Oczami
Andrei
Piątek, 11
kwietnia
Kompletnie nic nie pamiętam z wczorajszego dnia. Jedyne co, to fakt,
że w środku cierpię i jestem rozbita
emocjonalnie. Aha i jeszcze, że już nigdy nie zaufam żadnemu chłopakowi. Po tym
co mnie spotkało… lepiej nie gadać. Załatwię sobie jakiegoś terapeutę albo co,
bo inaczej nie dojdę ze sobą do porządku. Obudziłam się o 10:30. Może zdążę na
2 ostatnie lekcje. Muszę pojawić się w szkole i ochrzanić Petera w radiowęźle,
prze okazji napiszę coś chamskiego na twitterze. Nie daruje mu tego. Zapłaci mi
za to co go spotkało. Przekręciłam się na drugi bok i nagle coś poczułam, a
właściwie kogoś, czyjąś rękę… Zmarszczyłam brwi i otworzyłam oczy. Z każdą
sekundą moje źrenice się powiększały, aż w końcu krzyknęłam. Obudziło to
chłopaka, który postanowił się położyć obok mnie, a może…
- O boże, co ty tu robisz? – spojrzałam na Louisa, który przecierał
oczy, obudzony moimi wrzaskami.
- A co ty tu robisz? – odpowiedział na wpół przytomny ziewając.
- To mój pokój i moje łóżko. – mówiąc to rozejrzałam się, upewniając
się, że aby na pewno znajduje się u siebie w domu. – Przyszedłeś tutaj za mną.
– powiedziałam pewna tego, chodź nic nie pamiętałam.
- Nie ma mowy, to ty mnie zaprosiłaś. – odpowiedział w rozbawieniu. –
Nie pamiętasz, co? Byłaś kompletnie pijana. Ja też, ale to akurat zapamiętałem.
Potem mi się film urwał.
- Jak to? – zapytałam spanikowana. Nie mogłam zaprosić obcego chłopaka
do swojego łóżka! Dobra, Louis nie jest obcy, ale wiadomo o co mi chodzi, wciąż
nie jestem w związku, a ja jestem szanującą się dziewczyną. Po za tym mam, a
właściwie do nie dawna miałam chłopaka. Za wcześnie na coś nowego. – To nie
możliwe, nie mogłabym. – dodałam.
- Ale zrobiłaś to. – uśmiechnął się. – Pamiętam jak odprowadziłem cię do
drzwi i powiedziałem, że muszę iść do domu, bo nie wiem czy dałem twojemu bratu
klucze, a ty powiedziałaś żebym został, bo tylko przy mnie czujesz się lepiej.
No i jak widzisz zostałem. Pamiętam jeszcze jak pociągnęłaś mnie za bluzkę do
swojego pokoju i zamknęłaś drzwi, a potem popchnęłaś na łóżko. I film urwany!
Ta da! Oto cała tajemnica.
- Nie masz dowodów.
- Owszem, mam. Swoją pamięć. – mówiąc to popukał się w głowę. – Bardzo
dobrą, warto wspomnieć.
- Ale jednak cię zawiodła bo nie pamiętasz co robiliśmy dalej… -
urwałam dochodząc do wniosku do czego mogło dojść! Jezus święty! A co jeśli my…
razem… tutaj… nie! Tylko nie to! To się nie mogło stać! Spanikowana zajrzałam
pod kołdrę i stwierdziłam, że kompletnie nie mam nic na sobie! Nie, nie, nie.
Zdradziłam Petera! Boże! Czuje się jak szmata.
- Jesteśmy dwójką dorosłych i wolnych ludzi. Spokojnie, An. To nic
złego. Nie poznałaś mnie na pierwszej lepszej imprezie. – roześmiał się. – Po
za tym skoro już jesteś wolna to…
- Milcz! – krzyknęłam. – Żadnego „po za tym”. Mam Petera.
- Zdradził cię. – przypomniał mi.
- Ja jego też. Nie pamiętam tego, ty też, ale najprawdopodobniej
spaliśmy ze sobą.
- Nie zdradziłaś go. Zerwaliście.
- Całkiem nie dawno. To też wlicza się w zdradę. – powiedziałam w pełni
przekonana o swojej racji.
- An… - Louis dotknął mojego ramienia, ale je odtrąciłam.
- Idź już. – powiedziałam zimnym tonem.
- Nie mogę. – jęknął.
- Bo?
- Bo jestem kompletnie nagi. – wyznał z zawstydzeniem. Wywróciłam
oczami.
- Ja również. Też się stąd nie ruszę. – powiedziałam.
- Okej, więc będziemy tak siedzieć.
- No i w porządku. – kiwnęłam głową. Czeka nas bardzo długi dzień.
***
Po jak naliczyłam godzinie, usłyszałam czyjeś kroki. Nawet się
ucieszyłam, ze ta katorga się skończy, ale to by oznaczało, ze zostanę
przyłapana w łóżku z Louisem! Szlag! Jestem szanująca siebie dziewczyną, nie
mogę sobie na to pozwolić. Z chwilą gdy zobaczyłam jak ktoś naciska klamkę,
zrzuciłam zwinnym ruchem Lou z łóżka, która coś krzyknął. Do pokoju weszła
Libby.
- Co to było? – zmarszczyła brwi.
- Co, co było? – odpowiedziałam udając głupią.
- No ten dźwięk?
- To ja. – powiedziałam pewnie. – Ćwiczę głos na przedstawienie w
teatrze. Muszę wypaść jak najlepiej. No i czasem krzyczę, pomaga. Spróbuj.
- Ee, dzięki, może później. Jesteś naga? – zadała kolejne pytanie. Co
to przesłuchanie?
- Lubię tak spać. – odpowiedziałam. – Też spróbuj. Pomaga w ćwiczeniu
pewności siebie.
- No tobie chyba jej nie brakuje…
W tym momencie Louis kichnął! Jasna cholera! Ten człowiek mnie
wykończy, teraz na pewno nie wmówię Liv, że to ja. Mam przechlastane. Dowie się
o tym Peter i pomyśli, ze jestem jakąś tanią laską, która krótko po zerwaniu
wskakuje do łóżka innemu.
- Kto to… - Libby podeszła bliżej łóżka i zajrzała pod nie. – O hej
Louis. Co ty tu… Louis! – krzyknęła. – Jesteś… jesteś nagi! An też jest naga!
Boże, wy jesteście nadzy! O mój boże!
- Liv, błagam. Nie mów o tym nikomu i nie wspominaj o tym nigdy więcej,
proszę. Ja nawet tego nie pamiętam, Louis też nie. To stało się po pijaku,
jedna nie zobowiązująca noc, nic wielkiego. Liv, proszę. – powiedziałam
najbardziej przekonującym tonem na jaki było mnie stać. Moja przyjaciółka nadal
wyglądała na zszokowaną, ale kiwnęła głową.
- W porządku, nikomu o tym nie powiem, ale… wy dwoje? Kto by pomyślał.
Nawet się na to nie zanosiło, wow.
- Tak, też jestem w szoku. – kiwnęłam głową.
Gdy Libby była przy drzwiach odwróciła się w moją stronę i powiedziała:
- Musimy isć po nasze samochody zaraz, no chyba, ze wy dwoje wolicie
zostać cały dzień w łóżku?
W odpowiedzi rzuciłam w nią poduszką, a ona śmiejąc się na cały głos
wyszła. Wywróciłam oczami. To się nie dzieje naprawdę.
***
Musiała nas zawieźć na miejsce taksówka. Ja siedziałam z Libby i Scar w
jednej, a w drugiej Harry, Louis, Niall i Zayn i Liam. Nadal nie wierzę, ze
Louis widział mnie nago i nawet tego nie pamięta. Czuje się okropnie i nadal
boli mnie głowa. Mam nadzieje, że Liv postanowi o tym jak najszybciej
zapomnieć. Podobnie jak i Lou. Nie chce aby to miało jakikolwiek wpływ na naszą
przyjaźń.
- Czyli widzę, że o Peterze zupełnie zapomniałaś. – powiedziała Libby.
Rzuciłam jej karcące spojrzenie, którego niestety nie zauważyła.
- Nadal go kocham. Nie przestanę z dnia na dzień. – wyznałam. – Ciebie
też kocham, ale już milcz, okey?
- Jak wolisz. – odpowiedziała Libby. Jechaliśmy dalej w milczeniu. Ja
bawiłam się swoim telefonem i przeglądałam różne ustawienia z nudów, a Scar
grała w jakąś grę na komórce. – Ciekawe co teraz robi Louis, hm? – odezwała się
nagle blondynka. No ja chyba szału
dostane! Shut up już.
- Nie interesuje mnie to. – mruknęłam.
- Może on się zastanawia co my robimy.
- Albo mam takie wrażenie, albo wy mi o czymś nie mówicie. –
powiedziała nagle Scar. W sumie każdy by się domyślił, że tu coś nie gra.
- Nie, nie zdaje ci się. – powiedziałam zestresowana. Im mniej osób wie
tym lepiej. Nie chce aby ta wiadomość dotarła do Zayna, Liama, Harry’ego i
Nialla.
- An, powiedzmy jej. – naciskała Liv.
- Obiecałaś. – powiedziałam stanowczym tonem.
- Ale jest naszą przyjaciółką i ma prawo wiedzieć!
- Czy ktoś mi wyjaśni o co tu chodzi? – zapytala zniecierpliwiona
Scarlett.
- Hej! Ja też chce wiedzieć. – odezwał się taksówkarz. No ja chyba
śnię! Jedna nie zobowiązująca noc, a nagle każdy chce o tym wiedzieć. Czy nie
można mieć chociaż trochę prywatności? Wymagam tak wiele, serio?
- Pan niech się lepiej zamknie. – powiedziałam ostrym jak brzytwa
tonem.
- To coś ma związek z Louisem, tak? – spytała Scar patrząc to na mnie to na Libby.
- Tak. – wypaliła Liv bez zastanowienia.
- No hej! – powiedziałam oburzona. – Nie chce aby ten okropny kierowca
to usłyszał.
- Ja tu wciąż jestem. – przypomniał o swojej obecności mężczyzna.
- Jedźmy dalej, ty i Louis, tak? – Scar jest jakimś detektywem, czy co? A no tak. To jej praca.
- Tak. – potwierdzała coraz bardziej podekscytowana Libby.
- Kto to Louis? – odezwał się taksówkarz.
- Uważaj pan na drogę lepiej co? – skarciłam go. Głupi gbur. Niech się
zajmie lepiej swoimi sprawami.
- Louis to jej ‘przyjaciel’. – roześmiała się Liv.
- O mój boże! – wykrzyknęła Scarlett. – Kochasz się w Louisie!
- Nie! – wykrzyknęłam. – nie dawno zerwałam z Peterem. Nie chce nowego
związku. To mi zupełnie nie potrzebne.
- Powie mi ktoś kto to ten Peter? – ten taksówkarz poważnie, działa mi
na nerwy. Zaraz wybuchnę albo go uduszę.
- Jej były chłopak, ale zdradzał ją z dziwkami. – wyjaśniła Libby.
- Wiec Louis cię pocałował. – zgadywała nadal brunetka.
- Żeby tylko. – parsknęla Liv rozbawionym tonem. No teraz to już
przegięła!
- O Jezusie słodki! Spaliście ze sobą! – krzyknęla Scar. Wywróciłam
oczami. No to się już wszystko wydało. Mam nadzieje, że w trakcie drogi Louis
nie postanowił poinformować o tym swoich przyjaciół. Spaliłabym się ze wstydu.
- Tak, ale kompletnie nic nie pamięta, podobnie zresztą jak Louis. –
powiedziała blondynka.
- Pijacka noc. – roześmiał się kierowca. – Tak poznałem swoją żonę.
Ach, stare czasy.
- nie obchodzi mnie pańska żona! – powiedziałam do niego. – Zajmij się
pan kierowaniem.
- Louis na pewno nic nie pamięta czy udaje? – spytała Scarlett. –
Wiesz, może nie chciał czuć się zażenowany, że ty nic nie pamiętasz, a on tak.
- Niee, to nie możliwe. – odpowiedziałam z rozbawieniem. A może? Jezu. Oby
nie.
- Jesteśmy na miejscu. – powiedział w końcu taksówkarz. Nareszcie! Nie będę
musiała wysłuchiwać jego gadania. Wszystkie opuściłyśmy taksówkę, a Scar mu
zapłaciła. Gdy znalazłyśmy się na miejscu, przeżyliśmy wszyscy szok! Dosłownie.
Wczoraj to była magiczna noc, wszyscy śmiali się, bawili i przede wszystkim
było czysto. A teraz? Festiwal przerodził się w pobojowisko. Wszędzie śmieci,
brud, syf. Poważnie, czułam się jakbyśmy przyszli na powojenną ziemię.
- No to nie źle zaszaleliśmy. – powiedział Louis stając obok nas. Zadrżałam
na ton jego głosu. Musiał się tu pojawiać? Nie może mnie unikać?
- Wiesz, było tutaj jakieś 100 tysięcy innych osób. – odpowiedziała Scarlett.
– To wygląda przerażająco. Chodźmy lepiej po samochody.
- Hej Louis. – Libby pomachała do niego z uśmiechem. Wywróciłam oczami.
- Hej? – odpowiedział nie pewnie chłopak.
- Może wy chcecie z An jechać jednym samochodem? – zaproponowała.
- Dam sobie radę. Sama. – podkreśliłam ostatnie słowo.
- Czipsy! – wrzasnął Niall i rzucił się na nie.
- Niall! One leżały na ziemi, w dodatku ktoś je już jadł. – powiedziała
zdegustowana Scar.
- Czy to pastylki? – odezwała się Libby. No ja chyba śnię, prawda? To
sen? Blondynka podeszła do nich i wzięła kilka, od razu pakując sobie do buzi.
One są brudne i w dodatku mógł nasikać na nie jakiś pies. Fuj, ohyda! Że też
Libby się nie brzydzi. – Mmm, pychota! – powiedziała z radością. Obserwowałam
ją z wyrazem twarzy typu „aha, spoko, fajnie”
- Zayn, psst! – syknęłam do niego. – Twoja dziewczyna je pastylki z ziemi,
a tobie to odpowiada?
- Niall właśnie mnie poczęstował czipsem, również z ziemi. Powinniśmy
wszyscy jeść z ziemi. Nie ma to w końcu jak ekologiczne jedzenie!
Otworzyłam szeroko oczy nie wierząc, że to słyszę. Jezu Chryste.
- O boże! Czy to Channing Tatum bez koszulki?! – wykrzyknęła nagle Liv,
chodź wcale żadnego Channinga nie było. Czy Libby ma… halucynacje po tym? Cholera
jasna! A mówiłam, że to źle wpływa na zdrowie. Będziemy musieli ją zawieźć do
jakiegoś lekarza chyba, jeżeli jej to nie przejdzie po godzinie.
- Naćpała się pastylkami. – powiedziałam do Zayna. – Zrób coś! Idź i ją
zanieś do auta i zaśpiewaj swoim seksownym głosem jakąś piosenkę i zapomnij o
tym, że nazwałam twój głos seksownym. – te słowa wyszły z moich ust na jednym
wdechu.
- Spoko. – rzucił i podszedł do Libby po czym wziął ją na ręce, a ona
zaczęła się drzeć, ze chce dotknąć Channinga. On jednak nie zważając na jej
krzyki poszedł w stronę samochodu. W sumie są słodcy. Chciałabym mieć kiedyś
taki związek jak oni. Popatrzyłam wtem na Nialla, który częstował Scar
czipsami. Czy oni wszyscy powariowali? Jedzenie z ziemi. Nowa moda. Zaraz będzie
„nie jesz jedzenia z ziemi? Jesteś dziwadłem roku”.
- Jak się czujesz? – usłyszałam za sobą głos Louisa. Normalnie aż
podskoczyłam na ten dźwięk.
- Ee, w porządku, a ty? – odpowiedziałam nieco zestresowana. Dlaczego on
tak na mnie zaczął działać? Co jest ze mną nie tak? A właściwie z nim?
- Też może być. – powiedział drapiąc się w kark. Potem staliśmy w
ciszy. Jednak czuliśmy się skrępowani w swoim towarzystwie, a tak bardzo
chciałam tego uniknąć. Tę noc jednak zapamiętamy jeszcze na długo.
- No to okey. – odezwałam się po chwili.
- Okey. – powtórzył cicho.
- Wracamy do domu! – krzyknął Liam. – Nie zdążę na mecz w telewizji!
Ludzie, hello.
- No to musimy się zbierać. – powiedział Louis przeciągając każde
słowo.
- No chyba tak. – odparłam. Jezu, ta rozmowa co najmniej mnie męczy. Odeszłam
więc od niego i poszłam do swojego samochodu. Nie wiem jak teraz będą wyglądały
nasze stosunki, ale łatwo na pewno nie będzie. Cóż, za pijackie noce czasami
się płaci.
____________________________________________________
Wiem, ze krótki , ale jakoś nie specjalnie miałam wenę na ten rozdział :( wybaczcie. oczywiście liczą na wasze komentarze! <3 chociaż te króciutkie haha





