Oczami Andrei:
Czwartek, 28 marca
Po kilku godzinach w końcu dojechaliśmy
na miejsce. Ja z Peterem jechaliśmy za Louisem, Jace’em i Cindy , przed nimi
jechała Scar, a za nami znajdował się samochód w którym byli Niall i Liam.
Upierałam się, żeby jechać z nimi ale mój chłopak stwierdził, że to już
przesada i jest pewien, że przy Cindy mój brat nie będzie niczego próbował a ja
na to, że to może się zdarzyć nawet gdyby w aucie znajdował się sam ksiądz.
No cóż, złe wspomnienia z naszej
pierwszej i jedynej wizyty w kościele. Wolę o tym nie mówić więc pozwólcie, że
to przemilczę.
Wysiadłam z samochodu zakładając ciemne
okulary i biorąc w ręce torebkę. Peter zamknął za mną drzwiczki i skierował się
do bagażnika w celu wyjęcia naszych walizek. No od czego ma się w końcu
chłopaków, prawda? Aby takie damy jak ja nie musiały się zbytnio przemęczać.
Spojrzałam w stronę Jace, który stał
oparty o autko i pisał coś na telefonie. Zapewne zaraz pojawi się wpis na
twitterze typu: Wypadzik za miasto
biczys!!
Louis i Cindy stali do mnie odwróceni
tyłem i cały czas śmiali się zachłannie o czymś rozmawiając, prze okazji
wyjmując walizki z bagażnika. Poczułam się zazdrosna, że mój chłopak przez całą
drogę w ogóle mnie nie rozbawił tylko milczał a jak już się odezwał to aby
ponarzekać na zbyt długą drogę. Cudnie mi wynagradza to upokorzenie gdy
wystawił mnie w klubie.
Uniosłam dumnie głowę do góry i udałam,
że wcale nie przejęłam się tym „słodkim” widoczkiem.
- Niall! Ty w ogóle nie wziąłeś ubrań! W
co ty się kurwa ubierzesz? Zawartość twoich walizek to samo jedzenie! – darł
się Liam, podczas gdy blondyn wcinał kanapkę kompletnie nic sobie z tego nie
robiąc.
- Nie mogę ryzykować, że zabraknie. –
odparł wzruszając ramionami. Wywróciłam oczami. Horan na swój sposób był uroczy
ale niesamowicie irytujący z tą manią jedzenia. No sorry ale to nie jest w
życiu najważniejsze! Bo najważniejsze to dobrze wyglądać, zaliczyć jak
najwięcej imprez, alkohol i twitter.
Gdy Scar opuściła swój samochód Libby zjawiła
się obok niej niczym duch. Gdy odezwała się brunetka aż podskoczyła.
- Jak mogłaś?! – wydarła się Liv. – Co
ja ci zrobiłam? Za co mnie tak nienawidzisz?! Wiesz co? Mniej bym cierpiała
gdybyś mnie zabiła!
Scarlett złapała się za skronie i lekko
je potarła.
- Chwila, moment … muszę to ogarnąć. –
powiedziała i popatrzyła na swoją przyjaciółkę. – O co ci chodzi?
- O co mi chodzi? O co mi chodzi?!
Ludzie trzymajcie mnie! – krzyknęła ponownie wysokim tonem. – O to, że przez
cholerne 3 godziny byłam uwięziona w jednym samochodzie z kotletem!!
Scar uniosła ręce aby ją uspokoić ale
Libby była tak wściekła, że chyba tylko papież coś by tu wskórał.
- Przecież żyjesz. Nic ci się nie
stało. Więc w czym problem? – zapytała udając, że ziewa.
- Może i zewnętrznie nic mi się nie
stało ale ucierpiała moja psychika. – powiedziała udając, że płacze więc w tym
celu złapała się za serce a drugą dłonią przetarła oczy.
