sobota, 13 sierpnia 2016

Rozdział 31



Oczami Andrei:
15 kwietnia Wtorek

Jestem oficjalnie dziewczyną Louisa Tomlinsona.
Oficjalnie przed Peterem – tak dla sprostowania. Odkąd dowiedział się, że jesteśmy parą, ciągle o niego wypytuje. Ostatnio zapytał mnie czy już poszliśmy do łóżka, serio. Myślę, że jest o niego zazdrosny, ale nie chce tego okazać. Zresztą, nie obchodzi mnie to. Mógł pomyśleć o tym zanim zaczął zdradzać mnie z prostytutkami. Nadal się wzdrygam jak o tym pomyślę. Przecież ten człowiek potem mnie dotykał. Ohyda.
Czesałam się, kiedy zadzwonił do mnie telefon. To był Jace.
- Co tam, braciszku? Już wyzdrowiałeś?- zapytałam, choć miałam to gdzieś.
- Nadal chory. Hej, możesz powiedzieć swojemu byłemu, żeby przestał do mnie wydzwaniać?
Zmarszczyłam brwi.
- Peter do ciebie dzwonił?
- Tak.
- I czego chciał?
- Pytał czy naprawdę chodzisz z Louisem. – odpowiedział.
- O boże! I co mu powiedziałeś? – jeszcze nie zdążyłam poinformować bliskich, że mają udawać przed nim iż jesteśmy razem. Głupi Jace, na pewno wszystko schrzanił.
- Że jesteście razem.
- Ale przecież nie jesteśmy. – powiedziałam zaskoczona jego odpowiedzią.
- Wiem, ale domyśliłem się, że tak mu powiedziałaś, żeby był zazdrosny. – westchnął.
 Jezu, mam najmądrzejszego brata na świecie. – pomyślałam, ale przecież mu tego nie powiem. Zacząłby się puszyć jak paw. Już i tak ma za wysoką samoocenę.
- Okej. Dobrze zrobiłeś. – powiedziałam mimochodem.
- Pewnie uważasz mnie za super mądrego w tej chwili.
Cholera. W dodatku jaki domyślny. Pierwszy raz czuje się głupsza od niego. Co jest ze mną?
- Jesteś idiotą. – skwitowałam.
- Tak myślałem. – powiedział radośnie. – Jestem geniuszem. I nie ma za co tak na marginesie. Swoją drogą Louis o tym wie?
- Wie. Powiedziałam mu wczoraj. Jest moim chłopakiem. Przed Peterem i jego przyjaciółmi i panią Hudson.
- Peter ma wielu przyjaciół. – przypomniał mi Jace.
- Zdaje sobie z tego sprawę, ale powiedział, ze jestem jego jedyną szansą na związek, co miałam zrobić?
- Powiedzieć, że nie i znaleźć sobie prawdziwego chłopaka? Co cię obchodzi ten dupek?
Przygryzłam wargę.
- To ma sens. Och, jestem idiotką.
- Nareszcie to zauważyłaś! To pa, siostra. – i nie czekając na moją reakcję rozłączył się. Mały palant.
*
Na dole Scar jadła płatki z mlekiem, a Liv siedziała przy stole z telefonem i pisała do kogoś. Muszę im o tym powiedzieć. To zabrzmi idiotycznie, ale nie mogę ryzykować, że Peter dowie się przypadkiem prawdy.
- Hej, co tam? – zapytałam nalewając sobie soku.
- To co zwykle. – Scar wzruszyła ramionami.
- Tusz mi się skończył. – powiedziała Libby. – Muszę kupić nowy.
- O widziałam taki świetny sklep na rogu ulicy. Mają 50 % zniżki na wszystkie kosmetki. – odparła Scarlett.
- Serio? Jedziemy tam dzisiaj! – ucieszyła się blondynka.
