sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 21

Perspektywa Libby
Poniedziałek - Wtorek
07-08 kwietnia

Zayn jest kochany, ale nie wiem czy to coś poważnego. Nie wiem ... może gdzieś w środku myślałam o wielkiej miłości od pierwszego wejrzenia ? Ale przecież życie to nie bajka i jedyne co możesz od niego dostać to mocnego kopniaka w dupę. Nie wiem czy przeżyję wielką miłość i czy to Zayn mi ją da nikt nie wie co się stanie i to jest piękne. Wszyscy siedzimy w salonie u mojego chłopaka no prawie brakuje tylko kotleta.
- Czo ogodamy ? - zapytał Niall z pełną buzią popcornu.
- Może ''Obecność'' ? - zapytał Liam, a Lou w tym momencie zaczął krzyczeć. An uderzyła go w tył głowy, a on ucichł. Dobra zawsze wiedziałam, że to dziwak.
- Więc skoro niektórzy są niezrównoważeni psychicznie proponuje jakąś komedię. - podeszłam do wielkiej półki na której było kilkaset płyt z filmami wszystko ułożone kategoriami. Jeny Zayn lubi mieć chyba wszystko poukładane.
- Na jaki film masz ochotę ? - złapał mnie w pasie oparł głowę o moje ramię.
- Hmmm proponuje to. - wzięłam płytę i podałam chłopakowi. Nagle ktoś zaczął dobijać się do domu.
- Otwórz miśku. - poprosił mnie Zayn, a jak jak przystało na miłą osobę ... dobra kogo ja oszukuje z niechęcią poszłam do drzwi. Gdy je otworzyłam lekko mnie zatkało. W sumie nie wiem chyba poczułam lekkie rozczarowani i ... zazdrość ? Nie to nie możliwe ja zazdrosna o niego ? Przecież mam Zayna nie powinnam się tak czuć. Nie ja nie jestem wcale zazdrosna. Zmierzyłam dziewczynę z którą przyszedł od góry do dołu i bez słowa wróciłam do salonu.
- Kto to był ? - zapytał Louis.
- Kotlet. - odrzekłam siadając na kolanach mojemu chłopakowi. Po chwili do pokoju weszła nasz ''parka''.
- Sorry za spóźnienie, ale musiałem odebrać moją ślicznotkę z lotniska. - powiedział całując ją w skroń ... chyba mi nie dobrze.
- Super wszyscy się cieszymy że musiałeś odebrać swoją ślicznotkę, ale teraz siadajcie, bo chcemy oglądać, a ze szkła nie jesteście. - rzuciłam z sarkastycznym uśmiechem. Usiedli na kanapie, a Hazz mordował mnie wzrokiem.

***

Po filmie wszyscy się rozeszli, a my zostaliśmy sami. Posprzątałam w salonie, a Zayn gdzieś zniknął. Poszłam do kuchni i postanowiłam coś upichcić. Nie jestem genialną kucharką, ale umiem co nieco. Zalety posiadania gosposi za dzieciaka. Jak nie było rodziców to cały czas przesiadywałam w kuchni i pomagałam w gotowaniu. Można powiedzieć, że to było moje hobby, ale teraz jakoś przestałam to robić. Znalazłam jakąś książkę kucharską, założyłam fartuch z męską klatą i zabrałam się za przygotowanie ryżu z kurczakiem curry. Włączyłam radio i zaczęłam się krzątać po kuchni. Wszystko zajęło mi około godziny nawet nie zauważyłam Zayna siedzącego przy stole z rozbawioną miną.
- Coś cie bawi chłopczyku ? - podeszłam do niego nachylając się tak, że nasze twarze dzieliły milimetry.
- Ładnie tańczysz. A tak na marginesie pysznie pachnie. - trącił nosem o mój. Zaczęłam chichotać.
- Wyciągnij talerze i naszykuj sztućce. - wyznaczyłam mu zadanie i po chwili razem jedliśmy późny obiad.
- Masz może jakieś wino ? - zapytałam.
- Jasne już idę. - wstał, ale szybko go zatrzymałam.
- Nie czekaj powiedz gdzie je trzymasz, a ja wybiorę. - powiedział, a chłopak pokazał mi drzwi. Weszłam do piwniczki i mnie zatkało. Przez całą długość były specjalne stojaki z butelkami wina. O cholera w co ja się wpakowałam on się zna na winach ... obym dobrze wybiorę. Przejrzałam wszystkie butelki
niektóre były o wiele starsze ode mnie widocznie ma je od rodziców. Wzięłam butelkę z trunkiem i wróciłam do salonu gdzie przy talerzach stały już dwa kieliszki. Chłopak odebrał butelkę i spojrzał na mnie z ciekawością.
- Chardonnay ... ciekawy wybór Liv. - otworzył wino i nalał mi trochę na spróbowanie. Wzięłam kieliszek przyglądałam się kolorowi i upajałam się zapachem. Upijam łyk i poczułam nutę cytryny i jabłek pychota. Kiwnęłam głową na zgodę i chłopak dolał mi wina do połowy. Delektowałam się połączeniem smaku dania i wina ... chyba dobrze to razem dobrałam. Zayn nic nie mówił tylko delikatnie się uśmiechał.
- To było pyszne nie sądziłem, że z Ciebie taka kucharka. - posprzątał talerze, a ja wzięłam kieliszek i postanowiłam zorganizować sobie małe zwiedzane. Byłam tu kilka razy i jakoś nie było okazji. Wszystkie pomieszczenia były urządzone bardzo stylowo i gustownie widać tu rękę kobiety. Zostało ostatnie pomieszczenie. Sypialnia była ogromna w porównaniu do mojej.
- Zwiedzasz ? - spojrzał na mnie opierając się o futrynę na co pokiwałam twierdząco głową.
- Usiądź na łóżku coś ci pokaże. - powiedział i zaczął iść w moją stronę, ale widząc moja minę szybko uniósł ręce w geście obronnym.
- Spokojnie nie mam nic sprośnego na myśli. - dodał rozbawiony. Z szafki nocnej wyciągnął mały pilocik. Usiadł obok mnie i z wielkim uśmiechem na buzi nacisnął przycisk. O w mordę ... szczęka mi opadła, gdy z sufitu zaczęła opuszczać się ogromna plazma.
- Wow. - sapnęłam.
- No wiem. Też za każdym razem mnie to zachwyca. A teraz koniec zwiedzania Scar dzwoniła, żebyśmy przyjechali podobno coś ważnego.
- Dlaczego nie zadzwoniła do mnie ? - spojrzałam na niego przez ramie idąc korytarzem.
- Zadzwoniła do Ciebie, a ja odebrałem bo telefon zostawiłaś na dole. - wyjaśnił. Zabrałam torebkę oraz płaszczyk i razem wyszliśmy z willi.
