wtorek, 29 października 2013

Rozdział 8

Perspektywa Libby
Czwartek, 28 marca 2013r.

Sen. To coś cudownego. Można przenieś się w najodleglejsze i najcudowniejsze miejsca jakie tylko sobie wymarzymy. Mój błogi stan przerwała jednak czyjaś dłoń która niebezpiecznie zaczęła zbliżać się do moich cycków ... yy co to kurwa ma być ?!? Szybko otwarłam oczy i ujrzałam Zayna … czy mnie coś ominęło wczorajszego wieczora przecież nawet nie piłam !
- Yyy Zayn ? – złapałam jego dłoń która była już na moim biuście.
- Coo ? Daj mi jeszcze pięć minut … - wymruczał i mocniej się we mnie wtulił.
- Wiesz że lubię cię, ale nie pozwolę ci macać się po cyckach ! – podniosłam głos, a on wstał na równe nogi.
- Co .. ja .. przecież .. yyy taki nawyk. – powiedział zmieszany podrapał się po karku. Wywróciłam oczami, a on opadł na łóżko tuż obok mnie.
- W sumie to jak ty się tu znalazłeś ? Myślałam że pojechaliście do siebie.
- No ty poszłaś wcześnie spać, a my dalej oglądaliśmy i Scar zaproponowała żebyśmy zanocowali, a że nie ma ty za dużo sypialni przyszedłem do ciebie. Po czym tak słodko się do mnie przytuliłaś … - uśmiechnął się zniewalająca, a ja schowałam się pod kołdrę bo na moje policzki wkradły się rumieńce. Nagle ktoś wszedł do pokoju.
- Libby nie tak ostro ! – wyjęczał Zayn. Zabiję go ! Cholera szybko wyszłam z pod kołdry, a tam jak na zawołanie wszyscy gapią się na nas jakby oglądali jakiegoś pornola.
- Pojebało cię ?! – wydarłam się na chłopaka leżącego w moim łóżku.
- Mogłaś być delikatniejsza. – powiedział, a wszyscy wpadli w niepohamowany śmiech.
- Szkoda że to nie ja przyszedłem do ciebie na noc. – wyrechotał kotlet znacząco ruszając brwiami.
- Posrało cię kotlecie do niczego nie doszło ?! To on jest nie wyżyty i maca przez sen ! – oburzyłam się. Oczywiście nikt mi nie uwierzył .. pff banda zboczeńców.
- Wynocha z mojego pokoju nie wyżyte zboczeńce ! – krzyknęłam, a wszyscy jak na zawołanie wybiegli, no prócz Zayna.
- Nie wyraziłam się jasno ? – spojrzałam na niego wskazując wymownie drzwi. Jednak on wygodnie wyłożył się na łóżku i dalej leżał. Wywróciłam oczami i biorąc czyste ubrania poszłam do łazienki po czym zasunęłam drzwi i zakluczyła. Nie wiadomo co ten zboczuch wymyśli. Po około 30 minutach gotowa wróciłam do pokoju, gdzie Zayn oglądał moje zdjęcia z dzieciństwa.
- Ale byłaś słodkim dzieckiem Livi … co się z tobą stało ? – zapytał roześmiany za co dostał poduszką w twarz.
- Bardzo śmieszne Malik. Koniec żartów chodź na śniadanie.

***

Uff już po lekcjach dzisiaj miałam ich tylko trzy, bo mam zwolnienie z baletu i tańca do odwołania. W sumie dobrze, ale później nadrabiać zaległości. Jeszcze do tego zbliża się pokaz talentów nie mogę go przegapić. Niepotrzebne książki zostawiłam w szafce i zaczęłam zmierzać do wyjścia, gdy nagle usłyszałam jak ktoś śpiewa w naszym szkolnym studio.


