środa, 2 grudnia 2015

Rozdział 27

Oczami Libby
Piątek - Sobota, 11-12 kwietnia


Jestem już ostro wcięta. An pojechała gdzieś z Lou, a Scar jest w gorszym stanie niż ja. Ostatnio jej zachowanie mnie dziwi, ale mniejsza i tak się dowiem co się dzieje. Ruszyłam na poszukiwanie Zayna, bo straciłam go z pola widzenia. Przecisnęłam się przez tłum ludzi w salonie i w końcu dotarłam do kuchni, gdzie siedziała Sasha z Zaynem. Przypadkowo podsłuchałam kawałek ich rozmowy. Żeby nie było nie jestem wścibska tak jakoś wyszło.
- ... jest cudowna, ale .. - mówił mój chłopak.
- Tak wiem jest trudna, ale to też jej zaleta. Wie co chce osiągnąć i dąży do tego. - powiedziała Sas.
- Ale musisz przyznać, że czasem przesadza trochę. I jeszcze te jej kłótnie z Harrym, ciągle chce mu dopiec, nie wiem co o tym myśleć. - przyznał Malik.
- Uważasz, że Harry i Liv ..  że coś między nimi ? - zapytała moja przyjaciółka.
- Wiesz nie wiem już co mam o tym myśleć. Może Libby go wkurza żeby ukryć jakieś uczucia. Nie wiem po prostu nie wiem. - powiedział chłopak, a mnie zatkało. Jak on w ogóle może tak myśleć. Weszłam z hukiem do kuchni jak gdyby nigdy nic, a oni ucichli.
- O szukałam Cię Zayn. - podeszłam do niego i dałam buziaka. Nie miałam zamiaru poruszać tego co usłyszałam. Może to przez alkohol, albo po prostu nie miałam ochoty się kłócić. Jest impreza mamy się bawić.
- Co tak ucichliście o mnie mowa była. - dodałam niby żartem, ale tak naprawdę chciał zobaczyć ich reakcję.
- A wiesz, że o Tobie .. - przyznała z uśmiechem Sasha, a Zayn zaczął wydawać się lekko spięty.
- ... Zayn właśnie mi mówił jakie to szczęście, że ma tak wspaniałą dziewczynę jak Ty Benzo. - dokończyła, a ja miałam ochotę wywrócić oczami. Ehh no trudno chcą udawać ich sprawa.
- To bardzo miłe Misiu cieszę się że tak uważasz. - uśmiechnęłam się sztucznie.
- Nie siedźmy tak o suchym pysku chodźcie się czegoś napić. - powiedziałam skrępowana ich milczeniem. Wróciliśmy do salonu gdzie niektórzy wciąż pili, a reszta spała w różnych miejscach. Trzeba się ich pozbyć z tego domu.

***

Twarda podłoga, coś ciężkiego na mnie i światło, cholerne światło. Po chwili jak moje oczy się przyzwyczaiły zobaczyłam Malika leżącego na mnie. Zrzuciłam go z siebie jakimś cudem, a ten tylko coś mruknął że jeszcze 5 minut ehh co za człowiek. Usiadłam do pionu i zobaczyłam An w dziwnym stroju. Wyglądała jak kopciuszek tylko przed tym całym bibidi bobidi bum.
- Andrea ? Wszystko w porządku ? - spojrzałam na nią zdziwiona. Dobrowolnie by tego nie ubrała.
- Nie pytaj. - powiedziała zmarnowana i biorąc wielką torbę która prawie ją przeciążyła wyszła z domu. I bądź tu miłą i martw sie co się dzieje to Ci jeszcze nie powiedzą. Wszyscy nasi znajomi leżeli w salonie. Jak to ja wspaniała i cudowna Libby postanowiłam dziś być bardzo nie miła. Znalazłam jakieś zatyczki do uszu i umiejscowiłam je tam gdzie ich miejsce oraz jedne założyłam
Zaynowi i Scar po czym włączyłam nasz sprzęt grający na najwyższe obroty i zaczęłam śpiewać choć ledwo słyszałam muzykę, akurat leciało ''I don't like it, i love it''. Za to reszta rzucała się po podłodze w stercie butelek, kieliszków i resztek jedzenia. Wyłączyłam muzykę i wyjęłam słuchawki.
- Oj obudziłam Was ...? Tak mi przykro, ale muszę Wam powiedzieć dom sam się nie wysprząta. - uśmiechnęłam się słodko, a Ci zaczęli kląć w moją stronę jakby to robiło na mnie jakieś wrażenie. Obudziłam Scarlett i mojego chłopaka już normalnie im szoku oszczędziłam, ale sprzątać będzie każdy. Wypuściłam mojego kociaka z pokoju i dałam mu świeże jedzonko. Zabraliśmy się za zbieranie śmieci w domu jak i naokoło jego.
- Harry Ty idioto sprzątaj te kondomy bo inaczej wepcham Ci je do buzi !!! - wrzasnęłam na cały głos. Mina sąsiadów zza płotu była bezcenna.
- Gumek nie widzieliście z nasieniem ?! Zajmijcie się sobą. - rzuciłam do nich, a Ci speszenie wrócili do swoich spraw. W końcu przyszedł ten niewyżyty zboczeniec.
- To nie moje. - powiedział dziwnie zadowolony.
- Nie wierzę Ci zbieraj to albo znajdą się w Twojej jadaczce a ich zawartość na Twoich włosach ! - oburzyłam się, a reszta tylko wyglądała i domu jak dalej potoczy się sytuacja. Widowisko sobie znaleźli.
- Ale to nie moje ja używam większego rozmiaru, a nie takich małych. - powiedział dumny, a mi jakoś się niedobrze zrobiło. Mógł sobie darować ten komentarz.
- Mam to gdzieś sprzątasz to bo jesteś niewyżytym zboczeńcem i na pewno są Twoje ! – wskazałam na drzewo.
- Sama je sprzątaj są zużyte nie dotknę ich, a poza tym przypominam Ci że mam dziewczynę więc nie potrzebne mi numerki na boku, a jak widzisz jej tu nie ma więc to nie nasze !
- Ooo teraz pamiętasz że masz dziewczynę jakoś wczoraj nie miałeś nic przeciwko żeby jakieś striptizerki Cie obmacywały. – powiedziałam.
- Ty się lepiej zajmij swoim związkiem, a nie moim. Masz swoje życie nie wtrącaj się w moje jasne ! – oburzył się i wściekły ruszył w stronę domu, a następnie wyjścia.
- Nie skończyłam z Tobą Ty … - zaczęłam za nim krzyczeć, ale mi przerwał.
- Mam to gdzieś jak i Ciebie ! – krzyknął trzaskając drzwiami.
- Pieprzony idiota. – wysyczałam przez zęby.
- Idę sprzątać ten ogródek, zajmijcie się domem. – wyszłam ponownie na dwór, a za mną mój chłopak. Zaczęliśmy zbierać puste butelki.
- Nie przejmuj się przejdzie mu. – powiedział, a ja spojrzałam na niego zdziwiona.
- Ale mnie nie obchodzi czy mu przejdzie możecie to w końcu zrozumieć wszyscy i przestać podejrzewać mnie za moimi plecami o jakieś chore uczucia wobec niego ! – powiedziałam. Kolejne butelki zbierane z ziemi lądowały z impetem w worku.
- Ale ja Cię o to nie podejrzewam. – wyjaśnił mój chłopak, a ja nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać.
- Nie kłam mi chociaż prosto w oczy słyszałam Twoją rozmowę z Sashą.
- Libby ja .. to alkohol ja tak nie myślę.
- Wiesz co nie wiem już co o mnie myślisz i nie wiem czemu tak jest, ale wiem co słyszałam i to wcale nie było miłe. Alkohol to nie wymówka po nim mówi się co czuje, a jeśli tak czujesz to …
- Co tu się dzieje ? – wyszedł na dwór Niall. Cały w skowronkach skąd on bierze tyle radości z życie.
- Rozmawiamy. – powiedział Zayn, a ja spojrzałam na niego z miną ‘’Ty tak na serio?’’.
- Sprostowanie kłócimy się.
- Mnie tu nie było. – blondyn uciekał do domu, a ja przewróciłam oczami.
- No i po co to mówiłaś po co mają wiedzieć ?! Może jeszcze idź i opowiedz o co się kłócimy !
- I tak dobrze wiedzą sami tak myślą o mnie więc nie widzę w tym problemu !
- Nie denerwuj mnie !
- Jakbyś nie zauważył to już jesteś wkurwiony !
- Przez Ciebie !
- Oj no wybacz mości książe, ale to chyba ja mam większe powody do złości w końcu to mnie podejrzewasz o jakieś chore uczucia do Stylesa !
- A co może tak nie jest ?!
- A twierdzisz że tak ?! No bo mnie zaraz coś strzeli ! Mam dość wychodzę stąd nie mam ochoty dalej kontynuować tej konwersacji !
- Więc to koniec ? - normalnie mnie zatkało. Nie wierzę ze to powiedział.
- Ty to powiedziałeś. - poczułam jak do moich oczu napływają łzy. Nie chciałam pokazać przed nim słabości więc łapiąc po drodze torebkę wybiegłam z domu zostawiając za sobą zdziwione spojrzenia i wołanie Zayna. Wsiadłam do auta i czym prędzej odjechałam z nasze posesji.

***

Od kilku godzin jeżdżę po tym cholernym mieście. Zajechałam na stację paliw, bo miałam już prawie pusty bak. Zaparkowałam, zgasiłam silnik, a następnie zatankowałam do pełna. Wzięłam portfel, kluczyki i ruszyłam na stację. Kupiłam sobie energy drinka i zapłaciłam za paliwo. Wstąpiłam jeszcze do łazienki i tam nałożyłam lekki makijaż, bo wyglądałam jakbym imprezowała co najmniej tydzień. Wróciłam do auta i prze parkowałam je tak aby nie blokować miejsca przy dystrybutorze. Wyjęłam z torebki telefon, a na nim było kilkanaście nieodebranych połączeń, kilka smsów i wiadomości na poczcie. Nie mam zamiaru wysłuchiwać ble, ble, ble wracaj do domu ble, ble, ble nic się nie stało ble, ble, ble pogodzicie się więc wrzuciłam telefon z powrotem do torebki i odpaliłam auto. Opuściłam dach, włączyłam muzykę i wyjechałam z terenu stacji po czym ruszyłam w stronę plaży. Po kilkunastu minutach stania w korku w końcu dojechałam do jednej z rzadziej
odwiedzanych plaż. W bagażniku miałam jakieś szorty i koszulkę więc przebrałam się na tylnych siedzeniach  i zamknęłam auto. Postanowiłam trochę pobiegać po brzegu plaży. Pomaga mi to się odprężyć. Choć dzisiaj to chyba tylko litr wódki by mi pomógł. Biegłam i biegłam brzegiem plaży wymijając wszystkich spacerujących. Nerwy brały wodzę a im bardziej myślałam o kłótni tym szybciej biegłam. Po kilku minutach sprintu musiałam się zatrzymać bo zaczęło mi brakować już tlenu.
- Nieźle mała. - zatrzymał się przy mnie jakiś napakowany mięśniak ehh jak ja nie znoszę takich dryblasów.
- Daruj sobie. - syknęłam podpierając ręce o kolana i głęboko oddychając.
- Może kiedyś razem pobiegamy hmm ? - nie odpuszczał.
- Powiedziałam Ci już daruj sobie. Dziewczyny z tyłkiem jak mój nie umawiają się z kolesiami z gębom jak Twoja jasne ! - dałam mu dobitnie do zrozumienia że ma spierdalać.
- Taka ładna i taka pyskata. - no nie wierzę co za idiota dalej będzie gadał w moją stronę.
- Jakbym słyszała mojego chłopaka.
- Chłopak nie ściana można go przesunąć. - dziwnie poruszał brwiami.
- Boże człowieku spierdalaj mój to ściana i go nie przesuniesz ! Głupi jesteś czy co za dużo sterydów i mózg Ci wyżarło ?! Daruj sobie głupie teksty i zmiataj stąd ! - krzyknęłam, a ten w końcu sobie poszedł. Ile można się użerać z jakimś imbecylem. Zaczęło się już pomału ściemniać więc postanowiłam wracać. Po kilku minutach już spokojniejszego biegu wróciłam na parking gdzie stało moje auto. Posiedziałam jeszcze chwilę w nim i popatrzyłam na zachód słońca. Znów poczułam smutek więc postanowiłam coś czego często nie robię. Tak ja Libby Hathaway zachowam się jak normalny człowiek i pierwsza przeproszę. Odpaliłam silnik i wyjechałam z parkingu. Kierowałam się w stronę domu Zayna nie lubię zostawiać nie wyjaśnionych spraw. Włączyłam radio i dopiero zorientowałam się że jest już po 20. Cholera kiedy ten czas zleciał. Po około godzinie dotarłam do celu i zaparkowałam auto przed domem chłopaka. Na podjeździe stało jakieś auto nie widziałam go wcześniej może ktoś go odwiedził no nic zobaczymy. Światło świeciło się w jego sypialni. Pukałam kilka razy, ale chyba nie słyszał więc weszłam.
- Kochanie jesteś ? Musimy porozmawiać. - powiedziałam. Usłyszałam kroki na schodach. Po chwili ukazała mi się jakaś wypindrzona kuso ubrana tleniona blondynka.
- A Ty przepraszam to kto ? - zmierzyłam ją wzrokiem.
- Nie ważne, już jest Twój. - zachichotała głupio i wyszła zanim zdążyłam coś powiedzieć. Normalnie mnie zatkało. Weszłam na górę do sypialni chłopaka i zobaczyłam go leżącego na łóżku z jakimś misiem i liścikiem w spodniach. Podeszłam i wyjęłam kartkę. Było na niej napisane : Słodziak z Ciebie. To mój numer 77 257 859052 Jenn :*. Usiadłam koło łóżka i oparłam się o szafeczkę nocną. Do mojego nosa dobiegł smród alkoholu. Nie wierzę normalnie nie wierzę że mi to zrobił. Rozumiem pokłóciliśmy się, ale żeby tak w ten sam dzień od razu do innej. Ktoś z zewnątrz pewnie prędzej mnie by posądził o zdradę, a nie Zayna. Można to w ogóle nazwać zdradą ? Nie wiem czy jesteśmy razem czy on tak na poważnie to zakończył ? Ja już nie wiem co mam myśleć. Przykryłam chłopaka kołdrą, a liścik położyłam na niej. Zgasiłam światła w całym domu i po cichu wyszłam. Wsiadłam do auta i dopiero teraz nie wytrzymałam. Emocje sięgnęły zenitu wybuchłam płaczem jak mała dziewczynka. Szybko jednak otarłam łzy i ruszyłam spod posesji z piskiem opon czym prędzej udając się do domu. Dziw że mnie po drodze nie zatrzymali za liczne przekroczenia prędkości. Zaparkowałam auto w garażu. Liczyłam że dziewczyny już śpią, ale niestety światło jest zapalone w salonie. Po cichu weszłam do środka, ale widocznie za głośno bo od razu w moją stronę rzuciły się dziewczyny.
- Czy Ty nie możesz normalnie odebrać telefonu ?! - krzyknęła An.
- Dziewczyno martwiłyśmy się o Ciebie chłopaki też ! - dodała Scar.
- Chociaż wy mi darujcie dzisiaj kłótni mam już dość. A oni to niech lepiej się zajmą swoim przyjacielem, który się napierdolił i sobie jakąś panienkę sprowadził. - syknęłam i ruszyłam w głąb domu.
- Co !! - zdziwiły się obie.
- Właśnie to ja tu pojechałam do niego bo się martwiłam i chciałam go przeprosić, a tu z góry schodzi jakaś lafirynda i mówi z uśmieszkiem że już jest mój i wychodzi. - wyjaśniłam. Nie wiedziałam już czy mi smutno czy jestem wściekła, a może to i to.
- Nie wierzę. - powiedziała zdziwiona Scarlett.
- To uwierz. Między nami koniec. A teraz wybaczcie idę się położyć bo mam dosyć wszystkiego. Dobranoc. - powiedziałam wstając z kanapy i udałam się do mojego pokoju. Oparłam się o drzwi i te cholerne łzy znów zabłysły w moich oczach. Mam dość. Może się wydawać że jestem silna, ale mnie złamali.

_______________________________________
Tum, dum, dum ! W końcu pojawił się rozdział. Bardzo, bardzo, bardzo Was przepraszam !!!! <3 Wybaczcie mi ! Tyle zwlekałam z tym rozdziałem, ale na prawdę nie miałam kiedy się za niego zabrać :( Rozpoczęłam studia i to na cholernie trudnym kierunku. Mam mnóstwo nauki i nie wiem w co ręce włożyć. Ale teraz to już się zmieni trzeba się spiąć i nie zawieść Was bo mam nadzieję ze jeszcze czytacie naszego bloga :)
Co sądzicie o tym co się działo w rozdziale. Wiem, wiem sporo tego. Kłótnia za kłótnia źle się dzieje u Liv. Ciężko ją zranić, a tu proszę. Liczę na Wasze komentarze będzie bardzo miło jak coś napiszecie. To wielka motywacją dla nas gdy coś piszecie :*
Ps. Naprawdę przepraszam Miski jeszcze raz poprawimy się ! <3