- Ktoś po nas przyjedzie ? - spojrzałam na chłopaka, a ten stanął w drodze do garażu.
- Yyy ... nie dlaczego ? - odwrócił się w moją stronę.
- Piłeś. - stwierdziłam stanowczo.
- Nie całą lampkę wina uwierz mi, że jestem w stanie jechać. - wyciągnął dłoń w moją stronę, a ja ją ujęłam.
- Ty wybierałaś wino więc ja wybieram czym jedziemy. - garaż, otworzył się automatycznie, a ja ujrzałam kilka drogich, szybkich i znanych mi aut. Pokierował mnie do pięknego czarnego Astona Martina Db9.
- Jeny po co ci tyle aut ? - pytam jak już wyjeżdżaliśmy z posesji.
- Kocham samochody, a że co jakiś czas wychodzą nowe to się zbiera mała kolekcja. - wyznał wpatrzony na drogę. Przez resztę trasy panowała cisza, ale nie była w żadnym przypadku niekomfortowa. Podjechaliśmy pod posesję, a ja pilocikiem otworzyłam bramę i zobaczyłam TO auto. Kurwa. Wyskoczyłam z samochodu jak tylko chłopak zaparkowała i pobiegłam do domu.
- Gdzie ? - zapytałam An gdy spotkałam ją na korytarzu.
- Salon. - rzuciła szybko i gdzieś się ulotniła.
- Może następnym razem uprzedzicie, że macie zamiar mnie odwiedzić. - stanęłam na przeciwko narożnika ze skrzyżowanymi dłońmi.
- Nam też jest miło Cię widzieć córeczko. - uśmiechnęła się moja mama. Wow po raz trzeci w ciągu dwóch miesięcy zmieniła kolor włosów.
- Wybacz, ze nie dotarliśmy na twój konkurs, ale mamy nadzieję, że dobrze ci poszło. - mój ojciec uśmiechnął się. Gdzie zniknęły dziewczyny ?! I gdzie jest Zayn niech mnie ktoś uratuje od nich !
- Zajęłam drugie miejsce więc za bardzo nic Was nie ominęło. - powiedziałam siadając na fotelu obok nich. Albo nie lepiej nie nie narażę ich na moich rodziców.
- To bardzo dobre miejsce skarbie powinnaś się cieszyć, a nam jest na prawdę przykro, że opuściliśmy występ. - tak akurat, bo im wierzę. Jak zawsze mnie olewają no, ale cóż nie można mieć w życiu wszystkiego.
- Po co przyjechaliście ? - zapytałam nie przedłużając dalej rozmowy.
- Przyjechaliśmy przekazać Ci wesołą nowinę. - uśmiechnęła się moja matka. O nie oby to nie kolejne dziecko !!
- Wyjeżdżamy do Europy ! - wyjaśnił mój ojciec, a ja prawie z fotela spadłam.
- Co ?! Ja nigdzie nie wyjeżdżam ! Mam tu szkołę, znajomych, chło ... chłopaka ! - zająkałam się przy ostatnim słowie.
- Spokojnie Libby chodzi nam o to, że to my wyjeżdżamy. I nie ciesz się za w czasu, bo tylko na miesiąc w sprawach służbowych. Liczymy, że nadal będziesz przykładna uczennicom i będziesz grzeczna. A wracając do Twojej wypowiedzi razem z Twoją matką chcemy poznać tego chłopca. - powiedział spokojnie mój ojciec.
- Jasne nie ma problemu, ale to może później. Wybaczcie mi na sekundę. - zachichotałam nerwowo i z udawanym opanowaniem poszłam do kuchni. Zayn właśnie gadał z dziewczynami na temat ostatniej imprezy. Oj działo się, ale mniejsza.
- Siedź tu cichutko jak mysz pod miotłą i nie waż się wejść do salonu, bo własnoręcznie Cię ukatrupię. - powiedziałam słodko i dałam mu szybkiego buziaka. Wzięłam szklankę z wodą i wróciłam na swoje poprzednie miejsce.
- Właśnie z nim rozmawiałam przez telefon i na razie nie ma czasu jeśli tylko go znajdzie obiecuję, ze się z Wami spotkamy. - skłamałam. No co nie narażę Zayna na zapoznanie z moimi rodzicami są dziwni, sztywni i ... no po prostu tego nie zrobię.

***

No w końcu pojechali. A jutro opuszczają kraj. Czy się ciesze ? W sumie to nie wiem jakoś za często ich nie widziałam więc różnicy pewnie nie zauważę. Odprowadziłam ich do drzwi grzecznie się pożegnałam i wróciłam do salonu rozwalając się na kanapie. Dosłownie sekundę później przyszła święta trójca z kuchni.
- Coś się stało ? - zapytała Scarlett głaszcząc swojego psa, który chodził niczym konik z moim kotkiem na karku. Dobra to przekomiczne.
- Nie po prostu przyjechali mnie przeprosić, za to że nie byli na konkursie i poinformowali mnie że wyjeżdżają do Europy na miesiąc. Wiecie sprawy służbowe. - oparłam się o ramie chłopaka, a on mnie przytulił czując chłód moich rąk. Praktycznie zawsze mam lodowate dłonie masakra.
- Jedziesz ze mną do lekarza ? - zerknęłam na chłopaka.
- Jasne. - odrzekł. Pożegnaliśmy się z dziewczynami, które pojechały na komisariat, bo podobno zatrzymali brata Andrei. Droga nie zajęła nam dużo czasu i już po chwili szliśmy przez parking do budynku. Podeszłam do rejestracji i jakimś cudem udało mi się zarejestrować do lekarza. Usiedliśmy w poczekalni. Przede mną było kilka starszych kobiet coś czuje, że długo to potrwa. Razem z Zayn'em wygłupialiśmy się, śmialiśmy się udawaliśmy, że ćwiczymy karate i ogólnie robiliśmy jeden wielki rozpierdol, aż ochrona musiała nas kilka razy uspokajać. W końcu przyszła moja kolej, więc weszłam do gabinetu. Przywitałam się ze starszym mężczyzną. Lekarz zrobił mi prześwietlenie i oznajmił, że wszystko zagoiło się poprawnie i mogę pomału wracać do tańca to najlepsza wiadomość dzisiejszego dnia !

______________________________
Taa dam ! Taki psikus zamiast rozdziału Scarlett (Sylwii) pojawia się rozdział Libby czyt. Natalii :D Mam nadzieję, że się nie zawiedliście i że Wam się spodobał. Sylwia ma dużo nauki i pisałam ja żeby miała więcej czasu taka ze mnie pomocna dziewczyna xD Rozdział w sumie jakiś dziwny bynajmniej mi się tak wydaje ;P Sporo tu Zibby (Zayn + Libby) i mam nadzieję, ze wyszło to całkiem nieźle, ale to zostawiam do oceny Wam ! <3 Liczę na Was miśki więc komentujcie i piszcie co się podoba co nie czekam na szczere wypowiedzi :*
Ps.1 Nie no ten rozdział serio jakiś dziwny xD hahahaha
Ps.2 Jak są jakieś błędy to wybaczcie pisałam to w nocy i widziałam już poczwórnie ;P

czwartek, 6 listopada 2014

Rozdział 20


Oczami Andrei:
7 kwietnia, poniedziałek

W nocy obudził mnie dzwonek do drzwi. Bardzo uporczywy dzwonek. Czekałam aż Scar lub Libby otworzą, ale jednak miały tak mocny sen, że najwyraźniej nie słyszały jak ktoś bezczelnie dobijał się do naszych drzwi. Zdjęłam z oczu opaskę i wstałam nie chętnie z łóżka. Założyłam na siebie tylko cienki szlafrok i z przyzwyczajenia zerknęłam w lustro w holu. Nie żebym miała nadzieje na przystojniaka w środku nocy. Nie, nie. Jeśli już to spodziewałam się Petera. W sumie mógłby mnie odwiedzić. Dawno tego nie robił. Unika mnie. Drań jeden. Zeszłam po schodach o mało nie wywracając się na ostatnim, przeklinając pod nosem otworzyłam drzwi i o mało zawału nie dostałam.
- Louis? Co do cholery? – spojrzałam na niego oburzona. Jak on śmie w środku nocy a) przychodzić tutaj b) budzić mnie??
- Mam nadzieje, ze cię nie obudziłem. – powiedział patrząc na mnie nieco zawstydzony, a może tylko udawał? Znając jego pewność siebie pewnie tak. Nie chciał abym za bardzo na niego się darła.

- Kurwa, jest 3:10 a ty pytasz czy mnie nie obudziłeś? Lecz się. – odparłam i chciałam zamknąć drzwi, ale wsadził pomiędzy nie stopę.
- Wiem, ze jesteś zła jutro szkoła bla bla bla. Ale musiałem przyjść.
- Wróciliśmy z imprezy o 2:00 w nocy. Jezu, człowieku spałam godzinę i 10 minut. Mam prawo być zła.
- Wiem. – westchnął. – Ale twój brat… no wiesz.
- Dobierał się do ciebie? – otworzyłam szeroko oczy. Proszę, proszę, proszę żeby to nie było to.
- Nie. – cofnął się lekko z obrzydzeniem. – Ma chyba nowego chłopaka i… no sama rozumiesz. Nie zachowują się cicho.
Wywróciłam oczami. Domyślam się. Gdy mieszkaliśmy razem lubił oglądać dużo porno. Ślinił się na samą myśl, że w przyszłości będzie miał chłopaka. Od 3 roku życia wiedział, ze jest gejem. Serio. Nie zadowolona wpuściłam Louisa do domu.
- Możesz spać na kanapie. – pozwoliłam mu łaskawie.

- Dzięki. Jesteś wielka. – pocałował mnie szybko w policzek. – Bóg cię kiedyś wynagrodzi.
Kolejny raz wywróciłam oczami. Dostanę chyba kiedyś jakiegoś zeza.
- Ale gdyby dziewczyny pytały, nie rób sobie jakiś głupich żartów, że spędziliśmy razem noc czy coś. – rozkazałam na odchodne.
- Żarty? Za kogo ty mnie masz? Za żartownisia? – skrzywił się. Kiwnęłam głową.
- Mogę skłamać, że nie. Ale wolę powiedzieć prawdę. Dobranoc. – weszłam po schodach na górę. Nie chcę myśleć jakie będą reakcje Liv i Scarlett.
                                                       ***
Przeklęty budzik zadzwonił o 6:30. Cholernie nie miałam ochoty wstawać. Po tym jak Louis przyszedł do naszego domu, praktycznie nie spałam. Nie mogłam zasnąć, po prostu. Cały czas bałam się, że przyjdzie Peter i coś sobie pomyśli. A wiedziałam jaki potrafi być zazdrosny, szczególnie jeśli chodzi o Louisa. Chodź nie miał powodów. Nie zapowiadało się abyśmy byli razem.
Gdy wzięłam prysznic, umyłam zęby i zakręciłam włosy lokówką, a także ubrałam się w czarne rurki, świecącą bluzkę na ramiączkach i również czarne szpilki do tego, zeszłam na dół. Kanapa była pusta. Zmarszczyłam brwi. Czyżby Louis nad ranem uciekł do swojego domu? Na jego miejscu wykopałabym Jace’a razem z tych chłoptasiem, ale taki był Louis. Nie umiał się postawić. Jego domeną były żarty i sarkastyczne uwagi. Ja byłam zupełnie inna.
- I teraz wstawiasz do piekarnika. – powiedział, jak się zdawało Louis? Głos dochodził z kuchni. W środku zobaczyłam Liv i Scar. Stały obok niego i z uwagą słuchały i patrzyły na niego. Co tu się dzieje?
- Ooo An! Siema. Louis nas uczył robić zapiekanki. – powiedziała Scarlett uśmiechając się.
- On umie robić cokolwiek? – rzuciłam nie zastanawiając się zbytnio nad tym. Dopiero po tym ugryzłam się w język. To nie było miłe, a ten chłopak nie zrobił mi nic złego. Dzięki Bogu, że nie podrywa mojego brata bo by miał przerąbane, a wiem jak Jace potrafi działać na facetów. – A więc robicie zapiekankę… - chciałam szybko zmienić temat. – Fajnie. – kiwnęłam głową. – Mieliście na to czas?
- Kiedy wstałyśmy Louis praktycznie całą skończył. – powiedziała Libby. – Świetny kucharz. Jego dziewczyna będzie miała z nim życie jak w bajce.
Zatkałam usta aby się nie roześmiać.
- Co on właściwie robi u nas w domu? – zmarszczyła brwi Scar. – Ja go chyba nie wpuszczałam, chociaż różne rzeczy robię gdy lunatykuje.

