wtorek, 26 kwietnia 2016

Rozdział 30

Oczami Libby
Poniedziałek
14 kwietnia
 
 
 
Poniedziałek. Najgorszy dzień tygodni. Nie wiem po co w ogóle pojawiłam się w szkole. To pewnie przez alkohol. Wczoraj byłam na imprezie u Harry'ego. Ale on nawet nie wie że się pojawiłam. Ahh ale cóż się dziwić jak tam dotarłam ledwo trzymał się na nogach. Zresztą co mnie to obchodzi czy mnie pamięta czy nie to kotlet mam gdzieś to co on myśli.
- Libby słuchasz co do Ciebie mówię ?! - krzyknęła w moją stronę Scar.
- Nie tak głośno. Możesz powtórzyć, ale o trzy tony ciszej ? - spojrzałam na nią z najsłodszą miną jaką potrafiłam zrobić.
- Czy do cholery powiesz mi co Ty robisz najebana w szkole ?!?! - wrzasnęła.
- Jestem. A co mogę robić w szkole ? - odpowiedziałam jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.
- Scar możesz nas zostawić musimy pogadać. Nie rozumiem co się dzieje co ja takiego zrobiłem Libby ... - nagle w sali jakby znikąd pojawił się Zayn. A może po prostu nie zauważyłam że jest tu od początku.
- Ty się zamknij ! A Ty Scar nawet nie rusz się z miejsca ! My nie mamy o czym gadać wychodzę stąd. - powiedziałam stanowczo zbliżając się chwiejnym krokiem do okna. Tak do okna.
- Liv drzwi są tam. - Scar spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- Wiem, ale nie wyjdę nimi bo on tam stoi. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. - usiadłam na parapecie.
- Nie mów tak. Dobrze wiesz że musimy porozmawiać. Nie wiesz jak było naprawdę. - Zayn zaczął iść w moją stronę, ale szybko zeskoczyłam z parapetu i już mnie nie było. Do ziemi był metr więc nie był to jakiś nadzwyczajny wyczyn. Moje nowe szpilki jednak przypłaciły to życiem. Fuck! Zdjęłam je i szybkim krokiem na ile mój stan na to pozwolił ruszyłam w stronę parkingu. W sumie nie pamiętam jak w ogóle się dostałam do szkoły. W torebce znalazłam kluczyki do mojego auta. Hmm raczej nie przyjechałam tu autem, ale cóż można to sprawdzić. Chodziłam od auta do auta i sprawdzałam czy jakieś się otworzy jak nacisnę przycisk otwarcia. Nagle ktoś mi je wyrwał z dłoni.
- Hej oddawaj to moje ! - odwróciłam się i zobaczyłam kotleta.
- Nie ma opcji żebyś w takim stanie jechała nie zezwalam. - schował kluczyki do kieszeni.
- A co Ty moja matka ?! Oddawaj je ! - zaczęłam się z nim szarpać i dobierać się do jego kieszeni jakkolwiek to brzmi. Chłopak bez problemu przerzucił mnie przez ramię i mimo moich głośnych protestów poszedł do swojego auta i wsadził mnie siłą na miejsce pasażera. Serio nikt nie zareagował na wrzeszczącą, porywana dziewczynę ?! Ludzie co z wami ?!
- O nie nie nie ja nigdzie z Tobą nie jadę ! - próbowałam wydostać się z auta, ale moje sprawności manualne ewidentnie działały na moją niekorzyść. Jak ja mogłam się doprowadzić do takiego stanu że nie jestem w stanie odpiąć pasów czy odblokować drzwi.
- Jak już masz zamiar stąd uciec to daj się stąd bezpiecznie zabrać. - powiedział stanowczo.
- To się nazywa porwanie wiesz zgłoszę to na policje .... jak tylko pożyczysz mi telefon, bo mój gdzieś się zagubił. - spojrzałam na niego z wrogością, a on tylko się zaśmiał.
- Albo wiesz co ruszaj chce stad zniknąć jak najszybciej ! - pisnęłam widząc Zayna biegnącego w naszą stronę. Kotlet patrzył na mnie jak na idiotkę.
- Przed chwilą było Ci tak śpiesznie by mnie stąd zabrać, a teraz siedzisz jak kołek ?! Ruszaj nie chcę z nim gadać ! - krzyknęłam, a chłopak ruszył z piskiem w ostatniej chwili uff a jeszcze sekunda i pewnie Malik by mnie siłą wyciągnął z auta żeby pogadać. Nie mam siły z nim rozmawiać zresztą nie ma o czym między nami koniec.
- Właściwie to nie moja sprawa, ale co zaszło miedzy Tobą i Zaynem ? - zapytał przerywając niezręczną ciszę Harry.
- Dobrze powiedziane to nie Twoja sprawa. Ale z drugiej strony przyjaciel Wam się nie pochwalił ? - spojrzałam na niego z zaciekawieniem.
- Znam jego wersję wydarzeń i chcę poznać Twoją. Bo jeśli to co mówi jest prawdą nie masz za co być na niego zła. - spojrzał ukradkiem na mnie i po czym powrócił do obserwowania drogi.
- Nie rozumiem po co znać Ci moją wersje Zayn to Twój przyjaciel i tak pewnie wierzysz jemu nie mi, więc po co mam strzępić język. - syknęłam na myśl o Maliku.
- Bo wiem że poszło o mnie. - Harry wyglądał na zmieszanego, a to ja powinnam być zmieszana.
- Kto Ci tak powiedział ? - nie powinien tego wiedzieć.
- Słyszałem Waszą kłótnie ostatnio nikt nie musiał mi tego mówić. - wyznał.
- W sumie to nie wiem co mam Ci powiedzieć ... - lekko mnie zatkało nie wiedziałam jak mam to wyjaśnić, nie wiedziałam co powiedzieć. Nie chciałam żeby myślał że to przez niego, ale nie chciałam też żeby znał prawdę. Reszta drogi minęła w ciszy. Kotlet zaparkował auto na swojej posesji. Jeny miał mnie zawieść do domu, a nie dość że mi klucze zabiera, porywa ze szkoły to co teraz jeszcze ma zamiar mnie przetrzymywać u siebie ?! Pewnie już ma plan jak będzie mnie torturował w swojej piwnicy.
- Choć do środka. Napijemy się czegoś - powiedział odpinając mi pas i odbezpieczając drzwi. Byłam zdezorientowana nie wiedziałam czy wysiąść czy zostać w aucie. Jednak mój stan upojenia i perspektywa pogłębienia go wygrały.
 
 
~*~
 
 
- .. po prostu musisz mnie zrozumieć skoro wiesz o co poszło po co dalej dopytujesz ? - zapytałam popijając kolejnego drinka. W sumie to odkąd tu przyjechaliśmy to Harry wypił jednego shota, ale no cóż więcej dla mnie.
- Bo czuje że gdyby to nie było przeze mnie to byś się tak nie wkurzyła. - powiedział z pewnością.
- Sugerujesz że coś do Ciebie czuje ? Nie jesteś czasem zbyt pewny siebie Haroldzie ? - przeszyłam go wzrokiem obserwując każdy milimetr jego perfekcyjnej twarzy, loków, ciała. Jeny jaki on jest sexowny. Dobra ciii ja wcale tego nie pomyślałam fuck co się ze mną dzieje ?!
- A co jeśli to prawda i jeśli to nie jednostronne uczucie ? - zbliżył się do mnie.
- A jeśli nie ma żadnego uczucia ? - tym razem ja zbliżyłam się do niego.
- Twoje spojrzenie mówi mi co innego. - patrzył na mnie przenikliwie, aż spuściłam wzrok. Cholera czemu on jest taki sexowny nienawidzę go za to ! Podniosłam wzrok i ujrzałam jego twarz tuż przy mojej. Był tak blisko mnie że mogłam poczuć jego oddech na moich ustach i usłyszeć jego przyspieszone bicie serca.
- Harry nie powinniśmy ... - chłopak przygryzł moją wargę, a mnie przeszły dreszcze.
- Ciii daj się ponieść chwili ... - wymruczał, a ja znów poczułam jego gorący oddech. Bez chwili zawahania wpił się w moje usta. Odwzajemniałam coraz bardziej zachłanne pocałunki. To takie niestosowne, ale nie potrafię się opamiętać tak bardzo go teraz pragnę, a za razem tak bardzo go nienawidzę za to jak na mnie działa. Ehh jestem totalnie popieprzona. Harry zaczął całować mnie po szyi i dekolcie, jego ręce znalazły się pod moją koszulką. Wplotłam palce w loki chłopaka i lekko je pociągnęłam. Cicho jęknął mocno ściskając moje pośladki. Mocno mnie trzymając wstał i nie przerywając pocałunków praktycznie po omacku kierował się w stronę sypialni. Delikatnie ułożyliśmy się na skraju łóżka. Następnie przesunęłam się w jego głąb przyciągając chłopaka do siebie. Teraz nie liczyło się nic, choć wiedziałam że nie powinniśmy tego robić. Po chwili nie mieliśmy na sobie już żadnych ubrań. Całowaliśmy się namiętnie i dotykaliśmy nasze ciała. Harry gwałtownie wszedł we mnie, a ja wbiłam paznokcie w jego plecy. Kochaliśmy się bardzo ostro krzycząc w niebogłosy. Było mi tak dobrze. Skończył na mnie, a następnie opadł na łóżku tuż obok. Dyszeliśmy łapiąc płytkie oddechy jakby miały być ostatnimi. Przez tą całą sytuację poczułam jakby cały alkohol płynący w mojej krwi wyparował.
- Wow. - Harry obrócił się w moją stronę z nieziemskim uśmiechem.
- Jeny co myśmy zrobili. Zdradziłam Zayna jak mogłam mu to zrobić ?! - zaczęłam panikować.
- Przecież nie jesteście razem nie wariuj. - próbował mnie uspokoić.
- Nie powiedziałam Ci całej prawdy .... to nie przez Ciebie się rozstaliśmy. - wyznałam zmieszana.
- Ale słyszałam Waszą kłótnie brzmiało to inaczej. - powiedział zdziwiony Harry.
- To tylko czubek góry lodowej. Ehh tamtego dnia wieczorem pojechałam do Zayna i spotkałam tam jakąś lafiryndę, wychodzącą z jego sypialni. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć poszłam na górę, a on spał pijany z liścikiem od tej dziewczyny. To było najgorsze uczucie w moim życiu, bo wciąż myślałam że to była tylko kłótnia i że to naprawimy, a on tak po prostu w ten sam dzień poleciał do innej. Zresztą co ja gadam nie jestem lepsza co ja narobiłam jak ja mogłam się z Tobą przespać ! Boże z tego będą same kłopoty ! - załamałam się i wybuchłam płaczem.
- Ej ciii nic się nie stało. Obiecuję Ci nikt się nie dowie o tym do czego między nami doszło. Przysięgam Ci tylko proszę nie płacz nie mogę patrzeć jak płaczesz. - Harry przytulił mnie i głaskał po głowie.
- Dlaczego taki jesteś ? Dlaczego mimo tego jaka jestem i jak Cię traktuje Ty się o mnie martwisz ? - okryłam się kołdrą i usiadłam obok chłopaka.
- Bo nie mogę znieść Twojego widoku kiedy cierpisz. - wyznał wycierając łzy z moich policzków.
- Jaaa ..... powinnam już iść.
- Nie idź proszę. - zatrzymał mnie łapiąc mnie za rękę, a mnie przeszły dreszcze.
- Nie powinnam pozwolić Ci mnie zabrać, a tym bardziej nie powinnam wylądować z Tobą w łóżku przeze mnie jeszcze Ty będziesz miał popsutą relację z Zayn'em. - miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- Nie mów tak to był mój wybór gdybym tego nie chciał nie zrobiłbym tego i myślę że mimo wszystko Ty również tego chciałaś i alkohol nie miał tu znaczenia, a teraz proszę nie katuj się tym i przestań o tym myśleć. Poza tym moje stosunki z Zayn'em nigdy nie były idealne dam radę.
- Dlaczego ? - zdziwiłam się jego wyznaniem myślałam że są najlepszymi przyjaciółmi.
- To raczej temat na inną okazję. - powiedział lekko zmieszany.
- Wiesz jednak mi się nie śpieszy proszę powiedz mi. - powiedziałam przysuwając się bliżej niego. Boże co się ze mną przy nim dzieje ?! Jakim cudem w chwilę jest w stanie zmienić moje nastawienie i zachęcić mnie do zostania.
- No dobrze to ubieraj się zabiorę Cię gdzieś i wszystko powiem. - chłopak uśmiechnął się.
- Gdzie ? - zapytałam.
- Zabieram Cię na obiad. - zaśmiał się.
- No proszę kto by się tego spodziewał Harry Styles zaprasza mnie na randkę. A myślałam że prędzej świnie zaczną latać niż do tego dojdzie. - zaśmiałam się, a chłopak rzucił we mnie poduszką.
 
 
~*~ 
 
 
 Zanim pojechaliśmy na obiad szybko wstąpiliśmy do mnie ogarnęłam się i ruszyliśmy w poszukiwaniu jakiegoś miejsca. Po drodze zdążyliśmy jeszcze małego jointa, którego znalazłam w torebce. W końcu po dłuższej chwili dotarliśmy do restauracji i złożyliśmy zamówienie.
- A więc ? - spojrzałam wyczekująco na historię Harry'ego.
- Więc ? - odparł zestresowany.
- Harry. - powiedziałam nieco stanowczo.
- Słucham Cię Libby. Na marginesie dziękuję iż użyłaś mojego imienia, a nie jakiegoś wyzwiska. - zaśmiał się.
- Nie przedłużaj chcę wiedzieć o co chodzi. - jęknęłam lekko poddenerwowana.
- Mówiłaś że mamy dużo czasu. - jeny on ewidentnie chce mnie wkurzyć.
- No nie każ się prosić.
- Hmm kuszące. - powiedział rozbawiony na co wywróciłam oczami.
- Noo dobra dobra już mówię. - odpowiedział, a kelner właśnie przyniósł nasze dania i mojego drinka.
- A więc to zaczęło się jak byliśmy jeszcze dziećmi mieliśmy trochę ponad 12 lat. Z Zayn'em od początku naszej znajomości o wszystko konkurowaliśmy. Jak nie w piłce nożnej to w grach komputerowych później w dziewczynach dosłownie we wszystkim. Później poznaliśmy resztę o niech też zawsze była wojna, nie potrafiliśmy nigdy do końca się porozumieć mimo że się kumplowaliśmy zawsze były jakieś niedomówienia. Jakieś cztery lata temu na jednej z naszych pierwszych imprez poznałem Kimberly. Była o rok starsza ode mnie. Czułem, że to miłość od pierwszego wejrzenia, jednak to było szczeniackie złudzenie. Była zabawna, mądra, piękna można by powiedzieć że miała wszystko. Po krótkim czasie byliśmy już razem. Od początku jednak czułem że coś jest nie tak. Czasem nakrywałem ją na jakiś rozmowach nie wiadomo z kim, a jak już o to pytałem to zaraz była awantura że ją posądzam o zdrady. Na jednej z imprez przedstawiłem Kim chłopakom. Bawiliśmy się świetnie alkohol, muzyka, tańce, choć jedno nie dawało mi spokoju dziewczyna ciągle znikała gdzieś pod pretekstem pójścia do łazienki, albo po drinka. Myślałem że przesadzam, ale w końcu nie wytrzymałem i poszedłem za nią. I wiesz co zastałem ją i Malika najebanych bzykających się w sypialni moich rodziców. Od razu zakończyłem imprezę wyrzuciłem wszystkich z domu. To było straszne nie mogłem zrozumieć jak mogło do tego dojść. Co dziwne po jakimś czasie Kim przyszła do mnie zapłakana że obawia się że jest w ciąży. Przyszła do mnie nie do niego, a ja nie potrafiłem odmówić jej pomocy nie mogłem patrzeć jak cierpi. Okazało się że przez ciągłe imprezy okres jej się spóźnił. Jak szybko się pojawiła tak szybko znikła jak tylko okazało się że to był fałszywy alarm. Po kilku miesiącach i namowach chłopaków pogodziłem się z Zaynem, wybaczyłem mu, ale nie zapomniałem mu tego. Byliśmy jeszcze dzieciakami pierwsze imprezy, alkohol pierwszy sex. Od tamtej pory zmieniłem się ciężko mi zaufać komuś. Od tego czasu nie byłem w żadnym związku, bo boję się że coś pójdzie nie tak, a ja nie chcę znów cierpieć. - skończył, a ja siedziałam jak wryta nie wiedząc co mam powiedzieć.
- Pierwszy raz widzę żeby Cię zatkało. - uśmiechnął się po czym zaczął jeść swój obiad.
- Możesz nie wierzyć, ale rozumiem Cię i wiem co przeszedłeś.
- Ale ja Ci wierzę. - spojrzał mi prosto w oczy. Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę wpatrując się w siebie. Mogłabym zatonąć w jego oczach. Jeny nie rozumiem co się ze mną dzieje, dlaczego on tak na mnie działa ?!
- Libby ? Hej nie widziałam Cię od imprezy. - nagle przy naszym stoliku pojawiła się Sasha.
- Oo hej Sas. Co Ty tu robisz ? - zapytałam nerwowo chichocząc.
- Miałam okienko przyszłam po coś do jedzenia w końcu to restauracja co mogłabym tu robić. - spojrzała na mnie rozbawiona.
- Sorki ja dzisiaj nie funkcjonuje normalnie. - zaśmiałam się. Harry obserwował nas uważnie.
- A wy ? Tutaj ? Razem ? I to nie wybuchło ? - spojrzała na nas.
- Porwał mnie nie miałam wyboru. - cholera musiała przyjść akurat tutaj, akurat teraz.
- Słyszałam co się stało między Tobą, a Zaynem. Przykro mi myślałam że dobrze się dogadywaliście. Ale z drugiej strony widzę że już Ci lepiej i szybko się pocieszyłaś. - mrugnęła do mnie, a ja po raz kolejny miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
- To nic takiego po prostu zabrałem Liv ze szkoły bo była totalnie pijana. - wtrącił się Harry ratując mnie z opresji.
- No nic mniejsza ja Wam nie przeszkadzam w randce. I napisz do mnie musimy wyjść gdzieś razem na weekend. - powiedziała Sas.
- To nie jest randka. - powiedziałam w tym samym czasie z Harrym. OMG normalnie sami się pogrążamy. Sasha już nic nie powiedziała, pomachała nam na odchodne i poszła.
 - To było dziwne. - zaśmiał się chłopak.
- Wyjątkowo. - zawtórowałam mu.
- To kto tym razem wejdzie do restauracji moja mama, Andrea, Niall a może Zayn. - powiedziałam ironicznie, a chłopak przerażony patrzył w stronę drzwi restauracji. Poczułam jak po moim karku przebiega zimny dreszcz. Fuck czyżbym wygadała. Powoli obróciłam głowę w tamtą stronę, ale ujrzałam tam tylko starszego mężczyznę. Wróciłam wzrokiem na Harry'ego, a ten ledwo powstrzymywał się od śmiechu.
- To woźny z naszej szkoły. Chowamy się pod stół czy do łazienki ? - chłopak parsknął śmiechem, a ja razem z nim. No to zapowiada się ciekawie.


_______________________________________
No i mamy w końcu kolejny rozdział !! :D Jupiii <3 Jestem bardzo ciekawa czy Wam się podoba i co sądzicie o tym co zaszło między Harrym i Liv ? Uważacie że będą z tego kłopoty czy raczej rozejdzie się po kościach ? Licze na Wasze komentarze i teorie jakie będą skutki tego co się wydarzyło.
Pozdrawiam Nats <3
Ps. Jeśli są jakieś błędy z góry najmocniej Was przepraszam ! <3

sobota, 2 kwietnia 2016

Rozdział 29


Oczami Andrei:
Niedziela, 13 kwietnia - Poniedziałek, 14 kwietnia
Stałam nad kuchenką i gotowałam mojemu jęczącemu bratu zupę. Nie, nie robiłam tego z dobroci serca, chociaż… no może trochę. Biedak od dwóch dni miał wysoką gorączkę, kaszel i dreszcze. Jego zdaniem umierał. Nawet kazał mi spisać testament. Nie, to nie żart. On naprawdę był o tym święcie przekonany. Cały Jace. Uwielbia robić z siebie ofiarę, a teraz ma dodatkowo ku temu powód.
- An… - wyjęczał z termometrem w ustach.
- Tak? – zapytałam odwracając się w jego stronę. Leżał na kanapie, przykryty kocem. Louis gdzieś wyszedł. Dobra, nie gdzieś. Poszedł do Harry’ego na imprezę.
- Już chyba czas go wyjąć. – powiedział, mając oczywiście na myśli termometr. Przewróciłam oczami. Czy ten cholerny dzieciak nie umie sobie nawet poradzić z takim czymś? Nie, nie narzekam. Przysięgłam sobie, że będę spokojna. Podeszłam więc do mojego brata i wyjęłam trzymaną przez niego rzecz w ustach po czym spojrzałam na temperaturę. 38,9 stopni dokładnie. Nie jest dobrze. Ma prawo umierać. – I co? – wyjęczał.
- Co mi dasz w testamencie? – zapytałam, a on zdołał podnieść rękę tylko po to, aby mi pokazać środowy palec. Świetnie! Termometru z pyska nie umiał wyjąć, ale obrażać siostrę już ma siłę? Brat roku. – Na litość boską, dzieciaku. – syknęłam przez zęby.
- No co? Podobno umieram. – mruknął.
- Kiedy parę tygodni temu byłam chora poszedłeś na imprezę. – powiedziałam z urazą.
- Ale cały czas się martwiłem! – odpowiedział udając, że się tym naprawdę przejął. Znam Jace’a aż za dobrze. Nie jestem na tyle głupia, aby mu uwierzyć. I już miałam mu to oznajmić, ale przerwał mi dźwięk dzwonka w moim telefonie. Sięgnęłam do kieszeni spodni, aby odebrać. Peter. G e n i a l n i e.
- Czego? – zapytałam prosto z mostu.
- Nie tak ostro, piękna. – odpowiedział ze śmiechem. – Jesteś mi potrzebna.
- Ale ty mnie nie. Coś jeszcze?
- Zapomniałaś o tym, ze wrzuciłaś mnie pod samochód?
- Nie, nie zapomniałam. Ale mam dość przychodzenia na każde twoje wezwanie. Mój brat jest chory! – wykrzyczałam prawie do słuchawki. – Ma 45 stopni gorączki, a z jego pyska leci jakaś dziwna piana. Nie wiem co robić, okej? On chyba zaraz umrze. Muszę przy nim zostać!
Peter przez moment milczał. Uśmiechnęłam się pod nosem, mając nadzieje, że to łyknął, ale jak to mawiają, nadzieja matką głupich.
- Ludzie nie miewają tak wysokich temperatur to po pierwsze, a po drugie właśnie opisałaś objaw wścieklizny, która na marginesie objawia się tak u zwierząt. – wyjaśnił. – Brawo, Sanchez. Nigdy nie grzeszyłaś inteligencją, ale teraz wyszłaś na kompletną idiotkę. Dobra, zbieraj się i przyjeżdżaj.
Przeklęłam pod nosem, mając nadzieje, że to usłyszał.
- Daj mi pięć cholernych minut, palancie. – powiedziałam.
- Tylko bez „palantów”. Pamiętaj, że cały czas mogę…- nie dokończył, ponieważ przerwał mu mój zirytowany ton.
- Tak, tak wnieść oskarżenie bla bla bla, a wtedy zostanę udupiona bla bla bla. Coś jeszcze? – zapytałam, a kiedy nie usłyszałam  odpowiedzi, rozłączyłam się. Spojrzałam z wyrzutami sumienia na Jace’a. Jedna zanim zdążyłam się odezwać, on powiedział:
- Piana z pyska? Serio?
Przewróciłam oczami i wybrałam numer do Louisa. Musiał przyjechać i zaopiekować się tym marudą.
- Halo? Louis? – jedyne co mogłam usłyszeć to głośną muzykę po drugiej stronie słuchawki. No tak. Jest na imprezie u Harry’ego na pewno nieźle naćpany i zabawia się ze striptizerkami. Taa, wiem, że opisałam typowe zachowanie kotleta- jakby go nazwała Libby.
- Andrea?! – wykrzyknął. – Coś się stało?!
- Tak, stało się coś bardzo niedobrego. Dla ciebie. – dałam nacisk na ostatnie zdanie.
- Możesz szybko powiedzieć? Właśnie nagrywałem zjaranego Hazze na stole. Nie mogę się doczekać aż pokaże ci ten filmik. Zresztą, zaraz wrzuce go na instagrama. Daj mi pięć minut.
Starałam się zachować spokój i nie krzyczeć, ale w takich wypadkach inaczej się nie da.
- Wracaj do domu! – powiedziałam stanowczo.
- Co? – jęknął. – Jakie wracaj do domu? Impreza się dopiero rozkręca.
- Dla ciebie się już skończyła. Jace cię potrzebuje.
- O nie! – wykrzyknął. – Domyślam się czego może chcieć. Jeśli mam być szczery, boje się go. Ty wiesz co mi ostatnio zaproponował? Powiedział, że…
- Lalalalala. Nie chce tego słuchać. – powiedziałam odsuwając nieznacznie telefon od ucha. – Jace ledwo się rusza. Musisz tylko dokończyć gotowanie zupy i wsadzać mu do pyska termometr co trzy godziny. – wyjaśniłam mu. Mogłam wręcz usłyszeć ulgę w jego głosie.
- Zaraz będę. – zapewnił i rozłączył się. Schowałam telefon z powrotem do kieszeni, a potem odwróciłam się w stronę mojego brata. Mogłam zobaczyć jego obrażoną minę.
- Pyska? Serio?
- Cicho, dzieciaku. – machnęłam nie dbale dłonią. – Jutro może cię tu nie być, więc twoje zdanie nie specjalnie mnie obchodzi.
- Jestem tylko chory! – oburzył się.
- Tak? A widziałeś swoją temperaturę?
Mogłam wręcz zobaczyć panikę w jego oczach. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wszystko, byle by tylko go podręczyć.
                                                        ***
- Co tak długo?! – wyjęczał Peter wraz z chwilą, gdy weszłam do jego domu. Zacisnęłam dłoń w pięść. Niech no moja ręka spotka się z jego piękną buźką, a już nie będzie tak kłapał dziobem.
- Mój chłopak nie lubi mnie wypuszczać z łóżka przed 20:00. – odpowiedziałam wchodząc do salonu, gdzie leżał na kanapie.
- Twój co? – jego twarz aż za bardzo wyrażała zazdrość. 
- Chłopak. – powiedziałam spokojnie, a Peter wybuchnął głośnym śmiechem.
- Taa, jasne. Nie znajdziesz nikogo lepszego ode mnie. Jestem twoją jedyną nadzieją. Albo ja albo nikt.
- Serio tak myślisz? – zapytałam krzyżując ręce.
- Ja tak nie myślę. Tak jest. – odpowiedział pewnym siebie tonem. Wzięłam głęboki oddech, aby nie eksplodować. Jaki dupek! Albo on albo nikt, tak? No to zobaczymy.
- To się zdziwisz.
- Tak? W takim razie kto jest twoim chłopakiem, hm? Obama czy Chris Brown? – zakpił. Zacisnęłam mocno szczękę, starając się nie wyzywać go od idiotów tylko szybko kogoś wymyśleć. Choleracholeracholera. Kto a) nie ma dziewczyny b) nie jest idiotą c) umie kłamać d) lubi mnie e) jest w miarę ładny
Ech, dobra darujmy sobie punkt B. W moim otoczeniu nie ma mądrych osobników płci męskiej. Ewentualnie punkt E też możemy sobie darować. Ważne, aby był pewny siebie i przekonujący.
- A w zasadzie co cię to obchodzi? – wy buchnęłam nagle. – Zajmij się swoją złamaną nogą. I ciesz się, że nie złamałam ci drugiej.
- Uuu, widzę, że ktoś tu jest samotny. – uśmiechnął się cwaniacko. – Mówiłem, jestem jedyną osobą z którą możesz być, nie jesteś na tyle atrakcyjna by zdobyć kogoś…
- To Louis!  - krzyknęłam, samą siebie zaskakując, ale nikt inny nie przyszedł mi do głowy.
- Ten gej? – wypalił Peter.
- Nie jest gejem!
- Twój brat twierdzi…
- Mój brat twierdzi, że nie dałeś rady z dwoma dziewczynami. – powiedziałam z satysfakcją. – Więc nadal chcesz rozmawiać o tym co mój brat twierdzi? – uniosłam do góry jedną brew. Peter zmrużył oczy i potrząsnął głową. – Tak myślałam.
- Jeżeli kłamiesz, prawda wyjdzie na jaw prędzej czy później, wiesz?
- Nie ma co wyjść na jaw, bo niczego nie udaje. – zapewniłam go. – A teraz gadaj czego chcesz.
- Na początek zrób mi kolacje, a potem jakiś mały masażyk.- powiedział uśmiechając się. Niechętnie kiwnęłam głową. Moje życie to koszmar.
                                                        ***
Następnego dnia, przyszłam do szkoły w najgorszym z możliwych humorów. Byłam tak wściekła, że miałam ochotę coś rozwalić. Najchętniej czaszkę Petera o zamurowaną ścianę. Waliłabym nią ta długo, aż te wszystkie głupie pomysły nie wyparowałyby mu z głowy. Nie wierzę, że po zrobieniu mu kolacji i wymasowaniu prawie wszystkich części ciała, musiałam zrobić nam selfie i udostępnić je na moim instagramie, aby pokazać całej szkole, że po zerwaniu nadal jesteśmy przyjaciółmi. Peter musi w końcu dbać o reputację.
- Hej, hej An! – krzyknęła za mną Scar, doganiając mnie. – Wyjaśnisz jakoś to? – zapytała pokazując mi zdjęcie moje i Petera.
- Nie widać? Jesteśmy best friends forever. – mruknęłam sarkastycznie.
- Serio? – zmarszczyła brwi.
- Oczywiście, że nie. – odpowiedziałam. – Zmusił mnie do zrobienia tego zdjęcia.
- An, on ma gips. Ledwo chodzi. – powiedziała.
- Jak widać ma swoje sposoby. – odparłam, nie chcąc do końca wyznać o co chodzi. To poniżające. Usługiwać Peterowi. Wstydzę się tego nawet sama przed sobą.
Nagle obie gwałtownie przystanęłyśmy. Bowiem w drzwiach szkoły pojawiła się Libby. Miała na sobie ciemne okulary i czarną beanie. Czyżby była na imprezie Harry’ego? Co więcej chwiała się na nogach i zachowywała, jakby była wciąż…
 - Jesteś pijana ?! – zapytała Scar podchodząc do niej, a ja za nią.  
- Nie, jestem Libby. – odpowiedziała.  
- Jeśli czujesz się tak źle jak wyglądasz ... ? – zaczęłam, ale mi przerwała:
- Nie tak głośno – skrzywiła się Liv.
- Tak, zdecydowanie jest pijana. – powiedziała mnie do Scar. – Musimy ją zaprowadzić do jakieś sali, najlepiej pustej,  tak żeby nikt jej nie zobaczył w tym stanie.
- Niech ten palant się do mnie nie zbliża. – mruknęła Libby, a my już wiedziałyśmy kogo miała na myśli.
- Tak, tak dopilnujemy tego. A teraz chodź. – powiedziała Scar ciągnąc ją za ramię.
- Cholera. – odezwałam się widząc idącego w naszą stronę Harry’ego.
- On zawsze miał takie gęste loki? – zapytała Liv widząc Hazze. On słysząc to uśmiechnął się szeroko.
- Czy ktoś tu jest pijany? – mówiąc to spojrzał na Libby z rozbawieniem w oczach.
- Nieee, o co ci chodzi? – Scar starała się najbardziej jak może zasłonić sobą Liv.
- No nie wiem, może to przez jej okulary i fakt, że chwieje się na nogach? – odpowiedział udając zamyślonego.
- Tusz jej się rozmazał. – wyjaśniła brunetka. – A nogi zmiękły jej na twój widok. Sorki, musimy lecieć. – dodała ciągnąc za sobą Libby. Harry nadal stał ze zmarszczonymi brwiami, nie wyglądając na kogoś, kto w to uwierzył.
- Ona jest pijana, prawda? – zapytał mnie, wskazując ruchem głowy za oddalającymi się dziewczynami.
- Nie, to jest Libby. – odpowiedziałam uśmiechając się sztucznie. Hazza przewrócił oczami i oddalił się, stwierdzając zapewne, że nic więcej ze mnie nie wyciągnie.
Dobra, a ja muszę porozmawiać z Louisem. I to jak najszybciej.
                                               ***
Zastałam Louisa podczas rozmowy z Niallem i Liamem. Śmiali się z czegoś bardzo. Nie chciałam im przeszkadzać w „męskim czasie”, ale niestety, moja sprawa nie cierpiała zwłoki. Im szybciej mu wyjaśnię to, co musimy zrobić, tym lepiej.
- Mogę porwać go ze sobą? – zapytałam, kładąc dłoń na ramieniu Louisa.
- Brzmi groźnie. – mruknął Liam.
- Zależy dla kogo. – odparłam.
- Przepraszam na chwilę. – powiedział jakże szarmancko Tomlinson i ruszył za mną. W tym momencie poczułam się jak skończona idiotka. Co mam mu powiedzieć?
 Hej, może poudajemy związek przed moim byłym?
Słuchaj, mam pytanie czy za pieniądze zostałbyś moim chłopakiem?
Czy chciałeś kiedykolwiek z kimś mieć udawany związek?
Jeśli uważasz, że jestem w miarę ładna, możemy zostać parą.
Heej, fajne włosy. Zostaniesz moim chłopakiem?
Co za beznadzieja.
- Tak? O co chodzi? – spytał zakładając ręce na klatkę piersiową. Westchnęłam. Nawet nie wiedziałam jak mam zacząć.
- Potrzebne ci pieniądze? – wypaliłam. Louis wyglądał na zaskoczonego, nawet bardzo. Nie odzywał się przez chwilę, aż w końcu pokręcił głową.
- Raczej nie.
Cholera. Więc jak go przekonam?
- Jesteś tego pewien? – nadal naciskałam.
- Tak, w stu procentach. – kiwnął głową.
- Okeej. A czy posiadasz jakiegoś wolnego przyjaciela o imieniu Louis? – nadal nie odpuszczałam. Byłam zdeterminowana.
- An, o co chodzi? – zapytał w końcu.
- O nic. – machnęłam ręką. – To jak? Masz?
- Nie, nie mam. Po co ci wolny chłopak o imieniu Louis?
- To moja prywatna sprawa. Musisz wiedzieć wszystko? – powiedziałam ostrzejszym tonem, niż miałam w zamiarze.
- Nie chcesz to nie mów. Okej, rozumiem. – odparł wycofując się. Miałam ostatnią chwilę, aby go zatrzymać. Później będę musiała radzić sobie sama, bo zapewne zabraknie mi odwagi, aby ponownie do niego o to zagadać. Złapałam go więc za ramię, zatrzymując tym samym przy sobie.
- Potrzebuje ciebie. Konkretnie ciebie.
- Przepraszam, ale co? – zmarszczył brwi, nic nie rozumiejąc.
- Musisz mi pomóc. To znaczy wiem, że nie musisz, ale możesz. To nawet wskazane, abyś pomógł. – powiedziałam, starając się jakoś go przekonać.
- Pomóc w czym? – spytał, a ja myślałam, że eksploduje.
- W moim problemie! – odpowiedziałam, tak jakby to było oczywiste, choć rzeczywiście miał prawo nie mieć pojęcia o czym mówiłam. – Peter uważa, że nikogo sobie nie znajdę i on jest moją jedyną nadzieją na posiadanie chłopaka. Więc powiedziałam mu, że kogoś mam. I tutaj jest problem, bo nie mam.
- Okej. – kiwnął głową, udając, że rozumie. – I do czego ja jestem ci potrzebny?
- O boże! – krzyknęłam tracąc już cierpliwość. – Serio, Louis? Nie domyślasz się? Nawet troszeczkę? – pokazałam na palcach.
- No trochę się domyślam. – odparł ponownie kiwając głową. – Wiem! – wykrzyknął uradowany.  – Mam pomóc ci znaleźć chłopaka, tak? – zapytał z nadzieją w oczach.
- Taaak. Chłopaka, który jest wolny i ma na imię Louis. – odpowiedziałam.
- Wow. – zdołał wydukać zdając sobie w końcu sprawę z tego o co go proszę. Brawo, panie Tomlinson. Jego  komórki mózgowe chyba nie są już tak szybkie jak kiedyś, zanim zaczął pić tyle alkoholu. – Mamy udawać związek? – spytał szeptem.
- Tylko przed Peterem. Reszta może wiedzieć, że udajemy. – powiedziałam.
- Są jeszcze przyjaciele Petera, których ma całkiem sporo. No i pani Hudson, ma dobry kontakt z Peterem, więc zapewne powie mu jeżeli zobaczy nas obściskujących się nie ze sobą.
- Nie zamierzam się obściskiwać z kimkolwiek przed panią Hudson, a ty? – zapewniłam go, a on pokiwał szybko głową.
- Jasna sprawa. Ja też nie. – odpowiedział.
- Zaraz… czyli się zgadzasz? – zapytałam, nie mogąc w to uwierzyć. On naprawdę się zgodził… musi mnie bardzo lubić.
- A dlaczego nie miałbym? Jesteś moją przyjaciółką i mieszkam z twoim bratem. Czuje się prawie jakbyśmy byli rodziną.
- Hej, hej. Nie zapędzaj się tak. – poradziłam.
- Jasne, przepraszam. – odpowiedział spuszczając głowę lekko zawstydzony. Już miałam odejść od niego, ale w ostatniej chwili zatrzymałam się i zawróciłam.
- Dziękuje, Louis. Naprawdę dziękuje. – powiedziałam patrząc mu prosto w oczy i poklepałam go po ramieniu.
                                                                  ***
Heej, przepraszam, że taki krótki, ale nie mam za bardzo czasu na pisanie, wiecie, matury :(
Mam nadzieje jednak, że wam się spodobał! :)