sobota, 11 października 2014

Rozdział 18

    Perspektywa Scarlett
  Piątek, 05 kwiecień

  - Co to? Co to?? - Ciągłe pytania na temat kartki papieru trzymanej przeze mnie poczęły mnie już irytować. Spojrzałam na Libby ze zmęczeniem, w końcu podając jej dokument. - Jak to... zwalniasz się z pracy? W sensie, że odchodzisz? - Spytała zaskoczona, na co ja przytaknęłam głową.
  - Dlaczego? - Zadała kolejne pytanie An, zaglądając blondynce przez ramię.
  - Wolę skupić się na nauce, niżeli lataniu za jakimiś psycholami, który zabijają kogoś dla kasy czy z zemsty. Z resztą ostatnio i tak tam mniej bywałam. No i jest jeszcze jedna sprawa. Chodzi o Martina. Ale o tym wole nie mówić. - Wzruszyłam ramionami, po raz ostatni przeglądając się w lusterku. Widząc, że ani tusz mi się nie rozmył, ani nie wyglądam jakoś najgorzej wyszczerzyłam się szeroko, zamykając szafkę. Odwróciłam się z entuzjazmem w stronę moich przyjaciółek, następnie je mocno tuląc. - Kocham was, wiecie?
  - Chyba nawdychała się smrodu farby z klasy biologicznej. - Stwierdziła Sanchez, za co oberwała po głowie. Odsunęłam się od nich, układając usta w dzióbek jakby z dąsem.
  - Tak szczerze jakoś... mam świetny humor. - Wyszczerzyłam się szeroko, co dziewczyny odwzajemniły.
  - A co to za uśmiechy? Widzę humorek dopisuje. Czyżby wyprzedaż w jakimś butiku? - Spytał Jace z udawanym "podnieceniem", podskakując przy nas.
  - Ha ha ha. Zabawne. - Burknęła Ana, ściskając go za ramię. Ten się wygiął, uginając kolana.
  - Dobra, dobra. Rozumiem, już nie będę. - Jęknął, a gdy ta go puściła odetchnął z ulgą.
  - Ech... trza iść na zajęcia. To papaśki, do konkursu~! - Zawołałam wesoło i ruszyłam szybkim krokiem w stronę sali od matematyki. Nienawidziłam jej. Z resztą tak samo z obcymi językami... historią... wf'em... chemią, fizyką, geografią, biologią... woha, jaki wspaniały ze mnie kujon.
  - Scarlett! - Głos wysokiej rudowłosej dobiegł do moich uszu, a ja z prędkością światła odwróciłam się w jej stronę. Uśmiechnęłam się delikatnie, poprawiając torbę na ramieniu.
  - Yo, Vallett. - Rzuciłam, znów rozpoczynając moją wędrówkę pod klasę. - I jak przygotowania do konkursu talentów? - Spytałam, gdy koleżanka z klasy wyrównała ze mną kroku.
  - Szczerze? Nieźle. Mamy tabun ludzi, którzy się zapisali. W większości to dziewczyny, choć parę ciach też się znalazło. No i Sanchez zgodziła się go prowadzić. Do tego za zorganizowanie tego mają mi podnieść ocenę końcowo roczną. Żyć nie umierać. - Zachichotała, poprawiając rozpuszczone włosy.
  - Czekaj, jak to podwyższają? - Spytałam zaskoczona, następie uderzając się z otwartej dłoni w czoło. - Trza było się zgodzić jak mi to proponowali. Shit. - Burknęłam pod nosem.
  - Ty i tak masz jedną z najwyższych średnich ze szkoły, więc nie narzekaj. - Pstryknęła mnie w czoło, marszcząc delikatnie brwi. Prychnęłam pod nosem, jednak już się nie odzywałam.

