poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 14

Oczami Andrei:
2 kwiecień, wtorek

Gdy dzisiejszego dnia wkładałam książki do szafki zobaczyłam mojego brata z jakąś dziewczyną. Hm, nie jakąś dziewczyną tylko jego dziewczyną. Nie rozumiałam jego zachowania. On jest totalnie pokręcony i nie sądzę aby ktokolwiek wiedział co chodzi po jego ślicznej główce. Jest gejem i nie chce zainteresowania ze strony swojej płci tylko przeciwnej? Gdzie tu logika. Kompletnie go nie rozumiem.
- Czy ja dobrze widzę? – usłyszałam jakiś głos za sobą. Odwróciłam się i ujrzałam Harry’ego, który stał obok Scar i Libby. – To twój brat i… dziewczyna? Jezu on jest jakiś zboczony.
- Bo chodzi z dziewczynami? – uniosłam brwi.
- Bo mu wszystko jedno! To chłopak czy dziewczyna. Ważne, żeby było. – machnął ręką.
- Sorry ale Jace nie trzyma się twojej zasady. – odezwała się Libby.
- To jego udawana dziewczyna. – wyjaśniłam z ciężkim westchnieniem. – Znacie mojego brata i on lubi jeszcze bardziej wszystko komplikować.
- Ale aż tak? Ten gość jest pokręcony. Idę pogadać z Louisem. Muszę się dowiedzieć czy nie wmówił jakiś rzeczy mojemu kumplowi.
Harry odszedł od nas. W tym momencie rozdzwonił się mój telefon. Wyjęłam go z torebki po czym nacisnęłam zieloną słuchawkę.
- Halo?
- Ooo witaj An! Jak ci mija dzień?
Dobrze znałam ten głos. Przeklęta Cindy. Nienawidzę zołzy. Najchętniej udusiłabym ją gołymi rękami. Ona naprawdę chce zniszczyć moje życie? A najgorsze jest to, że nie mogę o tym nikomu powiedzieć chodź bardzo bym chciała.
- Czego chcesz? – mój ton był tak ostry, że moje przyjaciółki spojrzały na mnie ze zdziwieniem.
- Dlaczego jesteś taka nie miła? Może trochę grzeczniejszy ton, co?
- Dla ciebie? Nigdy.
Usłyszałam śmiech. Ten gorzki i bezlitosny. Aż przeszły mnie ciarki.
- Spotkajmy się na następnej lekcji przed szkołą. Muszę z tobą o czymś porozmawiać.
Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ się rozłączyła. Ciężko westchnęłam. Czego ona może chcieć? Boje się, że może posunąć się za daleko a ja muszę wykonywać jej rozkazy bo kocham brata i nie chce aby miał zmarnowane życie w liceum. Nie mam pojęcia czy ludzie go zaakceptują.
- Kto dzwonił? – zapytała Scarlett.
- Nikt. Muszę iść. Spotkamy się później. – schowałam komórkę z powrotem i wyminęłam moje przyjaciółki. Wiem nie ładnie kłamać ale nie miałam innego wyjścia.
                                                                                  ***
Po lekcji wyszłam przed budynek szkoły i z rękami skrzyżowanymi na klatce piersiowej czekałam na tą jędzę. Cały czas myślałam nad tym jak bardzo jej nienawidzę. Nie wiem czy ona chce zniszczyć moje życie? Czy mojemu bratu? I o co jej właściwie chodzi? Serio, ona powinna się leczyć.
- Witaj An.
- Możesz teraz powiedzieć mi o co ci chodzi psychopatyczna zdziro? – starałam się mówić spokojnym tonem. Cindy wyszczerzyła się jak idiotka.
- Mam dla ciebie zadanie. – zaczęła wesołym tonem. – Otóż przygotujesz w moim domu wspaniałą kolację dla mnie i dla Louisa.
- Co? – parsknęłam śmiechem. Nie sądziłam, że jest taką desperatką aby zwracać się o pomoc do mnie. Z nią jest gorzej niż myślałam. – Nie zrobię tego.
- Owszem zrobisz. Bo jeśli nie to powiem wszystkim prawdę na temat Jace’a.
- Nikt ci nie uwierzy. – odpowiedziałam stanowczym tonem chodź sama w to nie wierzyłam. Kilka osób z naszej szkoły już coś podejrzewało. Po za tym plotki szybko się rozchodzą i ludzi nie obchodzi czy to prawda czy nie.
- Czyżby? Wszyscy wiedzą, ze chodzę z Louisem a on mieszka z Jace’m. Więc albo to zrobisz albo wiesz co się stanie.
- A dlaczego nie zrobisz tego sama?
- Proste: nie umiem gotować.
Chcąc nie chcąc musiałam się zgodzić. To okropne, że jestem szantażowana. Zwykle to ja dyryguje ludźmi nie oni mną. Teraz role się odwróciły i okropnie to mi się nie podoba.
                                                                       ***
Po szkole musiałam się udać do domu tej jędzy i zrobić kolację dla niej i dla Louisa. Och, tak jej nienawidzę, że głowa mała! Najlepiej wydrapałbym jej oczy albo zmasakrowała tak twarz, że własna matka by jej nie poznała.
Weszłam do jej domu i zamknęłam za sobą drzwi. Spojrzałam na zegarek. Cholera, mam 3 godziny na zorganizowanie wszystkiego. To nie jest wiele czasu. Weszłam do kuchni i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Hm, od czego by tu zacząć? Otworzyłam lodówkę i westchnęłam. Nie umiem gotować. Jestem w tym beznadziejna. Nie wiem jak ja to ogarnę. Nawet nie mam pomysłu od czego mogłabym zacząć. Wyjęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer do mojego brata. On ma zawsze świetnie pomysły więc niech coś poradzi! W końcu to przez niego muszę to wszystko robić. Zachciało mu się sekretów.
- Jace? Hej. Przyjedź do domu Cindy.
- Do domu Cindy? Nie mam pojęcia gdzie to jest.
- Wyśle ci adres sms. – powiedziałam i rozłączyłam się.
                                                                       ***
Po godzinie usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi. To pewnie Jace. Już po chwili w salonie pojawił się mój brat.
- No proszę, proszę. Włamałaś się do jej domu? Nie wiedziałam, że aż tak zależy ci aby ją zniszczyć.
- Nie włamałam się. Ona wie, że to jestem. – odpowiedziałam niecierpliwie. – Pomóż mi przygotować kolację.
Jace popatrzył na mnie jak na idiotkę. Ja tymczasem siedziałam na kanapie z nogami znajdującymi się na stoliku. 
- Chcesz ją poderwać? An, ty masz chłopaka.
- Nie jestem lesbijką. A nawet gdybym była to Cindy byłaby zdecydowanie ostatnią osobą, którą chciałabym poderwać. – ucięłam. Mój brat jeszcze bardziej nic nie rozumiał. Nie wiedziałam czy mu wyjaśnić czy nie?
- Więc o co w tym wszystkim chodzi? – usiadł obok mnie na kanapie.
- O ciebie. – odpowiedziałam ciężko wzdychając. – Cindy mnie szantażuje.
- To ciebie w ogóle można szantażować?
Roześmiałam się. Też jestem w szoku.
- Najwyraźniej tak. Strzegę swojej prywatności najbardziej jak mogę aby ludzie nie mieli na mnie haka ale zawsze znajdzie się taki Jace, który musi wszystko wygadać.
- Nic o tobie nie mówiłem. Szczerze to ja sam nawet nie orientuje się za bardzo w twoim życiu.
- Cindy zagroziła, że jeżeli nie będę wykonywać jej rozkazów to powie wszystkim, że wolisz chłopaków. Wiem jak ważna jest dla ciebie opinia hetero, chodź sama nie wiem czemu więc zgodziłam się. Widzisz jaką masz dobrą siostrę?
Jace przez moment nic nie mówił. Chyba go dosyć zaskoczyłam tym wyznaniem.
- Wiesz co? Zaczekamy tu na nią razem i na pewno nie przyrządzimy tej kolacji.
- Wtedy się wścieknie. I na pewno powie jutro w szkole wszystkim prawdę.
- Nie zrobi tego.
- Owszem zrobi. – upierałam się przy swoim. Mój brat myśli, że zlituje się nad nim? Cindy nie z takich. Chyba za bardzo przecenia swoje umiejętności.
- Nie, nie zrobi. Bo ja to zrobię. – powiedział z cwanym uśmieszkiem.
                                                                       ***
Dochodziła 19:00 a Cindy nadal się nie pojawiała. W tym czasie oglądaliśmy z moim bratem nudne reality show i jedliśmy popcorn. Specjalnie rozrzucaliśmy po całej podłodze aby jak najbardziej nabrudzić. Muszę przyznać, że to była świetna zabawa. W końcu to wina tej blondi. Sama mi dała klucze i kazała się rozgościć. Więc? Właśnie to robię. Tyle, że nie sama ale nie powiedziała, że Jace ma się nie pojawić tutaj. W końcu usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu. To pewnie Cindy razem z Louisem! Byłam mega podekscytowana chyba jeszcze jak nigdy. To się zdziwisz laluniu. 
- Andrea? Co ty tu robisz? – zapytała Cindy wchodząc do salonu i patrząc z zaskoczoną miną na mnie i mojego brata. – A ty Jace? Co to jakieś stowarzyszenie sierot?
Wy buchnęłam gorzkim śmiechem.
- Jemy popcorn i oglądamy chatty man. Przyłączysz się do nas? – zapytałam bezczelnie.
- Wynocha stąd! – wrzasnęła wskazując ręką na drzwi. – Louis parkuje samochód i zaraz tu będzie! Macie stąd wyjść. Mam nadzieje, że kolacja chociaż jest gotowa bo jeśli nie to wiesz co się stanie. – zagroziła.
- Tak, tak wiem. Powiesz wszystkim, że mam brata geja. – odparłam udając, że ziewam. – Wzruszające.
- Wypad! Mówię ostatni raz!
My jednak ani drgnęliśmy. Byliśmy rozbawieni tą całą sytuacją i tym jak Cindy się stresowała. Jeszcze nie widziałam jej takiej. Najwyraźniej naprawdę zależało jej na kasie Louisa. Bo w to, że naprawdę go lubi nigdy nie uwierzę. Zresztą naciągała go na zakupy. Nawet teraz miała trzy torby pełne ciuchów i pewnie jeszcze jest parę w samochodzie jej „chłopaka”. Wtedy ktoś wszedł do domu. Och, to pewnie Louis! Zabawa się zaraz zacznie.
- An? Jace? Siema. Co wy tu robicie? – zapytał wesoło.
- Jemy popcorn! Chcesz? Cindy nie chciała się skusić? – podsunęłam chłopakowi miskę jedzenia. Louis chętnie wziął garść popcornu i wpakował ją sobie do buzi.
- Wiecie chciałam z moim chłopakiem spędzić trochę czasu więc … - dziewczyna chciała nam dać do zrozumienia dosyć delikatnie, żebyśmy wyszli. My jednak udawaliśmy, że nie mamy pojęcia o co jej chodzi.
- Daj spokój Cindy. – machnęłam nie dbale ręką. – Chciałam cię bliżej poznać. Rzadko w końcu mamy okazje pogadać.
- Acha… - odezwał się Jace. – Sorki, że An nie przygotowała dla was tej kolacji. Przyszedłem do niej i wypadło to jej z głowy. To moja wina. – mój brat udawał skruszonego a ja miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
 -Jakiej kolacji? – zdziwił się Lou.
- Dla was. – odpowiedział Jace. – Bo inaczej Cindy powiedziałaby całej szkole, że jestem gejem wiesz takie pierdoły.
Tommo otworzył szeroko oczy i popatrzył na swoją dziewczynę jak gdyby oczekując wyjaśnień. Ona jednak stała zawstydzona i wbijała wzrok w podłogę. Zrobiło mi się żal Louisa, że dowiedział się w ten sposób.
- Ale i tak jestem pełna podziwu dla Cindy… - zaczęłam siląc się na wesoły ton. – Jest pierwszą osobą, której udało się mnie zaszantażować.
Po tych słowach zapadła cisza. Wymieniliśmy z moim bratem spojrzenia i bez porozumienia się za pomocą słów stwierdziliśmy, że czas wyjść. Tego już było za wiele. Louis dowiedział się prawdy a Cindy najprawdopodobniej jutro będzie się chciała zemścić.
- To my już może pójdziemy. – rzekł Jace i pociągnął mnie za ramię. Rzuciłam Lou przepraszające spojrzenie i wyszliśmy z jej domu. Na zewnątrz nie moglibyśmy powstrzymać się od śmiechu. Mina Cindy była bezcenna. Pierwszy raz ktoś tak ją zagiął. Tego się zdzira nie spodziewała.
- Szkoda mi tylko Louisa. – powiedziałam gdy uspokoiłam się nieco.
- Szkoda? Ty w ogóle znasz takie uczucie jak „współczucie”?
Wywróciłam oczami i szturchnęłam go lekko.
- Wyobraź sobie, że tak. Lubię Louisa i nie zasłużył na takie traktowanie.
- Przypominam ci, że masz chłopaka.
- Wiem, wiem. I kocham go. – zapewniłam Jace’a otwierając drzwi od mojego samochodu i wsiadając do środka.
                                                                       ***
Następnego dnia w szkole nie pojawił się Louis. Zaczęłam się nieco o niego martwić. Przecież to był najbardziej radosny człowiek na całej ziemi! Czyżby aż tak zależało mu na Cindy? A może po prostu jest chory? Kiedy zauważyłam Jace’a podeszłam do niego. Mieszka z Lou więc powinien wiedzieć co się z nim stało.
- Co z Louisem? – zapytałam go.
- Wczoraj jak wrócił to poszedł od razu do swojego pokoju. Nawet nic nie zjadł. – odparł. Ciężko westchnęłam.
- Mam nadzieje, że dojdzie do siebie.
- Acha! – Jace’owi nagle jakby coś się przypomniało. – Mogę skorzystać z radio głośni?
Kiwnęłam głową i wyjęłam z torebki klucze po czym podałam je mojego bratu.
- Jasne. Trzymaj.
Jace uśmiechnął się pod nosem i zniknął mi w tłumie innych uczniów. Wtedy zobaczyłam Libby i Scar. No! Nareszcie mogę im powiedzieć prawdę na temat mojego dziwnego zachowania. Mam nadzieje, że zrozumieją.
- Hej! – przywitałam się z nimi całusem w policzek.
- Tylko nam znów nie ucieknij tak jak wczoraj. Szukałyśmy cię po całej szkole. – powiedziała z urazą Libby.
- Właśnie! Ja nawet jako taki genialny detektyw nie wiedziałam gdzie jesteś. – dodała na to Scar. Roześmiałam się.
- Ostatnio miałam ciężki czas. Głównie przez Cindy i jej „szantaż”.
Dziewczyny spojrzały na mnie jak na idiotkę.
- Cindy cię szantażowała?! – wykrzyknęły równo.
- Zawsze wiedziałam, że to suka. – mruknęła Libby.
- Ciekawe jak się teraz czuje Louis. – powiedziała Scar. Miałam powiedzieć, że pewnie kiepsko ale z wielkiego głośnika rozległ się głos mojego brata! Jezu, tylko, żeby nie powiedział czegoś czego będzie żałować. W sumie to nawet się domyślam po co mu to było. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Witajcie biczys! Mam dla was news’a nie z tej ziemi! Pewnie większość jak nie wszyscy znają mnie, prawda? I co o mnie myśleliście? Hm, pewnie fajny przystojniak, który lubi sobie poderwać dziewczyny. Otóż macie rację. Lubię flirtować. Tyle, że nie z dziewczynami. Tak, tak. Płaczcie kochane na waszym losem bo największe ciacho w tej szkole nie interesuje się waszą płcią. Narka, mówił dla was Jace.
Miałam ochotę roześmiać się głośno patrząc na miny dziewczyn jak i chłopaków stojących w zasięgu mojego wzroku. Szczęki o mało im nie opadły. To było boskie! Wtedy podbiegł do nas Harry, Zayn, Niall i Liam którzy chyba także nie mogli w to uwierzyć. No, no widzę, że przez następne dni tylko o tym się będzie mówić.
- Nareszcie zachował się jak prawdziwy mężczyzna. – powiedział Harry. – Jestem z niego dumny.
- Ale… dlaczego to zrobił? – zapytał Liam.
- Cindy i tak by to zrobiła. Przez niego w końcu Louis z nią zerwał. – odpowiedziałam. – A właśnie! Louis do was dzwonił albo pisał? Martwię się o niego. Wczoraj wyglądał mizernie.
- Z Louisem wszystko w porządku ale miło, że tak się o niego martwisz. – usłyszałam dobrze mi znany głos za plecami. Odwróciłam się i zobaczyłam chłopaka, który uśmiechał się szeroko.
- Po prostu nie chciałam aby naszły cię różne dziwne myśli…
- Sugerujesz, że mógłbym się zabić przez jedną dziewczynę? Musiałaby być wyjątkowa a ja jej nawet nie traktowałem poważnie. Nawet się cieszę, że z nią zerwałem bo już miałem jej dosyć ale szkoda mi było się z nią rozstać. Ty i Jace tylko to ułatwiliście. Ale… czy ja dobrze słyszałem? Jace wyznał, że jest gejem? On wie w ogóle, że wszyscy w szkole to słyszeli?
- Tak, zdaje sobie z tego sprawę. – odparłam wywracając oczami. – Jak już mówiłam Cindy i tak by to zrobiła. A wolał aby ludzie dowiedzieli się o tym od niego.
- No to teraz żadna na niego nie spojrzy. – odezwał się Harry. – W sumie to mu współczuje. Jak można woleć chłopaków zamiast dziewczyn?
- Taki się urodził. Ty też nie wybierałeś sobie rozumu. – mruknęła Libby. Hazz posłał jej groźne spojrzenie. Widzę, że wszystko wraca do normy a co najważniejsze mam z głowy tą przebiegłą jędze.
____________________________________________________________________________________
Nie miałam kompletnie na to weny więc wyszło jak wyszło. Na całe szczęście Cindy odeszła, bo mnie wkurzała od jakiegoś czasu więc chciałam jakoś się jej pozbyć. 
Nie wiem co mam napisać więc pożegnam się z wami papa :)