wtorek, 4 kwietnia 2017

Rozdział 34

Oczami Libby


Od rana miałam wspaniały humor a miało to związek z dniem który dziś nastał, a mianowicie piątek, piąteczek, piątunio !!! To najwspanialszy dzień tygodnia. Wstałam przejrzałam szybko portale społecznościowe napisałam kilka tweedtów i wyskoczyłam z łóżka. Czym prędzej poszłam do łazienki wykonać poranną toaletę. Gdy byłam już ogarnięta zeszłam do kuchni gdzie siedziała mama An.
- Cholera ! - wymsknęło mi się jak tylko ją zobaczyłam. Co ta kobieta o 6 rano robi u nas w domu.
- Ciebie również miło widzieć Libby. - powiedziała z tym swoim świdrującym spojrzeniem. Przeraża mnie ta kobita.
- Dzień dobry Pani Sanchez. - uśmiechnęłam się do kobiety popijającej kawę, a ta tylko coś mruknęła. Sięgnęłam po jabłko i czym prędzej wyszłam z domu. Pokierowałam się prosto na plaże żeby trochę pobiegać. W połowie dystansu usiadłam przy budce z napojami. Kupiłam sobie wodę i wróciłam tą samą trasą do domu. O dziwo nie było tam już mamy Andrei. Wzięłam szybki prysznic i pomalowałam się. Ubrałam czyste ubrania i poszłam do swojego pokoju. Mój kociak od razu wskoczył na łóżko i zaczął się do mnie tulić. Zabrałam go na dół i nałożyłam mu karmy i nalałam mleka do miski. Dochodziła dopiero siódma dziewczyny wciąż nie wygramoliły się z łóżek więc zostawiłam im notkę że musze coś załatwić i zgarniając po drodze wszystkie potrzebne rzeczy do moje torebki udałam się do garażu. Odpaliłam auto i udałam się do street fooda ze zdrowym jedzenie. Kupiłam dwa śniadania na wynos i ruszyłam w dalszą drogę. Po paru minutach zatrzymałam się na podjeździe i bez pukania weszłam do willi. Wszędzie było ciemno, a cisza panująca w domu upewniła mnie tylko w tym że Harry wciąż śpi. Po cichu udałam się na piętro do jego sypiali. Położyłam jedzenie na szafce nocnej i podeszłam do łóżka. Chłopak wyglądam tak słodko złapałam jeden kosmyk jego włosów i zsunęłam mu go z twarzy by moc go w całości zobaczyć. Starałam się to zrobić delikatnie ale i tak go obudziłam.
- Bry. - mruknął zaspanym głosem.
- Bry. Przyniosłam Ci śniadanie. - uśmiechnęłam się od uch do ucha.
- Jesteś szalona. - powiedział i pociągnął mnie za rękę tak że wylądowałam w łóżku tuż obok niego.
- Zdarza mi się czasami. - zrobiłam najsłodszą minę jaką tylko potrafiłam.
- Uważaj bo się jeszcze przyzwyczaję do takich niespodzianek z rana. - zaśmiał się po czym dał mi buziaka.
- Ty nie miałeś zamiaru dzisiaj wstawać Hazz ? - zapytałam patrząc jak chłopak wygramola się z łóżka i kieruje się w stronę łazienki.
- W sumie to nie, ale skoro już nie śpię to pofatyguję się na zajęcia. - uśmiechnął się i zniknął za drzwiami łazienki. Wciąż nie rozumiem tego co się dzieje między nami jesteśmy czy nie jesteśmy razem. Jeśli tak to czy będziemy komuś mówić czy wciąż to ukrywać. Jeśli nie to co z tym robimy. Mam totalny mętlik w głowie, ale czuje że z Harrym dogaduję się w 100%. Chłopak wyszedł w samym ręczniku przewiązanym w pasie, a ja poczułam jak głos więźnie mi w gardle. Cholera jaki on jest przystojny.
- Planujecie jakąś imprezę z dziewczynami ? - powiedział wyrywając mnie z podziwiania jego ciała.
- Yyy .. co .. znaczy chyba .. nie wiem w sumie. - zaczęłam się plątać, a Hazz zaczął się śmiać.
- Liv nie widzisz mnie pierwszy raz co jest z Tobą ? - podszedł do łóżka i pochylił się nade mną.
- Jeszcze pytasz ?! Wychodzisz sobie jak gdyby nigdy nic w samym ręczniku i ubierasz się przede mną. Jak ja mam niby się skupić co ? - odpowiedziałam z udawanym oburzenie.
- Totalna wariatka. - zaczął się śmiać.
- Myślałam że to to już ustaliliśmy. - przyciągnęłam go i pocałowałam.


~*~


Zajęcia zleciały jak nigdy wyjątkowo szybko. Zebrałam swoje rzeczy z ławki i wyszłam z sali. Zaczęłam grzebać w torbie w poszukiwaniu kluczyków, ale znalazłam tam jakiś liścik, którego wcześniej nie zauważyłam. Otworzyła go i uśmiech sam pojawił mi się na buzi.
"Dziękuję za pyszne śniadanko. Jutro ja stawiam. H."
- Liv co z dzisiejszym wieczorem ? - wyrwał mnie z rozmyśleń głos An, która właśnie poprawiała sobie szminkę.
- A co ma być ? - zapytałam zdziwiona. Nie przypominam sobie żebyśmy coś planowały.
- Impreza a co innego może być w piątek. Libby co się z Tobą dzieje jesteś jakaś nieobecna ostatnio i wiecznie zamyślona. - Andrea spojrzała na mnie swoim przenikliwym wzrokiem.
- To gdzie dzisiaj imprezujemy ? - podbiegła do nas Scar rzucając się nam na szyję i ratując mnie z burzy pytań An.
- Może w Diamonds ? - zapytała.
- Pasuje. - powiedziały jednocześnie Scarlett i An. Wspólnie ruszyłyśmy na parking.
- Widzimy się w domu ? - zapytała Scar wsiadając do swojego garbusa. Razem z brunetką kiwnęłyśmy głowami i poszłyśmy do swoich aut. Wsiadłam do samochodu i wyciągnęłam telefon. Napisałam sms do Harry'ego że czekam na niego i jak za dotknięciem magicznej różdżki zobaczyłam jak zmierza w moją stronę z Lou. Cholera co on wyprawia przecież nikt nie miał się o nas dowiedzieć, a ten papla zaraz wszystkim powiem.
- Hej Wam. - powiedziałam z nerwowym chichotem.
- Podrzucisz też Lou do mnie bo kupił nową grę i musimy ją wypróbować. Spoko powiedziałem mu że auto mi się zepsuło i musiałaś mnie podrzucić rano. - mówił chłopak, a ja czułam jak serce coraz mocniej mi bije. Zaraz dostane zawału.
- Jasne bez problemu. - odpowiedziałam najspokojniej jak potrafiłam. Droga dłużyła się strasznie a cisza którą zakłócało jedynie radio była nieznośna. A po drugie nieomal dwa razy wjechałam w tył jakiegoś auta. Podjechałam pod wille i pożegnałam się z chłopakami. W drodze powrotnej czułam jak ręce drżą mi na kierownicy, a noga trzęsie się przy naciskaniu sprzęgła. Na szczęście dojechałam bezpiecznie do domu.
- Zrobiłam obiad ! - krzyknęła Scar jak tylko przekroczyłam próg drzwi. Usiadłyśmy wspólnie do stołu i zabrałyśmy się za jedzenie. Scarlett jak zwykle przeszła sama siebie w swoim Spaghetti.
- To jak o której lecimy na imprezę ? - zapytałam.
- Myślę że 21 będzie idealna nie za wcześnie, ale i nie za późno. - odpowiedziała Scar.
- Przynajmniej będziemy najtrzeźwiejsze o tej godzinie w klubie. - zaśmiała się Ana.
- Tak do czasu aż nie dorwiemy się do baru. - dodała i wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
- A właśnie An co Twoja mama robiła u nas po 6 w domu ? - spojrzałam na przyjaciółkę.
- Powiedziała że Louis ma kiepski ekspres do kawy i przyjechała do nas wypić. - wywróciła oczami.
- Aha. - ta kobieta nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
- Długo jeszcze zostanie w Miami ? - zapytał Scar.
- Mam nadzieję że nie bo w końcu oszaleje przez nią. Tylko jakby tu przekonać ją do wyjazdu. - An zaczęła rozmyślać.
- Może przekonaj ją do tego że masz dobre stosunki z bratem. - powiedziała Scar.
- Scar ta kobieta chce mnie zaciągnąć na terapie do psychologa rozumiesz to ?! Takie coś zniszczy moją wiarygodność ! - oburzyła się brunetka.
- To musisz pogadać z bratem i będziecie musieli poudawać i to porządnie że jesteście w pełni zrównoważeni. - uśmiechnęła się Scarlett. Zaczęłam zbierać talerze po obiedzie i wstawiłam je do zmywarki, a dziewczyny pogrążyły się w planowaniu. Poszłam do salonu i włączyłam TV. Spojrzałam na telefon akurat jak przyszła wiadomość.
"Wybacz że nie uprzedziłem że będzie jechał z nami Lou. Mam nadzieję że nie jesteś zła. H"
"Jeśli on coś wypapla to uwierz będziesz moją pierwszą ofiarą uduszę Cię !"
"Spokojnie nic nie powie. I nie złość się wynagrodzę Ci to dzisiaj. Widzimy się w Diamonds. H"
"Skąd wiesz o Diamonds?"
"An wszystkim napisała na tt. Do później. H"
"Do później."
Moja przyjaciółka jak zwykle trzyma rękę na pulsie i zapewni by każdy wiedział gdzie i kiedy imprezujemy.

~*~


Równo o 21 pojawiłyśmy się z dziewczynami pod klubem. Okazałyśmy nasze przepustki i udałyśmy się na zarezerwowaną loże. Czekały tam już na nas drinki więc od razu chwyciłam za jeden.
- Jeszcze nawet nie usiadłaś, a już zaczynasz pić ? - odwróciłam się i zobaczyłam Zayna. Cholera zapomniałam że też tu będzie.
- Zalewam smutki w alkoholu. - odpowiedziałam i usiadłam na skórzanej kanapie.
- Wiesz że ja nic nie zrobiłem więc nie wiem o co Ty się na mnie wściekasz. - kontynuował swój dialog.
- Zaczął się weekend jesteśmy w klubie to nie jest dobre miejsce na prowadzenie takich rozmów wiesz mamy się tu bawić. - powiedziałam i wypiłam jednym chłystem lampkę martini.
- Dobrze więc jutro pogadamy nie ominie Cię to. - wstał zdenerwowany i poszedł na drugi koniec loży. Po chwili dołączył do nas jeszcze Harry, Louis, Liam i Niall. Przywitaliśmy się ze wszystkimi i zabraliśmy się za picie. Razem z dziewczynami postanowiłyśmy ruszyć na parkiet. Po drodze spojrzałam znacząco na Stylesa, który uważnie mi się przyglądał. Czułam jak muzyka przenika moje ciało. Razem z nami zaczęło tańczyć kilku facetów. Totalnie to olałyśmy zmieniając miejsce na parkiecie.
- Ej zważaj sobie gościu ! - usłyszałam krzyk An a po chwili jakiś facet dostał z liścia. Wyraźnie nie zraziło to faceta który nadal kleił się do mojej przyjaciółki. Wtedy wkroczyłam ja z Scar i odepchnęłyśmy tego gościa. Zaraz pojawiła się przy nas ochrona i wyprowadziła tego buraka z kluby.
- Nic Ci nie jest ? - Harry pojawił się przy mnie znikąd.
- Nie spokojnie jakiś typ się do An przystawiał, ale go wyrzucili z klubu. - wyjaśniłam.
- Mam iść go załatwić ? - zapytał z powagą w głosie.
- Nie świruj to nic takiego. - złapałam go za koszule i zbliżyłam do niego. Jednak w czas się zorientowałam że nasi znajomi też tu są.
- Opanuj się bo to Ty świrujesz. - uśmiechnął się. Wróciliśmy wszyscy na loże. Payne i Malik poszli po drinki, a my rozmawialiśmy jak najęci o tym co właśnie się stało.
- Co jest między Wami ? - zapytał mnie dyskretnie Niall.
- Miedzy kim ? - zaśmiałam się nerwowo.
- Tobą i Harrym. Od kiedy wy się nie kłócicie ? - spojrzał na mnie badawczo.
- Wiesz w końcu dorośliśmy. - odpowiedziała, a chłopak wybuchł śmiechem. Jednak widząc moją powagę natychmiast przestał.
- Ty tak na serio mówisz ?! Bo ja twierdzę że jednak coś jest między Wami. Ja to od początku wiedziałem że pasujecie do siebie idealnie. - powiedział i zanim zdążyłam coś powiedzieć poszedł do baru pomóc przynieść chłopakom shoty. Cholera czyżby to było aż tak widać że coś jest na rzeczy. Nie myśląc dłużej wypiłam trzy shoty pod rząd i zagryzłam limonką. Poczułam jak dreszcze przechodzą po całym moim ciele. Przydałoby się coś zjeść. Wstałam i bez słowa ruszyłam do baru.
- Poproszę tacę sushi na loże na piętrze. - złożyłam zamówienie i zapłaciłam za nie. Wróciłam na nasz balkon i usiadłam wygodnie na kanapie.
- Chciałabym wznieść toast za wspaniałą imprezę oraz za przystojnych Mężczyzn ... może się jeszcze tutaj pojawią. - powiedziała Andrea. Chłopcy oczywiście zaczęli buczeć i gwizdać.
- Nie no Panowie oczywiście żartuje. - zaśmiała się. Złapaliśmy wszyscy za alkohol i wypiliśmy toast.


~*~


Impreza nie potoczyła się tak jak sobie to wyobrażałam. Siedzę właśnie na komisariacie ze Stylesem i oczekujemy na przesłuchanie. Przetarłam twarz dłońmi i zobaczyłam na nich krew. Cholera wciąż leci mi z nosa. Wyjęłam z torebki chusteczkę i wytarłam sobie nos po czym spojrzałam na chłopaka. Złapałam go za podbródek, a na jego twarzy pojawił się grymas bólu. Delikatnie wytarłam jego krew z wargi, a następnie z łuku brwiowego. Splotłam nasze ręce i zerknęłam na zegar na ścianie dochodziła 4 w nocy. Siedzimy tu już dobrą godzinę.
- Może damy znać reszcie pewnie się martwią. - chłopak wyciągnął telefon.
- Lepiej nie pewnie i tak już śpią, a poza tym zaraz zacznie się wypytywanie czemu jesteśmy razem i tym podobne. - powiedziałam opierając głowę o jego ramię.
- Libby Hathaway. Proszę do gabinetu. - spojrzałam nerwowo na Stylesa.
- Możemy iść razem ? - zapytał chłopak.
- Skoro to konieczne to zapraszam Państwa razem. - odpowiedział burkliwie policjant. Usiedliśmy przed biurkiem i daliśmy mu nasze dowody osobiste.
- Nazywa się Pani Libby Oliwia Hathaway czy to prawda ? - zapytał.
- Tak.
- Ma Pani 19 lat.
- Tak.
- Jest Pani blondynką o niebieskich oczach. - spojrzał na mnie przenikliwie.
- Pan tak na serio ? - zabrał głos Harry.
- Przepraszam ale czy ja Pana pytam ?! - oburzył się policjant.
- Nie bo nie jestem blondynką o niebieskich oczach. - odpowiedział, a ja prawie wybuchłam śmiechem.
- Proszę się zachowywać bo zamknę Pana na 24h i się skończy gwiazdorzenie. - powiedział wkurzony policjant.
- Nie ma za co Pan mnie wsadzić, a tym bardziej nie wiem po co nas tu trzymacie nic nie zrobiliśmy. - odparł podniesionym głosem chłopak.
- Zostali Państwo oskarżenie o pobicie więc proszę się uspokoić. - policjant walnął ręką o biurko.
- Przepraszam, ale czy ja według Pana wyglądam na osobę która byłaby wstanie pobić tamtego faceta. - spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Nie ale Pani towarzysz owszem. - odpowiedział.
- No to są jakieś jaja czemu nikt nam nie wierzy tylko temu facetowi ?! - krzyknął Harry.
- Ale proszę się nie unosić. Widzieliśmy Pana który was oskarżył i to że musieli go zabrać do szpitala mówi samo za siebie. - powiedział policjant. No ja tu zwariuje.
- Nie moja wina że nie umie mierzyć sił na zamiary. A poza tym co za facet uderza dziewczynę ?! - mówił coraz bardziej wkurzony Harry.
- Nie jeste tu od oceniania jego postępowania, a teraz powróćmy do przesłuchania. Czy może mi Pani opisać co się zdarzyło pod klubem. - spojrzał na mnie i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć uciszył mnie ręką i odebrał telefon. Zaczął coś notować i wyraźnie się zdenerwował. Krzyknął do słuchawki że są bandą debili i zakończył rozmowę.
- Przepraszam, ale dopiero dotarł do nas film z monitoringu i nasi technicy ustalili że zostali Państwo zaatakowani, a nie tak jak nam zeznano że to Państwo zaatakowali. Działali Państwo w obronie własnej. Proszę mi wybaczyć. Są Państwo wolni. - powiedział opanowując złość.
- Idioci. - szepnął Hazz zanim zdążyliśmy wyjść z gabinetu.
- Przeprasza ma Pan coś jeszcze do powiedzenia ? - krzyknął za nami policjant.
- Nie nie nic nie mówił dziękujemy. - wypchnęłam chłopaka z gabinetu i czym prędzej zamknęłam za nami drzwi.
- Czy Ty zawsze musisz jeszcze coś powiedzieć na koniec. - spojrzałam na Harry'ego.
- No co bezkarnie nas oskarżyli teraz to ja mogę ich zaskarżyć ! - krzyknął.
- Nikogo nie będziesz zaskarżał uspokój się Haroldzie. - zatkałam mu ręką usta.
- Auć. To boli. - wymamrotał.
- Oops. Wybacz. - zabrałam dłoń z jego ust.
- Wkurzył mnie ten policjant. - chłopak był wciąż nabuzowany.
- To była ciężka noc jedźmy o domu. - powiedziałam.
-  Do mnie czy do Ciebie ? - zapytał zabawnie poruszając brwiami. Od razu można było zauważyć zmianę humoru u chłopaka.
- Do Ciebie. - wyjęłam telefon i zadzwoniłam po taxi. Czułam jak nogi pulsują mi z bólu. Ale szpilki wciąż prezentowały się bosko. Po nie długiej chwili przyjechał nasz transport. Jak tylko wsiedliśmy zdjęłam buty i poczułam ulgę. Harry obudził mnie jak byliśmy pod jego willą. Zapłacił za taxi i poszliśmy do domu.
- Liv idź na górę ja zaraz przyjdę. - powiedział i poszedł do kuchni. Udałam się do sypialni. Zdjęłam sukienkę i poszłam wziąć szybki prysznic. Zmyłam makijaż i dopiero zobaczyłam opuchliznę w okolicy nosa mam nadzieję że szybko zejdzie. Ubrałam na siebie koszulkę Harry'ego i przepłukałam buzię bo wciąż czułam smak alkoholu. Jak wyszłam z łazienki chłopak czekał na mnie z tacą na której miał sok i jakieś przekąski. Położyliśmy się i włączyliśmy film.
- Kładź się bo już ledwo na oczy patrzysz. - chłopak zaczesał kosmyk moich włosów za ucho.
- A przytulisz mnie ? - zapytałam.
- Zawsze. - mogłabym tak zasypiać codziennie. Dlaczego czuję że to takie właściwe, a zarazem niestosowne.
- Słodkich snów Liv. - dostałam buziaka na dobranoc i zasnęłam tak szczęśliwa jak dawno nie byłam.

__________________________________
I znów cukier, cukier, cukier. No nic może w końcu stanie się coś niespodziewanego. Liczę na waszą inwencję co do dalszego rozwinięcia się sytuacji i proszę napiszcie co sądzicie o rozdziale. Buziaczki.
Ps. Z góry przepraszam jak są jakieś błędy.

sobota, 4 marca 2017

Rozdział 33



Oczami An:
Nie mogłam uwierzyć w to, jak Peter bezczelnie postanowił mnie okłamać! Przez trzy tygodnie robiłam wszystko za niego, byłam na każde jego wezwanie i ostatecznie okazało się, że mógł bez problemu chodzić. Nic nie jest w stanie wyrazić złości jaką poczułam w momencie, gdy się o tym dowiedziałam. Dzięki Bogu, ze Libby go widziała, ponieważ jestem pewna, że byłabym jego służącą jeszcze dwa tygodnie albo i dłużej. Boże, ale ja jestem głupia. Jak można nie zauważyć, że ktoś udaje?
- I co z tym zrobisz? – zapytała mnie Liv.
- Zabije go. – wymamrotałam. – Przysięgam, że go zabije! – powiedziałam bardziej bojowo i naprawdę chciałam wyjść z domu i udać się do niego i chociaż go pobić, ale moja przyjaciółka mnie zatrzymała. Stanęła przed drzwiami, sprawiając tym samym, że nie mogłam wyjść.
- Czekaj. Musimy ułożyć jakiś plan… – zaczęła tajemniczo.
- Jaki plan? – założyłam ręce na klatkę piersiową i zmarszczyłam brwi. – W sensie zemstę?
- Otóż to. – odpowiedziała uśmiechając się. – Scarlett! – krzyknęła na całe gardło, a dziewczyna w ciągu kilku sekund zbiegła na dół.
- Tak?
- Chcesz zemścić się na tym dupku Peterze?
- Jasne! – odparła ciesząc się jak małe dziecko.
- Super, więc mam pewien pomysł. – powiedziała Libby zacierając ręce z podekscytowania. – Co wy na to, aby dosypać mu środek nasenny do herbaty, a potem… przefarbować mu włosy na zielono i markerem niezmywalnym narysować mu wąsy?! – ucieszyła się. Muszę przyznać, że moja przyjaciółka ma naprawdę szalone pomysły i ten naprawdę mi się spodobał. No, no Peterze ! Szykuj się na małą zemstę.
- A skąd wezmę środek nasenny? – zapytałam.
- Skołuje ci coś z pracy, nie martw się. – odpowiedziała Scar dotykając mojego ramienia. Przysięgam, mam najlepsze przyjaciółki na świecie! Kocham je.
*
Ledwo weszłam do szkoły, a już podbiegł do mnie Louis i pocałował w policzek. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się o co mu chodzi, aż doszłam do wniosku, że przecież udajemy parę, ale to nie było już ważne, skoro Peter postanowił mnie w tak bezczelny sposób okłamać. Mam jego zdanie głęboko w poważaniu. Może sobie uważać, że nie znajdę nikogo lepszego od niego.
- Hej, hej przystopuj z tymi pocałunkami. – powiedziałam, a Louis zrobił zaskoczoną minę.
- Parę metrów dalej stoi jeden z przyjaciół Petera. – odparł.
- Skąd wiesz, że to jego przyjaciel? – zapytałam, ponieważ Louis i mój były chłopak nie zamienili ze sobą więcej niż dwóch zdań o ile w ogóle tyle zamienili.
- Nie wiem. – wzruszył ramionami. – Ale był popularny, więc zakładam, że przyjaźnił się ze wszystkimi.
Przewróciłam oczami.
- Nie musimy już udawać. To koniec. – powiedziałam prosto z mostu, ponieważ nie lubiłam przeciągać spraw. Wolałam, żeby była jasność.
- Zrywasz ze mną? – spytał piskliwym głosikiem.
- Nie, nie zrywam z tobą, bo nigdy nie byliśmy razem. Po prostu informuje cię, że nie musimy udawać pary. Zdanie Petera już mnie nie obchodzi. – odpowiedziałam i chciałam odejść, ale Louis złapał mnie za ramię, nie pozwalając mi odejść.
- Od kiedy?
- Odkąd dowiedziałam się, że jest podłym oszustem.
- To chyba wie każdy. Chodził do burdelu.
Miał rację. Mogłam się wcześniej domyśleć, że to nałogowy kłamca. Jestem czasem taka głupia.
- W każdym razie przykro mi, ale nasza umowa dobiegła końca. Na razie! – pomachałam mu i zanim zdążył mnie zatrzymać szybko od niego uciekłam.
*
Po szkole poszłam do domu Petera, aby wcielić nasz niecny plan w życie. Gdy weszłam do środka, tak jak podejrzewałam, chłopak leżał rozwalony na kanapie, a gdy mnie zobaczył, zaczął krzyczeć: „co tak długo?!” Resztkami sił powstrzymywałam się, aby nie wybuchnąć, ale postanowiłam zachować spokój. Wszystko w swoim czasie. Zaraz przyjdzie na tego palanta czas. Nie pozwolę, aby tak bezczelnie bawił się moim kosztem.
-Nalej mi soku! – wrzasnął wskazując palcem wskazującym na kuchnię.
- Już się robi. – odpowiedziałam ze słodkim uśmieszkiem i czym prędzej poszłam we wskazanym przez niego kierunku. Teraz musiałam tylko dosypać środek nasenny do napoju, ale kiedy tylko słyszałam jego jęki z salonu miałam ochotę coś mu zrobić. Zachowałam jednak spokój i biorąc głęboki oddech skierowałam się do salonu, uprzednio dosypując do soku środek.  – Proszę. – powiedziałam stawiając przed nim szklankę. Peter spojrzał na mnie marszcząc brwi. – Coś nie tak? – zapytałam przełykając głośno ślinę. Bałam się, że domyśli się, iż coś jest nie tak.
- Jesteś jakaś… - zaczął zastanawiając się.
- Jaka?
- Miła. – dokończył cały czas mi się przyglądając.
- Zaczęłam chodzić na jogę. – odpowiedziałam szybko.
- Już dawno powinnaś zacząć to robić. – stwierdził biorąc do ręki szklankę z sokiem. Zacisnęłam dłoń w pięść. Spokojnie Ana. On nie jest tego wart. Gdybyś to zrobiła musiałabyś mu pewnie usługiwać do końca życia. – Że też tyle czasu cię znosiłem. Powinienem dostać jakiś medal za to.
- No już pij wreszcie. – wypsnęło mi się, a wtedy Peter, który prawie upił łyka, zatrzymał się i ponownie na mnie spojrzał, jakby chciał siłą wzroku wydusić ze mnie prawdę. – To znaczy… jak chcesz. Nie musisz wcale pić. – dodałam.
- Zrób to pierwsza. – powiedział z szerokim uśmiechem.
- Co? – naprawdę nie mogłam uwierzyć w to jak:
a) wszystko zepsułam
b) jaki jest sprytny
- Napij się. – ponaglił mnie. – No chyba, że coś jest nie tak z tym sokiem? – spytał unosząc jedną brew.
- Nie, nie. Skądże. – potrząsnęłam szybko głową i wzięłam od niego napój. Przez parę sekund patrzyłam się na trzymany w ręku sok, zastanawiając się czy napić się czy też wylać temu przeklętemu człowiekowi go na głowę, ale wtedy plan diabli  by wzięli, więc postanowiłam na pierwszą opcję i przystawiając szklankę do ust upiłam mały łyk, starając się nie myśleć o tym, co jest w środku. – Widzisz? Wszystko z  nim w porządku. – rzekłam starając się uśmiechnąć, choć w środku krzyczałam ze złości.
- Upij większy. Nie jestem przekonany. – powiedział zakładając ręce na klatkę piersiową. Myślałam, że w tym momencie nie wytrzymam i go zabije, a jednak dałam radę trzymać nerwy na wodzy i ponownie przybierając coś na kształt uśmiechu wykonałam jego prośbę. Czuje, że nie tylko Petera czeka dzisiaj długa drzemka.
- Ta da. Proszę. – odparłam oddając mu sok, który postanowił w końcu wziąć, a potem z satysfakcją obserwowałam jak jednym haustem opróżnił całą szklankę.
- Zanieś. – rozkazał mi.
- Robi się mój panie. – powiedziałam z ironią, której pewnie nie załapał znając jego inteligencję.
Gdy znalazłam się w kuchni wyjęłam szybko z torebki telefon i wybrałam numer do Libby.
- Nie dam rady wam pomóc. – powiedziałam ziewając.
- Jak to? – zdziwiła się. – Spałaś?
- Nie, ale zaraz będę. Peter jest sprytniejszy niż początkowo zakładałyśmy. Kazał mi się napić soku do którego wsypałam środek nasenny. Nie mogłam odmówić, bo cały plan by się nie udał. A teraz kręci mi się w głowie i nie mogę przestać ziewać. –starałam się mówić szybko, tak abym przypadkiem nie zasnęła podczas rozmowy.
- Patrz, a ja zawsze miałam go za największego kretyna na świecie. – powiedziała Libby.
- Ta, mhm. To ja chyba się…położę. – odparłam robiąc przerwę na ziewnięcie. – To na razie.
- An czekaj! – usłyszałam jeszcze krzyk Liv zanim się rozłączyłam i siadając na krzesełku schowałam twarz w dłoniach po czym zasnęłam.
*
Obudził mnie czyjś wrzask, który rozchodził się po całym domu. Zmarszczyłam brwi zastanawiając się, co się dzieje? Rozejrzałam się dookoła zastanawiając się, gdzie jestem i zdałam sobie sprawę, że znajdywałam się w kuchni, ale nie swojej tylko Petera. No tak! Kompletnie zapomniałam, że tu zasnęłam. Liv i Scar na pewno nie chciały mnie budzić.
- Coś ty mi zrobiła wiedźmo?! – Peter niczym strzała wleciał do kuchni i wskazał na swoje zielone włosy. Zakryłam usta dłonią, aby się nie roześmiać.
- Ja? Nic. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Więc kto?
- Może skrzaty? – dałam pomysł.
- To nie jest śmieszne! Zapłacisz mi za to, rozumiesz?! – Peter nie mógł opanować złości, a ja w tym momencie zauważyłam, że mój ex zapomniał, że nie umie chodzić i jak gdyby nigdy nic, stał na środku pomieszczenia bez kuli.
- O, widzę, że z nogą już lepiej. Mój sok działa cuda, prawda? – uśmiechnęłam się szeroko.
- Wiedziałaś o tym. – wskazał na mnie oskarżycielsko palcem. – A moje włosy to miała być zemsta, co?
- Nie mam pojęcia o czym mówisz. – wzruszyłam ramionami i wstałam z siedzenia, aby udać się do domu, ale nim wyszłam jeszcze dorzuciłam: - Tak bardzo skupiłeś się na swoich włosach, że nie zauważyłeś wąsów. Swoją drogą namalowane wyglądają o wiele lepiej niż prawdziwe. – puściłam mu oczko i zadowolona z siebie opuściłam jego mieszkanie, trzaskając głośno drzwiami.
*
W domu zamówiłam wielką pizze dla Scar i Liv i kupiłam im po małym upominku, aby pokazać im jak bardzo jestem wdzięczna za pomoc w zemście na tym dupku.
- Mów jak zareagował? – zapytała Libby siedząc na kanapie i wcinając pizze.
- Tak bardzo się tym przejął, że nawet zapomniał o swoim kłamstwie i wbiegł do kuchni bez żadnej pomocy krzycząc, że jestem wiedźmą. – odpowiedziałam z rozbawieniem, a moje przyjaciółki wybuchnęły śmiechem.
- Szkoda, że tego nie widziałyśmy. – skomentowała Scarlett. – Jego mina musiała być bezcenna.
- I była! Mogłam go w sumie nagrać. Ale myślę, że jeszcze nadarzy się okazja. Peter tak łatwo nie odpuści. – westchnęłam.
- Niech lepiej drugi raz z nami nie zadziera! – powiedziała bojowo Liv.
- Swoją drogą skąd biorą się tacy faceci?  - spytała z niedowierzaniem Scar.
- Z planety palantów? – roześmiałam się. W tym momencie zadzwonił mój telefon. – O nie, chyba o wilku mowa. – jęknęłam, będąc przekonana, że dzwoni Peter, jednak kiedy wyjęłam z przedniej kieszeni spodni telefon moim oczom ukazała się nazwa kontaktu o treści „nie odbieraj”. To mogła być tylko jedna osoba. – Tak mamo? – zapytała przykładając komórkę do ucha.
- Witaj skarbie! Jak tam u ciebie?
- Jest super, naprawdę. Nie przyjeżdżaj. – podkreśliłam szybko, ponieważ tak: moja mama uwielbia się wpraszać, a kiedy już to zrobi to ciężko ją wygonić i potrafi zostać nawet kilka dni.
- Skąd pomysł, że mam w ogóle taki zamiar? – zdziwila się.
- A masz?
- Oczywiście, że nie! Byłam tylko ciekawa, co u mojej córci.
- Więc już wiesz, że wszystko super. Pa. – i nie mówiąc nic więcej rozłączyłam się. Dziewczyny spojrzały na mnie nieco zaskoczone. – No co? – wzruszyłam ramionami. – Kocham ją, ale ta kobieta czasami naprawdę doprowadza mnie do szału. No już jedźcie pizze, bo wystygnie. – pogoniłam je, klaszcząc w ręce.
*
Następnego dnia z samego rana zadzwonił do mnie Jace i kazał przyjść do siebie, a właściwie do Louisa z którym mieszkał. Wstałam więc w wolny dzień, wcześnie jak nigdy i bez śniadania pojechałam do mojego kochanego braciszka. Pewnie dostał kilka unfollow na twitterze i się biedaczyna załamał, więc ja jako dobra siostra będę musiala go pocieszyć i powiem, ze ci ludzie na pewno się pomylili i zaraz znów go zaobserwują, a potem każę Louisowi stworzyć kilka kont i go zaobserwować, oczywiście zapłace mu. Nie jestem potworem.
- Nie martw się braciszku! Ci ludzie na pewno się pomylili i za kilka dni znów cie zaobserwują. – zaświergotałam wchodząc do mieszkania. Zastałam Jace’a stojącego na środku salonu z miną wskazującą na to, że czuł się winny, a Louis siedział za nim na kanapie. Zmarszczyłam brwi.
- Tak tragiczne jeszcze nie jest, ale ta informacja również nie jest dobra. – odpowiedział.
- Co się dzieje? – zapytałam powoli, bojąc się tego, co ma mi do powiedzenia.
- Zrobiłem coś głupiego. – wyznał.
- Wziąłeś ślub po pijaku z prostytutką. – strzeliłam.
- Co? Nie! – obruszył się.
- Przepraszam z mężczyzną, który pracuje w burdelu. – wywróciłam oczami.
- Nie…
- O boże! – zakryłam sobie usta ręką. – Nie mów, że wy dwaj wzięliście ślub po pijaku! Jezu! – wzdrygnęłam się. – Wiedzialam, że chory umysł Jace’a udzieli się Louisowi. Po prostu wiedziałam.
- Andrea to nie tak… - próbował wyjaśnić mój brat, ale przerwałam mu:
- Dobra, mleko się rozlało. Trzeba pomyśleć nad rozwodem, ale to nie będzie akurat trudne. Louis powie, że go zdradzałeś. Nie będzie trudno znaleźć dowody. – powiedziałam.
- Nie wzięliśmy ślubu! – krzyknął Jace.
- Więc z kim go wziąłeś? – spytałam nic z tego już nie rozumiejąc.
- Nie było żadnego ślubu, w ogóle skąd ten pomysł?
Wzruszyłam ramionami. Wyobraźnia jak zwykle mnie poniosła.
- Wybacz, a więc mów. Nie będę już zgadywać, obiecuje.
Jace kiwnął głową i wziął głęboki oddech.
- To nie będzie proste…
- Gdybyś nie był chłopakiem pomyślałabym, że jesteś w ciąży. – zaśmiałam się, a mój brat posłał mi mordercze spojrzenie. – Okej, już przestaje.
- Otóż wczoraj zadzwoniła do mnie mama i pytala się co u ciebie, więc powiedziałem jej, że…
- Że co? – pogoniłam go.
- Że… - Jace przygryzł wargę, jakby zastanawiając się, czy na pewno powinien mi to wyznać. Podeszłam więc do niego i potrząsnęłam go za ramiona, krzycząc:
- Co żeś jej nagadał matole? Mów!
- Hej, hej. Nie tak ostro. To się nazywa przemoc. – stwierdził Louis i wstał z kanapy, aby mnie odciągnąć od brata. – Swoją drogą jest bardzo częstym zjawiskiem w rodzinie. I dotyczy zarówno mężczyzn jak i kobiet, choć kobiet częściej, ale to może sięgać jeszcze kilkunastu lat wstecz…
- Wiedzialam, że nie powinnam pożyczać ci tej książki. – powiedziałam przewracając oczami. – Dobra a ty mów matole, co powiedziałeś mamie.
- A więc powiedziałem, że… ostatnio… byłaś trochę… przygnębiona. – dokończył i wyraźnie odetchnął z ulgą, że ma to już za sobą.
- Trochę przygnębiona? To wszystko co jej powiedziałeś? – naprawdę miałam wielką nadzieje, że nie powiedział mamie nic więcej.
- To znaczy oczywiście mogłem użyć innych słów, ale konkretnie o to mi chodziło. – odparł.
- Co masz na myśli mówiąc innych słów? – zmrużyłam gniewnie oczy i założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Z racji tego, że sekrety niszczą rodzinę, ja powiem. Otóż jace powiedział waszej mamie, że jesteś niestabilnie emocjonalnie, a ostatnio jesteś jednym wielkim kłębkiem nerwów. Krzyczysz bez powodu, wpadasz w szał i chyba masz problemy psychiczne i  przydałaby ci się fachowa pomoc. – odpowiedział za niego Louis.
- Spalę tę książkę, przysięgam. – poinformował go Jace, a ja starałam się, naprawdę bardzo się starałam nie zacząć krzyczeć, ale ten młot zawsze musi wszystko zepsuć. Nienawidzę mieć młodszego brata, oni zawsze wszystko psują i są tylko pasmem problemów, a nie sukcesów. Gdybym miała siostrę, albo byłabym jedynaczką, moje życie byłoby o niebo lepsze. – Proszę, powiedz coś An. – odezwal się, gdy długo milczałam.
- Ty… ty… - chciałam wykrztusić coś normalnego, a w głowie miałam same przekleństwa. – Ty kretynie do kwadratu! Ty idioto! Dlaczego nie możesz być normalnym nastolatkiem i siedzieć przed komputerem dwadzieścia cztery godziny na dobę i nie rozmawiać z rodzicami?! Dlaczego zawsze psujesz mi życie?! Wiesz dlaczego jestem niestabilnie emocjonalnie? Bo ty mi na to nie pozwalasz! To twoja wina! Wszystkie moje niepowodzenia to twoja wina! Wszystko co najgorsze mnie w życiu spotkało to twoja wina, a ty jeszcze mały gówniarzu śmiesz twierdzić, że wpadam w szał bez powodu! Powiedz mi, kiedy ostatni raz to zrobiłam? Kiedy wpadłam w szał bez powodu, bo jakoś nie mogę sobie przypomnieć! Najpierw rujnujesz mi życie, a potem jesteś wielce zdziwiony, że jestem zła i krzyczę?! Gdzie zgubiłeś mózg? No pytam się, gdzie do cholery twój mózg?! – krzyczałam jak opętana, a Jace stał z szeroko otwartymi oczami nie odzywając się. Byłam tak wściekla, że złapałam za pierwszą lepszą rzecz, a w tym wypadku za książkę o stosunkach rodzinnych, którą pożyczyłam Louisowi i zaczęłam nią walić Jace’a po głowie.
- Tylko nie ta ksiązka! Bij go sobie ale inną! To ja może szybko pobiegnę po coś z moich… shit, ja nie mam żadnych książek. – mówił przerażony Lou.
- Teraz chociaż masz prawo mówić, że wpadłam w szał! – powiedziałam do Jace’a, który najpierw próbował się zakrywać, a gdy to nie pomogło, zaczął uciekać.
- Chodź tutaj małolacie! – krzyczałam biegnąc za nim.
I tak zaczęliśmy się ganiać po całym salonie, a Louis starał się nas uspokoić i przemówić do rozsądku. Dopiero kiedy Jace gwałtownie przystanął, patrząc się na coś ze strachem, ja również to zrobiłam, zaskoczona jego reakcją.
- O co cho… - urwałam zdając sobie sprawę z tego kim była ta osoba. – O hej mamo. – pomachałam jej. Ona tymczasem stała nie odzywając się, będąc zapewne w szoku po tym co zobaczyła. – To nie jest to, co… zaraz, skąd się tu znalazłaś? – zapytałam, gdy dotarło do mnie, że nie mówiłam jej, gdzie mieszka Louis.
- Jace jej powiedział wczoraj, że tu mieszka. – szepnął do mnie Lou. No tak. Mogłam się domyślić.
- Widzisz? Mówiłem ci! – odezwal się mój braciszek wskazując na mnie palcem, a ja omal znów nie zaczęłam go ganiać, po całym pokoju. Jednak w ostatniej chwili powstrzymałam się.
- Sprowokował mnie. – próbowałam się bronić.
- Każdy oprawca zwala winę na ofiarę. Typowe. – powiedział dumnie Jace. – Co? Też czytałem tę książkę. – dodał.
- Jace mnie naprawdę sprowokował. Louis powiedz jej. – spojrzałam w stronę chłopaka, który zasłonił twarz rękoma, mówiąc, że jego tu nie ma, po czym schował się za kanapą. Serio? Moja mama tymczasem pokręciła głową, jakby nie wierzyła własnym oczom i ciężko westchnęła.
- Myślałam, że tylko Andrea ma problemy, ale widzę, że ty Jace również. Oboje jesteście niestabilnie emocjonalnie. Przyda wam się terapia.
- Że co?! – krzyknęliśmy równo z moim bratem.
- Tak. Dobrze słyszeliście. Terapia. A póki co zamieszkam tutaj, aby wszystkiego dopilnować. Wasze zachowanie pewnie ma związek z ojcem. Wiedziałam, że nie poświęcał wam dostatecznej ilości uwagi. – westchnęła.
- Ależ nam nie jest w żadnym wypadku potrzebna terapia! Louis powiedz coś do cholery! – wrzasnęłam, mając dosyć tego, że zamiast mi pomóc, on udaje, że go tu nie ma.
- Jesteśmy normalnymi nastolatkami. Naprawdę. – próbowal ją przekonać Jace. Nagle usłyszeliśmy jakieś pikanie. Tak, to powiadomienie w telefonie mojego braciszka. Szybko wyjął go ze spodni i sprawdził. – O nie! Dostałem trzy unfollow na twitterze! Ale jak to? Cholera, to pewnie za ten wpis o maseczkach do twarzy. No ale heloł. Chłopak też może jej używać, prawda?
- Lepiej już nic nie mów. – poradziłam mu.
- Bardzo dobrze, że mi o tym powiedziałeś, synu. Bardzo dobrze. Z tego co Andrea mówiła to myślałam, że u was wszystko w porządku i nawet miałam nie przyjeżdżać, ale coś mnie tknęło i zadzwoniłam do ciebie i widzę, że miałam dobre przeczucie. – cieszyła się mama. – Hej ty za kanapą! Leć przynieś moje walizki.
Louis niechętnie opuścił swoją kryjówkę i pobiegł po bagaż. Zapewne się cieszył, że może gdzieś wyjść.
- Nie martwcie się, dzieci. Mamusia się wszystkim zajmie. – ucieszyła się.
- Naprawdę nie wątpimy. – mruknęłam.
Pierwszy raz zaczęłam żałować, że moim jedynym problemem już nie jest usługiwanie Peterowi. To naprawdę nie było takie straszne w porównaniu z tym.
*
Jak wam się podoba rozdział? J z góry dziękuje za wszystkie komentarze! <3

sobota, 24 września 2016

Rozdział 32

Oczami Libby


Ostatnio czuję jakbym prowadziła podwójne życie. Nie wiem jak w tak krótkim czasie, zaledwie kilku dni Harry zmienił moje nastawienie do swojej osoby. Nie śpieszymy się z niczym na razie próbujemy się lepiej poznać, bo wcześniej wszystko sprowadzało się do ciągłych kłótni i wyzwisk. Nie wiem jak długo damy tak radę się ukrywać, ale nie powiem że sprawia nam to frajdę. Mimo że nienawidzę oszukiwać dziewczyn nie chcę żeby jeszcze wiedziały puki sama nie wiem co dokładnie się między nami dzieje.
- Liv musimy porozmawiać dasz mi w końcu wyjaśnić co się stało ?
- Tak, tak jasne zapisze Cię w kalendarzu mam napięty grafik. - wymamrotałam wciąż pochłonięta w swoich myślach nie wiedząc w sumie komu odpowiadam. Otrząsnęłam się i zobaczyłam Zayna. Cholera.
- Możemy pogadać po szkole to naprawdę ważne, a Ty nie odpisujesz i nie odbierasz moich telefonów. - zaczął marudzić. Cholera a mówiłam dziewczyną chronić mnie przed Malikiem tak ciężko zrozumieć. W ogóle gdzie one są przed chwilą jeszcze tu były.
- Jak coś to się odezwę kiedy znajdę chwilkę, a tymczasem uciekam na zajęcia. - powiedziałam i pośpiesznym krokiem ruszyłam w stronę schodów.
- Ale zajęcia zaczynają się dopiero za 10 minut.
- Musze się pouczyć. - palnęłam i czym prędzej uciekłam na górę. Teraz to będę musiała z nim porozmawiać, ale jak ja mu powiem że się przespałam z Harrym jestem w czarnej dupie w co ja się wpakowałam. Ale z drugiej strony czemu ja panikuję to on mnie zdradził i jeszcze zachowuje się jakby tak nie było.
- Haj Liv. - aż podskoczyłam ze strachu na głos Louisa.
- Cholera czy wszyscy muszą mnie dzisiaj wyrywać z przemyśleń ! - przewróciłam oczami spoglądając na chłopaka.
- Ciebie też miło widzieć. A tak w ogóle to ja już wiem. - powiedział uradowany kołysząc się w przód i tył.
- Co jak to wiesz ?! Jak się dowiedziałeś. - zaczęłam panikować.
- No pochwalił mi się. - odparł jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Wiedziałam, wiedziałam że nie da rady i wypapla. Kiedy Ci powiedział ? - syknęłam wkurzona.
- Przed chwilą, a poza tym widziałem. Ahh był taki szczęśliwi że w końcu mu się udało. - uśmiechnął się.
- "W końcu mu się udało", a to cham ! - krzyknęłam i już miałam ruszyć na poszukiwanie Stylesa i ukatrupienie go, gdyby nie to że Louis zdążył dokończyć wypowiedź.
- No tak już tyle razy próbował i w końcu zgodziłaś się z nim pogadać. I dlaczego od razu cham przecież Zayn chcę tylko porozmawiać. - odetchnęłam jak tylko to usłyszałam.
- A to o to Ci chodzi ... znaczy oczywiście że o to. Tak, tak zgodziłam się niech powie co ma do powiedzenia i będzie z głowy.
- Daj mu szanse na wytłumaczenie to nie jest zły chłopak i jak tylko wysłuchasz to możesz się przekonać, ze nie wszystko jest takie na jakie wygląda. - uśmiechnął się i odszedł. Popadam już w paranoje ewidentnie muszę bardziej się skupić na tym co ktoś do mnie mówi, bo jeszcze sama wypaplam. Oj Libby, Libby jak zawsze wpakujesz się w jakieś bagno.

~*~

Nareszcie koniec zajęć na dziś. Na balecie dostaliśmy taki wycisk że ledwo się ruszam. Dziewczyny miały jeszcze zajęcia więc dzisiaj wracam sama. Po drodze do domu zrobiłam małe zakupy spożywcze, zahaczając również o galerię. Dobra zrobiłam nie małe, a ogromne zakupy. Wniosłam wszystko na dwie tury złapałam po drodze z kuchni jabłko i rzuciłam się na kanapę. Ledwo zdążyłam ugryźć owoc, a ktoś zadzwonił do drzwi.
- Nie dadzą mi spokoju dzisiaj. - zwlokłam się z kanapy i powłóczystym krokiem ruszyłam do korytarza.
- Zayn nie mam czasu teraz rozmawiać mówiłam że jak coś to się odezwę ... - powiedziałam podpierając się o framugę drzwi.
- Zayn'em nie jestem, ale skoro jesteś zajęta to nie przeszkadzam. - podniosłam wzrok i ujrzałam wielki uśmiech na twarzy Harry'ego.
- Ooo to Ty wybacz, ale mam dzisiaj ciężki dzień. - przeczesałam ręką włosy.
- Dlatego Cię gdzieś zabieram. - powiedział i wymijając mnie pokierował się na górę.
- Tak oczywiście wchodź jakbyś był u siebie. - krzyknęłam sarkastycznie za chłopakiem, ale on już był na piętrze. Podążyłam za nim i stanęłam w wejściu do mojej sypialni.
- Nie przeszkadzaj sobie w końcu to tylko moja sypialnia. - spojrzałam na chłopaka który pakował coś do mojej sportowej torby.
- Skończyłem. Teraz przebierz się i Cię porywam. - powiedział uradowany. Ciekawe co on kombinuje.
- Dobrze. - spojrzałam wymownie na Harry'ego.
- Co ? - udawał że nie wie o co mi chodzi.
- Chcę się przebrać.
- I w związku z tym ?
- Może wyjdziesz. Mam zamiar się przebrać.
- Wiem. - nie dawał za wygraną.
- Harry. - spojrzałam na niego groźnym wzrokiem.
- Libby. - powiedział rozbawiony.
- No daj mi się przebrać w spokoju. - jęknęłam jak małe dziecko, które nie dostanie tego czego chce.
- Ale nie masz się czego wstydzić wie to bo widziałam. - powiedział, a ja czułam jak moja twarz pokrywa się purpurą. Sięgnęłam szybko po czyste ciuchy i wychodząc rzuciłam tylko że przebiorę się w łazience. Zamknęłam drzwi i zabrałam się za szybkie ogarnięcie. Przebrałam ciuchy a brudne wrzuciłam do pralki. Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż i wróciłam do pokoju. Hazzy jednak tam nie było. Wzięłam śpiącego kociaka z łóżka i zeszłam na dół. Chłopak był w kuchni.
- Jadłaś coś ? - spojrzał na mnie jakby ze zmartwieniem ? Czyżby rzeczywiście się o mnie martwił. Nie wiem co o tym myśleć.
- Jadłam jabłko, a rano jogurt z owocami i miodem. - odrzekłam sypiąc karmę zwierzakowi.
- Jak Ty możesz funkcjonować z takim jedzeniem. Ja bym godziny nie wytrzymał po taki śniadanku. - powiedział.
- Ej muszę się zdrowo odżywiać. Myślisz że taką figurę się zdobywa jedząc burgery i frytki ? - spojrzałam na niego rozbawiona.
- Ale alkohol zdrowy nie jest a o innych używkach nie wspomnę. - powiedział to tak jakby sam nigdy nie pił i nie brał.
- Odezwał się ten święty myślisz że to dobrze wpływa na Twój głos ? - zapytałam.
- Nie narzekasz na niego więc myślę że źle z nim nie jest. - powiedział poruszając figlarnie brwiami.
- Ahh jak Ty na mnie działasz człowieku. - powiedziałam. Cholera powiedziałam to na głos. Jeny myślałam że mówię to ale w myślach.
- A jednak ! Wiedziałem. - powiedział z triumfalnym spojrzeniem.
- Nie mówiłam tego poważnie. - udawałam że to nic takiego.
- Teraz się nie wymigasz. - podszedł do mnie i przyparł do ściany. Głos uwiązł mi w gardle.
- W tym momencie też na Ciebie działam ? - wyszeptał zbliżając swoje usta do moich. Musnęłam je lekko, a następnie pocałowałam. Chłopak odwzajemnił całusa i zaczesał kosmyk moich włosów za ucho obserwując każdy centymetr mojej twarzy. Dlaczego czuje się tak dobrze, ale również tak źle z tą całą sytuacją.
- Zbierajmy się bo jeszcze nas ktoś przyłapie. - powiedział biorąc moją torbę i kierując się do wyjścia. Ucałowałam mojego kociaka i poszłam za chłopakiem. Jak wyszłam Harry właśnie kończył rozmowę telefoniczną. Nie chciałam być wścibska więc nie dopytywałam z kim rozmawiał w końcu jesteśmy tylko znajomymi.

~*~

Zaparkowaliśmy na totalnym odludziu. Wyjrzałam za okno, ale nic z otoczenia nie wydawało mi się znajome. Słońce grzało jak oszalałe. Harry wyszedł z auta i rozejrzał się po okolicy. Poszłam w jego ślady i również wysiadłam z pojazdu. Chłopak wziął nasze rzeczy i ruszyliśmy zarośniętą ścieżką w las. Po chwili spaceru naszym oczom ukazała się piękna choć mała plaża. Wyglądała jak prywatna. Zdjęłam buty i wybiegłam na piach. Okręciłam się w okół własnej osi i czułam jak cały stres, zmęczenie i problemy odpływają. Położyłam się na ziemi. Piach był tak przyjemnie ciepły.
- Widzę że Ci się podoba. - powiedział Harry siadając tuż obok mnie.
- Jak Ty to robisz że przy Tobie czuje jakby wszystkie zmartwienia zniknęły. - przysunęłam się do chłopaka i ułożyłam głowę na jego udach.
- Bo przy mnie kobiety zwykle nie mają czasu, aby myśleć o zmartwieniach. - odrzekł z zawadiackim uśmieszkiem.
- Głupek. - zaśmiałam się i uderzyłam go z piąstki w ramie co w sumie zabolało bardziej mnie niż jego.
- No co zapytałaś to odpowiedziałem.
- Liczyłam raczej na inną odpowiedź, ale skoro nie to nie. - podniosłam się z nóg Harry'ego i usiadłam udając obrażoną.
- Ej no nie obrażaj się. - powiedział ze smutną minką i położył się na moich nogach. Wtulił się w mój brzuch i zaczął mnie łaskotać. Po chwili udało mi się wyrwać z jego uścisku. Zaczęłam uciekać w stronę lasu jednak Harry zdołał mnie złapać, z łatwością przerzucił mnie przez ramie i zaczął biec w stronę oceanu.
- Nie proszę Harry ! Błagam Cię ! - krzyczałam i wyrywałam się ale tu raczej nikt mnie nie usłyszy i nie pomoże.
- Trzeba było nie udawać obrażonej. - powiedział wchodząc do wody. Jak tylko woda sięgnęła mu do pasa powoli wsadził mnie do letniej wody. Spojrzałam spod byka na chłopaka i nim się obejrzał zanurzyłam go pod wodę. Odpłynęłam kawałek i czekałam aż Harry się wynurzy. Nagle poziom wody podniósł się wraz z przypływem, a chłopaka wciąż nie było widać. Straciłam grunt pod nogami, a fale uniemożliwiały mi dopłynięcie do brzegu. Poczułam jakiś ruch pod wodą i panika wzięła górę. Chłopak jak znikąd pojawił się przede mną.
- Liv spokojnie jestem cały. Choć pomogę Ci dopłynąć do brzegu. - powiedział widząc moja spanikowaną minę. Miałam ochotę go dosłownie udusić, ale ciesze się że się w końcu wynurzył spod wody. Gdy tylko dopłynęliśmy wspólnie do brzegu położyłam się na plaży. Wzięłam kilka głębokich oddechów, aby uspokoić organizm.
- Przepraszam to był głupi pomysł. - powiedział skruszony.
- O mało zawału nie dostałam. Myślałam że coś Ci się stało ! - krzyknęłam wkurzona.
- Wiem, wiem naprawdę przepraszam nie chciałem Cię zdenerwować ani nastraszyć. Po prostu staram się żeby było miło i wesoło, ale ciągle coś mi nie wychodzi, mówię jakieś głupoty nawet nie wiesz jak się przy Tobie stresuje. - nerwowa przegryzł wargę i przeczesał mokre włosy. Kropelki wody spływały mu po torsie wyglądał tak pięknie w świetle słońca.
- Nie rób mi tak więcej. Proszę. - oparłam głowę o jego ramie, a on mnie objął.
- Naprawdę przepraszam, a teraz chodź mam dla nas coś pysznego. - wstał i podał mi dłoń. Chwyciłam ją i razem ruszyliśmy w stronę naszych rzeczy. Rozłożyliśmy koc i przysmaki przegotowane przez Harry'ego.
- Wow sam to wszystko przygotowałeś ? - powiedziałam kosztując pyszności które przygotował.
Były małe kanapeczki, owoce, ciastka, muffiny i lemoniada.
- Starałam się dla Ciebie blondyneczko. - spojrzał na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem.
- Jak to możliwe że Ty Harry Styles mistrz podrywu, najpewniejszy chłopak w szkole może się przy mnie stresować hmm ? - zapytałam jedząc arbuza.
- Nie wiem po prostu przy Tobie czuje się jak dzieciak, który pierwszy raz chce komuś zaimponować, a ciągle powija mu się noga. - spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Oj nie przesadzaj przecież nie jest z Tobą tak źle. Nie spodziewałam się że mogę tak miło spędzać z Tobą czas bo odkąd się poznaliśmy nie było między nami dobrze. - stwierdziłam.
- Nikt na pewno się nie spodziewa tego że my razem jesteśmy w stanie spędzić wspólnie czas i na dodatek nikt nie musi nas do tego zmuszać. - zaśmiał się.
- Jak się w końcu dowiedzą to coś czuję że ciężko będzie im uwierzyć. - również się zaśmiałam.
- Mam pomysł. - chłopak wyciągnął telefon i włączył aparat. Zbliżył się do mnie i postanowiliśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie na pamiątkę dzisiejszego dnia.

~*~

Harry odwiózł mnie pod samiutki dom. Zabrałam swoje rzeczy i wysiadłam z auta. Na szczęście dziewczyny były w domu i nie usłyszały że wjechaliśmy na podjazd. Podeszłam do okna od strony kierowcy i oparłam się o drzwi.
- Dziękuję za miły dzień. - dałam mu buziaka.
- Do jutra mała. - powiedział i odjechał spod domu. Weszłam do domu i chciałam ukradkiem dostać się do sypialni jednak dziewczyny siedziały w salonie.
- Hej gdzie byłaś ? - zapytała Scarlett.
- Yyy ... na plaży pobiegać i się wykąpać w morzu. - zmyśliłam na poczekaniu.
- Masz ochotę na manicure i pedicure ? Może gdzieś pojedziemy dawno tego nie robiłyśmy. - zapytała Andrea.
- Ooo tak pojedźmy będzie super ! - Scar zaczęła skakać jak szalona.
- Idealny pomysł, ale dajcie mi chwilę tylko się przebiorę. - powiedziałam i pobiegłam na górę. Mani i pedi będzie idealnym momentem żeby przekazać dobre wieści An. Ubrałam na siebie czyste rzeczy, zrobiłam szybki makijaż i wróciłam na dół. O dziwo nie zajęło mi to za dużo czasu. Postanowiłyśmy jechać autem Scarlett była strasznie nakręcona. W sumie jak każda z nas dawno nie byłyśmy w salonie kosmetycznym, a to zawsze okazja do ploteczek i miłego spędzenia czasu. W drodze nie obyło się bez wygłupiania się, śpiewania i korków. Gdy tylko dojechałyśmy na miejsce ruszyłyśmy do salonu. Miałyśmy szczęście bo akurat ktoś odwołał swoją wizytę i zostałyśmy przyjęte. Zwykle jeździmy do jednego salonu, ale nie zawsze pamiętamy by się zapisać, bądź tak jak teraz jesteśmy spontanicznie. Usiadłyśmy w wygodnych fotelach, a kosmetyczki zabrały się za nasze dłonie i stopy.
- Ahh jak miło zrobić coś dla siebie i trochę odpocząć. - powiedziała Andrea popijając szampana.
- Ooo tak bardzo miło. - dodała Scar.
- An mam dla Ciebie dobre wieści. Jak wracaliśmy dzisiaj z Ha .... znaczy jak wracałam z plaży to nie uwierzysz kogo widziałam Petera i to z jakąś laską. Normalnie szedł sobie ulicą jak gdyby nigdy nic nie miał gipsu czy Ty to ogarniasz. - włączył mi się lekki słowotok byle tylko An skupiła się na byłym, a nie na tym że prawie wypaplałam co dzisiaj robiłam.
- Co ?! Jak to chodził normalnie jak ostatnio u niego byłam i leżał z gipsem i twierdził że jeszcze będzie miał go co najmniej dwa tygodnie ! - krzyknęła.
- No nie wierzę. - powiedział zdziwiona Scar.
- Patrz zrobiłam mu zdjęcie. - dumnie pokazałam przyjaciółce co udało mi się uwiecznić. An wyglądała jak wściekły szczeniaczek. Mimo że widać że buzuje ze złości to i tak wygląda uroczo uwielbiam ją.
- I wszystko jasne on to sobie ukartował. Ja znam tą laskę jak wylądował w szpitalu to ona mu gips zakładała. A to frajer ! Oj popamięta mnie popamięta. - powiedziała An z przerażającym spojrzeniem. No to zapowiada się wielka zemsta. Czas zacząć planowanie !


________________________________________
No i mamy kolejny rozdział !!! Wybaczcie za tyle zwłoki, ale miałam do zaliczenia egzaminy i miałam spory natłok materiału. Mniejsza w to wracając do rozdziału dzisiaj dużo słodkości, całusów, przytulania aż dziwnie jak na Libby. Co sądzicie o takim potoczeniu się spraw. Myślicie że ta sielanka będzie trwać w życiu Liv czy jednak coś się zepsuje ? Liczę na wasze komentarze może z jakimś pomysłem na to jak dalej potoczy się życie dziewczyn i chłopaków. Z góry dziękuję za każdy zostawiony komentarz <3
Ps. Jeśli są jakieś błędy to wybaczcie <3