Oczami Andrei:
Wtorek, 26 marca 2013
r.
Pierwszy raz
nie czuje się duszą towarzystwa. Uwierzcie mi, okropne uczucie. Jak to jest, że
Libby i Scar nawiązały jako taki kontakt z chłopakami a ja nie? Chociaż nie,
chwila mój braciszek mieszka z Louisem i cały czas zastanawia się jak go
poderwać. Nie no po prostu zajebiście! Zastanawiam się co teraz robią? Mam
nadzieje, że Jace niczego nie próbuje bo inaczej go zabije! Przysięgam, że
zabije! Ożywię a potem znów zabiję i tak w kółko. Pomijając to, to jest wtorek po
południu a ja nie mam żadnych planów. Muszę się zastanowić co by tu dzisiaj
porobić. Siedziałam na kanapie i pisałam właśnie tweeta: Nuuudy xx .
Oczywiście
miałam w ciągu minuty 150 podanych dalej. Proszę, proszę. Napisać jakieś
głupoty a ludzie to lubią bo jesteś sławna w szkole, w życiu. Nie ważne. Ważne,
że sławna.
- Co robisz? –
zapytała Izabella, która siedziała na fotelu parę metrów dalej. Drgnęłam. Jak
to się stało, że wcześniej jej nie zauważyłam? Dobry boże, jest jak duch.
- Już nic. –
odpowiedziałam chowając telefon do kieszeni rurek. Przez moment siedzieliśmy w
ciszy, która nie powiem była dosyć krępująca. – Masz jakieś plany? – zapytałam
nagle. Dziewczyna potrzasnęła przecząco głową. – Ja też nie. – poinformowałam
ją i znów zapadła cisza. Cholera no! Nienawidzę właśnie takich sytuacji.
Doprowadzają mnie do szału. Nagle do pokoju weszła Libby. Dzięki Bogu! Moje
wybawienie! Uff.
- Hej laski.
Co robicie? – zapytała siadając obok mnie na kanapie.
- Rozmawiamy.
– powiedziała Izabella. Że what? Ha ha. Za dużo powiedziane ale nie
sprostowałam gdyż nie chce być nie miła dla naszego nowego domownika. Niech już
jej będzie. Mogłyśmy rozmawiać!!
- Ahaa. An,
czytałam twojego tweeta. Podobno się nudzisz. – powiedziała Liv a ja wywróciłam
oczami.
- Czy my nawet
będąc w jednym domu w tym samym czasie musimy się komunikować przez twittera? –
zapytałam patrząc na przyjaciółkę a ta wzruszyła ramionami.
- No sorki ale
akurat sprawdzałam twitterka paczę a tam dodałaś wpis: Nuuudy. No to jestem,
nie? – wyszczerzyła się. W tym momencie nadeszła kolejna osoba a mianowicie
Scarlett.
- Podobno się
nudzicie … - zaczęła ale jej przerwałam.
- Nie no ty
też? Czy od dziś wszyscy będziemy pisać do siebie tweety? – spytałam załamana
faktem, że nasza komunikacja zjeżdża na bardzo niski poziom.
- Nie, po
prostu podsłuchałam waszą rozmowę a właściwie „przypadkiem” usłyszałam. –
powiedziała z szerokim uśmiechem.
- No tak!
Nasza pani detektyw wszystko widzi i słyszy. – odpowiedziała Libby ze śmiechem.
- A żebyś wiedziała. To jak? Obejrzymy jakiś
film? – zapytała Scar na co Liv potrzasnęła przecząco głową.
- A co byście
powiedziały na dzikie party? – zapytała blondynka. No oczywiście. Jej tylko
imprezy w głowie, podobnie zresztą jak prawie nam wszystkim. Bo oczywiście istnieją
pewne wyjątki jak na przykład Scarlett i … hm … Izabella też nie wygląda na
zbytnią imprezowiczkę ale pozory bardzo często mylą.
- Dzikie
party? W sumie może być. – wzruszyłam ramionami. – Ale w sensie, że kiedy?
Dzisiaj? – zapytałam zaskoczona.
- No przecież
nie jutro! – odpowiedziała lekko zirytowana Libby. – Oczywiście, że dzisiaj. We
trzy damy nie źle czadu! – ucieszyła się jak małe dziecko. – Ciekawe czy
poznamy jakiś fajnych kolesi! Ojej a może będzie ktoś sławny i do mnie zagada?
- Ojej a może
spotkamy braci Jonas! – powiedziałam z sarkazmem na co blondynka zmrużyła oczy
jak kocica.
- Jutro
szkoła. Mamy lekcje. – przypomniała Scar. – Mnie zależy na ocenach.
- Scarlett no
błagam! Masz szansę poznać braci Jonas hello! – krzyknęłam tłumiąc śmiech na co
Libby, która nie źle się wkurzyła szturchnęła mnie w ramię dosyć mocno.
Jęknęłam cicho. Potem zaczęło się przekonywanie Scar do pójścia na imprezę. Ach
gdyby to jeszcze był piątek to poszłoby o wiele lepiej ale to był niestety
wtorek nawet nie połowa tygodnia.
- Dobra ja idę
się zacząć szykować na imprezę. – powiedziała w końcu Libby. – A ty Scar masz
iść! Nie musisz pić alkoholu. No proszę, pojaw się chociaż na godzinę, dwie,
trzy … nie musisz do rana tak jak zapewne my zabalujemy.
- Noo. – kiwnęłam
głową w zamyśleniu. – O 5:00 rano wrócimy jak nic. I to jeszcze jak spotkamy
braci Jonas …
- An! Co ty z
tymi braćmi? – zapytała Libby. – Zakładasz jakieś stowarzyszenie czy co?
- A wyobraź
sobie, że lubię ich muzykę! W camp rock byli nie źli. – powiedziałam dumnie
chodź nie znam nawet jednej ich piosenki. Po co ja to w ogóle powiedziałam?
Boże. Najpierw gadam potem myślę, jak zwykle. Mojej przyjaciółce widocznie
wystarczyło to wyjaśnienie bo już dała spokój. A Scalett postanowiła, że
pójdzie ale nie posiedzi tam długo i na pewno nie będzie podrywać innych
kolesi. Chciałam powiedzieć: zmienisz zdanie jak spotkamy braci Jonas. Ale też
już dałam spokój.
***
Koło godziny
19:00 byłam prawie gotowa. Włosy pozostawiłam rozpuszczone, lekko pofalowane,
założyłam jasno – niebieskie obcisłe dżinsy i czarną zwiewną bluzkę z ćwiekami.
Wydaje mi się, że wyglądałam okej chodź mogłam się trochę bardziej postarać.
Chciałyśmy zabrać też Izabellę ale nie chciała iść. Scarlett ją nawet poparła.
Tłum i nowi ludzie nie sprawiliby, że poczułaby się lepiej. Podeszłam do komody
na której znajdował się mój telefon. Jak impreza to tylko z moim chłopakiem.
Nie mogę pozwolić abym ja się świetnie bawiła a ten biedak siedział w domu nad
książkami. Weszłam w kontakty i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po paru
piknięciach odebrał.
- Witaj
słonko. – powiedziałam do niego najbardziej słodkim głosem na jaki było mnie
stać. – Za godzinę idziemy na imprezę. Może chciałbyś dołączyć? Co? Wiem, że
późno cię informuje ale jesteś chłopakiem a wy nie potrzebujecie aż tyle czasu
co my, dziewczyny.
- Co? Eee,
jasne wpadnę. – odpowiedział lekko zmieszany? Hm, po za tym miał dziwny głos.
- Wszystko w
porządku?
- Taak. Tylko
jestem zmęczony. To wszystko. Ta szkoła mnie wykańcza fizycznie i psychicznie.
Mam tyle nauki, że głowa mała. – wyjaśnił a mnie to w zupełności wystarczyło.
Nie było zresztą powodów abym mu nie wierzyła. Byliśmy razem dosyć długo i
jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się mnie okłamać. A gdyby miał coś na sumieniu to
wierzcie mi, że byłabym pierwszą osobą, która by o tym wiedziała. Wiem co się
dzieje u wszystkich w szkole to nie wiedziałabym co u mojego chłopaka? Wolne
żarty.
Zeszłam na dół
a tam Libby narzekała, że nie wie w którą sukienkę ma się ubrać. Czerwoną czy
niebieską.
- Czerwona. –
powiedziałam. – Bardziej seksowna. Przyciągniesz uwagę wszystkich kolesi.
- To samo jej
mówiłam. – rzekła Scarlett. – Ale ona mówi, że niebieska pasuje jej do torebki.
- To niech
wymieni torebkę. – odpowiedziałam bezproblemowo.
- Wiecie co?
Ja chyba założę białą sukienkę i wezmę czarną torebkę. Będzie idealnie pasować.
Czerń i biel. Co wy na to? – zapytała a my kiwnęłyśmy głowami z uśmiechem. Po
co ona nas pyta o zdanie? Przecież to logiczne, że i tak zawsze robi tak jak
ona chce. Nawet gdybyśmy powiedziały: Niee, nie zakładaj białej! Błagamy cię!
To jestem
pewna, że nic by sobie z tego nie robiła. Więc prościej było się po prostu
zgodzić. Więc gdy Libby poszła na górę się przebrać zadzwonił dzwonek u drzwi.
Zmarszczyłyśmy ze Scar lekko brwi. Nikogo się nie spodziewałyśmy a Petera
powiadomiłam o imprezie 10 minut temu. Na pewno nie przyjechałby tak szybko.
Scarlett jako detektyw zaczęła się powoli zakradać a ja stanęłam za nią. No
sorry ale nie jestem aż tak odważna, nie?
Moja
przyjaciółka nacisnęła powoli klamkę a ja wstrzymałam oddech i …
- Zayn?! –
krzyknęłyśmy równo na co on aż podskoczył.
- Eee chyba
tak. – odpowiedział nie pewnie. – To znaczy na pewno tak. No chyba, że macie
wątpliwości?
- Nie, nie. –
potrzasnęłyśmy głową.
- Wy tak
zawsze mówicie równo? – zapytał na co znów pokręciłyśmy przecząco głowami. –
Okeeej. – lekko zaskoczony wszedł do środka a my gapiłyśmy się na niego jak na
skończonego idiotę. Nikt przez dłuższy czas się nie odzywał więc postanowiłam
zabrać głos.
- My idziemy
zaraz na imprezę. – poinformowałam go i czekałam na jego zawstydzoną minę typu:
Aaa sorry nie wiedziałem. Już się zmywam.
On tymczasem
uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Wiem.
- Wiesz? –
zapytałam zaskoczona. – To świetnie, że wiesz. W takim razie może byś …
- Poszedł z
wami. – wszedł mi w zdanie a ja uniosłam wysoko brwi zdumiona jego
bezczelnością. Przepraszam bardzo ale od kiedy ten typ ma czelność wpraszać się
na nasze imprezy? Nawet nie zapytał czy może tylko powiedział to tak jakby to
była normalka że gdzie my tam i on. Po chwili zabrzmiał kolejny dzwonek u
drzwi.
- To pewnie
Peter. – rzekłam i posłałam ostatni raz karcące spojrzenie Zaynowi typu: Nie
spodziewałam się tego po tobie mój drogi.
Nacisnęłam
klamkę i … aż jęknęłam zdumiona widokiem jaki zastałam. Otóż w progu stał Liam
z Niallem i Harrym! Co oni tu robią? I to we trójkę? A może będą w naszym domu
sobie robić jakąś swoją prywatną imprezę? Interesujące.
- Siemaneczko!
– zawył Harry i wparował do naszego domu o mało nie potrącając mnie w drzwiach.
Można by rzec, że chamsko się wepchał.
- Cześć. –
przywitał się Niall i Liam także wchodząc do środka tyle, że ostrożniej.
- Przepraszam,
że zapytam ale: co wy tu wszyscy robicie? – zadałam pytanie a reszta posłała mi
spojrzenia typu: WTF? W tym momencie z góry zbiegła Libby. Wow! Wyglądała
olśniewająco i każdy powtarzam każdy z chłopaków spojrzał na nią jak na ósmy
cud świata. Dobrze, że ma Petera bo zrobiłabym się nieco zazdrosna.
- Hej
chłopaki. Super, ze postanowiliście przyjść. To jak? Imprezę czas zacząć!
Jedziemy! – krzyknęła blondynka i skierowała się w stronę drzwi wyjściowych.
- A co z nimi?
– zapytałam wskazując palcem na chłopaków.
- No jak to
co? Jadą z nami. Dzwoniłam do Zayana i
powiedziałam, że może z nami iść. Ewentualnie zgodziłam się na zabranie reszty
a właściwie … ehem kotleta. – rzekła patrząc na niego mrużąc oczy. Wow. Ona
naprawdę go nienawidzi. A w sumie. Są kwita.
- Fajnie, że
będzie tam ktoś znajomy. – powiedziała Scarlett. – A teraz chodźmy bo się
spóźnimy. – dodała i wszyscy wyszli z naszego domu kierując się w stronę
samochodu. Wzięłam głęboki oddech i przez dłuższy czas zastanawiałam się czy
zadzwonić po mojego brata. To imprezowicz i na pewno nie byłby zadowolony, że
przepuścił jakąś imprezę z jego ukochaną siostrunią. Wyjęłam telefon i
napisałam mu sms w którym poinformowałam go gdzie ma przyjechać. Nie musiałam
długo czekać na odpowiedź typu: Are you kidding? Oczywiście, że mam ochotę! Daj
nam 5 minut!!!
Jakie nam? O.o
aaa zapomniałam. Jest z nim ten koleś od Hanny Montany. Sorry ale zapomniałam
imienia. Coś na „L”. Może Leonard? Pewnie tak.
***
W klubie jak
to w klubie głośna muzyka i pełno ludzi. Akurat leciał remix piosenki Britney
Spears i Will I Am Scream&Shut. Nie powiem w tej wersji spodobała mi się o
wiele bardziej. Ale nie w tym rzecz. Podeszłam do baru i wyjęłam z torebki
telefon. Zero wiadomości od Petera, nawet nie dzwonił! Co to do cholery ma być?
Jestem tu od 20 minut! Wysłałam mu więc 6 sms pytając czy na serio jest takim
dupkiem czy tylko udaje?
Bo mam
nadzieje, ze to drugie albo ma naprawdę bardzo poważny powód! Bo jeśli
zwyczajnie zapomniał to nie daruje mu.
- Co dla
ciebie? – zapytał barman.
- Drink z
lodem. – odpowiedziałam z ciężkim westchnieniem. Była smutna i zła, że zostałam
tak chamsko potraktowana z jego strony. To mój chłopak i kocham go ale w mojej
głowie zaczęło się zradzać pełno pomysłów na zemstę.
- Robi się. –
powiedział chłopak z szerokim uśmiechem. W tym momencie podeszła do mnie
roześmiana Libby. Dobrze, że chociaż ona ma dobry humor.
- Spotkałaś
braci Jonas. – strzelałam jednak ona potrzasnęła głową.
- Lepiej!
Zapłaciłam pewnemu kolesiowi żeby zaczął podrywać kotleta. Żebyś widziała jego
minę, bezcenna. – powiedziała i znów się roześmiała. Uśmiechnęłam się lekko. W
sumie nie powinnam sobie psuć humoru przez Petera. Jestem na imprezie w klubie!
Ludzie! Powinnam się upić a jutro narzekać na kaca.
- Ten w
czerwonej marynarce. – rzekłam wskazując na niego ruchem głowy. – Powiedz, że
twój koleżka chce sprawdzić czy jest gejem. Padniesz ze śmiechu.
- W czerwonej
marynarce? – zapytała zaskoczona.
- Taak. To
prawdziwy gej więc nie będzie problemu. Aha i poinformuj go, że Harry może się
opierać ale on ma nie zwracać na to uwagi. Zresztą obczaja go od 10 minut więc
nie będzie problemu. – odparłam bezproblemowo i upiłam łyk drinka, który
postawił przede mną barman. Libby pisnęła
z zachwytu i pobiegła w jego stronę. Uśmiechnęłam się pod nosem. Biedny
Harry. Na jego miejscu przepisałabym się ze szkoły bo jeśli Libby kogoś nie
lubi to koniec. Ciężko ją przekonać do zmiany zdania. Ja mszczę się i mam
spokój. Nie czuje zbytniej nienawiści po tym wszystkim do tych osób. Może
dlatego, że przez moje „zemsty” muszą nie źle cierpieć. No cóż. Życie.
Kolejną osobą,
która podeszła do mnie była Scarlett. Widać po niej było, że nie czuła się
dobrze w takim otoczeniu.
- I jak się
bawisz? – zapytała opierając się o bar.
- Średnio.
Zamierzam się upić bo wtedy przychodzą mi najlepsze pomysły do zemst. –
powiedziałam mając na myśli Petera. Idiota!!
- Jakiś koleś
pytał czy mam siostrę bo chętnie by się nami zajął. – powiedziała z niesmakiem.
– Jeszcze jeden taki tekst a zmywam się stąd.
Poklepałam ją
po ramieniu z uśmiechem. W tym momencie zauważyłam mojego brata i wielkiego
fana Hanny Montany. No proszę, proszę. Jace jak zwykle tryskał energią i
wzbudził zainteresowanie połowy dziewczyn, które były w klubie. On po prostu
coś w sobie miał, że przyciągał uwagę. Pewny siebie, przystojny i zabawny.
Wystarczy.
- Ale
obczajają mój tyłek. – ucieszył się Jace i usiadł na krzesełku barowym. –
Cztery drinki proszę! – krzyknął do barmana.
- Cztery? –
zapytałam.
- Dla mnie,
ciebie, Louisa i Scar. – odpowiedział z miną typu: Jesteś taka głupia czy udajesz?!
Aaa Louis!
Kurde co ja wymyśliłam z tym Leonardem. Nie no nie mogę z siebie. Zapomnieć
imienia chłopaka, który mieszka z twoim bratem, który jest wiecznie napalony. O
Jeeezys. Właśnie mi się przypomniało, że Jace jest gejem a Louis psychicznym
narkomanem. Fuck.
- Jak się wam
razem mieszka? – spytałam patrząc uważnie na Louisa. Jeśli będzie coś kręcił od
razu to odkryje. Wierzcie mi lub nie ale ma się ten dar.
- Jest spoko.
– odpowiedział wzruszając ramionami i usiadł obok niego na krzesełku barowym.
No chyba nie skoro tak się go trzyma blisko!
- Jaki koleś.
– odezwał się Jace ze śmiechem patrząc na swój telefon. – Napisałem na
twitterze: Jestem na imprezie ludziska xx. A jakiś pajac o nicku: Tajger odpisał:
I mam nadzieje, że zalejesz się w trupa. Może to ci rozjaśni w główce.
- Masz swojego
własnego hejtera. Wielka chwila. – powiedziałam z uśmiechem odbierając drugiego
drinka od barmana. – Nie przejmuj się. Na moim koncie co chwila ktoś mnie
wyzywa. Oczywiście i tak przeważa liczba osób które mnie uwielbiają ale te
hejty ranią …
- Serio? Tak
mi przykro. – odezwała się Scar. – Ludzie potrafią być okropni.
- Nie jest
naprawdę okej. – zapewniłam ją z uśmiechem. – I tak dowiaduję się kim są te
osoby i niszczę im życie w szkole. Jedna dziewczyna nawet przeze mnie się
wypisała. Więc nie martw się o mnie. Jakoś daję radę.
- Jakoś?
Ludzie się ciebie boją. – powiedział Louis tak jakby trochę z zazdrością?
Pewnie chciałby mieć taką władzę w szkole. No cóż, nie jest tak wyjątkowy.
- Nauczyciele
niektórzy też. – odparłam z dumą. – Life is beutiful. – dodałam ale zaraz potem
przypomniałam sobie o Peterze. Totalnie zapomniałam, że ten kretyn mnie olał.
Dobry humor gwałtownie spadł …
- Co za
palant! – krzyknął Jace. – Pyta się mnie kiedy się ujawnię bo klub zdesperowanych
chłopaków już na mnie czeka!!
- Uuu ostro. –
skomentowałam.
- An! Masz się
dowiedzieć kim jest ta osoba! Ty masz już te swoje „sposoby”. Nie pozwolę by
jakiś: Tajger tak mnie obrażał.
- I co mam
zrobić jak się dowiem kim on/ona jest? – zapytałam pijąc drinka.
- Jak to co?
Zniszczyć mu życie! Możesz nawet sprawić aby się wypisał. Nie obchodzi mnie to.
Ta osoba nie źle mnie wkurzyła. Spamuje mi obraźliwymi komentarzami na mój
temat. Kurde! Nie zdążam ich usuwać! A jak ludzie to przeczytają? Dziewczyny
przestaną mnie pożądać! Będę skończony! – Jace przeraził się nie na żarty.
Zmarszczyłam brwi. Nie rozumiem go. Jest gejem? Jest. Więc chyba powinno mu
zależeć żeby chłopaki go pożądali a tak będzie jeśli się ujawni. Napalony wzrok
dziewczyn jest mu do niczego nie potrzebny. Chyba, że nie może się pogodzić ze
swoją naturą a to poprawia mu humor? Całkiem możliwe.
W każdym razie
dowiem się kim jest ta osoba. Nawet nie dla mojego brata ale z czystej
ciekawości kto go tak nienawidzi bo przecież wiadomo, że mój brat jest
uwielbiany w szkole. Nazywają go: słodki Jace’i.
A tymczasem
ktoś go hejtuje na twitterze? Niedoczekanie!
Nagle
zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pisało: Mój skarb.
Czyli w
tłumaczeniu: Peter! Ten okropny bezczelny cham! Oooch nienawidzę go w tej
chwili. Dzwoni po dwóch godzinach odkąd mnie totalnie olał?
- Mam
nadzieje, że masz jakieś mocne wytłumaczenie. – powiedziałam na wstępie.
- An … tak mi
przykro. Miałem tyle nauki i zupełnie straciłem poczucie czasu. Ostatnio trochę
zawaliłem matmę i … przepraszam, naprawdę.
Prychnęłam pod
nosem.
- Przepraszam?
Martwiłam się o ciebie! Dzwoniłam tyle razy, że nie zliczę! A ty masz tylko to
na swoją obronę? – zapytałam czując wzbierającą się we mnie wściekłość. – NARA.
- Hej! An
czekaj! – krzyknął w ostatniej chwili Peter gdy chciałam się rozłączyć. – Nie
zrywasz ze mną, prawda? – upewnił się.
- Nie, nie
zrywam. Ale jestem wściekła i lepiej już zacznij myśleć jak mi to wynagrodzisz.
– odpowiedziałam i rozłączyłam się. W sumie to potraktowałam go całkiem nie
źle. Myślałam, że gorzej po nim pojadę. Ale to chyba to, że mi tak bardzo na
nim zależy. Nie mogłabym z nim zerwać z powodu takiego czegoś.
- Widziałaś
Louisa? – Jace wyrwał mnie z zamyślenia. Zamrugałam kilka razy zanim dotarło do
mnie to co powiedział.
- Nie, a do
czegoś ci potrzebny? – odpowiedziałam ze słodkim uśmieszkiem na co on
szturchnął mnie w ramię.
- Po prostu
chciałem się z kimś upić. – powiedział a ja pomyślałam, że zaraz mu się
dostanie.
- Upić? O nie,
nie mój kochany. Myślisz, że ja nie wiem co ludzie robią po alkoholu? I w
dodatku ty? Dostawiłbyś się po pijanemu nawet do dziewczyny.
- W ogóle się
nie liczysz z moimi uczuciami. – mruknął pod nosem.
- Liczyłabym
się gdybyś je miał. Od roku chodzisz wiecznie napalony po zerwaniu z twoim
ostatnim chłopakiem. – przypomniałam mu.
- Dlatego się
chciałem pocieszyć. – powiedział do siebie i zamówił następnego drinka. –
Trudno upije się sam.
- Chyba nasza
zguba się znalazła. – odezwała się Scarlett wskazując palcem na Louisa i … UPS.
– Zaraz, zaraz … kto to jest? – spytała marszcząc brwi.
- Jakaś
blondi. – odpowiedziałam czując jak ogarnia mnie radość. – Louis liże się z
jakąś blondi!! A to znaczy, że nie jest gejem i nie ma ochoty na mojego brata!
Moje życie znów jest piękne! – krzyknęłam ciesząc się jak małe dziecko.
Zobaczyłam jak mój brat mruży oczy i ciężko wzdycha. Dotknęłam jego ramienia. –
Przykro mi.
- Serio? –
spytał zaskoczony.
- Szczerze?
Wcale! Jestem szczęśliwa.
I tak
rozwiązał się jeden problem. Louis okazał się 100 % hetero. A ja mam nową
ploteczkę. Louis Tomlinson miział się z nowo poznaną dziewczyną w klubie. Muszę
się o niej dowiedzieć czegoś więcej, wtedy wzbudzi większe zainteresowanie.
„A na plotkę
roku to … to możecie poczekać, prawda?” – napisałam na twitterze. „Zdradzę wam
jedno: warto xx” Andrea.
________________________________________________
No nareszcie
skończony! W ogóle nie miałam na niego weny. Pisałam go praktycznie na
spontana. Miało się wydarzyć więcej ale wyszło mi już 6 stron to mówię: czas
zakończyć rozdział ;-). I jak? Ciekawi kto hejtuje Jace’a? Albo jaką plotkę
roku ma Andrea? ;-PP.
Następny
rozdział należy do Sylwii :D Na pewno dla was napiszę coś lepszego więc don’t
worry!
Paaaa C:


Booski <3 nie mogę się doczekać nn ;D Czekam :))
OdpowiedzUsuńP.S. zapraszam do siebie po dawkę opisów na kooloorowa.blogspot.com