Ten chłopak ma genialny głos w sumie chyba gdzieś już tą barwę słyszałam tylko gdzie .. normalnie pytanie za 100 punktów. Po chwili zabrzmiał dzwonek więc wyszłam ze szkoły. Wsiadłam do auta i wsadziłam kluczyki do stacyjki. Przekręciłam .. nic, drugi raz i nadal nic .. cholera! Kolejna próba … no kurwa. Spojrzałam na wskaźnik paliwa bosz jestem idiotką pusty bak. Wysiadłam auto i zamknęłam je. Oparłam się o nie i rozglądałam się czy nie wraca ktoś znajomy.
- Może cię podwieźć kwiatuuuszku ? – zawył Zayn, on jest wszędzie jak ninja O_O
- A ty nie powinieneś być teraz na lekcji ? – zapytałam mrużąc oczy.
- Nie tylko ty masz tak mało lekcji dzisiaj. – uśmiechnął się i podał mi kask. Założyłam go i wsiadłam na jego motor. Mocno wtuliłam się w jego tors, a ten żeby mnie przestraszyć ruszył z piskiem i na chwilę stanął na jednym kole szpaner. Dziwne odkąd się poznaliśmy ciągle pojawia się na mojej drodze. A może to psychopata i mnie śledzi, bo chce mnie porwać dla okupu! ?! Muszę zlecić śledztwo Scarlett. Tak się zamyśliłam że nie zauważyłam jak podjechaliśmy pod dom jak mniemam Zayna.
- To twoja chata ? – zapytałam.
- No, chodź mam dla ciebie niespodziankę. – uśmiechnął się podekscytowany. Odwzajemniłam uśmiech, po czym razem weszliśmy do willi.
- Zawsze masz wszędzie porozwalany papier ? – zapytałam rozbawiona.
- Ha ha ha bardzo śmieszne. – pstryknął mnie w nos i szybko poszedł do salonu. No trzeba przyznać, że dom to ma ładny ,ciekawe czy mieszka sam.
- Libby przyjdziesz tu czy będziesz stała na korytarzu …? – zapytał Malik.
- No już idę nie panikuj. – odpowiedziałam.
- Zamknij oczy. – krzyknął zanim przekroczyłam próg pomieszczenia. Niechętnie wykonałam jego polecenie po czym poczułam jego dłonie na ramionach, gdzie on mnie prowadzi.
- A teraz je otwórz .. niespodzianka ! – rozejrzałam się po pomieszczeniu i jakoś nic nie zauważyłam. Po chwili usłyszałam ciche miauknięcie. Spojrzałam w dół i ..
- OMG! Jaki słodziak! To dla mnie?! Jeny Zayn dzięki, dzięki, dzięki! Jesteś kochany. Nawet nie wiesz jak bardzo poprawiłeś mi humor ! – rzuciłam mu się na szyje jak mała dziewczynka ciesząca się że dostała lalkę od taty. Tylko zamiast lalki dostałam kotka!
- Czyli ci się podoba ? – zapytał rozbawiony moją reakcją.
- Jeszcze głupio pytasz !? Jest cudowny.
- To ona. Jak ją nazwiesz ? – razem usiedliśmy na kanapie.
- Hmm może Kleo. – uśmiechnęłam się i wzięłam kotkę na kolana. Jejciu jaka ona słodka.
- Idealnie do niej pasuje.
- Moglibyśmy już jechać do mnie, bo muszę się zacząć pakować, bo wieczorem jedziemy. – spojrzałam na chłopaka.
- Jasne, a gdzie jedziesz ? – zapytał.
- Dziewczyny uparły się żebyśmy pojechały za miasto, mamy tam dom i domek na drzewie. – wymamrotałam.
- Libby... ty przeżyjesz bez zasięgu, imprez, internetu i chłopaków?! – zaśmiał się Zay.
- Ej, bez przesady, kogo ty ze mnie robisz, a poza tym to będą chłopacy, bo ja zapraszam ciebie, a dziewczyny resztę bandy, będzie jeszcze Peter i Jace. Coś mówiły, że Lou weźmie tą laske z klubu. – oznajmiłam mu nasze zamiary, a on zrobił minę myśliciela.
- A kto powiedział, ze ja chcę jechać, hmm ?
- No Zay nie każ się prosić. – zrobiłam najsłodszą minę jaką tylko mogłam.
- Nooo dobra. – powiedział i oboje zaczęliśmy zbierać się do wyjścia.

