sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 3

Oczami Andrei:
Niedziela, 24 marzec
Całkiem odlecieliśmy poprzedniej nocy. Wypiliśmy 5 butelek wina i zasnęliśmy. Dziś rano obudził mnie jakaś piosenka … uch, czuje się jak w horrorze! Może zaraz z szafy wyskoczy baba jaga? Byłoby całkiem ciekawie. No ale ta muzyczka brzmiała bardziej jak mój dzwonek. No cóż, warto było pomarzyć. Gdzie jest ta cholerna komórka? W między czasie spojrzałam na pozostałych. Scarlett spała smacznie na kanapie, Liam za kanapą a naprzeciwko niego Niall, Louis leżał rozwalony na środku salonu, Harry w samych bokserkach przytulał psa? O.o ! Że what? A Libby i Zayn … Wow! Smacznie spali przytuleni do siebie. No, no. Jak słodko. Sama bym chciała kogoś teraz przytulić, a właściwie nie kogoś tylko Petera. Ooo jest! Telefon leżał na komodzie. Spojrzałam na wyświetlacz. Jace? Po co dzwoni?
- Heej. Skończyła ci się kasa na wyprawianie imprez? – spytałam. Mogę się założyć, że wywrócił właśnie oczami ale cóż … nie myślę jeszcze trzeźwo. Bowiem mój brat nie lubi tak imprezować jak ja. To dziwne ale to prawda, dlatego rodzice są z niego troszkę bardziej dumni ale tylko troszkę bo podejrzewam, że nienawidzą nas tak samo.
- Ja to nie ty. – odpowiedział dmuchając grzywkę. Tak, tak wiem, że go nie widzę ale to mój brat od 15 lat! Wiem jak w danej chwili zareagowałby.
- Ale mnie zripostowałeś. O co chodzi?
- Za 2 godziny mój samolot wyląduje. – powiedział. – I zamieszkam na stałe w Miami. Cieszysz się?
Cieszyłam się. Okropnie się cieszyłam! Kocham mojego brata! Ale świat dziewczyn to świat dziewczyn i nikt nie ma do niego wstępu.
- Masz 15 lat. Nie możesz zamieszkać sam. – przypomniałam mu modląc się w duchu, żeby nie wpadł na pomysł zamieszkać z nami. – I ze mną też nie. – dodałam szybko. – Nie mamy już pokoi.
- Nawet nie chcę. Wolę męskie towarzystwo. Nie orientujesz się czy ktoś nie poszukuje współlokatora? Jakiś przystojne, wolne ciacho?
- Jaaaaace. – przeciągnęłam znudzonym tonem. – Ja załatwię ci mieszkanko i to na pewno będzie hetero. Nie nastawiaj się na inaczej.
- Przy mnie długo nim nie pobędzie.
- Dobra kończę bo słyszę dzwonek do drzwi. Narka. – pożegnałam się i rozłączyłam. 
Zauważyłam, że Harry zaczął się budzić. Jestem ciekawa jego miny kiedy okażę się, że spał wtulony w psa. Kiedy otwierałam drzwi zerknęłam na Stylesa, który otworzył oczy i momentalnie odskoczył tak jakby ta biedna psina parzyła. Zachichotałam.
- Czeeeeeeeść skarbie. – powiedziałam i pocałowałam Petera.
- Hej. – odpowiedział wchodząc do środka. Od razu zmarszczył brwi. – Była jakaś impreza? Beze mnie? – spytał z wyrzutem. – I co to za koleś w bokserkach? – spojrzał na mnie podejrzliwie. No chyba on nie uważa, że pomiędzy mną a Harrym … no nie mogę.
- To Harry. – odpowiedziałam.
- Czeeeść jestem Harry. – powiedział i zaczął się rozglądać po mieszkaniu. – Kurde, gdzie moje ubrania?
- Widzę, że była ostra ta imprezka. – mruknął pod nosem mój chłopak. Ooo Peter jest taki słodki kiedy jest zazdrosny. Mam ochotę go uściskać i powiedzieć, ze kocham tylko jego ale w tym momencie Libby i Zayn także zaczęli się wybudzać a po 3 sekundach dołączyła do nich Scar i Louis.
- A żebyś wiedział. – odparł Styles. – Wypiliśmy chyba z 5 butelek wina i obnażaliśmy się. Ja pokazałem swojego ptaszka a Andrea cycki.
Otworzyłam szeroko oczy! Co on odpierdziela?
- Mówiliśmy o obnażaniu, kotlecie. – poprawiła go Libby.  – I Andrea wcale nie pokazała cycków tylko , zresztą nie ważne. – dodała przez zaciśnięte zęby. – A ty swojego ptaka. Zresztą wszyscy by uciekli gdybyś to zrobił.
- Aaa no chyba, że tak. – powiedział właśnie w tym momencie przypominając sobie wczorajszy wieczór. – Eeeeej jak to by wszyscy uciekli? Chyba tylko ty by An i Scar by zostały. – dodał z szerokim uśmiechem.
- Co to ma znaczyć? – spytał ostro Peter. – Czy między wami coś było?
- Nie! – krzyknęliśmy równo z Harrym a potem spojrzeliśmy na siebie jak na głupków.
- Dobra mam dosyć tego Pet, chcę się napić kawy i odświeżyć. Za 2 godziny muszę jechać po brata a właściwie już za godzinę i 50 minut. – powiedziałam i skierowałam się w stronę kuchni. Reszta towarzystwa tam została więc miałam trochę spokoju. Zaczęłam szukać kawy … cholera! Musi gdzieś być. No tak! Górna szafka *le ja głupia. Wsypałam ją do ekspresu i wlałam wody po czym usiadłam na krzesełku czekając aż się zaparzy. Dzięki Bogu, że mamy dzisiaj wolne. Nagle zobaczyłam, że do kuchni ktoś wszedł.
- Jak się spało? – spytał Louis siadając na krzesełku obok mnie.
- Ujdzie. A tobie?
- Też. – odparł z uśmiechem. – Sorry, że pytam ale ty taka obiegana we wszystkim jesteś, nie?
- No raczej a co?
- Masz może numer do Hanny Montany?

Zakrztusiłam się własną śliną. Przez okrągłą minutę kaszlałam i nie mogłam przestać. Co on przed chwilą powiedział? Numer do Hanny? Boże! Czy on zdaje sobie sprawę, że to postać fikcyjna? Bo szczerze w to wątpię. Zmierzyłam go dziwnym spojrzeniem i powiedziałam nieme: okeeeeej.
- Chodzi ci o Miley Cyrus? – spytałam nie pewnie.
- Nie. Chodzi mi o Hanne Montane. – odpowiedział spokojnie.
- No ale Hanne Montane gra Miley Cyrus więc chodzi ci na pewno o nią. – powiedziałam jakby to było oczywiste (no może dla wszystkich prócz niego). Louis poczerwieniał na twarzy i walnął pięścią w stół.
- Chodziło mi o Hanne Montane! Miley Cyrus to pudernica! Hanna jest sto razy lepsza i ma styl. – rzekł dumnie Taa ma styl pff. Wykreowana postać Disneya. Nie wierzę, że on w to wierzy! Po prostu w głowie mi się nie mieści. Ten chłopak powinien mieć więcej realizmu.
- Tak, tak. Oczywiście. Rozumiem cię. Ja też nie lubię jak ludzie mylą Spider mana z Peterem Parkerem.
Lou uśmiechnął się szeroko.
- Czyli mnie rozumiesz. – usiadł na krzesełku łapiąc się za serce. – Ach, spotkałem bratnią duszę. Powinniśmy zostać przyjaciółmi.
- Hola, hola! Nie zapędzajmy się. – powiedziałam szybko gdyż ten chłopak był dla mnie za głupi. Ciekawe jakie ma oceny … a w sumie? Co to mnie obchodzi? Ważne, żeby mi nie wchodził w drogę. Tak, wtedy możemy się zakolegować. Na razie muszę go sprawdzić chociaż już za tą Hannę ma u mnie ujemny punkt. Zobaczymy jak sprawy potoczą się dalej. Wtedy do kuchni wszedł Peter (nie Peter Parker) tylko Peter White mój chłopak.
- Kto to jest? – spytał patrząc na Louisa.
- Louis Tomlinson. – powiedziałam patrząc raz na jednego raz na drugiego. – On chce się ożenić z Hanną Montaną. – dodałam gdy zauważyłam, że mój chłopak robi się czerwony na twarzy.
- Och. No cóż. Warto mieć marzenia. – powiedział z szerokim uśmiechem. Hm, coś czuje, że przekonał się do Louisa. No bo Peter uwielbia być o mnie zazdrosny tak samo jak ja o niego. W szkole dziewczyny mają zakaz gapienia się na mojego chłopaka bo inaczej wpadam w szał. Mam wrażenie, że każda tylko czyha aby mi go odebrać. Bo ciałko to ma seksowne.
- Słuchaj Pete bo jest sprawa. – rzekłam i grzecznie zaczekałam aż Tomo opuści kuchnie ale najwyraźniej nie było mu spieszno. Także nalał sobie kawy i usiadł przy stole popijając ją i udając, że jest pogrążony w swoim świecie a tak naprawdę nadstawiał uszu. Brawo! Mój trik. – Za godzinę i 30 minut przyjeżdża mój brat i nie ma gdzie mieszkać dlatego pomyślałam sobie, że no wiesz … przygarnąłbyś go pod swój dach. Lubisz Jace’a, prawda?
- Taak jest spoko ale …
- No więc myślę, że nie będzie problemu.
- Ale An nie mogę … ostatnio kupiłem sobie kota, a mówiłaś że twój brat jest uczulony nie?
Ciężko westchnęłam. Co racja to racja. Jace dostaje takiego kaszlu, że trzeba zatykać uszy bo bębenki mogą wysiąść.
- No to nie wiem. – usiadłam na krzesełku obok Louisa. – Nie może zamieszkać sam. Ma dopiero 15 lat.
- Ja nie mam kota. – odezwał się Tomo.
- Ahaa bardzo cenna informacja. – uśmiechnęłam się do niego sztucznie. Psychicznie chory debil bez kota. Wuhu.
- Chodziło mi, że nie mam kota. – powiedział Lou z uśmiechem.
- Aaa skumałem. – odezwał się Peter. No, no. Tylko mężczyzna zrozumie mężczyznę chodź nie wiem czy Louisa można nazwać mężczyzną. Zachowuje się bardziej jak laluś.
- A więc zgadzasz się An?
- Na co się zgadzam? – spytałam nie rozumiejąc.
- Na to aby Jace ze mną zamieszkał? – odpowiedział Louis. Parsknęłam śmiechem. Błagam! Mój brat nie będzie mieszkał u obcego kolesia. A jak go zgwałci? Albo okaże się pedofilem? Dzieli ich aż 6 lat! To zbyt ryzykowne. Chociaż … sprawia miłe wrażenie. Nie powiem. Taki uroczy idiota.
- Proszę cię Louis. Na główkę chyba upadłeś. Jace ma 15 lat i jest … ehem to znaczy jest troszkę inny. Bardzo wybuchowy, energiczny, spontaniczny. Zachowuje się czasem jakby był naćpany.
- A ja to co? – odparł z szerokim uśmiechem. Teraz to już przesądziło sprawę. Mój brat nie będzie mieszkać u wybuchowego narkomana, który kocha się w Hannie Montanie. Nie, nie. To zbyt pokręcone. Boje się orgii które mogą się tam dziać.
- No właśnie! Macie zbyt podobne charaktery. Jace’m musi się opiekować ktoś odpowiedzialny a nie … no sam wiesz.
Louis zrobił obrażoną minę.
- Ja? Nie odpowiedzialny? Ty chyba sobie żartujesz! – uniósł się. – Ja jestem bardzo odpowiedzialny. Wręcz „odpowiedzialność” to moje drugie imię.
Zachichotałam pod nosem ale chłopak tego chyba nie zauważył. Zaczęłam się poważnie zastanawiać. Z nami Jace nie może zamieszkać z Peterem też nie … no cóż, jedyne co pozostaje to chyba rzeczywiście mieszkanie Louisa. Ale jak mam zostawić mojego brata pod jego opieką? Po za tym Jace będzie chciał go podrywać a ja nie jestem pewna czy Lou nie jest chociaż Bi. Hm, kurczę jak to sprawdzić … musi być jakiś sposób …
- Dobrze ale wiedz, że robię to w akcie totalnej desperacji gdyż nie mam co zrobić z bratem. – odpowiedziałam a oczy chłopaka dziwnie się rozjaśniły. Kurczę, a jeśli on rzeczywiście jest … eh, i co ja wtedy zrobię? Zgłoszę to do sądu? A w sumie. Czemu by nie? Mam dobrego prawnika, więc nie byłoby problemu.
- Juhu! – wykrzyknął szczęśliwy. – Zawsze marzyłem aby mieć współlokatora. Możesz nas odwiedzać.
- Na pewno będę. – zapewniałam go. – Codziennie. – podkreśliłam stanowczo a on kiwnął głową.
- Nie mam nic przeciwko. – powiedział z szerokim uśmiechem. W tym momencie Peter podszedł do mnie i objął mnie  w pasie. Mmm, mój kochany zazdrośnik. Nie zamieniłabym go na żadnego innego chłopaka.
                                                                                  ***
Później chłopaki udali się do swoich domów i zostałam tylko ja z moimi przyjaciółkami. Libby siedziała na kanapie i robiła coś na telefonie. Nie wiem może esemesowała z jakimś nowo poznanym chłopakiem albo po prostu grała w jakąś grę? Scarlett tymczasem czytała książkę detektywistyczną? O.o No cóż. Ja tymczasem weszłam na twittera i napisałam: Za parę minut do MIAMI wraca mój brat !!! Strzeżcie się wszyscy!! An xx
Miałam napisać „strzeżcie cię chłopcy” ale nie byłam pewna czy mój brat chce się przyznawać do swojej orientacji. W sumie zawsze dziewczyny się na jego widok śliniły a mu się to podobało więc nie chciałam tego niszczyć i napisałam ogólnikowo. Potem zaczęłam się szykować do wyjścia.
- Gdzie idziesz? – zapytała Libby zapatrzona w ekran telefonu.
- Jadę po brata. – odpowiedziałam. – Nie wierzę, że się zgodziłam aby zamieszkał z Louisem. Co mi odbiło?
- Ale czekaj … - odezwała się Scar znad książki. – On czasem nie jest … no wiesz …
- No jest, jest. – przyznałam z ciężkim westchnięciem zakładając na siebie skórzaną kurtkę. – Ale Louis o tym nie wie. Nie byłam pewna czy mu mówić. Może lepiej niech na razie myśli, że jest hetero.
- Myślisz, że Jace mu się nie wygada? – zapytała brunetka.
- No właśnie! Widziałaś tyłek Louisa?! – powiedziała Libby a raczej wrzasnęła. Dobry Boże.
- Gapiłaś się na tyłek Louisa? Oj, nie ładnie. Harry nie będzie zazdrosny? – zapytałam ze śmiechem a ta rzuciła we mnie poduszką.
- Tak gapiłam się na super seksowny tyłeczek Lou! I nie, Harry nie był na pewno zazdrosny. Zresztą wolał się gapić na mojego vouga na którym były cycki Cary Delevingne.
Wywróciłam oczami i żegnając się z nimi wyszłam z domu. Pomyślałam sobie wtedy, ze przecież mogę zabrać Louisa na lotnisko i zobaczyć jego reakcję na widok mojego brata. Jeśli powie: „Wooo jakie ciacho” Tak, to znaczy, że to gej a jeśli powie coś w stylu: „Aaa to twój brat. Wygląda na fajnego” To oznacza, że jest hetero i nie mam co się martwić. Wyjęłam więc telefon i wybrałam do niego numer. Odebrał po trzecim sygnale.
- Andrea? Heeej. Kiedy tak w ogóle przyjedzie twój brat? – zapytał a ja zmarszczyłam brwi. Co on się tak dopytuje? Hm, coś mi tu nie gra …
- Właśnie chciałam cię prosić abyś ze mną po niego pojechał. Więc zabieraj tyłek sprzed telewizora i przyjeżdżaj pod mój dom. Aha, pojedziemy moim samochodem. – poinformowałam go po czym się rozłączyłam. To dobry sposób, przynajmniej nie miał kiedy zaprotestować. Jestem z ciebie szalenie dumna. Oparłam się więc o maskę samochodu i wyjęłam telefon. Muszę sprawdzić twittera. No tak! Pełno odpowiedzi pod moim ostatnim wpisem. Ach, oni mnie uwielbiają! I wszystko co napiszę jest dla nich święte! Boskie uczucie. Jedna dziewczyna pisała: „Twój brat? Jace? On jest super słodki! Masz do niego numer?”
Wywróciłam oczami. Jakaś psychiczna. Przecież to oczywiste, że mam do niego numer skoro to mój brat! Hello! Kolejna znów pisała: „Będzie chodzić do naszej szkoły? W ogóle ma kogoś?”
Mogła inaczej napisać: „Czy ma kogoś na oku”. Wtedy mogłabym odpowiedzieć, że prawie wszystkich chłopaków w mieście a to złamałoby im wszystkim serce. Nie miałabym nic przeciwko temu, nawet by mnie bawił widok tych załamanych dziewczyn ale nie mogę zrobić nic wbrew mojemu bratu. Za bardzo go kocham, chodź czasem mam ochotę go zabić. Jest niemożliwie irytujący. Zauważyłam też wpis … hm … to chyba był chłopak o nicku: „Tajger”. Trochę dziwna nazwa. Zupełnie jak napój. Pisał: „Jaaaace. Jak miło, że postanowił wrócić w rodzinne strony. Wyrzucili go z kolejnej szkoły? :)”. Wbrew pozorom to nie była złośliwa wiadomość a wierzcie, że ja się na tym znam. Wydawało mi się nawet, że ten chłopak go lubi. Nie miałam czasu jednak się zbytnio nad tym roztkliwiać bo nadjechał swoim samochodem Louis.
- No nareszcie jesteś! – powiedziałam chowając telefon do torebki. – Jedźmy już. – zakomunikowałam i oboje wsiedliśmy do mojego samochodu.
- Zaraz, zaraz … ty będziesz kierować? – zapytał unosząc brwi z zaskoczenia.
 Kiwnęłam głową.
- To chyba normalne. To mój samochód. Gdybyśmy jechali twoim jestem pewna, że ty byś kierował.
- Ale ja nie jestem pewien. – odpowiedział z lekkim uśmiechem i usiadł naprzodzie. Włożyłam kluczyki do stacyjki i odpaliłam. Droga praktycznie minęła nam w milczeniu. Może raz chłopak powiedział, coś w stylu: Paaaaatrz jaka zajebista bluzka!
Spojrzałam na nią i … no cóż, była z Hanną Montaną więc nie skomentowałam tego. On ma naprawdę jakąś obsesję i szczerze mówiąc boje się go. Dobry Boże, to ludzie boją się mnie a nie na odwrót. Co się ze mną dzieje? Psychiczni fani Hanny Montany źle na mnie działają.
- Bierzesz narkotyki? – walnęłam prosto z mostu poważnym tonem. On na chwilę zamilkł.
- Każdy ma swoje słabości. – odpowiedział bez cienia entuzjazmu w głosie co było dziwne. On zawsze jest pełen życia i aż wręcz nienaturalnym optymistą.
- Imprezujesz?
- Ja każdy. – przyznał kiwając głową.
- Upijasz się na imprezach?
- A po co innego bym na nie chodził? – zapytał jakby to było oczywiste. Wzruszyłam ramionami. Miałam o coś go jeszcze zapytać ale właśnie dojechaliśmy na lotnisko. Zatrzymałam się gwałtownie i wzięłam głęboki oddech. Z jednej strony byłam szczęśliwa, że mój brat przyjeżdża a z drugiej nieco przerażona. W końcu otworzyłam drzwiczki i opuściłam samochód. Louis zrobił podobnie. Nasze spotkanie będzie bardzo interesujące, naprawdę bardzo.
                                                                                  ***
- Olał nas. – stwierdził Louis siedząc na ławce i grając na telefonie w jakąś grę podczas gdy ja chodziłam w te i we w te zdenerwowana. Co racja to racja. Jace miał być pół godziny temu a tego pierdolniętego telefonu w ogóle nie odbierał! Czym ja sobie zasłużyłam na takiego brata? A co jeśli to kolejny z jego dowcipów i wcale nie przyjedzie? Zabije go! Przysięgam, że go zabije! Znajdę i zabiję chodźmy się ukrywał w Meksyku! – Szkoda bo miałem nadzieje …
- Na co miałeś nadzieje? – uniosłam brew patrząc na niego wyczekująco.
- Na poznanie twojego brata. – odparł jakby to było oczywiste, no cóż, nie było. Przynajmniej dla mnie. Kiwnęłam jednak głową na znak, że rozumiem i zajęłam miejsce obok niego. On schował telefon do kieszeni i zaczął mi się przyglądać.
- No i na co się gapisz? – zapytałam w końcu gdy zaczęło mnie to nieco irytować. Robił to już niech zerknę na zegarek … ach, tak od 4 minut i 20 sekund.
- Ty poznałaś mnie trochę lepiej ale ja nadal nie wiem nic o tobie. – stwierdził poważnie. – Też bierzesz? Imprezujesz?
- Narkotyki? Hm, okazjonalnie. Najczęściej na imprezach. Uzależniona nie jestem. A imprezować kocham ale to jak każdy. – powiedziałam sprawdzając czy Jace’owi nie zachciało się do mnie zadzwonić.
- No nie każdy. Bo moja babcia nie lubi. – odpowiedział z szerokim uśmiechem. Wywróciłam oczami. A jeszcze przed chwilą gadał co innego. Niech ja zacytuję jego słowa: „Imprezuje jak każdy”. – A tak w ogóle to … - zaczął jednak nie dane mu było skończyć bo oczy mi rozjaśniały i szybko zerwałam się z miejsca. Zobaczyłam bowiem swojego brata, który poprawiał swoją fryzurę. Chciałam go przytulić i powiedzieć, że strasznie się o niego martwiłam jednak nie zrobiłam tego.
- Nienawidzę cię! Och, po prostu mam ochotę cię zabić z tej nienawiści! – krzyknęłam uderzając go w ramię. – Mogłeś chociaż zadzwonić ty durny małolacie! Wiesz jak się o ciebie martwiłam?!
- No sorry ale komórka mi się rozładowała a samolot miał opóźnienie. – odpowiedział spokojnie a mnie jak na komendę przeszła cała złość na niego. W sumie nie mogę go winić o coś co nie było jego winą. Przytuliłam go z całej siły a on mnie objął. Po chwili jednak puścił mnie a jego oczy się rozszerzyły.
- Kto to jest? – zapytał z rozbawieniem w głosie wskazując głową na Louisa.
- Louis. Zamieszkasz u niego. – odpowiedziałam już żałując, że w ogóle się na to zgodziłam.
- Fajny. – skomentował radośnie i chciał do niego podejść ale zatrzymałam go ręką.
- O nie, nie Jace’i. Najpierw ustalimy pewne zasady. – powiedziałam złapałam go za ramię na wypadek gdyby chciał mi uciec. – Po pierwsze nie będziesz podrywał Louisa, zrozumiano? Bo: a) jest hetero i b) nienawidzi gejów.
- C … co? – jęknął widocznie rozczarowany. – Jak to nienawidzi gejów? No cóż, sprawię, że ich pokocha. – uśmiechnął się szeroko a ja ścisnęłam jego ramię jeszcze mocniej.
- Nie, nie sprawisz, że ich pokocha. Możesz podrywać wszystkich chłopaków prócz Louisa, rozumiesz?
- No ale czemu?
- Bo z nim mieszkasz! Jak się od niego wyprowadzisz to proszę bardzo! Ale na razie a) masz 15 lat a on 22 i b) nie chcę żebyś robił TO z nim 24 godziny na dobę!
- Pff. Pewnie już wiesz, że cię nienawidzę ale powtórzę to: nienawidzę cię. – powiedział bez cienia złośliwości i skierował się w jego stronę. Tak, tak trochę kłamałam. Po pierwsze nie wiem czy Louis jest hetero bo jakoś zabrakło mi  odwagi aby go o to spytać a po drugie na pewno nie, nienawidzi gejów. To nie ten typ chłopaka, który jest nie tolerancyjny. W sumie to urocze, ale i wkurzające. Podbiegłam do nich. Muszę kontrolować ich. Boże czuje się jak M!M.
- Czeeeść jestem Jace. Brat Andrei. Mamy podobno ze sobą zamieszkać. – powiedział z czarującym uśmiechem. Wywróciłam oczami. Mógłbym sobie darować.
- Taak. Podobno tak. Ja jestem Louis. – odpowiedział. – Myślę, że dogadamy się. An dużo o tobie mówiła.
Nie prawda! Chciałam krzyknąć ale się powstrzymałam.
- Tak? – Jace uniósł brew zdumiony. – A w jakim sensie?
- Pozytywnym. Mówiła, że jesteś zabawny, przystojny i inteligentny jak na swój wiek.
Z nudów zaczęłam liczyć w myślach od 100 w zniż.
- Oo serio? – Jace spojrzał na mnie zaskoczony. – Miło to słyszeć.
- Dobra koniec babskich pogaduszek dziewczynki! Jedźmy już! – krzyknęłam i pchnęłam ich przed siebie. No co? Muszę iść z tyłu aby mieć na nich wgląd. Czuje, że życie uczuciowe mojego brata to będzie moja nowa obsesja. No niestety.
                                                                       ***
Louis musiał kierować mnie do swojego domu. Jeśli mam być szczera to mało z tego zrozumiałam ale po godzinie kołowania dojechaliśmy na miejsce. Muszę przyznać, że był dość spory i naprawdę robił wrażenie. No, no mogłabym sama tu zamieszkać! No ale nie zamieszkam. Zresztą i tak bym nie chciała. Zatrzymałam się znów gwałtownie i wysiadłam z samochodu. Louis wyjął z bagażnika walizki mojego brata a ten mały dupek patrzył się na niego jak na ósmy cud świata! Musiałam go szturchnąć.
- Ała! – mruknął pod nosem Jace. – Nie można już sobie popatrzeć? Przecież nic nie robiłem takiego.
- Jak zwykle. – odpowiedziałam szeptem. –  Rok temu też tylko się gapiłeś na swojego korepetytora i co z tego wyszło? Zastałam was w łóżku.
- To było jednorazowe. Myślałem, że ma dziewczynę więc robiłem różne aluzje. Nie wiedziałem, że też go kręcę. – odszepnął z dumą. Wywróciłam oczami.
- Jesteś niemożliwy. A jego zostaw w spokoju bo przysięgam, że zamieszkasz ze mną i moimi przyjaciółkami.
- Mieszkać z trzema dziewczynami? Bleee.
Poszliśmy za Louisem, który namęczył się nie źle z tymi walizkami. W środku było lepiej niż olśniewająco! Mega duży salon, telewizor plazmowy wiszący na ścianie, dużo abstrakcyjnych obrazów, biały puchowy dywan, duża szara kanapa. Wow!
- Chodź pokażę ci twój pokój. – powiedział Louis do mojego brata.
- Dobra. Zaraz przyjdę! – odkrzyknął z uśmiechem. – A ty spadaj. – mruknął do mnie. Do było jak cios w serce! Otworzyłam usta z oburzenia. Miałam na niego nawrzeszczeć ale się powstrzymałam.
- Tylko niczego nie próbuj! – powiedziałam ostro i wyszłam trzaskając drzwiami. Potem wsiadłam z powrotem do mojego samochodu i odjechałam. O kurczę! Zapomniałam, ze auto Louisa cały czas stoi pod moim domem. Ech, no cóż. Będzie musiał po niego wrócić.
 _____________________________________________________________
Ta da! Oto kolejny rozdział. I jak wrażenia? Wiem, że jest potwornie długi ale jakoś tak wyszło ; ). Pewnie zauważyliście, że napisałam tam M!M. No cóż, większość powinna wiedzieć co to znaczy ale i tak napiszę. M!M to Modest. Andrea do tego nawiązała gdyż Modest też kontroluje pary homoseksualne aby nie pokazywały sobie zbytnio uczuć ; D.
Następny rozdział należy do Sylwii ; - ). Czekajcie z niecierpliwością!!! <3

wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 2

Perspektywa Libby
Sobota 23.03.

Boże ile można siedzieć w szpitalu normalnie masakra. Przynajmniej nie jestem sama, bo po drugiej stronie sali znajduje się młoda kobieta. Dziwne jest to, że ona leży na urazówce po tym jak urodziła, a ja jestem tu z wypadku. Mniejsza czym ja się przejmuję ważniejsze jest to że nadal nie mam numeru do mojego lekarza ‘’seksi ciacha’’ Petersena.
- Naomi masz jakąś gazetę o modzie ? – zapytałam młodej mamy.
- No wczoraj mi coś donieśli. – uśmiechnęła się, a ja wyskoczyłam z łóżka co na marginesie było błędem, bo z bólu upadłam na podłogę.
- Nic się nie stało zaraz zawołam lekarza ?!
- Nie spoko nie trzeba… - powiedziałam spokojnie ukrywając pod uśmiechem cały ból. Cholerne żebra. Podpierając się łóżka wstałam znów na równe nogi i powoli podeszłam do kobiety.
- Uuu nowy Vogue ! Mogę ?
- Jasne bierz. – rzekła i podała mi moje ukochane czasopismo jest dla mnie jak biblia. Nagle do pokoju wbiegła znów zgraja tych nieokrzesanych, dziecinnych, ale mega przystojnych chłopaków. Prawie mnie staranowali.
- Nauczcie się chodzić ! – zbulwersowałam się.
- Oj wybacz księżniczko. – zakpił jeden z nich jak dobrze słyszałam to miał na imię Henryk.
- Odezwał się .. pff. – zarzuciłam włosami i spokojnie wróciłam na swoje łóżko. Przez tych oszołomów nie mogłam się skupić na przeglądaniu mojej ukochanej gazety zabić to mało. Spojrzałam na zegarek była 14 co oznacza że moje ciasteczko zaraz mnie odwiedzi !!!
- Witam panno Hathaway. – jak zawsze punktualny.
- Dzień dobry doktorze Petersen. – przygryzłam dolną wargę.
- Wypadek nie był poważny i na szczęście nie doznała pani większych uszkodzeń. Twoje badania są dobre wszystko jest w normie więc dzisiaj już dostaniesz twój upragniony wypis. – uśmiechnął się, a ja myślałam że zaraz padnę na zawał. Jaki on cudowny. Normalnie bym go schrupała. Tak się zamyśliłam że normalnie olałam wszystko co do mnie mówił tym seksownym przecudownym głosem … dobra Liv ogarnij się.
- A więc to tyle proszę. – podał mi coś.
- Yyy … - szybko zlustrowałam kartkę.
- A więc mam to wypełnić tak ? – powiedziałam z lekkim zmieszanym uśmiechem.
- Tak właśnie ci o tym mówiłem, ale widocznie byłaś już pewnie poza szpitalem. – oj gdybyś wiedział o czym myślałam. Dobra stop.
- To ja to zostawię może na recepcji, a i czy mogłabym dostać pana wizytówkę w razie jakby coś mi się stało jest pan naprawdę dobrym lekarzem. I wolę się zgłaszać z problemami do takiego specjalisty. – uśmiechnęłam się uroczo.
- Yyy dobrze proszę wypełnić kartę teraz, a ja przyniosę moją wizytówkę. – troszkę zmieszany, ale z drugiej strony zadowolony wyszedł z pomieszczenia, a ja od razu złapałam za mojego iPhona i weszłam w wiadomości.
*sms do ‘’Andreaaa !! <3’’*

AAA !! Co tam dupeczki moje ? Dzisiaj mnie wypisują ze szpitala więc jak będziecie tu jechać to przyjedź moim autkiem :D I nie uwierzysz … mam numer doktorka !!!! Normalnie zajebiście ;D Czekam na was daję wam godzinę xoxo

Nacisnęłam wyślij i zaczęłam wpisywać dane na kartę. Kiedy skończyłam, akurat mój lekarz przyszedł z małą karteczką. Wymieniliśmy się świstkami papieru, grzecznie podziękowałam, a po chwili już go nie było. W sumie to przez to wszystko zapomniałam że są tu te debile i Naomi. Mój telefon zawibrował, a na wyświetlaczu zobaczyłam że to wiadomość od An.

AAA !! wiedziałam że zdobędziesz ten numer :) To szykuj się maleńka bo musimy oblać twój powrót do domku, będziemy za godzinę Luv ya. An i Scar <3

Pomału zeszłam z łóżka co i tak skończyło się glebą. Do cholery jasnej, ale ze mnie niezdara.
- Boże nic ci nie jest ? – zapytał chłopak o postawionych na żel włosach i brązowych oczach, chyba Liam.
- Nie spoko gleby to u mnie dzisiaj już standard. – rzuciłam i z jego pomocą stanęłam na nogi.
- Dzięki za pomoc. – uśmiechnęłam się od niechcenia, no co nie moja wina że mnie wnerwiają.
- Oj już nie udawaj miłej. – odezwał się znów ten kotlet z lokami.
- Nie mówiłam do ciebie więc się nie wpierdalaj chłopczyku. – wysyczałam przez zęby.
- Oj a co zrobisz mi coś …. – zakpił.
- Gdyby nie to że bolą mnie żebra po wypadku to przestawiłabym ci tę buźkę !
- O jaka pyskata ….
- Dajcie spokój ! – krzyknęła w końcu Nao.
- Ale …. – zaczęłam.
- Nie koniec jedno na jeden, a drugie na drugi koniec pokoju i żadnych kłótni. – powiedziała Zayn. Zjechałam morderczym wzrokiem tego lokatego kotleta i podeszłam do mojej szafki. Wyjęłam torebkę i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Z kosmetyczki wyjęłam potrzebne rzeczy i zrobiłam bardzo delikatny makijaż jestem fanką naturalności. Nie wiem nawet kiedy, ale w pomieszczeniu znalazły się moje przyjaciółki.
- O hej dziewczyny !- zaświergotał blondyn bodajże Niall.
- Nie mówcie że się znacie. – zawyłam smutna.
- Nie mówcie że przyjaźnicie się z tym potworem. – zawył kotlet na co zmroziłam go wzrokiem.
- O czyli poznaliście Libby. – zachichotała Scar, ej to nie jest śmieszne z czego ona się chichra.
- No jasne wydaje się dość …. stanowcza. – powiedział Zayn nie powiem jest mega przystojny, nie to co ten Henryk.
- Dobra nie chce mi się marnować dnia na gadaninie z wami i tym lokowanym kotletem, więc Nao oddaję gazetę i jak co to masz mój numer. – posłałam jej buziaka w powietrzu i nie czekając na ich reakcję wcześniej biorąc rzeczy wypchnęłam Scar i Andreę z sali z której można było usłyszeć gromki śmiech.

***

Właśnie czekałyśmy aż drzwi windy się zamkną, gdy naglę znikąd pojawiła się ta hołota.
- Na serio ‘’lokowany kotlet’’ nie było cię stać na nic lepszego ? – zapytał Henryk.
- Nie warto nic innego wymyślać, ale i tak cię to uraziło. – zaśmiałam się i przybiłam z An piąteczkę. Scar oczywiście wywróciła oczyma, a reszta zaczęła się chichrać. Nasz pan kotlet stanął w drugim rogu windy i zrobił obrażoną minę. I co on myśli że go przeproszę HA dobry żart. Wszyscy zajęli się konwersacją, a ja modliłam się aby jak najszybciej wydostać się z tej maszyny. Ja na zawołanie usłyszałam znajome ‘’Dzyń’’ i wysiadłam z małego ‘’pomieszczenia’’. Nie wiem dlaczego oni się za nami ciągną, ale oby dziewczyny ich nie polubiły, bo mimo że już troszeczkę polubiłam czwórkę z ostatnim może dojść do rękoczynów. Zabrałam od Andrei moje kluczyki i zaczęłam zmierzać do mojego kochanego autka. Ale oczywiście musiał odezwać się ten kotlet.
- O czyżby nasza księżniczka jeździła swoim różowiutkim garbusikiem, typowa córeczka tatusia. – zaśmiał się.
- Po pierwsze nie urażasz mnie, bo jestem córeczką tatusia. Po drugie nie obrażaj garbusa, bo jego właścicielka ci przyfasoli.
- Oj nie boję się ciebie ….
- Nie ja jestem właścicielką kotlecie to jest moje auto. – rzekłam i wsiadłam do swojego Chevroleta Camaro SS cabrio z 1967 roku.
Moje maleństwo! Wszystkim szczena opadło, bo co bo jestem dziewczyną to znaczy że się nie znam pff.
- Zamknijcie buźki bo wam muchy wlecą. I oby do nigdy. – uśmiechnęłam się cwaniacko i odjechałam z piskiem opon, a tuż za mną dziewczyny.

***

Dom. Nareszcie mój kochany dom i własna sypialnia z łazienką. Szybko wbiegłam do domu, aby przywitać się z moją kruszynką Moon.
- Mo skarbie pańcia wróciła ! – zawołałam zdejmując buty.
- Moon gdzie się ukrywasz perełko ?!
- No bo właśnie … Liv nie chciałyśmy ci mówić w szpitalu, bo wiemy jak kochasz Momo i zaraz byś zrobiła jakąś akcję …. – zaczęła An ciekawe do czego zmierza. Trochę przeraża mnie już ta rozmowa.
- Chodzi o to że Moon ….
- Nie nawet tego nie mów to nie może być prawda nie moja Moon nie zgadzam się !! – po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy.
- Och Libby tak nam przykro. – powiedziała Scar i chciały mnie przytulić, ale odsunęłam się od nich.
- Jak mogłyście mi nie powiedzieć ?! – krzyknęłam i uciekłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam płakać nie sorry ryczeć jak małe dziecko. To wszystko moja wina, gdybym bardziej jej pilnowała to teraz wesoło biegałaby i merdała ogonkiem. Zakryłam się szczelnie kołdrą i nie wiem kiedy zasnęłam w akompaniamencie walenia przez dziewczyny w drzwi.

***

Czułam się jak jakiś trup. Zero sił i jeszcze te cholerne żebra. Wywlekłam się z łóżka i wcześniej się w miarę ogarniając po cichu zeszłam na dół. To co tam zobaczyłam zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. Otóż właśnie w naszym salonie siedziały dziewczyny i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to że była tam dodatkowa czwórka chłopaków i jeden lokowany kotlet.
- Hej Liv jesteś nadal zła. – zapytała niepewnie Scarlett.
- Tak. – burknęłam i poszłam do kuchni. Nalałam sobie do szklanki wody i wzięłam jakąś tabletkę przeciwbólową. Głowa mi pęka!
- Wiem co przeżywasz. – gwałtownie się obróciłam i zobaczyłam Zayna. On chce mnie o zawał przyprawić w tak młody wieku.
- Nie sądzę nie znasz mnie nic o mnie nie wiesz.
- Też straciłem ukochanego psa. Był jeszcze szczeniakiem miał na imię Bolt. Był wspaniały i co najważniejsze zawsze potrafił mnie pocieszyć liżąc po nosie. – mimowolnie się uśmiechnęłam Mo w taki sposób często mnie budziła.
 Znów do oczu zaczęły napływać mi łzy i jakiś impuls kazał mi się wtulić w chłopaka. Potrzebowałam ciepła, uczucia, bezpieczeństwa. Zayn był zaskoczony moim czynem, ale po chwili objął mnie ramionami i zaczął gładzić po plecach, mówiąc że wszystko się ułoży. Może jednak miałam o nich złe zdanie.
- Po co mi to powiedziałeś ? – powiedziałam między szlochami.
- Żebyś zrozumiała że wszystko ma swój koniec, ale to też początek czegoś nowego, twój psiak na pewno chciał twojego szczęścia Libby. I nie gniewaj się na dziewczyny im też jest trudno nie chciały cię ranić. – spojrzałam na niego i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Dzięki za rozmowę. – rzekłam stając obok niego trochę skrępowana całą tą sytuacją. W końcu widzę go dopiero drugi raz, a już mu się rzucam na szyję.
- Spoko zawsze do usług. Jednak jedno mnie dziwi nie sadziłem że Libby Olivia Bianca Hathaway ma uczucia. – zachichotał.
- Co? – spojrzałam na niego dziwnie do czego on zmierza.
- No wiesz w szkole jesteś jednak inna. Taka oschła i wredna.
- Skąd wiesz jaka jestem w szkole. Czy wy chodzicie do MAS (Miami Art School).
- No pewnie. – odpowiedział.
- Dziwne nie zauważyłam was tam nigdy. – zamyśliłam się na chwilę jak mogłam ich nie zauważyć ja znam każdego.
- Może patrzyłaś na niewłaściwych chłopaków. – poruszał znacząco brwiami. Zabawny jest, już go lubię. Wywróciłam oczami i już w lepszym humorze wróciliśmy do salonu.
- Liv my …. – zaczęła An.
- Spoko nie mam wam za złe. – spojrzałam znacząco na Zayna i uśmiechnęła się delikatnie. Bosz jaki on jest przystojny i te czekoladowe oczy i zabójczy uśmiech .. dobra Libby stop bo znów zaczynasz.
- Uuu nasi zakochańce …. – w moich uszach zabrzmiał głos tego kotleta.
- Kolejnego próbujesz uwieść tak jak połowę Miami. – rzucił kąśliwie. O nie ja mu zaraz oczy wydrapię.
 - Kurwa trzymajcie mnie bo go zaraz rozpierdolę !! – warknęłam i zaczęłam go gonić prawię go już miałam, ale w ostatniej chwili poczułam ucisk na brzuchu.
- Libby oddychaj nie warto pamiętasz jak skończyło się ostatnie pobicie kogoś nie chcesz chyba znów tego przeżywać. – stanęła przede mną Scar.
- Tak, tak wiem pozew wielkie mi halo. Ale ta babka zabrała ostatnie wydanie Vogue to nie moja wina ?! – oburzyłam się, a wszystkim chłopakom znów tego dnia opadły szczeny.
- Chowajcie mnie przed tym potworem. – pisnął lokowaty na co zmroziłam go spojrzeniem.
- Masz szczęście że nie chcę mieć kolejnej sprawy za pobicie. – syknęłam i usiadłam na kanapie. Złapałam pilota i włączyłam wiadomości. Gadali jakieś śmieci więc czym prędzej wyłączyłam nasz plazmę.
- Może poznamy się bliżej, po kolei jedna osoba zadaje pytanie, a wszyscy odpowiadają. – zaproponował Niall. W sumie i tak nie mam co robić więc niech już będzie.
- Ja pierwszy ! Jaki jest wasz talent ? – wyrwał się Louis.
- Więc mój talent to komponowanie muzyki, pisanie tekstów i szycie. – powiedziała nieśmiało Scarlett, ona jest taka urocza jak słodki szczeniaczek.
- Hmm aktorstwo, planowanie zemst i obrabianie ludziom publicznie tyłków więc się strzeżcie. – rzekła An, aktorstwo to talent, ale reszta …. zresztą mniejsza.
- Ja trenuję balet, kocham fotografię i jestem początkującą modelka. – rzuciłam i w trakcie ich wypowiedzi wyszłam do naszej spiżarni. Wzięłam trzy butelki wina i postawiłam na stole akurat jak każdy odpowiedział na pierwsze pytanie. Wyjęłam wszystkim lampki i poprosiłam Zayna aby otworzył butelkę, a następnie nalał procentowego napoju.
- Ile dziewczyn/chłopaków poderwaliście ? – zapytał Hazz.
- *kaszle* zboczony kotlet. – powiedziałam.
- Dajcie mi pół godziny, a może się doliczę. Żart w ciągu tych dwóch miesięcy jakoś 69. – zachichotałam, a Scar wywróciła oczami.
- 69 ! – zaczął się brechtać Henryk no mówiłam że zbok z niego ?!
- Mniejsza ja jakoś 4. – rzekła An, ale cóż się dziwić ma swojego kochanego Petera.
- Ja poderwałem ostatnio jakoś około 100 dziewczyn. – rzekł dumnie kotlet.
- Nie jestem podrywaczką to mnie podrywają. – oznajmiła Scar.
- To pewnie mnóstwo chłopaków cię podrywa. – zaświergotał do niej Niall.
- Nie liczę tego, ale nie za dużo. – dodał Zayn.
- Ja też. – przyłączyli się do jego wypowiedzi Liam i Louis.
- Co najbardziej w sobie lubicie? – zapytał Liam. A ja wszystkim rozdałam lampki z winem.
- Heloł chyba logiczne że swój zacny tyłek, bo jest zajebisty. – klepnął się w niego Lou … czy tylko mi się zdaje czy on zachowuje się jak pedał niech jeszcze że kocha Jonas Brothers to będę pewna ;P
- Aaahhhaaa … ja lubię swoją figurę, a najbardziej cycki. – oznajmiłam, a Henryk spojrzała na mnie dziwnie.
- Oczywiście że dziary. – wyszczerzył się Zayn.
- Ja swoje bicepsy. – zaczął się prężyć lokowany kotlet.
- Daj mi lupę bo nic nie widzę. – zakpiłam na co zjechał mnie spojrzeniem głupek.
- Ja to że mogę ciągle jeść i nie tyję. – uradował się Niall.
- Moją seksi klatę. – rzekł Liam nie powiem niezłą klatę to on ma.
- Ja włosy i oczy. – powiedziała Andrea.
- A ja usta, oczy i sylwetkę. – rzuciła Scar.
- Z kim z tego grona chcielibyście się umówić. – zadała pytanie Andrea.
- Z Zaynem. – odpowiedziałam bezproblemowo.
- A ja z tobą. – powiedział znów śmiesznie poruszając brwiami, wariat.
- Ze Scarlett. – powiedział blondyn słodko się do niej uśmiechając.
- A ja z Liam'em. – dodała Andrea.
- Larry !! – wydarł się Zayn.
- Że co ?!? – zapytałyśmy równocześnie chłopaków.
- No Louis i Harry zostali tylko oni więc ich połączenie to Larry. –wyjaśnił Liam.
- To ty masz na imię Harry kotlecie byłam pewna że Henryk ! – oznajmiłam zdziwiona.
- Henryk jak mogłaś moje wspaniałe imię pomylić z jakimś Henrykiem?! – oburzył się, a ja tylko wywróciłam oczyma.

***

Po trzech butelkach języki stanowczo za bardzo nam się rozwiązały. Ale dzięki temu dowiedzieliśmy się o sobie kilku ciekawych i żenujących ciekawostek.
- Ulubiony aktor/aktorka? – zapytałam lekko gibając się na boki, kocham ten stan.
- Bo mój oczywiście Mario Casas boże tego to ja bym ruchneła. – rozmarzyłam się.
- I to ja jestem zboczony ?! Dobra moja ukochana aktorka to Olivia Wilde taka trzynastka to może mi przynosić pecha do końca życia. – oczy aż mu zabłyszczały, dziwne dopiero teraz zobaczyłam że są szmaragdowe … kocham ten kolor. Ugh o czym ja myślę -.-
- Ja uwielbiam Rossa Lynchaj jest słodki. – rzuciła Scar, klaszcząc w ręce jak dziecko... ta ona kocha blondynów.
-  Chace Crawford. – uśmiechnęła się Star.
- Wiadomo Megan Fox. – rzekł wstawiony Zayn.
- Demi Lovato. – rozmarzył się Niall.
- Emma Watson jest taka mądra i śliczna. – powiedział Liam.
- A ja Hannę Montanę. – zaświergotał Louis.
- Ale wiesz że to Miley Cyrus ? – zapytałam rozbawiona.
- Lalalalalala wcale cię nie słucham to nie prawda. – krzyczał biegając w kółko pokoju jak opętany.
- Spokojnie on tak zawsze jak gadamy że to jedna osoba. – wzruszył ramionami Liam, dziwny jest ten Lou, ale mniejsza.
- Obnażył się ktoś z was publicznie ? – zabrał głos Zayn i znów te brwi.
- Pokazałem tyłek dyrkowi. – stanął Lou, a mi szczena opadła  no piąteczka kolego pełen podziw ;P
- Ja nie. – rzekły dziewczyny.
- Niestety, ale byłam pijana. – wymamrotałam na co reszta wpadła w śmiech to nie śmieszne tylko żałosne. Gdyby nie to że jestem już wstawiona nikt by nie wiedział.
- Ja podobnie. – podrapał się po karku Henr … znaczy kotlet Harry.
- My nie. – powiedział za resztę chłopaków Niall.
- A w jakim stopniu. – dopytywał nas Zayn ciekawska bestia.
- Ja mówiłem pokazałem tyłek. – rzucił Louis.
- Yyy wszyscy widzieli moje cycki tylko, bo na szczęście dziewczyny mnie powstrzymały. Ale i tak mega żenada. – powiedziałam zmieszana.
- W sumie to szkoda że mnie nie było. – rzucił zaczepnie Zayn za co dostał kuksańca w bok.
- A mnie widzieli tak jak mnie bóg stworzył. – rzekł kotlet.
- To pewnie do końca życia będą mieli koszmary. – dogryzłam mu.
- No po oglądaniu cb to pewnie tak. – spojrzał na mnie zwycięsko.
- Żeby u cb coś zobaczyli to potrzebna by była lupa lub luneta. – zakpiłam.
- O tak pewna jesteś chcesz się przekonać. – zaczął rozpinać pasek.
- Wolę nie chcę jeszcze w nocy normalnie zasnąć. – zgasiłam jego zapał co za kotlet.

- Wy tu gadu gadu, a ja winko przyniosłam. – zaśpiewała Andrea. Zgon dzisiaj murowany.

______________________________________

Teraz miał być rozdział Scarlett (Sylwii), ale niestety nie ma neta :'( Żebyście nie czekały ja postanowiłam napisać swój rozdział. Mam nadzieję, że podoba się Wam. Co sądzicie o Libby ? Polubił ją ktoś choć troszkę ... :D Mam nadzieję, że tak. A teraz kończę te wypociny i liczę na duuużo komentarzy.
Kocham Nats xoxo

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 1

Oczami Andrei
Piątek 15.03.

O ja pierdzielę! No po prostu nie wierzę! Zaraz padnę na zawał! Co to ma do cholery być ja się pytam? Toż to niedopuszczalne! Niech ja dorwę tego skur … który potrącił moją przyjaciółkę to tak dopier … że własna matka go nie pozna! WTF?

 Porządna obywatelka idzie ulicą i nagle BUM! Rozjechana! Co to jest? Czy to jest w ogóle zgodne z prawem? Bo obawiam się kur … że nie! Och, jestem tak wściekła, że zaraz mnie rozsadzi od środka!
Razem ze Scar wyszłyśmy a raczej wybiegłyśmy z domu i popędziłyśmy w stronę samochodu, właściwie to każda do swojego. Postanowiłyśmy jednak, że pojedziemy jednym. Z racji tego, że nie było czasu do stracenia powiedziałam, że możemy pojechać Scar na to ona, że moim też możemy i nie ma najmniejszego problemu. No cóż, wywiązała się z tego króciutka dyskusja. Byłam jednak nie ustępliwa i ostatecznie zdecydowałyśmy, że pojedziemy jej samochodem.
Przez całą drogę, praktycznie się do siebie nie odzywałyśmy. Każda z nas zastanawiała się czy naszej przyjaciółce nic nie jest. Ja obawiałam się najgorszego to znaczy, że mogła sobie coś złamać i jest skazana na 2 miesiące bezczynnego siedzenia w domu. Istna męka! Ja muszę wiecznie coś robić, inaczej wariuję.
Całe w stresie podbiegłyśmy do babki w recepcji i spytałyśmy o pokój naszej przyjaciółki. Kobieta trochę ociągała się z odpowiedzą więc musiałam podnieść głos.
- Proszę się uspokoić. Rozumiem, że martwią się panie o przyjaciółkę ale nerwy tu nic nie zdziałają. – powiedziała uspokajająco.
- Jak nerwy tu nic nie zdziałają? Nasza przyjaciółka miała wypadek samochodowy bo jakiś debil nie umie kierować! Kto mu dał prawo jazdy, pytam się? No kto? Pewnie drugi naćpaniec! – krzyknęłam waląc pięścią o blat. Kobieta podskoczyła lekko.
- Pokój 74. – odpowiedziała lekko zmieszana. Nie dziękując pobiegłyśmy tam jak najszybciej. No niby wiem, że to nic nie zmieni czy się spieszymy czy nie ale chciałyśmy wiedzieć w jakim jest stanie. Gdy otworzyłyśmy drzwi zobaczyłyśmy Libby leżąca na łóżku szpitalnym. Przeglądała właśnie jakieś pismo o modzie. Wyglądała całkiem dobrze. Miała tylko plaster koło brwi i siniak na ramieniu.
- Libby! – krzyknęłyśmy ze Scar równo i podbiegłyśmy  do niej po czym ją przytuliłyśmy najmocniej jak mogłyśmy.
- No już bo mnie udusicie! – powiedziała ze śmiechem.
- Kto to był? – spytałam. – Kto ci to zrobił? Bo mam nadzieję, że ma dobrego adwokata!
- Uciekł. – odparła spuszczając głowę. – I nie martwcie się. Już wszystko jest okej. Czuje się dobrze tylko trochę boli mnie głowa i żebra.
- Biedactwo. – Scar usiadła na brzegu jej łóżka. – Powiedz czego ci potrzeba. Zrobimy wszystko o co nas poprosisz.
- A więc zdobądźcie numer od tego młodego lekarza, który był tu dziś rano. – odpowiedziała pogrążając się we własnych myślach. – Wysoki blondyn o zielonych oczach. Och jak ja kocham zielone oczy! A to ciacho je miało …
- Ty na serio? – zdziwiła się Scarlett. – O mało nie zginęłaś a tobie przystojny lekarz w głowie?
- To jak? Zdobędziecie od niego numer? – zapytała patrząc na nas wyczekująco. Ciężko westchnęłyśmy. Znając Libby pewnie nawet nie wie jak ma na imię. Zupełnie jak z tym chłopakiem ze sklepu. Szalała za nim 2 tygodnie. A potem okazało się, że ma 25 lat i mieszka z rodzicami! To przekreśliło jego szansę.
- Libby powinnaś odpocząć… – Scar pogładziła jej ramię z uśmiechem.
- Od tych chłopaków.  – weszłam jej w zdanie z szerokim uśmiechem. – No co? Spójrzcie na mnie. Mam chłopaka od pół roku i jesteśmy razem tacy szczęśliwi.
- Szczęśliwi póki nie wypatrzysz większego ciacha. – powiedziała Libby i roześmiała się a zaraz potem Scar. Wywróciłam oczami.
- Nie ma większego ciacha od Petera. – wystawiłam jej język. – Dobra, odpoczywaj a my ze Scar pójdziemy. Nie będziemy ci przeszkadzać.
- Dziewczyny! – krzyknęła. – Co ja mam robić?
- Gapić się na tyłek tego ciacha. – odparłam i skierowałyśmy się ze Scar do wyjścia. Poszłyśmy w stronę windy cały czas dyskutując o różnych głupotach. Weszłyśmy do środka a moja przyjaciółka nacisnęła guzik z parterem. W ostatniej chwili gdy drzwi windy się miały zamknąć jakiś chłopak wsadził między nie rękę i krzyknął:
- Jeszcze my!  - wszedł do środka. – Zaraz przyjdą moi kumple.
Był wysoki i miał zielone oczy i burzę loków na głowie. Nie powiem był przystojny i urodą mógł dorównywać mojemu chłopakowi ale bez przesady. Nie mój typ. Od razu widać, że podrywacz a wierzcie ja mam nosa do ludzi. Raz odkryłam, ze mąż mojej kuzynki jest gejem. Powiedziałam to właściwie w formie żartu a on spuścił głowę i rzekł: Jak się o tym dowiedziałaś?
Oczy na wierzch mi wylazły! Masakra. Nie to, że mam coś do homoseksualistów. Nie, nie. Mam coś do nich dopiero wtedy gdy żenią się z moją kuzynką tylko po to aby ukryć swoją prawdziwą orientację! No cholera! Elise była w ciąży z nim! A on zostawił ją dla barmana. Dobry Boże. Musiałam przez tydzień wysłuchiwać, że chce popełnić samobójstwo i nienawidzi wszystkich gejów na tym świecie. Dobra koniec wspomnień! Było minęło. Mam nadzieje, że Elise już więcej nie spotkam.
- Czy jeden z twoich kumpli jest lekarzem o blond włosach? – spytałam przypominając sobie prośbę Libby.
- Nie, a co?
- Nic, nic. Tak tylko pytałam. – odpowiedziałam tłumiąc śmiech.
 Po paru sekundach doszło jeszcze czterech chłopaków. Wszyscy byli bardzo przystojni. Wyglądali jak modele, którzy zwiali z sesji zdjęciowej. Dobry Boże! Dzięki Bogu, że mam chłopaka bo naszłyby mnie teraz grzeszne myśli. A podejrzewam, że ksiądz z naszego kościoła ma dosyć wysłuchiwania o tym co myślałam lub co robiłam na imprezach. Przystojniacy szeptali coś do siebie i śmiali się z tego a my patrzyłyśmy od czasu do czasu na siebie ze Scar. Trochę byłam rozczarowana, że żaden do nas nie zagadał no ale cóż … życie. W pewnym momencie winda gwałtownie się zatrzymała! Wszyscy wstrzymaliśmy oddechy. Poczułam się jak w jakimś horrorze. To było okropne! Staliśmy tak w bezruchu przez jakiś czas a winda nadal nie ruszała.
- Zepsuła się. – stwierdził z ciężkim westchnieniem chłopak w blond włosach.
- Jesteś Irlandczykiem? – spytała Scar.
- Skąd wiesz? – spytał marszcząc brwi.
- A tak zgadywałam. – odpowiedziała wesoło.
- Tak w ogóle to Niall jestem. – podał jej dłoń a ona ją uścisnęła. – Niall Horan.
- Scarlett.
Nastała wtedy krótka cisza, którą przerwał chłopak w lokach. Zbytnio kulturalni to oni nie są ale już mniejsza z tym.
- Ja jestem Harry jakby ktoś pytał. – wtrącił z uśmiechem.
- Harry, jak Harry Potter. – zażartowała Scar i oboje się roześmiali.
- Właściwie to Harry Styles. Ale Potter też ładnie pasuje.
- Ja jestem Liam. – powiedział następny i uścisnął dłoń mojej przyjaciółce. Przepraszam bardzo! Winda do cholery się zacięła a oni robią jakieś przedstawienia? Prychnęłam pod nosem i zaczęłam się rozglądać szukając jakiegoś wyjścia. Niestety. Nic nie znalazłam. Cholerna winda!
- Louis. Miło mi. – następny przywitał się ze Scar a mnie olał. Dalej chłopaki! Pogrążajcie mnie dalej!
- Zayn. – I ostatni! BUM! Wyjęłam z torebki telefon i próbowałam zadzwonić do mojego chłopaka ale jakimś cudem nie było zasięgu! Cudownie! Po prostu cudownie! Utknęliśmy w windzie bez zasięgu! I niech teraz nas coś zeżre!
- A ja jestem Andrea i stoję tu od 10 minut totalnie zignorowana przez społeczeństwo ale to szczegół. Proszę Niall. Dokończ swoją cudowną historię o tym jak zostałeś pogryziony w dzieciństwie przez psa. – powiedziałam ze sztucznym uśmieszkiem i z satysfakcją patrzyłam na ich reakcję. Tak jak przewidziałam. Szczęki im opadły.
- Louis. – sprostował lekko urażony. – Mam na imię Louis.
- Jak zwał tak zwał. – machnęłam ręką.
- Musimy się jakoś stąd wydostać. – powiedział chyba Liam. – Nie ma tu zasięgu?
- Otóż nie ma. Próbowałam zadzwonić do mojego chłopaka, mamy, taty, brata, koleżanek ze szkoły a nawet w akcie desperacji do woźnej. Nic. – rzekłam z ciężkim westchnieniem.
- Masz numer do woźnej? – odezwał się Harry po paru sekundach milczenia. – Jak ci się udało? Próbowałem go od niej wyciągnąć chyba z 10 razy i nic!
Spojrzałam na niego z otwartymi szeroko oczami. On poważnie czy to taki nowy żart?
- Eee dobre, stary. – powiedział Zayn wpadając w śmiech i przybił piątkę z Harrym.
- Chodzimy do Miami School Art. – odezwała się Scar.
- Serio? My też! Jak to możliwe, że się nie spotkaliśmy? – spytał niedowierzająco Niall.
- Pewnie się spotkaliśmy ale szybko i z widzenia. – odparła z uśmiechem. – Wiecie co? Nawet się cieszę, że ta winda się zacięła. Inaczej byśmy was nie poznali. Martwię się tylko, że będziemy musieli spędzić tu noc …
- Nawet gdybyśmy chcieli to nie dalibyśmy rady. Nie pomieścilibyśmy się tu. Mam nadzieje, że zaraz ktoś nas stąd wydostanie. – powiedział Niall, chociaż po jego minie widziałam, ze także się martwi iż zostaniemy tu na noc. Nie chciałabym tego. Muszę iść do domu wziąć prysznic, napisać tweeta i coś zjeść! Mam tyle do zrobienia!
- Zaraz, zaraz Andrea powiadasz … - zaczął Niall przepraszam Louis! Och mylę ich imiona. Są nawet do siebie podobne. Dobra nie są! Ale je mylę, okej? – Sanchez?
- Skąd wiesz? – zapytałam lekko przerażona.
- Stąd iż prowadzisz w naszej szkole audycję radiową i publicznie obrabiasz wszystkim tyłki. – odpowiedział szczerząc się. – Ostatnio mówiłaś o Kate Russel która sypia z nauczycielem angielskiego.
- Nie tylko ona ale o tym w mojej następnej audycji. – powiedziała ze słodkim uśmieszkiem. – I obrabiam tyłki tylko tym którzy mi podpadną. A Kate powiedziała, że miałam okropne buty! Zdzira sama nie nosi lepszych.
- Auć. Cóż za ból. – odezwał się Harry. – A masz numer do tej Kate?
- To puszczalska laska!
- A myślisz, że gdyby się nie puszczała to chciałbym od niej numer? Ha Ha Ha.
- Zgłoś się do mnie w szkole. Mam zapisany w laptopie.
Harry uniósł brwi z zaskoczenia ale nie zadawał więcej pytań. Nagle drzwi windy się otworzyły i zobaczyliśmy starszego mężczyznę, który patrzył się na nas jak na ósmy cud świata. Najwyraźniej nie podejrzewał, że tak piękni ludzie istnieją naprawdę.
- Światło! Nareszcie! – krzyknął Niall wybiegając z windy jak burza. – Ja żyję! – zaczął się wszędzie (no dobra, nie wszędzie) dotykać jakby chciał sprawdzić czy rzeczywiście żyję.
- Może spotkamy się jeszcze kiedyś? – spytała Scar gdy wyszliśmy z windy a ten staruszek nadal się na nas gapił. A może umarł w tak dziwnej pozie? Hm …
- Może. Odwiedzaliśmy naszą stylistkę która była w ciąży i jeśli wy też do kogoś tu przyszliście to bardzo prawdopodobne, że się spotkamy. – powiedział Liam. – No oczywiście zostaje jeszcze szkoła.
- Tylko pamiętaj o tym numerze. – przypomniał mi Harry. – To ważne.
- Spoko. Postaram się nie zapomnieć. – odpowiedziałam wywracając oczami. Eh, co za koleś. Pożegnaliśmy się z nimi i skierowaliśmy  w stronę samochodu Scar. No cóż, może i są fajni ale nie zamierzam się z nimi zbytnio zaprzyjaźniać. Weszliśmy do auta, Scarlett odpaliła i ruszyliśmy w drogę.
 - Skąd masz numer do Kate? – spytała.
- Nie mam. – odpowiedziałam wesoło. – Zresztą to typowy podrywacz. Chce od niej numer aby ją zaliczyć. Wątpię aby jutro chociaż pamiętał jak ma na imię.
- Może i podrywacz ale fajny. Zresztą cała reszta także była spoko. Zauważyłaś, że wszyscy mają tatuaże prócz Nialla?
- Przepraszam ale nie gapię się na ciało obcych facetów. – odpowiedziałam ze śmiechem.
- A weź wyjdź! – rzekła z rozbawieniem. – Ja po prostu stwierdziłam fakt.
- Ja też stwierdziłam fakt, że gapisz się na ciało obcych kolesi.
- Już nie obcych. Poznałyśmy ich dzisiaj.
W tym momencie zadzwonił mój telefon. To mój chłopak. Przypomniał mi o dzisiejszej randce. No tak byłbym zapomniała! Pójdę do domu wezmę prysznic, tweetnę, zjem coś i przyszykuję się do randki. Będzie cudnie! Kolejny telefon był od mojego brata. Powiedział, że jutro przyjeżdża i musi mi powiedzieć coś bardzo ważnego. Ciekawa jestem co? Pewnie, że znów przegrał w grze i jego życie nie ma sensu. W każdym razie Jace jest super przystojny i wszystkie dziewczyny w szkole się w nim kochają. Teraz znów nie dadzą mi spokoju i będą błagać o jego numer telefonu. Ja jednak odpieram zawsze ich ataki. Mój brat ma 15 lat i łazi do szkoły kiedy mu się chcę. Ostatnio był na wycieczce w Hiszpanii przez miesiąc. Ja jednak dbam o dobre oceny. Dobra koniec rozmyślań! Czas na drzemkę!
_______________________________________________
No to mamy 1 rozdział! Mam nadzieje, że nie jesteście zbytnio zawiedzeni bo mnie się za bardzo nie podoba. Uważam, że mogłoby być lepsze ale ja zawsze tak uważam także ... no takie moje pisanie to wręcz tradycja hehe :). Nie które zdania są debilne ale nie mam pojęcia jak je poprawić także już pozostawiłam takimi jakie są. Kolejny rozdział należy do Sylwii :). Na pewno napiszę lepszy od tego :P. 
A tak w ogóle co sądzicie o Andrei? Polubiliście ją? :P.