***

Lekcje minęły mi szybciutko. Zanim zacznie się konkurs mam jeszcze godzinę. Razem z An i Liv pojechałyśmy szybko do domu, aby się przebrać. Nie jestem jeszcze pewna czy wezmę udział w konkursie, ale jeśli tego nie zrobię dziewczyny pewnie mnie ukatrupią. Przebrałam się szybko i spakowałam kilka kosmetyków. Oczywiście mój wygląd w porównaniu do dziewcząt... aż szkoda gadać. Nie miałyśmy nawet czasu cokolwiek zjeść. Taka szybka akcja, że głowa mała. Wróciłyśmy pod szkołę, gdzie roiło się od nauczycieli, uczniów i rodziców. O mało co zawału nie dostałam jak zobaczyłam moich rozglądających się za mną.
- Scarlett słoneczko! - krzyknęła moja mama, a ja myślałam że zaraz spalę się ze wstydu.
- Cześć. Co wy tu robicie? - rozejrzałam się lekko zażenowana.
- Dostaliśmy maila od szkoły o dzisiejszym konkursie króliczku. - pstryknęła mnie w nos.
- Aha. Pamiętacie Libby i Andreę? - szybko zmieniłam ich zainteresowanie moją osobą na przyjaciółki.
- Hathaway, Sanchez. - rzekł mój ojciec. Och jak nasi rodzice się nie lubią.
- O państwa też miło widzieć. - powiedziała Liv ze sztucznym uśmiechem.
- To ten .. my musimy już iść się przygotować, także papaśki! - pomachałam ich i odciągając An, która postanowiła urządzić sobie wojnę na wzrok z moją matką. Normalnie jak dzieci. Szkoda gadać. Poszłyśmy za kulisy, gdzie wszyscy chodzili podekscytowani. An ruszyła już na scenę i zaczęła cały konkurs witając wszystkich obecnych gadką~szmatką wymyśloną na poczekaniu. Jako pierwszy występował jakiś chłopak, który robił magiczne sztuczki. Był śmieszny, a szczególnie jak królik zamiast z kapelusza wyszedł mu z nogawki. Calun naprawdę jest dziwakiem, ale cóż sam chciał się zbłaźnić, chociaż głupiutkie laleczki w pierwszym rzędzie i tak były zachwycone. Andrea wyczytała z listy jeszcze parę osób. Aż w końcu przyszedł czas na Libby. O dziwo to ja byłam bardziej zestresowana od niej. Cały czas chodziłam i ręce mi się trzęsły. Chwilę przed jej występem podeszłam do niej, przytulając ją mocno w ramach wsparcia.



Aż szczęka mi opadła, widząc, że Libby wykorzystała wodę do swojego występu. No nie powiem, szok był... i to nie tylko u mnie. Cała widownia zachwyała się świetnym efektem. Gdy zeszła ze sceny od razu rzuciłam jej się na szyję.
- Ale jesteś mokra. - Stwierdziłam, puszczając ją.
- Serio Scar? Jakoś nie zauważyłam, dzięki że mi powiedziałaś. - powiedziała sarkastycznie, a ja tylko się wyszczerzyłam. Kolejna występowała jakaś dziewczyna z pierwszej klasy. Nie zgadniecie co robiła. No dobra powiem wam ... naśladowała odgłosy zwierząt. No ma dziewczyna talent. Ponad połowa publiczności aż się popłakała ze śmiechu. Poszłam do garderoby gdzie blondynka doprowadzała swoje włosy właśnie do ładu.
- Żałuj że poszłaś jakaś laska właśnie udawała zwierzęta. - podeszłam do lustra sprawdzić czy czasem się nie rozmazałam. Pomalowałam rzęsy jeszcze odrobiną tuszu i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Mniejsza chodź się pośmiać z kotleta. - pociągnęła mnie w stronę kurtyn. Harry stał już na scenie i czekał na pierwsze takty muzyki.


Nigdy jeszcze nie słyszałam jak śpiewa, ale trzeba przyznać: ma naprawdę genialny głos. Libby gdzieś zniknęła nawet nie wiem kiedy. Sędziowie poszli na obradę, a my mieliśmy chwilę przerwy.
- Czemu ja założyłam najwyższe szpilki jakie miałam. - Andrea usiadła na krześle z bólem wymalowanym na twarzy.
- Bo są śliczne i je kochasz? - spojrzałam na nią.
- No masz rację. - uśmiechnęła się jakby nagle przestały ją boleć nogi. Co nie zmienia faktu, że odcisków na bank dostanie.
- Dobra idę ogłosić wyniki może jakoś się doczłapie jakoś na scenę. - An zaśmiała się i rozpromieniona weszła na scenę. Wszyscy uczestnicy stali za kulisami podekscytowania. Nie powiem że nie, ale sama chciałabym wygrać. Andrea dostałą kopertę i spojrzała po widowni.
- A zwycięzcą jest ...
***
Skończyłam ;-; Z wieeelką pomocą Natalii, za co jej dziękuję. <3 Wydaje mi się, że to ona głównie napędza tego bloga xD Mi pomaga w pisaniu, Alex popędza... taka nasza kochaniutka szefowa. ;*
Miał być kawałek gdzie Scar śpiewa... zrezygnowałam z niego. Wybacz Nata XD
Mam nadzieję, że się wam podoba. ^-^
A w następnym rozdziale dowiemy się, że zwycięzcą jest...

3 komentarze:

  1. Rozdział fajny niestety jak dla mnie troszkę krótki ;-;
    Cóż jestem ciekawa kto wygra...
    Czekam na nn i życzę weny
    #Zoey ❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Dodawajcie nowy szybciutko ♥ Kocham :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Taki ze mnie motorek napędowy tego bloga ;D hihihi
    Uwielbiam Was nakręcać i pomagać !! ;)
    Kocham Was miśki <3

    OdpowiedzUsuń