niedziela, 31 maja 2015

24 rozdział

Oczami Andrei
Piątek, 11 kwietnia

Kompletnie nic nie pamiętam z wczorajszego dnia. Jedyne co, to fakt, że  w środku cierpię i jestem rozbita emocjonalnie. Aha i jeszcze, że już nigdy nie zaufam żadnemu chłopakowi. Po tym co mnie spotkało… lepiej nie gadać. Załatwię sobie jakiegoś terapeutę albo co, bo inaczej nie dojdę ze sobą do porządku. Obudziłam się o 10:30. Może zdążę na 2 ostatnie lekcje. Muszę pojawić się w szkole i ochrzanić Petera w radiowęźle, prze okazji napiszę coś chamskiego na twitterze. Nie daruje mu tego. Zapłaci mi za to co go spotkało. Przekręciłam się na drugi bok i nagle coś poczułam, a właściwie kogoś, czyjąś rękę… Zmarszczyłam brwi i otworzyłam oczy. Z każdą sekundą moje źrenice się powiększały, aż w końcu krzyknęłam. Obudziło to chłopaka, który postanowił się położyć obok mnie, a może…
- O boże, co ty tu robisz? – spojrzałam na Louisa, który przecierał oczy, obudzony moimi wrzaskami.
- A co ty tu robisz? – odpowiedział na wpół przytomny ziewając.
- To mój pokój i moje łóżko. – mówiąc to rozejrzałam się, upewniając się, że aby na pewno znajduje się u siebie w domu. – Przyszedłeś tutaj za mną. – powiedziałam pewna tego, chodź nic nie pamiętałam.
- Nie ma mowy, to ty mnie zaprosiłaś. – odpowiedział w rozbawieniu. – Nie pamiętasz, co? Byłaś kompletnie pijana. Ja też, ale to akurat zapamiętałem. Potem mi się film urwał.
- Jak to? – zapytałam spanikowana. Nie mogłam zaprosić obcego chłopaka do swojego łóżka! Dobra, Louis nie jest obcy, ale wiadomo o co mi chodzi, wciąż nie jestem w związku, a ja jestem szanującą się dziewczyną. Po za tym mam, a właściwie do nie dawna miałam chłopaka. Za wcześnie na coś nowego. – To nie możliwe, nie mogłabym. – dodałam.
- Ale zrobiłaś to. – uśmiechnął się. – Pamiętam jak odprowadziłem cię do drzwi i powiedziałem, że muszę iść do domu, bo nie wiem czy dałem twojemu bratu klucze, a ty powiedziałaś żebym został, bo tylko przy mnie czujesz się lepiej. No i jak widzisz zostałem. Pamiętam jeszcze jak pociągnęłaś mnie za bluzkę do swojego pokoju i zamknęłaś drzwi, a potem popchnęłaś na łóżko. I film urwany! Ta da! Oto cała tajemnica.
- Nie masz dowodów.
- Owszem, mam. Swoją pamięć. – mówiąc to popukał się w głowę. – Bardzo dobrą, warto wspomnieć.
- Ale jednak cię zawiodła bo nie pamiętasz co robiliśmy dalej… - urwałam dochodząc do wniosku do czego mogło dojść! Jezus święty! A co jeśli my… razem… tutaj… nie! Tylko nie to! To się nie mogło stać! Spanikowana zajrzałam pod kołdrę i stwierdziłam, że kompletnie nie mam nic na sobie! Nie, nie, nie. Zdradziłam Petera! Boże! Czuje się jak szmata.  
- Jesteśmy dwójką dorosłych i wolnych ludzi. Spokojnie, An. To nic złego. Nie poznałaś mnie na pierwszej lepszej imprezie. – roześmiał się. – Po za tym skoro już jesteś wolna to…
