wtorek, 29 października 2013

Rozdział 8

Perspektywa Libby
Czwartek, 28 marca 2013r.

Sen. To coś cudownego. Można przenieś się w najodleglejsze i najcudowniejsze miejsca jakie tylko sobie wymarzymy. Mój błogi stan przerwała jednak czyjaś dłoń która niebezpiecznie zaczęła zbliżać się do moich cycków ... yy co to kurwa ma być ?!? Szybko otwarłam oczy i ujrzałam Zayna … czy mnie coś ominęło wczorajszego wieczora przecież nawet nie piłam !
- Yyy Zayn ? – złapałam jego dłoń która była już na moim biuście.
- Coo ? Daj mi jeszcze pięć minut … - wymruczał i mocniej się we mnie wtulił.
- Wiesz że lubię cię, ale nie pozwolę ci macać się po cyckach ! – podniosłam głos, a on wstał na równe nogi.
- Co .. ja .. przecież .. yyy taki nawyk. – powiedział zmieszany podrapał się po karku. Wywróciłam oczami, a on opadł na łóżko tuż obok mnie.
- W sumie to jak ty się tu znalazłeś ? Myślałam że pojechaliście do siebie.
- No ty poszłaś wcześnie spać, a my dalej oglądaliśmy i Scar zaproponowała żebyśmy zanocowali, a że nie ma ty za dużo sypialni przyszedłem do ciebie. Po czym tak słodko się do mnie przytuliłaś … - uśmiechnął się zniewalająca, a ja schowałam się pod kołdrę bo na moje policzki wkradły się rumieńce. Nagle ktoś wszedł do pokoju.
- Libby nie tak ostro ! – wyjęczał Zayn. Zabiję go ! Cholera szybko wyszłam z pod kołdry, a tam jak na zawołanie wszyscy gapią się na nas jakby oglądali jakiegoś pornola.
- Pojebało cię ?! – wydarłam się na chłopaka leżącego w moim łóżku.
- Mogłaś być delikatniejsza. – powiedział, a wszyscy wpadli w niepohamowany śmiech.
- Szkoda że to nie ja przyszedłem do ciebie na noc. – wyrechotał kotlet znacząco ruszając brwiami.
- Posrało cię kotlecie do niczego nie doszło ?! To on jest nie wyżyty i maca przez sen ! – oburzyłam się. Oczywiście nikt mi nie uwierzył .. pff banda zboczeńców.
- Wynocha z mojego pokoju nie wyżyte zboczeńce ! – krzyknęłam, a wszyscy jak na zawołanie wybiegli, no prócz Zayna.
- Nie wyraziłam się jasno ? – spojrzałam na niego wskazując wymownie drzwi. Jednak on wygodnie wyłożył się na łóżku i dalej leżał. Wywróciłam oczami i biorąc czyste ubrania poszłam do łazienki po czym zasunęłam drzwi i zakluczyła. Nie wiadomo co ten zboczuch wymyśli. Po około 30 minutach gotowa wróciłam do pokoju, gdzie Zayn oglądał moje zdjęcia z dzieciństwa.
- Ale byłaś słodkim dzieckiem Livi … co się z tobą stało ? – zapytał roześmiany za co dostał poduszką w twarz.
- Bardzo śmieszne Malik. Koniec żartów chodź na śniadanie.

***

Uff już po lekcjach dzisiaj miałam ich tylko trzy, bo mam zwolnienie z baletu i tańca do odwołania. W sumie dobrze, ale później nadrabiać zaległości. Jeszcze do tego zbliża się pokaz talentów nie mogę go przegapić. Niepotrzebne książki zostawiłam w szafce i zaczęłam zmierzać do wyjścia, gdy nagle usłyszałam jak ktoś śpiewa w naszym szkolnym studio.


Ten chłopak ma genialny głos w sumie chyba gdzieś już tą barwę słyszałam tylko gdzie .. normalnie pytanie za 100 punktów. Po chwili zabrzmiał dzwonek więc wyszłam ze szkoły. Wsiadłam do auta i wsadziłam kluczyki do stacyjki. Przekręciłam .. nic, drugi raz i nadal nic .. cholera! Kolejna próba … no kurwa. Spojrzałam na wskaźnik paliwa bosz jestem idiotką pusty bak. Wysiadłam auto i zamknęłam je. Oparłam się o nie i rozglądałam się czy nie wraca ktoś znajomy.
- Może cię podwieźć kwiatuuuszku ? – zawył Zayn, on jest wszędzie jak ninja O_O
- A ty nie powinieneś być teraz na lekcji ? – zapytałam mrużąc oczy.
- Nie tylko ty masz tak mało lekcji dzisiaj. – uśmiechnął się i podał mi kask. Założyłam go i wsiadłam na jego motor. Mocno wtuliłam się w jego tors, a ten żeby mnie przestraszyć ruszył z piskiem i na chwilę stanął na jednym kole szpaner. Dziwne odkąd się poznaliśmy ciągle pojawia się na mojej drodze. A może to psychopata i mnie śledzi, bo chce mnie porwać dla okupu! ?! Muszę zlecić śledztwo Scarlett. Tak się zamyśliłam że nie zauważyłam jak podjechaliśmy pod dom jak mniemam Zayna.
- To twoja chata ? – zapytałam.
- No, chodź mam dla ciebie niespodziankę. – uśmiechnął się podekscytowany. Odwzajemniłam uśmiech, po czym razem weszliśmy do willi.
- Zawsze masz wszędzie porozwalany papier ? – zapytałam rozbawiona.
- Ha ha ha bardzo śmieszne. – pstryknął mnie w nos i szybko poszedł do salonu. No trzeba przyznać, że dom to ma ładny ,ciekawe czy mieszka sam.
- Libby przyjdziesz tu czy będziesz stała na korytarzu …? – zapytał Malik.
- No już idę nie panikuj. – odpowiedziałam.
- Zamknij oczy. – krzyknął zanim przekroczyłam próg pomieszczenia. Niechętnie wykonałam jego polecenie po czym poczułam jego dłonie na ramionach, gdzie on mnie prowadzi.
- A teraz je otwórz .. niespodzianka ! – rozejrzałam się po pomieszczeniu i jakoś nic nie zauważyłam. Po chwili usłyszałam ciche miauknięcie. Spojrzałam w dół i ..
- OMG! Jaki słodziak! To dla mnie?! Jeny Zayn dzięki, dzięki, dzięki! Jesteś kochany. Nawet nie wiesz jak bardzo poprawiłeś mi humor ! – rzuciłam mu się na szyje jak mała dziewczynka ciesząca się że dostała lalkę od taty. Tylko zamiast lalki dostałam kotka!
- Czyli ci się podoba ? – zapytał rozbawiony moją reakcją.
- Jeszcze głupio pytasz !? Jest cudowny.
- To ona. Jak ją nazwiesz ? – razem usiedliśmy na kanapie.
- Hmm może Kleo. – uśmiechnęłam się i wzięłam kotkę na kolana. Jejciu jaka ona słodka.
- Idealnie do niej pasuje.
- Moglibyśmy już jechać do mnie, bo muszę się zacząć pakować, bo wieczorem jedziemy. – spojrzałam na chłopaka.
- Jasne, a gdzie jedziesz ? – zapytał.
- Dziewczyny uparły się żebyśmy pojechały za miasto, mamy tam dom i domek na drzewie. – wymamrotałam.
- Libby... ty przeżyjesz bez zasięgu, imprez, internetu i chłopaków?! – zaśmiał się Zay.
- Ej, bez przesady, kogo ty ze mnie robisz, a poza tym to będą chłopacy, bo ja zapraszam ciebie, a dziewczyny resztę bandy, będzie jeszcze Peter i Jace. Coś mówiły, że Lou weźmie tą laske z klubu. – oznajmiłam mu nasze zamiary, a on zrobił minę myśliciela.
- A kto powiedział, ze ja chcę jechać, hmm ?
- No Zay nie każ się prosić. – zrobiłam najsłodszą minę jaką tylko mogłam.
- Nooo dobra. – powiedział i oboje zaczęliśmy zbierać się do wyjścia.

***

Dziewczyn nie ma, a mi tak się nudzi że chyba zrobię obiad. Ja i robienie obiadu... ciekawe co z tego wyjdzie. Włączyłam radio i zaczęłam krzątać się po kuchni. Naszykowałam wszystkie składniki potrzebne do zrobienia Spaghetti. Makaron włożyłam do gotującej się wody i zajęłam się sosem. Podsmażyłam mięso na patelni i dodałam do niego obrane pomidory. Doprawiłam solą, pieprzem i dodałam kilka ziół. Gotowy makaron odcedziłam i przełożyłam do miski, a sos do drugiej. Jak na zawołanie dziewczyny weszły do domu.
- Jesteśmy ! – wydarły się z korytarza.
- Słyszę, a teraz do stołu, bo obiad wystygnie.
- Nie wierze Libby Olivia Bianca Hathaway zrobiła obiad. – powiedziała zdziwiona Scar.
- Ej, nie tylko wy umiecie zrobić coś do jedzenia. – oburzyłam się.
- No wiem, wiem. – poklepała mnie po głowie An, a co ja pies ?!
-Izabella chodź na obiad. – zawołała Scarlett, a już po chwili Iza była z nami przy stole. Kurde całkowicie zapomniałam o jej istnieniu. W miłej atmosferze zjadłyśmy obiad plotkują o duperelach.
- Mam newsa ! – zaświergotałam.
- Polubiłaś Harry’ego i staniecie się przyjaciółmi. Później się pokochacie i będziecie razem. Zamieszkacie w małym domku na przedmieściach, będziecie mieli córeczkę i kupicie sobie psa ? – powiedziała Panda.
- Powiedziałam newsa, a nie najstraszniejszą i nierealną opcję reszty mojego życia. – odpowiedziałam jej.
- A mianowicie Zayn kupił mi kotka.
- Aww ale słodko. – rzekła uśmiechnięta Andrea.
- No wiem chcecie ją poznać nazwałam ją Kleo. – wstałam z krzesełka i poszłam do siebie po kociaka i wróciłam do jadalni. Dziewczyny od razu wyrwały mi z rąk zwierzaczka i zaczęły się nim zachwycać.
- Ej bo mi ją udusicie. – zabrałam Kleo i wróciłam z nią do pokoju.
- Co robimy słodziaku ? Wiem ja pojadę po jedzonko i przybory dla ciebie, a ciebie zostawię na jakiś czas z ciotkami. – kociak zamiauczał więc spakowałam potrzebne rzeczy i wrzuciłam je do torebki. W jedną rękę wzięłam torebkę, a w drugą zwierzaczka i poszłam do pokoju An. Tak ona lepiej zajmie się Kleo nie że Scar by jej coś zrobił, ale ten jej wielki pies .. Weszłam do pokoju przyjaciółki, a ta jak zawsze tweet’owała na tt.
- Miśku zajmiesz się Kleo ja jadę na zakupy i artykuły dla niej. – spojrzałam na nią.
- Jasne. – odpowiedziała i zabrała mi kociaka. Od razu z jej pokoju poszłam do garażu i wsiadłam do mojego drugiego auta, bo przecież tamto stoi pod szkołą z pustym bakiem. Zanim zdążyłam odpalić auto mój telefon zawibrował. Szybko złapałam go w dłonie i sprawdziłam powiadomienie, a tam tweet Andrei :
‘’Patrzcie jakim słodziakiem mam okazję się opiekować!! Oto pięknotka @Liv_Hat czyli Kleo witamy w rodzinie maleństwo xoxo’'
Ta dziewczyna mnie już niczym nie zaskoczy wszystko co się dzieje opisuje na tt. No ale cóż i tak ją kocham. Ruszyłam z garażu i po pój godziny dojechałam do galerii. Zaparkowałam i weszłam do budynku, gdzie roiło się od młodzieży. Znalazłam zoologiczny i podeszłam do jednej z pracownic, która stała do mnie tyłem.
- Przepraszam mogłaby mi pani pomóc. – odwróciła się , a mnie zatkało.
- Izabella ?!
- Libby co ty tu robisz ? – spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem, może to naprawdę miła dziewczyna.
- Raczej co ty tu robisz byłam pewna że jesteś w pokoju gościnnym. .. – spojrzałam na nią wyczekując.
- Pracuje tu. Muszę zarobić, przecież nie będę mieszkać z Wami wiecznie. Nie chcę Was też obciążać finansowo. – powiedziała zmieszana i lekko zawstydzona.
- Rozumiem.
- To w czym Ci pomóc, bo na pogawędki to raczej nie przyszłaś.
- Daj mi wszystko co potrzebne mi będzie dla małego kotka. Tylko pamiętaj to dziewczynka. – powiedziałam, a Iza zaczęła się krzątać po całym sklepie i co chwile brało to kolejną rzecz. Podeszła do kasy przy której stałam. Zapłaciłam za zakupy i obładowana wróciłam do auta. Odpaliłam i po krótkim czasie zgasiłam silnik stojąc już w garażu. Jak poparzona wparowałam do domu i wbiegłam do swojego pokoju. Cholera za godzinę jedziemy, a ja nawet nie zaczęłam się pakować ! Wyjęłam moją walizkę i poszłam z nią do garderoby. I teraz największy problem .. co ja mam do cholery tam wziąć ?!? Przeglądałam ciuchy i zaczęłam układać w walizce to co uznałam za potrzebne. Gdy skończyłam z ciuchami i butami spojrzałam na zegarek szlak zostało 20 minut. Pobiegłam do łazienki i wrzuciłam do kosmetyczki wszystko co mi wpadło w ręce. Wzięłam walizkę i już wrzuciłam ją do bagażnika razem z kosmetyczką, kurtką w razie większego zimna i przyborami dla Kleo. Wróciłam do sypialni i do torebki włożyłam najpotrzebniejsze rzeczy. Gotowa poszłam do An, a ta skakała po walizce.
- Może pomóc ? – zaśmiałam się.
- Głupio pytasz. – powiedziała i razem wskoczyłyśmy na walizkę i jakoś udało nam się ją zamknąć. Wzięłam kociaka który smacznie spał na łóżku Andrei i poszłam do salonu, gdzie czekała już zniecierpliwiona Scar.
- Łał Liv jesteś gotowa i to na czas. – powiedziała teatralnie zakrywając buzię.
- No widzisz cuda się zdarzają.
- Weźmiesz kogoś ze sobą, bo tak wydzie taniej, a poza tym to oni by się zgubili po drodze. – oznajmiła z miną która nie pozwalała mi odmówić, ona zaczyna mnie przerażać …
- Noo dobra.
- Ja myślę. Wszyscy już czekają u nas w autach więc ty możesz już ruszać, a ja poczekam na An.
- Oki doki kicia spotkamy się na miejscu. – powiedziałam po czym dałyśmy sobie buziaka w policzek i poszłam do auta. Na miejscu zobaczyłam Zayna, że mnie to nie dziwi. Usiadłam na miejscu kierowcy i odpaliłam auto wcześniej dając Zayn’owi mojego kociaka. Jechaliśmy w ciszy autostradą za miasto, więc zaczęłam sobie nucić.
- Don't let me, don't let me go, cause I'm tired of feeling alone ..
- Gdzie to słyszałaś ? – zapytał  czekajcie, czekajcie KOTLET ?!?! Tak się przestraszyłam że aż prawie spowodowałam wypadek !
- Harry ?! Jak ty .. jakim cudem. Zayn ty wiedziałeś, że on tu jest ?! – starałam się skupić na drodze.
- Yy no tak, a ty nie ? – powiedział zdziwiony.
- A myślisz, że gdybym wiedziała to bym tak gwałtownie zareagowała na jego osobę .? – zapytałam retorycznie.
- Nie złość się bo to piękności szkodzi. – uśmiechnął się Malik.
- A tak a propos to skąd ty kotlecie znasz tą piosenkę, bo to na pewno nie ty. Ten chłopak ma wielki talent i ten głos mmm normalnie cudowny. – zamyśliłam się lecz szybko się ogarnęłam, bo przecież prowadzę.
- Tak dla sprostowania to byłem … znaczy usłyszałem ją. – w tylnim lusterku zobaczyłam jak delikatnie się uśmiecha .. OMG on ma dołeczki jak słodko. Yy znaczy dołeczki byłyby słodkie, ale nie u niego, pff

***


W końcu dojechaliśmy na miejsce o dziwo wszyscy żywi. Zabije Scar za to, że kotlet jechał ze mną to na pewno jej pomysł. Wzięliśmy swoje walizki i weszliśmy do domu. Wszystko jak kiedyś, ostatni raz byłam tu z rodzicami jak byłam mała. Na samą myśl tamtych cudownych chwil na moją buzię wkradł się uśmiech.
- Może rozdzielimy pokoje ? – zapytał Zayn.
- Jasne, więc są tu cztery sypialnie i jeszcze dwie w naszym domku. Musimy podzielić się na pary, a jedna osoba będzie sama, czyli Jace. – wytłumaczyłam no przecież nie pozwolę małemu napalonemu gejowi, żeby dobierał się do moich kumpli .. no może do kotleta.
- Dlaczego on ? – zdziwił się lokowany kotlet.
- Bo nie ty jasne. – wywróciłam oczami.
- Livi zajmuje z Tobą domek baby ! – krzyknął Zayn znacząco ruszając brwiami.
- Zbok. – skomentowałam i uderzyłam go w ramie na co teatralnie udał że go to wielce zabolało.
- Ja śpię ze Scarlett zboczeńcu. – odsunęłam się od niego nie wiedząc co mu wpadnie do tej zboczonej, ale jednak ślicznej główki.
- Idźcie rozpalić ognisko. – powiedziałam do dwóch osobników tępo stojących przede mną.
- A ty może byś pomogło .. – spojrzeli na mnie.
- Nie wolę iść i rozpakować rzeczy. Nara frajerzy ;P – krzyknęłam i uciekłam z walizką do domku na drzewie.

______________________________________________
I oto kolejny rozdział miśki <3 Mam nadzieję, że Wam się spodobał. Jednak smutno nam trochę bo nie komentujecie :( Obyście jednak się przekonali do tego bloga i polubili go jak nasz stary. Już Wam nic więcej nie piszę tylko dodam jeszcze, że liczę na jakieś komentarze, bo to na serio motywuje i daje satysfakcje. Love You ;**

poniedziałek, 28 października 2013

Życzenia

Z okazji tego, że nasza kochana Sylwia ma dziś urodziny postanowiłyśmy z Natalią napisać dla niej trochę taki dosyć zakręcony wierszyk!! <33
Zanim go Sylwia przeczytasz to wiedz, że z życzymy ci abyś poślubiła Niallera i abyście zamieszkali w wielkim kolorowym domu najlepiej z żelek *.*

Niall i Sylwia są perfection Oni kochają One Direction Siekiera motyka jedzenia mało, Nialler biegnie do sklepu śmiało, Siekiera motyka kot i pies, Sylwia chętnie pójdzie też, Siekiero motyka dwa pantofle, Sylwia Niallowi zrobi kartofle, Siekiera motyka i dwa psiaki, Niall i Sylwia to seksiaki, Siekiera motka duży kokos, Nialla kochają crazy mofos, Siekiera baran nożyk ostry, Directioners to są siostry.


Wy też coś napiszcie od siebie bo w końcu nie codziennie kończy się 14 lat!!

sobota, 12 października 2013

Rozdział 7

    Perspektywa Scarlett
Środa, 27 marzec 2013 r.
 Z samego rana obudziły mnie jakieś krzyki i dźwięk tłuczonego szkła... lub porcelany. Ziewnęłam przeciągle, schodząc z łóżka. Nie wiem jak dziewczyny namówiły mnie wczoraj na tę imprezę. Niby nie przepadam za smakiem i smrodem alkoholu, aczkolwiek od czasu do czasu lubię sobie coś wypić... ale wczoraj był wtorek! Prawie środek tygodnia! Nie mogę sobie pozwolić na takie odskoki, bo wzorowa średnia legnie w gruzach. Moje całe lata siedzenia nad książkami zmarnują się przez jedną lub dwie imprezy! Zginę! Rodzice mnie zabiją! Całe życie będę mieć zmarnowane! Umrę w męczarniach! Nie pokarzę się więcej publicznie! Ja...
  - Auć... - Burknęłam pod nosem, spoglądając na Alexa z wyrzutem. Czy ten spaślak musiał akurat rozłożyć się na podłodze jak jakiś pół Bóg akurat przed drzwiami? - To wszystko twoja wina, wiesz? Mogłam się zabić! To był zamach na moje życie! Idę się pociąć masłem... - Jęknęłam zrozpaczona, jednak mój stan drastycznie uległ zmianie, gdy ten spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczyma. - Jakiś ty uroczy! - Pisnęłam, rzucając mu się na szyję. Ten uniósł dumnie łeb, a następnie parsknął, jakby chciał przekazać "Przecież od dawna o tym wiem"... egoistyczny narcyz, który nie grzeszy ani gramem skromności - to cały Komisarz.
 Wstałam z podłogi, ciut obolała po upadku, następnie schodząc po schodach. Długie za kostki dresy nie ułatwiały mi tej tułaczki do salonu, a przez różowy podkoszulek było mi zimno. Dobrze byłoby zaopatrzyć się w jakiś sweter... moje rozmyślenia przerwał cichy jęk. W sumie... nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek w holu był pagórek...
  - Scar... uważaj... jak... mój łeb... - Jęknął Jace, na którego niechcący nadep... STOP. Co brat An robi u nas w domu? W holu? Śpiąc? W SAMYCH BOKSERKACH?!
  - Won do domu pedofilu!!! - Krzyknęłam mu do ucha, a gdy ten z piskiem dziewczynki odskoczył ode mnie, mordując przy okazji wzrokiem wspaniałą osóbkę (czyt. mnie), uśmiechnęłam się najsłodziej jak tylko potrafiłam.
Ten tylko zaczął udawać, że śniadanie mu się cofa. A ja go tak lubiłam! W pewnym sensie... jeśli można lubić geja, brata swojej przyjaciółki, którego się niemalże zna jedynie z widoku i krótkich wymian zdań. - Swoją drogą co ty tutaj robisz? Nie wróciłeś z Louisem do domu? I gdzie dziewczyny? - Spytałam, drapiąc się delikatnie w tył głowy. No helloł, ja tutaj próbuję spać, a...
 I znów jakiś męski krzyk, oraz kolejna stłuczona rzecz. Do tego doszło jeszcze wycie i przekleństwa. Cały harmider dobiegał z kuchni.
  - Nie wróciłem, bo nie miałem jak... Louis uchlał się w trzy dupy i polazł za An tutaj... a, że jestem wspaniałym, cudownym, przystojnym, inteligentnym... - Zaczął wymieniać, w tym momencie przypominając mi Alexa. Oczywiście chodzi mi o jego narcyzm.
  - Wystarczy tego dobrego, mów co dalej. - Westchnęłam ciężko, gdy ten złapał się za obolały łeb, gdy doszło do kolejnych krzyków. Tym razem byłam w stu procentach pewna, że głos należy do Libby. Czyżby Harold znów wyprowadził ją z równowagi? Dziwne...
  - Em... hej... co się dzieje? - Usłyszałam zaspany głos Izy, stojącej za mną. Jęknęłam podirytowana, gdyż nie dostałam żadnej konkretnej odpowiedzi. Z zaciśniętymi pięściami wmaszerowałam do kuchni, zamykając oczy i biorąc głęboki, "oczyszczający" wdech. I w tym momencie coś śmignęło mi prosto koło ucha. Z przerażeniem spojrzałam w tamtą stronę, gdy wszystko do okoła ucichło. Szklanka. Rozbita. Kilka centymetrów ode mnie.
  - Wy... - Spojrzałam z rządzą krwi na blondynkę i Stylesa... kolejny się znalazł, który nie wie jak trafić do domu. Powoli zaczęłam podchodzić w ich stronę, omijając biedne zwłoki talerzy. Ci powoli cofali się, a w ich oczach można było ujrzeć strach, gdy tylko chwyciłam wielki, kuchenny nóż. - Wy... bando niewyżytych oszołomów! Ja pierdolę, nie można was zostawić nawet na pięć minut samych, bo od razu pół domu jest w ruinie! Do tego celowaliście we mnie szklanką! SZKŁEM! A jakby mi się coś stało?! Wy w ogóle myślicie?! Może ruszylibyście chociaż raz tymi waszymi pustymi łbami, by wywnioskować, że tak NORMALNY człowiek się nie zachowuje?! Kim wy niby jesteście?! Neandertalami, żeby rzucać się?! Skaczecie sobie do gardeł jak gówniarze! Chcecie się pozabijać? Proszę bardzo! Mnie to nawet odpowiada! Tylko WARA od tego domu! TO NIE JEST JAKIEŚ ZADUPIE, GDZIE MOŻECIE SIĘ NAWALAĆ RZECZAMI! Jeśli zobaczę, że w waszym otoczeniu jest bajzel to wam łby pourywam! Rozerwę was na strzępy, podziurawię nożyczkami i rzucę psom z policji na pożarcie! Wyraziłam się jasno?! - Wydarłam się na nich, wyrzucając przez okno ostrzę, a ci w ręcz biali niczym mąka pokiwali potwierdzająco głowami.
 Aż miałam ochotę ich udusić... pociąć ich ciała tasakiem znajdującym się w szafce tylko dwadzieścia centymetrów ode mnie... chwila.
  - S~Scarlett... ja... em... - Iza stojąca w wejściu w kuchni zszokowana nie umiała wydobyć z siebie sensownego zdania. Dla otuchy uśmiechnęłam się w jej stronę i w tym momencie to mnie zamurowało. Za nią stał Louis, Niall, Zayn, Liam, Ana, oraz jej brat, patrząc się na mnie jak na psychopatkę. Westchnęłam ciężko, odkaszlując. Przecież ja nic takiego nie zrobiłam...
  - Dobra, robię omlety na śniadanie. Mamy półtorej godziny do pierwszego dzwonka! - Zawołałam wesoło, a wszyscy się skrzywili. Super, czyli gdy darłam japę to się bali i pozapominali o kacu, a teraz nagle im się przypomniało, hę?

***

 Słońce niemiłosiernie przypiekało. Szczególnie, jeśli nie przewidziało się takiej pogody i, jak w moim przypadku, założyło się sweter. No, ale nie zdejmę go za żadne skarby świata. Uważałam, że zbyt świetnie wyglądam, żeby to zmarnować.
 W klasach było tak duszno, że gdy zabrzmiał końcowy dzwonek, wszyscy od razu wylecieli przed szkołę. Nauczyciel zabronił otwierać okna, gdyż to "zbyt niebezpieczne". No nie, ale upieczenie nas w klasie to na pewno super logiczne wyjście! Do tego na pewno nikomu się nic nie stanie.Stanęłam pod szafkami, gdy przez opustoszały korytarz przechodziły gwiazdeczki. Libby i An podeszły do mnie z wielkimi wyszczerzami, na co tylko odwzajemniłam ich gest, tak naprawdę w myślach wymyślając najróżniejsze tortury, by zemścić się za to, iż one mają super humor, a mój jest... w ręcz koszmarny.
  - Macie wolne popołudnie? Bo chciałam iść na zakupy, kupić małą czarną... - Zaczęła Libby, poprawiając swoje włosy, a ja aż zachłysnęłam się powietrzem.
  - Masz już osiem... ile ci jeszcze potrzeba do szczęścia? - Spytała retorycznie brunetka, ciężko wzdychając. - Niestety nie mam... muszę się dowiedzieć, kto hejtuje mojego ukochanego braciszka, znaleźć sposób, by zmiażdżyć Peterowi serce, sprawdzić co u Louisa i ogłosić całemu światu, że ten imbecyl liże się z każdą nowo poznaną na imprezie laską. - Oznajmiła Andrea, robiąc balona z gumy do żucia. Wzrok Flesh powędrował na mnie, przez co musiałam zrujnować jej marzenie jednym, krótkim słowem.
  - Praca. - Mruknęłam, zamykając szafkę. Libby udała, że chwyta nóż i dźga się nim prosto w serce, a An zachichotała.
  - No hej ślicznotki... i Libby. - Mruknął Harry, podchodząc do nas z wielkim uśmiechem. On też? Co to, jakiś spisek świetnych humorów? A jakbym mu przestawiła ten ryj to też by się tak szczerzył?! Żeby mu tak przypadkiem nie zostało, bo będzie dzieci straszył na ulicy!
  - No hej kotlecie! - Oznajmiła ze sztucznym rozbawieniem. W pewnym momencie jej twarz zesztywniała, a ta zaczęła łapczywie wciągać powietrze, po czym udała, że się krztusi. - To nowy zapach? Ma służyć do zabijania, czy obrony? - Zakaszlała, machając przed nosem ręką, a ten cały poczerwieniał ze złości.
  - O! Harry! Dobrze, że jesteś! Liv musi iść na zakupy, a nie ma z kim. Idź że z nią. Ja lecę, pa! - Zawołałam wesoło, oddalając się od nich. Oczywiście An też się ulotniła, pozostawiając ich samych sobie. Po chwili już można było usłyszeć wyzwiska niosące się echem po korytarzu.
  - Panda! Koteczku! - Usłyszałam wycie tak dobrze znanego mi głosu, gdy znalazłam się przed szkołą. O mojego miętowego garbusa opierał się Martin
  - Zdecyduj się, gargulcu. Znasz adres? - Spytałam, przytulając go na powitanie.
  - Chi~chi, hamuj się... ranisz moje biedne serduszko... - Spojrzał na mnie smutnymi oczyma.
  - Znasz adres? - Powtórzyłam moje pytanie z większym naciskiem.
  - Uhuhu, ktoś tu ma zjebany humorek! Znam, wsiadaj. - Otworzył mi drzwi, a ja zdziwiona zauważyłam, że nie mam kluczy w kieszeni.
  - Jak ty to... - Zmarszczyłam brwi, mrużąc gniewnie oczyska.
  - Pamiętaj, żem złodziej nie tylko kobiecych serc. - Mrugnął do mnie znacząco, na co tylko przewróciłam oczyma, wpełzając do auta. Mógłby sobie darować te droczenie się... to z czasem naprawdę wkurza człowieka... choć, trzeba przyznać, robi się wtedy bardzo uroczy.

***

 Ramię w ramię weszliśmy do wielkiej sali. Wcześniej wpadliśmy jeszcze do domu po mojego psiaka, który w sumie też jest członkiem naszej grupy. Nie widziałam więc powodów, dla których miałby zostać wykluczony ze śledztwa. Wszędzie rozkładane fotele, a pod ścianą, na przeciwko, ogromna scena z bordową kurtyną. Martin odkaszlnął znacząco, a echo jego czynu rozniosło się po całym teatrze.
  - Ach! Witam, witam! Państwo to zapewne Panienka Greemetree, oraz Pan Black, zgadza się? Miło mi poznać nowych członków ekipy! - Po chwili podszedł do nas niski, lekko otyły mężczyzna po czterdziestce. W ręcz rozbierał mnie wzrokiem i gdyby nie to, że przyjazd tutaj był służbowy, już dawno wybiegłabym z tego miejsca.
  - Tak, miło Pana poznać. Najpewniej reżyser, kierownik... naprawdę, to zaszczyt. - Odparł blondyn, zasłaniając mnie swoim ciałem, by ten oblech nie mógł dalej się na mnie gapić. Tak! Dziękuję ci! Mój partnerze, jesteś wielki! W tym momencie Alex żałośnie zawył, wychylając się zza mnie i rozglądając się po pomieszczeniu.
  - A... to zwierze... tu jest zakaz pchlarzy! Proszę go zabrać! - Zawołał podirytowany grubas, a ja poczułam ponowną chęć mordu. Widząc to Martin delikatnie ujął moją dłoń, dając, znak, bym się uspokoiła.
  - Przepraszam... to mój pies... jedyne co zostało mi po mojej siostrze bliźniaczce. Zginęła w wypadku samochodowym, a Alex to wszystko, co posiadała. Teraz jest mój... przypomina mi o Hope w najczarniejszych godzinach. Nigdy nie chcę się z nim rozstać, gdyż to jedyne co mi po niej zostało... proszę, czy może zostać? - Spytałam smutnym głosem, kucając i przytulając psiaka. Może kiedyś aktorka była ze mnie kiepska, ale mieszkanie pod jednym dachem z mistrzynią taką jak An trochę mi pomogło! Tylko oczy... zawsze gdy muszę skłamać, od razu spuszczam wzrok, gdyś od razu widać, gdy mówię prawdę, a gdy nie.
  - Em... etto... dobrze... - Westchnął ciężko. - Jakby co, proszę się rozglądnąć. Wszyscy, którzy tutaj pracują są w przebieralniach i tym podobnych. Od jutra zaczynamy próby. Mogą się państwo zapoznać z aktorami i w ogóle... tylko proszę uważać. Do zobaczenia! - Zawołał i już go nie było.
  - Dziwak. - Burknęłam pod nosem, ciągnąc Martina w stronę przebieralni. Przy zakręcie wpadłam na divę z naszej grupy. - Katie? - Mruknęłam jakże inteligentnie.
  - Nie, Madonna. - Prychnęła, zarzucając włosami do tyłu.
  - Coś wiadomo? - Martin przewrócił oczyma, zaczesując włosy do tyłu. Co oni dzisiaj mają z tym poprawianiem fryzur?!
  - Aktorka grająca Julię była zaręczona z Romeem. Obecnie jest jeszcze bardziej nieznośna niż kiedyś, przynajmniej tak słyszałam od jej makijażystki... swoją drogą muszę iść na pedicure... - Mruknęła, przyglądając się swoim paznokciom. - Na razie przesłuchaliśmy tylko te dwie, plus gościa od rekwizytów. Miał dwudziesto czterogodzinny dostęp do fiolek ze sztuczną trucizną, aczkolwiek brakowało motywu. Został zatrudniony niedawno, ledwo ich wszystkich znał... do tego przeprowadził się tu z Nowego Yorku. - Odparła znudzonym tonem.
  - Może zazdrość? - Podsunęłam, a ta prychnęła.
  - Może się zamkniesz? Twój głos jest niezwykle irytujący. Z przesłuchania wynika, że nie chciał zostać aktorem, a rekwizytorem, bo tylko w tej roli może się spełnić. Sprawdzimy jego dane... jest możliwość, że wcześniej się spotkali, a miał być to akt zemsty. Tak czy siak to jego obstawiam. A teraz nara. - Rzuciła na odchodne, ciągnąc swojego partnera. Co za denerwująca... raz, dwa, trzy... czemu liczenie w myślach nie pomaga na gniew?!
***
 Z jęknięciem wpełzłam do domu, od razu rzucając się na kanapę. Willa... sofa... cisza... jak dobrze! Czułam się tak cudownie. W końcu mogłam w spokoju odpocząć po całym, męczącym dniu. Uwielbiam ten stan, gdy do okoła panuje grobowa...
  - Ty wredny kotlecie! - Usłyszałam krzyk, a następnie huk, jakby ktoś upadł.
  - Złaź ze mnie krowo! - Głos Harrego zaczął obijać się w mojej głowie.
  - Zły Alex! Zostaw mnie! Już nie będę wyjadał Scarlett żelków! - Pisk Zayna rozniusł się echem po całym domu.
  - Niall, zostaw ich lodówkę! Wyjadanie komuś żarcia źle świadczy o człowieku i jego kulturze! - Darcie się Liama przerwał pomlaskiwanie z sąsiedniego pomieszczenia.
  - Nikt się ciebie nie pyta o zdanie, Lilo! - Prychnął Niall z buzią pełną jedzenia.
  - Peter, ty śmierdzielu, niewyrzyty zboczeńcu, palancie, idioto, niech cię cholera, idź do piekła! - Andrea wydzierała się do telefonu, a w tle słychać było dobijanie się do drzwi, najpewniej Izy, która dzień miała spędzić w sądzie, gdzie miała odbyć się rozprawa na temat molestowania jej przez jej ojczyma.
 RAZ, DWA, TRZY... Nie ma to jak w domu. Pozabijam ich prędzej, niż ktoś doliczy do dziesięciu.






***
 No hej, hej, hej! ^^ Dawno nie pisałam... nie? ;3 To ten... naprawdę nie wiem, co mam tutaj napisać xD Ledwo napisałam ten beznadziejny rozdział - ostatnio nic mi nie wpada do głowy ;-; Więc... mam nadzieję, że wam się podoba ^^ Komentujcie, proszę was xD To nas motywuje, oraz zachęca do roboty. A co jak co, ostatnio tego nam brakuje ;*
Paaaa ,3

środa, 2 października 2013

Rozdział 6

Oczami Andrei:
Wtorek, 26 marca 2013 r.
Pierwszy raz nie czuje się duszą towarzystwa. Uwierzcie mi, okropne uczucie. Jak to jest, że Libby i Scar nawiązały jako taki kontakt z chłopakami a ja nie? Chociaż nie, chwila mój braciszek mieszka z Louisem i cały czas zastanawia się jak go poderwać. Nie no po prostu zajebiście! Zastanawiam się co teraz robią? Mam nadzieje, że Jace niczego nie próbuje bo inaczej go zabije! Przysięgam, że zabije! Ożywię a potem znów zabiję i tak w kółko. Pomijając to, to jest wtorek po południu a ja nie mam żadnych planów. Muszę się zastanowić co by tu dzisiaj porobić. Siedziałam na kanapie i pisałam właśnie tweeta: Nuuudy xx .
Oczywiście miałam w ciągu minuty 150 podanych dalej. Proszę, proszę. Napisać jakieś głupoty a ludzie to lubią bo jesteś sławna w szkole, w życiu. Nie ważne. Ważne, że sławna.
- Co robisz? – zapytała Izabella, która siedziała na fotelu parę metrów dalej. Drgnęłam. Jak to się stało, że wcześniej jej nie zauważyłam? Dobry boże, jest jak duch. 
- Już nic. – odpowiedziałam chowając telefon do kieszeni rurek. Przez moment siedzieliśmy w ciszy, która nie powiem była dosyć krępująca. – Masz jakieś plany? – zapytałam nagle. Dziewczyna potrzasnęła przecząco głową. – Ja też nie. – poinformowałam ją i znów zapadła cisza. Cholera no! Nienawidzę właśnie takich sytuacji. Doprowadzają mnie do szału. Nagle do pokoju weszła Libby. Dzięki Bogu! Moje wybawienie! Uff.
- Hej laski. Co robicie? – zapytała siadając obok mnie na kanapie.
- Rozmawiamy. – powiedziała Izabella. Że what? Ha ha. Za dużo powiedziane ale nie sprostowałam gdyż nie chce być nie miła dla naszego nowego domownika. Niech już jej będzie. Mogłyśmy rozmawiać!!
- Ahaa. An, czytałam twojego tweeta. Podobno się nudzisz. – powiedziała Liv a ja wywróciłam oczami.
- Czy my nawet będąc w jednym domu w tym samym czasie musimy się komunikować przez twittera? – zapytałam patrząc na przyjaciółkę a ta wzruszyła ramionami.
- No sorki ale akurat sprawdzałam twitterka paczę a tam dodałaś wpis: Nuuudy. No to jestem, nie? – wyszczerzyła się. W tym momencie nadeszła kolejna osoba a mianowicie Scarlett.
- Podobno się nudzicie … - zaczęła ale jej przerwałam.
- Nie no ty też? Czy od dziś wszyscy będziemy pisać do siebie tweety? – spytałam załamana faktem, że nasza komunikacja zjeżdża na bardzo niski poziom.
- Nie, po prostu podsłuchałam waszą rozmowę a właściwie „przypadkiem” usłyszałam. – powiedziała z szerokim uśmiechem.
- No tak! Nasza pani detektyw wszystko widzi i słyszy. – odpowiedziała Libby ze śmiechem.
-  A żebyś wiedziała. To jak? Obejrzymy jakiś film? – zapytała Scar na co Liv potrzasnęła przecząco głową.
- A co byście powiedziały na dzikie party? – zapytała blondynka. No oczywiście. Jej tylko imprezy w głowie, podobnie zresztą jak prawie nam wszystkim. Bo oczywiście istnieją pewne wyjątki jak na przykład Scarlett i … hm … Izabella też nie wygląda na zbytnią imprezowiczkę ale pozory bardzo często mylą.
- Dzikie party? W sumie może być. – wzruszyłam ramionami. – Ale w sensie, że kiedy? Dzisiaj? – zapytałam zaskoczona.
- No przecież nie jutro! – odpowiedziała lekko zirytowana Libby. – Oczywiście, że dzisiaj. We trzy damy nie źle czadu! – ucieszyła się jak małe dziecko. – Ciekawe czy poznamy jakiś fajnych kolesi! Ojej a może będzie ktoś sławny i do mnie zagada?
- Ojej a może spotkamy braci Jonas! – powiedziałam z sarkazmem na co blondynka zmrużyła oczy jak kocica.
- Jutro szkoła. Mamy lekcje. – przypomniała Scar. – Mnie zależy na ocenach.
- Scarlett no błagam! Masz szansę poznać braci Jonas hello! – krzyknęłam tłumiąc śmiech na co Libby, która nie źle się wkurzyła szturchnęła mnie w ramię dosyć mocno. Jęknęłam cicho. Potem zaczęło się przekonywanie Scar do pójścia na imprezę. Ach gdyby to jeszcze był piątek to poszłoby o wiele lepiej ale to był niestety wtorek nawet nie połowa tygodnia.
- Dobra ja idę się zacząć szykować na imprezę. – powiedziała w końcu Libby. – A ty Scar masz iść! Nie musisz pić alkoholu. No proszę, pojaw się chociaż na godzinę, dwie, trzy … nie musisz do rana tak jak zapewne my zabalujemy.
- Noo. – kiwnęłam głową w zamyśleniu. – O 5:00 rano wrócimy jak nic. I to jeszcze jak spotkamy braci Jonas …
- An! Co ty z tymi braćmi? – zapytała Libby. – Zakładasz jakieś stowarzyszenie czy co?
- A wyobraź sobie, że lubię ich muzykę! W camp rock byli nie źli. – powiedziałam dumnie chodź nie znam nawet jednej ich piosenki. Po co ja to w ogóle powiedziałam? Boże. Najpierw gadam potem myślę, jak zwykle. Mojej przyjaciółce widocznie wystarczyło to wyjaśnienie bo już dała spokój. A Scalett postanowiła, że pójdzie ale nie posiedzi tam długo i na pewno nie będzie podrywać innych kolesi. Chciałam powiedzieć: zmienisz zdanie jak spotkamy braci Jonas. Ale też już dałam spokój.
                                                                                  ***
Koło godziny 19:00 byłam prawie gotowa. Włosy pozostawiłam rozpuszczone, lekko pofalowane, założyłam jasno – niebieskie obcisłe dżinsy i czarną zwiewną bluzkę z ćwiekami. Wydaje mi się, że wyglądałam okej chodź mogłam się trochę bardziej postarać. Chciałyśmy zabrać też Izabellę ale nie chciała iść. Scarlett ją nawet poparła. Tłum i nowi ludzie nie sprawiliby, że poczułaby się lepiej. Podeszłam do komody na której znajdował się mój telefon. Jak impreza to tylko z moim chłopakiem. Nie mogę pozwolić abym ja się świetnie bawiła a ten biedak siedział w domu nad książkami. Weszłam w kontakty i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po paru piknięciach odebrał.
- Witaj słonko. – powiedziałam do niego najbardziej słodkim głosem na jaki było mnie stać. – Za godzinę idziemy na imprezę. Może chciałbyś dołączyć? Co? Wiem, że późno cię informuje ale jesteś chłopakiem a wy nie potrzebujecie aż tyle czasu co my, dziewczyny.
- Co? Eee, jasne wpadnę. – odpowiedział lekko zmieszany? Hm, po za tym miał dziwny głos.
- Wszystko w porządku?
- Taak. Tylko jestem zmęczony. To wszystko. Ta szkoła mnie wykańcza fizycznie i psychicznie. Mam tyle nauki, że głowa mała. – wyjaśnił a mnie to w zupełności wystarczyło. Nie było zresztą powodów abym mu nie wierzyła. Byliśmy razem dosyć długo i jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się mnie okłamać. A gdyby miał coś na sumieniu to wierzcie mi, że byłabym pierwszą osobą, która by o tym wiedziała. Wiem co się dzieje u wszystkich w szkole to nie wiedziałabym co u mojego chłopaka? Wolne żarty.
Zeszłam na dół a tam Libby narzekała, że nie wie w którą sukienkę ma się ubrać. Czerwoną czy niebieską.
- Czerwona. – powiedziałam. – Bardziej seksowna. Przyciągniesz uwagę wszystkich kolesi.
- To samo jej mówiłam. – rzekła Scarlett. – Ale ona mówi, że niebieska pasuje jej do torebki.
- To niech wymieni torebkę. – odpowiedziałam bezproblemowo.
- Wiecie co? Ja chyba założę białą sukienkę i wezmę czarną torebkę. Będzie idealnie pasować. Czerń i biel. Co wy na to? – zapytała a my kiwnęłyśmy głowami z uśmiechem. Po co ona nas pyta o zdanie? Przecież to logiczne, że i tak zawsze robi tak jak ona chce. Nawet gdybyśmy powiedziały: Niee, nie zakładaj białej! Błagamy cię!
To jestem pewna, że nic by sobie z tego nie robiła. Więc prościej było się po prostu zgodzić. Więc gdy Libby poszła na górę się przebrać zadzwonił dzwonek u drzwi. Zmarszczyłyśmy ze Scar lekko brwi. Nikogo się nie spodziewałyśmy a Petera powiadomiłam o imprezie 10 minut temu. Na pewno nie przyjechałby tak szybko. Scarlett jako detektyw zaczęła się powoli zakradać a ja stanęłam za nią. No sorry ale nie jestem aż tak odważna, nie?
Moja przyjaciółka nacisnęła powoli klamkę a ja wstrzymałam oddech i …
- Zayn?! – krzyknęłyśmy równo na co on aż podskoczył.
- Eee chyba tak. – odpowiedział nie pewnie. – To znaczy na pewno tak. No chyba, że macie wątpliwości?
- Nie, nie. – potrzasnęłyśmy głową.
- Wy tak zawsze mówicie równo? – zapytał na co znów pokręciłyśmy przecząco głowami. – Okeeej. – lekko zaskoczony wszedł do środka a my gapiłyśmy się na niego jak na skończonego idiotę. Nikt przez dłuższy czas się nie odzywał więc postanowiłam zabrać głos.
- My idziemy zaraz na imprezę. – poinformowałam go i czekałam na jego zawstydzoną minę typu: Aaa sorry nie wiedziałem. Już się zmywam.
On tymczasem uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Wiem.
- Wiesz? – zapytałam zaskoczona. – To świetnie, że wiesz. W takim razie może byś …
- Poszedł z wami. – wszedł mi w zdanie a ja uniosłam wysoko brwi zdumiona jego bezczelnością. Przepraszam bardzo ale od kiedy ten typ ma czelność wpraszać się na nasze imprezy? Nawet nie zapytał czy może tylko powiedział to tak jakby to była normalka że gdzie my tam i on. Po chwili zabrzmiał kolejny dzwonek u drzwi.
- To pewnie Peter. – rzekłam i posłałam ostatni raz karcące spojrzenie Zaynowi typu: Nie spodziewałam się tego po tobie mój drogi.
Nacisnęłam klamkę i … aż jęknęłam zdumiona widokiem jaki zastałam. Otóż w progu stał Liam z Niallem i Harrym! Co oni tu robią? I to we trójkę? A może będą w naszym domu sobie robić jakąś swoją prywatną imprezę? Interesujące.
- Siemaneczko! – zawył Harry i wparował do naszego domu o mało nie potrącając mnie w drzwiach. Można by rzec, że chamsko się wepchał.
- Cześć. – przywitał się Niall i Liam także wchodząc do środka tyle, że ostrożniej.
- Przepraszam, że zapytam ale: co wy tu wszyscy robicie? – zadałam pytanie a reszta posłała mi spojrzenia typu: WTF? W tym momencie z góry zbiegła Libby. Wow! Wyglądała olśniewająco i każdy powtarzam każdy z chłopaków spojrzał na nią jak na ósmy cud świata. Dobrze, że ma Petera bo zrobiłabym się nieco zazdrosna.
- Hej chłopaki. Super, ze postanowiliście przyjść. To jak? Imprezę czas zacząć! Jedziemy! – krzyknęła blondynka i skierowała się w stronę drzwi wyjściowych.
- A co z nimi? – zapytałam wskazując palcem na chłopaków.
- No jak to co? Jadą z nami. Dzwoniłam do Zayana  i powiedziałam, że może z nami iść. Ewentualnie zgodziłam się na zabranie reszty a właściwie … ehem kotleta. – rzekła patrząc na niego mrużąc oczy. Wow. Ona naprawdę go nienawidzi. A w sumie. Są kwita.
- Fajnie, że będzie tam ktoś znajomy. – powiedziała Scarlett. – A teraz chodźmy bo się spóźnimy. – dodała i wszyscy wyszli z naszego domu kierując się w stronę samochodu. Wzięłam głęboki oddech i przez dłuższy czas zastanawiałam się czy zadzwonić po mojego brata. To imprezowicz i na pewno nie byłby zadowolony, że przepuścił jakąś imprezę z jego ukochaną siostrunią. Wyjęłam telefon i napisałam mu sms w którym poinformowałam go gdzie ma przyjechać. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź typu: Are you kidding? Oczywiście, że mam ochotę! Daj nam 5 minut!!!
Jakie nam? O.o aaa zapomniałam. Jest z nim ten koleś od Hanny Montany. Sorry ale zapomniałam imienia. Coś na „L”. Może Leonard? Pewnie tak.
                                                                       ***
W klubie jak to w klubie głośna muzyka i pełno ludzi. Akurat leciał remix piosenki Britney Spears i Will I Am Scream&Shut. Nie powiem w tej wersji spodobała mi się o wiele bardziej. Ale nie w tym rzecz. Podeszłam do baru i wyjęłam z torebki telefon. Zero wiadomości od Petera, nawet nie dzwonił! Co to do cholery ma być? Jestem tu od 20 minut! Wysłałam mu więc 6 sms pytając czy na serio jest takim dupkiem czy tylko udaje?
Bo mam nadzieje, ze to drugie albo ma naprawdę bardzo poważny powód! Bo jeśli zwyczajnie zapomniał to nie daruje mu.
- Co dla ciebie? – zapytał barman.
- Drink z lodem. – odpowiedziałam z ciężkim westchnieniem. Była smutna i zła, że zostałam tak chamsko potraktowana z jego strony. To mój chłopak i kocham go ale w mojej głowie zaczęło się zradzać pełno pomysłów na zemstę.
- Robi się. – powiedział chłopak z szerokim uśmiechem. W tym momencie podeszła do mnie roześmiana Libby. Dobrze, że chociaż ona ma dobry humor.
- Spotkałaś braci Jonas. – strzelałam jednak ona potrzasnęła głową.
- Lepiej! Zapłaciłam pewnemu kolesiowi żeby zaczął podrywać kotleta. Żebyś widziała jego minę, bezcenna. – powiedziała i znów się roześmiała. Uśmiechnęłam się lekko. W sumie nie powinnam sobie psuć humoru przez Petera. Jestem na imprezie w klubie! Ludzie! Powinnam się upić a jutro narzekać na kaca.
- Ten w czerwonej marynarce. – rzekłam wskazując na niego ruchem głowy. – Powiedz, że twój koleżka chce sprawdzić czy jest gejem. Padniesz ze śmiechu.
- W czerwonej marynarce? – zapytała zaskoczona.
- Taak. To prawdziwy gej więc nie będzie problemu. Aha i poinformuj go, że Harry może się opierać ale on ma nie zwracać na to uwagi. Zresztą obczaja go od 10 minut więc nie będzie problemu. – odparłam bezproblemowo i upiłam łyk drinka, który postawił przede mną barman. Libby pisnęła  z zachwytu i pobiegła w jego stronę. Uśmiechnęłam się pod nosem. Biedny Harry. Na jego miejscu przepisałabym się ze szkoły bo jeśli Libby kogoś nie lubi to koniec. Ciężko ją przekonać do zmiany zdania. Ja mszczę się i mam spokój. Nie czuje zbytniej nienawiści po tym wszystkim do tych osób. Może dlatego, że przez moje „zemsty” muszą nie źle cierpieć. No cóż. Życie.
Kolejną osobą, która podeszła do mnie była Scarlett. Widać po niej było, że nie czuła się dobrze w takim otoczeniu.
- I jak się bawisz? – zapytała opierając się o bar.
- Średnio. Zamierzam się upić bo wtedy przychodzą mi najlepsze pomysły do zemst. – powiedziałam mając na myśli Petera. Idiota!!
- Jakiś koleś pytał czy mam siostrę bo chętnie by się nami zajął. – powiedziała z niesmakiem. – Jeszcze jeden taki tekst a zmywam się stąd.
Poklepałam ją po ramieniu z uśmiechem. W tym momencie zauważyłam mojego brata i wielkiego fana Hanny Montany. No proszę, proszę. Jace jak zwykle tryskał energią i wzbudził zainteresowanie połowy dziewczyn, które były w klubie. On po prostu coś w sobie miał, że przyciągał uwagę. Pewny siebie, przystojny i zabawny. Wystarczy.
- Ale obczajają mój tyłek. – ucieszył się Jace i usiadł na krzesełku barowym. – Cztery drinki proszę! – krzyknął do barmana.
- Cztery? – zapytałam.
- Dla mnie, ciebie, Louisa i Scar. – odpowiedział z miną typu: Jesteś taka głupia czy udajesz?!
Aaa Louis! Kurde co ja wymyśliłam z tym Leonardem. Nie no nie mogę z siebie. Zapomnieć imienia chłopaka, który mieszka z twoim bratem, który jest wiecznie napalony. O Jeeezys. Właśnie mi się przypomniało, że Jace jest gejem a Louis psychicznym narkomanem. Fuck.
- Jak się wam razem mieszka? – spytałam patrząc uważnie na Louisa. Jeśli będzie coś kręcił od razu to odkryje. Wierzcie mi lub nie ale ma się ten dar.
- Jest spoko. – odpowiedział wzruszając ramionami i usiadł obok niego na krzesełku barowym. No chyba nie skoro tak się go trzyma blisko!
- Jaki koleś. – odezwał się Jace ze śmiechem patrząc na swój telefon. – Napisałem na twitterze: Jestem na imprezie ludziska xx. A jakiś pajac o nicku: Tajger odpisał: I mam nadzieje, że zalejesz się w trupa. Może to ci rozjaśni w główce.
- Masz swojego własnego hejtera. Wielka chwila. – powiedziałam z uśmiechem odbierając drugiego drinka od barmana. – Nie przejmuj się. Na moim koncie co chwila ktoś mnie wyzywa. Oczywiście i tak przeważa liczba osób które mnie uwielbiają ale te hejty ranią …
- Serio? Tak mi przykro. – odezwała się Scar. – Ludzie potrafią być okropni.
- Nie jest naprawdę okej. – zapewniłam ją z uśmiechem. – I tak dowiaduję się kim są te osoby i niszczę im życie w szkole. Jedna dziewczyna nawet przeze mnie się wypisała. Więc nie martw się o mnie. Jakoś daję radę.
- Jakoś? Ludzie się ciebie boją. – powiedział Louis tak jakby trochę z zazdrością? Pewnie chciałby mieć taką władzę w szkole. No cóż, nie jest tak wyjątkowy.
- Nauczyciele niektórzy też. – odparłam z dumą. – Life is beutiful. – dodałam ale zaraz potem przypomniałam sobie o Peterze. Totalnie zapomniałam, że ten kretyn mnie olał. Dobry humor gwałtownie spadł …
- Co za palant! – krzyknął Jace. – Pyta się mnie kiedy się ujawnię bo klub zdesperowanych chłopaków już na mnie czeka!!
- Uuu ostro. – skomentowałam. 
- An! Masz się dowiedzieć kim jest ta osoba! Ty masz już te swoje „sposoby”. Nie pozwolę by jakiś: Tajger tak mnie obrażał.
- I co mam zrobić jak się dowiem kim on/ona jest? – zapytałam pijąc drinka.
- Jak to co? Zniszczyć mu życie! Możesz nawet sprawić aby się wypisał. Nie obchodzi mnie to. Ta osoba nie źle mnie wkurzyła. Spamuje mi obraźliwymi komentarzami na mój temat. Kurde! Nie zdążam ich usuwać! A jak ludzie to przeczytają? Dziewczyny przestaną mnie pożądać! Będę skończony! – Jace przeraził się nie na żarty. Zmarszczyłam brwi. Nie rozumiem go. Jest gejem? Jest. Więc chyba powinno mu zależeć żeby chłopaki go pożądali a tak będzie jeśli się ujawni. Napalony wzrok dziewczyn jest mu do niczego nie potrzebny. Chyba, że nie może się pogodzić ze swoją naturą a to poprawia mu humor? Całkiem możliwe.
W każdym razie dowiem się kim jest ta osoba. Nawet nie dla mojego brata ale z czystej ciekawości kto go tak nienawidzi bo przecież wiadomo, że mój brat jest uwielbiany w szkole. Nazywają go: słodki Jace’i.
A tymczasem ktoś go hejtuje na twitterze? Niedoczekanie!
Nagle zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pisało: Mój skarb.
Czyli w tłumaczeniu: Peter! Ten okropny bezczelny cham! Oooch nienawidzę go w tej chwili. Dzwoni po dwóch godzinach odkąd mnie totalnie olał?
- Mam nadzieje, że masz jakieś mocne wytłumaczenie. – powiedziałam na wstępie.
- An … tak mi przykro. Miałem tyle nauki i zupełnie straciłem poczucie czasu. Ostatnio trochę zawaliłem matmę i … przepraszam, naprawdę.
Prychnęłam pod nosem.
- Przepraszam? Martwiłam się o ciebie! Dzwoniłam tyle razy, że nie zliczę! A ty masz tylko to na swoją obronę? – zapytałam czując wzbierającą się we mnie wściekłość. – NARA.
- Hej! An czekaj! – krzyknął w ostatniej chwili Peter gdy chciałam się rozłączyć. – Nie zrywasz ze mną, prawda? – upewnił się.
- Nie, nie zrywam. Ale jestem wściekła i lepiej już zacznij myśleć jak mi to wynagrodzisz. – odpowiedziałam i rozłączyłam się. W sumie to potraktowałam go całkiem nie źle. Myślałam, że gorzej po nim pojadę. Ale to chyba to, że mi tak bardzo na nim zależy. Nie mogłabym z nim zerwać z powodu takiego czegoś.
- Widziałaś Louisa? – Jace wyrwał mnie z zamyślenia. Zamrugałam kilka razy zanim dotarło do mnie to co powiedział.
- Nie, a do czegoś ci potrzebny? – odpowiedziałam ze słodkim uśmieszkiem na co on szturchnął mnie w ramię.
- Po prostu chciałem się z kimś upić. – powiedział a ja pomyślałam, że zaraz mu się dostanie.
- Upić? O nie, nie mój kochany. Myślisz, że ja nie wiem co ludzie robią po alkoholu? I w dodatku ty? Dostawiłbyś się po pijanemu nawet do dziewczyny.
- W ogóle się nie liczysz z moimi uczuciami. – mruknął pod nosem.
- Liczyłabym się gdybyś je miał. Od roku chodzisz wiecznie napalony po zerwaniu z twoim ostatnim chłopakiem. – przypomniałam mu.
- Dlatego się chciałem pocieszyć. – powiedział do siebie i zamówił następnego drinka. – Trudno upije się sam.
- Chyba nasza zguba się znalazła. – odezwała się Scarlett wskazując palcem na Louisa i … UPS. – Zaraz, zaraz … kto to jest? – spytała marszcząc brwi.
- Jakaś blondi. – odpowiedziałam czując jak ogarnia mnie radość. – Louis liże się z jakąś blondi!! A to znaczy, że nie jest gejem i nie ma ochoty na mojego brata! Moje życie znów jest piękne! – krzyknęłam ciesząc się jak małe dziecko. Zobaczyłam jak mój brat mruży oczy i ciężko wzdycha. Dotknęłam jego ramienia. – Przykro mi.
- Serio? – spytał zaskoczony.
- Szczerze? Wcale! Jestem szczęśliwa.
I tak rozwiązał się jeden problem. Louis okazał się 100 % hetero. A ja mam nową ploteczkę. Louis Tomlinson miział się z nowo poznaną dziewczyną w klubie. Muszę się o niej dowiedzieć czegoś więcej, wtedy wzbudzi większe zainteresowanie.
„A na plotkę roku to … to możecie poczekać, prawda?” – napisałam na twitterze. „Zdradzę wam jedno: warto xx” Andrea.
 ________________________________________________
No nareszcie skończony! W ogóle nie miałam na niego weny. Pisałam go praktycznie na spontana. Miało się wydarzyć więcej ale wyszło mi już 6 stron to mówię: czas zakończyć rozdział ;-). I jak? Ciekawi kto hejtuje Jace’a? Albo jaką plotkę roku ma Andrea? ;-PP.
Następny rozdział należy do Sylwii :D Na pewno dla was napiszę coś lepszego więc don’t worry!
Paaaa C: