Perspektywa Libby
Piątek 15.03.
Piątek 15.03.
W końcu po lekcjach i mamy weekend! Ile można siedzieć w
szkole i oglądać te same nudne twarzy? No nie licząc moich przyjaciółek i
reszty znajomych. Kocham Miami Art School, ale wolne to wolne i nic tego nie
pobije. Moje BFF pojechały jak to co prawie każdy piątek po zakupy. Zaparkowałam
moim czarnym Chevrolet’em Camaro w podziemnym garażu i weszłam do naszej willi.
Od razu przybiegł do mnie mój kochany psiaczek, który wabi się Moon. Tak, wiem, dziwne, ale kocham księżyc. Jest to rasowy szpic miniaturowy pomeranian o biszkoptowej maści i ciemnych czekoladowych oczkach.
Jest taki kochany, a co najważniejsze dostałam go od Andrei i Scarlett na moje 18 urodziny. Wzięłam go pod rękę i wcześniej zdejmując buty poszłam nałożyć mu jego ulubione jedzonko. Psiak wesoło zaszczekał i zaczął pałaszować, a ja postanowiłam pochrupać jabłko. Po chwili można było usłyszeć wjeżdżający na naszą posesję ścigacz. Wzięłam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i zakładając skórę wyszłam przed dom.
Od razu przybiegł do mnie mój kochany psiaczek, który wabi się Moon. Tak, wiem, dziwne, ale kocham księżyc. Jest to rasowy szpic miniaturowy pomeranian o biszkoptowej maści i ciemnych czekoladowych oczkach.
Jest taki kochany, a co najważniejsze dostałam go od Andrei i Scarlett na moje 18 urodziny. Wzięłam go pod rękę i wcześniej zdejmując buty poszłam nałożyć mu jego ulubione jedzonko. Psiak wesoło zaszczekał i zaczął pałaszować, a ja postanowiłam pochrupać jabłko. Po chwili można było usłyszeć wjeżdżający na naszą posesję ścigacz. Wzięłam do torebki najpotrzebniejsze rzeczy i zakładając skórę wyszłam przed dom.
- Hej piękna.
- Nie podlizuj się Josh. – puściłam mu oczko na co obdarzył
mnie swoim jak zawsze bezczelnym uśmieszkiem.
- Wskakuj. – rzucił seksownym głosem. Czym prędzej założyłam
kaska i zajmując miejsce za nim wtuliłam się w jego idealnie wyrzeźbione ciało.
Od razu uprzedzam to NIE jest mój chłopak, żeby nie było. Z powrotem wbiliśmy
się na drogę i zaczęliśmy z szybką prędkością zmierzać w stronę nieznanego mi
miejsca. Wymijaliśmy kolejne auta co kończyło się na używaniu z ich strony
klaksonów. Zajechaliśmy pod budynek, wydawał się opuszczony.
- Co to ? – zapytałam schodząc z potężnej maszyny.
- Skarbie wiem, że byliśmy umówieni, ale mam walkę której
nie mogę opuścić.
- Wystarczyło przełożyć spotkanie …. – spojrzałam na niego
wymownie.
- Marudzisz …. Chodź. – powiedział i pociągnął mnie
delikatnie w stronę budynku. Otworzył przede mną metalowe drzwi za którymi
ujrzałam sporo sprzętu do ćwiczeń, a na środku był ring.
- Z kim walczysz ? – zapytałam siadając na jakimś stoliku.
To miejsce jakoś nie przypadło mi do gustu wolę coś bardziej czystego i miłego
dla oka.
- Z Tom’em, ale i tak go nie znasz. – powiedział szybko i
poszedł do jakiś napakowanych kolesi. Po chwili dosiadł się do mnie jakiś
blondyn nie powiem był dość przystojny.
- Widzę że Josh znalazł sobie niezłą foczkę. Nie trać z tym
frajerem czasu poświęć go lepiej prawdziwemu mężczyźnie. – wymruczał mi do
ucha.
- Kogo masz na myśli, bo jakoś wokół żadnego nie widzę. –
spojrzałam na niego z cwaniackim uśmieszkiem.
- Pyskata, lubię takie. – mrugnął do mnie.
- Tom koniec tego romansowania na ring ! – wydarł się do
mojego niechcianego towarzysza jak mniemam trener przyciągając przy tym naszą
uwagę.
- Do zobaczenia. – uśmiechnął się zniewalająco Tom.
- Oby nigdy. – powiedziałam na co zaśmiał się donośnie.
Złapałam mojego iPhone w swoje małe dłonie na wyświetlaczu zobaczyłam
‘’Andreaaa !! <3’’ po czym nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Gdzie ty jesteś ? – zapytała An zapewne Scar kazał jej
zadzwonić, a przecież mogła zrobić to sama.
- Niech zgadnę Scar chce wiedzieć ? – zachichotałam.
- Chyba nie muszę odpowiadać.
- Jestem z Josh’em.
- Jesteś z Josh’em w łóżku ?!? Tak szybko? Nawet nie minęła
godzina ! Libby wiedziałam, że masz tępo, ale nie że aż takie!
- An dobrze wiesz, że to tak się nie skończy nie puszczam
się na prawo i lewo. – syknęłam do niej. No co to że lubię się bawić chłopakami
nie musi oznaczać, że od razu ląduję w ich łóżku.
- Nie stresuj się bo ci żyłka pęknie kochanie. Wiesz, że
dzisiaj idziemy do tego nowego klubu ?
- Tak, tak wiem do ‘’xxx’’ niedługo będę to wszystko
obgadamy i od razu powiedz Scar, że nie ma prawa ruszyć mojej turkusowej
kiecki, bo zginie marnie.
- Spoko przekaże do później buziaczki.
- Papatki. – rozłączyłam się i zaczęłam przeglądać różne
plotkarskie portale. W niektórych znów coś pisali, że razem z Andreą za dużo
imprezujemy, albo że widziano mnie z kolejnym, ale jakoś mnie to nie rusza jak
chcą pisać to ich sprawa. Mam nadzieję tylko ze rodzice nie czytają takich
śmieci, zawsze im wciskam jakiś kit w który wierzą i uważają że jestem grzeczną
dziewczynką. Siedziałam tak jeszcze z pół godziny póki to wielmożny Josh nie
skończył sparingu i się nie wykąpał.
- Zmywamy się ślicznotko.
- Dłużej się nie dało.
- Nie gniewaj się. – wymruczał przygryzając mój płatek ucha.
Zbliżyłam się do niego, a nasze usta dzieliły już milimetry. Kiedy już chciał
mnie pocałować w ostatniej chwili się odwróciłam i jak najseksowniej wyszłam z
budynku. Założyłam kask i czekałam, aż podejdzie Jo. Wsiedliśmy na motor i
jechaliśmy z zawrotną prędkością do domu chłopaka. Zatrzymaliśmy się przed jego
domem i nadal staliśmy przy maszynie.
- Wejdź, a wszystko ci wynagrodzę. – wyszeptał seksownie
przygryzając dolną wargę.
- Chętnie skarbie, ale nie mogę muszę już wracać.
- Nie każ się prosić piękna. – powiedział ściskając moje
pośladki przy czym przysunął mnie do siebie. Zaczęliśmy się bardzo zachłannie
całować, lecz zanim wszystko zaczęło iść za daleko szybko się od niego
oderwałam.
- Naprawdę nie mogę Josh muszę iść. – posłałam mu całusa w
powietrzu. Nie wiem co się ze mną stało, ale potraktowałam go wyjątkowo
delikatnie. Zawsze jak kogoś wystawiałam było to trochę ostrzejsze i chłopaki
mieli czuć się źle. Wiem, wiem wredna suka ze mnie, ale po prostu taka jestem.
Ale teraz była jakaś inna o nie, nie, niee on chyba mi się spodobał….
***
Wskoczyłam do domu i od razu przywitałam się z dziewczynami,
które siedziały w salonie i oglądały coś w TV. Następnie wzięłam swoja torbę i
poszłam do sypialni. Rzuciłam ją w kąt i zaczęłam wertować garderobę, wyjęłam
krótkie, poszarpane, dżinsowe szorty i luźny t-shirt z napisem SWAG. Wzięłam
czysta bieliznę i poszłam do łazienki. Po szybkim prysznicu ubrałam nowe rzeczy,
a brudne wrzuciłam do kosza na pranie. Zbiegłam na dół gdzie można było
usłyszeć paplanie moich przyjaciółek.
- Jak tam zakupy ? – zapytałam.
- A super żałuj że nie byłaś z nami, An prawie pobiła jakąś
babkę bo zabrała ostatnią parę szpilek w jej rozmiarze. – zachichotała Scar.
- Ej, takich jeszcze nie miałam, ale mniejsza jak tam z
Josh’em. – dopytywała Andrea.
- Właśnie coś dziwnego …
- Coś się stało ?
- Tak ja byłam dla niego miła. – wykrzywiłam się, a
dziewczyną o mało oczy z orbit nie wyszły.
- OMG Flesh on ci się spodobał i go polubiłaś ! – wydarła
się An.
- Nie ma takiej opcji jest przystojny, ale nic więcej muszę
zerwać z nim kontakt. – powiedziałam i szybko usunęłam jego numer w razie czego
jakby mnie podkusił do niego napisać.
- Livi miłość jest fajna …. – zaczęła znów swoje Scarlett.
- Dobra nie chcę znów tego słuchać. – wywróciłam oczami.
- Ej a ty nie powinnaś jechać z Mo do fryzjera ? – Star
spojrzała na mnie wyczekująco.
Zerknęłam na zegarek było po 18.
Zerknęłam na zegarek było po 18.
- O boże zaraz się spóźnię !! Będę za jakiś czas kicie i
wtedy lecimy na balety, a teraz wybaczcie, ale jadę kocham was. – nie czekając
na odpowiedź pobiegłam na górę i wzięłam torebkę do której wrzuciłam
najpotrzebniejsze rzeczy. Zbiegłam do salonu, wzięłam psiaka na ręce i
popędziłam na parking. Wsiadłam do auta, a Moon posadziłam na fotel pasażera.
Odpaliłam i z piskiem opon wyjechałam z naszej rezydencji. Po dość łatwej drodze
zaparkowałam pod salonem fryzjerskim i biorąc mojego pupilka zamknęłam auto i
weszłam do środka. Przywitałam się z Violetą
i oddałam mój skarb w jej zaufane ręce. Ja korzystając z czasu poszłam
do Stelli, która doprowadzi moje pazurki do ładu. Po pół godzinie mój psiak był
już obcięty, a moje dłonie w nienagannym stanie. Zapłaciłam za wszystko i
postanowiłam wracać do domu. Jak zawsze nie mogłam znaleźć kluczyków w torebce.
Postawiłam Mo na ziemi i zaczęłam szperać w tej czarnej dziurze. Nagle
usłyszałam szczekanie natychmiast odwróciłam głowę, a mój psiak stał na środku
ulicy. Szybko wbiegłam na jezdnie i wzięłam go na ręce. Usłyszałam dźwięk
klaksonu i pisk opon zanim zdążyłam się odwrócić poczułam niemiłosierny ból, a
z oddali słyszałam krzyki ludzi zagłuszające skomlenie Moon. Później było tylko
ciemno….
___________________________________
Oto prolog naszego nowego opowiadanie. Mam nadzieję, że się podoba. Liczę na Wasze komentarze, bo początki są trudne, a to naprawdę daje kopa i motywację :) Liczymy na Was <3



