środa, 2 października 2013

Rozdział 6

Oczami Andrei:
Wtorek, 26 marca 2013 r.
Pierwszy raz nie czuje się duszą towarzystwa. Uwierzcie mi, okropne uczucie. Jak to jest, że Libby i Scar nawiązały jako taki kontakt z chłopakami a ja nie? Chociaż nie, chwila mój braciszek mieszka z Louisem i cały czas zastanawia się jak go poderwać. Nie no po prostu zajebiście! Zastanawiam się co teraz robią? Mam nadzieje, że Jace niczego nie próbuje bo inaczej go zabije! Przysięgam, że zabije! Ożywię a potem znów zabiję i tak w kółko. Pomijając to, to jest wtorek po południu a ja nie mam żadnych planów. Muszę się zastanowić co by tu dzisiaj porobić. Siedziałam na kanapie i pisałam właśnie tweeta: Nuuudy xx .
Oczywiście miałam w ciągu minuty 150 podanych dalej. Proszę, proszę. Napisać jakieś głupoty a ludzie to lubią bo jesteś sławna w szkole, w życiu. Nie ważne. Ważne, że sławna.
- Co robisz? – zapytała Izabella, która siedziała na fotelu parę metrów dalej. Drgnęłam. Jak to się stało, że wcześniej jej nie zauważyłam? Dobry boże, jest jak duch. 
- Już nic. – odpowiedziałam chowając telefon do kieszeni rurek. Przez moment siedzieliśmy w ciszy, która nie powiem była dosyć krępująca. – Masz jakieś plany? – zapytałam nagle. Dziewczyna potrzasnęła przecząco głową. – Ja też nie. – poinformowałam ją i znów zapadła cisza. Cholera no! Nienawidzę właśnie takich sytuacji. Doprowadzają mnie do szału. Nagle do pokoju weszła Libby. Dzięki Bogu! Moje wybawienie! Uff.
- Hej laski. Co robicie? – zapytała siadając obok mnie na kanapie.
- Rozmawiamy. – powiedziała Izabella. Że what? Ha ha. Za dużo powiedziane ale nie sprostowałam gdyż nie chce być nie miła dla naszego nowego domownika. Niech już jej będzie. Mogłyśmy rozmawiać!!
- Ahaa. An, czytałam twojego tweeta. Podobno się nudzisz. – powiedziała Liv a ja wywróciłam oczami.
- Czy my nawet będąc w jednym domu w tym samym czasie musimy się komunikować przez twittera? – zapytałam patrząc na przyjaciółkę a ta wzruszyła ramionami.
- No sorki ale akurat sprawdzałam twitterka paczę a tam dodałaś wpis: Nuuudy. No to jestem, nie? – wyszczerzyła się. W tym momencie nadeszła kolejna osoba a mianowicie Scarlett.
- Podobno się nudzicie … - zaczęła ale jej przerwałam.
- Nie no ty też? Czy od dziś wszyscy będziemy pisać do siebie tweety? – spytałam załamana faktem, że nasza komunikacja zjeżdża na bardzo niski poziom.
- Nie, po prostu podsłuchałam waszą rozmowę a właściwie „przypadkiem” usłyszałam. – powiedziała z szerokim uśmiechem.
- No tak! Nasza pani detektyw wszystko widzi i słyszy. – odpowiedziała Libby ze śmiechem.
-  A żebyś wiedziała. To jak? Obejrzymy jakiś film? – zapytała Scar na co Liv potrzasnęła przecząco głową.
- A co byście powiedziały na dzikie party? – zapytała blondynka. No oczywiście. Jej tylko imprezy w głowie, podobnie zresztą jak prawie nam wszystkim. Bo oczywiście istnieją pewne wyjątki jak na przykład Scarlett i … hm … Izabella też nie wygląda na zbytnią imprezowiczkę ale pozory bardzo często mylą.
- Dzikie party? W sumie może być. – wzruszyłam ramionami. – Ale w sensie, że kiedy? Dzisiaj? – zapytałam zaskoczona.
- No przecież nie jutro! – odpowiedziała lekko zirytowana Libby. – Oczywiście, że dzisiaj. We trzy damy nie źle czadu! – ucieszyła się jak małe dziecko. – Ciekawe czy poznamy jakiś fajnych kolesi! Ojej a może będzie ktoś sławny i do mnie zagada?
- Ojej a może spotkamy braci Jonas! – powiedziałam z sarkazmem na co blondynka zmrużyła oczy jak kocica.
- Jutro szkoła. Mamy lekcje. – przypomniała Scar. – Mnie zależy na ocenach.
- Scarlett no błagam! Masz szansę poznać braci Jonas hello! – krzyknęłam tłumiąc śmiech na co Libby, która nie źle się wkurzyła szturchnęła mnie w ramię dosyć mocno. Jęknęłam cicho. Potem zaczęło się przekonywanie Scar do pójścia na imprezę. Ach gdyby to jeszcze był piątek to poszłoby o wiele lepiej ale to był niestety wtorek nawet nie połowa tygodnia.
- Dobra ja idę się zacząć szykować na imprezę. – powiedziała w końcu Libby. – A ty Scar masz iść! Nie musisz pić alkoholu. No proszę, pojaw się chociaż na godzinę, dwie, trzy … nie musisz do rana tak jak zapewne my zabalujemy.
- Noo. – kiwnęłam głową w zamyśleniu. – O 5:00 rano wrócimy jak nic. I to jeszcze jak spotkamy braci Jonas …
- An! Co ty z tymi braćmi? – zapytała Libby. – Zakładasz jakieś stowarzyszenie czy co?
- A wyobraź sobie, że lubię ich muzykę! W camp rock byli nie źli. – powiedziałam dumnie chodź nie znam nawet jednej ich piosenki. Po co ja to w ogóle powiedziałam? Boże. Najpierw gadam potem myślę, jak zwykle. Mojej przyjaciółce widocznie wystarczyło to wyjaśnienie bo już dała spokój. A Scalett postanowiła, że pójdzie ale nie posiedzi tam długo i na pewno nie będzie podrywać innych kolesi. Chciałam powiedzieć: zmienisz zdanie jak spotkamy braci Jonas. Ale też już dałam spokój.
                                                                                  ***
Koło godziny 19:00 byłam prawie gotowa. Włosy pozostawiłam rozpuszczone, lekko pofalowane, założyłam jasno – niebieskie obcisłe dżinsy i czarną zwiewną bluzkę z ćwiekami. Wydaje mi się, że wyglądałam okej chodź mogłam się trochę bardziej postarać. Chciałyśmy zabrać też Izabellę ale nie chciała iść. Scarlett ją nawet poparła. Tłum i nowi ludzie nie sprawiliby, że poczułaby się lepiej. Podeszłam do komody na której znajdował się mój telefon. Jak impreza to tylko z moim chłopakiem. Nie mogę pozwolić abym ja się świetnie bawiła a ten biedak siedział w domu nad książkami. Weszłam w kontakty i nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po paru piknięciach odebrał.
- Witaj słonko. – powiedziałam do niego najbardziej słodkim głosem na jaki było mnie stać. – Za godzinę idziemy na imprezę. Może chciałbyś dołączyć? Co? Wiem, że późno cię informuje ale jesteś chłopakiem a wy nie potrzebujecie aż tyle czasu co my, dziewczyny.
- Co? Eee, jasne wpadnę. – odpowiedział lekko zmieszany? Hm, po za tym miał dziwny głos.
- Wszystko w porządku?
- Taak. Tylko jestem zmęczony. To wszystko. Ta szkoła mnie wykańcza fizycznie i psychicznie. Mam tyle nauki, że głowa mała. – wyjaśnił a mnie to w zupełności wystarczyło. Nie było zresztą powodów abym mu nie wierzyła. Byliśmy razem dosyć długo i jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się mnie okłamać. A gdyby miał coś na sumieniu to wierzcie mi, że byłabym pierwszą osobą, która by o tym wiedziała. Wiem co się dzieje u wszystkich w szkole to nie wiedziałabym co u mojego chłopaka? Wolne żarty.
Zeszłam na dół a tam Libby narzekała, że nie wie w którą sukienkę ma się ubrać. Czerwoną czy niebieską.
- Czerwona. – powiedziałam. – Bardziej seksowna. Przyciągniesz uwagę wszystkich kolesi.
- To samo jej mówiłam. – rzekła Scarlett. – Ale ona mówi, że niebieska pasuje jej do torebki.
- To niech wymieni torebkę. – odpowiedziałam bezproblemowo.
- Wiecie co? Ja chyba założę białą sukienkę i wezmę czarną torebkę. Będzie idealnie pasować. Czerń i biel. Co wy na to? – zapytała a my kiwnęłyśmy głowami z uśmiechem. Po co ona nas pyta o zdanie? Przecież to logiczne, że i tak zawsze robi tak jak ona chce. Nawet gdybyśmy powiedziały: Niee, nie zakładaj białej! Błagamy cię!
To jestem pewna, że nic by sobie z tego nie robiła. Więc prościej było się po prostu zgodzić. Więc gdy Libby poszła na górę się przebrać zadzwonił dzwonek u drzwi. Zmarszczyłyśmy ze Scar lekko brwi. Nikogo się nie spodziewałyśmy a Petera powiadomiłam o imprezie 10 minut temu. Na pewno nie przyjechałby tak szybko. Scarlett jako detektyw zaczęła się powoli zakradać a ja stanęłam za nią. No sorry ale nie jestem aż tak odważna, nie?
Moja przyjaciółka nacisnęła powoli klamkę a ja wstrzymałam oddech i …
- Zayn?! – krzyknęłyśmy równo na co on aż podskoczył.
- Eee chyba tak. – odpowiedział nie pewnie. – To znaczy na pewno tak. No chyba, że macie wątpliwości?
- Nie, nie. – potrzasnęłyśmy głową.
- Wy tak zawsze mówicie równo? – zapytał na co znów pokręciłyśmy przecząco głowami. – Okeeej. – lekko zaskoczony wszedł do środka a my gapiłyśmy się na niego jak na skończonego idiotę. Nikt przez dłuższy czas się nie odzywał więc postanowiłam zabrać głos.
- My idziemy zaraz na imprezę. – poinformowałam go i czekałam na jego zawstydzoną minę typu: Aaa sorry nie wiedziałem. Już się zmywam.
On tymczasem uśmiechnął się szeroko i powiedział:
- Wiem.
- Wiesz? – zapytałam zaskoczona. – To świetnie, że wiesz. W takim razie może byś …
- Poszedł z wami. – wszedł mi w zdanie a ja uniosłam wysoko brwi zdumiona jego bezczelnością. Przepraszam bardzo ale od kiedy ten typ ma czelność wpraszać się na nasze imprezy? Nawet nie zapytał czy może tylko powiedział to tak jakby to była normalka że gdzie my tam i on. Po chwili zabrzmiał kolejny dzwonek u drzwi.
- To pewnie Peter. – rzekłam i posłałam ostatni raz karcące spojrzenie Zaynowi typu: Nie spodziewałam się tego po tobie mój drogi.
Nacisnęłam klamkę i … aż jęknęłam zdumiona widokiem jaki zastałam. Otóż w progu stał Liam z Niallem i Harrym! Co oni tu robią? I to we trójkę? A może będą w naszym domu sobie robić jakąś swoją prywatną imprezę? Interesujące.
- Siemaneczko! – zawył Harry i wparował do naszego domu o mało nie potrącając mnie w drzwiach. Można by rzec, że chamsko się wepchał.
- Cześć. – przywitał się Niall i Liam także wchodząc do środka tyle, że ostrożniej.
- Przepraszam, że zapytam ale: co wy tu wszyscy robicie? – zadałam pytanie a reszta posłała mi spojrzenia typu: WTF? W tym momencie z góry zbiegła Libby. Wow! Wyglądała olśniewająco i każdy powtarzam każdy z chłopaków spojrzał na nią jak na ósmy cud świata. Dobrze, że ma Petera bo zrobiłabym się nieco zazdrosna.
- Hej chłopaki. Super, ze postanowiliście przyjść. To jak? Imprezę czas zacząć! Jedziemy! – krzyknęła blondynka i skierowała się w stronę drzwi wyjściowych.
- A co z nimi? – zapytałam wskazując palcem na chłopaków.
- No jak to co? Jadą z nami. Dzwoniłam do Zayana  i powiedziałam, że może z nami iść. Ewentualnie zgodziłam się na zabranie reszty a właściwie … ehem kotleta. – rzekła patrząc na niego mrużąc oczy. Wow. Ona naprawdę go nienawidzi. A w sumie. Są kwita.
- Fajnie, że będzie tam ktoś znajomy. – powiedziała Scarlett. – A teraz chodźmy bo się spóźnimy. – dodała i wszyscy wyszli z naszego domu kierując się w stronę samochodu. Wzięłam głęboki oddech i przez dłuższy czas zastanawiałam się czy zadzwonić po mojego brata. To imprezowicz i na pewno nie byłby zadowolony, że przepuścił jakąś imprezę z jego ukochaną siostrunią. Wyjęłam telefon i napisałam mu sms w którym poinformowałam go gdzie ma przyjechać. Nie musiałam długo czekać na odpowiedź typu: Are you kidding? Oczywiście, że mam ochotę! Daj nam 5 minut!!!
Jakie nam? O.o aaa zapomniałam. Jest z nim ten koleś od Hanny Montany. Sorry ale zapomniałam imienia. Coś na „L”. Może Leonard? Pewnie tak.
                                                                       ***
W klubie jak to w klubie głośna muzyka i pełno ludzi. Akurat leciał remix piosenki Britney Spears i Will I Am Scream&Shut. Nie powiem w tej wersji spodobała mi się o wiele bardziej. Ale nie w tym rzecz. Podeszłam do baru i wyjęłam z torebki telefon. Zero wiadomości od Petera, nawet nie dzwonił! Co to do cholery ma być? Jestem tu od 20 minut! Wysłałam mu więc 6 sms pytając czy na serio jest takim dupkiem czy tylko udaje?
Bo mam nadzieje, ze to drugie albo ma naprawdę bardzo poważny powód! Bo jeśli zwyczajnie zapomniał to nie daruje mu.
- Co dla ciebie? – zapytał barman.
- Drink z lodem. – odpowiedziałam z ciężkim westchnieniem. Była smutna i zła, że zostałam tak chamsko potraktowana z jego strony. To mój chłopak i kocham go ale w mojej głowie zaczęło się zradzać pełno pomysłów na zemstę.
- Robi się. – powiedział chłopak z szerokim uśmiechem. W tym momencie podeszła do mnie roześmiana Libby. Dobrze, że chociaż ona ma dobry humor.
- Spotkałaś braci Jonas. – strzelałam jednak ona potrzasnęła głową.
- Lepiej! Zapłaciłam pewnemu kolesiowi żeby zaczął podrywać kotleta. Żebyś widziała jego minę, bezcenna. – powiedziała i znów się roześmiała. Uśmiechnęłam się lekko. W sumie nie powinnam sobie psuć humoru przez Petera. Jestem na imprezie w klubie! Ludzie! Powinnam się upić a jutro narzekać na kaca.
- Ten w czerwonej marynarce. – rzekłam wskazując na niego ruchem głowy. – Powiedz, że twój koleżka chce sprawdzić czy jest gejem. Padniesz ze śmiechu.
- W czerwonej marynarce? – zapytała zaskoczona.
- Taak. To prawdziwy gej więc nie będzie problemu. Aha i poinformuj go, że Harry może się opierać ale on ma nie zwracać na to uwagi. Zresztą obczaja go od 10 minut więc nie będzie problemu. – odparłam bezproblemowo i upiłam łyk drinka, który postawił przede mną barman. Libby pisnęła  z zachwytu i pobiegła w jego stronę. Uśmiechnęłam się pod nosem. Biedny Harry. Na jego miejscu przepisałabym się ze szkoły bo jeśli Libby kogoś nie lubi to koniec. Ciężko ją przekonać do zmiany zdania. Ja mszczę się i mam spokój. Nie czuje zbytniej nienawiści po tym wszystkim do tych osób. Może dlatego, że przez moje „zemsty” muszą nie źle cierpieć. No cóż. Życie.
Kolejną osobą, która podeszła do mnie była Scarlett. Widać po niej było, że nie czuła się dobrze w takim otoczeniu.
- I jak się bawisz? – zapytała opierając się o bar.
- Średnio. Zamierzam się upić bo wtedy przychodzą mi najlepsze pomysły do zemst. – powiedziałam mając na myśli Petera. Idiota!!
- Jakiś koleś pytał czy mam siostrę bo chętnie by się nami zajął. – powiedziała z niesmakiem. – Jeszcze jeden taki tekst a zmywam się stąd.
Poklepałam ją po ramieniu z uśmiechem. W tym momencie zauważyłam mojego brata i wielkiego fana Hanny Montany. No proszę, proszę. Jace jak zwykle tryskał energią i wzbudził zainteresowanie połowy dziewczyn, które były w klubie. On po prostu coś w sobie miał, że przyciągał uwagę. Pewny siebie, przystojny i zabawny. Wystarczy.
- Ale obczajają mój tyłek. – ucieszył się Jace i usiadł na krzesełku barowym. – Cztery drinki proszę! – krzyknął do barmana.
- Cztery? – zapytałam.
- Dla mnie, ciebie, Louisa i Scar. – odpowiedział z miną typu: Jesteś taka głupia czy udajesz?!
Aaa Louis! Kurde co ja wymyśliłam z tym Leonardem. Nie no nie mogę z siebie. Zapomnieć imienia chłopaka, który mieszka z twoim bratem, który jest wiecznie napalony. O Jeeezys. Właśnie mi się przypomniało, że Jace jest gejem a Louis psychicznym narkomanem. Fuck.
- Jak się wam razem mieszka? – spytałam patrząc uważnie na Louisa. Jeśli będzie coś kręcił od razu to odkryje. Wierzcie mi lub nie ale ma się ten dar.
- Jest spoko. – odpowiedział wzruszając ramionami i usiadł obok niego na krzesełku barowym. No chyba nie skoro tak się go trzyma blisko!
- Jaki koleś. – odezwał się Jace ze śmiechem patrząc na swój telefon. – Napisałem na twitterze: Jestem na imprezie ludziska xx. A jakiś pajac o nicku: Tajger odpisał: I mam nadzieje, że zalejesz się w trupa. Może to ci rozjaśni w główce.
- Masz swojego własnego hejtera. Wielka chwila. – powiedziałam z uśmiechem odbierając drugiego drinka od barmana. – Nie przejmuj się. Na moim koncie co chwila ktoś mnie wyzywa. Oczywiście i tak przeważa liczba osób które mnie uwielbiają ale te hejty ranią …
- Serio? Tak mi przykro. – odezwała się Scar. – Ludzie potrafią być okropni.
- Nie jest naprawdę okej. – zapewniłam ją z uśmiechem. – I tak dowiaduję się kim są te osoby i niszczę im życie w szkole. Jedna dziewczyna nawet przeze mnie się wypisała. Więc nie martw się o mnie. Jakoś daję radę.
- Jakoś? Ludzie się ciebie boją. – powiedział Louis tak jakby trochę z zazdrością? Pewnie chciałby mieć taką władzę w szkole. No cóż, nie jest tak wyjątkowy.
- Nauczyciele niektórzy też. – odparłam z dumą. – Life is beutiful. – dodałam ale zaraz potem przypomniałam sobie o Peterze. Totalnie zapomniałam, że ten kretyn mnie olał. Dobry humor gwałtownie spadł …
- Co za palant! – krzyknął Jace. – Pyta się mnie kiedy się ujawnię bo klub zdesperowanych chłopaków już na mnie czeka!!
- Uuu ostro. – skomentowałam. 
- An! Masz się dowiedzieć kim jest ta osoba! Ty masz już te swoje „sposoby”. Nie pozwolę by jakiś: Tajger tak mnie obrażał.
- I co mam zrobić jak się dowiem kim on/ona jest? – zapytałam pijąc drinka.
- Jak to co? Zniszczyć mu życie! Możesz nawet sprawić aby się wypisał. Nie obchodzi mnie to. Ta osoba nie źle mnie wkurzyła. Spamuje mi obraźliwymi komentarzami na mój temat. Kurde! Nie zdążam ich usuwać! A jak ludzie to przeczytają? Dziewczyny przestaną mnie pożądać! Będę skończony! – Jace przeraził się nie na żarty. Zmarszczyłam brwi. Nie rozumiem go. Jest gejem? Jest. Więc chyba powinno mu zależeć żeby chłopaki go pożądali a tak będzie jeśli się ujawni. Napalony wzrok dziewczyn jest mu do niczego nie potrzebny. Chyba, że nie może się pogodzić ze swoją naturą a to poprawia mu humor? Całkiem możliwe.
W każdym razie dowiem się kim jest ta osoba. Nawet nie dla mojego brata ale z czystej ciekawości kto go tak nienawidzi bo przecież wiadomo, że mój brat jest uwielbiany w szkole. Nazywają go: słodki Jace’i.
A tymczasem ktoś go hejtuje na twitterze? Niedoczekanie!
Nagle zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu pisało: Mój skarb.
Czyli w tłumaczeniu: Peter! Ten okropny bezczelny cham! Oooch nienawidzę go w tej chwili. Dzwoni po dwóch godzinach odkąd mnie totalnie olał?
- Mam nadzieje, że masz jakieś mocne wytłumaczenie. – powiedziałam na wstępie.
- An … tak mi przykro. Miałem tyle nauki i zupełnie straciłem poczucie czasu. Ostatnio trochę zawaliłem matmę i … przepraszam, naprawdę.
Prychnęłam pod nosem.
- Przepraszam? Martwiłam się o ciebie! Dzwoniłam tyle razy, że nie zliczę! A ty masz tylko to na swoją obronę? – zapytałam czując wzbierającą się we mnie wściekłość. – NARA.
- Hej! An czekaj! – krzyknął w ostatniej chwili Peter gdy chciałam się rozłączyć. – Nie zrywasz ze mną, prawda? – upewnił się.
- Nie, nie zrywam. Ale jestem wściekła i lepiej już zacznij myśleć jak mi to wynagrodzisz. – odpowiedziałam i rozłączyłam się. W sumie to potraktowałam go całkiem nie źle. Myślałam, że gorzej po nim pojadę. Ale to chyba to, że mi tak bardzo na nim zależy. Nie mogłabym z nim zerwać z powodu takiego czegoś.
- Widziałaś Louisa? – Jace wyrwał mnie z zamyślenia. Zamrugałam kilka razy zanim dotarło do mnie to co powiedział.
- Nie, a do czegoś ci potrzebny? – odpowiedziałam ze słodkim uśmieszkiem na co on szturchnął mnie w ramię.
- Po prostu chciałem się z kimś upić. – powiedział a ja pomyślałam, że zaraz mu się dostanie.
- Upić? O nie, nie mój kochany. Myślisz, że ja nie wiem co ludzie robią po alkoholu? I w dodatku ty? Dostawiłbyś się po pijanemu nawet do dziewczyny.
- W ogóle się nie liczysz z moimi uczuciami. – mruknął pod nosem.
- Liczyłabym się gdybyś je miał. Od roku chodzisz wiecznie napalony po zerwaniu z twoim ostatnim chłopakiem. – przypomniałam mu.
- Dlatego się chciałem pocieszyć. – powiedział do siebie i zamówił następnego drinka. – Trudno upije się sam.
- Chyba nasza zguba się znalazła. – odezwała się Scarlett wskazując palcem na Louisa i … UPS. – Zaraz, zaraz … kto to jest? – spytała marszcząc brwi.
- Jakaś blondi. – odpowiedziałam czując jak ogarnia mnie radość. – Louis liże się z jakąś blondi!! A to znaczy, że nie jest gejem i nie ma ochoty na mojego brata! Moje życie znów jest piękne! – krzyknęłam ciesząc się jak małe dziecko. Zobaczyłam jak mój brat mruży oczy i ciężko wzdycha. Dotknęłam jego ramienia. – Przykro mi.
- Serio? – spytał zaskoczony.
- Szczerze? Wcale! Jestem szczęśliwa.
I tak rozwiązał się jeden problem. Louis okazał się 100 % hetero. A ja mam nową ploteczkę. Louis Tomlinson miział się z nowo poznaną dziewczyną w klubie. Muszę się o niej dowiedzieć czegoś więcej, wtedy wzbudzi większe zainteresowanie.
„A na plotkę roku to … to możecie poczekać, prawda?” – napisałam na twitterze. „Zdradzę wam jedno: warto xx” Andrea.
 ________________________________________________
No nareszcie skończony! W ogóle nie miałam na niego weny. Pisałam go praktycznie na spontana. Miało się wydarzyć więcej ale wyszło mi już 6 stron to mówię: czas zakończyć rozdział ;-). I jak? Ciekawi kto hejtuje Jace’a? Albo jaką plotkę roku ma Andrea? ;-PP.
Następny rozdział należy do Sylwii :D Na pewno dla was napiszę coś lepszego więc don’t worry!
Paaaa C: 

1 komentarz:

  1. Booski <3 nie mogę się doczekać nn ;D Czekam :))

    P.S. zapraszam do siebie po dawkę opisów na kooloorowa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń