środa, 4 września 2013

Rozdział 4

     Perspektywa Scarlett
     Poniedziałek, 25 marzec 2013

 Skrzywiłam się, czując smród dymu z papierosów. Opierając się o ścianę, na komendzie, zaczesałam dłonią włosy do tyłu, przymykając powieki. I po jakiego mnie tutaj wezwali?!
  - Mamy kolejne zlecenie... - Zaczął Cris, najstarszy z naszego wydziału, zgniatając podeszwą niedopałkę papierosa. Co najśmieszniejsze, miał jedynie dwadzieścia pięć lat. To właśnie on mnie zatrudnił do tej roboty. Bo ja w życiu bym nie wpadła, żeby pomagać detektywom z wydziału kryminalnego. Powiedzmy, że znamy się od małego, po mimo, że jest o wiele starszy.
  - Domyśliłam się... - Przewróciłam oczyma z uśmiechem, odklejając się od zimnej ściany.
  - Zamordowano aktora, na scenie w niedalekim teatrze. Zginął na próbie, gdy ćwiczyli "Romeo i Julia", został otruty. Było to, z tego co pamiętam, w ostatniej scenie, gdzie Romeo zażywa truciznę. - Mruknął, czytając jakieś papiery.
  - Rozumiem, że mam tam jechać z Markiem i przesłuchać każdego z osobna, tak? - Spytała lekko znudzona Katie, wysoka blondynka o niebieskich tęczówkach.
 Miała... z tego co pamiętam, to około dwudziestu dwóch lat, choć wyglądała młodziej. Czy ją lubiłam? Cóż... ujdzie w tłoku. Najgorsze jest to, że prawie nikogo nie szanuje. Eh, biedny Mark przewrócił oczyma... albinos o białych włosach i czerwonych oczach. Dwadzieścia pięć lat.
  - A to dobre... nie. Byłem tam dziś rano z Shaylen. Na razie każdy twierdzi, że nic nie wie... na pierwszym miejscu na liście podejrzanych jest gościu zajmujący się rekwizytami. Miał dostęp do fiolki dwadzieścia cztery godziny na dobę. - Mruknął, kątem oka przyglądając się niskiej szatynce, stojącej na uboczu. Swoimi ciemnymi oczyma dokładnie przeglądała jakieś dokumenty, zapewne nie słuchając co mówi nasz "szefuncio".
  - Shaylen, tu ziemia. - Wysoki blondyn o imieniu Martin zaczął machać jej przed oczyma ręką. Był o rok starszy ode mnie. Powiedzmy, że to "mój ulubieniec", jeśli chodzi o tę grupę. W dodatku mój partner do zadań w terenie.
  - A, racja. Słucham. - Uśmiechnęła się przepraszająco.
 Była taka urocza... wyglądała niemalże jak porcelanowa lalka.
  - Yyy... tak... em... eh... wracając... - Cris zarumienił się, spuszczając wzrok do papierów. - Mark i Katie pójdą przesłuchać świadków zdarzenia. Martin i Scarlett wcielą się w szpiegów jak z jakiś tam filmów. Martin będzie udawać nowego Romeo, natomiast ty skarbie, jego pomocniczkę. Popytacie, pochodzicie i dowiecie się mniej więcej co i jak. Dopiero jednak za parę dni, gdyż na razie teatr został zamknięty na czas sprawdzania zwłok etc. Zrozumiano? - Spytał, gdy klasnął w dłonie.
  - Tak... nie mów do mnie skarbie. - Przewróciłam oczyma zrezygnowana. - Plus co będziesz robić ty i Shaylen? - Spytałam, a w tym momencie Komisarz Alex, mój owczarek, zaszczekał, nadstawiając uszy.
  - My mamy pracę... musimy posegregować dokumenty... plus byłem wczoraj na zwiadach. - Wzruszył ramionami. - A teraz odmeldować się i iść. O trzynastej macie tam wizytę... innymi mówiąc, macie siedem godzin. - Mruknął, machając nam z bananem na twarzy.
 Zasalutowałam, wychodząc. Za mną podążył mój wierny psiak, a za nim mój jakże lojalny Martin.
  - Bez sensu, że wezwał nas tak wcześnie, prawda? - Spytał, wsadzając dłonie w kieszenie spodni.
  - Racja... wczoraj... znaczy dziś położyłam się po pierwszej. Nie dość, że musiałam napisać raport z ostatniej akcji, to jeszcze lekcje do odrobienia... padam z nóg. - Westchnęłam, kładąc głowę na jego ramieniu. Ten się tylko zaśmiał, a Alex zaskomlał.
  - To idziemy do kawiarni? - Zadał pytanie, obejmując mnie w pasie. Przez to moja twarz przybrała szkarłatny kolor. Ja natomiast zasłoniłam ją włosami.
  - Zapraszasz mnie na kawę? - Zachichotałam.
  - I ciastko! Pewnie nie zdążyłaś zjeść śniadania. - Dodał, gdy znaleźliśmy się już po za budynkiem.
  - Jako partnerzy jełopie? - Spytałam, również obejmując go w pasie.
  - Jako partnerzy Chi-chi. - Odparł, a ja nadymałam policzki.
  - Miałeś tak do mnie nie mówić. - Rząchnęłam, a mój kochany Komisarz mi zawtórował szczęknięciem.
  - Tak, tak, Chi-chi. - Zachichotał, opierając swój łeb o moją delikatną główkę.
 Po krótkiej chwili byliśmy już w kawiarence, siedząc przy stoliku. Martin poleciał coś zamówić, a ja poczęłam przypatrywać się widokowi za ogromną szybą. Po ulicy jeździło pełno aut, a na ulicach przechadzało się wiele ludzi. Zdziwiło mnie to ze względu na to, że jest tak wczesna godzina.
  - Scarlett? - Usłyszałam melodyjny głos, z tak dobrze zapadniętym w pamięci akcentem, który bardzo mi się podobał. Taki wyrazisty, przyprawiający o dreszcze.
  - Niall! - Uśmiechnęłam się szeroko, machając mu.
  - Co tu robisz tak wcześnie? - Spytał rozbawiony, przysiadając się do stolika.
  - Przyszłam zjeść śniadanie... miałam wezwanie do pracy. - Mruknęłam padnięta.
  - Pracy? A gdzie pracujesz? Przyszłaś sama? - Zadał kolejne pytanie, a ja wpadłam. Nie chciałam nikomu mówić tego, gdzie "się udzielam". W końcu po pierwsze, muszę utrzymywać to i owo w tajemnicy. Po drugie jak powiedziałam to mojemu byłemu, od razu zerwał ze mną kontakt, gdyż stwierdził, że to zbyt niebezpieczne.
  - Chi-chi, kto to? - Spytał mój przyjaciel, podchodząc z dwiema tacami, na których były ciasta i jakieś filiżanki.
  - Em... Martin, to Niall, mój znajomy ze szkoły. Niall, to Martin, mój znajomy z pracy. - Przedstawiłam ich sobie, gdy odetchnęłam z ulgą.
  - Miło mi. - Miri, zaraz gdy odłożył tacę, podał rękę Horanowi, który ją niepewnie uścisnął.
  - Ta... mi też... to ten... pa Scarlett, widzimy się później. - Mruknął, odchodząc z prędkością światła.
  - Ładny... - Zachichotał, puszczając mi oczko, na co tylko przewróciłam.
  - Gej. - Fuknęłam pod nosem, zabierając się za moją szarlotkę.
  - Sama jesteś gejem. - Oburzył się, na co tylko przewróciłam oczyma.
  - No, pociągają mnie chłopcy... przyznaję. - Zatrzepotałam rzęsami.
  - Och, ty... tego się po tobie nie spodziewałem! - Zajęczał niczym zrozpaczona matka.
  - Dobra, dobra... mów co tam w sprawach sercowych. - Zachichotałam, popijając gorącą czekoladę z bitą śmietaną.
  - Na razie nikogo nie ma na horyzoncie. - Westchnął ciężko.
  - Zeswatam cię z kimś, zobaczysz. - Puściłam mu oczko, odkładając filiżankę na bok, a ten wybuchł śmiechem. - Co? - Spytałam zdziwiona jego zachowaniem. Martin sięgnął po serwetkę, wycierając mi miejsca przy ustach.
  - Miałaś wąsy. - Zaśmiał się, zgniatając serwetkę.
 Mimowolnie się uśmiechnęłam, zaczynając dokańczać moją szarlotkę. I w tym momencie za wibrował mój telefon. Wyciągnęłam go, przyglądając się chwilę zdjęciu mojej młodszej siostrzyczki. Odebrałam, pokazując mojemu przyjacielowi, gestem ręki, by siedział cicho.
  - Cześć Panda! - Usłyszałam lekko piskliwy głos Astry.
  - No hej... coś się stało? Dawno nie dzwoniłaś. - Zauważyłam, marszcząc delikatnie brwi.
  - Nie, nic takiego... po prostu się stęskniłam... kiedy przyjedziesz w odwiedziny? Nie widziałam cię ponad miesiąc... wiesz, ja tutaj umieram! - Westchnęła ciężko.
  - Jeśli chcesz mogę przyjechać za tydzień. Pójdziemy gdzieś razem. Nie wiem, kino, zoo, czy coś. - Wzruszyłam ramionami. - Odwiedzę cię z Alexem i moim przyjacielem. - Wyszczerzyłam się, a ten uniósł brwi w pytającym geście. Ana i Libby pewnie i tak by nie chciały nigdzie chodzić z małym dzieckiem.
  - Tak! Przyjeżdżaj! Słuchaj, tak właściwie, to jak tam u twoich przyjaciółek? - Spytała z zaciekawieniem. Niby za nimi nie przepadała, ale myślę, że to tylko przez to, iż się do nich wyprowadziłam. W gruncie rzeczy to Libby i Ana nie są takie złe. Trzeba je tylko poznać, jak było w moim przypadku.
  - Em... nieźle... Libby niedawno wpadła pod auto, ale już jest dobrze. Andrea nadal chodzi z tym swoim Peterem, czy jak mu tam. - Wzruszyłam ramionami. - Słuchaj, kończę, innym razem się odezwę, pa! - Zawołałam, gdy Alex przed kawiarnią zaczął skomleć, drapiąc szybę. Nie dziwię mu się... zaczęło padać. I to bardzo mocno.
  - Zbieramy się. - Jęknął Martin, wstając. Zapłacił za nas, wzięłam torbę z ksiażkami, którą cały czas miałam przy sobie, dzwoniąc po taksówkę, która zaraz była na miejscu. Wsiedliśmy do środka z Alexem, choć na początku kierowca miał pretensje, że nie weźmie brudnego zwierzaka. Ech, że też tacy ludzie żyją...
 Zaczęłam przyglądać się widokowi za oknem, opierając łokieć o szybę.
 Za nim zauważyłam Nialla, biegnącego w stronę szkoły. Zachichotałam pod nosem, odwracając się w stronę blondyna.
  - Pojedziesz z Alexem do domu? Trzymaj, potem możesz włożyć pod wycieraczkę. - Podałam Miri klucze, gdy ten przytaknął.
 Wyleciałam z taksówki, gdy zaparkowała przed moim liceum. Cała mokra po kilku sekundach byłam w środku. Po korytarzach biegało pełno osób z mokrymi włosami. Po mimo tego, znajdowały się przypadki, gdzie ktoś był całkiem suchy. Więc ten świat nie schodzi na psy! Legendarne parasole jednak istnieją.
  - Scarlett? Jak ty wyglądasz?! Siedem nieszczęść plus jeden. - Mruknęła Andrea, podchodząc do mnie z Libby, oraz tym swoim chłopakiem. Nie wiem czemu, ale jakoś za nim nie przepadałam... zbyt idealny, że tak powiem.
  - Dzięki An, umiesz poprawić humor. - Westchnęłam ciężko, kierując swoje zacne kroki w stronę mojej podłużnej szafki. Dziewczyny oczywiście, plus Peter, poszły za mną, pytając czemu tak zmokłam i gdzie rano zniknęłam. Opowiedziałam im wszystko, a te na koniec przewróciły oczyma. Andrea zaczęła zajmować się swoim kochasiem, za to Libby zaczęła poprawiać fryzurę, gapiąc się w lusterko. Wzięłam ciuchy, które zawsze trzymam w szafce, mniej więcej na takie okazje. Inna z nich to tam, gdzie ktoś coś na mnie wylał, lub niechcący wpadłam w błoto. Poleciałam do szkolnej łazienki, gdzie przywróciłam się do ładu, zakładając czerwoną miniówkę, czarną koszulę bez rękawów z ćwiekami na kołnierzyku i ciemne lity. Włosy rozczesałam, by szybciej mi wyszły, następnie wychodząc i kierując swe zacne kroki do sali, gdzie obecnie miałam lekcję. Matematykę. Zgroza.
Nie to, żebym źle się uczyła... co to to nie! Od zawsze byłam pupilkiem nauczycieli, wzorem do naśladowań i super uczennicą... czasem się to przydaje. W sensie, że względy u pracowników liceum. Gdy nauczyciel zaczął powtarzać po raz piąty to samo przywaliłam w czoło dłonią, spuszczając wzrok. Ja chcę już do domu... Jakaś dziewczyna z ławki przede mną zaczęła gadać o Peterze. Dokładniej mówiąc chichotała z przyjaciółkami o tym, jaki to jest cudowny, słodki, seksowny i w ogóle. Plus dziwiły się, czemu jest z taką jędzą jak Ana. Uśmiechnęłam się diabolicznie, wyjmując komórkę. Nie zrobiłabym nigdy takiej akcji... gdyby nie to, że plotkowała o chłopaku mojej najlepszej przyjaciółki. Włączyłam nagrywanie, wyciągając rękę pod ławką. Huhuhu... coś czuję, że jak Andrea je dorwie to żywe nie wrócą do domu.
***
 Ziewnęłam zmęczona, wychodząc ze szkoły z moimi przyjaciółkami.
  - Stwierdzam zgon, bo nowy nauczyciel wf'u. - Stwierdziła Libby, chichocząc.
  - Twoim zdaniem ten dwudziestosześcioletni mięśniak jest ładny? - Spytała Andrea, a ja przewróciłam oczyma. Przecież to logiczne. To ciacho, choć go nie widziałam. Ale panienka Hathaway zna się na rzeczy.
  -  Yyy, tak? - Odparła Libby, robiąc minę, jakby to było oczywiste. 
Ja jedynie zaśmiałam się pod nosem. Nie ma to jak interesujące dyskusje moich przyjaciółek.
  - Swoją drogą wiecie na co mam ochotę? Na wielką porcję lodów z bitą śmietaną, sosem czekoladowym i owocami! - Klasnęłam w dłonie, ciągnąc dziewczyny w stronę najbliższej, w dodatku najlepszej lodziarni ever. 
  - Przez ciebie w końcu nie zmieszczę się w moje ulubione rurki. - Jęknęła Ana, na co znów parsknęłam śmiechem. Trudno! Jakoś jej się uda! Co najwyżej pójdzie sobie pobiegać. O! Lub zrobimy bibę nad basenem! Tak, zdecydowanie.
  - Co wy na to, żeby jutro zrobić imprezę u nas w basenie? - Spytała Libby, a ja stanęłam jak wryta. Dobra, jeśli powie, że króliczki są puchate i słodziusie, znaczy, że czyta mi w myślach.
  - A swoją drogą króliki są nawet urocze, nie? - Dodała po chwili zastanowienia, gdy Ana potwierdziła jej poprzednie pytanie. Zaczęłam się jąkać, mrugając, jakby coś wpadło mi do oka. To jest... bardziej niż niepokojące. Swoją drogą ciekawe która godzina...
  - Szesnasta czterdzieści osiem... - Wyrecytowała blondynka, a ja spojrzałam na nią jak na wiedźmę. - Co? Mam coś na twarzy? - Zmarszczyła brwi.
  - Nie. - Burknęłam, wchodząc do lodziarni.
  - Scarlett? - Usłyszałam wołanie Nialla. Zdziwiona rozejrzałam się do okoła, a zauważywszy blondyna przy stoliku z resztą oszołomów plus jakąś brunetką, uśmiechnęłam się do nich prze słodko.
  - Cześć! - Rzuciłam w ich stronę, kierując się w stronę młodej sprzedawczyni, śliniącej się w stronę Harry'ego. Westchnęłam ciężko, zamawiając sobie różyczkę. Andrei wzięłam lody o smaku Kit Kat'a, a Libby słodki zawrót głowy. Przysiadłam się do stolika, gdzie usiadły moje przyjaciółki, zaraz obok chłopców.
  - Dziewczyny, to jest Holly, przyjaciółka Nialla z Irlandii, przyjechała na parę dni. - Zayn przedstawił nam brunetkę. Andrea kiwnęła głowa, Libby przywitała się grzecznie, a ja rzuciłam jej jedno, jedyne spojrzenie z uśmiechem. Gdy ci zaczęli rozmawiać z moimi przyjaciółkami, ja szybko dokończyłam lody. Dużo ich nie było w przeciwieństwie do tego co zamówił Niall.
  - Chłopaki, zaopiekujecie się Holly? Obiecałem ostatnio Scarlett, że dziś się przejdziemy. - Westchnął ciężko, wstając. Zamrugałam zdziwiona, spoglądając na niego z pod uniesionych brwi. Umawialiśmy się? Serio? Skleroza mnie dopadła? Jest ze mną aż tak źle, żebym nie pamiętała?!
  - Em... ta... pa... - Mruknęłam nadal lekko zszokowana, będąc ciągniętą przez blondyna. Wychodząc od razu uderzył mnie powiew zimnego wiatru. Mimowolnie się skrzywiłam, ruszając z nim w stronę... bliżej nie określoną. Spontan, ot co!
  - Mogę zadać pytanie? - Zapytał Blondyn, a ja przytaknęłam, choć właściwie to przed chwilą zrobił. - Jak ostro imprezujesz?
  - Zależy. Raczej nie przepadam za alkoholem... nie dość, że ma okropny smak to jeszcze następnego dnia głowa po nim boli, jeśli zbyt się zagalopujesz. Ćpać to nie ćpam. Tak samo z paleniem. - Wzruszyłam ramionami. - Jeszcze coś? - Mruknęłam, trzęsąc się z zimna. Ten przewrócił oczyma, zdejmując z siebie bluzę i podając mi ją. Pod sobą miał długi rękaw, a że aż tak nie wiało, jak i nie padało, raczej mogłam ją przyjąć. Tak mi się przynajmniej wydawało.
  - Jak zaprzyjaźniłaś się z  dziewczynami? - Spytał Niall, gdy już założyłam jego bluzę. Od razu zrobiło mi się cieplej.
  - Długa historia. - Szepnęłam, opierając głowę o jego ramię.
  - Mamy czas. - Zaśmiał się, obejmując mnie w pasie.
  - No dobrze... było to, gdy poszłam do pierwszej gimnazjum. Libby była wtedy w drugiej klasie, a Andrea w trzeciej. Na korytarzu mordowałyśmy się wzrokiem, podkładałyśmy sobie nogi... a nawet raz, z tego co pamiętam, Andrea napełniła moją szafkę niebieską farbą. Gdy ją otworzyłam BUM i byłam niczym smerf. - Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie, a blondyn zachichotał. - Oczywiście nie byłam im dłużna. Libby od zawsze tańczyła balet. W szkole mieli pokaz talentów. Chciała wystąpić z naprawdę świetną choreografią. Ja jednak chciałam jej się odwdzięczyć pięknym za na dobre. Sypnęłam na jej strój proszek, od którego strasznie swędzi. I tak oto miała popsuty występ. Potem Andrea zrobiła mi podobny "psikus", gdy śpiewałam i powiedzmy, że... niech nie zwiedzie cię słowo "tchórz" w nazwie zwierząt tchórzofretki. - Pokręciłam głową z dezaprobatą, a ten znów wybuchł śmiechem. - O! Pamiętam też akcję z Andreą. Miała zagrać główną rolę żeńską w teatrze, wystawiali "Romeo i Julia". W dniu premiery najpopularniejszy i najsłodszy chłopak o imieniu Greg, złamał nogę, a zastąpił go dubler. Rudowłosy Daniel, który cały czas obficie się pocił, z krzywymi, żółtymi zębami. Przez dwa tygodnie nie przyszła do szkoły...
  - Dobra, dobra. Schodzisz z tematu. Mów jak się zaprzyjaźniłyście!
  - Pod koniec pierwszej gimnazjum rodzice w końcu pozwolili mi na pierwszego zwierzaka. W niebo wzięta poleciałam od razu do zoologicznego, gdzie akurat były Libby i Andrea...
  - I wtedy stwierdziłyście, że zachowywałyście się dziecinnie... - Zaczął, ale klepnęłam go w tył głowy.
  - Nie przerywaj. - Przewróciłam oczyma. - Dobra, więc to było tak. W tym sklepie stało mnóstwo klatek, a w nich słodkie gryzonie. Od myszek po szynszyle. I zaczarowana powyjmowałam stamtąd zwierzaki. Te pouciekały, robiąc zamieszanie w sklepie. Wszyscy zaczęli panikować, a ja miałam ochotę się rozpłakać. I w tym momencie zaczęłam czołgać się po ziemi w stronę słodkiego króliczka, gdy na głowę Libby wspiął się szczur. Ta z piskiem zaczęła uciekać. Przede mną stała Andrea, sparaliżowana. I wtedy Liv wpadła na Anę, ta potknęła się o mnie i obie wleciały w wielkie akwaria. Potem przybiegł ktoś z pracowników, pomagając im stamtąd wyjść. Libby zaczęła drzeć się na mnie, a Andrea na nią. Ja natomiast stałam jak ta sierota z króliczkiem na rękach, płacząc. Ana lekko przestraszona tym wszystkim mnie przytuliła ze współczuciem, a Libby jedynie prychnęła. Gdy jednak rzuciłam jej się na szyję, porywając też brunetkę, zakłopotana stwierdziła, że nic się nie stało. I wtedy przyszli z ochrony spytać przez kogo te zamieszanie. Dziewczyny, zamiast mnie wydać, stwierdziły, że nie mają pojęcia. Inni też nic nie widzieli, a kamer tamten sklepik nie posiadał. Wymignęłam się od odpowiedzialności. Od tamtej pory zaczęłam podziwiać obie dziewczyny. Te natomiast powoli zaczęły się dogadywać. W liceum byłyśmy już najlepszymi przyjaciółkami. - Zakończyłam moją bajkę, a Niall znów się zaśmiał. W pewnym momencie usłyszałam kobiecy pisk. Bez namysłu pozostawiłam skołowanego Nialla, biegnąc w ciemną uliczkę, skąd dobiegał szloch. Stało tam jedno auto, a do okoła brak żywej duszy. Stamtąd wydobywały się krzyki, błagania o pomoc i płacz. Szybko wyciągnęłam pistolet z pod spódniczki, podbiegając do samochodu. Gdy tylko go otworzyłam, niemalże od razu wycelowałam w mężczyznę  po czterdziestce, leżącego obok młodej, ślicznej brunetki.
  - Co do cholery... - Zaczął wściekły, co jednak się zmieniło, widząc broń. W tym momencie wyglądał na przerażonego.
  - Odsuń się od niej. - Warknęłam, a widząc, że ten się waha, krzyknęłam krótkie "Już!". Kątem oka spoglądałam na przestraszonego Horana, stojącego nieopodal. Mimo jego skołowanej miny przy uchu miał komórkę, z czego wywnioskowałam, że wzywa policję.
 W końcu ten dziad wykonał moje polecenie, odsuwając się od roztrzęsionej brunetki. Cała akcja minęła dość szybko. Po chwili gliny były już na miejscu, zabierając tego zboczeńca. Dziewczyna natomiast, cała roztrzęsiona nie umiała wydusić z siebie żadnego słowa. Niall stał za mną, oszołomiony, a Cristopher podszedł do mnie ze śmiechem, zapewne znów powtarzając sobie w głowie "Oj, skarbie, ty zawsze jesteś w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze!".
  - Zabierzemy ją na posterunek... tam zlokalizujemy dom zamieszkania i odwieziemy ją. - Mruknął z uśmiechem Cris, poprawiając swoje włosy w "artystycznym" nieładzie. Ja jedynie pokręciłam przecząco głową.
  - Nie. - Mruknęłam, poprawiając czapkę z daszkiem, oraz wielką bluzę Nialla. - Zabieram ją do siebie. Wybacz. - Odparłam z uroczym uśmiechem, odwracając się w stronę mojego znajomego i dziewczyny.
  - Wyjaśnisz mi o co chodzi? - Spytał skołowany blondyn, a ja przytaknęłam, uśmiechając się smutno.
  - Pracuję z detektywami z wydziału kryminalnego. Jestem asystentką jednego z nich. Zadzwonisz po taksówkę? Proszę, mam minus dwadzieścia pięć na koncie, nie chcę mieć jeszcze większych kłopotów. - Westchnęłam zmęczona. Bałam się, że tak się wystraszy, iż ucieknie. Zostawi mnie, jak niektórzy. Że będzie się bał spotykać z kimś takim jak ja.
  - Jasne. - Uśmiechnął się, wybierając numer, a następnie odchodząc kawałek, zawzięcie o czymś gadając.
  - Dz... dziękuję... - Szepnęła roztrzęsiona, przymykając powieki.
  - Nie dziękuj. Zrobiłam, co powinnam, to mój obowiązek, a za to się nie dziękuje i nie przeprasza. - Mruknęłam z beznamiętną twarzą, wpatrują się w podjeżdżające auto.

***

No hej koty! ^^ Trochę mi zajęło napisanie tego... dziwnego i bezsensownego rozdziału xD Coś tracę "wenę" O.o Jak w szkole? Pierwsze dni niby te najtrudniejsze, choć ja tego tak określić nie mogę. Lekcje są ciekawe, a moja klasa cudowna, więc nie żałuję aż tak, że skończyły się wakacje *O* (Mhm, zobaczymy co będę mówić za kilka miesięcy xD). Dobra, kończę, mam nadzieję, że spodoba wam się perspektywa Scarlett, oraz ona sama ^^

1 komentarz:

  1. Słodka Scar która pokazuję pazurki. Fajnie czekam na next'a

    OdpowiedzUsuń