- Hej, hej! Może aktorstwo zostawicie
mnie, co? – odezwałam się. Libby chciała coś dodać ale w tym momencie
usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk Jace’a. No cóż nie wiem czy można tak do końca
nazwać to krzykiem. Raczej piskiem i to dosyć dziewczęcym. Ale ten typ już tak
ma. Spojrzeliśmy w jego kierunku marszcząc brwi. Może i powiecie, że normalna
siostra podbiegłaby do brata i spytała co się stało? A ja stałam z miną: WTF? I
czego mordę drzesz, paniusiu?
Złożyłam ręce w koszyczek i cierpliwie
czekałam aż napad złości mu przejdzie. Gdy już miałam w planach wyjecie pudru
aby trochę poprawić moją cerę Jace odezwał się:
- Cholera jakim cudem?! Co to ma być?!
Żądam odszykowania za straty moralne!
- No to jest nas dwóch. – powiedziała
blondynka z szerokim uśmiechem patrząc jednocześnie znacząco na Scar.
- Nie ma zasięgu. Dacie wiarę? To jest
jakaś dzicz! Dżungla!! Boże! Mamy przez 3 dni żyć jak jaskiniowce?! Jak my
przeżyjemy to?! – Jace wpadał powoli w jakąś totalną panikę. Zaczął chodzić w
te i we w te jak jakiś psychol trzymając się za głowę. – Nie, nie. Tak nie może
być. Wracam do domu. Nie przeżyje w tych warunkach. Sorry kochani wiem, że
zepsułem wam wyjazd i beze mnie nie będziecie się tak świetnie bawić ale to nie
na moje nerwy. Zawału tutaj dostanę. Nie mogę ryzykować, że to odbije się na
moim zdrowiu.
O mało nie wybuchnęłam śmiechem. Aaach
mój kochany braciszek. Czuje dziwną satysfakcję gdy sobie pomyślę jakie
męczarnie będzie tutaj przechodzić przez ten czas. Pewnie jesteście zaskoczeni,
że ja nie panikuje. No cóż, staram się zachowywać pozory. W końcu jestem dobrą
aktorką. Tak naprawdę krzyczę wewnętrznie tak jak mój brat zewnętrznie. Nie w
moim stylu jednak robić z siebie pośmiewisko. Nawet krytykę przyjmuję nad wyraz
dobrze chodź mam ochotę tę drugą osobę udusić. Z tym się człowiek rodzi.
- Nie masz prawa jazdy paniusiu. –
powiedziałam z dumą. Jace posłał mi wściekłe spojrzenie.
- Louis mnie odwiezie. Prawda Lou?
Zrobisz to dla swojego ukochanego chłopczyka? – popatrzył na niego z miną
szczeniaczka zupełnie nie zwracając uwagi na dziewczynę chłopaka, Cindy, która
stała obok niego i trzymała go za ramię. Bez komentarza.
- Jace przykro mi ale to 3 godziny
drogi. Jestem zmęczony. Wytrzymasz te parę dni. – stwierdził i skierował swój
wzrok na dziewczynę, która mizdrzyła się do niego jak kretynka.
- Jakie wytrzymasz? Louis, skarbie nie
zrobisz mi tego, prawda? Powiedz, że mi tego byś nie zrobił? – Jace posłał mu
wyczekujące spojrzenie a ja starałam się przyglądać tej żenującej sytuacji bez
zbytniego denerwowania. Cholera no! Łączy nas ta sama krew. Louis pomyśli, że
ja jestem taką samą wariatką. A to przecież nie prawda. Mój brat jest w
porządku ale gdy czegoś bardzo chce to wychodzi z niego ukryta dusza geja.
- Twoi wszyscy znajomi są tutaj więc do
kogo ty chcesz dzwonić? No chyba, że stęskniłeś się za rodzicami? – Lou
uśmiechnął się w jego stronę a Jace poczerwieniał na twarzy.
- Sam tego chciałeś! Mam focha! I nie
dzielisz ze mną pokoju dopóki nie przemyślisz swojego zachowania! No chyba, że
będziesz chciał ładnie z kwiatami na klęczka przeprosić to daj mi znać. –
puścił mu oczko i odwrócił się niczym obrażona damula i skierował w stronę
domu. Dopiero teraz dotarło do mnie jak i chyba do całej reszty to co przed
chwilą się wydarzyło. Mój brat nazwał Louis’a swoim chłopakiem, skarbem i kazał
mu przeprosić siebie na kolanach … WTF?
- Czy ja dobrze słyszałam?! – pierwsza
głos odzyskała Libby.
- Ja też jestem w szoku. On na serio
myśli, że ja mu kupie kwiaty? Przecież to żenujące. – odpowiedział Louis
wywracając oczami. – I takie gejowskie. BRR. – wzdrygnął się.
- Czy on powiedział, że nie ma
zasięgu?! – no oczywiście, wiedziałam, że nasza przyjaciółka podobnie jak mój
brat będzie przerażona tym faktem. Wyjęła szybko swój telefon z torebki i
próbowała zadzwonić. Niestety. Jace nie mylił się. Byliśmy zupełnie odcięci od
świata. – Dobra idę. Zobaczę może koło domku na drzewie jest zasięg. – dodała i
pobiegła w tamtą stronę. Ciężko westchnęłam. No cóż, może być interesująco.
***
Postanowione: Scar, Zayn, Harry i Libby
nocują w domku na drzewie a cała reszta w domu. W sumie to się nawet cieszę.
Bałam się, że dziewczyny będą mnie namawiać i w końcu im ulegnę. Na szczęście
tak się nie stało. Będę smacznie spała w pokoju z moim kochanym chłopakiem.
Louis z Cindy (przez co Jace ma focha. Kurczę on naprawdę się w nim zakochał,
albo udaje. Bóg wie co ten idiota ma w swojej pięknej główce), a Niall dzieli
pokój z Liamem. Niestety mój brat śpi sam. I dobrze. Aż boje się pomyśleć co by
się mogło dziać gdyby na przykład nocował z Niallem. Może to tylko moje
odczucie ale mam wrażenie, że ten biedny blondynek nie dałby sobie z nim rady.
- Może zrobimy ognisko? – zaproponował
Zayn szczerząc się.
- Ściemnia się. Lepiej chodźmy do
nocnego klubu. – odpowiedział Harry. Libby wywróciła oczami.
- Nie możesz iść do nocnego klubu. –
powiedziała zniecierpliwionym tonem. Kotlet ehem Hazza uśmiechnął się
zadziornie.
- A co? Zazdrosna?
W tym momencie blondynka uderzyła go w
głowę na co chłopak odskoczył i jęknął, masując obolałe miejsce.
- Tu nie ma nocnych klubów, ciołku.
Siedziałam na kanapie i przyglądałam
się tej sytuacji z ciężkim westchnieniem. Rzeczywiście szkoda, że nie ma tu
zasięgu. Mogłabym teraz wejść na twittera i napisać o tej nie dorzecznej
sytuacji a tak to? Przysłuchiwanie się ich kłótnią to moja jedyna rozrywka.
- Kto idzie ze mną nazbierać patyków? –
zapytał Malik patrząc na każdego po kolei wyczekująco. Od razu potrzasnęłam
głową mówiąc:
- Na mnie nie licz.
Chłopak kiwnął głową ze zrozumieniem
tak jakby to było oczywiste. No i wspaniale się rozumiemy. Przynajmniej jedna
osoba wie, że taki ktoś jak ja nie jest stworzony do takich rzeczy.
- Ja! – krzyknęli równocześnie Libby i
Harry a potem spojrzeli na siebie jak na idiotów. Dziewczyna zmarszczyła brwi i
prychnęła pod nosem.
- Jak on idzie to ja zostaje. –
powiedziała i usiadła obok mnie obrażona, zaplatając ręce na klatce piersiowej.
Hazza ciężko westchnął i podniósł ręce w geście „poddaje się”.
- Dobra idź z nim. Ja idę coś wyrwać. –
powiedział zrezygnowany i udał się w stronę wyjścia. O mało nie wybuchnęłam
śmiechem. On na serio ma nadzieje, że znajdzie tu jakąś laskę? A nawet to nie
sądzę aby miała poniżej pięćdziesiątki. No cóż, w każdym razie miłych
poszukiwań.
Libby najwyraźniej humor się poprawił
bo wstała z kanapy z szerokim uśmiechem i udała się z Zayne’m do wyjścia.
Szczęśliwa, że może wreszcie zapanuje spokój oparłam się wygodniej o kanapę i
zamknęłam oczy. Błogi spokój. Tak to jest coś co teraz jest mi szczególnie
potrzebne. Żadnych kłótni, sprzeczek, dyskusji po prostu istna …
- Jak to nie wyjdziemy do Grecji bo
masz szkołę?! No to ją olej! Boże co za problem? Gdyby ci na mnie zależało to
miałbyś gdzieś oceny!
Z góry rozległ się krzyk dziewczyny a
już po chwili zbiegła po schodach, robiąc hałas swoimi szpilkami na 20 cm obcasie. Była wściekła
a jej twarz widocznie poczerwieniała.
- Hej Cindy. – pomachałam jej lekko z
uśmiechem. Ona prychnęła pod nosem i usiadła na fotelu, który znajdował się
obok kanapy. No, no nasza księżniczka ma focha. Cóż za piękny widoczek. Aaach
będę się nim rozkoszować.
- Chłopaki są beznadziejni. – mruknęła.
– Ty wiesz, że Louis odmówił mi wycieczki do Grecji tłumacząc się szkołą? –
zapytała oburzona a ja pokręciłam głową.
- Mówisz? Szokujące! Jak on mógł? –
udałam oburzenie chodź tak naprawdę miałam ochotę się roześmiać. Nie na darmo
jednak chodzę na zajęcia teatralne. Potrafię udawać gdy trzeba.
- Mógł od razu powiedzieć, że ma na
boku jakąś dupe. – powiedziała ostro i rzuciła mi podejrzliwie spojrzenie. –
Przyjaźnisz się z nim, prawda?
Wzruszyłam ramionami.
- Mieszka z moim bratem. To wszystko. –
odparłam. To była prawda. Ja i Louis nie byliśmy przyjaciółmi. On był dla mnie
zbyt pokręcony.
- Ale widujesz się z nim czasami więc
powiedz: ma kogoś? Jeśli coś wiesz to od razu powiedz. Zniszczę sukę.
Jej ton był tak przerażający, że w tym
momencie cieszyłam się, że to nie ja jestem kochanką chłopaka. Chodź nie sądzę
aby miał kogoś na boku. To nie ten typ. Znam się na ludziach i jestem pewna, że
Cindy prędzej by go zdradziła niż on ją. Uważam, że szkoła nie była wymówką ale
prawdą.
- Nie, nie. – potrzasnęłam głową
starając się szczerze uśmiechnąć. – On kocha tylko … ehem … zależy mu na tobie.
– powiedziałam spokojnie patrząc jej uważnie w oczy. Myślę, że nie jest w niej
zakochany więc po co robić jej nie potrzebne nadzieje?
- Wiem. Musiałby być gejem gdyby mnie
nie kochał. – odpowiedziała skromnie. – A propo myślę, że twój brat jest homo.
– pokiwała głową patrząc na mnie ze współczuciem. Parsknęłam śmiechem.
Posiadanie brata geja wcale nie jest takie złe. Nie wiem czego tu współczuć?
- Jace? No co ty! W życiu! –
odpowiedziałam wesołym tonem. No to się zabawimy paniusiu. Nie lubię pustych
laleczek a ona jest tak głupia, że nawet się nie połapię, że ją wkręcam. – Jace
to podrywacz, łamacz serc. On kocha kobiety.
- Ale ta sytuacja … on mówił do Louis’a
„skarbie”. Czyż to nie jest wystarczający dowód na to, że jest homo nie
wiadomo?
Przysięgam, że gdybym była wybuchową
osobą to właśnie bym ją dusiła. Na szczęście potrafię zachować spokój nawet w
takich sytuacjach. Posłałam jej
rozbawione spojrzenie i powiedziałam:
- On mówi tak do wszystkich. Jest
bardzo specyficzny i ekstrawagancki. Prawie każda nowa osoba pyta mnie czy Jace
woli chłopców a ja się z tego śmieję. To największy hetero na świecie. Gdybyś
widziała co wyprawiał z jedną striptizerką, zmieniłabyś zdanie. Po za tym … -
urwałam chcąc wzbudzić jej zaciekawienie. Udało mi się. Przybliżyła się do mnie
i spojrzała wyczekująco:
- Tak?
- Nie wiem czy powinnam ci o tym mówić.
Jace mnie prosił … ale myślę, że nigdy nie odważy się tego wyznać a ja jestem
jego siostrą i nie mogę pozwolić aby dusił te uczucia w sobie.
- Jakie uczucia? – zapytała wyraźnie
zaskoczona. Wzięłam głęboki oddech.
- Jace cierpi. – wyznałam spuszczając
głowę. – Bardzo cierpi bo nie może mieć osoby na której mu zależy.
- Dlaczego? Przecież to nie złe ciacho.
- Jeszcze nie rozumiesz? – zamrugałam
szybko oczami. – Nie zauważyłaś tego naprawdę? – Cindy potrzasnęła głową. –
Podobasz się Jace’owi.
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Tego
to się zołza nie spodziewała. HA! Mam cię.
- Serio?
- Mówię jak najbardziej poważnie.
Myślisz, że dlaczego tak się uparł aby jechać z wami w jednym samochodzie? Bo
chce być bliżej ciebie. Albo dlaczego chciał wyjechać? Myślisz, ze to przez to,
że nie ma zasięgu? On po prostu nie chciał patrzeć na was razem. Cindy, on
walczy z tymi uczuciami i to go wykańcza. Dłużej tak nie może. Martwię się o
niego. – udałam, że zbiera mi się na płacz więc zakryłam twarz dłońmi. – Mój
biedny braciszek. Jego pierwszy zawód miłosny.
Dziewczyna była wyraźnie zszokowana a
ja szalenie z siebie dumna! Zabawa się dopiero zaczęła głupia laleczko!
***
Wieczorem siedzieliśmy przy ognisku i
poubierani w ciepłe bluzy i szczęśliwi. A przynajmniej większość. Jace nadal
miał focha ale usiadł obok Louis’a, Cindy znów patrzyła na niego z troską.
Pewnie myślała, że zajął tam miejsce bo ona jest blisko. Ja siedziałam oparta o
ramię Peter’a a Niall nastrajał gitarę. Nie było z nami tylko Harre’go.
Zaczęłam się nieco niepokoić. Mam dziwne przeczucia, że coś się złego wydarzyło.
- Może jednak udało mu się kogoś
wyrwać? – powiedział Louis na co Libby wybuchnęła śmiechem.
- Serio? Serio? – zapytała gdy nieco
się uspokoiła. – A jak nawet to pewnie przyprowadzi nam tutaj
siedemdziesięcioletnią staruszkę. – dodała chichocząc. Ja tymczasem objęłam
mocniej mojego chłopaka. Kurczę czy tak trudno o jakiekolwiek uczucia z jego
strony? Od pewnego czasu jest jakiś dziwny i nie potrafię stwierdzić dlaczego.
Martwię się o niego. Naprawdę się martwię. Znam jednak Peter’a i wiem, że gdyby
to było coś poważnego to na pewno by mi nie powiedział, gdyż nie chciałby mnie
zranić. On jest taki kochany.
- Andrea … - powiedział cicho wprost do
mojego ucha a ja mruknęłam:
- Mm?
Miałam nadzieje, że powie iż jestem dla
niego najważniejsza i kocha mnie a on ku mojemu rozczarowaniu rzekł:
- Pójdę do domu. Zimno mi.
Po tych słowach puścił mnie i dał
szybkiego całusa w policzek po czym pożegnał się z resztą i już go nie było.
Siedziałam tam czując się jak kompletna idiotka, którą właśnie zostawił facet.
Czułam się jakby ze mną zerwał. Co się z nim dzieje? Naprawdę bardzo chciałabym
to wiedzieć. Może jest zazdrosny? Albo ma mi coś za złe? Zauważyłam, że Louis
mi się przygląda. Tak jakby z troską ale nie potrafię jednoznacznie stwierdzić.
- Może zaśpiewam coś? – zaproponował
Niall. Kiwnęliśmy głową z ochotą. – Okeej a więc co powiecie na Gangan style.
Jace roześmiał się głośno myśląc, że to
żart ale blondynek miał poważny wyraz twarzy więc szybko przestał. Mruknął coś
pod nosem w stylu: Aaa ty poważnie.
Ja tymczasem ukryłam dłonią uśmiech.
Horan miał czasem naprawdę szalone pomysły.
- Niby jak chcesz zaśpiewać to na
gitarze? Zrobisz jakąś wersję o miłości? – zapytał kpiąco Zayn a Nialler
pokazał mu język. W tym momencie zauważyliśmy dwie ciemne postacie zbliżające
się w naszym kierunku. Na początku nie mogliśmy stwierdzić kto to ale po paru
sekundach dotarło do nas , że to Harry z … jakąś osobą a właściwie dziewczyną.
Wysoką i dosyć ładną. Trzymała go za dłoń. Libby o mało nie zakrztusiła się
własną śliną. To był dla niej trzy raz większy szok niż dla nas. Nikt z nas nie
sądził, że wystarczą dwie godziny aby Hazza sobie kogoś znalazł. Ale
najwyraźniej dla niego nie ma rzeczy nie możliwych i nawet w takiej dżungli
potrafi sobie znaleźć laskę. On jest mistrzowski. Musi mnie kiedyś tego
nauczyć. To znaczy gdybym szukała chłopaka, ale nie szukam.
- Siemka biczys!! – zawył podchodząc do
nas bliżej. – Widzę, że kopareczki opadły, co? – uśmiechnął się do nas. – Przedstawiam wam Brittany. W skrócie Brity.
Pomachaliśmy jej lekko mrucząc „siema”.
Tylko Liv pozostała nie wzruszona. Była widocznie zła. No to jest nas dwie. Ja
nie lubię lafiryndy Cindy a ona lafiryndy Brity. Bo serio tak wyglądała. Kurde
skąd Harry wytrzasnął w lesie takiego plastika? On jest niesamowity.
- Gdzie ją wyrwałeś? – zapytał Zayn nie
zwracając uwagi, że dziewczyna stoi obok niego.
- Mieszka parę metrów dalej. –
odpowiedział Styles. – Przyjechała do dziadków a ja akurat zgubiłem telefon
więc pomogła mi go szukać.
Libby wybuchnęła śmiechem. Lokaty
posłał jej wściekłe spojrzenie.
- Czy ja dobrze zrozumiałam? Zgubiłeś
telefon w lesie? – zapytała przecierając oczy gdyż ze śmiechu się prawie
popłakała.
- Mogłem go zgubić. – zaznaczył ostro.
- Yyy no jasne. To na pewno było wtedy
gdy jak prawdziwy mężczyzna polowałeś na zająca na kolacje. – powiedziała
wesoło. – I pewnie chodziłeś z łukiem niczym prawdziwy kłusownik.
- A żebyś wiedziała. – mruknął i zajął
miejsce obok Jace’a, który był tak załamany, że nawet fakt iż taki przystojniak
się do niego przysiadł nie poprawiło jego humoru. Muszę mojemu bratu znaleźć
chłopaka a przynajmniej kogoś kto chętnie go przeleci bo zwariuje ale to jest
trudne zważywszy na fakt, że nikt w szkole ma się nie dowiedzieć, że jest
gejem. To jest też jeden z powodów dlaczego okłamałam Cindy. To taka plotkara,
że wszystkim by wygadała.
- Louis a propo tej wycieczki … -
zaczęła dziewczyna patrząc na niego błagalnym wzrokiem.
- Cindy mówiłem ci, że mam szkołę. Nie
mogłem ot tak wyjechać do Grecji. – powiedział strzelając palcami. Cindy
mocniej wtuliła się w jego ramię i mruknęła: „Dobrze, może we wakacje,
kochanie”. Wywróciłam oczami. A może do wakacji zerwą? Ta lalunia w ogóle nie
ma mózgu. Zdenerwowała mnie czepianiem się Jace’a. Nienawidzę jak ktoś go
krytykuje.
- No jasne może ją jeszcze przeleć.
Przecież to nic, że tu jest 9 osób. Nikt nie zauważy. – powiedział Jace i
wstał. – Idę. Nie będę wam przeszkadzać. Proszę, czujcie się bardziej
komfortowo. Harry na pewno będzie się jarać. A resztą się nie przejmujcie. Zamkną
oczy na ten przykry widok.
Mój brat poszedł do domu a my
siedzieliśmy z rozdziawionymi gębami prócz Hazzy który cieszył się jak małe
dziecko i patrzył wyczekująco na Louis’a i Cindy.
- To jak? Będzie ten szybki numerek? –
zapytał radośnie.
- Wiecie co? Ja chyba pójdę. – odezwała
się Scar. – Rozumiem macie swoje różne potrzeby ale … brr. – wzdrygnęła się. –
Ktoś jeszcze ze mną idzie?
- Ja! – wyrwał się Niall. – Nikt nie
chce słuchać mojego Gangan style. – dodał patrząc na nas obrażony.
- Nie martw się. Oni nie rozumieją
wielkich artystów. – stwierdziła brunetka klepiąc go pocieszająco po plecach i
razem skierowali się w stronę domu.
- Jea bejbe. Jedziecie. – powiedział
Harry z szerokim uśmiechem i rozłożył się wygodniej w pół siedząc – pół leżąc.
– Aa może chcecie prezerwatywę? Powinienem mieć w kieszeni.
Po tych słowach rzeczywiście wyjął
kondom i rzucił w stronę Louis’a, który najwyraźniej nadal był oszołomiony tym
wszystkim. Głupi Jace. Czasem tak bardzo go nienawidzę. Obrażona księżniczka,
kurde.
- Hazz my nie będziemy uprawiać seksu.
– powiedział Tomlinson ku rozczarowaniu chłopaka. Zrobił minę jakby miał się
zaraz rozpłakać. Gdyby nie był takim zbokiem to nawet zrobiłoby mi się go żal.
- Zraniłeś moje uczucia. – rzekł ostro
i wstał otrzepując spodnie po czym ciągnąc Brity za rękę skierował się do domku
na drzewie. Libby od razu wstała z miejsca drąc się, że nie ma prawa sprowadzać
tam swoich lafirynd. Jestem ciekawa jak to się dalej potoczyło ale szczerze
byłam tak zmęczona, że nie śledziłam dalej tej sytuacji. Zostałam ja, Louis,
Liam, Cindy i Zayn.
- Wiecie co? Chyba jednak posłucham
gangan style w wykonaniu Niallera. – postanowił Payne.
- A ja idę uratować Harre’go bo obawiam
się, że tego nie przeżyje. – Zayn również wstał. I tak oto została nasza
kochana trójka. Ładny trójkącik. Szkoda, że Jace sobie poszedł bo jestem
ciekawa jego komentarza na tą sytuację. Na pewno byłoby to coś w stylu: „No to
teraz się zabawimy”.
- Biedny Jace. Jest taki zazdrosny o
mnie. Ach. – powiedziała Cindy z ciężkim westchnieniem. – Szkoda mi go nawet.
Na szczęście o nic kotku nie musisz się martwić. Kocham tylko ciebie. – dała
Louis’wi buziaka w policzek. – Idę. A ty zaraz przyjdź kochanie. Obejrzymy
jakąś komedie romantyczną. – zaświergotała szczęśliwa i udała się do domu. No
to została nasza dwójka. Ładnie. W sumie nie mam pojęcia co mam sądzić o tym
chłopaku. Wydaje się być w porządku i całkiem rozsądny chodź ma odskoki od
normy. Gdyby nie jego fascynacja Hanną Montaną to mogłabym stwierdzić, że jest
w moim typie ale niestety. Disnejowska postać wszystko niszczy.
- Myślisz, że przeżyje? – zapytał nagle
Louis aż podskoczyłam. Posłałam mu pytające spojrzenie więc wyjaśnił: - Harry.
Myślisz, że przeżyje atak Libby?
- Już widzę Zayn’a odciągającego ją od
Hazzy, który drze się, że jest świrnięta. – odpowiedziałam i roześmialiśmy się
oboje. – A co myślisz o wersji Gangan style w wykonaniu Nialla?
- Myślę, że zgadza się tylko tytuł a
całą resztę przerobił. Niestety i tak będzie święcie przekonany, że to jedno i
to samo. – odpowiedział na co znów wpadliśmy w śmiech. Po kilku sekundach twarz
Tomlinsona stała się poważna. Nie wiedziałam co właśnie chodziło mu po głowie.
- Wiesz co miała na myśli Cindy mówiąc,
że Jace jest o nią zazdrosny?
W pierwszym momencie zatkało mnie! Co
ja mam mu powiedzieć? Że wcisnęłam jej kit bo mnie wkurza? Nie, nie. Pomyśli,
że ja też jestem zazdrosna i, że w ogóle cała rodzina Sanchezów kocha się w
nim.
- Och po prostu ubzdurała sobie, że mój
brat ją kocha. – machnęłam ręką.
- Ale on jest gejem. – zauważył.
Kiwnęłam głową.
- Ale ona o tym nie wie. Jace nie
chciał aby ktokolwiek wiedział. – wyjaśniłam. No co? Nie chciałam wszystkiego
zganiać na siebie! To nie w moim stylu.
Lou spojrzał na mnie ze zrozumieniem.
Wydawało mi się nawet przez moment, że także uważa iż Cindy mogłaby się wygadać
a wtedy mój brat straciłby zaślinione dziewczyny w naszej szkole.
- A u ciebie wszystko w porządku? –
zapytał z wyraźną troską.
- Wspaniale. – odparłam ze sztucznym
uśmiechem. Chłopak nie połapał się gdyż jak już mówiłam wyśmienita ze mnie
aktorka.
- Miałem wrażenie, że … - zaczął ale mu
przerwałam.
- Pójdę już. Chłodno się zrobiło. –
posłałam mu lekki uśmiech i jak najszybciej skierowałam się do domu. Nie chce
opowiadać mu o swoich problemach. Nie jest moim przyjacielem. Zresztą nawet
Libby i Scar nie powiedziałam więc dlaczego miałabym mówić jemu? Bez sensu.
_____________________________________________________________
Hm, nie wiem czy jestem zadowolona z tego rozdziału. Nie do końca chciałam aby to tak wszystko wyszło ale już dobra. Najwyżej w 12 rozdziale, który będę pisać nadrobię to co chciałam aby pojawiło się w tym ;)).
Nie dodałam długo gdyż iż ponieważ raz nie miałam weny, raz czasu a jak napisałam to zapominałam dodać haha. Taka to zakręcona ja xd
Następny pisze Sylwia więc czekajcie z niecierpliwością i komentujcie ten bo zależy mi na waszej opinii :).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz