Oczami Andrei:
Niedziela, 24 marzec
Niedziela, 24 marzec
Całkiem
odlecieliśmy poprzedniej nocy. Wypiliśmy 5 butelek wina i zasnęliśmy. Dziś rano
obudził mnie jakaś piosenka … uch, czuje się jak w horrorze! Może zaraz z szafy
wyskoczy baba jaga? Byłoby całkiem ciekawie. No ale ta muzyczka brzmiała
bardziej jak mój dzwonek. No cóż, warto było pomarzyć. Gdzie jest ta cholerna
komórka? W między czasie spojrzałam na pozostałych. Scarlett spała smacznie na
kanapie, Liam za kanapą a naprzeciwko niego Niall, Louis leżał rozwalony na
środku salonu, Harry w samych bokserkach przytulał psa? O.o ! Że what? A Libby
i Zayn … Wow! Smacznie spali przytuleni do siebie. No, no. Jak słodko. Sama bym
chciała kogoś teraz przytulić, a właściwie nie kogoś tylko Petera. Ooo jest!
Telefon leżał na komodzie. Spojrzałam na wyświetlacz. Jace? Po co dzwoni?
- Heej.
Skończyła ci się kasa na wyprawianie imprez? – spytałam. Mogę się założyć, że
wywrócił właśnie oczami ale cóż … nie myślę jeszcze trzeźwo. Bowiem mój brat
nie lubi tak imprezować jak ja. To dziwne ale to prawda, dlatego rodzice są z
niego troszkę bardziej dumni ale tylko troszkę bo podejrzewam, że nienawidzą
nas tak samo.
- Ja to nie
ty. – odpowiedział dmuchając grzywkę. Tak, tak wiem, że go nie widzę ale to mój
brat od 15 lat! Wiem jak w danej chwili zareagowałby.
- Ale mnie
zripostowałeś. O co chodzi?
- Za 2 godziny
mój samolot wyląduje. – powiedział. – I zamieszkam na stałe w Miami. Cieszysz
się?
Cieszyłam się.
Okropnie się cieszyłam! Kocham mojego brata! Ale świat dziewczyn to świat
dziewczyn i nikt nie ma do niego wstępu.
- Masz 15 lat.
Nie możesz zamieszkać sam. – przypomniałam mu modląc się w duchu, żeby nie
wpadł na pomysł zamieszkać z nami. – I ze mną też nie. – dodałam szybko. – Nie
mamy już pokoi.
- Nawet nie
chcę. Wolę męskie towarzystwo. Nie orientujesz się czy ktoś nie poszukuje
współlokatora? Jakiś przystojne, wolne ciacho?
- Jaaaaace. –
przeciągnęłam znudzonym tonem. – Ja załatwię ci mieszkanko i to na pewno będzie
hetero. Nie nastawiaj się na inaczej.
- Przy mnie
długo nim nie pobędzie.
- Dobra kończę
bo słyszę dzwonek do drzwi. Narka. – pożegnałam się i rozłączyłam.
Zauważyłam, że Harry zaczął się budzić. Jestem ciekawa jego miny kiedy okażę się, że spał wtulony w psa. Kiedy otwierałam drzwi zerknęłam na Stylesa, który otworzył oczy i momentalnie odskoczył tak jakby ta biedna psina parzyła. Zachichotałam.
- Czeeeeeeeść skarbie. – powiedziałam i pocałowałam Petera.
Zauważyłam, że Harry zaczął się budzić. Jestem ciekawa jego miny kiedy okażę się, że spał wtulony w psa. Kiedy otwierałam drzwi zerknęłam na Stylesa, który otworzył oczy i momentalnie odskoczył tak jakby ta biedna psina parzyła. Zachichotałam.
- Czeeeeeeeść skarbie. – powiedziałam i pocałowałam Petera.
- Hej. –
odpowiedział wchodząc do środka. Od razu zmarszczył brwi. – Była jakaś impreza?
Beze mnie? – spytał z wyrzutem. – I co to za koleś w bokserkach? – spojrzał na
mnie podejrzliwie. No chyba on nie uważa, że pomiędzy mną a Harrym … no nie
mogę.
- To Harry. –
odpowiedziałam.
- Czeeeść
jestem Harry. – powiedział i zaczął się rozglądać po mieszkaniu. – Kurde, gdzie
moje ubrania?
- Widzę, że
była ostra ta imprezka. – mruknął pod nosem mój chłopak. Ooo Peter jest taki
słodki kiedy jest zazdrosny. Mam ochotę go uściskać i powiedzieć, ze kocham
tylko jego ale w tym momencie Libby i Zayn także zaczęli się wybudzać a po 3
sekundach dołączyła do nich Scar i Louis.
- A żebyś
wiedział. – odparł Styles. – Wypiliśmy chyba z 5 butelek wina i obnażaliśmy
się. Ja pokazałem swojego ptaszka a Andrea cycki.
Otworzyłam
szeroko oczy! Co on odpierdziela?
- Mówiliśmy o
obnażaniu, kotlecie. – poprawiła go Libby.
– I Andrea wcale nie pokazała cycków tylko , zresztą nie ważne. – dodała
przez zaciśnięte zęby. – A ty swojego ptaka. Zresztą wszyscy by uciekli gdybyś
to zrobił.
- Aaa no
chyba, że tak. – powiedział właśnie w tym momencie przypominając sobie
wczorajszy wieczór. – Eeeeej jak to by wszyscy uciekli? Chyba tylko ty by An i
Scar by zostały. – dodał z szerokim uśmiechem.
- Co to ma
znaczyć? – spytał ostro Peter. – Czy między wami coś było?
- Nie! –
krzyknęliśmy równo z Harrym a potem spojrzeliśmy na siebie jak na głupków.
- Dobra mam
dosyć tego Pet, chcę się napić kawy i odświeżyć. Za 2 godziny muszę jechać po
brata a właściwie już za godzinę i 50 minut. – powiedziałam i skierowałam się w
stronę kuchni. Reszta towarzystwa tam została więc miałam trochę spokoju.
Zaczęłam szukać kawy … cholera! Musi gdzieś być. No tak! Górna szafka *le ja
głupia. Wsypałam ją do ekspresu i wlałam wody po czym usiadłam na krzesełku
czekając aż się zaparzy. Dzięki Bogu, że mamy dzisiaj wolne. Nagle zobaczyłam,
że do kuchni ktoś wszedł.
- Jak się
spało? – spytał Louis siadając na krzesełku obok mnie.
- Ujdzie. A
tobie?
- Też. –
odparł z uśmiechem. – Sorry, że pytam ale ty taka obiegana we wszystkim jesteś,
nie?
- No raczej a
co?
Zakrztusiłam
się własną śliną. Przez okrągłą minutę kaszlałam i nie mogłam przestać. Co on
przed chwilą powiedział? Numer do Hanny? Boże! Czy on zdaje sobie sprawę, że to
postać fikcyjna? Bo szczerze w to wątpię. Zmierzyłam go dziwnym spojrzeniem i
powiedziałam nieme: okeeeeej.
- Chodzi ci o
Miley Cyrus? – spytałam nie pewnie.
- Nie. Chodzi
mi o Hanne Montane. – odpowiedział spokojnie.
- No ale Hanne
Montane gra Miley Cyrus więc chodzi ci na pewno o nią. – powiedziałam jakby to
było oczywiste (no może dla wszystkich prócz niego). Louis poczerwieniał na
twarzy i walnął pięścią w stół.
- Chodziło mi
o Hanne Montane! Miley Cyrus to pudernica! Hanna jest sto razy lepsza i ma
styl. – rzekł dumnie Taa ma styl pff. Wykreowana postać Disneya. Nie wierzę, że
on w to wierzy! Po prostu w głowie mi się nie mieści. Ten chłopak powinien mieć
więcej realizmu.
- Tak, tak.
Oczywiście. Rozumiem cię. Ja też nie lubię jak ludzie mylą Spider mana z
Peterem Parkerem.
Lou uśmiechnął
się szeroko.
- Czyli mnie
rozumiesz. – usiadł na krzesełku łapiąc się za serce. – Ach, spotkałem bratnią
duszę. Powinniśmy zostać przyjaciółmi.
- Hola, hola!
Nie zapędzajmy się. – powiedziałam szybko gdyż ten chłopak był dla mnie za
głupi. Ciekawe jakie ma oceny … a w sumie? Co to mnie obchodzi? Ważne, żeby mi
nie wchodził w drogę. Tak, wtedy możemy się zakolegować. Na razie muszę go
sprawdzić chociaż już za tą Hannę ma u mnie ujemny punkt. Zobaczymy jak sprawy
potoczą się dalej. Wtedy do kuchni wszedł Peter (nie Peter Parker) tylko Peter
White mój chłopak.
- Kto to jest?
– spytał patrząc na Louisa.
- Louis
Tomlinson. – powiedziałam patrząc raz na jednego raz na drugiego. – On chce się
ożenić z Hanną Montaną. – dodałam gdy zauważyłam, że mój chłopak robi się
czerwony na twarzy.
- Och. No cóż.
Warto mieć marzenia. – powiedział z szerokim uśmiechem. Hm, coś czuje, że
przekonał się do Louisa. No bo Peter uwielbia być o mnie zazdrosny tak samo jak
ja o niego. W szkole dziewczyny mają zakaz gapienia się na mojego chłopaka bo
inaczej wpadam w szał. Mam wrażenie, że każda tylko czyha aby mi go odebrać. Bo
ciałko to ma seksowne.
- Słuchaj Pete
bo jest sprawa. – rzekłam i grzecznie zaczekałam aż Tomo opuści kuchnie ale
najwyraźniej nie było mu spieszno. Także nalał sobie kawy i usiadł przy stole
popijając ją i udając, że jest pogrążony w swoim świecie a tak naprawdę
nadstawiał uszu. Brawo! Mój trik. – Za godzinę i 30 minut przyjeżdża mój brat i
nie ma gdzie mieszkać dlatego pomyślałam sobie, że no wiesz … przygarnąłbyś go
pod swój dach. Lubisz Jace’a, prawda?
- Taak jest
spoko ale …
- No więc
myślę, że nie będzie problemu.
- Ale An nie
mogę … ostatnio kupiłem sobie kota, a mówiłaś że twój brat jest uczulony nie?
Ciężko
westchnęłam. Co racja to racja. Jace dostaje takiego kaszlu, że trzeba zatykać
uszy bo bębenki mogą wysiąść.
- No to nie
wiem. – usiadłam na krzesełku obok Louisa. – Nie może zamieszkać sam. Ma
dopiero 15 lat.
- Ja nie mam
kota. – odezwał się Tomo.
- Ahaa bardzo
cenna informacja. – uśmiechnęłam się do niego sztucznie. Psychicznie chory
debil bez kota. Wuhu.
- Chodziło mi,
że nie mam kota. – powiedział Lou z uśmiechem.
- Aaa
skumałem. – odezwał się Peter. No, no. Tylko mężczyzna zrozumie mężczyznę chodź
nie wiem czy Louisa można nazwać mężczyzną. Zachowuje się bardziej jak laluś.
- A więc
zgadzasz się An?
- Na co się
zgadzam? – spytałam nie rozumiejąc.
- Na to aby
Jace ze mną zamieszkał? – odpowiedział Louis. Parsknęłam śmiechem. Błagam! Mój
brat nie będzie mieszkał u obcego kolesia. A jak go zgwałci? Albo okaże się
pedofilem? Dzieli ich aż 6 lat! To zbyt ryzykowne. Chociaż … sprawia miłe
wrażenie. Nie powiem. Taki uroczy idiota.
- Proszę cię
Louis. Na główkę chyba upadłeś. Jace ma 15 lat i jest … ehem to znaczy jest
troszkę inny. Bardzo wybuchowy, energiczny, spontaniczny. Zachowuje się czasem
jakby był naćpany.
- A ja to co?
– odparł z szerokim uśmiechem. Teraz to już przesądziło sprawę. Mój brat nie
będzie mieszkać u wybuchowego narkomana, który kocha się w Hannie Montanie.
Nie, nie. To zbyt pokręcone. Boje się orgii które mogą się tam dziać.
- No właśnie!
Macie zbyt podobne charaktery. Jace’m musi się opiekować ktoś odpowiedzialny a
nie … no sam wiesz.
Louis zrobił
obrażoną minę.
- Ja? Nie
odpowiedzialny? Ty chyba sobie żartujesz! – uniósł się. – Ja jestem bardzo odpowiedzialny.
Wręcz „odpowiedzialność” to moje drugie imię.
Zachichotałam
pod nosem ale chłopak tego chyba nie zauważył. Zaczęłam się poważnie
zastanawiać. Z nami Jace nie może zamieszkać z Peterem też nie … no cóż, jedyne
co pozostaje to chyba rzeczywiście mieszkanie Louisa. Ale jak mam zostawić
mojego brata pod jego opieką? Po za tym Jace będzie chciał go podrywać a ja nie
jestem pewna czy Lou nie jest chociaż Bi. Hm, kurczę jak to sprawdzić … musi
być jakiś sposób …
- Dobrze ale
wiedz, że robię to w akcie totalnej desperacji gdyż nie mam co zrobić z bratem.
– odpowiedziałam a oczy chłopaka dziwnie się rozjaśniły. Kurczę, a jeśli on
rzeczywiście jest … eh, i co ja wtedy zrobię? Zgłoszę to do sądu? A w sumie.
Czemu by nie? Mam dobrego prawnika, więc nie byłoby problemu.
- Juhu! –
wykrzyknął szczęśliwy. – Zawsze marzyłem aby mieć współlokatora. Możesz nas
odwiedzać.
- Na pewno
będę. – zapewniałam go. – Codziennie. – podkreśliłam stanowczo a on kiwnął
głową.
- Nie mam nic
przeciwko. – powiedział z szerokim uśmiechem. W tym momencie Peter podszedł do
mnie i objął mnie w pasie. Mmm, mój
kochany zazdrośnik. Nie zamieniłabym go na żadnego innego chłopaka.
***
Później
chłopaki udali się do swoich domów i zostałam tylko ja z moimi przyjaciółkami. Libby
siedziała na kanapie i robiła coś na telefonie. Nie wiem może esemesowała z
jakimś nowo poznanym chłopakiem albo po prostu grała w jakąś grę? Scarlett
tymczasem czytała książkę detektywistyczną? O.o No cóż. Ja tymczasem weszłam na
twittera i napisałam: Za parę minut do MIAMI wraca mój brat !!! Strzeżcie się
wszyscy!! An xx
Miałam napisać
„strzeżcie cię chłopcy” ale nie byłam pewna czy mój brat chce się przyznawać do
swojej orientacji. W sumie zawsze dziewczyny się na jego widok śliniły a mu się
to podobało więc nie chciałam tego niszczyć i napisałam ogólnikowo. Potem
zaczęłam się szykować do wyjścia.
- Jadę po
brata. – odpowiedziałam. – Nie wierzę, że się zgodziłam aby zamieszkał z
Louisem. Co mi odbiło?
- Ale czekaj …
- odezwała się Scar znad książki. – On czasem nie jest … no wiesz …
- No jest,
jest. – przyznałam z ciężkim westchnięciem zakładając na siebie skórzaną
kurtkę. – Ale Louis o tym nie wie. Nie byłam pewna czy mu mówić. Może lepiej
niech na razie myśli, że jest hetero.
- Myślisz, że
Jace mu się nie wygada? – zapytała brunetka.
- No właśnie!
Widziałaś tyłek Louisa?! – powiedziała Libby a raczej wrzasnęła. Dobry Boże.
- Gapiłaś się
na tyłek Louisa? Oj, nie ładnie. Harry nie będzie zazdrosny? – zapytałam ze
śmiechem a ta rzuciła we mnie poduszką.
- Tak gapiłam
się na super seksowny tyłeczek Lou! I nie, Harry nie był na pewno zazdrosny.
Zresztą wolał się gapić na mojego vouga na którym były cycki Cary Delevingne.
Wywróciłam
oczami i żegnając się z nimi wyszłam z domu. Pomyślałam sobie wtedy, ze
przecież mogę zabrać Louisa na lotnisko i zobaczyć jego reakcję na widok mojego
brata. Jeśli powie: „Wooo jakie ciacho” Tak, to znaczy, że to gej a jeśli powie
coś w stylu: „Aaa to twój brat. Wygląda na fajnego” To oznacza, że jest hetero
i nie mam co się martwić. Wyjęłam więc telefon i wybrałam do niego numer.
Odebrał po trzecim sygnale.
- Andrea?
Heeej. Kiedy tak w ogóle przyjedzie twój brat? – zapytał a ja zmarszczyłam
brwi. Co on się tak dopytuje? Hm, coś mi tu nie gra …
- Właśnie
chciałam cię prosić abyś ze mną po niego pojechał. Więc zabieraj tyłek sprzed
telewizora i przyjeżdżaj pod mój dom. Aha, pojedziemy moim samochodem. –
poinformowałam go po czym się rozłączyłam. To dobry sposób, przynajmniej nie
miał kiedy zaprotestować. Jestem z ciebie szalenie dumna. Oparłam się więc o
maskę samochodu i wyjęłam telefon. Muszę sprawdzić twittera. No tak! Pełno
odpowiedzi pod moim ostatnim wpisem. Ach, oni mnie uwielbiają! I wszystko co
napiszę jest dla nich święte! Boskie uczucie. Jedna dziewczyna pisała: „Twój
brat? Jace? On jest super słodki! Masz do niego numer?”
Wywróciłam
oczami. Jakaś psychiczna. Przecież to oczywiste, że mam do niego numer skoro to
mój brat! Hello! Kolejna znów pisała: „Będzie chodzić do naszej szkoły? W ogóle
ma kogoś?”
Mogła inaczej
napisać: „Czy ma kogoś na oku”. Wtedy mogłabym odpowiedzieć, że prawie
wszystkich chłopaków w mieście a to złamałoby im wszystkim serce. Nie miałabym
nic przeciwko temu, nawet by mnie bawił widok tych załamanych dziewczyn ale nie
mogę zrobić nic wbrew mojemu bratu. Za bardzo go kocham, chodź czasem mam
ochotę go zabić. Jest niemożliwie irytujący. Zauważyłam też wpis … hm … to
chyba był chłopak o nicku: „Tajger”. Trochę dziwna nazwa. Zupełnie jak napój.
Pisał: „Jaaaace. Jak miło, że postanowił wrócić w rodzinne strony. Wyrzucili go
z kolejnej szkoły? :)”. Wbrew pozorom to nie była złośliwa wiadomość a
wierzcie, że ja się na tym znam. Wydawało mi się nawet, że ten chłopak go lubi.
Nie miałam czasu jednak się zbytnio nad tym roztkliwiać bo nadjechał swoim
samochodem Louis.
- No nareszcie
jesteś! – powiedziałam chowając telefon do torebki. – Jedźmy już. –
zakomunikowałam i oboje wsiedliśmy do mojego samochodu.
- To chyba
normalne. To mój samochód. Gdybyśmy jechali twoim jestem pewna, że ty byś
kierował.
- Ale ja nie
jestem pewien. – odpowiedział z lekkim uśmiechem i usiadł naprzodzie. Włożyłam
kluczyki do stacyjki i odpaliłam. Droga praktycznie minęła nam w milczeniu.
Może raz chłopak powiedział, coś w stylu: Paaaaatrz jaka zajebista bluzka!
Spojrzałam na
nią i … no cóż, była z Hanną Montaną więc nie skomentowałam tego. On ma naprawdę
jakąś obsesję i szczerze mówiąc boje się go. Dobry Boże, to ludzie boją się
mnie a nie na odwrót. Co się ze mną dzieje? Psychiczni fani Hanny Montany źle
na mnie działają.
- Bierzesz
narkotyki? – walnęłam prosto z mostu poważnym tonem. On na chwilę zamilkł.
- Każdy ma
swoje słabości. – odpowiedział bez cienia entuzjazmu w głosie co było dziwne.
On zawsze jest pełen życia i aż wręcz nienaturalnym optymistą.
- Imprezujesz?
- Ja każdy. –
przyznał kiwając głową.
- Upijasz się
na imprezach?
- A po co innego
bym na nie chodził? – zapytał jakby to było oczywiste. Wzruszyłam ramionami.
Miałam o coś go jeszcze zapytać ale właśnie dojechaliśmy na lotnisko.
Zatrzymałam się gwałtownie i wzięłam głęboki oddech. Z jednej strony byłam
szczęśliwa, że mój brat przyjeżdża a z drugiej nieco przerażona. W końcu
otworzyłam drzwiczki i opuściłam samochód. Louis zrobił podobnie. Nasze
spotkanie będzie bardzo interesujące, naprawdę bardzo.
***
- Olał nas. –
stwierdził Louis siedząc na ławce i grając na telefonie w jakąś grę podczas gdy
ja chodziłam w te i we w te zdenerwowana. Co racja to racja. Jace miał być pół
godziny temu a tego pierdolniętego telefonu w ogóle nie odbierał! Czym ja sobie
zasłużyłam na takiego brata? A co jeśli to kolejny z jego dowcipów i wcale nie
przyjedzie? Zabije go! Przysięgam, że go zabije! Znajdę i zabiję chodźmy się
ukrywał w Meksyku! – Szkoda bo miałem nadzieje …
- Na co miałeś
nadzieje? – uniosłam brew patrząc na niego wyczekująco.
- Na poznanie
twojego brata. – odparł jakby to było oczywiste, no cóż, nie było. Przynajmniej
dla mnie. Kiwnęłam jednak głową na znak, że rozumiem i zajęłam miejsce obok
niego. On schował telefon do kieszeni i zaczął mi się przyglądać.
- No i na co
się gapisz? – zapytałam w końcu gdy zaczęło mnie to nieco irytować. Robił to
już niech zerknę na zegarek … ach, tak od 4 minut i 20 sekund.
- Ty poznałaś
mnie trochę lepiej ale ja nadal nie wiem nic o tobie. – stwierdził poważnie. –
Też bierzesz? Imprezujesz?
- Narkotyki?
Hm, okazjonalnie. Najczęściej na imprezach. Uzależniona nie jestem. A
imprezować kocham ale to jak każdy. – powiedziałam sprawdzając czy Jace’owi nie
zachciało się do mnie zadzwonić.
- No nie
każdy. Bo moja babcia nie lubi. – odpowiedział z szerokim uśmiechem. Wywróciłam
oczami. A jeszcze przed chwilą gadał co innego. Niech ja zacytuję jego słowa:
„Imprezuje jak każdy”. – A tak w ogóle to … - zaczął jednak nie dane mu było
skończyć bo oczy mi rozjaśniały i szybko zerwałam się z miejsca. Zobaczyłam
bowiem swojego brata, który poprawiał swoją fryzurę. Chciałam go przytulić i
powiedzieć, że strasznie się o niego martwiłam jednak nie zrobiłam tego.
- Nienawidzę
cię! Och, po prostu mam ochotę cię zabić z tej nienawiści! – krzyknęłam
uderzając go w ramię. – Mogłeś chociaż zadzwonić ty durny małolacie! Wiesz jak
się o ciebie martwiłam?!
- No sorry ale
komórka mi się rozładowała a samolot miał opóźnienie. – odpowiedział spokojnie
a mnie jak na komendę przeszła cała złość na niego. W sumie nie mogę go winić o
coś co nie było jego winą. Przytuliłam go z całej siły a on mnie objął. Po
chwili jednak puścił mnie a jego oczy się rozszerzyły.
- Kto to jest?
– zapytał z rozbawieniem w głosie wskazując głową na Louisa.
- Louis.
Zamieszkasz u niego. – odpowiedziałam już żałując, że w ogóle się na to
zgodziłam.
- Fajny. –
skomentował radośnie i chciał do niego podejść ale zatrzymałam go ręką.
- O nie, nie
Jace’i. Najpierw ustalimy pewne zasady. – powiedziałam złapałam go za ramię na
wypadek gdyby chciał mi uciec. – Po pierwsze nie będziesz podrywał Louisa,
zrozumiano? Bo: a) jest hetero i b) nienawidzi gejów.
- C … co? –
jęknął widocznie rozczarowany. – Jak to nienawidzi gejów? No cóż, sprawię, że
ich pokocha. – uśmiechnął się szeroko a ja ścisnęłam jego ramię jeszcze
mocniej.
- Nie, nie
sprawisz, że ich pokocha. Możesz podrywać wszystkich chłopaków prócz Louisa,
rozumiesz?
- No ale
czemu?
- Bo z nim
mieszkasz! Jak się od niego wyprowadzisz to proszę bardzo! Ale na razie a) masz
15 lat a on 22 i b) nie chcę żebyś robił TO z nim 24 godziny na dobę!
- Pff. Pewnie
już wiesz, że cię nienawidzę ale powtórzę to: nienawidzę cię. – powiedział bez
cienia złośliwości i skierował się w jego stronę. Tak, tak trochę kłamałam. Po
pierwsze nie wiem czy Louis jest hetero bo jakoś zabrakło mi odwagi aby go o to spytać a po drugie na
pewno nie, nienawidzi gejów. To nie ten typ chłopaka, który jest nie
tolerancyjny. W sumie to urocze, ale i wkurzające. Podbiegłam do nich. Muszę
kontrolować ich. Boże czuje się jak M!M.
- Czeeeść
jestem Jace. Brat Andrei. Mamy podobno ze sobą zamieszkać. – powiedział z
czarującym uśmiechem. Wywróciłam oczami. Mógłbym sobie darować.
- Taak.
Podobno tak. Ja jestem Louis. – odpowiedział. – Myślę, że dogadamy się. An dużo
o tobie mówiła.
Nie prawda!
Chciałam krzyknąć ale się powstrzymałam.
- Tak? – Jace
uniósł brew zdumiony. – A w jakim sensie?
- Pozytywnym.
Mówiła, że jesteś zabawny, przystojny i inteligentny jak na swój wiek.
Z nudów
zaczęłam liczyć w myślach od 100 w zniż.
- Oo serio? –
Jace spojrzał na mnie zaskoczony. – Miło to słyszeć.
- Dobra koniec
babskich pogaduszek dziewczynki! Jedźmy już! – krzyknęłam i pchnęłam ich przed
siebie. No co? Muszę iść z tyłu aby mieć na nich wgląd. Czuje, że życie
uczuciowe mojego brata to będzie moja nowa obsesja. No niestety.
***
Louis musiał
kierować mnie do swojego domu. Jeśli mam być szczera to mało z tego zrozumiałam
ale po godzinie kołowania dojechaliśmy na miejsce. Muszę przyznać, że był dość
spory i naprawdę robił wrażenie. No, no mogłabym sama tu zamieszkać! No ale nie
zamieszkam. Zresztą i tak bym nie chciała. Zatrzymałam się znów gwałtownie i
wysiadłam z samochodu. Louis wyjął z bagażnika walizki mojego brata a ten mały
dupek patrzył się na niego jak na ósmy cud świata! Musiałam go szturchnąć.
- Ała! –
mruknął pod nosem Jace. – Nie można już sobie popatrzeć? Przecież nic nie
robiłem takiego.
- Jak zwykle.
– odpowiedziałam szeptem. – Rok temu też
tylko się gapiłeś na swojego korepetytora i co z tego wyszło? Zastałam was w
łóżku.
- To było
jednorazowe. Myślałem, że ma dziewczynę więc robiłem różne aluzje. Nie
wiedziałem, że też go kręcę. – odszepnął z dumą. Wywróciłam oczami.
- Jesteś
niemożliwy. A jego zostaw w spokoju bo przysięgam, że zamieszkasz ze mną i
moimi przyjaciółkami.
- Mieszkać z
trzema dziewczynami? Bleee.
Poszliśmy za
Louisem, który namęczył się nie źle z tymi walizkami. W środku było lepiej niż
olśniewająco! Mega duży salon, telewizor plazmowy wiszący na ścianie, dużo
abstrakcyjnych obrazów, biały puchowy dywan, duża szara kanapa. Wow!
- Chodź pokażę
ci twój pokój. – powiedział Louis do mojego brata.
- Dobra. Zaraz
przyjdę! – odkrzyknął z uśmiechem. – A ty spadaj. – mruknął do mnie. Do było
jak cios w serce! Otworzyłam usta z oburzenia. Miałam na niego nawrzeszczeć ale
się powstrzymałam.
- Tylko
niczego nie próbuj! – powiedziałam ostro i wyszłam trzaskając drzwiami. Potem
wsiadłam z powrotem do mojego samochodu i odjechałam. O kurczę! Zapomniałam, ze
auto Louisa cały czas stoi pod moim domem. Ech, no cóż. Będzie musiał po niego
wrócić.
_____________________________________________________________
Ta da! Oto
kolejny rozdział. I jak wrażenia? Wiem, że jest potwornie długi ale jakoś tak
wyszło ; ). Pewnie zauważyliście, że napisałam tam M!M. No cóż, większość
powinna wiedzieć co to znaczy ale i tak napiszę. M!M to Modest. Andrea do tego
nawiązała gdyż Modest też kontroluje pary homoseksualne aby nie pokazywały
sobie zbytnio uczuć ; D.
Następny
rozdział należy do Sylwii ; - ). Czekajcie z niecierpliwością!!! <3





Peter jest uroczy, ale szkoda ze An byla taka jakas mila? tak chyab tak. Czekam na następny z duuuuuuuuuza niecierpliwoscia
OdpowiedzUsuńP.S Życzę weny.
Miła ? :C ech no coż zdarza się nawet najlepszym :) ahaha xd
UsuńPostaram się od tego rozdziału aby była bardziej wredna. Ale jakoś nie miałam weny i też nie chciało mi się wymyślać za bardzo jej wrednych tekstów. także sorry ; C