Oczami Andrei:
04 kwietnia, Czwartek
04 kwietnia, Czwartek
Rano obudziłam się z okropnym bólem głowy. Czułam się
wypruta z sił i nie miałam ochoty wstawać cały dzień. Przysięgam ostatni raz
poszłam na jakąkolwiek imprezę. Ech, i mówię tak za każdym razem a potem i tak
na nie chodzę. Mój błogi spokój przerwały czyjeś głośne piski. Doskonale znałam
ten głos. Przetarłam ręką oczy i … naprawdę albo potrzebuje okularów albo to
przez te cholerne substancje mam nie wyraźny obraz ale mniejsza z tym. Wstałam
z łóżka i otwierając drzwi krzyknęłam:
- Co się znowu stało Libby?
Na korytarzu stała już blondynka, która wyglądała jakby
właśnie dotknęła czegoś okropnego i obślizgłego.
- Ja… my… o boże. – złapała się dłonią za usta.
- Spałaś z kimś. Strzelam, że z Harrym. – odpowiedziałam
zadowolona, cóż to nie był wyczyn. Nie sądzę aby tak zareagowała na Nialla,
Liama, Zayn’a lub Louisa.
- Skąd wiedziałaś? – zadała mi pytające spojrzenie a zaraz
potem potrząsnęła głową. – Nie ważne. Budzę się rano i czuje za sobą czyjeś
ciało. Pomyślałam, że to ty Zayn ale po policzku zaczęły mnie łaskotać włosy
więc musiałam tą opcję wykluczyć. I wtedy odwróciłam się i zobaczyłam kotleta.
- Pytanie brzmi czy seks był?
- Nie. Nie wiem. Nie pamiętam. – westchnęła. – Idę do kuchni
wziąć coś na ból głowy. Ale jestem prawie pewna, że nic pomiędzy nami nie
zaszło.
- A Harry wstał? Może jego warto zapytać?
- Nie wiem. – wzruszyła ramionami. – Pewnie obudziły go moje
wrzaski. – dodała z dziwną satysfakcją w głosie. Zastanawiałam się gdzie reszta
i czy wszyscy dotarli bezpiecznie do domu. Jakimś cudem spałam w swoim łóżku
sama i nie mam pojęcia jak to się stało. Także mam wspomnienia z ostatniej nocy
jak przez mgłę.
Gdy Harry wyszedł z pokoju drapiąc się w kark, nie uczesany
i wyglądający jak dziecko tarzana, od razu go dopadałam.
- Jak się czujesz?
- Do dupy. – odpowiedział wzdychając. – Zrobisz mi kawy? –
spojrzał na mnie z miną zbitego psa. Wywróciłam oczami.
- Dobrze ale pod jednym warunkiem.
- Jakim? – zmarszczył brwi.
- Powiesz mi co wydarzyło się wczoraj w nocy. – powiedziałam
uśmiechając się z satysfakcją. Podreptałam schodami na dół, Harry zrobił to
samo.
- Sam nie wiele pamiętam. – wyznał. A ja przystanęłam
gwałtownie.
- Więc z kawy nici. – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Nie, An. Błagam nie rób mi tego. Potrzebuje kawy. Pragnę
jej. – mówił zdesperowanym tonem, który ani trochę na mnie nie działał.
- Czy coś wydarzyło się wczoraj pomiędzy tobą a Libby?
Zauważyłam zmianę w jego zachowaniu a w oczach ujrzałam…
panikę? Czyżby jednak coś się wydarzyło a on starał się to ukryć. Robi się
coraz ciekawiej.
- Nie. Skąd ci to przyszło do głowy?
Zdecydowanie nie umiał kłamać. Czułam, że coś jest nie tak.
- Mówiłeś, że nie wiele pamiętasz, więc skąd wiesz, że nic
pomiędzy wami nie zaszło?
- Bo to Libby. – odparł jakby to było oczywiste. – Żaden
chłopak by jej nie tknął.
Wywróciłam oczami. Miałam dziwne przeczucie, że wiedział
więcej niż mówił. Jednak nie chciałam dłużej go męczyć. Oboje poszliśmy do
kuchni, gdzie Libby stała otwierając po kolei każdą szafkę w poszukiwaniu
czegoś. Harry tylko stał przyglądając się jej z rozbawieniem. Po chwili
szturchnęłam go w ramię, za które się złapał mówiąc „Auć”.
- Może mi w końcu królewicz by powiedział gdzie ma tabletki
na ból głowy? – spytała Libby nie patrząc na niego.
- Tutaj. – powiedział wskazując palcem na dolną szufladę.
- Czyli gdzie? – zirytowała się blondynka.
- Spójrz na mnie to
zobaczysz. – powiedział, na co Libby zerknęła na niego. Hazz nadal trzymał
palec przed sobą.
- Spoko. – wydukała wysuwając szufladę.
- A może dziękuje?
- Spadaj. – mruknęła.
Harry nie wyglądał na złego czy coś. Podejrzewam, że spodziewał się takiego
zachowania po niej. Ja tymczasem chciałam znaleźć resztę towarzystwa. Wyszłam
więc z kuchni i wtedy ujrzałam na kanapie śpiącego Zayna. Ręka zwisała mu
bezwiednie i trzymał w niej pustą butelkę po wódce. Klasnęłam głośno w dłonie
mu nad uchem. Malik zerwał się gwałtownie rozglądając się zdezorientowany.
- Co? Gdzie? Jak?
- Pobudka. Czas do szkoły.
- Cholera! – odstawił butelkę na stolik i chciał pobiec
schodami na górę, zapewne się przebrać ale w połowie drogi się zatrzymał i
spojrzał na mnie groźnie. – Ha, ha bardzo zabawne. I wcale się nie nabrałem.
- Oczywiście. – posłałam mu nie dowierzające spojrzenie. –
Gdzie reszta?
- Louis nie spał z tobą w pokoju gościnnym?
Potrzasnęłam głową, na co chłopak zmarszczył brwi.
- Hm, dziwne. Poszedł tam za tobą.
- Może nadal tam jest? – zastanowiłam się i podreptałam na
górę a Zay za mną. Otworzyłam drugie drzwi po lewej wchodząc do pokoju i od razu
pierwsze co rzuciło mi się w oczy, a co przegapiłam wcześniej to noga wystająca
spod łóżka. – Mój boże, serio?
- Wstawaj ty stara dupo. – powiedział głośno mulat i zaczął
wyciągać za nogę jak nam się wydawało Louisa. Zdziwiliśmy się jednak widząc
Liama! To gdzie w takim razie do cholery jest Louis? To było coraz bardziej
podejrzane.
- Gdzie Lou? – spytałam zakładając ręce na klatkę piersiową.
Li przetarl oczy i wzruszył ramionami.
- Wrócił w ogóle do domu? – odpowiedział pytaniem.
Popatrzyliśmy na siebie z Zaynem zdezorientowani. To było dobre pytanie. Muszę
zapytać Harry’ego gdzie ma resztę pokoi.
- Pójdę po Harry’ego. – stwierdziłam i wyszłam z pokoju
schodząc na dół.
***
Harry zapewnił nas, że ma jeszcze dwa pokoje gościnne prócz
tego w którym spałam i łazienkę. Zayn i Liam poszli więc do jednego pokoju a ja
Harry i Libby do drugiego. W tym co my byliśmy, zastaliśmy Scar i Nialla. Ona
leżała na łóżku a Nialler na podłodze. Postanowiliśmy im więc nie przeszkadzać
wiec zamknęliśmy po cichu drzwi i wyszliśmy. Szczerze? Nie spodziewałam się, że
tak będę się martwić o Louisa.
- Jest jeszcze łazienka. – podsunął pomysł hazz.
- I serio uważasz, że on tam jest? Może jeszcze głowa mu
zwisa w kiblu i tak zasnął? – odpowiedziała Libby a mnie zrobiło się nie
dobrze.
- Mogłaś zachować to dla siebie. – powiedziałam. Nasza
trójca więc skierowała się w stronę łazienki. Harry otworzył drzwi i … no tak!
Miał rację. Louis się znalazł. Leżał w wannie z napełnioną wodą w ubraniach.
Włosy miał suche co znaczyło, że raczej się nie kąpał. Harry potrzasnął go za
ramię.
- Stary! Budź się.
Louis jednak twardo spał. Zamartwiłam się o niego i
wrzasnęłam:
- Mogłeś się utopić kretynie! Czy ty w ogóle myślisz?!
Wtedy chłopak zerwał się jak oparzony, nie wiedząc za bardzo
gdzie chyba jest.
- Co się stało?
- To, że nas wystraszyłeś a właściwe Adnreę. – odparła Libby
z szerokim uśmiechem.
- Wcale nie. – zapierałam się.
- Właśnie, że tak. – blondynka chyba nie zamierzała mi
odpuścić.
- Idę zrobić śniadanie. – postanowiłam i wyszłam.
***
Na śniadaniu Louis nawet nie zdjął mokrych ubrań, co mnie
nie zdziwiło gdyż on jest dziwny.
- Ej a nie powinniśmy być w szkole? – zapytał nagle Liam.
- Pewnie, że powinniśmy, ale nie jesteśmy. – odpowiedział
Harry z uśmiechem.
- Ja zjem śniadanie i idę a wy jak chcecie. – postanowił.
Czy on zawsze musi być takim przykładnym uczniem? Scar i Nialla nie chcieliśmy
budzić. Tak słodko wyglądali śpiąc. Może potem będą na nas źli? Nie wiem. W
każdym razie muszę zadzwonić do Petera i spotkać się z nim. Tak dawno nie
mieliśmy żadnej randki, że zatęskniłam za tym.
Także zaraz po śniadaniu wzięłam do ręki telefon i chciałam
wybrać do niego numer ale przeszkodził mi głos:
- Mogę zadzwonić z twojego telefonu?
To był Louis.
- Chciałam właśnie zadzwonić do Petera.
- Wiem. Domyśliłem się.
Wywróciłam oczami. Wiec po co pytał? Dziwak.
- Do kogo chcesz zadzwonić?
Przez moment się zastanowił.
- Do twojego brata.
- Jace’a? – zdziwiłam się. – Po co? Jest w szkole. No przynajmniej
powinien być.
- Mam do niego sprawę. – upierał się.
- Jaką?
- Ważną! – krzyknął zirytowany. – Jezu An, musisz tak o
wszystko pytać?
- Dobra, masz. – podałam mu wkurzona. – Zadzwonię z telefonu Libby.
Louis wziął ode mnie komórkę ale nadal nie wyglądał na
usatysfakcjonowanego. Nie wiem czemu? Dostał to czego chciał więc……
Udałam się do kuchni gdzie Libby… rozmawiała z Harrym bez
krzyków? Stałam zaskoczona, że coś takiego się w ogóle wydarzyło. Mój boże.
- Co to za flirty? – przeszkodziłam im, na co aż
podskoczyli.
- Uczę ją robić kawę z ekspresu. – powiedział harry.
- Jasne. – mruknęłam nie dowierzającym tonem. – Libby możesz
mi pożyczyć swój telefon? – poprosiłam, na co zgodziła się pod warunkiem, że
przestanę ją podejrzewać o flirt z Harrym. Zgodziłam się. – Dzięki. I życzę
miłego flirtowania. – rzuciłam i zwiałam z kuchni najszybciej jak mogłam. Potem
wybrałam numer do Petera. Odebrał po piątym sygnale. Czemu tak późno? Głos miał
zaspany mimo że była 10:00 rano.
- Halo?
- Cześć skarbie. Co u ciebie?
- W porządku…. Ała, przestań. – powiedział … rozbawionym
tonem? Zmarszczyłam brwi.
- Coś nie tak? Jesteś sam?
- No jasne, że tak. Jak mógłbym być z kimś innym? - powiedział, czym mnie nie przekonał. –
Uderzyłem się po prostu.
„I tak mówisz do szafki przestań?” – pomyślałam ale wolałam
o to nie pytać. Może kierował to do kota?
- Umówimy się po południu do restauracji na obiad? –
zapytałam.
- Oczywiście… - urwał gwałtownie i przez chwilę była głucha
cisza w słuchawce. – Chociaż czekaj… nie, nie mogę.
- Dlaczego?
- Muszę coś załatwić. Przykro mi. Może innym razem?
- Jasne. – westchnęłam. – Zawsze jest „innym razem”. –
mruknęłam. – Cześć.
Odłożyłam telefon na komodę. Muszę się poważnie zastanowić
nad naszym związkiem i w końcu odkryć jego „tajemnicę”, którą byłam pewna, że
ma.