- O fajnie. A ja chodzę z Louisem. To pa. – powiedziałam kierując się w stronę wyjścia. Stałam do nich tyłem, ale widziałam ich miny, aż za dobrze.
- Powiedz, że to zbieżność imion. – powiedziała Libby.
- Chyba nie mówisz o Louisie Tomlinsonie? – spytała Scar. – Chociaż pewnie tak. Tylko jego znamy.
- Tak, mówię o nim. Naprawdę zaraz się spóźnimy do szkoły. – powiedziałam patrząc na zegarek. – Idę do samochodu.
- Czekaj! – krzyknęła Liv. – Od kiedy jesteście razem? I jak do tego w ogóle doszło?
- Od wczoraj. Złapałam go na korytarzu i powiedziałam „Hej Louis, czy chcesz ze mną chodzić?”, a on na to „Tak, marzyłem o tym od dziecka”. I w sumie tyle. Było romantycznie. – przysięgam nigdy w życiu nie byłam tak zestresowana jak w tym momencie. Uważam w sumie Louisa za idiotę. Jest dobrym przyjacielem, ale zdecydowanie za głupim dla mnie. Ma słabe oceny, wydurnia się na imprezach, dużo pije, pali i nie ma pojęcia, gdzie leży Kambodża.
- Nie znamy Louisa od dziecka, więc nie mógł o tym marzyć. Zmyślasz. – powiedziała Scar. Cóż, nie przemyślałam tego.
- Dobra udajemy! - wyznałam. – Ale Peter mnie do tego zmusił. Myśli, że nikogo nie znajdę. Chciałam mu udowodnić, że jest inaczej.
- Nie mogłaś powiedzieć „wali mnie twoje zdanie” i tyle? – odezwała się Liv.
- Taa, to byłoby lepsze wyjście, ale wiecie jaki jest zazdrosny? Dzwonił nawet do Jace’a zapytać czy jesteśmy naprawdę razem. Obchodzi go to aż za bardzo i o to chodzi! On jest sam, to znaczy ma swoje prostytutki, ale one się nie liczą. A ja mam Louisa. – ucieszyłam się jak małe dziecko.
- A myślałam, że moje życie jest pogmatwane. – skomentowała Scar. 

*
W szkole idąc na zajęcia z angielskiego, ktoś podbiegł do mnie i złapał za rękę. Byłam tak zaskoczona, że natychmiast odskoczyłam na bok. Wtedy zobaczyłam, że ową osobą był Louis.
- Pamiętasz, że udajemy? – zapytałam.
- Powiedz to głośniej. Ci na ławce jeszcze tego nie słyszeli. – wskazał na nich ruchem głowy. – Oczywiście, że pamiętam! Ale jako para chyba możemy sobie na to pozwolić? Nie długo Peter wróci do szkoły, a my musimy się przyzwyczaić do takiego zachowania.
- A propo tego… - zaczęłam, gdyż nagle dotarło do mnie, że bycie w związku wymaga wielu wyrzeczeń. Nie można flirtować z innymi chłopakami, no przynajmniej nie przy Peterze, ani żadnym z jego przyjaciół. Nie można chodzić na randki. Trzeba całować się na powitanie. Całować się na pożegnanie. Trzymać za ręce od czasu do czasu. Dbać o drugą osobę. To trudniejsze niż sądziłam. – To tak sobie pomyślałam, że poudajemy góra miesiąc i zerwiemy ze sobą.
- Och. – zdołał tylko wykrztusić. Był zawiedziony? – Uff. A już myślałem, że chcesz to ciągnąć w nieskończoność. – powiedział uśmiechając się nerwowo.  
- Nie. Skoro nie jestem z Peterem to chcę mieć możliwość umawiania się na randki. Jest tylu super kolesi, a aktualnie nie mogę tego robić. Chyba, że potajemnie, ale takie rzeczy zawsze wychodzą na jaw. Ktoś nas zobaczy i  doniesie.
- Ale nie dawno zerwaliście. Nie wiedziałem, że tak szybko chcesz się znowu umawiać. – powiedział przystając, a z nim.
- Bo nie chcę, ale chcę wiedzieć, że mogę, kiedy spotkam odpowiedniego chłopaka. – wyjaśniłam. Louis pokiwał głową. Dlaczego cały czas mam wrażenie, że ma zły humor? Może to przez fakt, że musimy udawać? Może to było mu na rękę, bo na przykład miał większe powodzenie? Pewnie tak.
- A jak tam Jace? Daje w kość? – spytałam.
- Bardzo. Muszę mu gotować na czas choroby bo grozi, że będzie chodzić nago, jeżeli tego nie zrobię. Nie chce oglądać twojego nagiego brata, więc sama rozumiesz. – odpowiedział. Roześmiałam się. Cały Jace. Intrygant i manipulant. W tym momencie rozbrzmiał dzwonek. Czas na zajęcia.
*
Na lekcji pani Hudson patrzyła na mnie jak na wroga numer jeden. Rozumiem, że przyjaźni się z Peterem, ale bez przesady. To on mnie zdradzał! Chociaż jej pewnie powiedział co innego. Tak więc zamiast rozpocząć lekcję, zaczęła mnie dręczyć. Przy całej klasie!
- Może porozmawiamy o was, co? Tak rzadko mamy okazję się poznać. Andrea, może ty zaczniesz. Opowiedz nam o swoim życiu. Co robisz na co dzień, czy masz kogoś?
Nie wierzę, że to się dzieje. Po prostu nie wierzę. Teraz cała klasa będzie wiedziała o moim związku, a co za tym idzie będę również w ich obecności musiała udawać. Masakra jednym słowem.
- Na co dzień zajmuje się opieką nad moim byłym chłopakiem, ponadto jestem wzorową uczennicą, choć nienawidzę szkoły i mam dwie najlepsze przyjaciółki. To wszystko, kto następny? – spojrzałam na pozostałą klasę, jednak zapadła cisza.
- Może opowiesz dlaczego zajmujesz się swoim byłym chłopakiem? – zapytała nauczycielka. A to żmija.
- Wole nie, jeśli można. – odpowiedziałam. -  Naprawdę nikt nie chce powiedzieć czegoś o sobie?
- Nie odpowiedziałaś na moje ostatnie pytanie. Czy  jesteś może w związku z na przykład  jakimś  średniego wzrostu szatynem o imieniu Louis?
Zabije tę babę, przysięgam. Przez dłuższy moment nie odpowiadałam. Naprawdę Peter musiał mówić o tym swojej nauczycielce? Czy on jest normalny? A może coś ich łączy? Ale wtedy mój związek był jej na rękę, więc pewnie nie, tym bardziej, iż wygląda na złą, że śmiałam sobie kogoś znaleźć.
- Tak, chodzę z Louisem. To wszystko? Muszę pilnie do toalety, wybaczcie. – i nie czekając na reakcję wyszłam szybko z klasy, będąc pewną, że dzisiaj już tam nie wrócę.
*
- Naprawdę przy całej klasie zapytała cię o twój związek? – zapytała Liv podczas lunchu.
- I to z jaką pretensją, żebyście ją widziały. – powiedziałam.
- Nigdy nie lubiłam pani Hudson. – skomentowała Scar.
- Dokładnie. Stara jędza. – powiedziała Libby.
- Najgorsze, że cała szkoła o tym plotkuje. – westchnęłam. – Wiecie, że gdy byłam w toalecie podsłuchałam rozmowę dwóch dziewczyn, które myślą, że zdradzałam Petera z Louisem?
- Które szmaty tak gadały? – spytała Liv odwracając się. – Już ja im pokażę.
- To moja wina. Nie powinnam kłamać, ale teraz nie mogę powiedzieć prawdy. To zabrnęło za daleko. Jeszcze muszę iść po szkole do Petera mu usługiwać. Życie jest piękne.
W tej chwili zadzwonił telefon. To był Peter. Przewróciłam oczami.
- Co tam, draniu? – zaczęłam rozmowę.
- Może grzeczniej, co? Cały czas mogę wnieść oskarżenie. – powiedział, a ja oczami wyobraźni widziałam jego uśmieszek. Palant. – Pani Hudson dzwoniła, mówiąc, że byłaś zażenowana kiedy wspomniała o Louisie. Tak myślałem. – roześmiał się.
- Co myślałeś?
- Że kłamiesz.
- I wywnioskowałeś to po opowieści pani Hudson? Nie chciałam chwalić się moim związkiem przy całej klasie, dlatego byłam zażenowana, zresztą pani Hudson była bardzo dociekliwa, każdego by wprowadziła w zakłopotanie.
- Ale nie ciebie. – powiedział. Miał rację. – Gdybyście byli parą, chwaliłabyś się tym wszystkim. Tak było ze mną, dlatego nie wierzę ci. Chyba, że…
- Chyba, że co? – spytałam biorąc głęboki oddech.
- Udowodnisz mi, że się mylę. - rzekł radośnie.
- Niby jak? Wysłać ci naszą seks taśmę czy jak? – boże, a ja przytaknie?
- To byłoby zbyt ohydne. Przyjdźcie dzisiaj do mnie na kolację. Aha, ty przyjdź wcześniej bo gotujesz. Poobserwuje was i sam wyciągnę wnioski.
Zamilkłam na dłuższa chwilę. Chyba zbyt długą, bo Peter aż musiał odchrząknąć, abym znowu się odezwała.
- Tak, przyjdziemy na pewno. – powiedziałam uśmiechając się sztucznie. – Pa. – po tych słowach rozłączyłam się.
- Idziecie dzisiaj do niego na kolację? – domyśliła się Liv.
- Nawet mi nie przypominaj. – odparłam chowając twarz w dłoniach.
- Dobra dziewczyny ja muszę lecieć. Na razie. – blondynka wstała z siedzenia i zaczęła się kierować w stronę wyjścia ze stołówki.
- Ostatnio ciągle gdzieś znika. – zauważyła Scar. – Wiesz o co chodzi?
- Nie mam pojęcia. – odpowiedziałam oglądając się za odchodzącą przyjaciółką. Byłam przygnębiona dzisiejszą kolacją z Peterem i nie wiedziałam jak mam się zachowywać w towarzystwie Louisa. Bałam się, że prawda wyjdzie na jaw, a ja zostanę największą idiotką na świecie.
- Hej laski. – powiedział Harry przechodząc obok naszego stolika.
- Hej, gdzie idziesz? – zapytałam.
- Spotkać się z… Louisem. Powiedział, że ma ważny… problem. – odpowiedział. Pokiwałam głową, a zaraz potem otworzyłam szeroko oczy.
- O nie, wiem o co chodzi. – powiedziałam.
- Wiesz? – zapytał zaskoczony. – Jak się domyśliłaś?
- Od paru dni zachowuje się dziwnie, a dzisiaj szczególnie. Jestem pewna, że to o to chodzi.
- Mylisz się. Chodzi o coś zupełnie innego. – odpowiedział Harry. Ja jednak byłam uparta.
- A jednak myślę, że chodzi o to. – upierałam się.
- Nie, nie wiesz! – wykrzyknął zdesperowanym tonem.
- Okej nie wiem. – uniosłam ręce w obronny geście, gdyż balam się, że zaraz mnie pobije. Serio aż tak bardzo zależy mu na zachowaniu tajemnicy Louisa? Myślałam zawsze, że jest do dupy przyjacielem, który wyciąga od niego kasę na striptizerki.
- Ale co wiesz dokładnie?  – Harry nagle usiadł obok mnie na krzesełku.
- Ktoś tu chyba się zakochał. – powiedziałam zadowolona.
- Nie prawda! W ogóle co ty możesz wiedzieć o miłości. Zdradzałaś swojego chłopaka.
- To on mnie zdradzał. – sprostowałam.
- Co za różnica. – machnął nie dbale ręką. – I pamiętaj: nikt tu się nie zakochał. Okej?
- Okej. – odpowiedziałam. – Niech ci będzie.
Kiedy Harry wstał i chciał odejść, ja dodałam:
- I przekaż Louisowi, że ja już wiem. Nie ukryje tego przede mną.
- O boże! A co ma Louis do tego? On nawet o tym nie wie.
- Ależ wie. Chyba zdaje sobie sprawę ze swoich uczuć do mnie, tak?
- A to o to ci chodzi! – Harry klasnął w dłonie uradowany. – Tak, masz rację. Ale nie mów mu. Na razie!
- On zawsze był taki dziwny? – zapytałam Scar wskazując na niego palcem.
- Chyba tak. – odparła popijając kawę.
*
Po szkole przyszłam do Petera, gdzie musiałam ugotować mu obiad (dobra, zamówiłam jedzenie, ale on o tym nie wie, nadal idiota myśli, że świetnie gotuje). Potem musiałam posprzątać dom (również do tego wynajęłam sprzątaczkę, po którą dzwonie jak zaśnie przed telewizorem najczęściej). I jedyne co mi pozostaje to podawać mu sok, pilota od TV i dotrzymywać mu towarzystwa. Odliczam dni aż skończy mi się „kara” i będę wolna, ale jak na złość dni wolno płyną. Dzisiejszego dnia musiałam zamówić kolację dla trzech osób, gdyż przychodził Louis. Cały czas będąc u Petera myślałam o nim, a właściwie o jego uczuciach. Nie miałam pewności czy Harry mówił prawdę, ale obawiałam się, iż tak właśnie było. Lubię Lou i nie chce go ranić. Po za tym jest dla mnie taki miły i udaje mojego chłopaka, choć nie musi i zgadza się na wszystko i przygarnął mojego brata i znosi jego humorki, choć również nie musi i teraz przychodzi na kolację do mojego ex i… o boże. Nigdy nie pomyślałabym, że robi to wszystko z powodu uczuć do mnie, ale teraz to wszystko miało sens. Niech to szlag. Będę czuła się mega skrępowana w jego towarzystwie od tej chwili.
- Kiedy przyjdzie twój chłooopak? O ile w ogóle przyjdzie. – prychnął, gdy siedzieliśmy przy stole.
- Przyjdzie. – powiedziałam stanowczo, jednak cały czas spoglądałam nerwowo na zegarek.
- Nawet jeśli to i tak wszystko wyjdzie na jaw. Zobaczysz. Wiem jak się zachowujesz kiedy ktoś ci się podoba. – uśmiechnął się szeroko.
- Nie wiesz o mnie wszystkiego. – odpowiedziałam, choć miałam wrażenie, że tylko się pogrążam. Parę minut później zadzwonił dzwonek u drzwi. Poszłam otworzyć, gdyż Peter nadal miał złamaną nogę, a ja robiłam przez ten czas za służącą.
- Heej kochanie! – wykrzyknął Louis, stojąc w progu z butelką wina i kwiatami.
- Korytarz jest tak długi, ze na pewno nie usłyszy cię w salonie. – odparłam. – Chodź, tam odegrasz swoje przedstawienie. – dodałam ciągnąc go za ramię. Przysięgam, że jeżeli przeżyje tę kolację i Peter uwierzy w nasz związek to poważnie pomyślę nad byciem lepszym człowiekiem.
- Zobacz co mój chłopak mi kupił. – powiedziałam wręcz wyrywając Louisowi kwiaty z dłoni.
- To nadal o niczym nie świadczy. – odpowiedział. Powstrzymywałam się resztkami sił, aby nie pokazać mu środkowego palca.
- Usiądź, skarbie. – popchnęłam Lou w stronę krzeseł, na co on omal się nie wywrócił. Taa, na razie idzie super.
- A więc Louis, powiedz, dlaczego Andrea? – zapytał Peter. Serio, pierwszy raz widziałam chłopaka tak przestrasznego. Zawsze emanował pewnością siebie, a dzisiaj wyglądał jak przerażony chłopiec.
- Bo jestem zajebista. Koniec kropka. – odpowiedziałam za niego, chcąc go wyratować z tej sytuacji.
- Przepraszam, ale od kiedy masz na imię Louis? – Peter spojrzał na mnie mrużąc gniewnie oczy.
- Bo… to Andrea. Jest świetna. – odpowiedział krótko. Mój były roześmiał się głośno.
- Jasnee. – prychnął. – Dobra, idę na górę, a ty na drugi raz wysil się bardziej. – dodał patrząc w moją stronę. Wtedy Louis zrobił coś niespodziewanego. Wstał z siedzenia i zaczął kierować się w moją stronę. Nim się zorientowałam objął mnie w pasie i mocno pocałował. Nie mogłam nie odwzajemnić pocałunku, głównie ze względu na Petera, ale był ten jeden procent, który mi po prostu nie pozwalał.
- Bo świetnie całuje, jest piękna i uwielbiam jak się ze mną droczy. I pomimo faktu, że często krytykuje innych w swoich audycjach, jestem pewien, że nigdy nie zrobi nic co mogłoby mnie zranić, bo w gruncie rzeczy bardzo troszczy się o swoich bliskich i zrobiłaby dla nich wszystko. – powiedział patrząc mi prosto w oczy, odpowiadając na pytanie Petera. Nie widziałam go, ale mogłam wyobrazić sobie  jego rozdziawioną buzię.
- Widzisz dupku jakiego mam wspaniałego chłopaka? – powiedziałam uwalniając się z jego objęć, by spojrzeć na Petera. – Coś jeszcze czy możemy już iść? – spytałam udając znudzoną.
- To nadal o niczym nie świadczy. – mruknął, ale już bez takiego przekonania, iż byłam pewna, że wierzy w nasz związek w stu procentach. Wygrałam.
Potem złapałam Louisa za rękę i razem wyszliśmy z domu Petera.
*
- Wow to było genialne! – wykrzyknęłam, gdy znaleźliśmy się na zewnątrz. – Widziałeś jego minę? I to „to o niczym nie świadczy”. – powiedziałam próbując naśladować jego głos. – Po za tym, gdzie nauczyłeś się tak świetnie całować?
- Miewałem wiele dziewczyn. – odpowiedział rozbawiony.
- W takim razie musiałeś ich mieć gigantycznie dużo. – dodałam. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, co wcześniej powiedział mi Harry. Już otwierałam usta, by go o to zapytać, kiedy on rzekł:
- A teraz wybacz, ale Lizzy na mnie czeka.
- Lizzy? – zdziwiłam się.
- Lizzy, nie mówiłem ci o niej? – spytał zdziwiony.
- Niestety nie. – odpowiedziałam.
- Taa, nie martw się. To nic poważnego. Lizzy rozumie, że nie jest moją dziewczyną, ani nic z tych rzeczy, więc na pewno nikt nie przyłapie nas na całowaniu. – powiedział. Nadal nic z tego nie rozumiałam.
 - W takim razie jakiego rodzaju relacja was łączy? – zapytałam.
- Chodzimy od czasu do czasu do łóżka. I tyle. – odpowiedział wzruszając ramionami i poszedł w przeciwną stronę, a ja stałam przed domem Petera, jak idiotka.
 ______________________________________________________
Lizzy wymyśliłam na poczekaniu pod koniec rozdziału, ale chciałam trochę pokomplikować hehe :D Piszcie co myślicie w komentarzach z góry dziękuje za każdy <3