Perspektywa Libby
Pon. – Wt. 25-24 marca 2013 r.
Poniedziałek to najgorszy dzień tygodnia. Jak mi się nie
chce chodzić do szkoły normalnie masakra. Problem w tym że jest już wieczór, a
ja nie mam żadnych planów. Ubrałam body, zarzuciłam moją kolorową tutu i
zdjęłam z wieszaka baletki. Poszłam do naszej pracowni i założyłam obuwie do
tańca. Często jak się nudzę ćwiczę, kocham taniec to moja pasja. Jednak nie
myślałam o nim nigdy pod względem zawodu i pracy. Zaczęłam od rozgrzewki, ale
trochę się przeliczyłam żebra dalej nie dają mi o sobie zapomnieć. Stanęłam przy
barierkach i postanowiłam dzisiaj się nie forsować tak jak zawsze tylko
postawiłam na rozciąganie nóg. Nagle ktoś wparował do pracowni…
- A to nasz pokój w którym ćwiczymy…. – powiedziała do kogoś
Scar.
- Sorki Liv, że ci przeszkadzamy w ćwiczeniach. To jest
Izabella zatrzyma się u nas na jakiś czas. – oznajmiła.
- A my co hotel. – spojrzałam na dziewczynę po której dało
się zauważyć, że jeszcze nie dawno płakała.
- Libby … ! Nie przejmuj się nią Iz. – skarciła mnie
Scarlett na co tylko przewróciłam oczami i wróciłam do ćwiczeń, a one wyszły.
Dosłownie minęłam minuta, a znów mi ktoś przerwał.
- Do cholery czy ja nawet na chwilę nie mogę być sama tylko
ktoś musi mi przerywać ?!
- Też cię miło widzieć księżniczko. – uśmiechnął się Zayn.
- O hej sorki, ale wszyscy mi przeszkadzają dzisiaj. –
powiedziałam dalej się rozciągając, cholerne żebra -.-
- Jak długo trenujesz. – zapytał rozsiadając się na kanapie
w rogu pomieszczenia. Jest całe białe, a jedna ściana jest pokryta całkowicie
lustrami i barierkami.
- Odkąd pamiętam pewnie od chwili kiedy zaczęłam chodzić. –
uśmiechnęłam się sama do siebie. Kiedyś było inaczej rodzice byli na każdym
moim występie, a teraz co … pewnie nawet nie wiedzą, że nadal trenuje i do
jakiej szkoły chodzę.
- To fajnie, ja mam podobnie ze śpiewaniem. – powiedział.
- Serio, a możesz coś zaśpiewać ? – zapytała, a on trochę
się spiął.
- Czy ja wiem…
- No dawaj mamy tu świetną akustykę. – wyszczerzyłam się jak
głupia, czemu czuję się przy nim tak swobodnie hmm
- No dobrze, może być Mario - Let me love you ? – ochoczo
pokiwałam głową, a on zaczął śpiewać.
Normalnie mnie zatkało nie sądziłam, że ma tak wielki
talent. Siedziałam naprzeciwko niego z rozdziawioną buzią, a uwierzcie mnie
trudno zadziwić.
- Łał Zayn to było genialne.
- Nie sądziłem, że kiedykolwiek ktoś usłyszy od ciebie takie
słowa.
- Daj spokój nie jestem, aż taką jedzą. – uderzyłam go lekko
w ramię na co zaczął udawać, że go to wielce zabolało.
- Teraz ty. – spojrzała na mnie wyczekująco.
- Co teraz ja ?
- Zatańcz …
- Postaram się, ale nie licz na wiele po wypadku jest mi
ciężko.
- Nie licz na wiele …. To było świetne i nie było widać, że
jesteś po wypadku jak ty to robisz ?
- Wiesz tyle lat baletu nauczyło mnie maskować ból. Taniec
to nie tylko pięknie wyglądający występ to nie takie proste. Widzowie widzą
tylko to co jest ładne i wygląda na łatwe, ale to lata pracy, licznych kontuzji
i cierpienia. – wyznałam mu.
- Nie uważam, że to łatwe. Wiem bynajmniej się domyślam co
musiałaś przeżywać. – przytulił mnie, dobra to dziwne co dzieje się ze mną przy
nim…
- Jak chcesz to możesz iść do dziewczyn, a ja poćwiczę
jeszcze chwilę. No chyba, że chcesz zostać. – wstałam na równe nogi i podeszłam
do barierek, a chłopak ani drgnął. Włączyłam muzykę i zapominając o jego
obecności całkowicie wczułam się w melodię.
***
Rześka wstałam z łóżka i biorąc naszykowane ubrania poszłam
do łazienki. Wyszykowałam się i po drodze biorąc torbę poszłam do kuchni, gdzie
siedziały już dziewczyny.
- Hej bitchs ! – zawyłam do nich.
- No hej ! – odpowiedziały.
- Co na śniadanko ? – zapytałam
- Hmm nie wiem to co sobie zrobisz – rzekła Scar z
oczywistością.
- Ja tu ciężko pracuje, rano wstaje, a na mnie nie czeka
śniadanie ….. dobra mniejsza zrobię
sobie płatki. – dziewczyny tylko wywróciły oczami. Nasypałam do miski
dietetycznych płatków i zalała odtłuszczonym mlekiem nie wiem jak można jeść to
na ciepło, więc złapałam łyżkę i zaczęłam jeść posiłek. Scar już pojechała do
szkoły, a An poszła jeszcze do pokoju. Brudne naczynia włożyłam do zmywarki i
spojrzałam na zegarek 7:50.
- Cholera Star spóźnimy się do szkoły … kogo ja oszukuje
zawsze się spóźniamy. – spojrzałyśmy na siebie i wybuchłyśmy śmiechem.
Wzięłyśmy torebki i wcześniej zamykając dom zeszłyśmy do podziemnego parkingu.
Każda wsiadła do swojego auta i ruszyłyśmy do szkoły. Oczywiście nie obyło się
bez stania w korku to jakaś masakra. Zaparkowałyśmy na naszych stałych
miejscach i ruszyłyśmy do budynku w którym panowała cisza, no tak spóźnione.
- Panienka Sanchez i panienka Hathaway znów spóźnione. – rzekł
ochroniarz sprawdzający przepustki.
- No wie pan te korki. – uśmiechnęłam się sztucznie.
- Takie kity to mi tu proszę nie wciskać, a teraz na lekcję.
– bez słowa ruszyłyśmy w głąb holu.
- Ja lecę bo mam teraz w teatrze. – pomachała mi Andrea i
pobiegła do innej części budynku. Poszłam do swojej szafki i zostawiłam tam
niepotrzebne chwilowo książki. Szybkim krokiem ruszyłam do sali od
angielskiego. Ale gdy już miałam skręcić w kolejny korytarz zobaczyłam Josh’a
cholera -.- Stanęłam przy ścianie i czekałam aż przejdzie, gdy tylko zniknął w
zaułku ruszyłam do sali i szybko tam weszłam.
- Jak zawsze spóźniona. – rzekł nauczyciel.
- Nie moja wina to korki. – wywróciłam oczami i usiadłam do
ostatniej ławki, gdzie chichrała się już Sasha.
- Libby jak zawsze spóźniona. – zaczęła naśladować zrzędliwy
głos dziewczyna.
- I jak zawsze ta sama wymówka. – puściłam jej oczko i
wyjęłam zeszyt i książkę.
- Ciesz się że nic nie pisaliśmy, bo tylko gadał co robił w
weekend. Wiesz, że był na dziwkach. – powiedziała zniesmaczona Sas.
- Fuuu to obrzydliwe on jest za stary. – skrzywiłam się.
- Dość że się spóźniasz to jeszcze zagadujesz innych. –
zwrócił mi uwagę nauczyciel.
- Przepraszam już nie będę. – powiedziałam zabijając go
wzrokiem ja przynajmniej nie chodzę na dziwki pff. Ciekawe co na to jego żona.
Moje wybawienie dzwonek ! Szybko wyszłyśmy z klasy i każda rozeszła się do
swojej szafki na szczęście ja, Scar i An mamy je koło siebie więc nie musimy
się szukać.
- Co masz teraz Flesh ? -
zaszłą mnie od tyłu Panda.
- Dwie godziny baletu, później matmę i na dzisiaj koniec. –
powiedziałam zmarnowana.
- Ja mam trzy godziny w pracowni krawieckiej i w sumie też
koniec, bo podobno wyrzucili mojego nauczyciela od angielskiego, biedny ciekawe
za co ? – zamyśliła się Scarlett.
- Nie wiesz może gdzie Star ? – zapytałam. Wskazała na mały
głośnik zawieszony przy suficie, a stamtąd jak na zawołanie wydobył się głos
naszej przyjaciółki.
Witam w codziennych
porannych informacjach. To znów ja wasza kochana Andrea. Moje wiarygodne źródła
mówią, że nowy nauczyciel anglika to będzie niezłe ciacho. Ostatni został
zwolniony przez to że podobno dobierał się do dziewczyn, omamiał je, a później
nakręcał sex taśmy. Na dzisiaj koniec, ale ostrzegam widzę i słyszę wszystko
więc się strzeżcie xoxo
- Ona ma dzisiaj jakiś dobry humor. – powiedziała Lett.
- Nie pewnie trzyma ich w napięciu, bo już ma plote roku. –
oznajmiłam.
- Jak wam się podobało ? – zapytała An, która pojawiła się z
nikąd.
- Co tam mało i nawet nie obraziłaś żadnego ucznia. –
podszedł do nas zdziwiony kotlet, a wraz z nim Zayn, Liam, Louis i Niall.
- No wiesz miała obrazić ciebie, ale stwierdziła że już
bardziej cię nie będzie pogrążać. – uśmiechnęłam się do niego sztucznie.
- Nikt cię nie pytał divo. – odburknął pff gbur. Zaraz zaraz
jak on mnie nazwał ?!?
- Nie jestem divą kotlecie !
- Nie odzywam się do ciebie jasne. – dobra teraz mnie
zatkało … mnie Libby Olivie Biance Hathaway ! Tego jeszcze nie było.
- Macie może jakieś zbędne kanapki ? – zapytał Niall, ja tu
mam poważny problem, a ten mi z jedzeniem wyjeżdża co za ludzie. On nie będzie
się do mnie odzywał ?!? Co ja gadam przecież mam to gdzieś czy się do mnie
odzywa czy nie.
- Ziemia do Libby .. już dzwonek był. – pomachał mi ręką
przed oczami Liam.
- A tak … yy cześć. – powiedziałam i szybko pobiegłam do
szatni przebrać się w body. Wzięłam baletki i szybko poszłam na salę
gimnastyczną. Uff na szczęście się nie spóźniłam. W sumie to jedyna
nauczycielka do której wolałabym się nie spóźnić na lekcję.
- Witam dziewczęta. – powiedziała pani Petrenko. To Rosjanka
jedna z najlepszych baletnic w kraju.
- Dzisiaj każda pokaże mi jakiś układ improwizowany. Może na
pierwszy ogień panienka Mitchell. – rzekła nauczycielka, a moja koleżanka lekko
zestresowana wstał i ustawiła się przed nami. Muzyka zaczęła lecieć i po chwili
zaczął się układ prezentowany przez Sashe.
Oczywiście jak zawsze przez okna
zaglądali chłopacy, którzy mieli akrobatykę w obok sali. Przez cały występ pani
Nadia chodziła i zapisywała cos w swoim notesie.
***
Już lekko znudzona siedzę i czekam na swoją kolej. W głowie
ułożyłam już kilka układów więc nie mam się co martwić. Mimo że Sas była
pierwsza i pod presją poszło jej znakomicie i nawet nauczycielka lekko się uśmiechnęła
co zdarza się rzadko.
- Może teraz panienka Hathaway pokaże nam czego się
nauczyła. – rzekła z zadartym do góry nosem. Stanęłam przed grupą i czekałam,
aż poleci muzyka. Zaczęłam dość spokojnie, ale z każdą kolejną sekundą muzyka
była ostrzejsza co przekładało się na moje ruchy. W pewnym momencie nie
wytrzymałam i z bólu upadłam na ziemie i skuliłam się w kłębek.
- Libby co jest ? – podbiegła do mnie Sasha.
- Nic to nic. – wyjęczała.
- Proszę zabrać panienkę Hathaway do pielęgniarki. – rzekła niewzruszona
nauczycielka pff snobka. Z pomocą Sas dostałam się do pielęgniarki.
Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie, a ona wyszła z pomieszczenia. Leżąc na
łóżku czekałam, aż przyjdzie kobieta. Zamiast tego nie ziem skąd pojawił się
tam kotlet. W sumie to Zayn i Liam go przynieśli, bo był nieprzytomny.
- Libby ? Co ty tu robisz ? – zdziwił się Li.
- Trochę przeceniłam swoje siły na zajęciach. A temu
kotletowi co się stało ? A w sumie to mam to gdzieś.
- Gdzie pielęgniarka ? – zapytał Zayn.
- Nie wiem też na nią czekam. – powiedziałam.
- Już jestem dzieciaczki. Libby proszę wstań z łóżka, a wy
go tam połóżcie. – rozkazała chłopakom po czym wyszli.
- A więc co ci się stało ? – zapytała mnie.
- Nie wiem dokładnie, ale coś z żebrami.
- Podciągnij koszulkę jak możesz. – z bólem to zrobiłam, a
ona dotknęła bolącego miejsca na co syknęłam.
- Przykro mi, ale na najbliższy tydzień masz zakaz ćwiczenia
baletu. – skrzywiłam się, ale w sumie ma rację lepszy tydzień niż reszta życie.
Podała mi worek z lodem, który przyłożyłam sobie do żeber.
- No dobrze. – odpowiedziałam z ciężkim westchnieniem.
- A teraz jak możesz to posiedź tu chwilkę, bo ja muszę
pójść na salę gimnastyczną, bo ktoś złamał nogę.
- Ale ja ..
- Proszę Libby. Dzięki. – nie zdążyłam zaprotestować, a
pielęgniarki już nie było. Usiadłam naburmuszona na fotelu i czekałam, aż
kobieta wróci. Jak mogła mnie zostawić z tym kotletem, który zaczął się właśnie
przebudzać ugh dlaczego.
- Nie pochlebiaj sobie. Siedzę tu bo mi kazała tak !
- Już nie udawaj, wiem że na mnie lecisz. – powiedział, a ja
aż powietrzem się zakrztusiłam.
- Łał kotlecie widzę że żarty się ciebie trzymają. –
odpowiedziała.
- Proszę cię laluniu widzę jak na mnie patrzysz. Tylko słowo
i jestem twój. – powiedział, a mnie zatkało. W sumie do niego też dopiero
dotarło co powiedział.
- O czyli to ty lecisz na mnie. – powiedziałam rozbawiona.
- Nie .. to nie tak miało brzmieć, wcale na ciebie nie lecę.
– zaprzeczył.
- Czyżby uwaga cytuję : ‘’ Tylko słowo i jestem twój’’. –
zakpiłam i wybuchłam śmiechem. Cholera moje żebra.
- A ty co taka uradowana może to ty jednak lecisz na mnie i dlatego
sobie wmawiasz że to ja lecę na ciebie. – zrobił zamyśloną i chytrą minę.
- Łooo to było bardzo mądre i skomplikowane. Nie wierzę że
to zdanie wyszło z twoich ust. Jesteś głupi ! I to nie prawda nie jestem w
tobie zakochana. – aż skrzywiłam się z obrzydzenia fuu że ja zakochana w nim fuuu
!
- Nie jestem głupi ! – oburzył się.
- Nie chce mi się z tobą gadać. – powiedziałam i
wyszłam z gabinetu._________________________________
A oto kolejny rozdział !! Jupi :D Mam nadzieję, że wam się podoba rozdział. Co sądzicie o Libby ? Liczę na to że przypadła Wam do gustu. Dobra nie wiem co pisać więc ... miłego dnia i liczę na wasze komentarze ! <3


Świetny czekam an anstepny
OdpowiedzUsuń