środa, 27 listopada 2013

Rozdział 9

Oczami Andrei:
Czwartek, 28 marca 
Po kilku godzinach w końcu dojechaliśmy na miejsce. Ja z Peterem jechaliśmy za Louisem, Jace’em i Cindy, przed nimi jechała Scar, a za nami znajdował się samochód w którym byli Niall i Liam. Upierałam się, żeby jechać z nimi ale mój chłopak stwierdził, że to już przesada i jest pewien, że przy Cindy mój brat nie będzie niczego próbował a ja na to, że to może się zdarzyć nawet gdyby w aucie znajdował się sam ksiądz.
No cóż, złe wspomnienia z naszej pierwszej i jedynej wizyty w kościele. Wolę o tym nie mówić więc pozwólcie, że to przemilczę.
Wysiadłam z samochodu zakładając ciemne okulary i biorąc w ręce torebkę. Peter zamknął za mną drzwiczki i skierował się do bagażnika w celu wyjęcia naszych walizek. No od czego ma się w końcu chłopaków, prawda? Aby takie damy jak ja nie musiały się zbytnio przemęczać.
Spojrzałam w stronę Jace, który stał oparty o autko i pisał coś na telefonie. Zapewne zaraz pojawi się wpis na twitterze typu: Wypadzik za miasto biczys!!
Louis i Cindy stali do mnie odwróceni tyłem i cały czas śmiali się zachłannie o czymś rozmawiając, prze okazji wyjmując walizki z bagażnika. Poczułam się zazdrosna, że mój chłopak przez całą drogę w ogóle mnie nie rozbawił tylko milczał a jak już się odezwał to aby ponarzekać na zbyt długą drogę. Cudnie mi wynagradza to upokorzenie gdy wystawił mnie w klubie.
Uniosłam dumnie głowę do góry i udałam, że wcale nie przejęłam się tym „słodkim” widoczkiem.
- Niall! Ty w ogóle nie wziąłeś ubrań! W co ty się kurwa ubierzesz? Zawartość twoich walizek to samo jedzenie! – darł się Liam, podczas gdy blondyn wcinał kanapkę kompletnie nic sobie z tego nie robiąc.
- Nie mogę ryzykować, że zabraknie. – odparł wzruszając ramionami. Wywróciłam oczami. Horan na swój sposób był uroczy ale niesamowicie irytujący z tą manią jedzenia. No sorry ale to nie jest w życiu najważniejsze! Bo najważniejsze to dobrze wyglądać, zaliczyć jak najwięcej imprez, alkohol i twitter.
Gdy Scar opuściła swój samochód Libby zjawiła się obok niej niczym duch. Gdy odezwała się brunetka aż podskoczyła.
- Jak mogłaś?! – wydarła się Liv. – Co ja ci zrobiłam? Za co mnie tak nienawidzisz?! Wiesz co? Mniej bym cierpiała gdybyś mnie zabiła!
Scarlett złapała się za skronie i lekko je potarła.
- Chwila, moment … muszę to ogarnąć. – powiedziała i popatrzyła na swoją przyjaciółkę. – O co ci chodzi?
- O co mi chodzi? O co mi chodzi?! Ludzie trzymajcie mnie! – krzyknęła ponownie wysokim tonem. – O to, że przez cholerne 3 godziny byłam uwięziona w jednym samochodzie z kotletem!!
Scar uniosła ręce aby ją uspokoić ale Libby była tak wściekła, że chyba tylko papież coś by tu wskórał.
- Przecież żyjesz. Nic ci się nie stało. Więc w czym problem? – zapytała udając, że ziewa.
- Może i zewnętrznie nic mi się nie stało ale ucierpiała moja psychika. – powiedziała udając, że płacze więc w tym celu złapała się za serce a drugą dłonią przetarła oczy.
- Hej, hej! Może aktorstwo zostawicie mnie, co? – odezwałam się. Libby chciała coś dodać ale w tym momencie usłyszeliśmy przeraźliwy krzyk Jace’a. No cóż nie wiem czy można tak do końca nazwać to krzykiem. Raczej piskiem i to dosyć dziewczęcym. Ale ten typ już tak ma. Spojrzeliśmy w jego kierunku marszcząc brwi. Może i powiecie, że normalna siostra podbiegłaby do brata i spytała co się stało? A ja stałam z miną: WTF? I czego mordę drzesz, paniusiu?
Złożyłam ręce w koszyczek i cierpliwie czekałam aż napad złości mu przejdzie. Gdy już miałam w planach wyjecie pudru aby trochę poprawić moją cerę Jace odezwał się:
- Cholera jakim cudem?! Co to ma być?! Żądam odszykowania za straty moralne!
- No to jest nas dwóch. – powiedziała blondynka z szerokim uśmiechem patrząc jednocześnie znacząco na Scar.
- Nie ma zasięgu. Dacie wiarę? To jest jakaś dzicz! Dżungla!! Boże! Mamy przez 3 dni żyć jak jaskiniowce?! Jak my przeżyjemy to?! – Jace wpadał powoli w jakąś totalną panikę. Zaczął chodzić w te i we w te jak jakiś psychol trzymając się za głowę. – Nie, nie. Tak nie może być. Wracam do domu. Nie przeżyje w tych warunkach. Sorry kochani wiem, że zepsułem wam wyjazd i beze mnie nie będziecie się tak świetnie bawić ale to nie na moje nerwy. Zawału tutaj dostanę. Nie mogę ryzykować, że to odbije się na moim zdrowiu.
O mało nie wybuchnęłam śmiechem. Aaach mój kochany braciszek. Czuje dziwną satysfakcję gdy sobie pomyślę jakie męczarnie będzie tutaj przechodzić przez ten czas. Pewnie jesteście zaskoczeni, że ja nie panikuje. No cóż, staram się zachowywać pozory. W końcu jestem dobrą aktorką. Tak naprawdę krzyczę wewnętrznie tak jak mój brat zewnętrznie. Nie w moim stylu jednak robić z siebie pośmiewisko. Nawet krytykę przyjmuję nad wyraz dobrze chodź mam ochotę tę drugą osobę udusić. Z tym się człowiek rodzi.
- Nie masz prawa jazdy paniusiu. – powiedziałam z dumą. Jace posłał mi wściekłe spojrzenie.
- Louis mnie odwiezie. Prawda Lou? Zrobisz to dla swojego ukochanego chłopczyka? – popatrzył na niego z miną szczeniaczka zupełnie nie zwracając uwagi na dziewczynę chłopaka, Cindy, która stała obok niego i trzymała go za ramię. Bez komentarza.
- Jace przykro mi ale to 3 godziny drogi. Jestem zmęczony. Wytrzymasz te parę dni. – stwierdził i skierował swój wzrok na dziewczynę, która mizdrzyła się do niego jak kretynka.
- Jakie wytrzymasz? Louis, skarbie nie zrobisz mi tego, prawda? Powiedz, że mi tego byś nie zrobił? – Jace posłał mu wyczekujące spojrzenie a ja starałam się przyglądać tej żenującej sytuacji bez zbytniego denerwowania. Cholera no! Łączy nas ta sama krew. Louis pomyśli, że ja jestem taką samą wariatką. A to przecież nie prawda. Mój brat jest w porządku ale gdy czegoś bardzo chce to wychodzi z niego ukryta dusza geja.
- Twoi wszyscy znajomi są tutaj więc do kogo ty chcesz dzwonić? No chyba, że stęskniłeś się za rodzicami? – Lou uśmiechnął się w jego stronę a Jace poczerwieniał na twarzy.
- Sam tego chciałeś! Mam focha! I nie dzielisz ze mną pokoju dopóki nie przemyślisz swojego zachowania! No chyba, że będziesz chciał ładnie z kwiatami na klęczka przeprosić to daj mi znać. – puścił mu oczko i odwrócił się niczym obrażona damula i skierował w stronę domu. Dopiero teraz dotarło do mnie jak i chyba do całej reszty to co przed chwilą się wydarzyło. Mój brat nazwał Louis’a swoim chłopakiem, skarbem i kazał mu przeprosić siebie na kolanach … WTF?
- Czy ja dobrze słyszałam?! – pierwsza głos odzyskała Libby.
- Ja też jestem w szoku. On na serio myśli, że ja mu kupie kwiaty? Przecież to żenujące. – odpowiedział Louis wywracając oczami. – I takie gejowskie. BRR. – wzdrygnął się.
- Czy on powiedział, że nie ma zasięgu?! – no oczywiście, wiedziałam, że nasza przyjaciółka podobnie jak mój brat będzie przerażona tym faktem. Wyjęła szybko swój telefon z torebki i próbowała zadzwonić. Niestety. Jace nie mylił się. Byliśmy zupełnie odcięci od świata. – Dobra idę. Zobaczę może koło domku na drzewie jest zasięg. – dodała i pobiegła w tamtą stronę. Ciężko westchnęłam. No cóż, może być interesująco.
                                                                                  ***
Postanowione: Scar, Zayn, Harry i Libby nocują w domku na drzewie a cała reszta w domu. W sumie to się nawet cieszę. Bałam się, że dziewczyny będą mnie namawiać i w końcu im ulegnę. Na szczęście tak się nie stało. Będę smacznie spała w pokoju z moim kochanym chłopakiem. Louis z Cindy (przez co Jace ma focha. Kurczę on naprawdę się w nim zakochał, albo udaje. Bóg wie co ten idiota ma w swojej pięknej główce), a Niall dzieli pokój z Liamem. Niestety mój brat śpi sam. I dobrze. Aż boje się pomyśleć co by się mogło dziać gdyby na przykład nocował z Niallem. Może to tylko moje odczucie ale mam wrażenie, że ten biedny blondynek nie dałby sobie z nim rady.
- Może zrobimy ognisko? – zaproponował Zayn szczerząc się.
- Ściemnia się. Lepiej chodźmy do nocnego klubu. – odpowiedział Harry. Libby wywróciła oczami.
- Nie możesz iść do nocnego klubu. – powiedziała zniecierpliwionym tonem. Kotlet ehem Hazza uśmiechnął się zadziornie.
- A co? Zazdrosna?
W tym momencie blondynka uderzyła go w głowę na co chłopak odskoczył i jęknął, masując obolałe miejsce.
- Tu nie ma nocnych klubów, ciołku.
Siedziałam na kanapie i przyglądałam się tej sytuacji z ciężkim westchnieniem. Rzeczywiście szkoda, że nie ma tu zasięgu. Mogłabym teraz wejść na twittera i napisać o tej nie dorzecznej sytuacji a tak to? Przysłuchiwanie się ich kłótnią to moja jedyna rozrywka.
- Kto idzie ze mną nazbierać patyków? – zapytał Malik patrząc na każdego po kolei wyczekująco. Od razu potrzasnęłam głową mówiąc:
- Na mnie nie licz.
Chłopak kiwnął głową ze zrozumieniem tak jakby to było oczywiste. No i wspaniale się rozumiemy. Przynajmniej jedna osoba wie, że taki ktoś jak ja nie jest stworzony do takich rzeczy.
- Ja! – krzyknęli równocześnie Libby i Harry a potem spojrzeli na siebie jak na idiotów. Dziewczyna zmarszczyła brwi i prychnęła pod nosem.
- Jak on idzie to ja zostaje. – powiedziała i usiadła obok mnie obrażona, zaplatając ręce na klatce piersiowej. Hazza ciężko westchnął i podniósł ręce w geście „poddaje się”.
- Dobra idź z nim. Ja idę coś wyrwać. – powiedział zrezygnowany i udał się w stronę wyjścia. O mało nie wybuchnęłam śmiechem. On na serio ma nadzieje, że znajdzie tu jakąś laskę? A nawet to nie sądzę aby miała poniżej pięćdziesiątki. No cóż, w każdym razie miłych poszukiwań.
Libby najwyraźniej humor się poprawił bo wstała z kanapy z szerokim uśmiechem i udała się z Zayne’m do wyjścia. Szczęśliwa, że może wreszcie zapanuje spokój oparłam się wygodniej o kanapę i zamknęłam oczy. Błogi spokój. Tak to jest coś co teraz jest mi szczególnie potrzebne. Żadnych kłótni, sprzeczek, dyskusji po prostu istna …
- Jak to nie wyjdziemy do Grecji bo masz szkołę?! No to ją olej! Boże co za problem? Gdyby ci na mnie zależało to miałbyś gdzieś oceny!
Z góry rozległ się krzyk dziewczyny a już po chwili zbiegła po schodach, robiąc hałas swoimi szpilkami na 20 cm obcasie. Była wściekła a jej twarz widocznie poczerwieniała.
- Hej Cindy. – pomachałam jej lekko z uśmiechem. Ona prychnęła pod nosem i usiadła na fotelu, który znajdował się obok kanapy. No, no nasza księżniczka ma focha. Cóż za piękny widoczek. Aaach będę się nim rozkoszować.
- Chłopaki są beznadziejni. – mruknęła. – Ty wiesz, że Louis odmówił mi wycieczki do Grecji tłumacząc się szkołą? – zapytała oburzona a ja pokręciłam głową.
- Mówisz? Szokujące! Jak on mógł? – udałam oburzenie chodź tak naprawdę miałam ochotę się roześmiać. Nie na darmo jednak chodzę na zajęcia teatralne. Potrafię udawać gdy trzeba.
- Mógł od razu powiedzieć, że ma na boku jakąś dupe. – powiedziała ostro i rzuciła mi podejrzliwie spojrzenie. – Przyjaźnisz się z nim, prawda?
Wzruszyłam ramionami.
- Mieszka z moim bratem. To wszystko. – odparłam. To była prawda. Ja i Louis nie byliśmy przyjaciółmi. On był dla mnie zbyt pokręcony.
- Ale widujesz się z nim czasami więc powiedz: ma kogoś? Jeśli coś wiesz to od razu powiedz. Zniszczę sukę.
Jej ton był tak przerażający, że w tym momencie cieszyłam się, że to nie ja jestem kochanką chłopaka. Chodź nie sądzę aby miał kogoś na boku. To nie ten typ. Znam się na ludziach i jestem pewna, że Cindy prędzej by go zdradziła niż on ją. Uważam, że szkoła nie była wymówką ale prawdą.
- Nie, nie. – potrzasnęłam głową starając się szczerze uśmiechnąć. – On kocha tylko … ehem … zależy mu na tobie. – powiedziałam spokojnie patrząc jej uważnie w oczy. Myślę, że nie jest w niej zakochany więc po co robić jej nie potrzebne nadzieje?
- Wiem. Musiałby być gejem gdyby mnie nie kochał. – odpowiedziała skromnie. – A propo myślę, że twój brat jest homo. – pokiwała głową patrząc na mnie ze współczuciem. Parsknęłam śmiechem. Posiadanie brata geja wcale nie jest takie złe. Nie wiem czego tu współczuć?
- Jace? No co ty! W życiu! – odpowiedziałam wesołym tonem. No to się zabawimy paniusiu. Nie lubię pustych laleczek a ona jest tak głupia, że nawet się nie połapię, że ją wkręcam. – Jace to podrywacz, łamacz serc. On kocha kobiety.
- Ale ta sytuacja … on mówił do Louis’a „skarbie”. Czyż to nie jest wystarczający dowód na to, że jest homo nie wiadomo?
Przysięgam, że gdybym była wybuchową osobą to właśnie bym ją dusiła. Na szczęście potrafię zachować spokój nawet w takich sytuacjach.  Posłałam jej rozbawione spojrzenie i powiedziałam:
- On mówi tak do wszystkich. Jest bardzo specyficzny i ekstrawagancki. Prawie każda nowa osoba pyta mnie czy Jace woli chłopców a ja się z tego śmieję. To największy hetero na świecie. Gdybyś widziała co wyprawiał z jedną striptizerką, zmieniłabyś zdanie. Po za tym … - urwałam chcąc wzbudzić jej zaciekawienie. Udało mi się. Przybliżyła się do mnie i spojrzała wyczekująco:
- Tak?
- Nie wiem czy powinnam ci o tym mówić. Jace mnie prosił … ale myślę, że nigdy nie odważy się tego wyznać a ja jestem jego siostrą i nie mogę pozwolić aby dusił te uczucia w sobie.
- Jakie uczucia? – zapytała wyraźnie zaskoczona. Wzięłam głęboki oddech.
- Jace cierpi. – wyznałam spuszczając głowę. – Bardzo cierpi bo nie może mieć osoby na której mu zależy.
- Dlaczego? Przecież to nie złe ciacho.
- Jeszcze nie rozumiesz? – zamrugałam szybko oczami. – Nie zauważyłaś tego naprawdę? – Cindy potrzasnęła głową. – Podobasz się Jace’owi.
Dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Tego to się zołza nie spodziewała. HA! Mam cię.
- Serio?
- Mówię jak najbardziej poważnie. Myślisz, że dlaczego tak się uparł aby jechać z wami w jednym samochodzie? Bo chce być bliżej ciebie. Albo dlaczego chciał wyjechać? Myślisz, ze to przez to, że nie ma zasięgu? On po prostu nie chciał patrzeć na was razem. Cindy, on walczy z tymi uczuciami i to go wykańcza. Dłużej tak nie może. Martwię się o niego. – udałam, że zbiera mi się na płacz więc zakryłam twarz dłońmi. – Mój biedny braciszek. Jego pierwszy zawód miłosny.
Dziewczyna była wyraźnie zszokowana a ja szalenie z siebie dumna! Zabawa się dopiero zaczęła głupia laleczko!
                                                                                  ***
Wieczorem siedzieliśmy przy ognisku i poubierani w ciepłe bluzy i szczęśliwi. A przynajmniej większość. Jace nadal miał focha ale usiadł obok Louis’a, Cindy znów patrzyła na niego z troską. Pewnie myślała, że zajął tam miejsce bo ona jest blisko. Ja siedziałam oparta o ramię Peter’a a Niall nastrajał gitarę. Nie było z nami tylko Harre’go. Zaczęłam się nieco niepokoić. Mam dziwne przeczucia, że coś się złego wydarzyło.
- Może jednak udało mu się kogoś wyrwać? – powiedział Louis na co Libby wybuchnęła śmiechem.
- Serio? Serio? – zapytała gdy nieco się uspokoiła. – A jak nawet to pewnie przyprowadzi nam tutaj siedemdziesięcioletnią staruszkę. – dodała chichocząc. Ja tymczasem objęłam mocniej mojego chłopaka. Kurczę czy tak trudno o jakiekolwiek uczucia z jego strony? Od pewnego czasu jest jakiś dziwny i nie potrafię stwierdzić dlaczego. Martwię się o niego. Naprawdę się martwię. Znam jednak Peter’a i wiem, że gdyby to było coś poważnego to na pewno by mi nie powiedział, gdyż nie chciałby mnie zranić. On jest taki kochany.
- Andrea … - powiedział cicho wprost do mojego ucha a ja mruknęłam:
- Mm?
Miałam nadzieje, że powie iż jestem dla niego najważniejsza i kocha mnie a on ku mojemu rozczarowaniu rzekł:
- Pójdę do domu. Zimno mi.
Po tych słowach puścił mnie i dał szybkiego całusa w policzek po czym pożegnał się z resztą i już go nie było. Siedziałam tam czując się jak kompletna idiotka, którą właśnie zostawił facet. Czułam się jakby ze mną zerwał. Co się z nim dzieje? Naprawdę bardzo chciałabym to wiedzieć. Może jest zazdrosny? Albo ma mi coś za złe? Zauważyłam, że Louis mi się przygląda. Tak jakby z troską ale nie potrafię jednoznacznie stwierdzić.
- Może zaśpiewam coś? – zaproponował Niall. Kiwnęliśmy głową z ochotą. – Okeej a więc co powiecie na Gangan style.
Jace roześmiał się głośno myśląc, że to żart ale blondynek miał poważny wyraz twarzy więc szybko przestał. Mruknął coś pod nosem w stylu: Aaa ty poważnie.
Ja tymczasem ukryłam dłonią uśmiech. Horan miał czasem naprawdę szalone pomysły.
- Niby jak chcesz zaśpiewać to na gitarze? Zrobisz jakąś wersję o miłości? – zapytał kpiąco Zayn a Nialler pokazał mu język. W tym momencie zauważyliśmy dwie ciemne postacie zbliżające się w naszym kierunku. Na początku nie mogliśmy stwierdzić kto to ale po paru sekundach dotarło do nas , że to Harry z … jakąś osobą a właściwie dziewczyną. Wysoką i dosyć ładną. Trzymała go za dłoń. Libby o mało nie zakrztusiła się własną śliną. To był dla niej trzy raz większy szok niż dla nas. Nikt z nas nie sądził, że wystarczą dwie godziny aby Hazza sobie kogoś znalazł. Ale najwyraźniej dla niego nie ma rzeczy nie możliwych i nawet w takiej dżungli potrafi sobie znaleźć laskę. On jest mistrzowski. Musi mnie kiedyś tego nauczyć. To znaczy gdybym szukała chłopaka, ale nie szukam.
- Siemka biczys!! – zawył podchodząc do nas bliżej. – Widzę, że kopareczki opadły, co? – uśmiechnął się do nas.  – Przedstawiam wam Brittany. W skrócie Brity.
Pomachaliśmy jej lekko mrucząc „siema”. Tylko Liv pozostała nie wzruszona. Była widocznie zła. No to jest nas dwie. Ja nie lubię lafiryndy Cindy a ona lafiryndy Brity. Bo serio tak wyglądała. Kurde skąd Harry wytrzasnął w lesie takiego plastika? On jest niesamowity.
- Gdzie ją wyrwałeś? – zapytał Zayn nie zwracając uwagi, że dziewczyna stoi obok niego.
- Mieszka parę metrów dalej. – odpowiedział Styles. – Przyjechała do dziadków a ja akurat zgubiłem telefon więc pomogła mi go szukać.
Libby wybuchnęła śmiechem. Lokaty posłał jej wściekłe spojrzenie.
- Czy ja dobrze zrozumiałam? Zgubiłeś telefon w lesie? – zapytała przecierając oczy gdyż ze śmiechu się prawie popłakała.
- Mogłem go zgubić. – zaznaczył ostro.
- Yyy no jasne. To na pewno było wtedy gdy jak prawdziwy mężczyzna polowałeś na zająca na kolacje. – powiedziała wesoło. – I pewnie chodziłeś z łukiem niczym prawdziwy kłusownik.
- A żebyś wiedziała. – mruknął i zajął miejsce obok Jace’a, który był tak załamany, że nawet fakt iż taki przystojniak się do niego przysiadł nie poprawiło jego humoru. Muszę mojemu bratu znaleźć chłopaka a przynajmniej kogoś kto chętnie go przeleci bo zwariuje ale to jest trudne zważywszy na fakt, że nikt w szkole ma się nie dowiedzieć, że jest gejem. To jest też jeden z powodów dlaczego okłamałam Cindy. To taka plotkara, że wszystkim by wygadała.
- Louis a propo tej wycieczki … - zaczęła dziewczyna patrząc na niego błagalnym wzrokiem.
- Cindy mówiłem ci, że mam szkołę. Nie mogłem ot tak wyjechać do Grecji. – powiedział strzelając palcami. Cindy mocniej wtuliła się w jego ramię i mruknęła: „Dobrze, może we wakacje, kochanie”. Wywróciłam oczami. A może do wakacji zerwą? Ta lalunia w ogóle nie ma mózgu. Zdenerwowała mnie czepianiem się Jace’a. Nienawidzę jak ktoś go krytykuje.
- No jasne może ją jeszcze przeleć. Przecież to nic, że tu jest 9 osób. Nikt nie zauważy. – powiedział Jace i wstał. – Idę. Nie będę wam przeszkadzać. Proszę, czujcie się bardziej komfortowo. Harry na pewno będzie się jarać. A resztą się nie przejmujcie. Zamkną oczy na ten przykry widok. 
Mój brat poszedł do domu a my siedzieliśmy z rozdziawionymi gębami prócz Hazzy który cieszył się jak małe dziecko i patrzył wyczekująco na Louis’a i Cindy.
- To jak? Będzie ten szybki numerek? – zapytał radośnie.
- Wiecie co? Ja chyba pójdę. – odezwała się Scar. – Rozumiem macie swoje różne potrzeby ale … brr. – wzdrygnęła się. – Ktoś jeszcze ze mną idzie?
- Ja! – wyrwał się Niall. – Nikt nie chce słuchać mojego Gangan style. – dodał patrząc na nas obrażony.
- Nie martw się. Oni nie rozumieją wielkich artystów. – stwierdziła brunetka klepiąc go pocieszająco po plecach i razem skierowali się w stronę domu.
- Jea bejbe. Jedziecie. – powiedział Harry z szerokim uśmiechem i rozłożył się wygodniej w pół siedząc – pół leżąc. – Aa może chcecie prezerwatywę? Powinienem mieć w kieszeni.
Po tych słowach rzeczywiście wyjął kondom i rzucił w stronę Louis’a, który najwyraźniej nadal był oszołomiony tym wszystkim. Głupi Jace. Czasem tak bardzo go nienawidzę. Obrażona księżniczka, kurde.
- Hazz my nie będziemy uprawiać seksu. – powiedział Tomlinson ku rozczarowaniu chłopaka. Zrobił minę jakby miał się zaraz rozpłakać. Gdyby nie był takim zbokiem to nawet zrobiłoby mi się go żal.
- Zraniłeś moje uczucia. – rzekł ostro i wstał otrzepując spodnie po czym ciągnąc Brity za rękę skierował się do domku na drzewie. Libby od razu wstała z miejsca drąc się, że nie ma prawa sprowadzać tam swoich lafirynd. Jestem ciekawa jak to się dalej potoczyło ale szczerze byłam tak zmęczona, że nie śledziłam dalej tej sytuacji. Zostałam ja, Louis, Liam, Cindy i Zayn.
- Wiecie co? Chyba jednak posłucham gangan style w wykonaniu Niallera. – postanowił Payne.
- A ja idę uratować Harre’go bo obawiam się, że tego nie przeżyje. – Zayn również wstał. I tak oto została nasza kochana trójka. Ładny trójkącik. Szkoda, że Jace sobie poszedł bo jestem ciekawa jego komentarza na tą sytuację. Na pewno byłoby to coś w stylu: „No to teraz się zabawimy”.
- Biedny Jace. Jest taki zazdrosny o mnie. Ach. – powiedziała Cindy z ciężkim westchnieniem. – Szkoda mi go nawet. Na szczęście o nic kotku nie musisz się martwić. Kocham tylko ciebie. – dała Louis’wi buziaka w policzek. – Idę. A ty zaraz przyjdź kochanie. Obejrzymy jakąś komedie romantyczną. – zaświergotała szczęśliwa i udała się do domu. No to została nasza dwójka. Ładnie. W sumie nie mam pojęcia co mam sądzić o tym chłopaku. Wydaje się być w porządku i całkiem rozsądny chodź ma odskoki od normy. Gdyby nie jego fascynacja Hanną Montaną to mogłabym stwierdzić, że jest w moim typie ale niestety. Disnejowska postać wszystko niszczy.
- Myślisz, że przeżyje? – zapytał nagle Louis aż podskoczyłam. Posłałam mu pytające spojrzenie więc wyjaśnił: - Harry. Myślisz, że przeżyje atak Libby?
- Już widzę Zayn’a odciągającego ją od Hazzy, który drze się, że jest świrnięta. – odpowiedziałam i roześmialiśmy się oboje. – A co myślisz o wersji Gangan style w wykonaniu Nialla?
- Myślę, że zgadza się tylko tytuł a całą resztę przerobił. Niestety i tak będzie święcie przekonany, że to jedno i to samo. – odpowiedział na co znów wpadliśmy w śmiech. Po kilku sekundach twarz Tomlinsona stała się poważna. Nie wiedziałam co właśnie chodziło mu po głowie.
- Wiesz co miała na myśli Cindy mówiąc, że Jace jest o nią zazdrosny?
W pierwszym momencie zatkało mnie! Co ja mam mu powiedzieć? Że wcisnęłam jej kit bo mnie wkurza? Nie, nie. Pomyśli, że ja też jestem zazdrosna i, że w ogóle cała rodzina Sanchezów kocha się w nim.
- Och po prostu ubzdurała sobie, że mój brat ją kocha. – machnęłam ręką.
- Ale on jest gejem. – zauważył. Kiwnęłam głową.
- Ale ona o tym nie wie. Jace nie chciał aby ktokolwiek wiedział. – wyjaśniłam. No co? Nie chciałam wszystkiego zganiać na siebie! To nie w moim stylu.
Lou spojrzał na mnie ze zrozumieniem. Wydawało mi się nawet przez moment, że także uważa iż Cindy mogłaby się wygadać a wtedy mój brat straciłby zaślinione dziewczyny w naszej szkole.
- A u ciebie wszystko w porządku? – zapytał z wyraźną troską.
- Wspaniale. – odparłam ze sztucznym uśmiechem. Chłopak nie połapał się gdyż jak już mówiłam wyśmienita ze mnie aktorka.
- Miałem wrażenie, że … - zaczął ale mu przerwałam.
- Pójdę już. Chłodno się zrobiło. – posłałam mu lekki uśmiech i jak najszybciej skierowałam się do domu. Nie chce opowiadać mu o swoich problemach. Nie jest moim przyjacielem. Zresztą nawet Libby i Scar nie powiedziałam więc dlaczego miałabym mówić jemu? Bez sensu.
_____________________________________________________________
Hm, nie wiem czy jestem zadowolona z tego rozdziału. Nie do końca chciałam aby to tak wszystko wyszło ale już dobra. Najwyżej w 12 rozdziale, który będę pisać nadrobię to co chciałam aby pojawiło się w tym ;)). 
Nie dodałam długo gdyż iż ponieważ raz nie miałam weny, raz czasu a jak napisałam to zapominałam dodać haha. Taka to zakręcona ja xd 
Następny pisze Sylwia więc czekajcie z niecierpliwością i komentujcie ten bo zależy mi na waszej opinii :).  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz