wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 2

Perspektywa Libby
Sobota 23.03.

Boże ile można siedzieć w szpitalu normalnie masakra. Przynajmniej nie jestem sama, bo po drugiej stronie sali znajduje się młoda kobieta. Dziwne jest to, że ona leży na urazówce po tym jak urodziła, a ja jestem tu z wypadku. Mniejsza czym ja się przejmuję ważniejsze jest to że nadal nie mam numeru do mojego lekarza ‘’seksi ciacha’’ Petersena.
- Naomi masz jakąś gazetę o modzie ? – zapytałam młodej mamy.
- No wczoraj mi coś donieśli. – uśmiechnęła się, a ja wyskoczyłam z łóżka co na marginesie było błędem, bo z bólu upadłam na podłogę.
- Nic się nie stało zaraz zawołam lekarza ?!
- Nie spoko nie trzeba… - powiedziałam spokojnie ukrywając pod uśmiechem cały ból. Cholerne żebra. Podpierając się łóżka wstałam znów na równe nogi i powoli podeszłam do kobiety.
- Uuu nowy Vogue ! Mogę ?
- Jasne bierz. – rzekła i podała mi moje ukochane czasopismo jest dla mnie jak biblia. Nagle do pokoju wbiegła znów zgraja tych nieokrzesanych, dziecinnych, ale mega przystojnych chłopaków. Prawie mnie staranowali.
- Nauczcie się chodzić ! – zbulwersowałam się.
- Oj wybacz księżniczko. – zakpił jeden z nich jak dobrze słyszałam to miał na imię Henryk.
- Odezwał się .. pff. – zarzuciłam włosami i spokojnie wróciłam na swoje łóżko. Przez tych oszołomów nie mogłam się skupić na przeglądaniu mojej ukochanej gazety zabić to mało. Spojrzałam na zegarek była 14 co oznacza że moje ciasteczko zaraz mnie odwiedzi !!!
- Witam panno Hathaway. – jak zawsze punktualny.
- Dzień dobry doktorze Petersen. – przygryzłam dolną wargę.
- Wypadek nie był poważny i na szczęście nie doznała pani większych uszkodzeń. Twoje badania są dobre wszystko jest w normie więc dzisiaj już dostaniesz twój upragniony wypis. – uśmiechnął się, a ja myślałam że zaraz padnę na zawał. Jaki on cudowny. Normalnie bym go schrupała. Tak się zamyśliłam że normalnie olałam wszystko co do mnie mówił tym seksownym przecudownym głosem … dobra Liv ogarnij się.
- A więc to tyle proszę. – podał mi coś.
- Yyy … - szybko zlustrowałam kartkę.
- A więc mam to wypełnić tak ? – powiedziałam z lekkim zmieszanym uśmiechem.
- Tak właśnie ci o tym mówiłem, ale widocznie byłaś już pewnie poza szpitalem. – oj gdybyś wiedział o czym myślałam. Dobra stop.
- To ja to zostawię może na recepcji, a i czy mogłabym dostać pana wizytówkę w razie jakby coś mi się stało jest pan naprawdę dobrym lekarzem. I wolę się zgłaszać z problemami do takiego specjalisty. – uśmiechnęłam się uroczo.
- Yyy dobrze proszę wypełnić kartę teraz, a ja przyniosę moją wizytówkę. – troszkę zmieszany, ale z drugiej strony zadowolony wyszedł z pomieszczenia, a ja od razu złapałam za mojego iPhona i weszłam w wiadomości.
*sms do ‘’Andreaaa !! <3’’*

AAA !! Co tam dupeczki moje ? Dzisiaj mnie wypisują ze szpitala więc jak będziecie tu jechać to przyjedź moim autkiem :D I nie uwierzysz … mam numer doktorka !!!! Normalnie zajebiście ;D Czekam na was daję wam godzinę xoxo

Nacisnęłam wyślij i zaczęłam wpisywać dane na kartę. Kiedy skończyłam, akurat mój lekarz przyszedł z małą karteczką. Wymieniliśmy się świstkami papieru, grzecznie podziękowałam, a po chwili już go nie było. W sumie to przez to wszystko zapomniałam że są tu te debile i Naomi. Mój telefon zawibrował, a na wyświetlaczu zobaczyłam że to wiadomość od An.

AAA !! wiedziałam że zdobędziesz ten numer :) To szykuj się maleńka bo musimy oblać twój powrót do domku, będziemy za godzinę Luv ya. An i Scar <3

Pomału zeszłam z łóżka co i tak skończyło się glebą. Do cholery jasnej, ale ze mnie niezdara.
- Boże nic ci nie jest ? – zapytał chłopak o postawionych na żel włosach i brązowych oczach, chyba Liam.
- Nie spoko gleby to u mnie dzisiaj już standard. – rzuciłam i z jego pomocą stanęłam na nogi.
- Dzięki za pomoc. – uśmiechnęłam się od niechcenia, no co nie moja wina że mnie wnerwiają.
- Oj już nie udawaj miłej. – odezwał się znów ten kotlet z lokami.
- Nie mówiłam do ciebie więc się nie wpierdalaj chłopczyku. – wysyczałam przez zęby.
- Oj a co zrobisz mi coś …. – zakpił.
- Gdyby nie to że bolą mnie żebra po wypadku to przestawiłabym ci tę buźkę !
- O jaka pyskata ….
- Dajcie spokój ! – krzyknęła w końcu Nao.
- Ale …. – zaczęłam.
- Nie koniec jedno na jeden, a drugie na drugi koniec pokoju i żadnych kłótni. – powiedziała Zayn. Zjechałam morderczym wzrokiem tego lokatego kotleta i podeszłam do mojej szafki. Wyjęłam torebkę i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Z kosmetyczki wyjęłam potrzebne rzeczy i zrobiłam bardzo delikatny makijaż jestem fanką naturalności. Nie wiem nawet kiedy, ale w pomieszczeniu znalazły się moje przyjaciółki.
- O hej dziewczyny !- zaświergotał blondyn bodajże Niall.
- Nie mówcie że się znacie. – zawyłam smutna.
- Nie mówcie że przyjaźnicie się z tym potworem. – zawył kotlet na co zmroziłam go wzrokiem.
- O czyli poznaliście Libby. – zachichotała Scar, ej to nie jest śmieszne z czego ona się chichra.
- No jasne wydaje się dość …. stanowcza. – powiedział Zayn nie powiem jest mega przystojny, nie to co ten Henryk.
- Dobra nie chce mi się marnować dnia na gadaninie z wami i tym lokowanym kotletem, więc Nao oddaję gazetę i jak co to masz mój numer. – posłałam jej buziaka w powietrzu i nie czekając na ich reakcję wcześniej biorąc rzeczy wypchnęłam Scar i Andreę z sali z której można było usłyszeć gromki śmiech.

***

Właśnie czekałyśmy aż drzwi windy się zamkną, gdy naglę znikąd pojawiła się ta hołota.
- Na serio ‘’lokowany kotlet’’ nie było cię stać na nic lepszego ? – zapytał Henryk.
- Nie warto nic innego wymyślać, ale i tak cię to uraziło. – zaśmiałam się i przybiłam z An piąteczkę. Scar oczywiście wywróciła oczyma, a reszta zaczęła się chichrać. Nasz pan kotlet stanął w drugim rogu windy i zrobił obrażoną minę. I co on myśli że go przeproszę HA dobry żart. Wszyscy zajęli się konwersacją, a ja modliłam się aby jak najszybciej wydostać się z tej maszyny. Ja na zawołanie usłyszałam znajome ‘’Dzyń’’ i wysiadłam z małego ‘’pomieszczenia’’. Nie wiem dlaczego oni się za nami ciągną, ale oby dziewczyny ich nie polubiły, bo mimo że już troszeczkę polubiłam czwórkę z ostatnim może dojść do rękoczynów. Zabrałam od Andrei moje kluczyki i zaczęłam zmierzać do mojego kochanego autka. Ale oczywiście musiał odezwać się ten kotlet.
- O czyżby nasza księżniczka jeździła swoim różowiutkim garbusikiem, typowa córeczka tatusia. – zaśmiał się.
- Po pierwsze nie urażasz mnie, bo jestem córeczką tatusia. Po drugie nie obrażaj garbusa, bo jego właścicielka ci przyfasoli.
- Oj nie boję się ciebie ….
- Nie ja jestem właścicielką kotlecie to jest moje auto. – rzekłam i wsiadłam do swojego Chevroleta Camaro SS cabrio z 1967 roku.
Moje maleństwo! Wszystkim szczena opadło, bo co bo jestem dziewczyną to znaczy że się nie znam pff.
- Zamknijcie buźki bo wam muchy wlecą. I oby do nigdy. – uśmiechnęłam się cwaniacko i odjechałam z piskiem opon, a tuż za mną dziewczyny.

***

Dom. Nareszcie mój kochany dom i własna sypialnia z łazienką. Szybko wbiegłam do domu, aby przywitać się z moją kruszynką Moon.
- Mo skarbie pańcia wróciła ! – zawołałam zdejmując buty.
- Moon gdzie się ukrywasz perełko ?!
- No bo właśnie … Liv nie chciałyśmy ci mówić w szpitalu, bo wiemy jak kochasz Momo i zaraz byś zrobiła jakąś akcję …. – zaczęła An ciekawe do czego zmierza. Trochę przeraża mnie już ta rozmowa.
- Chodzi o to że Moon ….
- Nie nawet tego nie mów to nie może być prawda nie moja Moon nie zgadzam się !! – po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy.
- Och Libby tak nam przykro. – powiedziała Scar i chciały mnie przytulić, ale odsunęłam się od nich.
- Jak mogłyście mi nie powiedzieć ?! – krzyknęłam i uciekłam do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam płakać nie sorry ryczeć jak małe dziecko. To wszystko moja wina, gdybym bardziej jej pilnowała to teraz wesoło biegałaby i merdała ogonkiem. Zakryłam się szczelnie kołdrą i nie wiem kiedy zasnęłam w akompaniamencie walenia przez dziewczyny w drzwi.

***

Czułam się jak jakiś trup. Zero sił i jeszcze te cholerne żebra. Wywlekłam się z łóżka i wcześniej się w miarę ogarniając po cichu zeszłam na dół. To co tam zobaczyłam zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. Otóż właśnie w naszym salonie siedziały dziewczyny i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to że była tam dodatkowa czwórka chłopaków i jeden lokowany kotlet.
- Hej Liv jesteś nadal zła. – zapytała niepewnie Scarlett.
- Tak. – burknęłam i poszłam do kuchni. Nalałam sobie do szklanki wody i wzięłam jakąś tabletkę przeciwbólową. Głowa mi pęka!
- Wiem co przeżywasz. – gwałtownie się obróciłam i zobaczyłam Zayna. On chce mnie o zawał przyprawić w tak młody wieku.
- Nie sądzę nie znasz mnie nic o mnie nie wiesz.
- Też straciłem ukochanego psa. Był jeszcze szczeniakiem miał na imię Bolt. Był wspaniały i co najważniejsze zawsze potrafił mnie pocieszyć liżąc po nosie. – mimowolnie się uśmiechnęłam Mo w taki sposób często mnie budziła.
 Znów do oczu zaczęły napływać mi łzy i jakiś impuls kazał mi się wtulić w chłopaka. Potrzebowałam ciepła, uczucia, bezpieczeństwa. Zayn był zaskoczony moim czynem, ale po chwili objął mnie ramionami i zaczął gładzić po plecach, mówiąc że wszystko się ułoży. Może jednak miałam o nich złe zdanie.
- Po co mi to powiedziałeś ? – powiedziałam między szlochami.
- Żebyś zrozumiała że wszystko ma swój koniec, ale to też początek czegoś nowego, twój psiak na pewno chciał twojego szczęścia Libby. I nie gniewaj się na dziewczyny im też jest trudno nie chciały cię ranić. – spojrzałam na niego i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Dzięki za rozmowę. – rzekłam stając obok niego trochę skrępowana całą tą sytuacją. W końcu widzę go dopiero drugi raz, a już mu się rzucam na szyję.
- Spoko zawsze do usług. Jednak jedno mnie dziwi nie sadziłem że Libby Olivia Bianca Hathaway ma uczucia. – zachichotał.
- Co? – spojrzałam na niego dziwnie do czego on zmierza.
- No wiesz w szkole jesteś jednak inna. Taka oschła i wredna.
- Skąd wiesz jaka jestem w szkole. Czy wy chodzicie do MAS (Miami Art School).
- No pewnie. – odpowiedział.
- Dziwne nie zauważyłam was tam nigdy. – zamyśliłam się na chwilę jak mogłam ich nie zauważyć ja znam każdego.
- Może patrzyłaś na niewłaściwych chłopaków. – poruszał znacząco brwiami. Zabawny jest, już go lubię. Wywróciłam oczami i już w lepszym humorze wróciliśmy do salonu.
- Liv my …. – zaczęła An.
- Spoko nie mam wam za złe. – spojrzałam znacząco na Zayna i uśmiechnęła się delikatnie. Bosz jaki on jest przystojny i te czekoladowe oczy i zabójczy uśmiech .. dobra Libby stop bo znów zaczynasz.
- Uuu nasi zakochańce …. – w moich uszach zabrzmiał głos tego kotleta.
- Kolejnego próbujesz uwieść tak jak połowę Miami. – rzucił kąśliwie. O nie ja mu zaraz oczy wydrapię.
 - Kurwa trzymajcie mnie bo go zaraz rozpierdolę !! – warknęłam i zaczęłam go gonić prawię go już miałam, ale w ostatniej chwili poczułam ucisk na brzuchu.
- Libby oddychaj nie warto pamiętasz jak skończyło się ostatnie pobicie kogoś nie chcesz chyba znów tego przeżywać. – stanęła przede mną Scar.
- Tak, tak wiem pozew wielkie mi halo. Ale ta babka zabrała ostatnie wydanie Vogue to nie moja wina ?! – oburzyłam się, a wszystkim chłopakom znów tego dnia opadły szczeny.
- Chowajcie mnie przed tym potworem. – pisnął lokowaty na co zmroziłam go spojrzeniem.
- Masz szczęście że nie chcę mieć kolejnej sprawy za pobicie. – syknęłam i usiadłam na kanapie. Złapałam pilota i włączyłam wiadomości. Gadali jakieś śmieci więc czym prędzej wyłączyłam nasz plazmę.
- Może poznamy się bliżej, po kolei jedna osoba zadaje pytanie, a wszyscy odpowiadają. – zaproponował Niall. W sumie i tak nie mam co robić więc niech już będzie.
- Ja pierwszy ! Jaki jest wasz talent ? – wyrwał się Louis.
- Więc mój talent to komponowanie muzyki, pisanie tekstów i szycie. – powiedziała nieśmiało Scarlett, ona jest taka urocza jak słodki szczeniaczek.
- Hmm aktorstwo, planowanie zemst i obrabianie ludziom publicznie tyłków więc się strzeżcie. – rzekła An, aktorstwo to talent, ale reszta …. zresztą mniejsza.
- Ja trenuję balet, kocham fotografię i jestem początkującą modelka. – rzuciłam i w trakcie ich wypowiedzi wyszłam do naszej spiżarni. Wzięłam trzy butelki wina i postawiłam na stole akurat jak każdy odpowiedział na pierwsze pytanie. Wyjęłam wszystkim lampki i poprosiłam Zayna aby otworzył butelkę, a następnie nalał procentowego napoju.
- Ile dziewczyn/chłopaków poderwaliście ? – zapytał Hazz.
- *kaszle* zboczony kotlet. – powiedziałam.
- Dajcie mi pół godziny, a może się doliczę. Żart w ciągu tych dwóch miesięcy jakoś 69. – zachichotałam, a Scar wywróciła oczami.
- 69 ! – zaczął się brechtać Henryk no mówiłam że zbok z niego ?!
- Mniejsza ja jakoś 4. – rzekła An, ale cóż się dziwić ma swojego kochanego Petera.
- Ja poderwałem ostatnio jakoś około 100 dziewczyn. – rzekł dumnie kotlet.
- Nie jestem podrywaczką to mnie podrywają. – oznajmiła Scar.
- To pewnie mnóstwo chłopaków cię podrywa. – zaświergotał do niej Niall.
- Nie liczę tego, ale nie za dużo. – dodał Zayn.
- Ja też. – przyłączyli się do jego wypowiedzi Liam i Louis.
- Co najbardziej w sobie lubicie? – zapytał Liam. A ja wszystkim rozdałam lampki z winem.
- Heloł chyba logiczne że swój zacny tyłek, bo jest zajebisty. – klepnął się w niego Lou … czy tylko mi się zdaje czy on zachowuje się jak pedał niech jeszcze że kocha Jonas Brothers to będę pewna ;P
- Aaahhhaaa … ja lubię swoją figurę, a najbardziej cycki. – oznajmiłam, a Henryk spojrzała na mnie dziwnie.
- Oczywiście że dziary. – wyszczerzył się Zayn.
- Ja swoje bicepsy. – zaczął się prężyć lokowany kotlet.
- Daj mi lupę bo nic nie widzę. – zakpiłam na co zjechał mnie spojrzeniem głupek.
- Ja to że mogę ciągle jeść i nie tyję. – uradował się Niall.
- Moją seksi klatę. – rzekł Liam nie powiem niezłą klatę to on ma.
- Ja włosy i oczy. – powiedziała Andrea.
- A ja usta, oczy i sylwetkę. – rzuciła Scar.
- Z kim z tego grona chcielibyście się umówić. – zadała pytanie Andrea.
- Z Zaynem. – odpowiedziałam bezproblemowo.
- A ja z tobą. – powiedział znów śmiesznie poruszając brwiami, wariat.
- Ze Scarlett. – powiedział blondyn słodko się do niej uśmiechając.
- A ja z Liam'em. – dodała Andrea.
- Larry !! – wydarł się Zayn.
- Że co ?!? – zapytałyśmy równocześnie chłopaków.
- No Louis i Harry zostali tylko oni więc ich połączenie to Larry. –wyjaśnił Liam.
- To ty masz na imię Harry kotlecie byłam pewna że Henryk ! – oznajmiłam zdziwiona.
- Henryk jak mogłaś moje wspaniałe imię pomylić z jakimś Henrykiem?! – oburzył się, a ja tylko wywróciłam oczyma.

***

Po trzech butelkach języki stanowczo za bardzo nam się rozwiązały. Ale dzięki temu dowiedzieliśmy się o sobie kilku ciekawych i żenujących ciekawostek.
- Ulubiony aktor/aktorka? – zapytałam lekko gibając się na boki, kocham ten stan.
- Bo mój oczywiście Mario Casas boże tego to ja bym ruchneła. – rozmarzyłam się.
- I to ja jestem zboczony ?! Dobra moja ukochana aktorka to Olivia Wilde taka trzynastka to może mi przynosić pecha do końca życia. – oczy aż mu zabłyszczały, dziwne dopiero teraz zobaczyłam że są szmaragdowe … kocham ten kolor. Ugh o czym ja myślę -.-
- Ja uwielbiam Rossa Lynchaj jest słodki. – rzuciła Scar, klaszcząc w ręce jak dziecko... ta ona kocha blondynów.
-  Chace Crawford. – uśmiechnęła się Star.
- Wiadomo Megan Fox. – rzekł wstawiony Zayn.
- Demi Lovato. – rozmarzył się Niall.
- Emma Watson jest taka mądra i śliczna. – powiedział Liam.
- A ja Hannę Montanę. – zaświergotał Louis.
- Ale wiesz że to Miley Cyrus ? – zapytałam rozbawiona.
- Lalalalalala wcale cię nie słucham to nie prawda. – krzyczał biegając w kółko pokoju jak opętany.
- Spokojnie on tak zawsze jak gadamy że to jedna osoba. – wzruszył ramionami Liam, dziwny jest ten Lou, ale mniejsza.
- Obnażył się ktoś z was publicznie ? – zabrał głos Zayn i znów te brwi.
- Pokazałem tyłek dyrkowi. – stanął Lou, a mi szczena opadła  no piąteczka kolego pełen podziw ;P
- Ja nie. – rzekły dziewczyny.
- Niestety, ale byłam pijana. – wymamrotałam na co reszta wpadła w śmiech to nie śmieszne tylko żałosne. Gdyby nie to że jestem już wstawiona nikt by nie wiedział.
- Ja podobnie. – podrapał się po karku Henr … znaczy kotlet Harry.
- My nie. – powiedział za resztę chłopaków Niall.
- A w jakim stopniu. – dopytywał nas Zayn ciekawska bestia.
- Ja mówiłem pokazałem tyłek. – rzucił Louis.
- Yyy wszyscy widzieli moje cycki tylko, bo na szczęście dziewczyny mnie powstrzymały. Ale i tak mega żenada. – powiedziałam zmieszana.
- W sumie to szkoda że mnie nie było. – rzucił zaczepnie Zayn za co dostał kuksańca w bok.
- A mnie widzieli tak jak mnie bóg stworzył. – rzekł kotlet.
- To pewnie do końca życia będą mieli koszmary. – dogryzłam mu.
- No po oglądaniu cb to pewnie tak. – spojrzał na mnie zwycięsko.
- Żeby u cb coś zobaczyli to potrzebna by była lupa lub luneta. – zakpiłam.
- O tak pewna jesteś chcesz się przekonać. – zaczął rozpinać pasek.
- Wolę nie chcę jeszcze w nocy normalnie zasnąć. – zgasiłam jego zapał co za kotlet.

- Wy tu gadu gadu, a ja winko przyniosłam. – zaśpiewała Andrea. Zgon dzisiaj murowany.

______________________________________

Teraz miał być rozdział Scarlett (Sylwii), ale niestety nie ma neta :'( Żebyście nie czekały ja postanowiłam napisać swój rozdział. Mam nadzieję, że podoba się Wam. Co sądzicie o Libby ? Polubił ją ktoś choć troszkę ... :D Mam nadzieję, że tak. A teraz kończę te wypociny i liczę na duuużo komentarzy.
Kocham Nats xoxo

1 komentarz:

  1. Szkoda, że Sylwia nie na neta :/
    Ogólnie kocham waszego bloga. I nie ważne kto pisze i tak jest boski.
    Ja bardzo polubiłam Libby.

    Czekam na next xD

    Pozdrawiam
    Marzena :* :*

    OdpowiedzUsuń