niedziela, 31 maja 2015

24 rozdział

Oczami Andrei
Piątek, 11 kwietnia

Kompletnie nic nie pamiętam z wczorajszego dnia. Jedyne co, to fakt, że  w środku cierpię i jestem rozbita emocjonalnie. Aha i jeszcze, że już nigdy nie zaufam żadnemu chłopakowi. Po tym co mnie spotkało… lepiej nie gadać. Załatwię sobie jakiegoś terapeutę albo co, bo inaczej nie dojdę ze sobą do porządku. Obudziłam się o 10:30. Może zdążę na 2 ostatnie lekcje. Muszę pojawić się w szkole i ochrzanić Petera w radiowęźle, prze okazji napiszę coś chamskiego na twitterze. Nie daruje mu tego. Zapłaci mi za to co go spotkało. Przekręciłam się na drugi bok i nagle coś poczułam, a właściwie kogoś, czyjąś rękę… Zmarszczyłam brwi i otworzyłam oczy. Z każdą sekundą moje źrenice się powiększały, aż w końcu krzyknęłam. Obudziło to chłopaka, który postanowił się położyć obok mnie, a może…
- O boże, co ty tu robisz? – spojrzałam na Louisa, który przecierał oczy, obudzony moimi wrzaskami.
- A co ty tu robisz? – odpowiedział na wpół przytomny ziewając.
- To mój pokój i moje łóżko. – mówiąc to rozejrzałam się, upewniając się, że aby na pewno znajduje się u siebie w domu. – Przyszedłeś tutaj za mną. – powiedziałam pewna tego, chodź nic nie pamiętałam.
- Nie ma mowy, to ty mnie zaprosiłaś. – odpowiedział w rozbawieniu. – Nie pamiętasz, co? Byłaś kompletnie pijana. Ja też, ale to akurat zapamiętałem. Potem mi się film urwał.
- Jak to? – zapytałam spanikowana. Nie mogłam zaprosić obcego chłopaka do swojego łóżka! Dobra, Louis nie jest obcy, ale wiadomo o co mi chodzi, wciąż nie jestem w związku, a ja jestem szanującą się dziewczyną. Po za tym mam, a właściwie do nie dawna miałam chłopaka. Za wcześnie na coś nowego. – To nie możliwe, nie mogłabym. – dodałam.
- Ale zrobiłaś to. – uśmiechnął się. – Pamiętam jak odprowadziłem cię do drzwi i powiedziałem, że muszę iść do domu, bo nie wiem czy dałem twojemu bratu klucze, a ty powiedziałaś żebym został, bo tylko przy mnie czujesz się lepiej. No i jak widzisz zostałem. Pamiętam jeszcze jak pociągnęłaś mnie za bluzkę do swojego pokoju i zamknęłaś drzwi, a potem popchnęłaś na łóżko. I film urwany! Ta da! Oto cała tajemnica.
- Nie masz dowodów.
- Owszem, mam. Swoją pamięć. – mówiąc to popukał się w głowę. – Bardzo dobrą, warto wspomnieć.
- Ale jednak cię zawiodła bo nie pamiętasz co robiliśmy dalej… - urwałam dochodząc do wniosku do czego mogło dojść! Jezus święty! A co jeśli my… razem… tutaj… nie! Tylko nie to! To się nie mogło stać! Spanikowana zajrzałam pod kołdrę i stwierdziłam, że kompletnie nie mam nic na sobie! Nie, nie, nie. Zdradziłam Petera! Boże! Czuje się jak szmata.  
- Jesteśmy dwójką dorosłych i wolnych ludzi. Spokojnie, An. To nic złego. Nie poznałaś mnie na pierwszej lepszej imprezie. – roześmiał się. – Po za tym skoro już jesteś wolna to…
- Milcz! – krzyknęłam. – Żadnego „po za tym”. Mam Petera.
- Zdradził cię. – przypomniał mi.
- Ja jego też. Nie pamiętam tego, ty też, ale najprawdopodobniej spaliśmy ze sobą.
- Nie zdradziłaś go. Zerwaliście.
- Całkiem nie dawno. To też wlicza się w zdradę. – powiedziałam w pełni przekonana o swojej racji.
- An… - Louis dotknął mojego ramienia, ale je odtrąciłam.
- Idź już. – powiedziałam zimnym tonem.
- Nie mogę. – jęknął.
- Bo?
- Bo jestem kompletnie nagi. – wyznał z zawstydzeniem. Wywróciłam oczami.
- Ja również. Też się stąd nie ruszę. – powiedziałam.
- Okej, więc będziemy tak siedzieć.
- No i w porządku. – kiwnęłam głową. Czeka nas bardzo długi dzień.
                                                                       ***
Po jak naliczyłam godzinie, usłyszałam czyjeś kroki. Nawet się ucieszyłam, ze ta katorga się skończy, ale to by oznaczało, ze zostanę przyłapana w łóżku z Louisem! Szlag! Jestem szanująca siebie dziewczyną, nie mogę sobie na to pozwolić. Z chwilą gdy zobaczyłam jak ktoś naciska klamkę, zrzuciłam zwinnym ruchem Lou z łóżka, która coś krzyknął. Do pokoju weszła Libby.
- Co to było? – zmarszczyła brwi.
- Co, co było? – odpowiedziałam udając głupią.
- No ten dźwięk?
- To ja. – powiedziałam pewnie. – Ćwiczę głos na przedstawienie w teatrze. Muszę wypaść jak najlepiej. No i czasem krzyczę, pomaga. Spróbuj.
- Ee, dzięki, może później. Jesteś naga? – zadała kolejne pytanie. Co to przesłuchanie?
- Lubię tak spać. – odpowiedziałam. – Też spróbuj. Pomaga w ćwiczeniu pewności siebie.
- No tobie chyba jej nie brakuje… 
W tym momencie Louis kichnął! Jasna cholera! Ten człowiek mnie wykończy, teraz na pewno nie wmówię Liv, że to ja. Mam przechlastane. Dowie się o tym Peter i pomyśli, ze jestem jakąś tanią laską, która krótko po zerwaniu wskakuje do łóżka innemu.
- Kto to… - Libby podeszła bliżej łóżka i zajrzała pod nie. – O hej Louis. Co ty tu… Louis! – krzyknęła. – Jesteś… jesteś nagi! An też jest naga! Boże, wy jesteście nadzy! O mój boże!
- Liv, błagam. Nie mów o tym nikomu i nie wspominaj o tym nigdy więcej, proszę. Ja nawet tego nie pamiętam, Louis też nie. To stało się po pijaku, jedna nie zobowiązująca noc, nic wielkiego. Liv, proszę. – powiedziałam najbardziej przekonującym tonem na jaki było mnie stać. Moja przyjaciółka nadal wyglądała na zszokowaną, ale kiwnęła głową.
- W porządku, nikomu o tym nie powiem, ale… wy dwoje? Kto by pomyślał. Nawet się na to nie zanosiło, wow.
- Tak, też jestem w szoku. – kiwnęłam głową.
Gdy Libby była przy drzwiach odwróciła się w moją stronę i powiedziała:
- Musimy isć po nasze samochody zaraz, no chyba, ze wy dwoje wolicie zostać cały dzień w łóżku?
W odpowiedzi rzuciłam w nią poduszką, a ona śmiejąc się na cały głos wyszła. Wywróciłam oczami. To się nie dzieje naprawdę.
                                                                       ***

Musiała nas zawieźć na miejsce taksówka. Ja siedziałam z Libby i Scar w jednej, a w drugiej Harry, Louis, Niall i Zayn i Liam. Nadal nie wierzę, ze Louis widział mnie nago i nawet tego nie pamięta. Czuje się okropnie i nadal boli mnie głowa. Mam nadzieje, że Liv postanowi o tym jak najszybciej zapomnieć. Podobnie jak i Lou. Nie chce aby to miało jakikolwiek wpływ na naszą przyjaźń.
- Czyli widzę, że o Peterze zupełnie zapomniałaś. – powiedziała Libby. Rzuciłam jej karcące spojrzenie, którego niestety nie zauważyła.
- Nadal go kocham. Nie przestanę z dnia na dzień. – wyznałam. – Ciebie też kocham, ale już milcz, okey?
- Jak wolisz. – odpowiedziała Libby. Jechaliśmy dalej w milczeniu. Ja bawiłam się swoim telefonem i przeglądałam różne ustawienia z nudów, a Scar grała w jakąś grę na komórce. – Ciekawe co teraz robi Louis, hm? – odezwała się nagle  blondynka. No ja chyba szału dostane! Shut up już.
- Nie interesuje mnie to. – mruknęłam.
- Może on się zastanawia co my robimy.
- Albo mam takie wrażenie, albo wy mi o czymś nie mówicie. – powiedziała nagle Scar. W sumie każdy by się domyślił, że tu coś nie gra.
- Nie, nie zdaje ci się. – powiedziałam zestresowana. Im mniej osób wie tym lepiej. Nie chce aby ta wiadomość dotarła do Zayna, Liama, Harry’ego i Nialla.
- An, powiedzmy jej. – naciskała Liv.
- Obiecałaś. – powiedziałam stanowczym tonem.
- Ale jest naszą przyjaciółką i ma prawo wiedzieć!
- Czy ktoś mi wyjaśni o co tu chodzi? – zapytala zniecierpliwiona Scarlett.
- Hej! Ja też chce wiedzieć. – odezwał się taksówkarz. No ja chyba śnię! Jedna nie zobowiązująca noc, a nagle każdy chce o tym wiedzieć. Czy nie można mieć chociaż trochę prywatności? Wymagam tak wiele, serio?
- Pan niech się lepiej zamknie. – powiedziałam ostrym jak brzytwa tonem.
- To coś ma związek z Louisem, tak? – spytała Scar patrząc to na mnie to na Libby. 
- Tak. – wypaliła Liv bez zastanowienia.
- No hej! – powiedziałam oburzona. – Nie chce aby ten okropny kierowca to usłyszał.
- Ja tu wciąż jestem. – przypomniał o swojej obecności mężczyzna.
- Jedźmy dalej, ty i Louis, tak? – Scar jest jakimś  detektywem, czy co? A no tak. To jej praca.
- Tak. – potwierdzała coraz bardziej podekscytowana Libby.
- Kto to Louis? – odezwał się taksówkarz.
- Uważaj pan na drogę lepiej co? – skarciłam go. Głupi gbur. Niech się zajmie lepiej swoimi sprawami.
- Louis to jej ‘przyjaciel’. – roześmiała się Liv.
- O mój boże! – wykrzyknęła Scarlett. – Kochasz się w Louisie!
- Nie! – wykrzyknęłam. – nie dawno zerwałam z Peterem. Nie chce nowego związku. To mi zupełnie nie potrzebne.
- Powie mi ktoś kto to ten Peter? – ten taksówkarz poważnie, działa mi na nerwy. Zaraz wybuchnę albo go uduszę.
- Jej były chłopak, ale zdradzał ją z dziwkami. – wyjaśniła Libby.
- Wiec Louis cię pocałował. – zgadywała nadal brunetka.
- Żeby tylko. – parsknęla Liv rozbawionym tonem. No teraz to już przegięła!
- O Jezusie słodki! Spaliście ze sobą! – krzyknęla Scar. Wywróciłam oczami. No to się już wszystko wydało. Mam nadzieje, że w trakcie drogi Louis nie postanowił poinformować o tym swoich przyjaciół. Spaliłabym się ze wstydu.
- Tak, ale kompletnie nic nie pamięta, podobnie zresztą jak Louis. – powiedziała blondynka.
- Pijacka noc. – roześmiał się kierowca. – Tak poznałem swoją żonę. Ach, stare czasy.
- nie obchodzi mnie pańska żona! – powiedziałam do niego. – Zajmij się pan kierowaniem.
- Louis na pewno nic nie pamięta czy udaje? – spytała Scarlett. – Wiesz, może nie chciał czuć się zażenowany, że ty nic nie pamiętasz, a on tak.
- Niee, to nie możliwe. – odpowiedziałam z rozbawieniem. A może? Jezu. Oby nie.
- Jesteśmy na miejscu. – powiedział w końcu taksówkarz. Nareszcie! Nie będę musiała wysłuchiwać jego gadania. Wszystkie opuściłyśmy taksówkę, a Scar mu zapłaciła. Gdy znalazłyśmy się na miejscu, przeżyliśmy wszyscy szok! Dosłownie. Wczoraj to była magiczna noc, wszyscy śmiali się, bawili i przede wszystkim było czysto. A teraz? Festiwal przerodził się w pobojowisko. Wszędzie śmieci, brud, syf. Poważnie, czułam się jakbyśmy przyszli na powojenną ziemię.
- No to nie źle zaszaleliśmy. – powiedział Louis stając obok nas. Zadrżałam na ton jego głosu. Musiał się tu pojawiać? Nie może mnie unikać?
- Wiesz, było tutaj jakieś 100 tysięcy innych osób. – odpowiedziała Scarlett. – To wygląda przerażająco. Chodźmy lepiej po samochody.
- Hej Louis. – Libby pomachała do niego z uśmiechem. Wywróciłam oczami.
- Hej? – odpowiedział nie pewnie chłopak.
- Może wy chcecie z An jechać jednym samochodem? – zaproponowała.
- Dam sobie radę. Sama. – podkreśliłam ostatnie słowo.
- Czipsy! – wrzasnął Niall i rzucił się na nie.
- Niall! One leżały na ziemi, w dodatku ktoś je już jadł. – powiedziała zdegustowana Scar.
- Czy to pastylki? – odezwała się Libby. No ja chyba śnię, prawda? To sen? Blondynka podeszła do nich i wzięła kilka, od razu pakując sobie do buzi. One są brudne i w dodatku mógł nasikać na nie jakiś pies. Fuj, ohyda! Że też Libby się nie brzydzi. – Mmm, pychota! – powiedziała z radością. Obserwowałam ją z wyrazem twarzy typu „aha, spoko, fajnie”
- Zayn, psst! – syknęłam do niego. – Twoja dziewczyna je pastylki z ziemi, a tobie to odpowiada?
- Niall właśnie mnie poczęstował czipsem, również z ziemi. Powinniśmy wszyscy jeść z ziemi. Nie ma to w końcu jak ekologiczne jedzenie!
Otworzyłam szeroko oczy nie wierząc, że to słyszę. Jezu Chryste.
- O boże! Czy to Channing Tatum bez koszulki?! – wykrzyknęła nagle Liv, chodź wcale żadnego Channinga nie było. Czy Libby ma… halucynacje po tym? Cholera jasna! A mówiłam, że to źle wpływa na zdrowie. Będziemy musieli ją zawieźć do jakiegoś lekarza chyba, jeżeli jej to nie przejdzie po godzinie.
- Naćpała się pastylkami. – powiedziałam do Zayna. – Zrób coś! Idź i ją zanieś do auta i zaśpiewaj swoim seksownym głosem jakąś piosenkę i zapomnij o tym, że nazwałam twój głos seksownym. – te słowa wyszły z moich ust na jednym wdechu.
- Spoko. – rzucił i podszedł do Libby po czym wziął ją na ręce, a ona zaczęła się drzeć, ze chce dotknąć Channinga. On jednak nie zważając na jej krzyki poszedł w stronę samochodu. W sumie są słodcy. Chciałabym mieć kiedyś taki związek jak oni. Popatrzyłam wtem na Nialla, który częstował Scar czipsami. Czy oni wszyscy powariowali? Jedzenie z ziemi. Nowa moda. Zaraz będzie „nie jesz jedzenia z ziemi? Jesteś dziwadłem roku”.
- Jak się czujesz? – usłyszałam za sobą głos Louisa. Normalnie aż podskoczyłam na ten dźwięk.
- Ee, w porządku, a ty? – odpowiedziałam nieco zestresowana. Dlaczego on tak na mnie zaczął działać? Co jest ze mną nie tak? A właściwie z nim?
- Też może być. – powiedział drapiąc się w kark. Potem staliśmy w ciszy. Jednak czuliśmy się skrępowani w swoim towarzystwie, a tak bardzo chciałam tego uniknąć. Tę noc jednak zapamiętamy jeszcze na długo.
- No to okey. – odezwałam się po chwili.
- Okey. – powtórzył cicho.
- Wracamy do domu! – krzyknął Liam. – Nie zdążę na mecz w telewizji! Ludzie, hello.
- No to musimy się zbierać. – powiedział Louis przeciągając każde słowo.
- No chyba tak. – odparłam. Jezu, ta rozmowa co najmniej mnie męczy. Odeszłam więc od niego i poszłam do swojego samochodu. Nie wiem jak teraz będą wyglądały nasze stosunki, ale łatwo na pewno nie będzie. Cóż, za pijackie noce czasami się płaci.
____________________________________________________
Wiem, ze krótki , ale jakoś nie specjalnie miałam wenę na ten rozdział :( wybaczcie. oczywiście liczą na wasze komentarze! <3 chociaż te króciutkie haha


sobota, 2 maja 2015

Rozdział 23

Perspektywa Libby
Czwartek, 10 kwietnia

Biedna An .. niech tylko jeszcze raz zobaczę Petera to normalnie zamorduje. Miał najwspanialszą dziewczynę pod słońcem i zamienił ją na jakiegoś szlaufa z burdele !! Razem ze Scar nie miałyśmy serca zostawiać jej samej więc zostałyśmy w domu. Siedziałyśmy w salonie opatulone w koce, nieogarnięte i zajadałyśmy lody i popcorn. W telewizji leciał właśnie jakiś film romantyczny. Jakiś facet właśnie wyznawał jakiejś kobiecie miłość ..
- Kłamca !! Nie wierz mu na pewno zdradza Cię z jakąś zdzirą !! - krzyknęła Andrea rzucając w telewizor popcornem.
- Może włączymy coś innego .. - Scarlett miała już sięgnąć po pilota, ale Star ją uprzedziła.
- Nie ! Chce zobaczyć jak go później rzuca dla innego który jej nie okłamuje. - powiedziała.
- Scar zajmij się nią idę poćwiczyć mam sporo zaległości. - wstałam i związałam włosy w kucyk.
- Nie jestem dzieckiem Liv. - oburzyła się Andrea.
- Też Cię kocham ! - krzyknęłam wchodząc po schodach, ale już nie usłyszałam odpowiedzi. Weszłam do naszej salki do ćwiczeń i przebrałam się w wygodniejsze rzeczy. Włączyłam muzykę i po długiej i męczącej rozgrzewce wzięłam się za zaległy taniec który muszę zaliczyć.

***

Ledwo żywa wzięłam prysznic i szybko się ogarnęłam. Zeszłam na dół gdzie była cała banda chłopaków latających naokoło An z nowymi pudełkami lodów. Oparłam się o ścianę i z rozbawieniem patrzyłam jak moja przyjaciółka krzyczy że kupili jej złe smaki.
- Przestałaś dbać o linię ? - usiadłam na kolanach Zayn'owi i zjadłam ogromną łyżkę lodów miętowych z kawałkami czekolady. AAA mózg mi zamarza.
- I tak mnie nikt nie chce. - ugryzła tabliczkę czekolady. O nie tak nie może być trzeba jej pomóc zapomnieć o tej zdradzieckiej świni.
- Nie przesadzaj jesteś jedną z najładniejszych dziewczyn w szkole, a nawet w mieście każdy Cię chce nie załamuj się przez jakiegoś dupka, który nie potrafił Cię docenić. - powiedziałam pewnym głosem.
- Ale .. - chciała coś powiedzieć, ale wtrąciła się Scar.
- Nie ma żadnych ''ale'' wstawaj i się ogarniaj bo zabieramy Cię na shopping i później do klubu. - powiedziała dziwnie machając rękoma co chyba miało pokazywać taniec. Niewierze że Scar chce iść
do klubu i to jeszcze z własnej woli. Czego się nie robi dla przyjaciółki.
- Dziewczyny mają racje, a później możesz go obsmarować brudami przez radiowęzeł i na twitterze. - podrzucił jej pomysł Louis, a An aż iskierki zaświeciły się w oczach chodź widzę że to dla niej naprawdę trudne i jedne zakupy i impreza nie pomogą do końca. Znalazłabym jej kogoś, ale to raczej nie na miejscu przecież wczoraj straciła chłopaka.
- Musimy jej pomóc zapomnieć, bo popadnie w paranoje pamiętam jak było jak kiedyś rozstała się z chłopakiem pomożecie ? - wyszeptałam Zayn'owi do ucha.
- A mamy wybór ? - zapytał rozbawiony.
- Nie. - uśmiechnęłam się. An od niechcenia poszła na górę się ogarnąć.
- Gdzie zgubiliście kotleta ? - zapytałam.
- A co stęskniłaś się ? - palnął Niall, a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Ja stęskniona za nim niedoczekanie wasze ! Po prostu nie mam komu dokuczać lubię jak się wkurza. - powiedziałam wtulona w Zayna.
- Jesteś dziwna. - stwierdził Lou.
- No to żeś Amerykę odkrył. - zaśmiała się Scar.
- Dzięki Scarlett nie ma to jak miał opinia przyjaciółki. - uśmiechnęłam się do niej sztucznie.
- Mniejsza. W jakim klubie się spotykamy ? - zapytałam.
- Nie idziemy do klubu, ale miejsce imprezy to niespodzianka. - Liam miał uśmiech od ucha do ucha całkiem słodko wyglądał jak taka mała kochana panda. Boże jaka ze mnie idiotka dobrze że nikt nie wie co myślę.
- To my idziemy się szykować. - powiedziała wymownie Scar, ale oczywiście oni nic nie załapali.
- Scar chciała powiedzieć, żebyście pojechali do domu i się wyszykowali. - powiedziałam wprost, a moja przyjaciółka uderzyła się z otwartej dłoni w czoło. No co nie moja wina że oni nic nie rozumieją wiec mówię wprost.
- Ale my jesteśmy gotowi. - uśmiechnął się Niall.
- Dobra wytłumaczę wam to jaśniej. My potrzebujemy trochę prywatności ludzi nie możecie z nami być dwadzieścia cztery godziny na dobę. Przyznajcie się jesteście z jakiejś gazety ?? A może dla nich pracujecie i sprzedajecie gorące plotki z naszego prywatnego życia ?! Na bank no bo kto normalny wytrzymałby z nami jesteśmy zdrowo popierdolone. To co zebraliście już wszystkie materiały ? Jak chcecie to mogę wam dać moje majtki żebyście mieli dowody możecie nawet powiedzieć że się z wami wszystkimi przespałam i tak już każdy ma mnie za dziwkę czemu tego bardziej nie rozpowszechnić. - plotłam jak opętana, a wszyscy gapili się na mnie jak na idiotkę i po chwili wybuchli śmiechem.
- Liv ty to zabawna jesteś normalnie bardziej niż ja. - rechotał się Louis, no ja już nie wiem jak ja mam ich wygonić.
- Dobra chłopaki jedziemy wrócimy po nie wieczorem. - powiedział Zayn z rozbawieniem i cmoknął mnie w policzek na pożegnanie.
- Dzięki Bogu ! - uniosłam dłonie do sufitu.
- Ale co do tych majtek .. - zaczął Louis.
- Wynocha ! - krzyknęłam i rzuciłam poduszką w ich kierunku, ale zdążyli uciec w akompaniamencie głośnego śmiechu mojej przyjaciółki. Ja przez nich skończę w psychiatryku ... chociaż to może nie byłby taki zły pomysły.

***

Scar dostała sms od Nialla co do naszego ubioru do mnie pewnie bali się napisać. Ja już nie wiem co mam o nich myśleć jeszcze nam ubiór wybierają, może niedługo będą określali wymagania co do bielizny. Razem z dziewczynami czekałyśmy, aż w końcu te księżniczki przyjadą. Nie żeby coś, ale godzina spóźnienie to nawet na mnie za dużo. W końcu usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Alleluja
łaskawie się pojawili.
- Serio godzina spóźnienia ? -spytałam jak tylko wsiadłam do auta Malika.
- No nie nasza wina korki były. Mogłaś nas nie wyganiać. - powiedział nadal rozbawiony tą sytuacją.
- Jace miał jechać z nami, ale Andrea pewnie by nas zabiła za to i byłoby gadanie że źle na niego wpływamy. - Louis jest taki naiwny.
-Nie rozbawiaj mnie Lou to on prędzej będzie miał na was zły wpływ, a poza tym An nie chce go za szybko widzieć po jego ostatnim wybryku więc lepiej o nim nie wspominaj. - wyjaśniłam poprawiając makijaż w lusterku. Głupia szminka mi się rozmazała, a miała być taka idealna.
- A co takiego zrobił ? - dopytywał chłopak.
- Mieszkasz z nim i nie wiesz nie chwalił Ci się ? - spojrzałam na niego przez ramię.
- Nie nic mi nie mówił. - wzruszył ramionami.
- Obnażał się publicznie. - wyjawiłam chłopakom na co wybuchli śmiechem.
- W sumie to mogłem się domyślić w końcu ciągle chodzi po domu nago. - powiedział.
- Fuu jak ja się cieszę że to nie u nas mieszka. - aż przeszedł mnie dreszcz na tą wiadomość. Co za niewyżyty dzieciak po kim on to ma. Resztę drogi gadaliśmy o jakiś bzdurach. Rozglądałam się przez okno co to za odludzie.
- Jesteśmy na miejscu. - Zayn zaparkował auto na jakimś ogromnym parkingu.
- Czy wy macie nas zamiar teraz zabić, poćwiartować i zakopać ? Bo nie wygląda mi to na miejsce imprezy. - zapytałam sarkastycznie wysiadając z auta gdzie czekała już reszta. Oczywiście nie obyło się bez Harry'ego i jej dziuni. Ciekawe jak ma na imię widząc wzrok resztę sądzę że nie tylko w mojej głowie pojawiło się takie pytanie. Zero kultury nawet jej głupi chłopak jej nie przedstawił.
- Hej jestem Libby jak się nazywasz ? - podeszłam do niej i wyciągnęłam dłoń którą ze zmieszaniem i niepewnością uścisnęła. Czyżby kotlet na opowiadał jej jaka to jestem niemiła i wredna. Nie zdziwiłoby mnie to w sumie.
- Yyy jestem Angelina. - przedstawiła się nieśmiało. No to teraz trochę się zabawimy.
- Piękne imię i jesteś dość ładna na pewno zostaniemy przyjaciółkami. Nie wiem czy znasz resztę, ale przedstawię. To jest Andrea, Scarlett, Zayn, Liam, Louis, Niall i kotlet znaczy Harry, ale jego to znasz. Wiesz to jego taka urocza ksywka możesz tak do niego mówić na pewno się nie obrazi on to uwielbia. - prawie wybuchłam śmiechem widząc jej minę i reszty. - Ale inna rzecz będę mówić do
Ciebie Angel chociaż pewnie taka grzeczna nie jesteś przy tym ogierze no wiesz tak w sekrecie mówiąc słyszałam że już pół Miami przeleciał, ale to nic złego przynajmniej jest doświadczony, a to się ceni. - wszyscy patrzyli z niedowierzaniem, a Angelina była czerwona jak pomidor. Jak ja lubię zawstydzać ludzi. Ale oczywiście do akcji musiał wkroczyć kotlet.
- To może my pójdziemy odebrać bilety. - zabrał dziewczynę i słyszałam tylko jak się tłumaczy i przeprasza za mnie.
- Czy Ty się dobrze czujesz ? - zapytał Liam.
- A co powiedziałam coś nie tak ? Chciałam być tylko miłą następnym razem od razu przedstawi swoje panienki. - złapałam Zayna za rękę i powędrowałam za tamtą dwójką, a reszta z nami. Po drodze śmialiśmy się i gadaliśmy, a im dalej szliśmy tym głośniej było słychać jakąś muzykę i było widać jakieś światła i lasery. Gdzie oni nas zaciągnęli.
- A oto niespodzianka. - Lou skakał i cieszył się jak dziecko na widok wesołego miasteczka. Serio i to tu bali się wziąć Jace'a. Jeny co za debile.
- Mieliśmy iść na imprezę, a nie do wesołego miasteczka. - zauważyła słusznie An.
- Ale to nie jest wesołe miasteczko to festiwal muzyczny gdzie są też różne karuzele. - wyjaśnił Niall.
- To wiele wyjaśnia. - powiedział Scar. Harry dał nam bilety przy czym trzymał swoją dziunię z dala ode mnie ehh przecież nie jestem aż taka straszna i jej nie zjem.

***

Wszystko jest takie piękne i kolorowe. Każdy kupił sobie drinka po czym poszliśmy w stronę oferowanych tu atrakcji. Chłopacy od razu pobiegli na najstraszniejszą i najszybsza karuzelę jaka tu była co mnie nie zdziwiło. Oni mają chyba skłonności samobójcze. Jeździli nią chyba pięć razy, a my w tym czasie zdążyłyśmy już wypić kilka drinków i lekko się wstawić. Dziewczyny gadały z Angeliną. Czułam się lekko opuszczona, ale przynajmniej alkohol jest ze mną. Jeny brzmię jak nałogowiec.
- Jesteś zazdrosna o Harry'ego ? - Angel usiadła naprzeciwko mnie ze słodkim uśmiechem.
- Bleee ja o kotleta ?! Czy Ciebie pojebało ! - oburzyłam się.
- No bo tak na niego patrzysz i ta Twoja gadka wcześniej. - wyjaśniła, a ja uderzyłam się z otwartej dłoni w czoło. Czemu wszyscy myślą że jestem zazdrosna i na niego lecę ludzie okulary sobie kupcie.
- Po pierwsze mam chłopaka to Zayn poznałaś go. Po drugie nigdy w życiu nie łączyło mnie nic i nie będzie mnie łączyć z tym kotletem poza nienawiścią do siebie. I po trzecie ja już mam chłopaka. - powiedziałam szybko na co ta tylko się zaśmiała i poszła pod karuzelę. Piłam już chyba piątego drinka i lekka faza zaczęła mnie łapać więc całkowicie zapomniałam o podejrzeniach Angel. Wszyscy postanowiliśmy iść do domu strachów. Jeździło się tam drewnianą kolejką. Kupiliśmy bilety i zajęliśmy miejsca, ale ta dziunia znów musiała coś palnąć.
- Co Libby wolałabyś siedzieć koło Harry'ego żeby się do niego przytulić. - powiedziała, a ja myślałam że zaraz się na nią rzucę i jej całą twarz przestawię, aż jej matka nie pozna.
- Liv spokojnie on chce Cię sprowokować. - Zayn objął mnie ramieniem.
- Udaj się jej i zaraz tego pożałuje. - ta suka ma szczęście że jeszcze nie potrafię zabijać wzrokiem. Jeszcze bezczelnie się śmiała. No ja zaraz nie wytrzymam.
- Harry trzymaj ją lepiej blisko siebie, bo pożałuje że ze mną zadziera. - powiedziałam wściekła. Chłopak zaczął jej coś tłumaczyć, a ta tylko wywróciła oczami.
- Uuu wróciła psycho Libby. - zawyła An która już była napita. Normalna osoba by się za to zdanie wkurzyła, ale mnie to rozbawiło. Scar, An i ja śmiałyśmy się przez cały dom strachu z tego, a nikt nie wiedział o co chodzi. Może kiedyś im opowiem, ale to jak będę trzeźwa i będę o tym pamiętać więc marne szanse. Jak wyszliśmy z tego śmiesznego domu strachów, An rzuciła pomysł żeby coś zajarać. Rozejrzeliśmy się i zobaczyliśmy jakąś grupkę palących osób. Liam poszedł do nich po jakiegoś gieta, ale odprawili go.
- Może poszukamy kogoś innego. - zaproponował Niall.
- Co ich zapytałeś ? - zapytałam opierając się o ramie Zayna.
- Czy mają zioło, a co niby miałem zapytać. - odpowiedział oburzony Liam.
- Jeny nie można tak prosto z mostu. Pewnie pomyśleli że jesteś z policji czy coś trochę dyskrecji. - wywróciłam oczami i wstałam z ziemi. Wyjęłam kilka banknotów z torebki i je zwinęłam w dłoni.
- Dajcie mi to załatwić. - uśmiechnęłam się i oddaliłam od znajomych.
- Hej. - przywitałam się i podałam jednemu dłoń na uściśnięcie przy okazji dając pieniądze. Spojrzał i szybko przeliczył banknoty. Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu i wręczył srebrną kulkę.
Uśmiechnęłam się wdzięcznie i wróciłam do reszty.
- Wy kobiety to macie łatwiej wystarczy dekolt. - warknął Liam.
- Oj już nie marudź tylko podaj bletki i jakiegoś papierosa. - rozdrobniłam zioło i zmieszałam z odrobiną tytoniu. Szybko skręciłam blanta i rozpaliłam podając dalej. Nawet Scar zapaliła to trzeba zapisać w jakimś kalendarzu. Jak skończyliśmy wzięliśmy jeszcze kilka drinków i poszliśmy w tłum. Impreza była genialna jedna z najlepszych na jakich byłam. Niall nosił Scar na baranach, a Zayn mnie. An tańczyła z Lou uśmiechnięta od uch do ucha. Harry z tą dziunią, a Li z jakąś brunetką. Prawie idealny skład nie sądziłam, ze tak szybko się zgramy. Kocham tych ludzi !

___________________________
Rozdział dość szybko i mam nadzieję, ze Wam się podoba. Proszę o komentarze z pochwałami, krytyką czymkolwiek po prostu chcę wiedzieć że tu jesteście i ze czytacie to dla nas naprawdę ważne. I wybaczcie jeśli są jakieś błędy :)
Ps. Trzymajcie za mnie kciuki bo matury mi się zaczynają :) I powodzenia dla reszty maturzystów jestem z Wami !! <3