- Ja go wpuściłam.  – uspokoiłam dziewczynę. – Musiał odpocząć od mojego brata, jeśli rozumiecie co mam na myśli. – puściłam mu oczko. Liv zachichotała.
- Siadajcie do stołu dziewczyny. – polecił Louis. Wykonałyśmy „rozkaz”. W tym momencie ktoś wszedł do domu. Modliłam się aby to nie był Peter. Ciężko byłoby to wytłumaczyć.
- Cześć dziewczyny, witaj An. – powiedział mój chłopak wchodząc do środka. Wtedy zobaczył Louisa. Przez moment nie odzywał się. Chyba był tak zszokowany, że nie wiedział co powiedzieć. – Wczoraj chyba zabalowałyście. – rzucił niby żartem, ale wiedziałam, że kryje się za tym sarkastyczna uwaga.
- Nie imprezowałyśmy z Louisem. – uspokoiłam go. – Przyszedł w nocy. – to chyba nie zabrzmiało dobrze, bo Peter miał jeszcze bardziej zdezorientowane spojrzenie.
- Słucham?
- Normalnie. Przyszedłem w nocy. An mi otworzyła i spędziliśmy noc… to znaczy ja spędziłem noc. Na kanapie. Bez Andrei. Chyba. – powiedział Lou z ironicznym uśmieszkiem. Miałam ochotę go zabić. Doskonale wie jaki Peter potrafi być zazdrosny i jeszcze robi sobie z tego żarty. Dupek.
- Cóż, do mnie nie przychodzą w nocy przyjaciółki. – powiedział mój chłopak siadając obok mnie na krzesełku. – Chodźmy An do szkoły.
- Ale jestem głodna. – zamarudziłam.
- Zjesz moją kanapkę albo kupię ci coś po drodze.
Wiedziałam, ze bardzo mu zależy abym z nim poszła więc dalej nie protestowałam.
- To na razie. Spotkamy się w szkole. – powiedziałam, a Louis, Liv i Scar mi pomachały na pożegnanie.
                                               ***
Na korytarzu po drugiej lekcji miałam trochę swobody. Ciągle chodzący ze mną Peter i co chwilę całujący w policzek, jest uciążliwy i miałam ochotę go przez krótką chwilę zabić. Na szczęście szybko się ogarnęłam. Stwierdziłam, ze to nie rozwiąże naszych problemów. Zobaczyłam wtedy Liv i Zayna, którzy szli trzymając się za ręce! Idealny temat do radiowęzła. Wszyscy w końcu muszą się dowiedzieć o nowym związku w szkole! Podeszłam do nich z szerokim uśmiechem.
- Aww nowa para. Uroczo. – zaświergotałam i nie było to ironicznie. Naprawdę się cieszyłam, ze są razem.
- Słodzisz nam bo chcesz uzyskać zgodę aby powiedzieć o tym w radiowęźle? – powiedziała Liv.

 Przejrzała mnie, cholera. Pokręciłam głową udając zaskoczoną.
- Co? Ja? Nigdy. Jestem szczęśliwa, że moja przyjaciółka w końcu ma chłopaka. Też bym chciała… - spojrzeli na mnie jak na idiotkę. – To znaczy, wiem. Mam chłopaka. Ale wiecie o co mi chodzi.
- No właśnie nie bardzo. – odpowiedziała Libby. – Ale możesz o nas poinformować całą szkołę w radiowęźle.
Pisnęłam podekscytowana i ucałowałam ją w policzek.
- Dzięki razy trzy.
Wtedy zobaczyłam Harry’ego, który szedł z Liamem i o czymś rozmawiali. Byłam ciekawa jego reakcji na to, że Liv chodzi z Zaynem. Czułam, że dziewczyna mu się podobała, ale… może to tylko wrażenie? Jednak często przeczucia się sprawdzają, przynajmniej tak mówią. A moje jednak zdecydowanie więcej niż częściej.
- Witamy nową szkolną parę. – powiedział Liam.
- Nową najsłodszą parę na świecie. – odparła na to Liv całując Zayna  w policzek. Zobaczyłam jak Harry wywraca oczami. Nie podobało to mu się? Starałam się ukryć uśmiech.
- Taa, możemy już iść? – powiedział lokers do Liama.
- Nie usłyszę żadnej sarkastycznej uwagi? – zdziwiła się Libby.
- Moje sarkastyczne uwagi mogą słyszeć tylko wybrani. – uciął krótko.
- Zazdrościsz nam związku, wiem to. – uśmiechnęła się z wyższością i ścisnęła mocniej dłoń Zayna.

- Nie zamieniłbym mojego bujnego życia singla na żaden denny związek, wierz mi. – puścił jej oczko i odszedł ciągnąc za ramię Liama za sobą. Czułam, że Liv miała ochotę pokazać mu język albo środkowy palec, ale powstrzymała się resztkami sił. Pewnie stwierdziła, że poniżanie się dla takiego idioty jest bez celowe.
                                               ***
- Witajcie w dzisiejszej audycji! – powiedziałam podekscytowanym tonem. – Jak się macie w ten piękny słoneczny poranek? Mam nadzieje, że pierwszoklasiści nauczeni na dzisiejszy test z przyrody. – rzuciłam ze śmiechem, chodź nic o owym teście nie słyszałam, miałam nadzieje, że jednak się nie myliłam. – Zapewne widzieliście nasze dwa gołąbki nie rozstające się nawet na sekundkę? Tak, to Liv Hathway i Zayn Malik. Nasza nowa szkolna para. Kto im zazdrości? No dalej, wiem, że wszyscy. Są uroczy niczym lukrowe ciasteczka. – uśmiechnęłam się i zakończyłam audycję, ponieważ drzwi się otworzyły. Musiałam wyłączyć mikrofon. To był mój brat. Co on tu robi?
- Powiedziałaś o ich związku a o moim nie? Co z ciebie za siostra? – założył ręce na klatkę piersiową.
- Masz kogoś? – uniosłam do góry jedną brew.
- Nie, ale… może będę miał. Mogłabyś o tym powiedzieć. – zauważył.
- Jednonocnym numerkiem nazywasz związek? – roześmiałam się. – Wszystko wiem. Louis musiał nocować w moim domu wczoraj bo zabawiałeś się z jakimś kolesiem.

Jace wybuchnął głośnym śmiechem.
- Że co? Ja? Zabawiałeś się z jakimś kolesiem? Weź się stuknij w główkę bo chyba się nie dotleniłaś. – postukał mnie palcem w czoło, a ja szybko odrzuciłam jego rękę.
- Co masz na myśli?
- Wczoraj byłem w klubie i tam zdobyłem numery od trzech kolesi, ale z żadnym nie spałem a tym bardziej żadnego nie przyprowadziłem do domu. Wróciłem o 5:00 rano i zdrzemnąłem się 3 godzinki. Spóźniłem się aż na lekcje. – roześmiał się. - Louis ci tak powiedział?

- Tak, Louis mi tak powiedział. A teraz wybacz, ale muszę coś załatwić. – wstałam z fotela i wyminęłam go. Nie przewidziałam, ze Jace może wykorzystać sytuację i posłużyć się radiowęzłem do własnych celów, ale teraz najważniejsze dla mnie było dowiedzenie się prawdy. Dlaczego Louis skłamał? Musiałam go znaleźć jak najszybciej.
                                               ***
- Kogoś szukasz? – zapytała Scar, gdy wpadłam na nią na korytarzu. Obszukałam wszystko. Bibliotekę, stołówkę, sale lekcyjną! Naprawdę nie wiedziałam gdzie ten człowiek się ukrył. Nie wiem czy specjalnie czy nie, ale zaczynało mnie to powoli wkurzać.
- Louisa. Nie wiesz gdzie może być?
- Widziałam go 10 minut temu na dworze. – odpowiedziała. Puknęłam się otwartą dłonią w czoło. No jasne! Że też nie pomyślałam. Jestem beznadziejna.
- Dzięki. Musze go znaleźć.
- Coś poważnego?

- Prócz tego, ze go zabije nie. – uśmiechnęłam się sztucznie i wyszłam przed szkołę. Rzeczywiście. Chłopak jak gdyby nigdy nic siedział na murku i słuchał muzyki na słuchawkach. Podeszłam do niego i z wściekłością odłączyłam jego telefon od urządzenia.
- Hej! Dawaj. – oburzył się. Ja jednak pomachałam mu komórką przed twarzą mówiąc z szerokim uśmiechem:
- Ani mi się śni. Dopóki nie powiesz prawdy to jest moja własność.
- Jakiej prawdy? – zmarszczył brwi.
- Jace wczoraj nie przyprowadził żadnego chłopaka! A ty mnie bezczelnie obudziłeś bez konkretnego powodu. Palant z ciebie, wiesz?
Louis westchnął.
- Masz rację. Jace nikogo nie przyprowadził. Skłamałem. Przepraszam. Ale chciałem mieć jakiś wyraźny powód, abyś się ze mnie nie śmiała. Gdyby Scar mi otworzyła drzwi to na pewno bym powiedział prawdę, ale ty i Libby byście miały ubaw. – spuścił głowę. Parsknęłam.
- Więc jaki to był beznadziejny powód, ze bałeś mi się powiedzieć? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- A więc… - zaczął. – Przed pójściem spać obejrzałem horror „obecność”. Potem miałem wrażenie, że w moim domu są nadprzyrodzone siły, a nikogo nie było. Jace był na imprezie. Dzwoniłem do niego kiedy wróci, ale nie odbierał. Pewnie miał wyciszony. Pomyślałem od razu o was. – uśmiechnął się sztucznie.
Wywróciłam oczami. Miał rację. Beznadziejny powód i pewnie bym go nawet do domu nie wpuściła, gdyby wczoraj to powiedział. Sprytny chłopak. To musiałam przyznać. Oddałam mu telefon. Może będą z niego ludzie.
- Dobra, nie wkurzam się. – powiedziałam i odwróciłam się na pięcie.
- Naprawdę?
- Tak, ale jeśli drugi raz mnie okłamiesz wydrapię ci oczy. – uśmiechnęłam się pod nosem i skierowałam w stronę szkoły. Tam oczywiście Jace musiał się dorwać do radiowęzła! Ten chłopak jest niemożliwy.
- Witajcie kochani! Dzisiaj mówi dla was Jace Sanchez! Chciałem serdecznie poinformować, że wasz ulubiony gej być może nie będzie samotny! Wczoraj zebrał trzy numery telefonów od naprawdę nie złych kolesi. – mówił jak najęty, szybko skierowałam się do gabinetu. Nie mogłam mu pozwolić dalej robić z siebie totalnego kretyna. Pogrąża się tylko biedaczyna, kompletnie nawet nie zdając z tego sprawy. – Więc jeżeli któryś z nich pierwszy się odezwie ma dodatkowe 40 procent, że to jego wybiorę. Jeżeli któryś z chłopaków to wy, to nie czekajcie ze zadzwonieniem! Pamiętajcie…
Dalej nie dokończył mówić, ponieważ wyłączyłam mikrofon i zabrałam mu słuchawki.
- Czemu muszę mieć brata idiotę? – westchnęłam.
- Ty nie chciałaś poinformować społeczności szkolnej o tak ważnym newsie więc ktoś musiał. – pokazał mi język.
- Zrobiłeś z siebie debila, wiesz?
- Ty mi powiedz. W końcu jesteś w tym dobra. – i nie czekając na moją reakcję uciekł. Wywróciłam oczami. Z kim ja się zadaję?
_________________________________________
Przepraszam za końcówkę haha. Nie podoba mi się :) ale mam nadzieje, ze reszta będzie okey! Cieszę się, że w końcu udało mi się dodać <3 to tyle do zobaczenia!