wtorek, 27 marca 2018

Rozdział 36




Oczami Libby



            Mówiłam już że nienawidzę poniedziałków. Nie ? To powiem NIENAWIDZĘ PONIEDZIAŁKÓW   ! Ale pewnie można pomyśleć co może być tak strasznego w życiu dziewczyny z prestiżowej szkoły, która może sobie pozwolić na wszystko za pieniądze rodziców. A jednak wyobraźcie sobie poniedziałki są straszne dla każdego. Może się wydawać że to tylko dzień w szkole i nie ma co się przejmować, ale zajęcia baletu są tak wyczerpujące że mam wrażenie że tracę do nich zainteresowanie. Siedziałam właśnie przy barze i czekałam na swoje zamówienie. Przez okno widziałam jak Niall i Scarlett gawędzą sobie w najlepsze, a ja musze tu być sama jak palec. Wyjęłam telefon i przejrzałam facebooka.
- Proszę to Twoje zamówienie. – spojrzałam znad telefonu na dziewczynę mniej więcej w moim wieku. Wzięłam paragon i zapłaciłam zostawiając napiwek. Zabrałam papierowe torby i ruszyłam w kierunku auta.
- Jedźmy już musze się jeszcze zdążyć wyszykować. – powiedziałam wsiadając i zapinając pas.
- Dopiero wsiadłaś daj mi auto odpalić. – powiedział rozbawiony Niall.
- Nie wiesz, że Liv musi wyglądać jak bogini, a może właśnie dziś spotka miłość swojego życia. – zaśmiała się Scar.
- Heloł nigdy nie wiesz kogo spotkasz zawsze trzeba wyglądać zjawiskowo. A co jeśli to właśnie dziś dane mi będzie spotkać Channinga Tatuma ? – uśmiechnęłam się szeroko i sięgnęłam po telefon.
„Widzimy się o 18 ?” – wysłałam smsa do Harry’ego.
„Nie mogę się doczekać, aż Cię zobaczę.” – uśmiech sam pojawił mi się na buzi widząc treść smsa.
- Liv dobrze się czujesz ? – przyjaciółka patrzyła na mnie podejrzliwie.
- O co Ci chodzi ? – zapytałam.
- Cieszysz się do tego telefonu jak głupi do sera. – powiedziała.
- Wiesz to na myśl o Channingu bez koszulki. – odpowiedziałam i schowałam telefon do torebki.
- No jest na czym zawiesić oko. – uśmiechnęła się i wróciła wzrokiem na drogę. Za to mina która pojawiła się na twarzy Nialla mówiła sama za siebie. Ktoś tu jest zazdrosny ahh jak uroczo. Po około 40 minutach biliśmy już na naszym podjeździe. Zabraliśmy torby i weszliśmy do domu. Zostawiłam jedzenie w kuchni, a Niall i Scar poszli do salonu. Nałożyłam karmy dla kota i poszłam do łazienki. Szybko wzięłam prysznic i umyłam głowę. Zmyłam makijaż, a raczej jego pozostałości, nasmarowałam buzię kremem i owinięta ręcznikiem wróciłam do swojej sypialni. Z dołu można było
już usłyszeć cichą muzykę i rozmowy chłopaków. Dziewczyny pewnie dalej się szykują. Usiadłam na łóżku i zaczęłam suszyć włosy. Gdy były już suche zabrałam się za makijaż. Ubrałam się szybko we wcześniej naszykowane ciuchy, założyłam szpilki i pokierowałam się na dół. Stanęłam w połowie schodów i rozejrzałam się po salonie. Przy barku ujrzałam An która w przeciągu kilkunastu sekund wypiła 5 shotów jeden za drugim. Czym prędzej do niej podeszłam.
- Andrea wszystko dobrze ? – zapytałam przyjaciółkę.
- Moja matka i terapeutka myślą że mam romans z własnym bratem. Nie nic nie jest dobrze Liv. – powiedziała na jednym wydechu i wypiła kolejnego shota.
- Że niby Ty i Jace razem ?! – na samą myśl o tym pojawił mi się grymas na twarzy.
- Muszę się napić żeby o tym nie myśleć. – kolejny shot zniknął z blatu.
- Aż nie wiem co powiedzieć. Wypijmy razem muszę wymazać obraz Ciebie i Twojego brata z głowy. – zrobiłam nam po drinku i wypiłyśmy go na raz. Nim się obejrzałam miałam szklankę znów pełną od alkoholu. Rozejrzałam się ponownie po pokoju szukając wzrokiem tej jednej osoby. Spojrzenie zatrzymałam na drzwiach w których pojawił się On. Eleganckie spodnie, nonszalancko rozpięta koszula i nowe buty które sama pomogłam mu wybrać. Ręką zaczesał włosy które niesfornie opadły mu na czoło i wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Wypiłam drinka do dna i ruszyłam pewnym krokiem w jego kierunku. Na drodze jednak stanęła mi Sasha.
- Hej piękna. – przytuliła mnie mocno.
- Hej Sas. – odwzajemniłam gest i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Jak ja się za Tobą stęskniłam. – powiedziała już wcięta.
- Wybacz że wstawiłam się tak bez Ciebie, ale zanim Ty się wyszykujesz no gorzej niż baba … a nie czekaj jesteś babą i ja też to nie wiem … Liv dlaczego wirujesz ? – patrzyła na mnie, a po chwili jej nogi się ugięły. Złapałam ją i przełożyłam sobie jej rękę przez ramię.
- Sasha uwielbiam Cię pijaną, ale może usiądź tu napij się wody i odpocznij chwilę co? – pomogłam jej usiąść na kanapie i podałam butelkę wody.
- Posiedź tu trochę proszę zaraz do Ciebie wrócę przyniosę Ci lodu otrzeźwiejesz. – zlustrowałam wzrokiem nasz salon lecz tym razem nie wypatrzyłam chłopaka więc ruszyłam do kuchni. Wzięłam kilka kostek lodu i poczułam czyjeś dłonie na swoich biodrach. Obróciłam się szybko w wyniku czego miska z lodem upadła na ziemię.
- Pięknie wyglądasz. – powiedział chłopak wciąż trzymając mnie w pasie.
- Harry cholera czy Ty chcesz żebym dostała zawału ! – krzyknęłam.
- No wybacz, ale tylko tu puki co jesteśmy sami. – szepnął i dał mi buziaka.
- Muszę wracać do Sas. Zanieść jej lód, bo już z nią ciężko. – powiedziałam i zaczęłam zbierać lód z powrotem do miski.
- Liam już się nią zajął. – spojrzałam na chłopaka pytająco.
- Dał jej lód z barku jak Ty poszłaś do kuchni. A teraz siedzi z nią i pilnuje żeby zamiast wódy piła wodę. – wyjaśnił i pomógł mi sprzątać.
- Widzę że zadbałeś o to żeby mnie stąd nie wypuścić. – podeszłam do niego bliżej.
- Ale muszę Ci przypomnieć, że mamy dom pełen ludzi i prędzej czy później ktoś tu przyjdzie. – przyparłam go do szafki i stając na palcach tym razem ja obdarowałam go buziakiem po czym pokierowałam się w stronę salonu.

~*~

Godzina zbliżała się do 24, a w związku z tym że dziś poniedziałek ludzie pomału zaczęli się ulatniać. Dzisiaj nie wypiłam dużo, choć do końca trzeźwą nie mogę się nazwać. Przez cały wieczór skutecznie udawało mnie się unikać Zayan nie miałam ochoty słuchać jego tłumaczenia.
- Liv możesz mi pójść po buty na zmianę ? – zapytała An siedząc na stołku barowym i machając nogami jak dziecko na huśtawce była już nieźle wstawiona.
- Jasne które ? – zapytałam.
- Te czarne z ozdobnymi kamieniami co ostatnio pożyczyłaś ode mnie. – powiedziała. Pokierowałam się na górę do swojej sypialni. Weszłam i zaczęłam szukać butów w szafie.
- Czy możesz w końcu ze mną porozmawiać ? – usłyszałam głos Zayna i natychmiast się odwróciłam. Ze strachu poczułam jak serce podeszło mi do gardła.
- Ale my nie mamy o czym gadać. – zwróciłam się w stronę drzwi nawet na niego nie patrząc. Chciałam wyjść jednak stanął mi na drodze.
- Mamy. Było nam razem dobrze i skończyło się przez jedną pijacką noc ? – spojrzał na mnie przenikliwie.
- Pijacką noc ?! – zapytałam. – Uchlałeś się i zdradziłeś mnie z jakąś tlenioną lafiryndą i to nazywasz jedną pijacką nocą ?
- Nie zdradziłem Cię do niczego nie doszło. Odwiozła mnie gdy zobaczyła że próbuję sam wsiąść do auta i tyle nie byłem nawet wstanie się ruszyć, a co dopiero Cię zdradzić nigdy bym tego nie zrobił nie jestem taki. – powiedział patrząc mi prosto w oczy. Wiedziałam że mówi prawdę. Choć nie chciałam w to wierzyć. Momentalnie poczułam jak robi mi się gorąco. Usiadłam na łóżku i upiłam łyk drinka, który stał na szafce tuż obok.
- Przysięgam Ci że do niczego nie doszło przywiozła mnie chwilę przed tym jak Ty przyjechałaś wtedy do mnie. Błagam uwierz mi. – usiadł koło mnie i złapał mnie za dłoń.
- Spójrz na mnie proszę powiedz że mi wierzysz. – mówił, a ja czułam się jak najgorsza osoba na świecie. Oskarżyłam go o coś co sama zrobiłam.
- Wierzę Ci. – powiedziałam wstając i odchodząc na drugą stronę pokoju.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. Liv wierzę że może nam się udać, wierzę w nas. – podszedł i bez ostrzeżenia wpił się w moje usta.
- Liv. – usłyszałam głos Harry’ego w momencie, gdy odepchnęłam Zayna.
- O Harry .. właśnie się godzimy. – zaśmiał się mulat. Stałam jak wryta nie wiedziałam co mam zrobić.
- Właśnie widzę. – powiedział i spojrzał na mnie tak jakbym wbiła mu nóż w serce.
- Harry to nie tak .. – wykrztusiłam w końcu coś z siebie jednak to go nie zatrzymało. Wyszedł trzaskając drzwiami.
- O co chodzi ? – Zayn spojrzał na mnie zdziwiony.
- Przepraszam, ale to nie wyjdzie. Ja tak nie mogę wybacz. – powiedział i uciekłam z pokoju zostawiając Zayna w szoku. Zbiegłam na dół i rozejrzałam się za chłopakiem. Czułam jak mocno wali mi serce.
- I jak pogodziliście się w końcu ? Bo tak naprawdę nie potrzebowałam tych butów. Zayn nalegał na rozmowę musiałaś się dowiedzieć w końcu że do niczego nie doszło tamtej nocy. – An zaczęła się tłumaczyć, ja wciąż rozglądałam się za Harrym.
- Czekaj, czekaj … to było zaplanowane przez Ciebie ? – spojrzałam na przyjaciółkę, gdy dotarło do mnie w końcu co mówiła.
- Wybacz. – powiedziała jak gdyby nigdy nic. Odeszłam od niej bez słowa i pokierowałam się do chłopaków siedzących na kanapie.
- Gdzie jest Harry ? – zapytałam pospiesznie.
- Właśnie wyszedł przed chwilą jak poparzony. – odpowiedział Louis popijając kolejnego drinka. Poszłam szybko w stronę drzwi frontowych i wybiegłam z domu. Wyszłam poza teren naszej willi i zobaczyłam idącego w oddali chłopaka.
- Harry !! – krzyknęłam biegnąc za nim, ale nie reagował. Zdjęłam buty, aby szybciej biegnąc, ale chłopak przyspieszył. Po chwili dogoniłam go i stanęłam przed nim, żeby zatorować mu drogę.
- Odsuń się. – powiedział oschle nawet na mnie nie patrząc.
- Harry proszę daj mi wyjaśnić. – czułam jak do oczu napływają mi łzy.
- Proszę odsuń się. – powiedział próbując dalej iść, ale skutecznie mu to utrudniłam.
- Wysłuchaj mnie. To on mnie pocałował, powiedział że wtedy do niczego nie doszło. Chciał się pogodzić, chciał do mnie wrócić. – zaczęłam się tłumaczyć, a łzy spływały mi po policzkach. Wszystko przez emocje i alkohol płynący w moich żyłach.
- Gratulacje. – przerwał mi. - Powodzenia w związku, a teraz zejdź mi z drogi. – syknął i wymijając mnie zaczął się oddalać.
- Ale ja nie chce ! Ja chcę być z Tobą ! Nie mam siły już dłużej tego ukrywać ! – krzyknęłam. – Nie rozumiesz że to Ciebie kocham. – powiedziałam łamiącym głosem. Czułam dreszcze przechodzące przez całe moje ciało, a w głowie zaczęło mi się kręcić. Oparłam się o ogrodzenie i osunęłam na ziemie. Położyłam głowę na kolana i poczułam jak wszystko ze mnie wyszło wraz z moimi łzami. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Spojrzałam w górę i ujrzałam Harry’ego. Bez słowa pocałował mnie i przyciągnął w swoje ramiona.
- Przepraszam. – szepnął przytulając mnie. – Kocham Cię. – mówiąc to patrzył mi prosto w oczy. Czułam ciepło rozlewające się po moim sercu.
- To ja przepraszam. – powiedziałam.
- Ty dupku ! – usłyszałam krzyk Zayna. Nim się obejrzałam uderzył Harry’ego z pięści w twarz przez co chłopak upadł na chodnik.
- Zayn nie ! – krzyknęłam zasłaniając mu dojście do Harry’ego.
- Jak mogliście mi to zrobić !? – patrzył na mnie wściekły.
- To nie tak. Nie planowaliśmy tego. – spojrzałam na niego. Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć. Nie chciałam żeby tak się dowiedział. Nie chciałam nikogo skrzywdzić.
- Możemy normalnie porozmawiać jak dorośli nie chcę więcej rękoczynów. Proszę. - Harry wstał, ale blokowałam im do siebie dostęp.
- Tu nie ma o czym rozmawiać nie widzisz. Brawo Harry tak jak kiedyś obiecałeś w końcu zemściłeś się za Kim i wykorzystałeś do tego naiwną Liv. – powiedział Zayn patrząc na nas z pogardą, odwrócił się na pięcie i odszedł.
- O czym on mówi? To prawda Harry ? To wszystko żeby odegrać się za Kimberly ? – spojrzałam na chłopaka.
- Nie Liv to nie tak. Przyznaję może na początku jak zobaczyłem że mu zależy tego chciałem, ale później poznałem Cię lepiej i to było coś prawdziwego. Mimo tych wszystkich zgryzot na początku to co jest między nami jest prawdziwe. – złapał mnie za dłoń, ale wyrwałam ją z jego uścisku.
- Nie wierze że dałam się na to nabrać. Wykorzystałeś mnie żeby odegrać się za coś co było kilka lat temu. Ale ze mnie idiotka.- stałam jak wryty w chodnik. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić.
- Nie jesteś idiotką nie mów tak. I wcale Cię nie wykorzystałem zakochałam się w Tobie. W Twoich humorkach, w Twoim uśmiechu, tym jak wyglądasz bez makijażu z rana i w wyrazie Twojej twarzy, gdy chcesz coś zrobić, a Ci nie wychodzi. Kocham w Tobie wszystko i nie chcę żebyś myślała że to tylko jakieś gierki. – gdy to mówił czułam to samo ciepło na sercu kiedy powiedział że mnie kocha.
- Proszę chodźmy do mnie. Nie chcę rozstawać się kiedy jesteś na mnie zła. Błagam. – zbliżył się do mnie.
- Pójdę lepiej do siebie. Chcę to przemyśleć Harry. – odwróciłam się i zaczęłam się oddalać. Czułam jak ściska mnie w żołądku. Walczyłam ze sobą, aby nie odwrócić się i do niego nie pobiec. Po kilku minutach dotarłam pod nasz dom, otworzyłam drzwi i weszłam do salonu, który o dziwo był posprzątany. Sięgnęłam butelkę wody i rzuciłam się na kanapę. Spojrzałam na swoją sukienkę była prawie cała brudna tak jak moje stopy na których brakowało moich ulubionych szpilek. Mówiłam że nienawidzę poniedziałków ? Jak widać wtorki też nie są wesołe. Czas najwyższy spać.

~*~

Siedzę właśnie w sali, ale myślami jestem wciąż na kanapie w salonie. Nie mam głowy by myśleć teraz o historii tańca, chce wrócić do domu ubrać coś wygodnego i wycisnąć wszystkie swoje emocje na sali treningowej. Niech te zajęcia skończą się chcę się stąd ulotnić. Jak na zawołanie uratował mnie dzwonek zakańczający moje dzisiejsze cierpienia w szkole. Zgarnęłam książkę z blatu do torebki i wyciągnęłam przy okazji kluczyki do auta. Z sali pokierowałam się do swojej szafki i wrzuciłam tam wszystkie książki i zeszyty oraz strój na jutrzejsze zajęcia. Zamknęłam swoje rzeczy i ruszyłam w stronę drzwi frontowych. Niedaleko nich zobaczyłam Harry’ego rozmawiającego z Liamem. Nasze spojrzenia spotkały się, a ja poczułam jak robi mi się gorąco. Odwróciłam wzrok i zagryzając wargę, aby się do niego nie odezwać czym prędzej wyszłam ze szkoły i poszłam do auta. Wsiadłam do swojego camaro i uderzyłam kilka razy w kierownice. Cholera czy ja nie mogę stworzyć normalnego związku ? Czy ja zawsze muszę wszystko wyolbrzymić i sobie dopowiadać. Co jest ze mną nie tak !
- Jedź. – spojrzałam na miejsce pasażera gdzie z nikąd pojawił się Liam.
- Przepraszam, ale czy Ty masz czelność rozkazywać mi w moim własnym aucie ? – spojrzałam na niego. Co za bezczelność.
- Liam przesuń się na tylne siedzenie chcemy wsiąść. – dopiero zauważyłam że obok auta stoi Louis i Niall.
- Wy sobie jaja robicie macie własne auta. Więc wynieście swoje łaskawe tyłki z mojego. – powiedziałam, ale jak widać mają gdzieś co mówię bo zapakowali mi się do środka i oczekiwali że ich gdzieś zawiozę.
- A teraz jedź wbijam w nawigacje miejsce docelowe. – Louis zaczął mi wymachiwać telefonem przed twarzą.
- Zrób tak jeszcze raz, a połamię Ci rękę. – spojrzałam na niego złowrogo.
- Chyba ktoś tu ma trudne dni. – zaśmiał się Niall.
- Jeszcze słowo, a pójdziecie z buta przysięgam. Więc znajcie moją łaskę. – odpaliłam auta i zaczęłam jechać jak wskazywała nawigacja. Jechaliśmy w ciszy słuchając muzyki.
- Wy sobie chyba kurwa żartujecie. – zatrzymałam się na podjeździe villi.
- Ale o co Ci chodzi Liv ? – zaczęli się chichrać.
- Dlaczego tu jesteśmy ? Zresztą nie ważne wysiadajcie, a ja jadę do domu. – wskazałam im drzwi.
- W zasadzie to Ty wysiadasz, a my sobie jedziemy. – powiedział Liam. Spojrzałam na nich i wybuchłam śmiechem.
- Wy tak poważnie ? Myślicie że oddam Wam moje ukochane autko. Chorzy jesteście nawet nie będziecie umieli go odpalić. A co dopiero nim pojechać.
- Hej księżniczko nie tylko Ty masz sportowe auto. Wiemy jak się je prowadzi. – zapewnił mnie Louis.
- Nie ma mowy że ja tu wysiądę i zostanę. – zapewniłam ich.
- A właśnie że wysiądziesz inaczej ukradnę Twój telefon i wrzucę screeny Twoich wiadomości do sieci, a wiemy jakie tam są wiadomości. – wyszczerzył się Louis.
- Nie odważysz się. – syknęłam.
- Sprawdź mnie. – zaśmiał się złowrogo i nim się obejrzałam chwycił mój telefon i wybiegł z auta. Wyskoczyłam tuż za nim, ale ciężko było go dogonić w obcasach. Podbiegł pod drzwi frontowe i wrzucił mój telefon przez otwór na listy.
- Cholera ! Uduszę Cię Tomlinson ! – krzyknęłam.
- Spoko, ale najpierw zajmij się telefonem. – biegiem wrócił do samochodu na miejsce kierowcy i odjechał jak gdyby nigdy nic. Z kim ja się zadaje.
- Ekhm. – usłyszałam za sobą odchrząknięcie i już wiedziałam kogo ujrzę jak tylko się obrócę.
- Harry masz chyba coś mojego. – spojrzałam w kierunku drzwi frontowych.
- Widzę że chłopcy wzięli w swoje ręce pogodzenie nas. – powiedział nieco speszony.
- Jak widać, ale nie mieli by co brać w swoje ręce gdyby ktoś się nie wypaplał. Hmm ciekawe kto to był. – zabrałam mu mój telefon i już chciałam się stamtąd ulotnić, lecz chłopak mnie zatrzymał.
- Zacznijmy od nowa. Z czystą kartą. – szepnął jakby z niepewnością. Poczułam dziwne mrowienie w żołądku. Odwróciłam się w stronę chłopaka i podeszłam do niego bliżej.
- Jestem Libby. Miło mi Cię poznać. – przedstawiłam się lekko rozbawiona tą sytuacją.
- A ja Harry Ciebie także miło po… - zanim zdążył dokończyć wpiłam się w jego usta.
- …znać. – dokończył.
- Chciałam już to wczoraj zrobić, ale musiałam pomyśleć. Zrozum poczułam się zdradzona Harry, ale nie mogę zmienić tego co do Ciebie czuję. – wyjaśniłam.
- Wiem Liv przepraszam Cie to naprawdę nie powinno się wczoraj tak potoczyć. Powinienem Cię zatrzymać i na spokojnie wyjaśnić.
- Może i lepiej że tego nie zrobiłeś miałam czas się z tym przespać, a w innym wypadku mogło się to skończyć gorzej.
- Najważniejsze że nie jesteś na mnie już zła. A teraz wejdź do środka, a nie tak stoisz w progu. – uchylił szerzej drzwi.
- No nie wiem dopiero się poznaliśmy. – zaśmiałam się. - A poza tym pewne trzy głąby ukradły mi auto.
- Zajmę się odzyskaniem auta jak dasz się zaprosić na randkę. – wyszczerzył się.
- Dobrze, ale pod warunkiem że będzie to coś naprawdę super. – powiedziałam wchodząc do domu chłopaka.

~*~

Właśnie podjechaliśmy pod dom Tomlinsona. Harry przekonał mnie, abym go nie udusiła, ale o pobici nic nie wspomniał.
- Tomlinson jeśli nie chcesz mieć skopanego tyłka to radzę Ci uciekać. – krzyknęłam na progu.
- Hej księżniczko nie przesadzaj pomogłem pogodzić Ci się z loczkiem. – powiedział chowając się za Niallem.
- Liv rozmawialiśmy o tym. – spojrzałam na Harry’ego.
- Hej była mowa o tym że mam go nie udusić, a nic o skopaniu mu tyłka. – wyszczerzyłam się jak głupia.
- A może zapomnimy o rękoczynach, bo w zasadzie to mam do Ciebie prośbę. – wychylił się zza blondyna niepewnie chłopak.
- Powiedzmy że mnie zaintrygowałeś Tomlinson. Zamieniam się w słuch. – usiadłam na kolanach Stylesa i oparłam o jego tors.
- A więc musisz mi pomóc. – powiedział speszony.
- Najpierw chce odzyskać kluczyki wtedy może pomogę. – chłopak rzucił kluczyki który chwycił Harry. Sięgnęłam po butelkę wody ze stołu i upiłam łyka.
- Chcę zaprosić An na randkę. – jak to powiedział o mało się nie zakrztusiłam.
- Co ?! – pisnęłam zszokowana.
- Powiedz mi co by jej się spodobało. To nie jest zwyczajna dziewczyna nie mogę jej wziąć na spacer czy do kina. To pewnie musi być coś wspaniałego i wielkiego. – powiedział lekko przestraszony tą wizją.
- Louis nie kombinuj ona mimo wszystko nie lubi przepychy jest jak każda normalna kobieta. Ugotuj jej coś dobrego do jedzenia, albo zabierz do fajnej restauracji i będzie szczęśliwa. Jak to się mówi przez żołądek do serca. – uśmiechnęłam się na myśl o tym że chce zaimponować An to urocze.
- Tak myślisz ? – dopytywał.
- Znam ją jak nikt inny zaufaj mi będzie zachwycona. – puściłam mu oczko.
- Dzięki Libby jednak potrafisz być człowiekiem, a nie tylko wredną jędzą jak to mówią w szkole. – zaśmiał się.
- I największym jędzą zdarza się być czasem człowiekiem. – przyznałam.
- Zdecydowanie wolimy Cię jako miłą blondynę. – powiedział Liam.
- A ja jędzę. – zaśmiał się loczek za co dostał kuksańca w bok.
- Bardzo zabawne Haroldzie. – wywróciłam oczami.
- Dzięki chłopacy za tą akcję, ale teraz jak odzyskane auto musimy się zbierać. – chłopak zaczął wstawać przez co ja również. Pożegnaliśmy się i wsiedliśmy do mojego auta. Harry prowadził. Zajechaliśmy pod ville chłopaka z której wziął jakąś torbę i wrócił do auta. Bez słowa jechaliśmy w stronę zachodzącego słońca. Po drodze zadzwoniłam do dziewczyn, aby się nie martwiły że mnie nie ma i zajęły moim kotkiem. Wieczór zapowiadał ciepła noc. Jechaliśmy w ciszy która w ogóle nie był krępująca. Po około godzinie podjechaliśmy pod domek na odludziu.
- Letni domek mojej mamy. – wyjaśnił chłopak.
- Jest piękny. – uśmiechnęłam się w kierunku chłopaka. Pokierowałam się w kierunku drzwi, gdy Harry brał torbę z siedzenia. Poczekałam na niego, który otworzył drzwi i weszliśmy do środka. Z przedpokoju przeszliśmy w głąb domu. Był przepięknie urządzony to za pewne zasługa mamy chłopaka.
- Tu jest salon, za ścianą kuchnia, a na górze sypialnie i łazienka. – omówił rozmieszczenie pokoi.
- Jest naprawdę śliczny Harry, ale teraz zjedzmy coś, bo umieram z głodu. – pociągnęłam go w kierunku kuchni.
- Wezmę tylko zakupy z torby i już coś robimy. -  jak powiedział tak zrobił. Zabraliśmy się za przygotowanie kolacji. Harry kroił, a ja smażyłam i popijałam wino, które przyniósł z piwniczki. Mięso z warzywami i sosem daliśmy do naczynia żaroodpornego i wstawiliśmy do piekarnika. Na czas pieczenia udaliśmy się do salonu.
- Mógłbym tak codziennie. – wyznał bawiąc się moimi włosami. Leżeliśmy na kanapie przytuleni i okryci kocem. W tle było słychać włączony telewizor, ale nie zwracaliśmy na niego uwagi cieszyliśmy się swoją obecnością.
- Może kiedyś będzie nam to dam. – dałam mu całusa w nos na co go zmarszczył. Wyglądał naprawdę uroczo.
- Wszystko zależy od nas Liv. – spojrzał mi głęboko w oczy.
- Więc nie zepsujmy tego. – wtuliłam się w chłopaka, a on objął mnie ramionami. Chyba mi się przysnęło bo czułam jak Hazz próbuje delikatnie oswobodzić z mojego uścisku.
- Wybacz ze Cie obudziłam, ale muszę iść wyciągnąć zapiekankę z piekarnika. – puściłam go i przeciągnęłam się na kanapie. Po chwili z kuchni zaczęły dochodzić cudowne zapachy, które całkowicie mnie obudziły. Wstałam, ale zrobiłam to zbyt szybko, bo zakręciło mi się w głowie i wylądowałam znów na sofie.
- Liv wszystko gra, wyglądasz dość blado. – podszedł zaniepokojony.
- Spokojnie po prostu za szybko wstałam nic mi nie jest. – uspokoiłam go i tym razem na spokojnie ruszyłam w kierunku stołu gdzie czekała już kolacja. Nałożyliśmy sobie i zabraliśmy się za jedzenie. Następnie zebrałam nasze talerze i je umyłam, a to co zostało z kolacji schowałam do lodówki.
- Mam dla Ciebie dwie niespodzianki. – złapał mnie za rękę i zabrał na górę.
- To chyba Twoje. – powiedział wyciągając moje szpilki z torby.
- Zostawiłaś je i poszłaś boso więc je zabrałem, wiem jak je uwielbiasz.
- Dziękuję przez te wszystkie emocje zapomniałam ich wziąć z chodnika. – zaśmiałam się z własnej głupoty.
- Druga niespodzianka czeka na Ciebie w łazience. – wyjawił chłopak. Pokierowałam się tam zastając wannę wypełnioną wodą, płatki róż, świece i kieliszek różowego wina.
- Jesteś kochany dziękuję Miśku. – ucałowałam go.
- Dla Ciebie wszystko Księżniczko. – uśmiechnął się szeroko. I jak go nie kochać kiedy on tak się stara. Rozebrałam się i weszłam do wanny zanurzając się prawie do szyi. Chłopak w tym czasie wziął prysznic co pozwoliło mi się mu bezkarnie przyglądać. Ma cudowne ciało i na dodatek jest całe tylko dla mnie.
- Ej bo się zarumienię jak będziesz się tak patrzyć. – zaśmiał się chłopak.
- Już nie patrzę. – powiedziałam i zatykając nos zanurzyłam się pod wodę. Czułam się taka odprężona panującą ciszę i ciepłem wody która otulała całe moje ciało. Wynurzyłam chę po chwili, gdy już zabrakło mi powietrza.
- Wyglądasz jak panda wiesz. – powiedział Hazz. Był już owinięty ręcznikiem choć wciąż kropelki wody spływały mu po klatce piersiowej.
- Mokra, słodka panda. – pocałował mnie i wyszedł z łazienki. Umyłam się szybko i zmyłam resztki makijażu. Wytarłam się, a następnie owinęłam ręcznikiem idąc do sypialni.
- Powinniśmy się pomału kłaść jutro masz po 12 zajęcia z baletu, których nie możesz opuścić, bo Cię w końcu zawieszą. – brzmiał nadzwyczaj poważnie gdy to mówił.
- Znasz mój plan zajęć ? – spojrzałam na niego przymrużonymi oczami.
- Oczywiście. – wyszczerzył się.
- Głupol z Ciebie. – podeszłam do łóżka na którym siedział Harry. Przyciągnął mnie do siebie tak że wylądowałam wprost na nim. Dobrze wiedziałam że na pewno w jego planach nie jest wczesne pójście spać. Oparłam dłonie po obu stronach jego głowy, aby mieć dobry widok. Analizowałam każdy centymetr jego twarzy. Piękne szmaragdowe oczy były wpatrzone prosto w moje. Wyglądał na szczęśliwego. Zaczesałam kosmyki włosów, które miał na twarzy.
- Idealnie. – powiedziałam.
- Nie, teraz jest idealnie. – powiedział obracając nas tak że teraz on był nade mną. Wpił się w moje usta przyciskając swoje ciało do mnie.
- Ekhm … Harry ? – usłyszeliśmy kobiecy głos na co omal nie spadliśmy z łóżka.
- Gems … co Ty tu robisz ? – szatyn zaczął pospiesznie zakładać koszulkę i spodnie.
- Chciałam zapytać o to samo, ale wolę jednak nie wnikać. – zaśmiała się.
- Jestem Gemma siostra tego pajaca. Miło się poznać. – dziewczyna podeszła i podała mi rękę na powitanie.
- Jestem Libby. Ciebie również miło poznać. – powiedziałam zażenowana zaistniałą sytuacją. Cholera wciąż siedzę tu w samym ręczniku i to takim co ledwo zakrywa to co ma zakrywać.
- Miałam przyjechać z mamą, ale zrezygnowała. Ale byście mieli miny jakby ona tu weszła jeszcze lepsze niż teraz. – zaczęła się śmiać i wyszła z pokoju. Spojrzałam na Harry’ego miała rumieńce na twarzy.
- Co za żenująca sytuacja. – pisnęłam.
- Teraz będzie nam to już wypominać przy każdej okazji. – wrócił na miejsce koło mnie.
- Zapowiada się ciekawa noc. – spojrzałam na Hazze.
- Lepiej się ubierz bo jeszcze tu wróci, a jak jesteś w samym ręczniku ciężko się opanować. – seksownie przygryzł wargę. Jak on może tak na mnie działać. Uspokój się Liv myśl o wszystkim tylko nie o tym żeby się na niego rzucić. Ehh ale jak to zrobić jak on jest tak cholernie seksowny.

**************************
Jest i on rozdział z perspektywy Libby :) Mam nadzieję że Wam się spodoba. Dość sporo się działo jak zawsze, ale no cóż przecież coś musi się dziać. Liczę na wasze opinie w komentarzach :D Pozdrawiam Nats <3
Ps. Jeśli są jakieś błędy wybaczcie, ale czytając to kilkanaście razy zaczyna mi się troić w oczach ;P

piątek, 20 października 2017

Rozdział 35



Oczami Andrei:
Spałam smacznie w swoim pokoju w niedzielny poranek, korzystając z wolnego dnia przed całym tygodniem szkoły, kiedy zostałam obudzona przez dźwięk mojego telefonu. Starając się nie zacząć krzyczeć na głos, jak bardzo nienawidzę osoby, która dzwoni, sięgnęłam ręką po komórkę, która leżała na komodzie i nacisnęłam zieloną słuchawkę, nawet nie patrząc na to kto dzwonił.

- Mam nadzieje, że ktoś umarł. – mruknęłam.

- Jeszcze nie, ale bardzo prawdopodobne, że to się stanie. – usłyszałam po drugiej stronie zdenerwowany głos Louisa.

- Co znowu zrobił? – spytałam ziewając.

- Zrobiła. – poprawił mnie. – Twoja matka.

- Hej! Mówisz to, tak jakby to była moja wina. – obruszyłam się. – Rodziny się nie wybiera. Myślisz, że gdybym miała wybór to wybrałabym nienormalną matkę i jeszcze bardziej nienormalnego brata, zamiast na przykład rodziny królewskiej? Ale dobra, co zrobiła?

-  Sprowadziła do mojego domu obcych ludzi! – wykrzyknął.

- W niedzielę rano? Wow, ta kobieta nie zna umiaru w imprezach. – pokręciłam głową w rozbawieniu.

- Ćwiczą jogę. W moim salonie. – wyjaśnił. Przewróciłam oczami.

- To się do nich dołącz. – poradziłam mu. – Zresztą, co ci przeszkadza parę ćwiczących osób?

- Parę? Ich jest ponad dwadzieścia! W dodatku to same kobiety po pięćdziesiątce, które cały czas narzekają i, że wszystko je boli. A co gorsza jedna z nich próbowała mnie poderwać. Cudem udało mi się uciec na górę. Boje się teraz zejść do kuchni w moim własnym domu! A naprawdę jestem głodny. – marudził, a ja myślałam, że zaraz eksploduje.

- A co robi Jace? – zapytałam, ostatkami sił, starając się brzmieć normalnie.

- Najwyraźniej zna co tygodniowy rytuał twojej mamy, bo słyszałem jak wychodzi z domu o szóstej rano! Zresztą to twoja mama i twój problem.

- Okej, masz rację. Już dość, że zmusiłam cię, żebyś zamieszkał z moim wiecznie niewyżytym bratem. Nie musisz znosić też matki. Pogadam z nią później.

- Dzięki. – odpowiedział.

Zanim Louis się rozłączył, zdążyłam jeszcze usłyszeć głos mojej matki, która krzyczała:

- Ej, ty pięknisiu! Zrób nam coś do picia!

Rzeczywiście przydałaby mu się drobna pomoc, a właściwie mojej matce, tylko w jej wypadku najlepsza byłaby fachowa pomoc.

*

Na dole Scar jadła grzanki, oglądając jakiś program w telewizji, a  Liv leżała na kanapie w szlafroku i z maseczką na twarzy.

- Wow, masz randkę czy coś? – zapytałam z uśmiechem, siadając obok przyjaciółki na wolnym miejscu.

- Co? Jaką randkę? O co ci chodzi? – gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej. – W ogóle, co masz na myśli mówiąc randka? Zdefiniuj to słowo. – założyła ręce na klatkę piersiową i posłała mi wyczekujące spojrzenie.

- Randka, no wiesz, idą na nią dwie osoby, mające się ku sobie i… - nie dokończyłam, ponieważ przerwała mi moja przyjaciółka.

- A ja mam się ku komu?

Zmarszczyłam brwi.

- Cóż… Chaningowi Tatumowi? – próbowałam jakoś z tego wybrnąć, a wtedy oczy Liv się zaświeciły.

- Masz rację. On jest boski.

Roześmiałam się, kiwając głową. Sama prawda.

- Musimy zorganizować jakąś imprezę. – wypaliła nagle Scar. Obie spojrzałyśmy na nią zaskoczone.

- Myślałam, że nie przepadasz za imprezami. – powiedziałam, ponieważ dotąd tak właśnie mi się wydawało.

- No cóż, kobieta zmienną jest. – westchnęła. -  A poza tym dawno nie spotkaliśmy się wszyscy grupą. Tęsknie za naszymi wygłupami i rozmowami.

To prawda. Ostatnio miałam głowę zaprzątniętą Peterem, a teraz matką. Nie mam w ogóle czasu, aby się wyluzować i przestać myśleć. Potrzebna była mi dobra zabawa.

- To może jutro wieczorem? – zaproponowałam. – Teraz mam spotkanie u terapeuty, więc muszę lecieć, a później będę zapewne tak zdenerwowana, że nie będę miała ochoty na imprezy.

- Naprawdę tam idziesz? – zdziwiła się Libby.

- Inaczej matka nie da mi spokoju. Wolę tam iść i to przeżyć. Zresztą, umówiliśmy się z Jacem, że będziemy zgrywać wyjątkowo zgraną rodzinkę. Więc kiedy matka zobaczy, że dogadujemy się lepiej niż kiedykolwiek odpuści. – uśmiechnęłam się do siebie z dumą. – Czasami mamy genialne pomysły. – skwitowałam i wyszłam z domu, mając nadzieje, że to pomoże w pozbyciu się natrętnej rodzicielki.

*

Siedziałam właśnie na kanapie z Jacem i mamą w gabinecie terapeutki, cierpliwie czekając, aż wróci, gdyż wyszła na moment coś załatwić. W głowie powtarzałam sobie różne miłe słowa, które powiem o moim bracie i miałam nadzieje, że on robi to samo. Zerknęłam więc w jego stronę i… zobaczyłam jak siedzi na telefonie! Zacisnęłam dłoń w pięść, ledwo się powstrzymując, aby go nie uderzyć. Myślałam, że traktuje to równie poważnie jak i ja. W normalnych okolicznościach wyjęłabym mu urządzenie z ręki i wyrzuciła przez okno, ale bałam się, że zaraz wróci terapeutka no i mama siedziała obok.

- Wszystko w porządku Andrea? Wyglądasz na zdenerwowaną. – odezwała się mama.

- Taaa, trochę się stresuje. – wydukałam.

- Cóż, przyznam, że ja również się trochę denerwuje, że terapeutka weźmie nas za patologiczną rodzinę, ale skoro to ma pomóc…

W tym momencie do pomieszczenia weszła kobieta o której była mowa. Starała się uśmiechać, choć przede mną żaden sztuczny grymas się nie ukryje.

- Nazywam się Evelyn Green, mam dwadzieścia sześć lat i jestem terapeutką. – przedstawiła się. – Może teraz wy opowiecie coś o sobie? – spojrzała na nas. – Aha i prosiłabym, aby pani wyszła. Obawiam się, że dzieci mogą przy pani poczuć się trochę skrępowane. Poproszę panią znowu, gdy skończymy sesje.

Moja mama nie wyglądała na zadowoloną, ale pokiwała głową mrucząc „czego się nie robi dla swoich dzieci” i opuściła pokój.

- Więc? – posłała nam wyczekujące spojrzenie. – Kto zacznie?

Żadne z nas nie miało zamiaru mówić o sobie jako pierwsze, a tym bardziej Jace, który cały czas pisał coś na telefonie. On nie ma za krzty kultury.

- To może ja. – odezwałam się. – Nazywam się Andrea Sanchez, mam dwadzieścia lat i uczę się. – w tej chwili Jace prychnął, a ja posłałam mu groźne spojrzenie. – Staram się uczyć. – uśmiechnęłam się sztucznie.

- Powiedzmy. – mruknął, na co dźgnęłam go łokciem w żebro, chcąc mu przypomnieć o naszej umowie. Wtedy mój brat schował telefon do kieszeni i skupił się, a przynajmniej starał się skupić na rozmowie.

- A ty? Jak się nazywasz? – zwróciła się do niego.

- Jace Sanchez.

- A więc Jace, co porabiasz w życiu? – zapytała siląc się na milutki ton. Chłopak przez chwilę się gorączkowo nad tym zastanawiał, aż w końcu odpowiedział niepewnie:

- Staram się być jak najlepszym bratem? – kolejny raz miałam ochotę go dźgnąć, a on chyba to wyczuł, ponieważ się poprawił: - To znaczy, na pewno jestem najlepszym bratem. Proszę zapytać o to Andrei. – uśmiechnął się.

- I tym się zajmujesz w życiu? – zdziwiła się kobieta. Taa, chyba w życiu nie usłyszała dziwniejszej odpowiedzi, na jakiekolwiek pytanie. I ja również.

- Przeważnie…tak.

Terapeutka zaczęła coś zapisywać, po czym spojrzała na mnie, gdy skończyła. Poczułam się nagle dziwnie nieswojo, ponieważ obawiałam się, że wyczuła nasz podstęp i zaraz powie, że przedłuży nam terapie za udawanie.

- A ty Andrea?

- Ja? Cóż… - przygryzłam wargę, nie wiedząc co powiedzieć. – Może zapyta pani jeszcze o coś Jace’a? Jest takim cudownym bratem. – dotknęłam jego ramienia, uśmiechając się sztucznie. – Naprawdę lepszego nie mogłam sobie wymarzyć. Czasami zastanawiam się czy zasłużyłam na to…słońce mojego życia.

- Tak, nawzajem rozświetlamy nasze smutne i szare dni. – dodał mój brat, obejmując mnie. – Wie pani co? Czasami żałuje, że Andrea jest moją siostrą.

- Co?! – krzyknęłam, nie mogąc uwierzyć w jego słowa. Tak dobrze nam szło, no cóż, a przynajmniej powiedzmy, a on to wszystko chciał zniszczyć? Czy ten niewdzięczny dzieciak chce chodzić na terapie do końca życia? Niech tylko znajdziemy się w domu…a poczuje, co to znaczy smak pięści wściekłej dziewczyny.

- Daj mi skończyć, kochanie. – uspokoił mnie ruchem ręki. – Czasami żałuje, że jest moją siostrą, ponieważ mógłbym się z nią umówić.

Gdybym miała teraz wodę w ustach, pewnie bym ją wypluła. Nie spodziewałam się usłyszeć czegoś takiego. Nigdy. I żałuje, że to usłyszałam.

- Rozumiem. – mruknęła kobieta ponownie coś zapisując. – Czy często miewasz takie myśli, Jace?

- O tak. Bardzo często. – odpowiedział bez zastanowienia. – Ale jest moją siostrą i pamiętam o tym. To znaczy… pamiętam, na trzeźwo. Rozumie pani? – puścił do niej oczko.

- Taak, chyba rozumiem, aż za dobrze. – terapeutka spojrzała na niego zaniepokojona. – Jak dużo spędzacie ze sobą czasu?

Oboje zaczęliśmy się zastanawiać, ponieważ nie przemyśleliśmy odpowiedzi, których będziemy jej udzielać. W końcu postanowiłam się odezwać:

- Całkiem sporo. Mamy silną więź.

- Dokładnie. Kiedy tylko skończymy lekcje od razu idziemy na kawę albo na imprezę. Czasami aż czekam zniecierpliwiony na koniec zajęć, byle tylko znów zobaczyć moją małą siostrzyczkę. Raz okłamałem nauczycielkę, że muszę wyjść, bo źle się czuje, a tak naprawdę poszedłem do Andrei, ponieważ tak się stęskniłem. Czyż to nie urocze?

- A ty Andrea, jak się z tym czujesz? – zapytała mnie.

- Cóż… bardzo dobrze. To chyba normalne, że brat z siostrą chce spędzić trochę czasu, prawda? Szczególnie jeśli dogadujemy się tak dobrze. Nasi znajomy czasami się śmieją, że nie potrzebuje chłopaka, bo mam Jace’a. – próbowałam się roześmiać.

Kobieta podeszła do okna, aby je otworzyć i zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.

- Wybaczcie, czasami tak robię, gdy moi pacjenci… zrobią na mnie wrażenie. – powiedziała, a ja poczułam, że wygraliśmy. Czekałam tylko na koniec sesji, żeby pierwszy raz w życiu przytulić mojego brata i powiedzieć mu, że naprawdę świetnie nam idzie udawanie zgodnego rodzeństwa i powinniśmy to robić częściej. – Ale macie swoje drugie połówki, prawda? Albo mieliście?

- Jasne. – odpowiedziałam beztrosko. – Dopóki nie dowiedziałam się, że mój chłopak chodzi do burdelu. Ale to długa historia. – machnęłam ręką. – Chociaż nie. W zasadzie nie ma nic więcej do opowiedzenia. Mój chłopak chodził do burdelu. To wszystko. – wzruszyłam ramionami.

- Ja wolę aplikacje randkowe. – powiedział na to Jace. – Ale ostatnia osoba z którą się umówiłem okazała się być oszustem. – spuścił głowę. – No heloł! Skąd miałem wiedzieć, że naprawdę nie piszę z Channingiem Tatumem?

Teraz kobieta zaczęła się wachlować. Cholera, chyba przesadziliśmy.

- Ale to nie ma znaczenia, bo tak naprawdę liczy się tylko to, że mamy siebie, prawda braciszku? – spojrzałam na niego.

- Oczywiście światłości mojego życia. – odparł chwytając mnie za rękę.

- Nie wiem czym zasłużyłam sobie na tak wspaniałego brata. – powiedziałam udając, że się wzruszam. Cóż, chyba zajęcia z aktorstwa w końcu mi się przydadzą. A mama mówiła, że to strata czasu.

- A ja na tak wspaniałą siostrę. – odpowiedział chowając twarz w dłoniach i… płacząc? Czy on autentycznie się wzruszył? Przez chwilę byłam lekko skołowana, ale zaraz potem ja również się rozpłakałam, z tym, że moje łzy nie były prawdziwe.

- Boże! Właśnie wyobraziłem sobie, że kiedyś umrzesz! I co ja zrobię bez ciebie? Moje życie straci sens! – mój brat wziął poduszkę, która leżała za nim i zaczął łkać. – Dlatego mam nadzieje, że umrę pierwszy, by móc bez ciebie żyć!

- O nie mój najdroższy. To ja mam nadzieje, że umrę pierwsza. – powiedziałam obejmując go.

- W porządku. Czy mogłabym porozmawiać z waszą mamą? – przerwała nam kobieta odchrząkując, a wtedy ja pociągając nosem, wytarłam rękawem oczy i kiwnęłam głową.

- Oczywiście.

Oboje wyszliśmy z gabinetu.

- Teraz twoja kolej. – powiedział Jace do naszej mamy, a gdy ledwo zniknęla za drzwiami, przybiliśmy sobie piątkę.

- Byliśmy genialni! – krzyknęłam.

- Taa, byłaś niezła. – odpowiedział. – Ale powiedzmy sobie szczerze z talentem aktorskim trzeba się urodzić. Nigdzie się go nie wyćwiczy.

- Słucham? – naprawdę nie wierzyłam w to, co słyszę. – Czy ty właśnie niszczysz naszą piękną chwilę?

- Żartuje. – teraz to on dźgnął mnie łopatką. – Oboje byliśmy wspaniali!

*

Po prawie godzinie mama wyszła z gabinetu, wyglądając tak, jakby zobaczyła ducha. Spojrzeliśmy na nią zaniepokojeni, ponieważ wydawało się, że poszło nam świetnie.

- Wszystko okej? – zapytałam niepewnie.

- Nie miałam pojęcia… - wydukała, nawet na nas nie patrząc. Usiadła na krzesełku, starając się uspokoić. – Gdybym tylko wiedziała…

- Co wiedziała? – spytałam, czekając w zdenerwowaniu na odpowiedź, a moje serce zaczęło mi szybciej bić.

- Gdybym wiedziała nie zmuszałabym was do spania pod wspólnym namiotem, albo nawet w tym samym pokoju… boże, czuje, że to moja wina.

Naprawdę kompletnie nic z tego nie rozumiałam i jak widziałam po minie Jace’a, on również nie.

- Co konkretnie ci powiedziała? – odezwał się mój brat.

- Jest wami zaniepokojona. – powiedziała. Zmarszczyłam brwi. Przecież tak bardzo się staraliśmy jej pokazać jakim jesteśmy wspaniałym rodzeństwem! Czego ona jeszcze od nas oczekuje? Co mieliśmy zacząć się całować, żeby udowodnić, że nie nienawidzimy się? Choć w rzeczywistości było zupełnie inaczej?

- Niech lepiej zajmie się sobą. Te zmarszczki same nie znikną. – prychnęłam.

- Powiedzcie mi, kiedy to się zaczęło? – popatrzyła na nas z przerażeniem w oczach. – Czy to było już na imieninach cioci Betty, kiedy zamknęłam was przypadkowo łazience na sześć godzin?

- Kiedy zaczęło się co? Zaraz, to ty nas zamknęłaś?! Myślałam, że to Jace! Jak zwykle zresztą. – powiedziałam przypominając sobie w jaki szał wtedy wpadłam. Mój brat oczywiście bronił się, ale nie wierzyłam mu. Byłam o krok od pobicia go. Tyle godzin sam na sam z tym przygłupem… nadal podziwiam siebie, że dałam radę to przetrwać.

- Wasza terapeutka uważa, że… że jesteście ze sobą blisko. – wydusiła z siebie w końcu. Odetchnęłam z ulgą. No! O to nam chodziło! Spisaliśmy się na medal.

- Ma się rozumieć. – wyszczerzył się Jace. – Jesteśmy najbardziej zgodnym rodzeństwem na świecie.

- Chyba aż zbyt zgodnym. – powiedziała.

- Co masz na myśli? – zapytałam.

- Wasza terapeutka myśli, że… łączy was zbyt bliska więź jak na rodzeństwo i… obawia się, że jesteście w potajemnym związku.

- CO?! – wrzasnęliśmy równo z Jace’em.

- I teraz jak sobie o tym pomyślę to… to ma sens. – kontynuowała mama.

- ŻE JAK?! – kolejny wrzask z moim bratem. Serio, jak my to robimy?

- Zawsze ze sobą rywalizowaliście i kłóciliście się, ale może… to było tylko na pokaz, żebym się nie domyśliła…

- TY TAK NA SERIO?! – krzyknęliśmy równo trzeci raz. Może rzeczywiście łączy nas zbyt silna więź?

-  W dodatku nie mieszkacie razem… może jest ku temu powodów. Na przykład nie chcieliście wzbudzać podejrzeń, albo jedno z was chciało zerwać… - zastanawiała się.

- Mamo, zdajesz sobie sprawę, że nie kręcą mnie dziewczyny? – przypomniał jej Jace.

- No właśnie „dziewczyny”.- westchnęła mama i wstała z siedzenia chodząc w zdenerwowaniu po korytarzu.

- Dzięki, mamo. – mruknęłam.

Okej, więc pozbyliśmy się jednego problemu, tworząc w jego miejsce nowy.

Tylko my tak potrafimy.

*

Wieczorem dla rozluźnienia wybrałyśmy się z dziewczynami na imprezę do klubu. Oczywiście nie same. Mieli do nas dołączyć chłopcy, ale jak zwykle się spóźniali. Więc, aby jakoś umilić sobie ten czas zajęłyśmy miejsce na kanapie w rogu i zamówiłyśmy po drinku.

- Naprawdę terapeutka powiedziała twojej matce, że macie z bratem za bliską relację?! – Liv próbowała przekrzyczeć głośno grającą muzykę. Kiwnęłam głową. Niestety to była prawda. Miałam nadzieje, że to tylko zły sen i zaraz się obudzę. Ech, coś czuje, że moja rodzicielka zostanie dłużej niż mi się wydaje.

- Nie mam już pomysłu, jak się jej pozbyć! – powiedziałam głośno, również starając się jakoś przekrzyczeć muzykę. Cóż, najwyraźniej klub to nie jest dobre miejsce na rozmowy. W tym momencie mój telefon zawibrował. To była wiadomość. Od Louisa. Pisał, że już są na miejscu i pytał, gdzie jesteśmy. Kręcąc głową z westchnieniem odpisałam mu, choć miałam ochotę go wkręcić. Postanowiłam jednak nie dręczyć go, ponieważ cały czas pamiętałam, że pozwolił mojemu nienormalnymi bratu mieszkać pod swoich dachem. Co prawda nie wyglądał na kogoś, kto wyrzuciłby człowieka na bruk, ale wolałam nie ryzykować. – Zaraz będą! – krzyknęłam i w tej samej chwili zobaczyłam jak Scar do kogoś macha. To był Niall, a zaraz obok niego szedł Louis z Harrym, Liamem i Zaynem.

- Nareszcie! Co tak długo?! – zapytała.

- Wybacz! Korki! – odkrzyknął Horan.

- Musieliśmy zatrzymać się w Mcdonaldzie po drodze. – westchnął Harry. – Zgadnijcie przez kogo? – spytał retorycznie, na co wszyscy się roześmiali.

- Byłem głodny! – obruszył się blondyn. – Zatańczymy? – wyciągnął rękę w stronę Scar.

- Jasne! – odparła uśmiechając się i powędrowali razem na parkiet.

- Zjadł dwa cheeseburgery i popił to colą i ma jeszcze siłę tańczyć? Jak on to robi? – zdziwił się Louis opadając na siedzenie obok mnie.

- Czytałam, że Irlandczycy mają szybszy metabolizm niż normalni ludzie. Dlatego wszyscy są praktycznie szczupli. Zresztą większość modelek właśnie stamtąd pochodzi. – powiedziałam próbując zachować całkowicie poważną twarz, popijając w międzyczasie drinka.

- Naprawdę? Wow, nie miałem pojęcia. – odpowiedział będąc naprawdę zaskoczonym. Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.

- Naprawdę mi uwierzyłeś? – zapytałam, przerywając na chwilę mój nagły atak śmiechu.

- Hej! Więc to wszystko bujdy? A już chciałem zabłysnąć na lekcji historii. – stwierdził markotniejąc.

- Jak można było uwierzyć w coś tak durnego? – nadal nie mogłam opanować śmiechu.

- No wiesz, bo jesteś taka mądra i… znasz się na wielu rzeczach i… - urwał, ponieważ podszedł do nas Zayn, mówiąc:

- Możemy porozmawiać?

Kiwnęłam głową.

- Jasne. Co się stało?

- Na osobności?

Spojrzałam na Louisa przepraszająco, ale ten machnął tylko ręką i sięgnął po drinka, udając, że ma to gdzieś, albo naprawdę miał to gdzieś. Ja tymczasem wstałam z siedzenia idąc za Zaynem w stronę wyjścia, jednocześnie zastanawiając się o czym to ma zamiar ze mną porozmawiać? Przez głowę przechodziły mi różne myśli, ale nic konkretnego.

Gdy znaleźliśmy się na świeżym powietrzu, chłopak popatrzył na mnie i zaczął:

- Musisz przekonać Liv, by ze mną porozmawiała.

Parsknęłam. Szybko przeszedł do rzeczy. Nie ma co.

- Dlaczego muszę? – założyłam ręce na klatkę piersiową.

- Bo jesteśmy najlepszymi kumplami. – uderzył mnie po „przyjacielsku” w ramię, ale ja spojrzałam na niego sceptycznie. – Najlepszymi ziomkami? – próbował dalej, gdy nie wyglądałam na przekonaną. – Najlepszymi znajomymi?

Westchnęłam.

- Liv nie chce z tobą rozmawiać i nic tego nie zmieni.

- Jesteście przyjaciółkami. Posłucha cię.

- Zresztą ja też nie chce ją przekonywać do rozmowy z oszustem.

- Nie jestem oszustem.

- Zdradziłeś ją. – przypomniałam mu.

- Wcale nie. – bronił się.

- Tak mówi każdy oszust. – stwierdziłam. – Zresztą, oszuści bardzo często noszą skórzane kurtki.

- Okej, więc teraz naszym problemem jest moja skórzana kurtka?

Zastanowiłam się przez chwilę.

- Czytałam tydzień temu pewien artykuł z którego wynikało, że…

- A jakbym ją zdjął?

- To nie wystarczy. – powiedziałam poważnym tonem. – Będziesz musiał ją spalić. – dodałam, starając się nie roześmiać.

- Słucham?! – prawie krzyknął.

- Wybieraj. Co jest dla ciebie ważniejsze Liv czy skórzana kurtka?

- Oczywiście, że Liv! – odpowiedział szybko.

- No więc widzisz.

Widziałam po jego minie, iż jest mną mocno zirytowany, ale trudno. Zasłużył.

- Dobra, zrobię to. – powiedział bardziej na odczepnego, niż żeby naprawdę miał to zrobić, choć kto go tam wie. Może wstawi jakieś fotki na instagrama z hasztagiem #MyJacketIsOnFireBecauseOfAndrea?

- Spróbuję ją przekonać, ale nie obiecuje, że się uda.

- Dziękuje. – powiedział z wyraźną ulgą, a ja rzuciłam z uśmiechem:

- I nie martw się. nie powiem jej jak długo się zastanawiałeś, czy jest ważniejsza od twojej kurtki.

Gdy odchodziłam słyszałam jak się oburza, na co miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.

*

Kiedy ponownie znalazłam się w klubie, podeszłam do „naszej” kanapy na której cały czas siedział Louis pijąc już nie wiadomo, którego drinka z kolei.

- O! Nareszcie wróciłaś. – ucieszył się widząc mnie.

- Liv, musimy porozmawiać. – powiedziałam do niej, kompletnie olewając chłopaka, co było co prawda trochę niegrzeczne, ale miałam aktualnie ważniejsze sprawy na głowie.

- Dlaczego nagle każdy chce z każdym rozmawiać? Może ja też bym chciał? – spytał obrażony.– O Niall! Dobrze, że jesteś! – wskazał na niego. – Musimy porozmawiać.

- O czym? – zdziwił się chłopak.

- O tym, o czym oni mogą rozmawiać. – wskazał na nas dwie.

- O ploteczki! Kocham ploteczki! – zaczął się cieszyć jak małe dziecko. Przewróciłam oczami i pociągnęłam moją przyjaciółkę za rękę w stronę damskiej toalety. Tak, wiem, to nie najlepsze miejsce na rozmowę, ale zewnątrz wciąż czeka Zayn. Nie możemy tam rozmawiać.

- Nie będę owijała w bawełnę. Musisz porozmawiać z Zaynem.

- Co? Dlaczego? – spytała marszcząc brwi.

- Bo chce spalić dla ciebie jego skórzaną kurtkę. – odpowiedziałam poważnym tonem.

- Serio? Przecież on uwielbia tę kurtkę!

- Właśnie dlatego!

- Mimo wszystko nie ma mowy. – powiedziała i chciała wyjść, ale złapałam ją za ramię.

- Słyszalaś co właśnie powiedziałam? On chce spalić dla ciebie kurtkę! – przypomniałam jej.

- Bardzo mnie zranił. Po za tym… - tutaj urwała i zamilkła na moment. – Po za tym bardzo mnie zranił. – dokończyła.

- Wiesz jak mnie błagał, żebym z tobą porozmawiała? Prawie miał łzy w oczach. On naprawdę cierpi. Nie może spać po nocach, ma koszmary. Budzi się z krzykiem wołając twoje imię. – próbowałam ja przekonać.

- Naprawdę uważasz, że w to uwierzę? – założyła ręce na klatkę piersiową.

- Cóż, warto było spróbować. – wzruszyłam ramionami.

- Nie wiem, dlaczego ci tak na tym zależy, ale ja i Zayn to skończony rozdział. Nie chce mieć z nim nic wspólnego. – powiedziała i wyszła z pomieszczenia.Westchnęłam. Trzeba będzie wdrążyć w życie plan B.

*

Parę godzin później impreza rozkręciła się już na dobre. Louis pół wieczoru spędził na kanapie popijając drinka za drinkiem, a drugie pół próbując rozmawiać z obcymi ludźmi, o tym, o czym ja mogłam rozmawiać z Liv. Było mi za niego tak wstyd, że kiedy wskazywał na mnie palcem, udawałam, ze tego nie widzę i nie mam pojęcia o co chodzi. Zayna nie było, dlatego stwierdziłam, że pewnie czeka cały czas na zewnątrz, myśląc, że tak długo przekonuje Liv.  Miałam zacząć go szukać, ale stwierdziłam, że przyda mu się jakaś kara, za to, co zrobił. Niall i Scar przetańczyli większość wieczoru, cały czas się śmiejąc i dobrze bawiąc w swoim towarzystwie. Liam najpierw rozmawiał z Harrym jakim czas, ale później zajął miejsce obok mnie i opierając się o moje ramię zasnął. Był niesamowicie ciężki, dlatego jak najszybciej zsunęłam go z siebie, a chłopak opadł na kanapę. próbowałam nie roześmiać się na ten widok, ale to było silniejsze ode mnie. Chciałam nawet zrobić mu zdjęcie, ale pomyślałam, ze jutro może mu być głupio, więc sobie daruje.

- Uwierzysz, że nikt nie ma pojęcia o czym rozmawiałyście? – zapytał Louis siadając obok mnie, będąc naprawdę zdziwionym tym faktem. Wow, musi być naprawdę nieźle wstawiony.

- Szokujące. – skomentowałam tylko.

- Hej, wiecie gdzie jest Liv? – zapytała Scar, podchodząc do nas.

- No nie wierzę. Też chcesz z nią rozmawiać? – jęknął Lou. – Dlaczego wy wszyscy macie jakieś sekrety?! – krzyknął zdesperowanym głosem. – Mam tego dość! – wstał gwałtownie z siedzenia, odchodząc od nas.

- Pił whiskey połączoną z wódką? – spytał Niall wskazując za odchodzącym chłopakiem.

- Możliwe. – wzruszyłam ramionami. – A co?

- Nie może tego pić. Totalnie mu odwala po tym. Lepiej pójdę go znaleźć, zanim rzuci się z dachu, albo co gorsza zacznie się rozbierać na środku ulicy.  

Patrzyłam za blondynem jeszcze parę sekund, starając się udawać, że ta sytuacja nie miała wcale miejsca i ponownie spojrzałam na moją przyjaciółkę.

- Nie mam pojęcia. – odparłam. – Może jest na parkiecie?

- Nie widziałam jej od dawna. Harry’ego zresztą też.

- Zayna też nie ma. A muszę z nim porozmawiać.– wzruszyłam ramionami.

- Ależ jest. Przy barze. Zwierza się jakiemuś barmanowi. – odparła.

- Super, dzięki. –powiedziałam idąc w tamtą stronę. Zayn naprawdę to przeżywał. Nie wyglądał za dobrze. 
- I jak? Udało ci się? - zapytał, widząc mnie, choć jego ton wskazywał raczej na fakt, że już pogodził się z porażką. Otworzyłam usta, ale przerwał mi: - Nie odpowiadaj, wiem, że nie. - machnął niedbale ręką. 
-  Wiesz, Liv nie musi się zgadzać na waszą rozmowę. Możemy zrobić coś, że nie będzie miała wyjścia i będzie zmuszona z tobą porozmawiać. 
- Co masz na myśli? - zmarszczył brwi, a wtedy ja opowiedziałam mu mój szalony plan. 
Coś czuje, że Liv nie będzie tym zachwycona, ale cóż ostatnio zrobiłam się dość emaptyczna. 
  *
Okej, a więc przedstawiam kolejny rozdział! :) mam nadzieje, że chociaż trochę udany :P i przepraszam za zwłokę:)