***

Dziewczyn nie ma, a mi tak się nudzi że chyba zrobię obiad. Ja i robienie obiadu... ciekawe co z tego wyjdzie. Włączyłam radio i zaczęłam krzątać się po kuchni. Naszykowałam wszystkie składniki potrzebne do zrobienia Spaghetti. Makaron włożyłam do gotującej się wody i zajęłam się sosem. Podsmażyłam mięso na patelni i dodałam do niego obrane pomidory. Doprawiłam solą, pieprzem i dodałam kilka ziół. Gotowy makaron odcedziłam i przełożyłam do miski, a sos do drugiej. Jak na zawołanie dziewczyny weszły do domu.
- Jesteśmy ! – wydarły się z korytarza.
- Słyszę, a teraz do stołu, bo obiad wystygnie.
- Nie wierze Libby Olivia Bianca Hathaway zrobiła obiad. – powiedziała zdziwiona Scar.
- Ej, nie tylko wy umiecie zrobić coś do jedzenia. – oburzyłam się.
- No wiem, wiem. – poklepała mnie po głowie An, a co ja pies ?!
-Izabella chodź na obiad. – zawołała Scarlett, a już po chwili Iza była z nami przy stole. Kurde całkowicie zapomniałam o jej istnieniu. W miłej atmosferze zjadłyśmy obiad plotkują o duperelach.
- Mam newsa ! – zaświergotałam.
- Polubiłaś Harry’ego i staniecie się przyjaciółmi. Później się pokochacie i będziecie razem. Zamieszkacie w małym domku na przedmieściach, będziecie mieli córeczkę i kupicie sobie psa ? – powiedziała Panda.
- Powiedziałam newsa, a nie najstraszniejszą i nierealną opcję reszty mojego życia. – odpowiedziałam jej.
- A mianowicie Zayn kupił mi kotka.
- Aww ale słodko. – rzekła uśmiechnięta Andrea.
- No wiem chcecie ją poznać nazwałam ją Kleo. – wstałam z krzesełka i poszłam do siebie po kociaka i wróciłam do jadalni. Dziewczyny od razu wyrwały mi z rąk zwierzaczka i zaczęły się nim zachwycać.
- Ej bo mi ją udusicie. – zabrałam Kleo i wróciłam z nią do pokoju.
- Co robimy słodziaku ? Wiem ja pojadę po jedzonko i przybory dla ciebie, a ciebie zostawię na jakiś czas z ciotkami. – kociak zamiauczał więc spakowałam potrzebne rzeczy i wrzuciłam je do torebki. W jedną rękę wzięłam torebkę, a w drugą zwierzaczka i poszłam do pokoju An. Tak ona lepiej zajmie się Kleo nie że Scar by jej coś zrobił, ale ten jej wielki pies .. Weszłam do pokoju przyjaciółki, a ta jak zawsze tweet’owała na tt.
- Miśku zajmiesz się Kleo ja jadę na zakupy i artykuły dla niej. – spojrzałam na nią.
- Jasne. – odpowiedziała i zabrała mi kociaka. Od razu z jej pokoju poszłam do garażu i wsiadłam do mojego drugiego auta, bo przecież tamto stoi pod szkołą z pustym bakiem. Zanim zdążyłam odpalić auto mój telefon zawibrował. Szybko złapałam go w dłonie i sprawdziłam powiadomienie, a tam tweet Andrei :
‘’Patrzcie jakim słodziakiem mam okazję się opiekować!! Oto pięknotka @Liv_Hat czyli Kleo witamy w rodzinie maleństwo xoxo’'
Ta dziewczyna mnie już niczym nie zaskoczy wszystko co się dzieje opisuje na tt. No ale cóż i tak ją kocham. Ruszyłam z garażu i po pój godziny dojechałam do galerii. Zaparkowałam i weszłam do budynku, gdzie roiło się od młodzieży. Znalazłam zoologiczny i podeszłam do jednej z pracownic, która stała do mnie tyłem.
- Przepraszam mogłaby mi pani pomóc. – odwróciła się , a mnie zatkało.
- Izabella ?!
- Libby co ty tu robisz ? – spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem, może to naprawdę miła dziewczyna.
- Raczej co ty tu robisz byłam pewna że jesteś w pokoju gościnnym. .. – spojrzałam na nią wyczekując.
- Pracuje tu. Muszę zarobić, przecież nie będę mieszkać z Wami wiecznie. Nie chcę Was też obciążać finansowo. – powiedziała zmieszana i lekko zawstydzona.
- Rozumiem.
- To w czym Ci pomóc, bo na pogawędki to raczej nie przyszłaś.
- Daj mi wszystko co potrzebne mi będzie dla małego kotka. Tylko pamiętaj to dziewczynka. – powiedziałam, a Iza zaczęła się krzątać po całym sklepie i co chwile brało to kolejną rzecz. Podeszła do kasy przy której stałam. Zapłaciłam za zakupy i obładowana wróciłam do auta. Odpaliłam i po krótkim czasie zgasiłam silnik stojąc już w garażu. Jak poparzona wparowałam do domu i wbiegłam do swojego pokoju. Cholera za godzinę jedziemy, a ja nawet nie zaczęłam się pakować ! Wyjęłam moją walizkę i poszłam z nią do garderoby. I teraz największy problem .. co ja mam do cholery tam wziąć ?!? Przeglądałam ciuchy i zaczęłam układać w walizce to co uznałam za potrzebne. Gdy skończyłam z ciuchami i butami spojrzałam na zegarek szlak zostało 20 minut. Pobiegłam do łazienki i wrzuciłam do kosmetyczki wszystko co mi wpadło w ręce. Wzięłam walizkę i już wrzuciłam ją do bagażnika razem z kosmetyczką, kurtką w razie większego zimna i przyborami dla Kleo. Wróciłam do sypialni i do torebki włożyłam najpotrzebniejsze rzeczy. Gotowa poszłam do An, a ta skakała po walizce.
- Może pomóc ? – zaśmiałam się.
- Głupio pytasz. – powiedziała i razem wskoczyłyśmy na walizkę i jakoś udało nam się ją zamknąć. Wzięłam kociaka który smacznie spał na łóżku Andrei i poszłam do salonu, gdzie czekała już zniecierpliwiona Scar.
- Łał Liv jesteś gotowa i to na czas. – powiedziała teatralnie zakrywając buzię.
- No widzisz cuda się zdarzają.
- Weźmiesz kogoś ze sobą, bo tak wydzie taniej, a poza tym to oni by się zgubili po drodze. – oznajmiła z miną która nie pozwalała mi odmówić, ona zaczyna mnie przerażać …
- Noo dobra.
- Ja myślę. Wszyscy już czekają u nas w autach więc ty możesz już ruszać, a ja poczekam na An.
- Oki doki kicia spotkamy się na miejscu. – powiedziałam po czym dałyśmy sobie buziaka w policzek i poszłam do auta. Na miejscu zobaczyłam Zayna, że mnie to nie dziwi. Usiadłam na miejscu kierowcy i odpaliłam auto wcześniej dając Zayn’owi mojego kociaka. Jechaliśmy w ciszy autostradą za miasto, więc zaczęłam sobie nucić.
- Don't let me, don't let me go, cause I'm tired of feeling alone ..
- Gdzie to słyszałaś ? – zapytał  czekajcie, czekajcie KOTLET ?!?! Tak się przestraszyłam że aż prawie spowodowałam wypadek !
- Harry ?! Jak ty .. jakim cudem. Zayn ty wiedziałeś, że on tu jest ?! – starałam się skupić na drodze.
- Yy no tak, a ty nie ? – powiedział zdziwiony.
- A myślisz, że gdybym wiedziała to bym tak gwałtownie zareagowała na jego osobę .? – zapytałam retorycznie.
- Nie złość się bo to piękności szkodzi. – uśmiechnął się Malik.
- A tak a propos to skąd ty kotlecie znasz tą piosenkę, bo to na pewno nie ty. Ten chłopak ma wielki talent i ten głos mmm normalnie cudowny. – zamyśliłam się lecz szybko się ogarnęłam, bo przecież prowadzę.
- Tak dla sprostowania to byłem … znaczy usłyszałem ją. – w tylnim lusterku zobaczyłam jak delikatnie się uśmiecha .. OMG on ma dołeczki jak słodko. Yy znaczy dołeczki byłyby słodkie, ale nie u niego, pff

