sobota, 24 września 2016

Rozdział 32

Oczami Libby


Ostatnio czuję jakbym prowadziła podwójne życie. Nie wiem jak w tak krótkim czasie, zaledwie kilku dni Harry zmienił moje nastawienie do swojej osoby. Nie śpieszymy się z niczym na razie próbujemy się lepiej poznać, bo wcześniej wszystko sprowadzało się do ciągłych kłótni i wyzwisk. Nie wiem jak długo damy tak radę się ukrywać, ale nie powiem że sprawia nam to frajdę. Mimo że nienawidzę oszukiwać dziewczyn nie chcę żeby jeszcze wiedziały puki sama nie wiem co dokładnie się między nami dzieje.
- Liv musimy porozmawiać dasz mi w końcu wyjaśnić co się stało ?
- Tak, tak jasne zapisze Cię w kalendarzu mam napięty grafik. - wymamrotałam wciąż pochłonięta w swoich myślach nie wiedząc w sumie komu odpowiadam. Otrząsnęłam się i zobaczyłam Zayna. Cholera.
- Możemy pogadać po szkole to naprawdę ważne, a Ty nie odpisujesz i nie odbierasz moich telefonów. - zaczął marudzić. Cholera a mówiłam dziewczyną chronić mnie przed Malikiem tak ciężko zrozumieć. W ogóle gdzie one są przed chwilą jeszcze tu były.
- Jak coś to się odezwę kiedy znajdę chwilkę, a tymczasem uciekam na zajęcia. - powiedziałam i pośpiesznym krokiem ruszyłam w stronę schodów.
- Ale zajęcia zaczynają się dopiero za 10 minut.
- Musze się pouczyć. - palnęłam i czym prędzej uciekłam na górę. Teraz to będę musiała z nim porozmawiać, ale jak ja mu powiem że się przespałam z Harrym jestem w czarnej dupie w co ja się wpakowałam. Ale z drugiej strony czemu ja panikuję to on mnie zdradził i jeszcze zachowuje się jakby tak nie było.
- Haj Liv. - aż podskoczyłam ze strachu na głos Louisa.
- Cholera czy wszyscy muszą mnie dzisiaj wyrywać z przemyśleń ! - przewróciłam oczami spoglądając na chłopaka.
- Ciebie też miło widzieć. A tak w ogóle to ja już wiem. - powiedział uradowany kołysząc się w przód i tył.
- Co jak to wiesz ?! Jak się dowiedziałeś. - zaczęłam panikować.
- No pochwalił mi się. - odparł jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Wiedziałam, wiedziałam że nie da rady i wypapla. Kiedy Ci powiedział ? - syknęłam wkurzona.
- Przed chwilą, a poza tym widziałem. Ahh był taki szczęśliwi że w końcu mu się udało. - uśmiechnął się.
- "W końcu mu się udało", a to cham ! - krzyknęłam i już miałam ruszyć na poszukiwanie Stylesa i ukatrupienie go, gdyby nie to że Louis zdążył dokończyć wypowiedź.
- No tak już tyle razy próbował i w końcu zgodziłaś się z nim pogadać. I dlaczego od razu cham przecież Zayn chcę tylko porozmawiać. - odetchnęłam jak tylko to usłyszałam.
- A to o to Ci chodzi ... znaczy oczywiście że o to. Tak, tak zgodziłam się niech powie co ma do powiedzenia i będzie z głowy.
- Daj mu szanse na wytłumaczenie to nie jest zły chłopak i jak tylko wysłuchasz to możesz się przekonać, ze nie wszystko jest takie na jakie wygląda. - uśmiechnął się i odszedł. Popadam już w paranoje ewidentnie muszę bardziej się skupić na tym co ktoś do mnie mówi, bo jeszcze sama wypaplam. Oj Libby, Libby jak zawsze wpakujesz się w jakieś bagno.

~*~

Nareszcie koniec zajęć na dziś. Na balecie dostaliśmy taki wycisk że ledwo się ruszam. Dziewczyny miały jeszcze zajęcia więc dzisiaj wracam sama. Po drodze do domu zrobiłam małe zakupy spożywcze, zahaczając również o galerię. Dobra zrobiłam nie małe, a ogromne zakupy. Wniosłam wszystko na dwie tury złapałam po drodze z kuchni jabłko i rzuciłam się na kanapę. Ledwo zdążyłam ugryźć owoc, a ktoś zadzwonił do drzwi.
- Nie dadzą mi spokoju dzisiaj. - zwlokłam się z kanapy i powłóczystym krokiem ruszyłam do korytarza.
- Zayn nie mam czasu teraz rozmawiać mówiłam że jak coś to się odezwę ... - powiedziałam podpierając się o framugę drzwi.
- Zayn'em nie jestem, ale skoro jesteś zajęta to nie przeszkadzam. - podniosłam wzrok i ujrzałam wielki uśmiech na twarzy Harry'ego.
- Ooo to Ty wybacz, ale mam dzisiaj ciężki dzień. - przeczesałam ręką włosy.
- Dlatego Cię gdzieś zabieram. - powiedział i wymijając mnie pokierował się na górę.
- Tak oczywiście wchodź jakbyś był u siebie. - krzyknęłam sarkastycznie za chłopakiem, ale on już był na piętrze. Podążyłam za nim i stanęłam w wejściu do mojej sypialni.
- Nie przeszkadzaj sobie w końcu to tylko moja sypialnia. - spojrzałam na chłopaka który pakował coś do mojej sportowej torby.
- Skończyłem. Teraz przebierz się i Cię porywam. - powiedział uradowany. Ciekawe co on kombinuje.
- Dobrze. - spojrzałam wymownie na Harry'ego.
- Co ? - udawał że nie wie o co mi chodzi.
- Chcę się przebrać.
- I w związku z tym ?
- Może wyjdziesz. Mam zamiar się przebrać.
- Wiem. - nie dawał za wygraną.
- Harry. - spojrzałam na niego groźnym wzrokiem.
- Libby. - powiedział rozbawiony.
- No daj mi się przebrać w spokoju. - jęknęłam jak małe dziecko, które nie dostanie tego czego chce.
- Ale nie masz się czego wstydzić wie to bo widziałam. - powiedział, a ja czułam jak moja twarz pokrywa się purpurą. Sięgnęłam szybko po czyste ciuchy i wychodząc rzuciłam tylko że przebiorę się w łazience. Zamknęłam drzwi i zabrałam się za szybkie ogarnięcie. Przebrałam ciuchy a brudne wrzuciłam do pralki. Przeczesałam włosy, poprawiłam makijaż i wróciłam do pokoju. Hazzy jednak tam nie było. Wzięłam śpiącego kociaka z łóżka i zeszłam na dół. Chłopak był w kuchni.
- Jadłaś coś ? - spojrzał na mnie jakby ze zmartwieniem ? Czyżby rzeczywiście się o mnie martwił. Nie wiem co o tym myśleć.
- Jadłam jabłko, a rano jogurt z owocami i miodem. - odrzekłam sypiąc karmę zwierzakowi.
- Jak Ty możesz funkcjonować z takim jedzeniem. Ja bym godziny nie wytrzymał po taki śniadanku. - powiedział.
- Ej muszę się zdrowo odżywiać. Myślisz że taką figurę się zdobywa jedząc burgery i frytki ? - spojrzałam na niego rozbawiona.
- Ale alkohol zdrowy nie jest a o innych używkach nie wspomnę. - powiedział to tak jakby sam nigdy nie pił i nie brał.
- Odezwał się ten święty myślisz że to dobrze wpływa na Twój głos ? - zapytałam.
- Nie narzekasz na niego więc myślę że źle z nim nie jest. - powiedział poruszając figlarnie brwiami.
- Ahh jak Ty na mnie działasz człowieku. - powiedziałam. Cholera powiedziałam to na głos. Jeny myślałam że mówię to ale w myślach.
- A jednak ! Wiedziałem. - powiedział z triumfalnym spojrzeniem.
- Nie mówiłam tego poważnie. - udawałam że to nic takiego.
- Teraz się nie wymigasz. - podszedł do mnie i przyparł do ściany. Głos uwiązł mi w gardle.
- W tym momencie też na Ciebie działam ? - wyszeptał zbliżając swoje usta do moich. Musnęłam je lekko, a następnie pocałowałam. Chłopak odwzajemnił całusa i zaczesał kosmyk moich włosów za ucho obserwując każdy centymetr mojej twarzy. Dlaczego czuje się tak dobrze, ale również tak źle z tą całą sytuacją.
- Zbierajmy się bo jeszcze nas ktoś przyłapie. - powiedział biorąc moją torbę i kierując się do wyjścia. Ucałowałam mojego kociaka i poszłam za chłopakiem. Jak wyszłam Harry właśnie kończył rozmowę telefoniczną. Nie chciałam być wścibska więc nie dopytywałam z kim rozmawiał w końcu jesteśmy tylko znajomymi.

~*~

Zaparkowaliśmy na totalnym odludziu. Wyjrzałam za okno, ale nic z otoczenia nie wydawało mi się znajome. Słońce grzało jak oszalałe. Harry wyszedł z auta i rozejrzał się po okolicy. Poszłam w jego ślady i również wysiadłam z pojazdu. Chłopak wziął nasze rzeczy i ruszyliśmy zarośniętą ścieżką w las. Po chwili spaceru naszym oczom ukazała się piękna choć mała plaża. Wyglądała jak prywatna. Zdjęłam buty i wybiegłam na piach. Okręciłam się w okół własnej osi i czułam jak cały stres, zmęczenie i problemy odpływają. Położyłam się na ziemi. Piach był tak przyjemnie ciepły.
- Widzę że Ci się podoba. - powiedział Harry siadając tuż obok mnie.
- Jak Ty to robisz że przy Tobie czuje jakby wszystkie zmartwienia zniknęły. - przysunęłam się do chłopaka i ułożyłam głowę na jego udach.
- Bo przy mnie kobiety zwykle nie mają czasu, aby myśleć o zmartwieniach. - odrzekł z zawadiackim uśmieszkiem.
- Głupek. - zaśmiałam się i uderzyłam go z piąstki w ramie co w sumie zabolało bardziej mnie niż jego.
- No co zapytałaś to odpowiedziałem.
- Liczyłam raczej na inną odpowiedź, ale skoro nie to nie. - podniosłam się z nóg Harry'ego i usiadłam udając obrażoną.
- Ej no nie obrażaj się. - powiedział ze smutną minką i położył się na moich nogach. Wtulił się w mój brzuch i zaczął mnie łaskotać. Po chwili udało mi się wyrwać z jego uścisku. Zaczęłam uciekać w stronę lasu jednak Harry zdołał mnie złapać, z łatwością przerzucił mnie przez ramie i zaczął biec w stronę oceanu.
- Nie proszę Harry ! Błagam Cię ! - krzyczałam i wyrywałam się ale tu raczej nikt mnie nie usłyszy i nie pomoże.
- Trzeba było nie udawać obrażonej. - powiedział wchodząc do wody. Jak tylko woda sięgnęła mu do pasa powoli wsadził mnie do letniej wody. Spojrzałam spod byka na chłopaka i nim się obejrzał zanurzyłam go pod wodę. Odpłynęłam kawałek i czekałam aż Harry się wynurzy. Nagle poziom wody podniósł się wraz z przypływem, a chłopaka wciąż nie było widać. Straciłam grunt pod nogami, a fale uniemożliwiały mi dopłynięcie do brzegu. Poczułam jakiś ruch pod wodą i panika wzięła górę. Chłopak jak znikąd pojawił się przede mną.
- Liv spokojnie jestem cały. Choć pomogę Ci dopłynąć do brzegu. - powiedział widząc moja spanikowaną minę. Miałam ochotę go dosłownie udusić, ale ciesze się że się w końcu wynurzył spod wody. Gdy tylko dopłynęliśmy wspólnie do brzegu położyłam się na plaży. Wzięłam kilka głębokich oddechów, aby uspokoić organizm.
- Przepraszam to był głupi pomysł. - powiedział skruszony.
- O mało zawału nie dostałam. Myślałam że coś Ci się stało ! - krzyknęłam wkurzona.
- Wiem, wiem naprawdę przepraszam nie chciałem Cię zdenerwować ani nastraszyć. Po prostu staram się żeby było miło i wesoło, ale ciągle coś mi nie wychodzi, mówię jakieś głupoty nawet nie wiesz jak się przy Tobie stresuje. - nerwowa przegryzł wargę i przeczesał mokre włosy. Kropelki wody spływały mu po torsie wyglądał tak pięknie w świetle słońca.
- Nie rób mi tak więcej. Proszę. - oparłam głowę o jego ramie, a on mnie objął.
- Naprawdę przepraszam, a teraz chodź mam dla nas coś pysznego. - wstał i podał mi dłoń. Chwyciłam ją i razem ruszyliśmy w stronę naszych rzeczy. Rozłożyliśmy koc i przysmaki przegotowane przez Harry'ego.
- Wow sam to wszystko przygotowałeś ? - powiedziałam kosztując pyszności które przygotował.
Były małe kanapeczki, owoce, ciastka, muffiny i lemoniada.
- Starałam się dla Ciebie blondyneczko. - spojrzał na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem.
- Jak to możliwe że Ty Harry Styles mistrz podrywu, najpewniejszy chłopak w szkole może się przy mnie stresować hmm ? - zapytałam jedząc arbuza.
- Nie wiem po prostu przy Tobie czuje się jak dzieciak, który pierwszy raz chce komuś zaimponować, a ciągle powija mu się noga. - spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Oj nie przesadzaj przecież nie jest z Tobą tak źle. Nie spodziewałam się że mogę tak miło spędzać z Tobą czas bo odkąd się poznaliśmy nie było między nami dobrze. - stwierdziłam.
- Nikt na pewno się nie spodziewa tego że my razem jesteśmy w stanie spędzić wspólnie czas i na dodatek nikt nie musi nas do tego zmuszać. - zaśmiał się.
- Jak się w końcu dowiedzą to coś czuję że ciężko będzie im uwierzyć. - również się zaśmiałam.
- Mam pomysł. - chłopak wyciągnął telefon i włączył aparat. Zbliżył się do mnie i postanowiliśmy zrobić sobie wspólne zdjęcie na pamiątkę dzisiejszego dnia.

~*~

Harry odwiózł mnie pod samiutki dom. Zabrałam swoje rzeczy i wysiadłam z auta. Na szczęście dziewczyny były w domu i nie usłyszały że wjechaliśmy na podjazd. Podeszłam do okna od strony kierowcy i oparłam się o drzwi.
- Dziękuję za miły dzień. - dałam mu buziaka.
- Do jutra mała. - powiedział i odjechał spod domu. Weszłam do domu i chciałam ukradkiem dostać się do sypialni jednak dziewczyny siedziały w salonie.
- Hej gdzie byłaś ? - zapytała Scarlett.
- Yyy ... na plaży pobiegać i się wykąpać w morzu. - zmyśliłam na poczekaniu.
- Masz ochotę na manicure i pedicure ? Może gdzieś pojedziemy dawno tego nie robiłyśmy. - zapytała Andrea.
- Ooo tak pojedźmy będzie super ! - Scar zaczęła skakać jak szalona.
- Idealny pomysł, ale dajcie mi chwilę tylko się przebiorę. - powiedziałam i pobiegłam na górę. Mani i pedi będzie idealnym momentem żeby przekazać dobre wieści An. Ubrałam na siebie czyste rzeczy, zrobiłam szybki makijaż i wróciłam na dół. O dziwo nie zajęło mi to za dużo czasu. Postanowiłyśmy jechać autem Scarlett była strasznie nakręcona. W sumie jak każda z nas dawno nie byłyśmy w salonie kosmetycznym, a to zawsze okazja do ploteczek i miłego spędzenia czasu. W drodze nie obyło się bez wygłupiania się, śpiewania i korków. Gdy tylko dojechałyśmy na miejsce ruszyłyśmy do salonu. Miałyśmy szczęście bo akurat ktoś odwołał swoją wizytę i zostałyśmy przyjęte. Zwykle jeździmy do jednego salonu, ale nie zawsze pamiętamy by się zapisać, bądź tak jak teraz jesteśmy spontanicznie. Usiadłyśmy w wygodnych fotelach, a kosmetyczki zabrały się za nasze dłonie i stopy.
- Ahh jak miło zrobić coś dla siebie i trochę odpocząć. - powiedziała Andrea popijając szampana.
- Ooo tak bardzo miło. - dodała Scar.
- An mam dla Ciebie dobre wieści. Jak wracaliśmy dzisiaj z Ha .... znaczy jak wracałam z plaży to nie uwierzysz kogo widziałam Petera i to z jakąś laską. Normalnie szedł sobie ulicą jak gdyby nigdy nic nie miał gipsu czy Ty to ogarniasz. - włączył mi się lekki słowotok byle tylko An skupiła się na byłym, a nie na tym że prawie wypaplałam co dzisiaj robiłam.
- Co ?! Jak to chodził normalnie jak ostatnio u niego byłam i leżał z gipsem i twierdził że jeszcze będzie miał go co najmniej dwa tygodnie ! - krzyknęła.
- No nie wierzę. - powiedział zdziwiona Scar.
- Patrz zrobiłam mu zdjęcie. - dumnie pokazałam przyjaciółce co udało mi się uwiecznić. An wyglądała jak wściekły szczeniaczek. Mimo że widać że buzuje ze złości to i tak wygląda uroczo uwielbiam ją.
- I wszystko jasne on to sobie ukartował. Ja znam tą laskę jak wylądował w szpitalu to ona mu gips zakładała. A to frajer ! Oj popamięta mnie popamięta. - powiedziała An z przerażającym spojrzeniem. No to zapowiada się wielka zemsta. Czas zacząć planowanie !


________________________________________
No i mamy kolejny rozdział !!! Wybaczcie za tyle zwłoki, ale miałam do zaliczenia egzaminy i miałam spory natłok materiału. Mniejsza w to wracając do rozdziału dzisiaj dużo słodkości, całusów, przytulania aż dziwnie jak na Libby. Co sądzicie o takim potoczeniu się spraw. Myślicie że ta sielanka będzie trwać w życiu Liv czy jednak coś się zepsuje ? Liczę na wasze komentarze może z jakimś pomysłem na to jak dalej potoczy się życie dziewczyn i chłopaków. Z góry dziękuję za każdy zostawiony komentarz <3
Ps. Jeśli są jakieś błędy to wybaczcie <3

sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział 31



Oczami Andrei:
15 kwietnia Wtorek

Jestem oficjalnie dziewczyną Louisa Tomlinsona.
Oficjalnie przed Peterem – tak dla sprostowania. Odkąd dowiedział się, że jesteśmy parą, ciągle o niego wypytuje. Ostatnio zapytał mnie czy już poszliśmy do łóżka, serio. Myślę, że jest o niego zazdrosny, ale nie chce tego okazać. Zresztą, nie obchodzi mnie to. Mógł pomyśleć o tym zanim zaczął zdradzać mnie z prostytutkami. Nadal się wzdrygam jak o tym pomyślę. Przecież ten człowiek potem mnie dotykał. Ohyda.
Czesałam się, kiedy zadzwonił do mnie telefon. To był Jace.
- Co tam, braciszku? Już wyzdrowiałeś?- zapytałam, choć miałam to gdzieś.
- Nadal chory. Hej, możesz powiedzieć swojemu byłemu, żeby przestał do mnie wydzwaniać?
Zmarszczyłam brwi.
- Peter do ciebie dzwonił?
- Tak.
- I czego chciał?
- Pytał czy naprawdę chodzisz z Louisem. – odpowiedział.
- O boże! I co mu powiedziałeś? – jeszcze nie zdążyłam poinformować bliskich, że mają udawać przed nim iż jesteśmy razem. Głupi Jace, na pewno wszystko schrzanił.
- Że jesteście razem.
- Ale przecież nie jesteśmy. – powiedziałam zaskoczona jego odpowiedzią.
- Wiem, ale domyśliłem się, że tak mu powiedziałaś, żeby był zazdrosny. – westchnął.
 Jezu, mam najmądrzejszego brata na świecie. – pomyślałam, ale przecież mu tego nie powiem. Zacząłby się puszyć jak paw. Już i tak ma za wysoką samoocenę.
- Okej. Dobrze zrobiłeś. – powiedziałam mimochodem.
- Pewnie uważasz mnie za super mądrego w tej chwili.
Cholera. W dodatku jaki domyślny. Pierwszy raz czuje się głupsza od niego. Co jest ze mną?
- Jesteś idiotą. – skwitowałam.
- Tak myślałem. – powiedział radośnie. – Jestem geniuszem. I nie ma za co tak na marginesie. Swoją drogą Louis o tym wie?
- Wie. Powiedziałam mu wczoraj. Jest moim chłopakiem. Przed Peterem i jego przyjaciółmi i panią Hudson.
- Peter ma wielu przyjaciół. – przypomniał mi Jace.
- Zdaje sobie z tego sprawę, ale powiedział, ze jestem jego jedyną szansą na związek, co miałam zrobić?
- Powiedzieć, że nie i znaleźć sobie prawdziwego chłopaka? Co cię obchodzi ten dupek?
Przygryzłam wargę.
- To ma sens. Och, jestem idiotką.
- Nareszcie to zauważyłaś! To pa, siostra. – i nie czekając na moją reakcję rozłączył się. Mały palant.
*
Na dole Scar jadła płatki z mlekiem, a Liv siedziała przy stole z telefonem i pisała do kogoś. Muszę im o tym powiedzieć. To zabrzmi idiotycznie, ale nie mogę ryzykować, że Peter dowie się przypadkiem prawdy.
- Hej, co tam? – zapytałam nalewając sobie soku.
- To co zwykle. – Scar wzruszyła ramionami.
- Tusz mi się skończył. – powiedziała Libby. – Muszę kupić nowy.
- O widziałam taki świetny sklep na rogu ulicy. Mają 50 % zniżki na wszystkie kosmetki. – odparła Scarlett.
- Serio? Jedziemy tam dzisiaj! – ucieszyła się blondynka.
- O fajnie. A ja chodzę z Louisem. To pa. – powiedziałam kierując się w stronę wyjścia. Stałam do nich tyłem, ale widziałam ich miny, aż za dobrze.
- Powiedz, że to zbieżność imion. – powiedziała Libby.
- Chyba nie mówisz o Louisie Tomlinsonie? – spytała Scar. – Chociaż pewnie tak. Tylko jego znamy.
- Tak, mówię o nim. Naprawdę zaraz się spóźnimy do szkoły. – powiedziałam patrząc na zegarek. – Idę do samochodu.
- Czekaj! – krzyknęła Liv. – Od kiedy jesteście razem? I jak do tego w ogóle doszło?
- Od wczoraj. Złapałam go na korytarzu i powiedziałam „Hej Louis, czy chcesz ze mną chodzić?”, a on na to „Tak, marzyłem o tym od dziecka”. I w sumie tyle. Było romantycznie. – przysięgam nigdy w życiu nie byłam tak zestresowana jak w tym momencie. Uważam w sumie Louisa za idiotę. Jest dobrym przyjacielem, ale zdecydowanie za głupim dla mnie. Ma słabe oceny, wydurnia się na imprezach, dużo pije, pali i nie ma pojęcia, gdzie leży Kambodża.
- Nie znamy Louisa od dziecka, więc nie mógł o tym marzyć. Zmyślasz. – powiedziała Scar. Cóż, nie przemyślałam tego.
- Dobra udajemy! - wyznałam. – Ale Peter mnie do tego zmusił. Myśli, że nikogo nie znajdę. Chciałam mu udowodnić, że jest inaczej.
- Nie mogłaś powiedzieć „wali mnie twoje zdanie” i tyle? – odezwała się Liv.
- Taa, to byłoby lepsze wyjście, ale wiecie jaki jest zazdrosny? Dzwonił nawet do Jace’a zapytać czy jesteśmy naprawdę razem. Obchodzi go to aż za bardzo i o to chodzi! On jest sam, to znaczy ma swoje prostytutki, ale one się nie liczą. A ja mam Louisa. – ucieszyłam się jak małe dziecko.
- A myślałam, że moje życie jest pogmatwane. – skomentowała Scar. 

*
W szkole idąc na zajęcia z angielskiego, ktoś podbiegł do mnie i złapał za rękę. Byłam tak zaskoczona, że natychmiast odskoczyłam na bok. Wtedy zobaczyłam, że ową osobą był Louis.
- Pamiętasz, że udajemy? – zapytałam.
- Powiedz to głośniej. Ci na ławce jeszcze tego nie słyszeli. – wskazał na nich ruchem głowy. – Oczywiście, że pamiętam! Ale jako para chyba możemy sobie na to pozwolić? Nie długo Peter wróci do szkoły, a my musimy się przyzwyczaić do takiego zachowania.
- A propo tego… - zaczęłam, gdyż nagle dotarło do mnie, że bycie w związku wymaga wielu wyrzeczeń. Nie można flirtować z innymi chłopakami, no przynajmniej nie przy Peterze, ani żadnym z jego przyjaciół. Nie można chodzić na randki. Trzeba całować się na powitanie. Całować się na pożegnanie. Trzymać za ręce od czasu do czasu. Dbać o drugą osobę. To trudniejsze niż sądziłam. – To tak sobie pomyślałam, że poudajemy góra miesiąc i zerwiemy ze sobą.
- Och. – zdołał tylko wykrztusić. Był zawiedziony? – Uff. A już myślałem, że chcesz to ciągnąć w nieskończoność. – powiedział uśmiechając się nerwowo.  
- Nie. Skoro nie jestem z Peterem to chcę mieć możliwość umawiania się na randki. Jest tylu super kolesi, a aktualnie nie mogę tego robić. Chyba, że potajemnie, ale takie rzeczy zawsze wychodzą na jaw. Ktoś nas zobaczy i  doniesie.
- Ale nie dawno zerwaliście. Nie wiedziałem, że tak szybko chcesz się znowu umawiać. – powiedział przystając, a z nim.
- Bo nie chcę, ale chcę wiedzieć, że mogę, kiedy spotkam odpowiedniego chłopaka. – wyjaśniłam. Louis pokiwał głową. Dlaczego cały czas mam wrażenie, że ma zły humor? Może to przez fakt, że musimy udawać? Może to było mu na rękę, bo na przykład miał większe powodzenie? Pewnie tak.
- A jak tam Jace? Daje w kość? – spytałam.
- Bardzo. Muszę mu gotować na czas choroby bo grozi, że będzie chodzić nago, jeżeli tego nie zrobię. Nie chce oglądać twojego nagiego brata, więc sama rozumiesz. – odpowiedział. Roześmiałam się. Cały Jace. Intrygant i manipulant. W tym momencie rozbrzmiał dzwonek. Czas na zajęcia.
*
Na lekcji pani Hudson patrzyła na mnie jak na wroga numer jeden. Rozumiem, że przyjaźni się z Peterem, ale bez przesady. To on mnie zdradzał! Chociaż jej pewnie powiedział co innego. Tak więc zamiast rozpocząć lekcję, zaczęła mnie dręczyć. Przy całej klasie!
- Może porozmawiamy o was, co? Tak rzadko mamy okazję się poznać. Andrea, może ty zaczniesz. Opowiedz nam o swoim życiu. Co robisz na co dzień, czy masz kogoś?
Nie wierzę, że to się dzieje. Po prostu nie wierzę. Teraz cała klasa będzie wiedziała o moim związku, a co za tym idzie będę również w ich obecności musiała udawać. Masakra jednym słowem.
- Na co dzień zajmuje się opieką nad moim byłym chłopakiem, ponadto jestem wzorową uczennicą, choć nienawidzę szkoły i mam dwie najlepsze przyjaciółki. To wszystko, kto następny? – spojrzałam na pozostałą klasę, jednak zapadła cisza.
- Może opowiesz dlaczego zajmujesz się swoim byłym chłopakiem? – zapytała nauczycielka. A to żmija.
- Wole nie, jeśli można. – odpowiedziałam. -  Naprawdę nikt nie chce powiedzieć czegoś o sobie?
- Nie odpowiedziałaś na moje ostatnie pytanie. Czy  jesteś może w związku z na przykład  jakimś  średniego wzrostu szatynem o imieniu Louis?
Zabije tę babę, przysięgam. Przez dłuższy moment nie odpowiadałam. Naprawdę Peter musiał mówić o tym swojej nauczycielce? Czy on jest normalny? A może coś ich łączy? Ale wtedy mój związek był jej na rękę, więc pewnie nie, tym bardziej, iż wygląda na złą, że śmiałam sobie kogoś znaleźć.
- Tak, chodzę z Louisem. To wszystko? Muszę pilnie do toalety, wybaczcie. – i nie czekając na reakcję wyszłam szybko z klasy, będąc pewną, że dzisiaj już tam nie wrócę.
*
- Naprawdę przy całej klasie zapytała cię o twój związek? – zapytała Liv podczas lunchu.
- I to z jaką pretensją, żebyście ją widziały. – powiedziałam.
- Nigdy nie lubiłam pani Hudson. – skomentowała Scar.
- Dokładnie. Stara jędza. – powiedziała Libby.
- Najgorsze, że cała szkoła o tym plotkuje. – westchnęłam. – Wiecie, że gdy byłam w toalecie podsłuchałam rozmowę dwóch dziewczyn, które myślą, że zdradzałam Petera z Louisem?
- Które szmaty tak gadały? – spytała Liv odwracając się. – Już ja im pokażę.
- To moja wina. Nie powinnam kłamać, ale teraz nie mogę powiedzieć prawdy. To zabrnęło za daleko. Jeszcze muszę iść po szkole do Petera mu usługiwać. Życie jest piękne.
W tej chwili zadzwonił telefon. To był Peter. Przewróciłam oczami.
- Co tam, draniu? – zaczęłam rozmowę.
- Może grzeczniej, co? Cały czas mogę wnieść oskarżenie. – powiedział, a ja oczami wyobraźni widziałam jego uśmieszek. Palant. – Pani Hudson dzwoniła, mówiąc, że byłaś zażenowana kiedy wspomniała o Louisie. Tak myślałem. – roześmiał się.
- Co myślałeś?
- Że kłamiesz.
- I wywnioskowałeś to po opowieści pani Hudson? Nie chciałam chwalić się moim związkiem przy całej klasie, dlatego byłam zażenowana, zresztą pani Hudson była bardzo dociekliwa, każdego by wprowadziła w zakłopotanie.
- Ale nie ciebie. – powiedział. Miał rację. – Gdybyście byli parą, chwaliłabyś się tym wszystkim. Tak było ze mną, dlatego nie wierzę ci. Chyba, że…
- Chyba, że co? – spytałam biorąc głęboki oddech.
- Udowodnisz mi, że się mylę. - rzekł radośnie.
- Niby jak? Wysłać ci naszą seks taśmę czy jak? – boże, a ja przytaknie?
- To byłoby zbyt ohydne. Przyjdźcie dzisiaj do mnie na kolację. Aha, ty przyjdź wcześniej bo gotujesz. Poobserwuje was i sam wyciągnę wnioski.
Zamilkłam na dłuższa chwilę. Chyba zbyt długą, bo Peter aż musiał odchrząknąć, abym znowu się odezwała.
- Tak, przyjdziemy na pewno. – powiedziałam uśmiechając się sztucznie. – Pa. – po tych słowach rozłączyłam się.
- Idziecie dzisiaj do niego na kolację? – domyśliła się Liv.
- Nawet mi nie przypominaj. – odparłam chowając twarz w dłoniach.
- Dobra dziewczyny ja muszę lecieć. Na razie. – blondynka wstała z siedzenia i zaczęła się kierować w stronę wyjścia ze stołówki.
- Ostatnio ciągle gdzieś znika. – zauważyła Scar. – Wiesz o co chodzi?
- Nie mam pojęcia. – odpowiedziałam oglądając się za odchodzącą przyjaciółką. Byłam przygnębiona dzisiejszą kolacją z Peterem i nie wiedziałam jak mam się zachowywać w towarzystwie Louisa. Bałam się, że prawda wyjdzie na jaw, a ja zostanę największą idiotką na świecie.
- Hej laski. – powiedział Harry przechodząc obok naszego stolika.
- Hej, gdzie idziesz? – zapytałam.
- Spotkać się z… Louisem. Powiedział, że ma ważny… problem. – odpowiedział. Pokiwałam głową, a zaraz potem otworzyłam szeroko oczy.
- O nie, wiem o co chodzi. – powiedziałam.
- Wiesz? – zapytał zaskoczony. – Jak się domyśliłaś?
- Od paru dni zachowuje się dziwnie, a dzisiaj szczególnie. Jestem pewna, że to o to chodzi.
- Mylisz się. Chodzi o coś zupełnie innego. – odpowiedział Harry. Ja jednak byłam uparta.
- A jednak myślę, że chodzi o to. – upierałam się.
- Nie, nie wiesz! – wykrzyknął zdesperowanym tonem.
- Okej nie wiem. – uniosłam ręce w obronny geście, gdyż balam się, że zaraz mnie pobije. Serio aż tak bardzo zależy mu na zachowaniu tajemnicy Louisa? Myślałam zawsze, że jest do dupy przyjacielem, który wyciąga od niego kasę na striptizerki.
- Ale co wiesz dokładnie?  – Harry nagle usiadł obok mnie na krzesełku.
- Ktoś tu chyba się zakochał. – powiedziałam zadowolona.
- Nie prawda! W ogóle co ty możesz wiedzieć o miłości. Zdradzałaś swojego chłopaka.
- To on mnie zdradzał. – sprostowałam.
- Co za różnica. – machnął nie dbale ręką. – I pamiętaj: nikt tu się nie zakochał. Okej?
- Okej. – odpowiedziałam. – Niech ci będzie.
Kiedy Harry wstał i chciał odejść, ja dodałam:
- I przekaż Louisowi, że ja już wiem. Nie ukryje tego przede mną.
- O boże! A co ma Louis do tego? On nawet o tym nie wie.
- Ależ wie. Chyba zdaje sobie sprawę ze swoich uczuć do mnie, tak?
- A to o to ci chodzi! – Harry klasnął w dłonie uradowany. – Tak, masz rację. Ale nie mów mu. Na razie!
- On zawsze był taki dziwny? – zapytałam Scar wskazując na niego palcem.
- Chyba tak. – odparła popijając kawę.
*
Po szkole przyszłam do Petera, gdzie musiałam ugotować mu obiad (dobra, zamówiłam jedzenie, ale on o tym nie wie, nadal idiota myśli, że świetnie gotuje). Potem musiałam posprzątać dom (również do tego wynajęłam sprzątaczkę, po którą dzwonie jak zaśnie przed telewizorem najczęściej). I jedyne co mi pozostaje to podawać mu sok, pilota od TV i dotrzymywać mu towarzystwa. Odliczam dni aż skończy mi się „kara” i będę wolna, ale jak na złość dni wolno płyną. Dzisiejszego dnia musiałam zamówić kolację dla trzech osób, gdyż przychodził Louis. Cały czas będąc u Petera myślałam o nim, a właściwie o jego uczuciach. Nie miałam pewności czy Harry mówił prawdę, ale obawiałam się, iż tak właśnie było. Lubię Lou i nie chce go ranić. Po za tym jest dla mnie taki miły i udaje mojego chłopaka, choć nie musi i zgadza się na wszystko i przygarnął mojego brata i znosi jego humorki, choć również nie musi i teraz przychodzi na kolację do mojego ex i… o boże. Nigdy nie pomyślałabym, że robi to wszystko z powodu uczuć do mnie, ale teraz to wszystko miało sens. Niech to szlag. Będę czuła się mega skrępowana w jego towarzystwie od tej chwili.
- Kiedy przyjdzie twój chłooopak? O ile w ogóle przyjdzie. – prychnął, gdy siedzieliśmy przy stole.
- Przyjdzie. – powiedziałam stanowczo, jednak cały czas spoglądałam nerwowo na zegarek.
- Nawet jeśli to i tak wszystko wyjdzie na jaw. Zobaczysz. Wiem jak się zachowujesz kiedy ktoś ci się podoba. – uśmiechnął się szeroko.
- Nie wiesz o mnie wszystkiego. – odpowiedziałam, choć miałam wrażenie, że tylko się pogrążam. Parę minut później zadzwonił dzwonek u drzwi. Poszłam otworzyć, gdyż Peter nadal miał złamaną nogę, a ja robiłam przez ten czas za służącą.
- Heej kochanie! – wykrzyknął Louis, stojąc w progu z butelką wina i kwiatami.
- Korytarz jest tak długi, ze na pewno nie usłyszy cię w salonie. – odparłam. – Chodź, tam odegrasz swoje przedstawienie. – dodałam ciągnąc go za ramię. Przysięgam, że jeżeli przeżyje tę kolację i Peter uwierzy w nasz związek to poważnie pomyślę nad byciem lepszym człowiekiem.
- Zobacz co mój chłopak mi kupił. – powiedziałam wręcz wyrywając Louisowi kwiaty z dłoni.
- To nadal o niczym nie świadczy. – odpowiedział. Powstrzymywałam się resztkami sił, aby nie pokazać mu środkowego palca.
- Usiądź, skarbie. – popchnęłam Lou w stronę krzeseł, na co on omal się nie wywrócił. Taa, na razie idzie super.
- A więc Louis, powiedz, dlaczego Andrea? – zapytał Peter. Serio, pierwszy raz widziałam chłopaka tak przestrasznego. Zawsze emanował pewnością siebie, a dzisiaj wyglądał jak przerażony chłopiec.
- Bo jestem zajebista. Koniec kropka. – odpowiedziałam za niego, chcąc go wyratować z tej sytuacji.
- Przepraszam, ale od kiedy masz na imię Louis? – Peter spojrzał na mnie mrużąc gniewnie oczy.
- Bo… to Andrea. Jest świetna. – odpowiedział krótko. Mój były roześmiał się głośno.
- Jasnee. – prychnął. – Dobra, idę na górę, a ty na drugi raz wysil się bardziej. – dodał patrząc w moją stronę. Wtedy Louis zrobił coś niespodziewanego. Wstał z siedzenia i zaczął kierować się w moją stronę. Nim się zorientowałam objął mnie w pasie i mocno pocałował. Nie mogłam nie odwzajemnić pocałunku, głównie ze względu na Petera, ale był ten jeden procent, który mi po prostu nie pozwalał.
- Bo świetnie całuje, jest piękna i uwielbiam jak się ze mną droczy. I pomimo faktu, że często krytykuje innych w swoich audycjach, jestem pewien, że nigdy nie zrobi nic co mogłoby mnie zranić, bo w gruncie rzeczy bardzo troszczy się o swoich bliskich i zrobiłaby dla nich wszystko. – powiedział patrząc mi prosto w oczy, odpowiadając na pytanie Petera. Nie widziałam go, ale mogłam wyobrazić sobie  jego rozdziawioną buzię.
- Widzisz dupku jakiego mam wspaniałego chłopaka? – powiedziałam uwalniając się z jego objęć, by spojrzeć na Petera. – Coś jeszcze czy możemy już iść? – spytałam udając znudzoną.
- To nadal o niczym nie świadczy. – mruknął, ale już bez takiego przekonania, iż byłam pewna, że wierzy w nasz związek w stu procentach. Wygrałam.
Potem złapałam Louisa za rękę i razem wyszliśmy z domu Petera.
*
- Wow to było genialne! – wykrzyknęłam, gdy znaleźliśmy się na zewnątrz. – Widziałeś jego minę? I to „to o niczym nie świadczy”. – powiedziałam próbując naśladować jego głos. – Po za tym, gdzie nauczyłeś się tak świetnie całować?
- Miewałem wiele dziewczyn. – odpowiedział rozbawiony.
- W takim razie musiałeś ich mieć gigantycznie dużo. – dodałam. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, co wcześniej powiedział mi Harry. Już otwierałam usta, by go o to zapytać, kiedy on rzekł:
- A teraz wybacz, ale Lizzy na mnie czeka.
- Lizzy? – zdziwiłam się.
- Lizzy, nie mówiłem ci o niej? – spytał zdziwiony.
- Niestety nie. – odpowiedziałam.
- Taa, nie martw się. To nic poważnego. Lizzy rozumie, że nie jest moją dziewczyną, ani nic z tych rzeczy, więc na pewno nikt nie przyłapie nas na całowaniu. – powiedział. Nadal nic z tego nie rozumiałam.
 - W takim razie jakiego rodzaju relacja was łączy? – zapytałam.
- Chodzimy od czasu do czasu do łóżka. I tyle. – odpowiedział wzruszając ramionami i poszedł w przeciwną stronę, a ja stałam przed domem Petera, jak idiotka.
 ______________________________________________________
Lizzy wymyśliłam na poczekaniu pod koniec rozdziału, ale chciałam trochę pokomplikować hehe :D Piszcie co myślicie w komentarzach z góry dziękuje za każdy <3

wtorek, 26 kwietnia 2016

Rozdział 30

Oczami Libby
Poniedziałek
14 kwietnia
 
 
 
Poniedziałek. Najgorszy dzień tygodni. Nie wiem po co w ogóle pojawiłam się w szkole. To pewnie przez alkohol. Wczoraj byłam na imprezie u Harry'ego. Ale on nawet nie wie że się pojawiłam. Ahh ale cóż się dziwić jak tam dotarłam ledwo trzymał się na nogach. Zresztą co mnie to obchodzi czy mnie pamięta czy nie to kotlet mam gdzieś to co on myśli.
- Libby słuchasz co do Ciebie mówię ?! - krzyknęła w moją stronę Scar.
- Nie tak głośno. Możesz powtórzyć, ale o trzy tony ciszej ? - spojrzałam na nią z najsłodszą miną jaką potrafiłam zrobić.
- Czy do cholery powiesz mi co Ty robisz najebana w szkole ?!?! - wrzasnęła.
- Jestem. A co mogę robić w szkole ? - odpowiedziałam jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Scar możesz nas zostawić musimy pogadać. Nie rozumiem co się dzieje co ja takiego zrobiłem Libby ... - nagle w sali jakby znikąd pojawił się Zayn. A może po prostu nie zauważyłam że jest tu od początku.
- Ty się zamknij ! A Ty Scar nawet nie rusz się z miejsca ! My nie mamy o czym gadać wychodzę stąd. - powiedziałam stanowczo zbliżając się chwiejnym krokiem do okna. Tak do okna.
- Liv drzwi są tam. - Scar spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- Wiem, ale nie wyjdę nimi bo on tam stoi. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. - usiadłam na parapecie.
- Nie mów tak. Dobrze wiesz że musimy porozmawiać. Nie wiesz jak było naprawdę. - Zayn zaczął iść w moją stronę, ale szybko zeskoczyłam z parapetu i już mnie nie było. Do ziemi był metr więc nie był to jakiś nadzwyczajny wyczyn. Moje nowe szpilki jednak przypłaciły to życiem. Fuck! Zdjęłam je i szybkim krokiem na ile mój stan na to pozwolił ruszyłam w stronę parkingu. W sumie nie pamiętam jak w ogóle się dostałam do szkoły. W torebce znalazłam kluczyki do mojego auta. Hmm raczej nie przyjechałam tu autem, ale cóż można to sprawdzić. Chodziłam od auta do auta i sprawdzałam czy jakieś się otworzy jak nacisnę przycisk otwarcia. Nagle ktoś mi je wyrwał z dłoni.
- Hej oddawaj to moje ! - odwróciłam się i zobaczyłam kotleta.
- Nie ma opcji żebyś w takim stanie jechała nie zezwalam. - schował kluczyki do kieszeni.
- A co Ty moja matka ?! Oddawaj je ! - zaczęłam się z nim szarpać i dobierać się do jego kieszeni jakkolwiek to brzmi. Chłopak bez problemu przerzucił mnie przez ramię i mimo moich głośnych protestów poszedł do swojego auta i wsadził mnie siłą na miejsce pasażera. Serio nikt nie zareagował na wrzeszczącą, porywana dziewczynę ?! Ludzie co z wami ?!
- O nie nie nie ja nigdzie z Tobą nie jadę ! - próbowałam wydostać się z auta, ale moje sprawności manualne ewidentnie działały na moją niekorzyść. Jak ja mogłam się doprowadzić do takiego stanu że nie jestem w stanie odpiąć pasów czy odblokować drzwi.
- Jak już masz zamiar stąd uciec to daj się stąd bezpiecznie zabrać. - powiedział stanowczo.
- To się nazywa porwanie wiesz zgłoszę to na policje .... jak tylko pożyczysz mi telefon, bo mój gdzieś się zagubił. - spojrzałam na niego z wrogością, a on tylko się zaśmiał.
- Albo wiesz co ruszaj chce stad zniknąć jak najszybciej ! - pisnęłam widząc Zayna biegnącego w naszą stronę. Kotlet patrzył na mnie jak na idiotkę.
- Przed chwilą było Ci tak śpiesznie by mnie stąd zabrać, a teraz siedzisz jak kołek ?! Ruszaj nie chcę z nim gadać ! - krzyknęłam, a chłopak ruszył z piskiem w ostatniej chwili uff a jeszcze sekunda i pewnie Malik by mnie siłą wyciągnął z auta żeby pogadać. Nie mam siły z nim rozmawiać zresztą nie ma o czym między nami koniec.
- Właściwie to nie moja sprawa, ale co zaszło miedzy Tobą i Zaynem ? - zapytał przerywając niezręczną ciszę Harry.
- Dobrze powiedziane to nie Twoja sprawa. Ale z drugiej strony przyjaciel Wam się nie pochwalił ? - spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
- Znam jego wersję wydarzeń i chcę poznać Twoją. Bo jeśli to co mówi jest prawdą nie masz za co być na niego zła. - spojrzał ukradkiem na mnie i po czym powrócił do obserwowania drogi.
- Nie rozumiem po co znać Ci moją wersje Zayn to Twój przyjaciel i tak pewnie wierzysz jemu nie mi, więc po co mam strzępić język. - syknęłam na myśl o Maliku.
- Bo wiem że poszło o mnie. - Harry wyglądał na zmieszanego, a to ja powinnam być zmieszana.
- Kto Ci tak powiedział ? - nie powinien tego wiedzieć.
- Słyszałem Waszą kłótnie ostatnio nikt nie musiał mi tego mówić. - wyznał.
- W sumie to nie wiem co mam Ci powiedzieć ... - lekko mnie zatkało nie wiedziałam jak mam to wyjaśnić, nie wiedziałam co powiedzieć. Nie chciałam żeby myślał że to przez niego, ale nie chciałam też żeby znał prawdę. Reszta drogi minęła w ciszy. Kotlet zaparkował auto na swojej posesji. Jeny miał mnie zawieść do domu, a nie dość że mi klucze zabiera, porywa ze szkoły to co teraz jeszcze ma zamiar mnie przetrzymywać u siebie ?! Pewnie już ma plan jak będzie mnie torturował w swojej piwnicy.
- Choć do środka. Napijemy się czegoś - powiedział odpinając mi pas i odbezpieczając drzwi. Byłam zdezorientowana nie wiedziałam czy wysiąść czy zostać w aucie. Jednak mój stan upojenia i perspektywa pogłębienia go wygrały.
 
 
~*~
 
 
- .. po prostu musisz mnie zrozumieć skoro wiesz o co poszło po co dalej dopytujesz ? - zapytałam popijając kolejnego drinka. W sumie to odkąd tu przyjechaliśmy to Harry wypił jednego shota, ale no cóż więcej dla mnie.
- Bo czuje że gdyby to nie było przeze mnie to byś się tak nie wkurzyła. - powiedział z pewnością.
- Sugerujesz że coś do Ciebie czuje ? Nie jesteś czasem zbyt pewny siebie Haroldzie ? - przeszyłam go wzrokiem obserwując każdy milimetr jego perfekcyjnej twarzy, loków, ciała. Jeny jaki on jest sexowny. Dobra ciii ja wcale tego nie pomyślałam fuck co się ze mną dzieje ?!
- A co jeśli to prawda i jeśli to nie jednostronne uczucie ? - zbliżył się do mnie.
- A jeśli nie ma żadnego uczucia ? - tym razem ja zbliżyłam się do niego.
- Twoje spojrzenie mówi mi co innego. - patrzył na mnie przenikliwie, aż spuściłam wzrok. Cholera czemu on jest taki sexowny nienawidzę go za to ! Podniosłam wzrok i ujrzałam jego twarz tuż przy mojej. Był tak blisko mnie że mogłam poczuć jego oddech na moich ustach i usłyszeć jego przyspieszone bicie serca.
- Harry nie powinniśmy ... - chłopak przygryzł moją wargę, a mnie przeszły dreszcze.
- Ciii daj się ponieść chwili ... - wymruczał, a ja znów poczułam jego gorący oddech. Bez chwili zawahania wpił się w moje usta. Odwzajemniałam coraz bardziej zachłanne pocałunki. To takie niestosowne, ale nie potrafię się opamiętać tak bardzo go teraz pragnę, a za razem tak bardzo go nienawidzę za to jak na mnie działa. Ehh jestem totalnie popieprzona. Harry zaczął całować mnie po szyi i dekolcie, jego ręce znalazły się pod moją koszulką. Wplotłam palce w loki chłopaka i lekko je pociągnęłam. Cicho jęknął mocno ściskając moje pośladki. Mocno mnie trzymając wstał i nie przerywając pocałunków praktycznie po omacku kierował się w stronę sypialni. Delikatnie ułożyliśmy się na skraju łóżka. Następnie przesunęłam się w jego głąb przyciągając chłopaka do siebie. Teraz nie liczyło się nic, choć wiedziałam że nie powinniśmy tego robić. Po chwili nie mieliśmy na sobie już żadnych ubrań. Całowaliśmy się namiętnie i dotykaliśmy nasze ciała. Harry gwałtownie wszedł we mnie, a ja wbiłam paznokcie w jego plecy. Kochaliśmy się bardzo ostro krzycząc w niebogłosy. Było mi tak dobrze. Skończył na mnie, a następnie opadł na łóżku tuż obok. Dyszeliśmy łapiąc płytkie oddechy jakby miały być ostatnimi. Przez tą całą sytuację poczułam jakby cały alkohol płynący w mojej krwi wyparował.
- Wow. - Harry obrócił się w moją stronę z nieziemskim uśmiechem.
- Jeny co myśmy zrobili. Zdradziłam Zayna jak mogłam mu to zrobić ?! - zaczęłam panikować.
- Przecież nie jesteście razem nie wariuj. - próbował mnie uspokoić.
- Nie powiedziałam Ci całej prawdy .... to nie przez Ciebie się rozstaliśmy. - wyznałam zmieszana.
- Ale słyszałam Waszą kłótnie brzmiało to inaczej. - powiedział zdziwiony Harry.
- To tylko czubek góry lodowej. Ehh tamtego dnia wieczorem pojechałam do Zayna i spotkałam tam jakąś lafiryndę, wychodzącą z jego sypialni. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć poszłam na górę, a on spał pijany z liścikiem od tej dziewczyny. To było najgorsze uczucie w moim życiu, bo wciąż myślałam że to była tylko kłótnia i że to naprawimy, a on tak po prostu w ten sam dzień poleciał do innej. Zresztą co ja gadam nie jestem lepsza co ja narobiłam jak ja mogłam się z Tobą przespać ! Boże z tego będą same kłopoty ! - załamałam się i wybuchłam płaczem.
- Ej ciii nic się nie stało. Obiecuję Ci nikt się nie dowie o tym do czego między nami doszło. Przysięgam Ci tylko proszę nie płacz nie mogę patrzeć jak płaczesz. - Harry przytulił mnie i głaskał po głowie.
- Dlaczego taki jesteś ? Dlaczego mimo tego jaka jestem i jak Cię traktuje Ty się o mnie martwisz ? - okryłam się kołdrą i usiadłam obok chłopaka.
- Bo nie mogę znieść Twojego widoku kiedy cierpisz. - wyznał wycierając łzy z moich policzków.
- Jaaa ..... powinnam już iść.
- Nie idź proszę. - zatrzymał mnie łapiąc mnie za rękę, a mnie przeszły dreszcze.
- Nie powinnam pozwolić Ci mnie zabrać, a tym bardziej nie powinnam wylądować z Tobą w łóżku przeze mnie jeszcze Ty będziesz miał popsutą relację z Zayn'em. - miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Nie mów tak to był mój wybór gdybym tego nie chciał nie zrobiłbym tego i myślę że mimo wszystko Ty również tego chciałaś i alkohol nie miał tu znaczenia, a teraz proszę nie katuj się tym i przestań o tym myśleć. Poza tym moje stosunki z Zayn'em nigdy nie były idealne dam radę.
- Dlaczego ? - zdziwiłam się jego wyznaniem myślałam że są najlepszymi przyjaciółmi.
- To raczej temat na inną okazję. - powiedział lekko zmieszany.
- Wiesz jednak mi się nie śpieszy proszę powiedz mi. - powiedziałam przysuwając się bliżej niego. Boże co się ze mną przy nim dzieje ?! Jakim cudem w chwilę jest w stanie zmienić moje nastawienie i zachęcić mnie do zostania.
- No dobrze to ubieraj się zabiorę Cię gdzieś i wszystko powiem. - chłopak uśmiechnął się.
- Gdzie ? - zapytałam.
- Zabieram Cię na obiad. - zaśmiał się.
- No proszę kto by się tego spodziewał Harry Styles zaprasza mnie na randkę. A myślałam że prędzej świnie zaczną latać niż do tego dojdzie. - zaśmiałam się, a chłopak rzucił we mnie poduszką.
 
 
~*~ 
 
 
 Zanim pojechaliśmy na obiad szybko wstąpiliśmy do mnie ogarnęłam się i ruszyliśmy w poszukiwaniu jakiegoś miejsca. Po drodze zdążyliśmy jeszcze małego jointa, którego znalazłam w torebce. W końcu po dłuższej chwili dotarliśmy do restauracji i złożyliśmy zamówienie.
- A więc ? - spojrzałam wyczekująco na historię Harry'ego.
- Więc ? - odparł zestresowany.
- Harry. - powiedziałam nieco stanowczo.
- Słucham Cię Libby. Na marginesie dziękuję iż użyłaś mojego imienia, a nie jakiegoś wyzwiska. - zaśmiał się.
- Nie przedłużaj chcę wiedzieć o co chodzi. - jęknęłam lekko poddenerwowana.
- Mówiłaś że mamy dużo czasu. - jeny on ewidentnie chce mnie wkurzyć.
- No nie każ się prosić.
- Hmm kuszące. - powiedział rozbawiony na co wywróciłam oczami.
- Noo dobra dobra już mówię. - odpowiedział, a kelner właśnie przyniósł nasze dania i mojego drinka.
- A więc to zaczęło się jak byliśmy jeszcze dziećmi mieliśmy trochę ponad 12 lat. Z Zayn'em od początku naszej znajomości o wszystko konkurowaliśmy. Jak nie w piłce nożnej to w grach komputerowych później w dziewczynach dosłownie we wszystkim. Później poznaliśmy resztę o niech też zawsze była wojna, nie potrafiliśmy nigdy do końca się porozumieć mimo że się kumplowaliśmy zawsze były jakieś niedomówienia. Jakieś cztery lata temu na jednej z naszych pierwszych imprez poznałem Kimberly. Była o rok starsza ode mnie. Czułem, że to miłość od pierwszego wejrzenia, jednak to było szczeniackie złudzenie. Była zabawna, mądra, piękna można by powiedzieć że miała wszystko. Po krótkim czasie byliśmy już razem. Od początku jednak czułem że coś jest nie tak. Czasem nakrywałem ją na jakiś rozmowach nie wiadomo z kim, a jak już o to pytałem to zaraz była awantura że ją posądzam o zdrady. Na jednej z imprez przedstawiłem Kim chłopakom. Bawiliśmy się świetnie alkohol, muzyka, tańce, choć jedno nie dawało mi spokoju dziewczyna ciągle znikała gdzieś pod pretekstem pójścia do łazienki, albo po drinka. Myślałem że przesadzam, ale w końcu nie wytrzymałem i poszedłem za nią. I wiesz co zastałem ją i Malika najebanych bzykających się w sypialni moich rodziców. Od razu zakończyłem imprezę wyrzuciłem wszystkich z domu. To było straszne nie mogłem zrozumieć jak mogło do tego dojść. Co dziwne po jakimś czasie Kim przyszła do mnie zapłakana że obawia się że jest w ciąży. Przyszła do mnie nie do niego, a ja nie potrafiłem odmówić jej pomocy nie mogłem patrzeć jak cierpi. Okazało się że przez ciągłe imprezy okres jej się spóźnił. Jak szybko się pojawiła tak szybko znikła jak tylko okazało się że to był fałszywy alarm. Po kilku miesiącach i namowach chłopaków pogodziłem się z Zaynem, wybaczyłem mu, ale nie zapomniałem mu tego. Byliśmy jeszcze dzieciakami pierwsze imprezy, alkohol pierwszy sex. Od tamtej pory zmieniłem się ciężko mi zaufać komuś. Od tego czasu nie byłem w żadnym związku, bo boję się że coś pójdzie nie tak, a ja nie chcę znów cierpieć. - skończył, a ja siedziałam jak wryta nie wiedząc co mam powiedzieć.
- Pierwszy raz widzę żeby Cię zatkało. - uśmiechnął się po czym zaczął jeść swój obiad.
- Możesz nie wierzyć, ale rozumiem Cię i wiem co przeszedłeś.
- Ale ja Ci wierzę. - spojrzał mi prosto w oczy. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę wpatrując się w siebie. Mogłabym zatonąć w jego oczach. Jeny nie rozumiem co się ze mną dzieje, dlaczego on tak na mnie działa ?!
- Libby ? Hej nie widziałam Cię od imprezy. - nagle przy naszym stoliku pojawiła się Sasha.
- Oo hej Sas. Co Ty tu robisz ? - zapytałam nerwowo chichocząc.
- Miałam okienko przyszłam po coś do jedzenia w końcu to restauracja co mogłabym tu robić. - spojrzała na mnie rozbawiona.
- Sorki ja dzisiaj nie funkcjonuje normalnie. - zaśmiałam się. Harry obserwował nas uważnie.
- A wy ? Tutaj ? Razem ? I to nie wybuchło ? - spojrzała na nas.
- Porwał mnie nie miałam wyboru. - cholera musiała przyjść akurat tutaj, akurat teraz.
- Słyszałam co się stało między Tobą, a Zaynem. Przykro mi myślałam że dobrze się dogadywaliście. Ale z drugiej strony widzę że już Ci lepiej i szybko się pocieszyłaś. - mrugnęła do mnie, a ja po raz kolejny miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- To nic takiego po prostu zabrałem Liv ze szkoły bo była totalnie pijana. - wtrącił się Harry ratując mnie z opresji.
- No nic mniejsza ja Wam nie przeszkadzam w randce. I napisz do mnie musimy wyjść gdzieś razem na weekend. - powiedziała Sas.
- To nie jest randka. - powiedziałam w tym samym czasie z Harrym. OMG normalnie sami się pogrążamy. Sasha już nic nie powiedziała, pomachała nam na odchodne i poszła.
 - To było dziwne. - zaśmiał się chłopak.
- Wyjątkowo. - zawtórowałam mu.
- To kto tym razem wejdzie do restauracji moja mama, Andrea, Niall a może Zayn. - powiedziałam ironicznie, a chłopak przerażony patrzył w stronę drzwi restauracji. Poczułam jak po moim karku przebiega zimny dreszcz. Fuck czyżbym wygadała. Powoli obróciłam głowę w tamtą stronę, ale ujrzałam tam tylko starszego mężczyznę. Wróciłam wzrokiem na Harry'ego, a ten ledwo powstrzymywał się od śmiechu.
- To woźny z naszej szkoły. Chowamy się pod stół czy do łazienki ? - chłopak parsknął śmiechem, a ja razem z nim. No to zapowiada się ciekawie.


_______________________________________
No i mamy w końcu kolejny rozdział !! :D Jupiii <3 Jestem bardzo ciekawa czy Wam się podoba i co sądzicie o tym co zaszło między Harrym i Liv ? Uważacie że będą z tego kłopoty czy raczej rozejdzie się po kościach ? Licze na Wasze komentarze i teorie jakie będą skutki tego co się wydarzyło.
Pozdrawiam Nats <3
Ps. Jeśli są jakieś błędy z góry najmocniej Was przepraszam ! <3