niedziela, 2 sierpnia 2015

Rozdział 26

Oczami Andrei:
Piątek 11 kwietnia
Impreza rozkręciła się na dobre, skąd to wiem? Bowiem Niall próbował skakać na lampkach niczym tarzan. Tak, tak, nieźle się już nachlał. Ja tymczasem próbowałam zachować trzeźwość z wiadomych powodów. Zabiłabym się chyba gdybym kolejny raz wylądowała z Louisem w łóżku. Libby podsuwała mi pod nos kieliszki z wódka, ale ja zawzięcie odmawiałam. Chyba musiała się połapać, że coś jest nie tak, bo rzuciła mi pytające spojrzenie, ale ja tylko uśmiechnęłam się słabo. Scarlett za to dziwnie dużo wypiła i przez cały czas wyglądała na smutną. Spojrzałam na nią zaskoczona i miałam podejść i zapytać co się stało, ale usłyszeliśmy dzwonek u drzwi. Harry wyglądał na podekscytowanego i poszedł otworzyć. Zamówił sobie dziwkę? O nie! Bo jeśli to prawda to już nigdy nie wpuszczę go do mojego domu. Za drzwiami jednak stały… dwie policjantki?
- Sąsiedzi skarżyli się na hałas? Bo jeśli tak, to proszę im powiedzieć, że mamy to gdzieś. – rzuciła Libby.
- Zapraszam. – Harry uchylił szerzej drzwi, a dwie kobiety weszły do środka.
- Ktoś tu był niegrzeczny? – zapytała jedna z dziewczyn.
- Ja pani władzo, byłem bardzo niegrzeczny. – odpowiedział na to Styles, a ja zrozumiałam, że to nie są prawdziwe policjantki tylko striptizerki.
- W takim razie musimy się tobą zająć, chłopcze. – powiedziała na to druga. Pokręciłam głową nie wierząc w to, co widzę. Nie w naszym domu!
- Panie może już wyjdą, co? Albo wezwę prawdziwą policję. – zagroziłam.
- Zgadzam się. – dorzuciła Liv. – Zachowaj swoje zboczone fetysze dla siebie, kotlecie.
- Oj dajcie spokój. – Harry machnął dłonią. – Nie macie poczucia humoru? Rozbiorą się i wyjdą, a wy będziecie musiały im tylko zapłacić. – wyszczerzył się jak głupek.
- Co?! – krzyknęłyśmy równo. Jedna ze striptizerek zaczęła ściągać krótkie szorty, a ja ją powstrzymałam, łapiąc gwałtownie za rękę.
- Masz się nie rozbierać! Nie będziemy ci płacić. – powiedziałam.
- W sumie… An, ma rację. – westchnął Harry. – Zróbcie pokaz tylko dla mnie. Na górze. – znowu się wyszczerzył.
- No dobra, ale kto zapłaci? – spytała druga striptizerka.
- Ten koleś tam. – Harry wskazał na Louisa.
- Nie! – krzyknęłam oburzona.
- A właśnie, że tak. Lou zawsze dbał o moje zaspokojenie seksualne. – powiedział. Wywróciłam oczami. Boże, czy on zawsze był takim idiotą? Nie dziwię się, że Libby za nim nie przepada.
- Louis! – krzyknęła Liv, a ten na nią spojrzał. – Zapłacisz za striptizerki Harry’ego?
- Jasne! – odkrzyknął chłopak unosząc kciuk w górę i puszczając oczko do Hazzy. No nie wierzę! On tak poważnie? Musi być naprawdę idealnym przyjacielem.
- A właśnie, że nie zapłaci za ciebie. Nie pozwalam mu. – powiedziałam zakładając ręce na klatkę piersiową.
- A co ty jego adwokat? – zakpił Styles. – Zapraszam dziewczynki na górę! Zabawimy się. – rzucił i biorąc je pod ramię, zaprowadził na górę.
- Tylko nie do mojego pokoju! – wrzasnęła Liv.
- A więc zapraszam drogie panie do pokoju Liv! – powiedział na to Harry, chichocząc pod nosem. Libby poczerwieniała na twarzy i pobiegła za nimi. Nawet nie chcę myśleć, co tam się ma wydarzyć. Może być ostro.
Ja tymczasem podeszłam do Louisa, który pił drinka za drinkiem. Gdy mnie zobaczył uśmiechnął się.
- Ty tak poważnie? Co ci odbiło? – spytałam ostro.
- Przepraszam mamo. Nie będę już więcej pił. – mówiąc to odstawił kieliszek. Przewróciłam oczami.
- Nie o to mi chodziło głupku. Zresztą nie ważne. Rób co chcesz, nie obchodzi mnie twoje życie. – powiedziałam unosząc ręce do góry.
- Zajebista impra. – powiedział Jace podchodząc do nas. Był zalany w trzy dupy. – Hej przystojniaku. – powiedział do Louisa, prze okazji puszczając mu oczko. – Nie widziałem cię tutaj wcześniej. Jesteś wolny?
- Jace. – powiedziałam uderzając go w ramię. – To Louis. – dodałam i popukałam go w czoło.
- A wiec jesteś Louis… - ponownie spojrzał na chłopaka. Ciężko westchnęłam. Kiedy był pijany to nic do niego nie docierało.
- Hej, czy ja nie widziałam Adama Lamberta koło toalety? – zapytałam.
- Co? O boże! – wykrzyknął podekscytowany. – Lecę! – krzyknął i poleciał w stronę kuchni. Taa, cały Jace.  W każdym razie miałam go z głowy.
- A więc nie obchodzi cię moje życie, a jednak martwisz się o mnie, hm, ciekawe. – odezwał się Louis rozbawionym tonem.
- Wcale, że nie. – zmrużyłam oczy. – To była wyjątkowa sytuacja. Jace potrafi być natrętny.
- Miałem na myśli Harry’ego…
Nie zdążyłam mu czegoś przygadać, ponieważ usłyszeliśmy czyiś śpiew. Nawet tak głośna muzyka nie była w stanie zagłuszyć tego piana. Podbiegliśmy do okna i naszym oczom ukazał się… Peter? Stał kompletnie nagi, a zakrywała go tylko gitara na której grał. Również był najebany.
- Może to nie Adam Lambert, ale również nie zły. – powiedział Jace stając obok nas. – Wolny?  - spytał odwracając się do nas.
- To twój były, tak? – spytał Zayn ignorując pytanie mojego brata.
- Niestety. – mruknęłam. Jęczał coś w stylu „wróć do mnie, jeśli mnie kochasz, bo nie mogę cię zapomnieć”. Zupełnie nie pokrywało się to z melodią, ale co tu dużo wymagać od tego matoła? Otworzyłam okno i wrzasnęłam:
- Spieprzaj Peter!
- Ale ja cię kocham! – powiedział na chwilę przerywając te żałosne piski.
- Ale ja ciebie nie! Idź do tych swoich dziwek! Czekają na ciebie!
- Właśnie od nich wracam! Jedna mi poradziła, aby zrobić coś szalonego by cię odzyskać. – powiedział tym sposobem przekreślając wszelkie nadzieje na mój powrót. Nie żebym w ogóle o tym myślała.
- Spieprzaj razy dwa ty żałosny gnojku!
- Nie bez ciebie. – powiedział nadal pozostając nie ugiętym.
- W zasadzie to romantyczne. – stwierdził Niall przygryzając marchewkę. Skąd on ją miał?
- Zdradzał mnie z prostytutkami. Nadal uważasz, że to romantyczne?
- Pewnie. Miłość zawsze wygrywa.
Westchnęłam. Nie ma co z nim dyskutować. Pewnie też się nawalił.
- Pójdę z nim porozmawiać. – stwierdziła bojowo Scar. – Powiem mu do słuchu, żeby cię zostawił w spokoju. Ze mną nie wygra.
- A ja ci pomogę. – zaoferował się Niall.
- Sama to muszę załatwić. Ale dzięki za chęci. – powiedziałam i wyszłam z domu. Peter spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem, zapewne myśląc, że przemyślałam to sobie i chcę do niego wrócić. Nic z tego mój drogi. Nigdy nie dostanie drugiej szansy.
- An, jesteś. – powiedział, a twarz mu się momentalnie rozświetliła.
- Mówię ostatni raz: zjeżdżaj! Albo dzwonie po gliny. – powiedziałam stanowczo. – Chociaż tak jakby już u nas są i zabawiają się z Harrym na górze, ale nie w tym rzecz. – potrząsnęłam głową.
- Jaka ostra. Lubię cię taką. – mówiąc to zbliżył się do mnie z zamiarem pocałowania, ale dałam mu z liścia. Peter odchylił głowę w bok i złapał się za policzek.
- Jesteś chora czy jak?
- Podobno lubisz mnie ostrą. – uśmiechnęłam się sztucznie zakładając ręce na klatkę piersiową.
- Mylisz te dwa pojęcia.
Wywróciłam oczami i złapałam go za ramię siłą wyprowadzając z naszego terenu.
- Do domu, frajerze! – krzyknęłam mocno go popychając na ulicę, nie zauważając nawet, że z naprzeciwka jechał samochód! Gdy zdałam sobie z tego sprawę było za późno. Peter wpadł pod auto, a z z jego gardła wydobył się głośny krzyk. Ja również zaczęłam krzyczeć, a z domu wybiegli pozostali, zainteresowani tym co się stało. Samochód zatrzymał się i właściciel zaczął mnie wyzywać od psychopatek, która wrzuca niewinnych ludzi pod auta.
- Widzi pani co zrobiła? Psycholka jak nic! – powiedział mężczyzna i uklęknął koło Petera, który zwijał się z bólu. Jego gitara została zniszczona, ale ja na pewno nie będę płacić za naprawę. – Zabiorę cię do szpitala, wstawaj.
- Nie mogę. – jęknął Peter.
- Zawsze był marudą. – mruknęłam, ale kierowca mnie usłyszał, ponieważ rzucił mi złowrogie spojrzenie.
- Co się stało?! – krzyknęła Scar.
- Ta psychopatka wepchnęła tego biednego chłopaka pod mój samochód. – powiedział szybko mężczyzna.
- Oj nie ładnie, An. Nie ładnie. – powiedział Zayn.
- Cicho! Nie chciałam tego! Zresztą sam sobie jest winien. Mógl nie śpiewać jakiś głupich piosenek pod moim domem.
- Pozwę cię, głupia debilko! – wrzeszczał Peter, a mężczyzna, który go najechał zadzwonił po karetkę.
- Tylko mi się waż powalony frajerze!
- An, uspokój się. -  powiedziała Scar. – Chodźmy do domu. Pogarszasz sprawę.
- Policzymy się, pamiętaj. – zagroził mi palcem mój były. Zmrużyłam oczy i posłuchałam Scar idąc do domu. Reszta została na zewnątrz, robiąc niepotrzebne zbiegowisko.
- A jeśli naprawdę mnie pozwie? – zapytałam, gdy znalazłyśmy się w środku.
- Masz więcej kasy, a co za tym idzie załatwisz sobie lepszego prawnika. – powiedziała bezproblemowo. Kiwnęłam głową. Co racja to racja. Po za tym mogę go przekonać, aby tego nie robił, prawda? Jakiś sposób na pewno musi być.
W tym momencie z góry zbiegła Libby, wyglądała jakby wygrała na loterii. Pomachała nam swoim telefonem przed oczami i powiedziała:
- Mam to! Mam to! Rozumiecie?
- Co masz? – zmarszczyłam brwi.
- Nagranie Harry’ego z tymi striptizerkami! – pisnęła, ciesząc się jak małe dziecko.
- Hejka laski. Co jest? – Hazza właśnie schodził po schodach zapinając swoją koszulę. O boże. Mam nadzieje, że to nie działo się w moim pokoju.
- Liv ma twoje nagranie z… - nie dokończyłam, ponieważ blondynka dała mi kuksańca w bok.
- Moje nagranie z…? – nagle Harry zdał sobie sprawę o czym mówiłam. Zrobił wielkie oczy i spojrzał na zadowoloną minę Libby. – Co zamierzasz z tym zrobić? – zmrużył oczy.
- Oglądać przed snem. – przewróciła oczami. – Oczywiście, kotlecie, że to wykorzystać przeciwko tobie. Jakieś pomysły dziewczyny? – spojrzała na nas.
Obie wzruszyłyśmy ramionami. Gdyby to wysłać do Internetu to Harry tylko by się cieszył, wiec to raczej odpadało.
- Tylko nie wysyłaj tego Angelinie, proszę! – jęknął.
- O! Świetny pomysł. Dzięki, Hazz. – powiedziała Liv, a Harry schował twarz w dłoniach mrucząc, że jest idiotą. Tymczasem Louis wbiegł do naszego domu i krzyknął, że Petera słychać z trzeciego osiedla i ma najprawdopodobniej złamaną nogę.
- Co z Peterem? – spojrzała na nas Libby.
- Wrzuciłam go pod samochód. Długa historia. – powiedziałam i spojrzałam na Louisa. – Coś mówił jeszcze?
- Tylko, że cię pozwie i zapłacisz mu naprawdę duże odszkodowanie, a koleś, pod samochód którego go wrzuciłaś, powiedział, że będzie zeznawał w sądzie na jego korzyść i pytał czy chce numer jego córki, ale to akurat mniej ważne. – odpowiedział Tomlinson. – Zgłodniałem, jest coś w lodówce?
Uderzyłam go w ramię.
- Skup się debilu! Musimy ustalić co dalej? Wiem! Zawieziesz mnie do szpitala, a ja go przekonam, aby nie wnosił oskarżenia.
- Jak chcesz go do tego przekonać? – zmarszczył brwi.
- Nie wiem. W najgorszym wypadku posłużę się tobą.
- Co? – jęknął biegnąc za mną. Otworzyłam drzwi frontowe i wyszłam na dwór. Z racji tego, ze nic nie piłam całą imprezę, mogłam prowadzić. Louis usiadł na miejscu pasażera obok mnie. Jechaliśmy w milczeniu.
Po 15 minutach dotarliśmy na miejsce. Byłam bardzo ciekawa w jakiż to sposób przekonam Petera, aby dał mi spokój? Przecież nie zrobiłam tego specjalnie! No i co, ze miałam takie myśli, ale to był zwykły wypadek, nie chciałam tego! A ten kretyn tego nie rozumie.
Znaleźliśmy go w Sali numer 79. Musiał dostać zastrzyk przeciwbólowy, bo już nie jęczał.
- Czego chcesz? – syknął widząc mnie. – Mam przez ciebie idiotko złamaną nogę. Zaraz mi gips założą. Przez parę tygodni nic nie będę mógł robić. Będę jebanym kaleką. Powinno ci być wstyd.
- Powinno, ale nie jest. – mruknęłam. – Mów co mam zrobić, abyś nie wnosił oskarżenia, albo ten koleś tam, cię pobije. – wskazałam na Louisa.
- On? Ty chyba sobie żartujesz? – roześmiał się.
- W sumie fakt. – wzruszyłam ramionami. – Ale naślę kogoś na ciebie, możesz być tego pewien. Więc mów.
- No dobra. – westchnął. –  Aż do zdjęcia gipsu będziesz mi usługiwać.
- Co? – parsknęłam śmiechem. – Nie mówisz poważnie, co?
- Jak najbardziej. – uśmiechnął się cwaniacko. – Będziesz moją niewolnicą. Będziesz na każdy mój telefon i będziesz spełniać moje zachcianki.
- Nie ma mowy! – krzyknęłam.
- W takim razie jeden telefon na policję i…
- Okej, okej! – uniosłam ręce do góry. – Zrobię to! Ale po tym wszystkim dajesz mi spokój, tak?
- Tak. – potwierdził.
- Nienawidzę cię. – powiedziałam i wyszłam z Sali. Tam Louis siedział na krzesełku i czekał na mnie.
- I co? – wstał widząc mnie.

- Zostałam niewolnicą. – oznajmiłam kierując się ku drzwiom, a Louis podążył za mną, kompletnie nic nie rozumiejąc. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz