sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 21

Perspektywa Libby
Poniedziałek - Wtorek
07-08 kwietnia

Zayn jest kochany, ale nie wiem czy to coś poważnego. Nie wiem ... może gdzieś w środku myślałam o wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia ? Ale przecież życie to nie bajka i jedyne co możesz od niego dostać to mocnego kopniaka w dupę. Nie wiem czy przeżyję wielką miłość i czy to Zayn mi ją da nikt nie wie co się stanie i to jest piękne. Wszyscy siedzimy w salonie u mojego chłopaka no prawie brakuje tylko kotleta.
- Czo ogodamy ? - zapytał Niall z pełną buzią popcornu.
- Może ''Obecność'' ? - zapytał Liam, a Lou w tym momencie zaczął krzyczeć. An uderzyła go w tył głowy, a on ucichł. Dobra zawsze wiedziałam, że to dziwak.
- Więc skoro niektórzy są niezrównoważeni psychicznie proponuje jakąś komedię. - podeszłam do wielkiej półki na której było kilkaset płyt z filmami wszystko ułożone kategoriami. Jeny Zayn lubi mieć chyba wszystko poukładane.
- Na jaki film masz ochotę ? - złapał mnie w pasie oparł głowę o moje ramię.
- Hmmm proponuje to. - wzięłam płytę i podałam chłopakowi. Nagle ktoś zaczął dobijać się do domu.
- Otwórz miśku. - poprosił mnie Zayn, a jak jak przystało na miłą osobę ... dobra kogo ja oszukuje z niechęcią poszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam lekko mnie zatkało. W sumie nie wiem chyba poczułam lekkie rozczarowani i ... zazdrość ? Nie to nie możliwe ja zazdrosna o niego ? Przecież mam Zayna nie powinnam się tak czuć. Nie ja nie jestem wcale zazdrosna. Zmierzyłam dziewczynę z którą przyszedł od góry do dołu i bez słowa wróciłam do salonu.
- Kto to był ? - zapytał Louis.
- Kotlet. - odrzekłam siadając na kolanach mojemu chłopakowi. Po chwili do pokoju weszła nasz ''parka''.
- Sorry za spóźnienie, ale musiałem odebrać moją ślicznotkę z lotniska. - powiedział całując ją w skroń ... chyba mi nie dobrze.
- Super wszyscy się cieszymy że musiałeś odebrać swoją ślicznotkę, ale teraz siadajcie, bo chcemy oglądać, a ze szkła nie jesteście. - rzuciłam z sarkastycznym uśmiechem. Usiedli na kanapie, a Hazz mordował mnie wzrokiem.

***

Po filmie wszyscy się rozeszli, a my zostaliśmy sami. Posprzątałam w salonie, a Zayn gdzieś zniknął. Poszłam do kuchni i postanowiłam coś upichcić. Nie jestem genialną kucharką, ale umiem co nieco. Zalety posiadania gosposi za dzieciaka. Jak nie było rodziców to cały czas przesiadywałam w kuchni i pomagałam w gotowaniu. Można powiedzieć, że to było moje hobby, ale teraz jakoś przestałam to robić. Znalazłam jakąś książkę kucharską, założyłam fartuch z męską klatą i zabrałam się za przygotowanie ryżu z kurczakiem curry. Włączyłam radio i zaczęłam się krzątać po kuchni. Wszystko zajęło mi około godziny nawet nie zauważyłam Zayna siedzącego przy stole z rozbawioną miną.
- Coś cie bawi chłopczyku ? - podeszłam do niego nachylając się tak, że nasze twarze dzieliły milimetry.
- Ładnie tańczysz. A tak na marginesie pysznie pachnie. - trącił nosem o mój. Zaczęłam chichotać.
- Wyciągnij talerze i naszykuj sztućce. - wyznaczyłam mu zadanie i po chwili razem jedliśmy późny obiad.
- Masz może jakieś wino ? - zapytałam.
- Jasne już idę. - wstał, ale szybko go zatrzymałam.
- Nie czekaj powiedz gdzie je trzymasz, a ja wybiorę. - powiedział, a chłopak pokazał mi drzwi. Weszłam do piwniczki i mnie zatkało. Przez całą długość były specjalne stojaki z butelkami wina. O cholera w co ja się wpakowałam on się zna na winach ... obym dobrze wybiorę. Przejrzałam wszystkie butelki
niektóre były o wiele starsze ode mnie widocznie ma je od rodziców. Wzięłam butelkę z trunkiem i wróciłam do salonu gdzie przy talerzach stały już dwa kieliszki. Chłopak odebrał butelkę i spojrzał na mnie z ciekawością.
- Chardonnay ... ciekawy wybór Liv. - otworzył wino i nalał mi trochę na spróbowanie. Wzięłam kieliszek przyglądałam się kolorowi i upajałam się zapachem. Upijam łyk i poczułam nutę cytryny i jabłek pychota. Kiwnęłam głową na zgodę i chłopak dolał mi wina do połowy. Delektowałam się połączeniem smaku dania i wina ... chyba dobrze to razem dobrałam. Zayn nic nie mówił tylko delikatnie się uśmiechał.
- To było pyszne nie sądziłem, że z Ciebie taka kucharka. - posprzątał talerze, a ja wzięłam kieliszek i postanowiłam zorganizować sobie małe zwiedzane. Byłam tu kilka razy i jakoś nie było okazji. Wszystkie pomieszczenia były urządzone bardzo stylowo i gustownie widać tu rękę kobiety. Zostało ostatnie pomieszczenie. Sypialnia była ogromna w porównaniu do mojej.
- Zwiedzasz ? - spojrzał na mnie opierając się o futrynę na co pokiwałam twierdząco głową.
- Usiądź na łóżku coś ci pokaże. - powiedział i zaczął iść w moją stronę, ale widząc moja minę szybko uniósł ręce w geście obronnym.
- Spokojnie nie mam nic sprośnego na myśli. - dodał rozbawiony. Z szafki nocnej wyciągnął mały pilocik. Usiadł obok mnie i z wielkim uśmiechem na buzi nacisnął przycisk. O w mordę ... szczęka mi opadła, gdy z sufitu zaczęła opuszczać się ogromna plazma.
- Wow. - sapnęłam.
- No wiem. Też za każdym razem mnie to zachwyca. A teraz koniec zwiedzania Scar dzwoniła, żebyśmy przyjechali podobno coś ważnego.
- Dlaczego nie zadzwoniła do mnie ? - spojrzałam na niego przez ramie idąc korytarzem.
- Zadzwoniła do Ciebie, a ja odebrałem bo telefon zostawiłaś na dole. - wyjaśnił. Zabrałam torebkę oraz płaszczyk i razem wyszliśmy z willi.
- Ktoś po nas przyjedzie ? - spojrzałam na chłopaka, a ten stanął w drodze do garażu.
- Yyy ... nie dlaczego ? - odwrócił się w moją stronę.
- Piłeś. - stwierdziłam stanowczo.
- Nie całą lampkę wina uwierz mi, że jestem w stanie jechać. - wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja ją ujęłam.
- Ty wybierałaś wino więc ja wybieram czym jedziemy. - garaż, otworzył się automatycznie, a ja ujrzałam kilka drogich, szybkich i znanych mi aut. Pokierował mnie do pięknego czarnego Astona Martina Db9.
- Jeny po co ci tyle aut ? - pytam jak już wyjeżdżaliśmy z posesji.
- Kocham samochody, a że co jakiś czas wychodzą nowe to się zbiera mała kolekcja. - wyznał wpatrzony na drogę. Przez resztę trasy panowała cisza, ale nie była w żadnym przypadku niekomfortowa. Podjechaliśmy pod posesję, a ja pilocikiem otworzyłam bramę i zobaczyłam TO auto. Kurwa. Wyskoczyłam z samochodu jak tylko chłopak zaparkowała i pobiegłam do domu.
- Gdzie ? - zapytałam An gdy spotkałam ją na korytarzu.
- Salon. - rzuciła szybko i gdzieś się ulotniła.
- Może następnym razem uprzedzicie, że macie zamiar mnie odwiedzić. - stanęłam na przeciwko narożnika ze skrzyżowanymi dłońmi.
- Nam też jest miło Cię widzieć córeczko. - uśmiechnęła się moja mama. Wow po raz trzeci w ciągu dwóch miesięcy zmieniła kolor włosów.
- Wybacz, ze nie dotarliśmy na twój konkurs, ale mamy nadzieję, że dobrze ci poszło. - mój ojciec uśmiechnął się. Gdzie zniknęły dziewczyny ?! I gdzie jest Zayn niech mnie ktoś uratuje od nich !
- Zajęłam drugie miejsce więc za bardzo nic Was nie ominęło. - powiedziałam siadając na fotelu obok nich. Albo nie lepiej nie nie narażę ich na moich rodziców.
- To bardzo dobre miejsce skarbie powinnaś się cieszyć, a nam jest na prawdę przykro, że opuściliśmy występ. - tak akurat, bo im wierzę. Jak zawsze mnie olewają no, ale cóż nie można mieć w życiu wszystkiego.
- Po co przyjechaliście ? - zapytałam nie przedłużając dalej rozmowy.
- Przyjechaliśmy przekazać Ci wesołą nowinę. - uśmiechnęła się moja matka. O nie oby to nie kolejne dziecko !!
- Wyjeżdżamy do Europy ! - wyjaśnił mój ojciec, a ja prawie z fotela spadłam.
- Co ?! Ja nigdzie nie wyjeżdżam ! Mam tu szkołę, znajomych, chło ... chłopaka ! - zająkałam się przy ostatnim słowie.
- Spokojnie Libby chodzi nam o to, że to my wyjeżdżamy. I nie ciesz się za w czasu, bo tylko na miesiąc w sprawach służbowych. Liczymy, że nadal będziesz przykładna uczennicom i będziesz grzeczna. A wracając do Twojej wypowiedzi razem z Twoją matką chcemy poznać tego chłopca. - powiedział spokojnie mój ojciec.
- Jasne nie ma problemu, ale to może później. Wybaczcie mi na sekundę. - zachichotałam nerwowo i z udawanym opanowaniem poszłam do kuchni. Zayn właśnie gadał z dziewczynami na temat ostatniej imprezy. Oj działo się, ale mniejsza.
- Siedź tu cichutko jak mysz pod miotłą i nie waż się wejść do salonu, bo własnoręcznie Cię ukatrupię. - powiedziałam słodko i dałam mu szybkiego buziaka. Wzięłam szklankę z wodą i wróciłam na swoje poprzednie miejsce.
- Właśnie z nim rozmawiałam przez telefon i na razie nie ma czasu jeśli tylko go znajdzie obiecuję, ze się z Wami spotkamy. - skłamałam. No co nie narażę Zayna na zapoznanie z moimi rodzicami są dziwni, sztywni i ... no po prostu tego nie zrobię.

***

No w końcu pojechali. A jutro opuszczają kraj. Czy się ciesze ? W sumie to nie wiem jakoś za często ich nie widziałam więc różnicy pewnie nie zauważę. Odprowadziłam ich do drzwi grzecznie się pożegnałam i wróciłam do salonu rozwalając się na kanapie. Dosłownie sekundę później przyszła święta trójca z kuchni.
- Coś się stało ? - zapytała Scarlett głaszcząc swojego psa, który chodził niczym konik z moim kotkiem na karku. Dobra to przekomiczne.
- Nie po prostu przyjechali mnie przeprosić, za to że nie byli na konkursie i poinformowali mnie że wyjeżdżają do Europy na miesiąc. Wiecie sprawy służbowe. - oparłam się o ramie chłopaka, a on mnie przytulił czując chłód moich rąk. Praktycznie zawsze mam lodowate dłonie masakra.
- Jedziesz ze mną do lekarza ? - zerknęłam na chłopaka.
- Jasne. - odrzekł. Pożegnaliśmy się z dziewczynami, które pojechały na komisariat, bo podobno zatrzymali brata Andrei. Droga nie zajęła nam dużo czasu i już po chwili szliśmy przez parking do budynku. Podeszłam do rejestracji i jakimś cudem udało mi się zarejestrować do lekarza. Usiedliśmy w poczekalni. Przede mną było kilka starszych kobiet coś czuje, że długo to potrwa. Razem z Zayn'em wygłupialiśmy się, śmialiśmy się udawaliśmy, że ćwiczymy karate i ogólnie robiliśmy jeden wielki rozpierdol, aż ochrona musiała nas kilka razy uspokajać. W końcu przyszła moja kolej, więc weszłam do gabinetu. Przywitałam się ze starszym mężczyzną. Lekarz zrobił mi prześwietlenie i oznajmił, że wszystko zagoiło się poprawnie i mogę pomału wracać do tańca to najlepsza wiadomość dzisiejszego dnia !

______________________________
Taa dam ! Taki psikus zamiast rozdziału Scarlett (Sylwii) pojawia się rozdział Libby czyt. Natalii :D Mam nadzieję, że się nie zawiedliście i że Wam się spodobał. Sylwia ma dużo nauki i pisałam ja żeby miała więcej czasu taka ze mnie pomocna dziewczyna xD Rozdział w sumie jakiś dziwny bynajmniej mi się tak wydaje ;P Sporo tu Zibby (Zayn + Libby) i mam nadzieję, ze wyszło to całkiem nieźle, ale to zostawiam do oceny Wam ! <3 Liczę na Was miśki więc komentujcie i piszcie co się podoba co nie czekam na szczere wypowiedzi :*
Ps.1 Nie no ten rozdział serio jakiś dziwny xD hahahaha
Ps.2 Jak są jakieś błędy to wybaczcie pisałam to w nocy i widziałam już poczwórnie ;P

czwartek, 6 listopada 2014

Rozdział 20


Oczami Andrei:
7 kwietnia, poniedziałek

W nocy obudził mnie dzwonek do drzwi. Bardzo uporczywy dzwonek. Czekałam aż Scar lub Libby otworzą, ale jednak miały tak mocny sen, że najwyraźniej nie słyszały jak ktoś bezczelnie dobijał się do naszych drzwi. Zdjęłam z oczu opaskę i wstałam nie chętnie z łóżka. Założyłam na siebie tylko cienki szlafrok i z przyzwyczajenia zerknęłam w lustro w holu. Nie żebym miała nadzieje na przystojniaka w środku nocy. Nie, nie. Jeśli już to spodziewałam się Petera. W sumie mógłby mnie odwiedzić. Dawno tego nie robił. Unika mnie. Drań jeden. Zeszłam po schodach o mało nie wywracając się na ostatnim, przeklinając pod nosem otworzyłam drzwi i o mało zawału nie dostałam.
- Louis? Co do cholery? – spojrzałam na niego oburzona. Jak on śmie w środku nocy a) przychodzić tutaj b) budzić mnie??
- Mam nadzieje, ze cię nie obudziłem. – powiedział patrząc na mnie nieco zawstydzony, a może tylko udawał? Znając jego pewność siebie pewnie tak. Nie chciał abym za bardzo na niego się darła.

- Kurwa, jest 3:10 a ty pytasz czy mnie nie obudziłeś? Lecz się. – odparłam i chciałam zamknąć drzwi, ale wsadził pomiędzy nie stopę.
- Wiem, ze jesteś zła jutro szkoła bla bla bla. Ale musiałem przyjść.
- Wróciliśmy z imprezy o 2:00 w nocy. Jezu, człowieku spałam godzinę i 10 minut. Mam prawo być zła.
- Wiem. – westchnął. – Ale twój brat… no wiesz.
- Dobierał się do ciebie? – otworzyłam szeroko oczy. Proszę, proszę, proszę żeby to nie było to.
- Nie. – cofnął się lekko z obrzydzeniem. – Ma chyba nowego chłopaka i… no sama rozumiesz. Nie zachowują się cicho.
Wywróciłam oczami. Domyślam się. Gdy mieszkaliśmy razem lubił oglądać dużo porno. Ślinił się na samą myśl, że w przyszłości będzie miał chłopaka. Od 3 roku życia wiedział, ze jest gejem. Serio. Nie zadowolona wpuściłam Louisa do domu.
- Możesz spać na kanapie. – pozwoliłam mu łaskawie.

- Dzięki. Jesteś wielka. – pocałował mnie szybko w policzek. – Bóg cię kiedyś wynagrodzi.
Kolejny raz wywróciłam oczami. Dostanę chyba kiedyś jakiegoś zeza.
- Ale gdyby dziewczyny pytały, nie rób sobie jakiś głupich żartów, że spędziliśmy razem noc czy coś. – rozkazałam na odchodne.
- Żarty? Za kogo ty mnie masz? Za żartownisia? – skrzywił się. Kiwnęłam głową.
- Mogę skłamać, że nie. Ale wolę powiedzieć prawdę. Dobranoc. – weszłam po schodach na górę. Nie chcę myśleć jakie będą reakcje Liv i Scarlett.
                                                       ***
Przeklęty budzik zadzwonił o 6:30. Cholernie nie miałam ochoty wstawać. Po tym jak Louis przyszedł do naszego domu, praktycznie nie spałam. Nie mogłam zasnąć, po prostu. Cały czas bałam się, że przyjdzie Peter i coś sobie pomyśli. A wiedziałam jaki potrafi być zazdrosny, szczególnie jeśli chodzi o Louisa. Chodź nie miał powodów. Nie zapowiadało się abyśmy byli razem.
Gdy wzięłam prysznic, umyłam zęby i zakręciłam włosy lokówką, a także ubrałam się w czarne rurki, świecącą bluzkę na ramiączkach i również czarne szpilki do tego, zeszłam na dół. Kanapa była pusta. Zmarszczyłam brwi. Czyżby Louis nad ranem uciekł do swojego domu? Na jego miejscu wykopałabym Jace’a razem z tych chłoptasiem, ale taki był Louis. Nie umiał się postawić. Jego domeną były żarty i sarkastyczne uwagi. Ja byłam zupełnie inna.
- I teraz wstawiasz do piekarnika. – powiedział, jak się zdawało Louis? Głos dochodził z kuchni. W środku zobaczyłam Liv i Scar. Stały obok niego i z uwagą słuchały i patrzyły na niego. Co tu się dzieje?
- Ooo An! Siema. Louis nas uczył robić zapiekanki. – powiedziała Scarlett uśmiechając się.
- On umie robić cokolwiek? – rzuciłam nie zastanawiając się zbytnio nad tym. Dopiero po tym ugryzłam się w język. To nie było miłe, a ten chłopak nie zrobił mi nic złego. Dzięki Bogu, że nie podrywa mojego brata bo by miał przerąbane, a wiem jak Jace potrafi działać na facetów. – A więc robicie zapiekankę… - chciałam szybko zmienić temat. – Fajnie. – kiwnęłam głową. – Mieliście na to czas?
- Kiedy wstałyśmy Louis praktycznie całą skończył. – powiedziała Libby. – Świetny kucharz. Jego dziewczyna będzie miała z nim życie jak w bajce.
Zatkałam usta aby się nie roześmiać.
- Co on właściwie robi u nas w domu? – zmarszczyła brwi Scar. – Ja go chyba nie wpuszczałam, chociaż różne rzeczy robię gdy lunatykuje.

- Ja go wpuściłam.  – uspokoiłam dziewczynę. – Musiał odpocząć od mojego brata, jeśli rozumiecie co mam na myśli. – puściłam mu oczko. Liv zachichotała.
- Siadajcie do stołu dziewczyny. – polecił Louis. Wykonałyśmy „rozkaz”. W tym momencie ktoś wszedł do domu. Modliłam się aby to nie był Peter. Ciężko byłoby to wytłumaczyć.
- Cześć dziewczyny, witaj An. – powiedział mój chłopak wchodząc do środka. Wtedy zobaczył Louisa. Przez moment nie odzywał się. Chyba był tak zszokowany, że nie wiedział co powiedzieć. – Wczoraj chyba zabalowałyście. – rzucił niby żartem, ale wiedziałam, że kryje się za tym sarkastyczna uwaga.
- Nie imprezowałyśmy z Louisem. – uspokoiłam go. – Przyszedł w nocy. – to chyba nie zabrzmiało dobrze, bo Peter miał jeszcze bardziej zdezorientowane spojrzenie.
- Słucham?
- Normalnie. Przyszedłem w nocy. An mi otworzyła i spędziliśmy noc… to znaczy ja spędziłem noc. Na kanapie. Bez Andrei. Chyba. – powiedział Lou z ironicznym uśmieszkiem. Miałam ochotę go zabić. Doskonale wie jaki Peter potrafi być zazdrosny i jeszcze robi sobie z tego żarty. Dupek.
- Cóż, do mnie nie przychodzą w nocy przyjaciółki. – powiedział mój chłopak siadając obok mnie na krzesełku. – Chodźmy An do szkoły.
- Ale jestem głodna. – zamarudziłam.
- Zjesz moją kanapkę albo kupię ci coś po drodze.
Wiedziałam, ze bardzo mu zależy abym z nim poszła więc dalej nie protestowałam.
- To na razie. Spotkamy się w szkole. – powiedziałam, a Louis, Liv i Scar mi pomachały na pożegnanie.
                                               ***
Na korytarzu po drugiej lekcji miałam trochę swobody. Ciągle chodzący ze mną Peter i co chwilę całujący w policzek, jest uciążliwy i miałam ochotę go przez krótką chwilę zabić. Na szczęście szybko się ogarnęłam. Stwierdziłam, ze to nie rozwiąże naszych problemów. Zobaczyłam wtedy Liv i Zayna, którzy szli trzymając się za ręce! Idealny temat do radiowęzła. Wszyscy w końcu muszą się dowiedzieć o nowym związku w szkole! Podeszłam do nich z szerokim uśmiechem.
- Aww nowa para. Uroczo. – zaświergotałam i nie było to ironicznie. Naprawdę się cieszyłam, ze są razem.
- Słodzisz nam bo chcesz uzyskać zgodę aby powiedzieć o tym w radiowęźle? – powiedziała Liv.

 Przejrzała mnie, cholera. Pokręciłam głową udając zaskoczoną.
- Co? Ja? Nigdy. Jestem szczęśliwa, że moja przyjaciółka w końcu ma chłopaka. Też bym chciała… - spojrzeli na mnie jak na idiotkę. – To znaczy, wiem. Mam chłopaka. Ale wiecie o co mi chodzi.
- No właśnie nie bardzo. – odpowiedziała Libby. – Ale możesz o nas poinformować całą szkołę w radiowęźle.
Pisnęłam podekscytowana i ucałowałam ją w policzek.
- Dzięki razy trzy.
Wtedy zobaczyłam Harry’ego, który szedł z Liamem i o czymś rozmawiali. Byłam ciekawa jego reakcji na to, że Liv chodzi z Zaynem. Czułam, że dziewczyna mu się podobała, ale… może to tylko wrażenie? Jednak często przeczucia się sprawdzają, przynajmniej tak mówią. A moje jednak zdecydowanie więcej niż częściej.
- Witamy nową szkolną parę. – powiedział Liam.
- Nową najsłodszą parę na świecie. – odparła na to Liv całując Zayna  w policzek. Zobaczyłam jak Harry wywraca oczami. Nie podobało to mu się? Starałam się ukryć uśmiech.
- Taa, możemy już iść? – powiedział lokers do Liama.
- Nie usłyszę żadnej sarkastycznej uwagi? – zdziwiła się Libby.
- Moje sarkastyczne uwagi mogą słyszeć tylko wybrani. – uciął krótko.
- Zazdrościsz nam związku, wiem to. – uśmiechnęła się z wyższością i ścisnęła mocniej dłoń Zayna.

- Nie zamieniłbym mojego bujnego życia singla na żaden denny związek, wierz mi. – puścił jej oczko i odszedł ciągnąc za ramię Liama za sobą. Czułam, że Liv miała ochotę pokazać mu język albo środkowy palec, ale powstrzymała się resztkami sił. Pewnie stwierdziła, że poniżanie się dla takiego idioty jest bez celowe.
                                               ***
- Witajcie w dzisiejszej audycji! – powiedziałam podekscytowanym tonem. – Jak się macie w ten piękny słoneczny poranek? Mam nadzieje, że pierwszoklasiści nauczeni na dzisiejszy test z przyrody. – rzuciłam ze śmiechem, chodź nic o owym teście nie słyszałam, miałam nadzieje, że jednak się nie myliłam. – Zapewne widzieliście nasze dwa gołąbki nie rozstające się nawet na sekundkę? Tak, to Liv Hathway i Zayn Malik. Nasza nowa szkolna para. Kto im zazdrości? No dalej, wiem, że wszyscy. Są uroczy niczym lukrowe ciasteczka. – uśmiechnęłam się i zakończyłam audycję, ponieważ drzwi się otworzyły. Musiałam wyłączyć mikrofon. To był mój brat. Co on tu robi?
- Powiedziałaś o ich związku a o moim nie? Co z ciebie za siostra? – założył ręce na klatkę piersiową.
- Masz kogoś? – uniosłam do góry jedną brew.
- Nie, ale… może będę miał. Mogłabyś o tym powiedzieć. – zauważył.
- Jednonocnym numerkiem nazywasz związek? – roześmiałam się. – Wszystko wiem. Louis musiał nocować w moim domu wczoraj bo zabawiałeś się z jakimś kolesiem.

Jace wybuchnął głośnym śmiechem.
- Że co? Ja? Zabawiałeś się z jakimś kolesiem? Weź się stuknij w główkę bo chyba się nie dotleniłaś. – postukał mnie palcem w czoło, a ja szybko odrzuciłam jego rękę.
- Co masz na myśli?
- Wczoraj byłem w klubie i tam zdobyłem numery od trzech kolesi, ale z żadnym nie spałem a tym bardziej żadnego nie przyprowadziłem do domu. Wróciłem o 5:00 rano i zdrzemnąłem się 3 godzinki. Spóźniłem się aż na lekcje. – roześmiał się. - Louis ci tak powiedział?

- Tak, Louis mi tak powiedział. A teraz wybacz, ale muszę coś załatwić. – wstałam z fotela i wyminęłam go. Nie przewidziałam, ze Jace może wykorzystać sytuację i posłużyć się radiowęzłem do własnych celów, ale teraz najważniejsze dla mnie było dowiedzenie się prawdy. Dlaczego Louis skłamał? Musiałam go znaleźć jak najszybciej.
                                               ***
- Kogoś szukasz? – zapytała Scar, gdy wpadłam na nią na korytarzu. Obszukałam wszystko. Bibliotekę, stołówkę, sale lekcyjną! Naprawdę nie wiedziałam gdzie ten człowiek się ukrył. Nie wiem czy specjalnie czy nie, ale zaczynało mnie to powoli wkurzać.
- Louisa. Nie wiesz gdzie może być?
- Widziałam go 10 minut temu na dworze. – odpowiedziała. Puknęłam się otwartą dłonią w czoło. No jasne! Że też nie pomyślałam. Jestem beznadziejna.
- Dzięki. Musze go znaleźć.
- Coś poważnego?

- Prócz tego, ze go zabije nie. – uśmiechnęłam się sztucznie i wyszłam przed szkołę. Rzeczywiście. Chłopak jak gdyby nigdy nic siedział na murku i słuchał muzyki na słuchawkach. Podeszłam do niego i z wściekłością odłączyłam jego telefon od urządzenia.
- Hej! Dawaj. – oburzył się. Ja jednak pomachałam mu komórką przed twarzą mówiąc z szerokim uśmiechem:
- Ani mi się śni. Dopóki nie powiesz prawdy to jest moja własność.
- Jakiej prawdy? – zmarszczył brwi.
- Jace wczoraj nie przyprowadził żadnego chłopaka! A ty mnie bezczelnie obudziłeś bez konkretnego powodu. Palant z ciebie, wiesz?
Louis westchnął.
- Masz rację. Jace nikogo nie przyprowadził. Skłamałem. Przepraszam. Ale chciałem mieć jakiś wyraźny powód, abyś się ze mnie nie śmiała. Gdyby Scar mi otworzyła drzwi to na pewno bym powiedział prawdę, ale ty i Libby byście miały ubaw. – spuścił głowę. Parsknęłam.
- Więc jaki to był beznadziejny powód, ze bałeś mi się powiedzieć? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- A więc… - zaczął. – Przed pójściem spać obejrzałem horror „obecność”. Potem miałem wrażenie, że w moim domu są nadprzyrodzone siły, a nikogo nie było. Jace był na imprezie. Dzwoniłem do niego kiedy wróci, ale nie odbierał. Pewnie miał wyciszony. Pomyślałem od razu o was. – uśmiechnął się sztucznie.
Wywróciłam oczami. Miał rację. Beznadziejny powód i pewnie bym go nawet do domu nie wpuściła, gdyby wczoraj to powiedział. Sprytny chłopak. To musiałam przyznać. Oddałam mu telefon. Może będą z niego ludzie.
- Dobra, nie wkurzam się. – powiedziałam i odwróciłam się na pięcie.
- Naprawdę?
- Tak, ale jeśli drugi raz mnie okłamiesz wydrapię ci oczy. – uśmiechnęłam się pod nosem i skierowałam w stronę szkoły. Tam oczywiście Jace musiał się dorwać do radiowęzła! Ten chłopak jest niemożliwy.
- Witajcie kochani! Dzisiaj mówi dla was Jace Sanchez! Chciałem serdecznie poinformować, że wasz ulubiony gej być może nie będzie samotny! Wczoraj zebrał trzy numery telefonów od naprawdę nie złych kolesi. – mówił jak najęty, szybko skierowałam się do gabinetu. Nie mogłam mu pozwolić dalej robić z siebie totalnego kretyna. Pogrąża się tylko biedaczyna, kompletnie nawet nie zdając z tego sprawy. – Więc jeżeli któryś z nich pierwszy się odezwie ma dodatkowe 40 procent, że to jego wybiorę. Jeżeli któryś z chłopaków to wy, to nie czekajcie ze zadzwonieniem! Pamiętajcie…
Dalej nie dokończył mówić, ponieważ wyłączyłam mikrofon i zabrałam mu słuchawki.
- Czemu muszę mieć brata idiotę? – westchnęłam.
- Ty nie chciałaś poinformować społeczności szkolnej o tak ważnym newsie więc ktoś musiał. – pokazał mi język.
- Zrobiłeś z siebie debila, wiesz?
- Ty mi powiedz. W końcu jesteś w tym dobra. – i nie czekając na moją reakcję uciekł. Wywróciłam oczami. Z kim ja się zadaję?
_________________________________________
Przepraszam za końcówkę haha. Nie podoba mi się :) ale mam nadzieje, ze reszta będzie okey! Cieszę się, że w końcu udało mi się dodać <3 to tyle do zobaczenia! 

                            

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 19

Perspektywa Libby
Piątek - Sobota
05-06 kwietnia

Stałam jak wryta. To był on. To jego słyszałam w studio i to jego głos mnie tak zachwycił. Czemu na to nie wpadłam słysząc jego seksowną chrypkę ... wróć co ja powiedziałam .. nie ważne wymazać z pamięci. A te jego szmaragdowa oczy i to spojrzenie .... dobra Liv ogarnij się i przestań tak myśleć. Szybko się otrząsnęłam i podeszłam do Zayna który stał z Lou.
- Zasłużył na wygraną świetną piosenkę napisał. - powiedział do Louisa.
- A ty Libby co sądzisz o piosence Hazzy. - spojrzeli na mnie rozbawieni.
- Mam szczerze powiedzieć czy skłamać. - uśmiechnęłam się sztucznie, a ci tylko zrobili młynek oczami. Kurde smutno mi trochę że przegrałam. Niby zajęłam to drugie miejsce, ale to wciąż nie wygrana. Już się przyzwyczaiłam że śpiew w tej szkole jest na 1 miejscu, ale przegrać z kotletem .. teraz będzie mi to wypominał. O idzie nasz ''zwycięzca'' z bananem na buzi.
- Dobrze ci poszło. - powiedział, a ja aż wyplułam wodę którą właśnie piłam. Czy on mnie właśnie pochwalił, a nie wyśmiał.
- D~dzięki. T~tobie też. - za jąkałam się. Wyszliśmy zza kulis gdzie czekała już reszta. An właśnie dziękowała wszystkim za udział w konkursie i zakończyła żegnając wszystkich.
- Może kawa ? - zapytał Malik, a wszyscy spojrzeli na niego ze zmarnowaniem w oczach.
- A ja jestem za. - przyznałam szukając komórki w torebce.
- No to idziemy we dwoje, ale jedziemy moim motorem. - powiedział z wielkim uśmieszkiem na twarzy.
- Jak mnie zabijesz to w nocy odwale ci takie Paranorlmal Activity że popamiętasz. -  zagroziłam mu palcem i ruszyliśmy do wyjścia. Wzięłam jeszcze z auta skórę i założyłam kask.Wsiadłam za chłopaka i mocno się do niego przytuliłam. Ruszyliśmy dość wolno, ale jak tylko wjechaliśmy na główną ulice doznałam co ta maszyna potrafi. Jej ryk skutecznie zagłuszył mój pisk, które po chwili przyzwyczajenia ucichły. Czemu ja się zgodziłam na taki transport ?! Chociaż są plusy jak są korki to
nas nie dotyczą. W końcu zaparkowaliśmy po małą kawiarenką.
- Podobało się ? - spojrzał na mnie rozbawiony mam nadzieję że nie słyszał jak piszczę.
- Oczywiście lubię szybka jazdę. - powiedziałam uspokajając lekko podwyższone tętno. Weszliśmy do środka i zajęliśmy miejsce przy wolnym stoliku. Od razu pojawiła się przy nas kelnerka.
- Dobry wieczór w czym mogę służyć. - patrzyła na Zayna jak na ósmy cud świata.
- Cappuccino i donuta poproszę. - jej morderczy wzrok skierował się na mnie. O ktoś tu jest zazdrosny.
- A ty kochanie co chcesz ? - przygryzłam dolną wargę i wplotłam dłoń w rękę Malika żeby jeszcze
bardziej ją wkurzyć.
- Yyy to samo poproszę. - dodał lekko zmieszany, a nasza kelnerka z naburmuszoną miną szybko odeszła.
- Kochanie ? - chłopak spojrzał na mnie rozbawiony.
- Chyba nie widziałeś jak na ciebie patrzy, a dobrze wiesz że lubię drażnić ludzi. W końcu w szkole mówią na mnie Libby ''wredna suka'' Hathaway - zaśmiałam się i puściłam jego dłoń, ale on kurczowo nadal trzymał moją czym mnie zaskoczył.
- Nie jesteś wredną suką Liv tylko taką grasz. - przejechał kciukiem po wierzchu mojej dłoni, a mnie przeszedł dreszcz.
- Nie .. - zaczęłam, ale mi przerwał.
- Udajesz kogoś kim nie jesteś. Przy mnie jesteś całkowicie inną dziewczyną. Jesteś miła i pomocna. Kto normalny po kilku dniach znajomości pozwala ci spać u siebie w domu i nawet wielkiej boruty nie robi jak śpicie w jednym łóżku. - uśmiechnął się uroczo. Ma racje, ale nie mogę się przyznać .. nie mogę być słaba i dać sobą pomiatać i znów narażać się na zranienie. Nie chce przechodzić znów przez to.
- Ktoś naprawdę musiał cię kiedyś zranić i teraz udajesz twardą i nikogo do siebie nie dopuszczasz.
- Mam wrażenie, że znasz mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Tak miło spędza mi się z tobą czas. - uśmiechnęłam się delikatnie. Zazdrosna niunia, bo tak nazwałam kelnerkę, przyniosła w końcu nasze zamówienie.
- Może podać coś jeszcze ? - znów gapiła się na chłopaka.
- Nie więc skorzystaj z nóg i odmaszeruj. - powiedziałam słodko na co chłopak mocniej ścisnął moją dłoń i spojrzał wymownie.
- Wybacz ... Sara jestem dość zazdrosną dziewczyną. - powiedziałam i o mało nie wybuchłam śmiechem.
- Grzeczna dziewczynka. - powiedział gryząc donuta.
- Nie mów do mnie jak do psa. - prychnęłam oburzona.
- Nie złość się kochanie. - zaakcentował ostatnie słowo tak dobitnie, ze nie wytrzymałam i razem wybuchliśmy śmiechem.

~*~

To naprawdę jeden z lepszych wieczór i nie potrzebowałam żadnej imprezy i używek do dobrej zabawy wystarczyła jego osoba.
- Dzięki za fajną randkę. - zaśmiał się uroczo.
- To nie była randka. Dobranoc. - sprostowałam z uśmiechem i odeszłam. Byłam przy drzwiach i już miałam się odwrócić i mu pomachać, ale on stał tuż przy mnie. Złapał delikatnie za mój podbródek i pocałował mnie.
- Teraz to była randka. Dobranoc. - wyszeptał i odszedł po czym pojechał z piskiem opon. Stałam jak
osłupiona czy my się właśnie pocałowaliśmy ?! Weszłam do domu nadal lekko oszołomiona.
- Libby dobrze się czujesz ? - Scar obróciła się siedząc na kanapie z moim słodkim kotkiem.
- On .. my .. o fuck. - szepnęłam.
- Wy co ? - z kuchni wyszła An.
- Zayn mnie pocałował. - pisnęłam, a im aż kopary opadły.
- AAAAA ! - obie pisnęły podekscytowane i pociągnęły mnie na kanapę.
- Jak było ? - zaczęły mnie zawalać pytaniami co, jak i dlaczego.
- Było trochę dziwnie, ale chyba mi się podobało. - przyznałam chowając twarz w dłonie, a te znów zaczęły piszczeć. Moje wariatki kochane.
- Dobra dziewczynki spokój ! - uciszyłam je.
- Ale chociaż dobrze całuje ? - zapytała Andrea.
- Bosko, a teraz koniec tematu późno jest, jestem padnięta i idę spać dobranoc myszki. - posłałam im buziaczki złapałam kota i poszłam do swojej sypialni. Szybko się wykapałam i gotowa rzuciłam się na łóżko. Przejrzałam portale społecznościowe i plotkarskie. Napisałam kilka tweetów i poszłam spać. Obudziłam się w znakomitym humorze. Żebra mnie już tak nie bolą, pogoda jest śliczna, a mój słodki kotek mruczy mi na powitanie. Chwile się z nim pobawiłam i zaprowadziłam na dół gdzie dostał jedzonko i mleko. Ja w czasie jego śniadanka poszłam się wyszykować. Gotowa i zwarta wróciłam do kuchni. Zrobiłam sobie szybką sałatkę owocową i zjadłam oglądając jakieś teledyski w telewizji.
- Dzień dobry ranny ptaszku. - dziewczyny zeszły do kuchni i zjadły resztę sałatki.
- Nie sądzicie że piękną mamy pogodę dzisiaj ? - zapytałam spoglądając przy wielkim oknie w salonie.
- Libby promieniejesz i jeśli to przez wczorajszy incydent to niech on to częściej robi. - chichrała się Scar.
- Zabawne .. - wywróciłam oczami.
- Jakieś plany na dzisiaj ? - An zaczęła skakać po kanałach telewizyjnych po czym wróciła na ten sam co oglądałam.
- Może jakiś klub dzisiaj odwiedzamy ? - zapytałam bawiąc się z kociakiem.
- Mama dzisiaj mi przesłała wejściówki na pokaz Calvina Kleina podobno Justin Bieber będzie na pokazie. - powiedziała podekscytowana Scarlett.
- A później w melanż ! - krzyknęłam, aż Kleo uciekła.
- A teraz jedziemy na zakupy kreacje same się nie kupią. - dodała Star.

~*~

Kocham zakupy !! Chociaż nie mogłam się na nich do końca skupić, bo zapomniałam telefonu. Rozumiecie to ?! Normalnie czułam się jak bez ręki. Jak wracałyśmy z galerii to zabrałam jeszcze moje autko ze szkolnego parkingu. Jak tylko wpadłyśmy do domu zabrałyśmy się za robienie obiadu. Dużo czasu nam to nie zajęło. Zjadłyśmy całe podekscytowane. Nie często mamy możliwość iść na taki pokaz i to tak znanego projektanta. Posprzątałyśmy i poszłyśmy się szykować. Zajęło nam to ponad godzinę. Gotowe wsiadłyśmy do swoich aut i za Scar pojechałyśmy na miejsce. Parkingowi wzięli nasze auta, a my ruszyłyśmy przez krwisto czerwony dywan. Weszłyśmy do środka i
zajęłyśmy swoje miejsca. Każdy miał przy siedzeniu małą torebeczkę z upominkami. Wszyscy zajęli swoje miejsca i po małym muzyczno-świetlnym wstępie zaczął się pokaz. Co kolejny model wychodził to bardziej mnie zachwycał ... nie moja wina że lubię mężczyzn. Ale Harry ... wróć, ale Zayn to co innego ma śliczne oczy i ten zaraźliwy uśmiech. W sumie to cały pokaz byłam jakoś nie obecna. Po wszystkim udało nam się zrobić kilka zdjęć z modelami i z nimi porozmawiać. W świetnym humorze wróciłyśmy do naszej posesji. Jak tylko wjechałyśmy przez bramę przyjechali chłopacy. Co za zgranie w czasie oni chyba nas śledzą i wiedzą co i kiedy robimy.
- Co wy takie odstawione ? - zmierzyli nas od góry do dołu.
- Właśnie wracamy z pokazu Calvina Kleina. Może wejdziemy do środka, a nie tak stoimy na ganku. - powiedziała Scarlett.
- Czujcie się jak u siebie my idziemy się przebrać. - rozeszłyśmy się do pokoi. Chciałam się jak najszybciej przebrać, bo chce zastać dom w całości. Andreę poniosło ze słowami ''czujcie się jak u siebie'' kto wie co im przyjdzie do głowy.
- Hej. - wystraszona szybko odwróciłam się łapiąc pierwszą lepszą rzecz jaką mogą się obronić.
- Jeny Zayn nie strasz mnie tak. - odłożyłam szczotkę do włosów ... muszę lepiej dobierać broń. Ten się tylko zaśmiał. Jeny jak on dzisiaj pięknie wygląda.
- Wybacz. Ślicznie wyglądałaś w tej sukience. W sumie zawsze dobrze wyglądasz. - uśmiechnął się, a ja czułam jak robię się czerwona.
- Naprawdę cię lubię. - podszedł do mnie bliże. Oj bardzo blisko. Goooorąco mi.
- Ja ciebie też. - szepnęłam.
- Odkąd się poznaliśmy o tobie myślę, ale po wczorajszym wspólnym wypadzie .. chce spróbować i zobaczyć czy nam wyjdzie Liv. - powiedział, a mnie zatkało. Czy on właśnie proponuje mi związek ?!
- Ja .. - zająkałam się.
- Shh ... - zbliżył się do mnie, aż czułam jego ciepły oddech. Wpiłam się w jego usta, a on przyparł mnie do ściany. Wplotłam dłonie w jego włosy.
- Ehm. - ktoś stanął w progu, a my oderwaliśmy się od siebie jak oparzeni.
- Chciałem się zapytać czy idziecie z nam do kluby czy dalej macie zamiar się macać, ale w sumie nie musicie odpowiadać wystarczy mi co widziałem. - Niall wyszedł pochłaniając kanapkę, a my wybuchliśmy śmiechem.
- Chodź bo nie chce słuchać później wykładów na temat zabezpieczania. - złapałam go za dłoń i pociągnęłam na dół.


________________________
Także rozdział dość szybko. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Hmm mam wrażenie że jakiś przesłodzony mi wyszedł ... nie wiem .. w sumie sami ocenicie. Liczę na komentarze Misiaczki ;**
Ps. Nie przejmujcie się już zaczynam męczyć Alex o rozdział hahaha (Nast jako motorek napędowy bloga xD)

sobota, 11 października 2014

Rozdział 18

    Perspektywa Scarlett
  Piątek, 05 kwiecień

  - Co to? Co to?? - Ciągłe pytania na temat kartki papieru trzymanej przeze mnie poczęły mnie już irytować. Spojrzałam na Libby ze zmęczeniem, w końcu podając jej dokument. - Jak to... zwalniasz się z pracy? W sensie, że odchodzisz? - Spytała zaskoczona, na co ja przytaknęłam głową.
  - Dlaczego? - Zadała kolejne pytanie An, zaglądając blondynce przez ramię.
  - Wolę skupić się na nauce, niżeli lataniu za jakimiś psycholami, który zabijają kogoś dla kasy czy z zemsty. Z resztą ostatnio i tak tam mniej bywałam. No i jest jeszcze jedna sprawa. Chodzi o Martina. Ale o tym wole nie mówić. - Wzruszyłam ramionami, po raz ostatni przeglądając się w lusterku. Widząc, że ani tusz mi się nie rozmył, ani nie wyglądam jakoś najgorzej wyszczerzyłam się szeroko, zamykając szafkę. Odwróciłam się z entuzjazmem w stronę moich przyjaciółek, następnie je mocno tuląc. - Kocham was, wiecie?
  - Chyba nawdychała się smrodu farby z klasy biologicznej. - Stwierdziła Sanchez, za co oberwała po głowie. Odsunęłam się od nich, układając usta w dzióbek jakby z dąsem.
  - Tak szczerze jakoś... mam świetny humor. - Wyszczerzyłam się szeroko, co dziewczyny odwzajemniły.
  - A co to za uśmiechy? Widzę humorek dopisuje. Czyżby wyprzedaż w jakimś butiku? - Spytał Jace z udawanym "podnieceniem", podskakując przy nas.
  - Ha ha ha. Zabawne. - Burknęła Ana, ściskając go za ramię. Ten się wygiął, uginając kolana.
  - Dobra, dobra. Rozumiem, już nie będę. - Jęknął, a gdy ta go puściła odetchnął z ulgą.
  - Ech... trza iść na zajęcia. To papaśki, do konkursu~! - Zawołałam wesoło i ruszyłam szybkim krokiem w stronę sali od matematyki. Nienawidziłam jej. Z resztą tak samo z obcymi językami... historią... wf'em... chemią, fizyką, geografią, biologią... woha, jaki wspaniały ze mnie kujon.
  - Scarlett! - Głos wysokiej rudowłosej dobiegł do moich uszu, a ja z prędkością światła odwróciłam się w jej stronę. Uśmiechnęłam się delikatnie, poprawiając torbę na ramieniu.
  - Yo, Vallett. - Rzuciłam, znów rozpoczynając moją wędrówkę pod klasę. - I jak przygotowania do konkursu talentów? - Spytałam, gdy koleżanka z klasy wyrównała ze mną kroku.
  - Szczerze? Nieźle. Mamy tabun ludzi, którzy się zapisali. W większości to dziewczyny, choć parę ciach też się znalazło. No i Sanchez zgodziła się go prowadzić. Do tego za zorganizowanie tego mają mi podnieść ocenę końcowo roczną. Żyć nie umierać. - Zachichotała, poprawiając rozpuszczone włosy.
  - Czekaj, jak to podwyższają? - Spytałam zaskoczona, następie uderzając się z otwartej dłoni w czoło. - Trza było się zgodzić jak mi to proponowali. Shit. - Burknęłam pod nosem.
  - Ty i tak masz jedną z najwyższych średnich ze szkoły, więc nie narzekaj. - Pstryknęła mnie w czoło, marszcząc delikatnie brwi. Prychnęłam pod nosem, jednak już się nie odzywałam.

***

Lekcje minęły mi szybciutko. Zanim zacznie się konkurs mam jeszcze godzinę. Razem z An i Liv pojechałyśmy szybko do domu, aby się przebrać. Nie jestem jeszcze pewna czy wezmę udział w konkursie, ale jeśli tego nie zrobię dziewczyny pewnie mnie ukatrupią. Przebrałam się szybko i spakowałam kilka kosmetyków. Oczywiście mój wygląd w porównaniu do dziewcząt... aż szkoda gadać. Nie miałyśmy nawet czasu cokolwiek zjeść. Taka szybka akcja, że głowa mała. Wróciłyśmy pod szkołę, gdzie roiło się od nauczycieli, uczniów i rodziców. O mało co zawału nie dostałam jak zobaczyłam moich rozglądających się za mną.
- Scarlett słoneczko! - krzyknęła moja mama, a ja myślałam że zaraz spalę się ze wstydu.
- Cześć. Co wy tu robicie? - rozejrzałam się lekko zażenowana.
- Dostaliśmy maila od szkoły o dzisiejszym konkursie króliczku. - pstryknęła mnie w nos.
- Aha. Pamiętacie Libby i Andreę? - szybko zmieniłam ich zainteresowanie moją osobą na przyjaciółki.
- Hathaway, Sanchez. - rzekł mój ojciec. Och jak nasi rodzice się nie lubią.
- O państwa też miło widzieć. - powiedziała Liv ze sztucznym uśmiechem.
- To ten .. my musimy już iść się przygotować, także papaśki! - pomachałam ich i odciągając An, która postanowiła urządzić sobie wojnę na wzrok z moją matką. Normalnie jak dzieci. Szkoda gadać. Poszłyśmy za kulisy, gdzie wszyscy chodzili podekscytowani. An ruszyła już na scenę i zaczęła cały konkurs witając wszystkich obecnych gadką~szmatką wymyśloną na poczekaniu. Jako pierwszy występował jakiś chłopak, który robił magiczne sztuczki. Był śmieszny, a szczególnie jak królik zamiast z kapelusza wyszedł mu z nogawki. Calun naprawdę jest dziwakiem, ale cóż sam chciał się zbłaźnić, chociaż głupiutkie laleczki w pierwszym rzędzie i tak były zachwycone. Andrea wyczytała z listy jeszcze parę osób. Aż w końcu przyszedł czas na Libby. O dziwo to ja byłam bardziej zestresowana od niej. Cały czas chodziłam i ręce mi się trzęsły. Chwilę przed jej występem podeszłam do niej, przytulając ją mocno w ramach wsparcia.



Aż szczęka mi opadła, widząc, że Libby wykorzystała wodę do swojego występu. No nie powiem, szok był... i to nie tylko u mnie. Cała widownia zachwyała się świetnym efektem. Gdy zeszła ze sceny od razu rzuciłam jej się na szyję.
- Ale jesteś mokra. - Stwierdziłam, puszczając ją.
- Serio Scar? Jakoś nie zauważyłam, dzięki że mi powiedziałaś. - powiedziała sarkastycznie, a ja tylko się wyszczerzyłam. Kolejna występowała jakaś dziewczyna z pierwszej klasy. Nie zgadniecie co robiła. No dobra powiem wam ... naśladowała odgłosy zwierząt. No ma dziewczyna talent. Ponad połowa publiczności aż się popłakała ze śmiechu. Poszłam do garderoby gdzie blondynka doprowadzała swoje włosy właśnie do ładu.
- Żałuj że poszłaś jakaś laska właśnie udawała zwierzęta. - podeszłam do lustra sprawdzić czy czasem się nie rozmazałam. Pomalowałam rzęsy jeszcze odrobiną tuszu i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Mniejsza chodź się pośmiać z kotleta. - pociągnęła mnie w stronę kurtyn. Harry stał już na scenie i czekał na pierwsze takty muzyki.


Nigdy jeszcze nie słyszałam jak śpiewa, ale trzeba przyznać: ma naprawdę genialny głos. Libby gdzieś zniknęła nawet nie wiem kiedy. Sędziowie poszli na obradę, a my mieliśmy chwilę przerwy.
- Czemu ja założyłam najwyższe szpilki jakie miałam. - Andrea usiadła na krześle z bólem wymalowanym na twarzy.
- Bo są śliczne i je kochasz? - spojrzałam na nią.
- No masz rację. - uśmiechnęła się jakby nagle przestały ją boleć nogi. Co nie zmienia faktu, że odcisków na bank dostanie.
- Dobra idę ogłosić wyniki może jakoś się doczłapie jakoś na scenę. - An zaśmiała się i rozpromieniona weszła na scenę. Wszyscy uczestnicy stali za kulisami podekscytowania. Nie powiem że nie, ale sama chciałabym wygrać. Andrea dostałą kopertę i spojrzała po widowni.
- A zwycięzcą jest ...
***
Skończyłam ;-; Z wieeelką pomocą Natalii, za co jej dziękuję. <3 Wydaje mi się, że to ona głównie napędza tego bloga xD Mi pomaga w pisaniu, Alex popędza... taka nasza kochaniutka szefowa. ;*
Miał być kawałek gdzie Scar śpiewa... zrezygnowałam z niego. Wybacz Nata XD
Mam nadzieję, że się wam podoba. ^-^
A w następnym rozdziale dowiemy się, że zwycięzcą jest...

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 17

Oczami Andrei:
04 kwietnia, Czwartek

Rano obudziłam się z okropnym bólem głowy. Czułam się wypruta z sił i nie miałam ochoty wstawać cały dzień. Przysięgam ostatni raz poszłam na jakąkolwiek imprezę. Ech, i mówię tak za każdym razem a potem i tak na nie chodzę. Mój błogi spokój przerwały czyjeś głośne piski. Doskonale znałam ten głos. Przetarłam ręką oczy i … naprawdę albo potrzebuje okularów albo to przez te cholerne substancje mam nie wyraźny obraz ale mniejsza z tym. Wstałam z łóżka i otwierając drzwi krzyknęłam:
- Co się znowu stało Libby?
Na korytarzu stała już blondynka, która wyglądała jakby właśnie dotknęła czegoś okropnego i obślizgłego.
- Ja… my… o boże. – złapała się dłonią za usta.
- Spałaś z kimś. Strzelam, że z Harrym. – odpowiedziałam zadowolona, cóż to nie był wyczyn. Nie sądzę aby tak zareagowała na Nialla, Liama, Zayn’a lub Louisa.
- Skąd wiedziałaś? – zadała mi pytające spojrzenie a zaraz potem potrząsnęła głową. – Nie ważne. Budzę się rano i czuje za sobą czyjeś ciało. Pomyślałam, że to ty Zayn ale po policzku zaczęły mnie łaskotać włosy więc musiałam tą opcję wykluczyć. I wtedy odwróciłam się i zobaczyłam kotleta.
- Pytanie brzmi czy seks był?
- Nie. Nie wiem. Nie pamiętam. – westchnęła. – Idę do kuchni wziąć coś na ból głowy. Ale jestem prawie pewna, że nic pomiędzy nami nie zaszło.
- A Harry wstał? Może jego warto zapytać?
- Nie wiem. – wzruszyła ramionami. – Pewnie obudziły go moje wrzaski. – dodała z dziwną satysfakcją w głosie. Zastanawiałam się gdzie reszta i czy wszyscy dotarli bezpiecznie do domu. Jakimś cudem spałam w swoim łóżku sama i nie mam pojęcia jak to się stało. Także mam wspomnienia z ostatniej nocy jak przez mgłę.
Gdy Harry wyszedł z pokoju drapiąc się w kark, nie uczesany i wyglądający jak dziecko tarzana, od razu go dopadałam.
- Jak się czujesz?
- Do dupy. – odpowiedział wzdychając. – Zrobisz mi kawy? – spojrzał na mnie z miną zbitego psa. Wywróciłam oczami.
- Dobrze ale pod jednym warunkiem.
- Jakim? – zmarszczył brwi.
- Powiesz mi co wydarzyło się wczoraj w nocy. – powiedziałam uśmiechając się z satysfakcją. Podreptałam schodami na dół, Harry zrobił to samo.
- Sam nie wiele pamiętam. – wyznał. A ja przystanęłam gwałtownie.
- Więc z kawy nici. – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Nie, An. Błagam nie rób mi tego. Potrzebuje kawy. Pragnę jej. – mówił zdesperowanym tonem, który ani trochę na mnie nie działał.
- Czy coś wydarzyło się wczoraj pomiędzy tobą a Libby?
Zauważyłam zmianę w jego zachowaniu a w oczach ujrzałam… panikę? Czyżby jednak coś się wydarzyło a on starał się to ukryć. Robi się coraz ciekawiej.
- Nie. Skąd ci to przyszło do głowy?
Zdecydowanie nie umiał kłamać. Czułam, że coś jest nie tak.
- Mówiłeś, że nie wiele pamiętasz, więc skąd wiesz, że nic pomiędzy wami nie zaszło?
- Bo to Libby. – odparł jakby to było oczywiste. – Żaden chłopak by jej nie tknął.
Wywróciłam oczami. Miałam dziwne przeczucie, że wiedział więcej niż mówił. Jednak nie chciałam dłużej go męczyć. Oboje poszliśmy do kuchni, gdzie Libby stała otwierając po kolei każdą szafkę w poszukiwaniu czegoś. Harry tylko stał przyglądając się jej z rozbawieniem. Po chwili szturchnęłam go w ramię, za które się złapał mówiąc „Auć”.
- Może mi w końcu królewicz by powiedział gdzie ma tabletki na ból głowy? – spytała Libby nie patrząc na niego.
- Tutaj. – powiedział wskazując palcem na dolną szufladę.
- Czyli gdzie? – zirytowała się blondynka.
-  Spójrz na mnie to zobaczysz. – powiedział, na co Libby zerknęła na niego. Hazz nadal trzymał palec przed sobą.
- Spoko. – wydukała wysuwając szufladę.
- A może dziękuje?
 - Spadaj. – mruknęła. Harry nie wyglądał na złego czy coś. Podejrzewam, że spodziewał się takiego zachowania po niej. Ja tymczasem chciałam znaleźć resztę towarzystwa. Wyszłam więc z kuchni i wtedy ujrzałam na kanapie śpiącego Zayna. Ręka zwisała mu bezwiednie i trzymał w niej pustą butelkę po wódce. Klasnęłam głośno w dłonie mu nad uchem. Malik zerwał się gwałtownie rozglądając się zdezorientowany.
- Co? Gdzie? Jak?
- Pobudka. Czas do szkoły.
- Cholera! – odstawił butelkę na stolik i chciał pobiec schodami na górę, zapewne się przebrać ale w połowie drogi się zatrzymał i spojrzał na mnie groźnie. – Ha, ha bardzo zabawne. I wcale się nie nabrałem.
- Oczywiście. – posłałam mu nie dowierzające spojrzenie. – Gdzie reszta?
- Louis nie spał z tobą w pokoju gościnnym?
Potrzasnęłam głową, na co chłopak zmarszczył brwi.
- Hm, dziwne. Poszedł tam za tobą.
- Może nadal tam jest? – zastanowiłam się i podreptałam na górę a Zay za mną. Otworzyłam drugie drzwi po lewej wchodząc do pokoju i od razu pierwsze co rzuciło mi się w oczy, a co przegapiłam wcześniej to noga wystająca spod łóżka. – Mój boże, serio?
- Wstawaj ty stara dupo. – powiedział głośno mulat i zaczął wyciągać za nogę jak nam się wydawało Louisa. Zdziwiliśmy się jednak widząc Liama! To gdzie w takim razie do cholery jest Louis? To było coraz bardziej podejrzane.
- Gdzie Lou? – spytałam zakładając ręce na klatkę piersiową. Li przetarl oczy i wzruszył ramionami.
- Wrócił w ogóle do domu? – odpowiedział pytaniem. Popatrzyliśmy na siebie z Zaynem zdezorientowani. To było dobre pytanie. Muszę zapytać Harry’ego gdzie ma resztę pokoi.
- Pójdę po Harry’ego. – stwierdziłam i wyszłam z pokoju schodząc na dół.
                                                                              ***
Harry zapewnił nas, że ma jeszcze dwa pokoje gościnne prócz tego w którym spałam i łazienkę. Zayn i Liam poszli więc do jednego pokoju a ja Harry i Libby do drugiego. W tym co my byliśmy, zastaliśmy Scar i Nialla. Ona leżała na łóżku a Nialler na podłodze. Postanowiliśmy im więc nie przeszkadzać wiec zamknęliśmy po cichu drzwi i wyszliśmy. Szczerze? Nie spodziewałam się, że tak będę się martwić o Louisa.
- Jest jeszcze łazienka. – podsunął pomysł hazz.
- I serio uważasz, że on tam jest? Może jeszcze głowa mu zwisa w kiblu i tak zasnął? – odpowiedziała Libby a mnie zrobiło się nie dobrze.
- Mogłaś zachować to dla siebie. – powiedziałam. Nasza trójca więc skierowała się w stronę łazienki. Harry otworzył drzwi i … no tak! Miał rację. Louis się znalazł. Leżał w wannie z napełnioną wodą w ubraniach. Włosy miał suche co znaczyło, że raczej się nie kąpał. Harry potrzasnął go za ramię.
- Stary! Budź się.
Louis jednak twardo spał. Zamartwiłam się o niego i wrzasnęłam:
- Mogłeś się utopić kretynie! Czy ty w ogóle myślisz?!
Wtedy chłopak zerwał się jak oparzony, nie wiedząc za bardzo gdzie chyba jest.
- Co się stało?
- To, że nas wystraszyłeś a właściwe Adnreę. – odparła Libby z szerokim uśmiechem.
- Wcale nie. – zapierałam się.
- Właśnie, że tak. – blondynka chyba nie zamierzała mi odpuścić.
- Idę zrobić śniadanie. – postanowiłam i wyszłam.
                                                                                              ***
Na śniadaniu Louis nawet nie zdjął mokrych ubrań, co mnie nie zdziwiło gdyż on jest dziwny.
- Ej a nie powinniśmy być w szkole? – zapytał nagle Liam.
- Pewnie, że powinniśmy, ale nie jesteśmy. – odpowiedział Harry z uśmiechem.
- Ja zjem śniadanie i idę a wy jak chcecie. – postanowił. Czy on zawsze musi być takim przykładnym uczniem? Scar i Nialla nie chcieliśmy budzić. Tak słodko wyglądali śpiąc. Może potem będą na nas źli? Nie wiem. W każdym razie muszę zadzwonić do Petera i spotkać się z nim. Tak dawno nie mieliśmy żadnej randki, że zatęskniłam za tym.
Także zaraz po śniadaniu wzięłam do ręki telefon i chciałam wybrać do niego numer ale przeszkodził mi głos:
- Mogę zadzwonić z twojego telefonu?
To był Louis.
- Chciałam właśnie zadzwonić do Petera.
- Wiem. Domyśliłem się.
Wywróciłam oczami. Wiec po co pytał? Dziwak.
- Do kogo chcesz zadzwonić?
Przez moment się zastanowił.
- Do twojego brata.
- Jace’a? – zdziwiłam się. – Po co? Jest w szkole. No przynajmniej powinien być.
- Mam do niego sprawę. – upierał się.
- Jaką?
- Ważną! – krzyknął zirytowany. – Jezu An, musisz tak o wszystko pytać?
- Dobra, masz. – podałam mu wkurzona.  – Zadzwonię z telefonu Libby.
Louis wziął ode mnie komórkę ale nadal nie wyglądał na usatysfakcjonowanego. Nie wiem czemu? Dostał to czego chciał więc……
Udałam się do kuchni gdzie Libby… rozmawiała z Harrym bez krzyków? Stałam zaskoczona, że coś takiego się w ogóle wydarzyło. Mój boże.
- Co to za flirty? – przeszkodziłam im, na co aż podskoczyli.
- Uczę ją robić kawę z ekspresu. – powiedział harry.
- Jasne. – mruknęłam nie dowierzającym tonem. – Libby możesz mi pożyczyć swój telefon? – poprosiłam, na co zgodziła się pod warunkiem, że przestanę ją podejrzewać o flirt z Harrym. Zgodziłam się. – Dzięki. I życzę miłego flirtowania. – rzuciłam i zwiałam z kuchni najszybciej jak mogłam. Potem wybrałam numer do Petera. Odebrał po piątym sygnale. Czemu tak późno? Głos miał zaspany mimo że była 10:00 rano.
- Halo?
- Cześć skarbie. Co u ciebie?
- W porządku…. Ała, przestań. – powiedział … rozbawionym tonem? Zmarszczyłam brwi.
- Coś nie tak? Jesteś sam?
- No jasne, że tak. Jak mógłbym być z kimś innym?  - powiedział, czym mnie nie przekonał. – Uderzyłem się po prostu.
„I tak mówisz do szafki przestań?” – pomyślałam ale wolałam o to nie pytać. Może kierował to do kota?
- Umówimy się po południu do restauracji na obiad? – zapytałam.
- Oczywiście… - urwał gwałtownie i przez chwilę była głucha cisza w słuchawce. – Chociaż czekaj… nie, nie mogę.
- Dlaczego?
- Muszę coś załatwić. Przykro mi. Może innym razem?
- Jasne. – westchnęłam. – Zawsze jest „innym razem”. – mruknęłam. – Cześć.
Odłożyłam telefon na komodę. Muszę się poważnie zastanowić nad naszym związkiem i w końcu odkryć jego „tajemnicę”, którą byłam pewna, że ma.
 __________________________________________________________

W końcu się pojawił! <3 I chyba zwlekałabym jeszcze gdyby nie Natalia która motywowała mnie w jakiś sposób pytaniem się :) ale oczywiście nie mam jej za złe, każda motywacja jest dobra, prawda? 
Wiem, że rozdział nie jest najwyższej klasy ale jest! :P dziękuje każdej osobie która przeczyta to i skomentuje. będzie mi bardzo miło. do zobaczenia ♥


niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 16

Perspektywa Libby
Środa 03 kwietnia

Mamy środę układ mam wymyślony, ale czekają mnie bardzo trudne dwa dni. Partnera już znalazłam, ale nie wiem czy załapie kroki. Oliver jest najlepszym męskim tancerzem w naszym roczniku. Dobra na początku sporo się na niego darłam, ale mam stresa i jeszcze mam problemy z żebrami. Na dzisiaj koniec treningu. Pożegnałam się z Oliverem i poszłam po apteczkę.
- Scarlett ! - krzyknęłam z kuchni.
- Libby ty od tych krzyków jeszcze głosu nie straciłaś ? - powiedziała z rozbawienie.
- Ale z ciebie żartowniś Scar. Mniejsza nakleisz mi plastry ? - zapytałam.
- Jasne. - uśmiechnęła się. Podałam jej usztywniające plastry dla sportowców i pokazałam jej gdzie ma nakleić.
- Dzięki. - dźgnęłam ją w policzki i uciekałam na piętro. Wzięłam szybki prysznic i łyknęłam jakieś tabletki przeciwbólowe. W sumie to poszłabym na jakiegoś drinka. Ubrałam się w czarną, zwiewną sukienkę i tego samego koloru buty. Do torebki wrzuciłam telefon, portfel i krople do oczu. Powoli zeszłam schodami na dół i poszłam do salonu.
- Jestem na tak. - pisnęła podekscytowana Andrea i pobiegła się szykować do siebie.
- Scar. - spojrzałam na nią ze słodką minką.
- No dobra, ale nie za dużo jutro szkoła. - poszła do siebie.
- Dobrze wiesz jak to się skończy. - krzyknęłam za nią rozbawiona. Złapałam za komórkę i wybrałam numer Malika.
- Hej mała. Co jest ? - usłyszałam znany głos z słuchawki.
- Za pół godziny w xXx cię widzę zabierz kogo chcesz i lecimy na drinki. Libby Olivia Bianca Hathaway nie przyjmuje odmowy buziaczki. - zaświergotałam i się rozłączyłam nie pozwalając na jakikolwiek sprzeciw z jego strony.

*** 

Środek tygodnia, a klub i tak pęka w szwach. Ale dzięki naszym znajomością znalazły się dla nas miejsca w loży dla VIP'ów. Dziewczyny zajęły kanapy, a ja poszłam po drinki.
- Trzy razy mrożoną truskawkową Margaritę. - rzuciłam do barmana i od razu zapłaciłam za nie. Wzięłam tacę z drinkami i poszłam do stolika.
- Drineczki lecą. - zaświergotała rozweselona Star.
- To co dziewczynki za zdrowie pięknych panów, których tu brakuje. - wzniosłam toast do którego przyłączyło się kilka innych już wstawionych dziewczyn. Wypiłyśmy po sporym łyku Margarity mmm pyszna. Po chwili do naszego stolika przyszła Izabella. Była ubrana w uroczą sukienkę różowego koloru.
- Hej. - powiedziała sącząc drinka.
- Jupi super że jednak przyszłaś. - rzuciła się na nią Scar przez co drink wylał się na jakąś dziunie obok nas.
- Pojebało cię ?! - oburzyła się ta tleniona blondi.
- Ja .. ja .. - zaczęła się jąkać Iza.
- Co mowę ci odebrało ! Widzisz co narobiłaś zaraz za to oberwiesz ! - wydarła się jedna z koleżanek tej blond tapeciary. I teraz wkraczam ja nikt nie będzie darł się na moje koleżanki.
- Słuchaj tleniona lampucero, albo odwalisz się od moich koleżanek, albo tego pożałujesz ! - wstałam mierząc się z jej wzrokiem. I co że niby jej "groźna" minka ma na mnie zrobić wrażenie.
- Oj uważaj żebyś czasem ty zaraz nie oberwała. - rzuciła blondi zbliżając się w moją stronę. Podniosła na mnie rękę, ale zanim mnie uderzyła zdążyłam zrobić unik.
- Ty jędzo nie będziesz podnosić ręki na moją przyjaciółkę ! - Andrea wpadła w furię i już miała się na nią rzucić, ale w ostatniej chwili zatrzymał ją Louis. Tamte od razu uciekły. Zaraz, zaraz skąd on się tu wziął ?! Obok pojawili się zaraz Liam, Zayn, Niall i Harry. Ciekawe jak się dostali do klubu .. mniejsza.
- An ogar sama dałabym sobie rade. - powiedziałam.
- Wiem Liv, ale zawsze stanę w twojej obronie jesteśmy jak siostry. - powiedziała i mocno mnie przytuliła.
- Wiem ja w twojej obronie też zawsze stanę.
- Dobra koniec tych sentymentów trzeba się narąbać biczys !! - wydarł się Malik, a po chwili nasz stolik był już pełny szotów. Teraz zaczyna się impreza ! Kelner przyniósł nam szoty. Pochłaniałam je jak wodę co pewnie skończy się źle, ale trzeba nadrobić kilka dni wagarów od imprez.
- Idziesz zatańczyć ? - zapytał Malik, a ja chwiejnie wstałam ooo zaczyna się.
- Z tobą zawsze. - złapała mnie za dłoń i przeciskaliśmy się przez tłum na parkiet. Ludzie ocierali się o siebie w wulgarny sposób. Większość była już bardzo napita bądź naćpana. Dotarliśmy na środek i zaczęliśmy tańczyć. Czuje że alkohol już mocno buzuje w moim krwiobiegu co pomogło mi jeszcze swobodniej się ruszać. Zayn też już wyglądał na wstawionego. Rękami błądził po moim ciele co w żadnym wypadku teraz mi nie przeszkadzało. Mmm tak pięknie pachnie połączeni perfum i dymu papierosowego. Nagle koło nas pojawiła się Andrea.
- Mam coś chodźcie ! - starała się przekrzyczeć muzykę i zaciągnęła nas do wyjścia. Na dworze poczułam chłodny powiew wiatru, który lekko mnie otrzeźwił. Zaciągnęła nas do zaułka gdzie czekał Harry i gadał z jakimś typkiem. Wymienili się czymś i tamten gdzieś zniknął.
- Libby czyń honory. - szturchnęła mnie przyjaciółka więc podeszłam do lokatego. Wręczył mi małą paczuszkę. Rozejrzałam się i dostrzegłam jakiś kawałek lustra. Pospiesznie je wytarłam i wysypałam
biały
proszek.
- Dowód osobisty. - powiedziałam i dostałam przedmiot. Rozdzieliłam nim cztery równe kreski i wyjęłam banknot ze stanika. Zwinęłam z niego rurkę i pochyliłam się wciągając jedną kreskę. Mmm mocne. Dałam im banknot, a oni zrobili to co ja przed chwilą. Koka. Czułam jak moje wszystkie zmysły się wyostrzają i nie mogę ustać w miejscu jakby coś mnie miało rozsadzić od środka.
- Wracamy. - wyrwał mnie z zamyśleń głos Styles'a. Ruszyliśmy do wejścia gdzie już dało się słyszeć dudniącą muzykę. Pokazaliśmy wejściówki i wróciliśmy do stolika. Reszta na nas dziwnie patrzyła może coś podejrzewali ? Mniejsza zaraz mnie tu coś trafi muszę iść na parkiet nie mogę siedzieć w miejscu.
- Brałaś prawda. - stwierdziła Scar.
- Tak też chciałaś mogłaś powiedzieć. - uśmiechnęłam się znacząco.
- Dobrze wiesz że nie biorę. - syknęła.
- A czasem by ci się przydała. - powiedziałam, wypiłam szybko kilka szotów i poszłam na parkiet. Muzyka dudniła w mojej głowie. Tańczyłam z jakimś kolesiem, który wyglądała na mocno zjaranego. Nie miałam kontroli nad swoim ciałem nagle poczułam dłonie na swoich biodrach. Ktoś mnie do siebie przyciągnął tak że uderzyłam plecami o jego klatkę. Te perfumy to Zayn wiem to. Zaczęłam
najseksowniej jak się dało z nim tańczyć. Pociąg seksualny jaki teraz czułam był ogromny. Nic nowego kokaina tak działa, chociaż muszę przyznać, że ma coś w sobie. Odwróciłam się do niego przodem i natrafiłam na jego napalony wzrok. Cholera jest taki pociągający. Zbliżył się do mnie tak blisko, że na sobie czułam jego erekcje. Na twarzy czułam jego gorący oddech. Tańczyliśmy bardzo zmysłowo dopóki ktoś na nas nie wpadł przez co wylądowaliśmy na podłodze. Zayn gwałtownie wstał i rzucił się na jakiegoś typa. Starałam się ich rozdzielić, ale byli silniejsi. Imprezowicze nawet nie zauważyli byli tak pijani i naćpani. Liam, Niall i Lou pojawili się nagle i załagodzili sytuacje. Wszystko działo się tak szybko nie ogarniałam do końca co się dzieje. Wszyscy znajomi i nagle zniknęli zostawiając mnie samą pośród tłumu nastolatków. Wróciłam do stolika gdzie wszyscy siedzieli. Czułam na sobie ich dziwny wzrok.
- O co wam do cholery chodzi ?! - krzyknęłam pochłaniając kolejnego szota. Jeny język mi się trochę plącze.
- Libby przystopuj. - powiedziała Scar. Lorze są trochę wyciszone dzięki czemu można normalnie gadać.
- Przestań. - machnęłam ręką, a ona tylko wywróciła wkurzona oczami. Spojrzałam na wyświetlacz
ekranu już po 2 zaraz zamykają klub w weekendy jest do rana, ale mamy dni robocze.
- Chce ktoś coś z baru ? - zapytałam.
- Idę z tobą. - oznajmił Harry. Nawet nie wiem dlaczego złapałam go za dłoń i pociągnęłam za sobą. Między naszymi dłońmi czułam jakieś iskierki, jakby emanowała od niego jakaś niewidoczna energia. Zignorowałam to szybko i usiadłam z jego lekką pomocą na wysokim, obrotowym siedzeniu przy badzie baru.
- Dwa razy Highlander. - rzuciłam do barmana. Chciałam zapłacić, ale mój towarzysz mnie wyprzedził. Wpatrywałam się w tańczących ludzi.
- Taka piękna dama, a sama siedzi i to bez drinka. - powiedziała jakiś koleś siedzący obok nas.
- Taki stary facet, a chodzi do klubów dla młodzieży i pewnie tylko wyczekuje na napalone małolaty. A i dla twojej wiadomości nie jestem sama. - powiedziałam wpijając się w usta lokowanego. Chłopak był szoku, ale muszę przyznać ja też. Cholera co ja robię ?!?! Nie protestował wręcz pogłębiał pocałunek. Jany ! Szybko oderwałam się od niego ciężko oddychając. Obraz mi się chwiał cholera co się wgl dzieje. Pewnie połowy nie będę pamiętać. Młodzież powoli zaczęła opuszczać lokal. Żadne z nas nie miało nawet siły się odezwać, byliśmy tak pijani. Wypiliśmy drinki które okazały się naprawdę mocne. Blee za mocne. Chwiejnie wróciliśmy do stolika.
- Wracamy. - oznajmiła Scarlett. Jeny, ale ona ma dzisiaj ponury nastrój. Zabraliśmy wszystkie nasze rzeczy i wyszliśmy przed klub. Naokoło było mnóstwo ludzi, albo nadal tańczyli i się całowali, albo rzygali w krzakach bleee. Nie mogliśmy złapać taksówki, a że każdy pił auta zostały w domach.
Najbliżej był do willi Harry'ego nie mając siły protestować poszłam za resztą. W sumie energia nadal mnie roznosiła tylko nie miałam siły dużo gadać. Szłam z przodu razem z An, Zayn'em i kotletem. Co chwile musieliśmy się zatrzymywać, bo reszta nie nadążała. Szliśmy jeszcze kilka minut i zatrzymaliśmy się przy ładnej willi. Była nie za wielka, ale nowoczesna. Jak do niej weszliśmy rzucił nam się w oczy wielki salon salon. Szybko zaczęłam biegać po całym domu w poszukiwaniu łazienki. Myślałam że pęcherz zaraz mi pęknie. Znalazłam upragnione pomieszczenie i po chwili wróciłam do salonu. Na stole stały już kieliszki, butelki z wódką i napoje.
- Cho na kielonka bejbe. - zawył kotlet. Ale on ma śliczne szmaragdowe oczy ... Dobra co ja gadam Libby to kotlet ogarnij się !
- Ta idę. - usiadłam przy stole. Scar, Izabella, Niall i Liam już gdzieś się zmyli pewnie spać poszli. Zostałam ja, An, Lou, Zayn i Harry. Nawet nie wiem ile kolejek wypiliśmy, ale musiało być tego sporo skoro ledwo doczołgałam się do jakiegoś pokoju. Jeszcze te schody normalnie zgroza. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam odpływać. Poczułam jak, ktoś się za mną kładzie i przytula. Nawet mi to teraz nie przeszkadzało od razu odpłynęłam w krainę snu.
____________________________________________
No to mamy rozdział 16 :) Jest mi bardzo smutno, bo pod ostatnim postem nie ma żadnego komentarza :( Naprawdę nie macie chwilki nawet na napisanie : ''Fajnie :)'' lub ''Podoba mi się ;)'' to nie zajmuje dużo czasu, a pisanie rozdziałów dla Was zajmuje więcej czasu. Kochamy to, a komentarze nas motywują więc mogłybyście chociaż troszkę to docenić ;) Mam nadzieję, że trochę to się zmieni. A wracając do rozdziału jak Wam się podoba ? :D Bo mi pisanie sprawiło dużo frajdy w końcu mocniejsza impreza za dziewczynami ;) Czekam na Wasze opinie ;***
Ps. Jak są jakieś błędy to sorki ;P
Pozdrawiam Nast <3

sobota, 3 maja 2014

Rozdział 15

   Perspektywa Scarlett
 Środa, 3 kwiecień

  Uniosłam brew ku górze, czytając sms'a. Oparłam się o szafki, chowając komórkę do kieszeni. Czyli rozwiązali sprawę dotyczącą śmierci aktora w teatrze beze mnie...  to przykre. Poczułam się niepotrzebna. Nikt mnie już nie kocha, stałam się przeżytkiem. Wracając:
 Jego była kochanka, jedna z aktorek była morderczynią. Zakochana na tyle, że aż otruła mężczyznę, gdy ten zaczął się umawiać z główną bohaterką. Geez, ludzie nawet w XXI wieku zaczynają wariować. ~ dlatego także uważałam, że miłość jest zbędnym uczuciem. Prędzej czy później wygaśnie, a przynosi więcej cierpienia i smutku, niż szczęścia. Po chwili za sobą usłyszałam stukot obcasów. Ze trzy centymetry minimum. Perfumy... słodkie, oryginalne, przez co mogłam je rozpoznać. Do tego w szybie od drzwi z naprzeciwka ujrzałam delikatnie rozmazaną sylwetkę o znanych mi rozmiarach i proporcjach. Libby~!
  - Siema, Scar. - Usłyszałam głos blondynki, która uwiesiła mi się na szyi. Z uśmiechem przytuliłam ją, wcześniej odwracając się w jej stronę.
  - Nie rozumiem, czemu zawsze witacie się ze mną, choć już wcześniej się widziałyśmy. - Westchnęłam z rozbawieniem, poprawiając torbę na ramieniu. Ta tylko przewróciła oczyma, po czym obie ruszyłyśmy w stronę wyjścia. W końcu koniec... co za ulga! Cały dzień było nudno. Rozmowy poszczególnych grupek z klasy nie były ni trochę ciekawe, podlizujące mi się osoby sprawiały, że miałam ochotę zwrócić śniadanie, a nauczyciele jak zwykle gadali tym swoim monotonnym głosem.
 W moje nozdrza uderzył charakterystyczny zapach czekolady zmieszanej z odrobiną... no, tego nie potrafiłam wyjaśnić. Ale wiedziałam już kto się do nas zbliża.
  - O! Dziewczyny! - Wesoły głos blondyna przewiercił mi się przez czaszkę, która nagle zaczęła delikatnie pulsować. Super, jeszcze łeb mnie rozbolał...
  - Hej Niall. - Mruknęłam z uśmiechem, spoglądając w stronę chłopaka.
  - Co tam u was? - Spytał z wyszczerzem, podbiegając do mnie i Libby.
  - Sprawdzian. Mogliby sobie to wszystko odpuścić... - Westchnęła blondynka, zarzucając kręconymi lokami.
  - Muszą sprawdzić czy uważałaś na lekcji, czy malowałaś sobie paznokcie pod ławką. - Zauważyłam, a ta jedynie prychnęła z rozbawieniem, wyciągając dłonie przed siebie.
  - No ale czy ten kolor nie jest śliczny? - Zadała retoryczne pytanie, a Niall przewrócił oczyma. Oho? Czyżby mu się nie podobał...?
  - Co powiecie na shake'a? - Spytał z nadzieją, ruszając w stronę wyjścia ze szkoły.
  - Nie, dzięki. Jestem zajęta. - Wytknęłam mu język i już miałam dodać, że muszę psa dzisiaj wymyć, aż tu nagle ktoś znowu uwiesił mi się na szyi. Nie powiem, spanikowałam. Całe szczęście, że była to tylko An... dziwne, bo gdy byłam z Niall'em traciłam czujność. Zazwyczaj wiedziałam, gdy ktoś się do mnie zbliżał. Słyszałam, czułam lub... po prostu wiedziałam. Będąc z nim zapominałam o Bożym Świecie, co mogło się dla mnie w końcu źle skończyć.
  - Siema, skarby! - Zawołała wesoło, a ja tylko ją przytuliłam.
  - Siema, brzydulo. - Uśmiech Libby spowodował szybsze bicie serca u przechodzących obok nas mężczyzn. A słychać to było dobrze... a przynajmniej dla mnie. Do tego zaczęli szeptać, dokładnie ją lustrując. No, nie tylko ją.
  - Brzydulo? To tobie robią się zmarszczki! Za dużo się krzywisz... i uśmiechasz. - Burknęła, dźgając blondynkę palcem wskazującym w czoło.
  - No co z tymi shake'ami? - Jęknął Niall, nadymając policzki jak chomik. I, nie powiem, wyglądał mega uroczo z takim dziecięcym dąsem. Tylko by go schrupać.
  - Nie mogę. Muszę iść zrobić casting. Potrzebuję partnera do tańca na konkurs talentów. - Odparła z uśmiechem Libby, skręcając. - Do zobaczenia! - Rzuciła, pomachała i... już jej nie było.
  - Ja też muszę iść. Wkuwać. Narka. - Pożegnała nas również An, uciekając.
  - No weź... Scar, nie daj się prosić... - Zachlipał, a ja ciężko westchnęłam.
  - Możemy na chwilę wstąpić. Pod warunkiem, że pomożesz mi z Alex'ym. - Postanowiłam, a ten posłusznie pokiwał główką z tak rozradowaną miną, że od razu cieplej mi się zrobiło na serduszku. Po chwili byliśmy już w jednym z pobliskich restauracji fast food'ów. Tam zamówiliśmy po dwa shake'y. Ja waniliowy, a Niall czekoladowy.
  - Hm? Chi~chi? -Usłyszałam tak  w prędkością światła, unosząc brew ku górze.
  - Martin? A co ty tu robisz? Nie powinieneś być w biurze? - Spytałam z wyrzutem, odbierając swoje zamówienie, a następnie ruszając w stronę wyjścia. Za mną pognali tamte blondyny.
  - Przyszedłem coś zjeść. Ale skoro was spotkałem to wam się nieładnie wtrącę w randkę. - Wyszczerzył ząbki. Gdy znaleźliśmy się już na zewnątrz bez skrupułów wylałam shake'a na głowę mojego współpracownika. Oboje zszokowani spojrzeli na mnie. Choć... wydawało się, że to Niall był bardziej zaskoczony. Nawet bardziej od poszkodowanego.
  - To za ponowne nazwanie mnie "Chi~chi". Ostrzegałam cię już parę razy, że w końcu się wkurzę. Ano... i to nie żadna randka. - Burknęłam, biorąc pod ramię czystego blondyna, a następnie ruszając w stronę mojego domu. Oczywiście mój przyjaciel pognał za nami z pretensją wypisaną na twarzy. - No co? Ponoć mleczna kąpiel świetnie wpływa na cerę. - Zachichotałam, przez co oberwałam w ramię. Dość mocno. Oj, grabisz sobie, staruszku.
  - Tak w ogóle gdzie idziecie? - Spytał ciekawy, a ja z otwartej dłoni uderzyłam się w czoło.
  - Dobrze znasz ten kierunek. - Westchnęłam, mocniej ściskając przedramię Nialla. Wyglądał na lekko spiętego... i jakoś nie zadowolonego.
  - Chodzi mi o to, co będziecie robić u ciebie w domu. - Przewrócił oczyma.
  - A... różne takie tam wstydliwe rzeczy... - Szepnęłam zmysłowym tonem, Horanek się zarumienił, a Martin zakrztusił powietrzem. Oni... wzięli to na serio? - Żartowałam, głąby...
  - Dobra, to teraz na serio, odpowiadaj.
  - Nie jestem na żadnym przesłuchaniu.
  - A właśnie, że tak. Spowiadaj mi się tutaj ładnie i grzecznie.
  - Co ty, ksiądz żeby mnie wysłuchiwać?
  - Przecież wiesz, że zawsze możesz mi się wypłakać w ramię.
  - Jakoś nie odczuwam takiej potrzeby.
  - Mówiłem to tak na przyszłość.
  - W przyszłości zostanę starą panną z kotami. Będzie ich czterdziestka i nie będę miała czasu na żalenie się komuś.
  - Naprawdę sądzisz, że tak skończysz?
  - Oczywiście. To moje przeznaczenie.
  - A jeśli bym ci się oświadczył?
  - Wtedy tym bardziej bym nią została.
  - Jesteś okrutna!
  - A ty głupi.
  - No weź, Chi~chi!
  - Nie mów tak do mnie! - Pisnęłam, uderzając go w tył głowy.
  - Ej... jesteśmy już na miejscu... - Głos Nialla przerwał nam dalszy dialog. Zerknęłam przed siebie i... faktycznie już dotarliśmy pod dom. Otworzyłam drzwi, grzecznie wpuszczając chłopaków do środka, gdzie od razu przybiegł Alex cały rozradowany. Oczywiście podbiegł jedynie do mnie, całkowicie olewając tamtą dwójkę.
  - Grzeczny piesek... nie zbliżaj się do nich. Jeszcze zarażą cię głupotą. - Zacmokałam, a tamten zaskomlał i  uciekł. Jak ja go kocham...
  - Ej! - Chórek chłopców zabrzmiał mi w uszach, a ja jedynie niewinnie się uśmiechnęłam.
  - Scar? Wróciłaś już? - Zza rogu wyszła Iza ubrana w niezwykle uroczy, różowawy fartuszek. Oprócz tego trzymała kuchenny tasak w ręce tak, jakby nam groziła, a cała była... upaćkana... czerwonym czymś... wyglądającym niczym krew. Przerażeni wrzasnęliśmy. No, a tamte tchórze schowały się za mną. Nie powiem, adrenalina była niesamowita. Poczułam się, jakbym zaraz miała zginąć. Zdziwiona przyglądała nam się przez chwilę, po czym najpewniej w końcu zrozumiała, że to przez jej wygląd. Zachichotała, opuszczając rękę z ostrym narzędziem, a następnie wycierając twarz w fartuszek. - Spokojnie... to tylko sos. Przygotowuję nuggety... - Wyjaśniła, a my przestaliśmy piszczeć.
  - Dobra... my... będziemy w ogrodzie... - Mruknęłam jeszcze, otwierając szafeczkę na przedpokoju, z której wyciągnęłam szampon dla psów, a następnie ciągnąc chłopców za nadgarstki w stronę rozbudowanego podwórka. Był śliczny... cały zielony, pod płotem rosły niezwykle zadbane kwiaty, a po prawej stronie, przy końcu stała niezwykle urocza altanka.
  - Alex! Do nogi! - Krzyknęłam, odkręcając z boku kran. Potem chwyciłam za wąż, rzucając w stronę Nialla szampon. - Ty nabierz już go na rękę, a ty Martin... zaczaj się przy wejściu. I spróbuj go przytrzymać. - Rozkazałam, powoli skradając się w stronę drzwi, z których po chwili wybiegł owczarek niemiecki, niezwykle rozradowany. No, do czasu. Gdy zobaczył co się szykuje od razu wziął nogi za pas. Za nim pobiegł Martin... a za nim Horanek. Cała trójka biegła tak, że aż się za nimi kurzyło! Z niemałym rozbawieniem przyglądałam się, jak dwudziestoczteroletni blondyn rzuca się na psa, a ten drugi za nim. Ja natomiast nakierowałam szlauf w ich stronę.
  - No ej! - Pisnął mój współpracownik, od razu odskakując w bok. Oczywiście ja, jak to ja, pozostawiłam słodkiemu głodomorowi namydlić Alex'a, a strumień wody nakierowałam na uciekiniera, który, podobnie jak wcześniej psiak, zaczął latać jak jakiś wariat po całym podwórku.
***
  Zdjęłam przemoczoną bluzkę, rzucając ją na łóżko w moim pokoju. Chłopaki czekali w salonie, cali przemoczeni... no, przynajmniej Iza była na tyle dobra, żeby dać im ręczniki i szlafroki. Ode mnie nie dostaliby nic. Niech marzną... buahaha... robię się coraz gorsza. Narzuciłam na głowę ręcznik, przymykając powieki. Zaraz po tym, jak ja zajęłam się Martinem, Alex wyrwał się Niallowi, następnie na mnie skacząc... wypuściłam wąż ogrodowy, poleciałam na plecy, a cała woda zaczęła tryskać na mnie i psiaka. No, tyle dobrego, że w końcu go umyliśmy. Uśmiechnęłam się pod nosem, już mając zdjąć spodenki, jednak stłumiony jęk mi to przerwał. Zaskoczona spojrzałam w stronę drzwi, w których stał cały czerwony blondyn.
  - P~przyszedłem... j~ja tylko... chciałem zobaczyć, c~czy z tobą w~wszystko w porządku... nie chciałem... ja... - Zaczął się jąkać, cofając, w efekcie potykając o własne nogi i upadając. Zaśmiałam się, kręcąc głową z dezaprobatą, następnie kucając obok niego z uniesionymi brwiami.
  - No już, nie wstydź się tak. Jestem pewna, że w swoim życiu widziałeś już o wiele więcej kobiecego ciała. - Wytknęłam mu język, a ten jeszcze bardziej się zarumienił, spuszczając wzrok. Westchnęłam ciężko, nachylając się nad nim. - No już... miło, że się o mnie martwiłeś. - Szepnęłam mu do ucha, wstałam i wróciłam do pokoju, zamykając drzwi, tym samym pozostawiając blondyna samego.
 Z prędkością światła się przebrałam, następnie schodząc do salonu, gdzie dwójka blondynów i Iza siedzieli na kanapie, oglądając coś w TV. Problemem było to, że zajęli całą...
  - Och... moja kotka psotka nie ma gdzie usiąść? Chodź na kolanka. - Powiedział Martin, głupkowato się szczerząc. Prychnęłam, siadając. Owszem, na kolanach. Tyle, że Nialla.
  - Pomarzyć to ty możesz. - Wytknęłam mu język. - Co oglądamy?
  - "Wszystko dobre co się dobrze kończy". - Odpowiedziała Izabella, poprawiając włosy.
  - Nie za długi tytuł? - Skwitowałam, a reszta wzruszyła ramionami. Głowę oparłam o ramię blondyna, przymykając oczy. I pewnie bym zasnęła, gdyby nie krzyki...
  - Kiedy Libby wróciła? - Spytałam, rozpoznając głos blondynki.
  - Chwilę temu. Przyprowadziła jakiegoś chłopaka i poszli do sali. - Odparł Martin. Przysłuchiwałam się jeszcze chwilę pisków "Nie, nie tak!" lub "To nie tak idzie!" albo "Źle!!!"... najlepsze, że w salce były wyciszane ściany... a mimo to i tak wszystko było tak dobrze słychać... oj, coś czuję, że to konkursu talentów to raczej nie wypocznę.
***
 SKOŃCZYŁAM! WRESZCIE! <3 Jestem z siebie taka dumna... choć rozdział niezwykle krótki ;-; Ostatnio tracę coraz więcej weny. Tyle dobrego, że pisząc z Natalcią przypadają mi do głowy jakieś pomysły. Tracę zapał do pisania... ;c Mam nadzieję, że się wam wszystkim spodoba i będziecie komentować, bo koniec końców, to naprawdę pomaga w zebraniu się do kupy. ;*
 To tyle~ <3