holly? Obiecałem ostatnio Scarlett, że dziś się przejdziemy. - Westchnął ciężko, wstając. Zamrugałam zdziwiona, spoglądając na niego z pod uniesionych brwi. Umawialiśmy się? Serio? Skleroza mnie dopadła? Jest ze mną aż tak źle, żebym nie pamiętała?!
  - Em... ta... pa... - Mruknęłam nadal lekko zszokowana, będąc ciągniętą przez blondyna. Wychodząc od razu uderzył mnie powiew zimnego wiatru. Mimowolnie się skrzywiłam, ruszając z nim w stronę... bliżej nie określoną. Spontan, ot co!
  - Mogę zadać pytanie? - Zapytał Blondyn, a ja przytaknęłam, choć właściwie to przed chwilą zrobił. - Jak ostro imprezujesz?
  - Zależy. Raczej nie przepadam za alkoholem... nie dość, że ma okropny smak to jeszcze następnego dnia głowa po nim boli, jeśli zbyt się zagalopujesz. Ćpać to nie ćpam. Tak samo z paleniem. - Wzruszyłam ramionami. - Jeszcze coś? - Mruknęłam, trzęsąc się z zimna. Ten przewrócił oczyma, zdejmując z siebie bluzę i podając mi ją. Pod sobą miał długi rękaw, a że aż tak nie wiało, jak i nie padało, raczej mogłam ją przyjąć. Tak mi się przynajmniej wydawało.
  - Jak zaprzyjaźniłaś się z  dziewczynami? - Spytał Niall, gdy już założyłam jego bluzę. Od razu zrobiło mi się cieplej.
  - Długa historia. - Szepnęłam, opierając głowę o jego ramię.
  - Mamy czas. - Zaśmiał się, obejmując mnie w pasie.
  - No dobrze... było to, gdy poszłam do pierwszej gimnazjum. Libby była wtedy w drugiej klasie, a Andrea w trzeciej. Na korytarzu mordowałyśmy się wzrokiem, podkładałyśmy sobie nogi... a nawet raz, z tego co pamiętam, Andrea napełniła moją szafkę niebieską farbą. Gdy ją otworzyłam BUM i byłam niczym smerf. - Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie, a blondyn zachichotał. - Oczywiście nie byłam im dłużna. Libby od zawsze tańczyła balet. W szkole mieli pokaz talentów. Chciała wystąpić z naprawdę świetną choreografią. Ja jednak chciałam jej się odwdzięczyć pięknym za na dobre. Sypnęłam na jej strój proszek, od którego strasznie swędzi. I tak oto miała popsuty występ. Potem Andrea zrobiła mi podobny "psikus", gdy śpiewałam i powiedzmy, że... niech nie zwiedzie cię słowo "tchórz" w nazwie zwierząt tchórzofretki. - Pokręciłam głową z dezaprobatą, a ten znów wybuchł śmiechem. - O! Pamiętam też akcję z Andreą. Miała zagrać główną rolę żeńską w teatrze, wystawiali "Romeo i Julia". W dniu premiery najpopularniejszy i najsłodszy chłopak o imieniu Greg, złamał nogę, a zastąpił go dubler. Rudowłosy Daniel, który cały czas obficie się pocił, z krzywymi, żółtymi zębami. Przez dwa tygodnie nie przyszła do szkoły...
  - Dobra, dobra. Schodzisz z tematu. Mów jak się zaprzyjaźniłyście!
  - Pod koniec pierwszej gimnazjum rodzice w końcu pozwolili mi na pierwszego zwierzaka. W niebo wzięta poleciałam od razu do zoologicznego, gdzie akurat były Libby i Andrea...
  - I wtedy stwierdziłyście, że zachowywałyście się dziecinnie... - Zaczął, ale klepnęłam go w tył głowy.
  - Nie przerywaj. - Przewróciłam oczyma. - Dobra, więc to było tak. W tym sklepie stało mnóstwo klatek, a w nich słodkie gryzonie. Od myszek po szynszyle. I zaczarowana powyjmowałam stamtąd zwierzaki. Te pouciekały, robiąc zamieszanie w sklepie. Wszyscy zaczęli panikować, a ja miałam ochotę się rozpłakać. I w tym momencie zaczęłam czołgać się po ziemi w stronę słodkiego króliczka, gdy na głowę Libby wspiął się szczur. Ta z piskiem zaczęła uciekać. Przede mną stała Andrea, sparaliżowana. I wtedy Liv wpadła na Anę, ta potknęła się o mnie i obie wleciały w wielkie akwaria. Potem przybiegł ktoś z pracowników, pomagając im stamtąd wyjść. Libby zaczęła drzeć się na mnie, a Andrea na nią. Ja natomiast stałam jak ta sierota z króliczkiem na rękach, płacząc. Ana lekko przestraszona tym wszystkim mnie przytuliła ze współczuciem, a Libby jedynie prychnęła. Gdy jednak rzuciłam jej się na szyję, porywając też brunetkę, zakłopotana stwierdziła, że nic się nie stało. I wtedy przyszli z ochrony spytać przez kogo te zamieszanie. Dziewczyny, zamiast mnie wydać, stwierdziły, że nie mają pojęcia. Inni też nic nie widzieli, a kamer tamten sklepik nie posiadał. Wymignęłam się od odpowiedzialności. Od tamtej pory zaczęłam podziwiać obie dziewczyny. Te natomiast powoli zaczęły się dogadywać. W liceum byłyśmy już najlepszymi przyjaciółkami. - Zakończyłam moją bajkę, a Niall znów się zaśmiał. W pewnym momencie usłyszałam kobiecy pisk. Bez namysłu pozostawiłam skołowanego Nialla, biegnąc w ciemną uliczkę, skąd dobiegał szloch. Stało tam jedno auto, a do okoła brak żywej duszy. Stamtąd wydobywały się krzyki, błagania o pomoc i płacz. Szybko wyciągnęłam pistolet z pod spódniczki, podbiegając do samochodu. Gdy tylko go otworzyłam, niemalże od razu wycelowałam w mężczyznę  po czterdziestce, leżącego obok młodej, ślicznej brunetki.
  - Co do cholery... - Zaczął wściekły, co jednak się zmieniło, widząc broń. W tym momencie wyglądał na przerażonego.
  - Odsuń się od niej. - Warknęłam, a widząc, że ten się waha, krzyknęłam krótkie "Już!". Kątem oka spoglądałam na przestraszonego Horana, stojącego nieopodal. Mimo jego skołowanej miny przy uchu miał komórkę, z czego wywnioskowałam, że wzywa policję.
 W końcu ten dziad wykonał moje polecenie, odsuwając się od roztrzęsionej brunetki. Cała akcja minęła dość szybko. Po chwili gliny były już na miejscu, zabierając tego zboczeńca. Dziewczyna natomiast, cała roztrzęsiona nie umiała wydusić z siebie żadnego słowa. Niall stał za mną, oszołomiony, a Cristopher podszedł do mnie ze śmiechem, zapewne znów powtarzając sobie w głowie "Oj, skarbie, ty zawsze jesteś w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze!".
  - Zabierzemy ją na posterunek... tam zlokalizujemy dom zamieszkania i odwieziemy ją. - Mruknął z uśmiechem Cris, poprawiając swoje włosy w "artystycznym" nieładzie. Ja jedynie pokręciłam przecząco głową.
  - Nie. - Mruknęłam, poprawiając czapkę z daszkiem, oraz wielką bluzę Nialla. - Zabieram ją do siebie. Wybacz. - Odparłam z uroczym uśmiechem, odwracając się w stronę mojego znajomego i dziewczyny.
  - Wyjaśnisz mi o co chodzi? - Spytał skołowany blondyn, a ja przytaknęłam, uśmiechając się smutno.
  - Pracuję z detektywami z wydziału kryminalnego. Jestem asystentką jednego z nich. Zadzwonisz po taksówkę? Proszę, mam minus dwadzieścia pięć na koncie, nie chcę mieć jeszcze większych kłopotów. - Westchnęłam zmęczona. Bałam się, że tak się wystraszy, iż ucieknie. Zostawi mnie, jak niektórzy. Że będzie się bał spotykać z kimś takim jak ja.
  - Jasne. - Uśmiechnął się, wybierając numer, a następnie odchodząc kawałek, zawzięcie o czymś gadając.
  - Dz... dziękuję... - Szepnęła roztrzęsiona, przymykając powieki.
  - Nie dziękuj. Zrobiłam, co powinnam, to mój obowiązek, a za to się nie dziękuje i nie przeprasza. - Mruknęłam z beznamiętną twarzą, wpatrują się w podjeżdżające auto.

***

No hej koty! ^^ Trochę mi zajęło napisanie tego... dziwnego i bezsensownego rozdziału xD Coś tracę "wenę" O.o Jak w szkole? Pierwsze dni niby te najtrudniejsze, choć ja tego tak określić nie mogę. Lekcje są ciekawe, a moja klasa cudowna, więc nie żałuję aż tak, że skończyły się wakacje *O* (Mhm, zobaczymy co będę mówić za kilka miesięcy xD). Dobra, kończę, mam nadzieję, że spodoba wam się perspektywa Scarlett, oraz ona sama ^^