- Milcz! – krzyknęłam. – Żadnego „po za tym”. Mam Petera.
- Zdradził cię. – przypomniał mi.
- Ja jego też. Nie pamiętam tego, ty też, ale najprawdopodobniej spaliśmy ze sobą.
- Nie zdradziłaś go. Zerwaliście.
- Całkiem nie dawno. To też wlicza się w zdradę. – powiedziałam w pełni przekonana o swojej racji.
- An… - Louis dotknął mojego ramienia, ale je odtrąciłam.
- Idź już. – powiedziałam zimnym tonem.
- Nie mogę. – jęknął.
- Bo?
- Bo jestem kompletnie nagi. – wyznał z zawstydzeniem. Wywróciłam oczami.
- Ja również. Też się stąd nie ruszę. – powiedziałam.
- Okej, więc będziemy tak siedzieć.
- No i w porządku. – kiwnęłam głową. Czeka nas bardzo długi dzień.
                                                                       ***
Po jak naliczyłam godzinie, usłyszałam czyjeś kroki. Nawet się ucieszyłam, ze ta katorga się skończy, ale to by oznaczało, ze zostanę przyłapana w łóżku z Louisem! Szlag! Jestem szanująca siebie dziewczyną, nie mogę sobie na to pozwolić. Z chwilą gdy zobaczyłam jak ktoś naciska klamkę, zrzuciłam zwinnym ruchem Lou z łóżka, która coś krzyknął. Do pokoju weszła Libby.
- Co to było? – zmarszczyła brwi.
- Co, co było? – odpowiedziałam udając głupią.
- No ten dźwięk?
- To ja. – powiedziałam pewnie. – Ćwiczę głos na przedstawienie w teatrze. Muszę wypaść jak najlepiej. No i czasem krzyczę, pomaga. Spróbuj.
- Ee, dzięki, może później. Jesteś naga? – zadała kolejne pytanie. Co to przesłuchanie?
- Lubię tak spać. – odpowiedziałam. – Też spróbuj. Pomaga w ćwiczeniu pewności siebie.
- No tobie chyba jej nie brakuje… 
W tym momencie Louis kichnął! Jasna cholera! Ten człowiek mnie wykończy, teraz na pewno nie wmówię Liv, że to ja. Mam przechlastane. Dowie się o tym Peter i pomyśli, ze jestem jakąś tanią laską, która krótko po zerwaniu wskakuje do łóżka innemu.
- Kto to… - Libby podeszła bliżej łóżka i zajrzała pod nie. – O hej Louis. Co ty tu… Louis! – krzyknęła. – Jesteś… jesteś nagi! An też jest naga! Boże, wy jesteście nadzy! O mój boże!
- Liv, błagam. Nie mów o tym nikomu i nie wspominaj o tym nigdy więcej, proszę. Ja nawet tego nie pamiętam, Louis też nie. To stało się po pijaku, jedna nie zobowiązująca noc, nic wielkiego. Liv, proszę. – powiedziałam najbardziej przekonującym tonem na jaki było mnie stać. Moja przyjaciółka nadal wyglądała na zszokowaną, ale kiwnęła głową.
- W porządku, nikomu o tym nie powiem, ale… wy dwoje? Kto by pomyślał. Nawet się na to nie zanosiło, wow.
- Tak, też jestem w szoku. – kiwnęłam głową.
Gdy Libby była przy drzwiach odwróciła się w moją stronę i powiedziała:
- Musimy isć po nasze samochody zaraz, no chyba, ze wy dwoje wolicie zostać cały dzień w łóżku?
W odpowiedzi rzuciłam w nią poduszką, a ona śmiejąc się na cały głos wyszła. Wywróciłam oczami. To się nie dzieje naprawdę.
                                                                       ***

Musiała nas zawieźć na miejsce taksówka. Ja siedziałam z Libby i Scar w jednej, a w drugiej Harry, Louis, Niall i Zayn i Liam. Nadal nie wierzę, ze Louis widział mnie nago i nawet tego nie pamięta. Czuje się okropnie i nadal boli mnie głowa. Mam nadzieje, że Liv postanowi o tym jak najszybciej zapomnieć. Podobnie jak i Lou. Nie chce aby to miało jakikolwiek wpływ na naszą przyjaźń.
- Czyli widzę, że o Peterze zupełnie zapomniałaś. – powiedziała Libby. Rzuciłam jej karcące spojrzenie, którego niestety nie zauważyła.
- Nadal go kocham. Nie przestanę z dnia na dzień. – wyznałam. – Ciebie też kocham, ale już milcz, okey?
- Jak wolisz. – odpowiedziała Libby. Jechaliśmy dalej w milczeniu. Ja bawiłam się swoim telefonem i przeglądałam różne ustawienia z nudów, a Scar grała w jakąś grę na komórce. – Ciekawe co teraz robi Louis, hm? – odezwała się nagle  blondynka. No ja chyba szału dostane! Shut up już.
- Nie interesuje mnie to. – mruknęłam.
- Może on się zastanawia co my robimy.
- Albo mam takie wrażenie, albo wy mi o czymś nie mówicie. – powiedziała nagle Scar. W sumie każdy by się domyślił, że tu coś nie gra.
- Nie, nie zdaje ci się. – powiedziałam zestresowana. Im mniej osób wie tym lepiej. Nie chce aby ta wiadomość dotarła do Zayna, Liama, Harry’ego i Nialla.
- An, powiedzmy jej. – naciskała Liv.
- Obiecałaś. – powiedziałam stanowczym tonem.
- Ale jest naszą przyjaciółką i ma prawo wiedzieć!
- Czy ktoś mi wyjaśni o co tu chodzi? – zapytala zniecierpliwiona Scarlett.
- Hej! Ja też chce wiedzieć. – odezwał się taksówkarz. No ja chyba śnię! Jedna nie zobowiązująca noc, a nagle każdy chce o tym wiedzieć. Czy nie można mieć chociaż trochę prywatności? Wymagam tak wiele, serio?
- Pan niech się lepiej zamknie. – powiedziałam ostrym jak brzytwa tonem.
- To coś ma związek z Louisem, tak? – spytała Scar patrząc to na mnie to na Libby. 
- Tak. – wypaliła Liv bez zastanowienia.
- No hej! – powiedziałam oburzona. – Nie chce aby ten okropny kierowca to usłyszał.
- Ja tu wciąż jestem. – przypomniał o swojej obecności mężczyzna.
- Jedźmy dalej, ty i Louis, tak? – Scar jest jakimś  detektywem, czy co? A no tak. To jej praca.
- Tak. – potwierdzała coraz bardziej podekscytowana Libby.
- Kto to Louis? – odezwał się taksówkarz.
- Uważaj pan na drogę lepiej co? – skarciłam go. Głupi gbur. Niech się zajmie lepiej swoimi sprawami.
- Louis to jej ‘przyjaciel’. – roześmiała się Liv.
- O mój boże! – wykrzyknęła Scarlett. – Kochasz się w Louisie!
- Nie! – wykrzyknęłam. – nie dawno zerwałam z Peterem. Nie chce nowego związku. To mi zupełnie nie potrzebne.
- Powie mi ktoś kto to ten Peter? – ten taksówkarz poważnie, działa mi na nerwy. Zaraz wybuchnę albo go uduszę.
- Jej były chłopak, ale zdradzał ją z dziwkami. – wyjaśniła Libby.
- Wiec Louis cię pocałował. – zgadywała nadal brunetka.
- Żeby tylko. – parsknęla Liv rozbawionym tonem. No teraz to już przegięła!
- O Jezusie słodki! Spaliście ze sobą! – krzyknęla Scar. Wywróciłam oczami. No to się już wszystko wydało. Mam nadzieje, że w trakcie drogi Louis nie postanowił poinformować o tym swoich przyjaciół. Spaliłabym się ze wstydu.
- Tak, ale kompletnie nic nie pamięta, podobnie zresztą jak Louis. – powiedziała blondynka.
- Pijacka noc. – roześmiał się kierowca. – Tak poznałem swoją żonę. Ach, stare czasy.
- nie obchodzi mnie pańska żona! – powiedziałam do niego. – Zajmij się pan kierowaniem.
- Louis na pewno nic nie pamięta czy udaje? – spytała Scarlett. – Wiesz, może nie chciał czuć się zażenowany, że ty nic nie pamiętasz, a on tak.
- Niee, to nie możliwe. – odpowiedziałam z rozbawieniem. A może? Jezu. Oby nie.
- Jesteśmy na miejscu. – powiedział w końcu taksówkarz. Nareszcie! Nie będę musiała wysłuchiwać jego gadania. Wszystkie opuściłyśmy taksówkę, a Scar mu zapłaciła. Gdy znalazłyśmy się na miejscu, przeżyliśmy wszyscy szok! Dosłownie. Wczoraj to była magiczna noc, wszyscy śmiali się, bawili i przede wszystkim było czysto. A teraz? Festiwal przerodził się w pobojowisko. Wszędzie śmieci, brud, syf. Poważnie, czułam się jakbyśmy przyszli na powojenną ziemię.
- No to nie źle zaszaleliśmy. – powiedział Louis stając obok nas. Zadrżałam na ton jego głosu. Musiał się tu pojawiać? Nie może mnie unikać?
- Wiesz, było tutaj jakieś 100 tysięcy innych osób. – odpowiedziała Scarlett. – To wygląda przerażająco. Chodźmy lepiej po samochody.
- Hej Louis. – Libby pomachała do niego z uśmiechem. Wywróciłam oczami.
- Hej? – odpowiedział nie pewnie chłopak.
- Może wy chcecie z An jechać jednym samochodem? – zaproponowała.
- Dam sobie radę. Sama. – podkreśliłam ostatnie słowo.
- Czipsy! – wrzasnął Niall i rzucił się na nie.
- Niall! One leżały na ziemi, w dodatku ktoś je już jadł. – powiedziała zdegustowana Scar.
- Czy to pastylki? – odezwała się Libby. No ja chyba śnię, prawda? To sen? Blondynka podeszła do nich i wzięła kilka, od razu pakując sobie do buzi. One są brudne i w dodatku mógł nasikać na nie jakiś pies. Fuj, ohyda! Że też Libby się nie brzydzi. – Mmm, pychota! – powiedziała z radością. Obserwowałam ją z wyrazem twarzy typu „aha, spoko, fajnie”
- Zayn, psst! – syknęłam do niego. – Twoja dziewczyna je pastylki z ziemi, a tobie to odpowiada?
- Niall właśnie mnie poczęstował czipsem, również z ziemi. Powinniśmy wszyscy jeść z ziemi. Nie ma to w końcu jak ekologiczne jedzenie!
Otworzyłam szeroko oczy nie wierząc, że to słyszę. Jezu Chryste.
- O boże! Czy to Channing Tatum bez koszulki?! – wykrzyknęła nagle Liv, chodź wcale żadnego Channinga nie było. Czy Libby ma… halucynacje po tym? Cholera jasna! A mówiłam, że to źle wpływa na zdrowie. Będziemy musieli ją zawieźć do jakiegoś lekarza chyba, jeżeli jej to nie przejdzie po godzinie.
- Naćpała się pastylkami. – powiedziałam do Zayna. – Zrób coś! Idź i ją zanieś do auta i zaśpiewaj swoim seksownym głosem jakąś piosenkę i zapomnij o tym, że nazwałam twój głos seksownym. – te słowa wyszły z moich ust na jednym wdechu.
- Spoko. – rzucił i podszedł do Libby po czym wziął ją na ręce, a ona zaczęła się drzeć, ze chce dotknąć Channinga. On jednak nie zważając na jej krzyki poszedł w stronę samochodu. W sumie są słodcy. Chciałabym mieć kiedyś taki związek jak oni. Popatrzyłam wtem na Nialla, który częstował Scar czipsami. Czy oni wszyscy powariowali? Jedzenie z ziemi. Nowa moda. Zaraz będzie „nie jesz jedzenia z ziemi? Jesteś dziwadłem roku”.
- Jak się czujesz? – usłyszałam za sobą głos Louisa. Normalnie aż podskoczyłam na ten dźwięk.
- Ee, w porządku, a ty? – odpowiedziałam nieco zestresowana. Dlaczego on tak na mnie zaczął działać? Co jest ze mną nie tak? A właściwie z nim?
- Też może być. – powiedział drapiąc się w kark. Potem staliśmy w ciszy. Jednak czuliśmy się skrępowani w swoim towarzystwie, a tak bardzo chciałam tego uniknąć. Tę noc jednak zapamiętamy jeszcze na długo.
- No to okey. – odezwałam się po chwili.
- Okey. – powtórzył cicho.
- Wracamy do domu! – krzyknął Liam. – Nie zdążę na mecz w telewizji! Ludzie, hello.
- No to musimy się zbierać. – powiedział Louis przeciągając każde słowo.
- No chyba tak. – odparłam. Jezu, ta rozmowa co najmniej mnie męczy. Odeszłam więc od niego i poszłam do swojego samochodu. Nie wiem jak teraz będą wyglądały nasze stosunki, ale łatwo na pewno nie będzie. Cóż, za pijackie noce czasami się płaci.
____________________________________________________
Wiem, ze krótki , ale jakoś nie specjalnie miałam wenę na ten rozdział :( wybaczcie. oczywiście liczą na wasze komentarze! <3 chociaż te króciutkie haha


1 komentarz:

  1. An i Lou zaszaleli i to porządnie hihi ..
    Libby jak ładnie dotrzymała tajemnicy :)
    Najlepszy i tak był taksówkarz.
    Oh, i ich relacje na pewno nie będą takie same.

    OdpowiedzUsuń