***


W końcu dojechaliśmy na miejsce o dziwo wszyscy żywi. Zabije Scar za to, że kotlet jechał ze mną to na pewno jej pomysł. Wzięliśmy swoje walizki i weszliśmy do domu. Wszystko jak kiedyś, ostatni raz byłam tu z rodzicami jak byłam mała. Na samą myśl tamtych cudownych chwil na moją buzię wkradł się uśmiech.
- Może rozdzielimy pokoje ? – zapytał Zayn.
- Jasne, więc są tu cztery sypialnie i jeszcze dwie w naszym domku. Musimy podzielić się na pary, a jedna osoba będzie sama, czyli Jace. – wytłumaczyłam no przecież nie pozwolę małemu napalonemu gejowi, żeby dobierał się do moich kumpli .. no może do kotleta.
- Dlaczego on ? – zdziwił się lokowany kotlet.
- Bo nie ty jasne. – wywróciłam oczami.
- Livi zajmuje z Tobą domek baby ! – krzyknął Zayn znacząco ruszając brwiami.
- Zbok. – skomentowałam i uderzyłam go w ramie na co teatralnie udał że go to wielce zabolało.
- Ja śpię ze Scarlett zboczeńcu. – odsunęłam się od niego nie wiedząc co mu wpadnie do tej zboczonej, ale jednak ślicznej główki.
- Idźcie rozpalić ognisko. – powiedziałam do dwóch osobników tępo stojących przede mną.
- A ty może byś pomogło .. – spojrzeli na mnie.
- Nie wolę iść i rozpakować rzeczy. Nara frajerzy ;P – krzyknęłam i uciekłam z walizką do domku na drzewie.

______________________________________________
I oto kolejny rozdział miśki <3 Mam nadzieję, że Wam się spodobał. Jednak smutno nam trochę bo nie komentujecie :( Obyście jednak się przekonali do tego bloga i polubili go jak nasz stary. Już Wam nic więcej nie piszę tylko dodam jeszcze, że liczę na jakieś komentarze, bo to na serio motywuje i daje satysfakcje. Love You ;**

2 komentarze:

  1. Boooski <3 Czekam na nn ;D
    P.S.: Zapraszam do siebie na kooloorowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. przepraszam za spam:
    Kalifornia. Stan wielu plaż, wysokich fal i wielkich marzeń. Vivian, Mia, Niall, Zayn, Harry i Liam to grupa przyjaciół, którzy kochają surfować. Wydaje im się, że nie ma dla nich żadnego zagrożenia, a mistrzostwa będą należeć właśnie do nich. Wszystko się zmieniło. Do San Francisco przyjeżdża rodzeństwo. Carly i Louis Tomlinson są zaawansowanymi surferami, którzy planują wygrać tegoroczne zawody. Oboje nie przejmują się, że będą musieli rywalizować z innymi świetnymi surferami.
    Co wyniknie ze spotkania się grupy przyjaciół i rodzeństwa Tomlinsonów?
    Czy między uczestnikami zawodów oprócz rywalizacji pojawią się uczucia?
    Dadzą radę utrzymać więzi przyjaźni przy chęci pokonania siebie nawzajem?
    Jak skończy się ta przygoda?
    Zapraszam na pierwszy fan fiction, w którym 1D są surferami!
    http://blue-wave-california.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń