czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 1

Oczami Andrei
Piątek 15.03.

O ja pierdzielę! No po prostu nie wierzę! Zaraz padnę na zawał! Co to ma do cholery być ja się pytam? Toż to niedopuszczalne! Niech ja dorwę tego skur … który potrącił moją przyjaciółkę to tak dopier … że własna matka go nie pozna! WTF?

 Porządna obywatelka idzie ulicą i nagle BUM! Rozjechana! Co to jest? Czy to jest w ogóle zgodne z prawem? Bo obawiam się kur … że nie! Och, jestem tak wściekła, że zaraz mnie rozsadzi od środka!
Razem ze Scar wyszłyśmy a raczej wybiegłyśmy z domu i popędziłyśmy w stronę samochodu, właściwie to każda do swojego. Postanowiłyśmy jednak, że pojedziemy jednym. Z racji tego, że nie było czasu do stracenia powiedziałam, że możemy pojechać Scar na to ona, że moim też możemy i nie ma najmniejszego problemu. No cóż, wywiązała się z tego króciutka dyskusja. Byłam jednak nie ustępliwa i ostatecznie zdecydowałyśmy, że pojedziemy jej samochodem.
Przez całą drogę, praktycznie się do siebie nie odzywałyśmy. Każda z nas zastanawiała się czy naszej przyjaciółce nic nie jest. Ja obawiałam się najgorszego to znaczy, że mogła sobie coś złamać i jest skazana na 2 miesiące bezczynnego siedzenia w domu. Istna męka! Ja muszę wiecznie coś robić, inaczej wariuję.
Całe w stresie podbiegłyśmy do babki w recepcji i spytałyśmy o pokój naszej przyjaciółki. Kobieta trochę ociągała się z odpowiedzą więc musiałam podnieść głos.
- Proszę się uspokoić. Rozumiem, że martwią się panie o przyjaciółkę ale nerwy tu nic nie zdziałają. – powiedziała uspokajająco.
- Jak nerwy tu nic nie zdziałają? Nasza przyjaciółka miała wypadek samochodowy bo jakiś debil nie umie kierować! Kto mu dał prawo jazdy, pytam się? No kto? Pewnie drugi naćpaniec! – krzyknęłam waląc pięścią o blat. Kobieta podskoczyła lekko.
- Pokój 74. – odpowiedziała lekko zmieszana. Nie dziękując pobiegłyśmy tam jak najszybciej. No niby wiem, że to nic nie zmieni czy się spieszymy czy nie ale chciałyśmy wiedzieć w jakim jest stanie. Gdy otworzyłyśmy drzwi zobaczyłyśmy Libby leżąca na łóżku szpitalnym. Przeglądała właśnie jakieś pismo o modzie. Wyglądała całkiem dobrze. Miała tylko plaster koło brwi i siniak na ramieniu.
- Libby! – krzyknęłyśmy ze Scar równo i podbiegłyśmy  do niej po czym ją przytuliłyśmy najmocniej jak mogłyśmy.
- No już bo mnie udusicie! – powiedziała ze śmiechem.
- Kto to był? – spytałam. – Kto ci to zrobił? Bo mam nadzieję, że ma dobrego adwokata!
- Uciekł. – odparła spuszczając głowę. – I nie martwcie się. Już wszystko jest okej. Czuje się dobrze tylko trochę boli mnie głowa i żebra.
- Biedactwo. – Scar usiadła na brzegu jej łóżka. – Powiedz czego ci potrzeba. Zrobimy wszystko o co nas poprosisz.
- A więc zdobądźcie numer od tego młodego lekarza, który był tu dziś rano. – odpowiedziała pogrążając się we własnych myślach. – Wysoki blondyn o zielonych oczach. Och jak ja kocham zielone oczy! A to ciacho je miało …
- Ty na serio? – zdziwiła się Scarlett. – O mało nie zginęłaś a tobie przystojny lekarz w głowie?
- To jak? Zdobędziecie od niego numer? – zapytała patrząc na nas wyczekująco. Ciężko westchnęłyśmy. Znając Libby pewnie nawet nie wie jak ma na imię. Zupełnie jak z tym chłopakiem ze sklepu. Szalała za nim 2 tygodnie. A potem okazało się, że ma 25 lat i mieszka z rodzicami! To przekreśliło jego szansę.
- Libby powinnaś odpocząć… – Scar pogładziła jej ramię z uśmiechem.
- Od tych chłopaków.  – weszłam jej w zdanie z szerokim uśmiechem. – No co? Spójrzcie na mnie. Mam chłopaka od pół roku i jesteśmy razem tacy szczęśliwi.
- Szczęśliwi póki nie wypatrzysz większego ciacha. – powiedziała Libby i roześmiała się a zaraz potem Scar. Wywróciłam oczami.
- Nie ma większego ciacha od Petera. – wystawiłam jej język. – Dobra, odpoczywaj a my ze Scar pójdziemy. Nie będziemy ci przeszkadzać.
- Dziewczyny! – krzyknęła. – Co ja mam robić?
- Gapić się na tyłek tego ciacha. – odparłam i skierowałyśmy się ze Scar do wyjścia. Poszłyśmy w stronę windy cały czas dyskutując o różnych głupotach. Weszłyśmy do środka a moja przyjaciółka nacisnęła guzik z parterem. W ostatniej chwili gdy drzwi windy się miały zamknąć jakiś chłopak wsadził między nie rękę i krzyknął:
- Jeszcze my!  - wszedł do środka. – Zaraz przyjdą moi kumple.
Był wysoki i miał zielone oczy i burzę loków na głowie. Nie powiem był przystojny i urodą mógł dorównywać mojemu chłopakowi ale bez przesady. Nie mój typ. Od razu widać, że podrywacz a wierzcie ja mam nosa do ludzi. Raz odkryłam, ze mąż mojej kuzynki jest gejem. Powiedziałam to właściwie w formie żartu a on spuścił głowę i rzekł: Jak się o tym dowiedziałaś?
Oczy na wierzch mi wylazły! Masakra. Nie to, że mam coś do homoseksualistów. Nie, nie. Mam coś do nich dopiero wtedy gdy żenią się z moją kuzynką tylko po to aby ukryć swoją prawdziwą orientację! No cholera! Elise była w ciąży z nim! A on zostawił ją dla barmana. Dobry Boże. Musiałam przez tydzień wysłuchiwać, że chce popełnić samobójstwo i nienawidzi wszystkich gejów na tym świecie. Dobra koniec wspomnień! Było minęło. Mam nadzieje, że Elise już więcej nie spotkam.
- Czy jeden z twoich kumpli jest lekarzem o blond włosach? – spytałam przypominając sobie prośbę Libby.
- Nie, a co?
- Nic, nic. Tak tylko pytałam. – odpowiedziałam tłumiąc śmiech.
 Po paru sekundach doszło jeszcze czterech chłopaków. Wszyscy byli bardzo przystojni. Wyglądali jak modele, którzy zwiali z sesji zdjęciowej. Dobry Boże! Dzięki Bogu, że mam chłopaka bo naszłyby mnie teraz grzeszne myśli. A podejrzewam, że ksiądz z naszego kościoła ma dosyć wysłuchiwania o tym co myślałam lub co robiłam na imprezach. Przystojniacy szeptali coś do siebie i śmiali się z tego a my patrzyłyśmy od czasu do czasu na siebie ze Scar. Trochę byłam rozczarowana, że żaden do nas nie zagadał no ale cóż … życie. W pewnym momencie winda gwałtownie się zatrzymała! Wszyscy wstrzymaliśmy oddechy. Poczułam się jak w jakimś horrorze. To było okropne! Staliśmy tak w bezruchu przez jakiś czas a winda nadal nie ruszała.
- Zepsuła się. – stwierdził z ciężkim westchnieniem chłopak w blond włosach.
- Jesteś Irlandczykiem? – spytała Scar.
- Skąd wiesz? – spytał marszcząc brwi.
- A tak zgadywałam. – odpowiedziała wesoło.
- Tak w ogóle to Niall jestem. – podał jej dłoń a ona ją uścisnęła. – Niall Horan.
- Scarlett.
Nastała wtedy krótka cisza, którą przerwał chłopak w lokach. Zbytnio kulturalni to oni nie są ale już mniejsza z tym.
- Ja jestem Harry jakby ktoś pytał. – wtrącił z uśmiechem.
- Harry, jak Harry Potter. – zażartowała Scar i oboje się roześmiali.
- Właściwie to Harry Styles. Ale Potter też ładnie pasuje.
- Ja jestem Liam. – powiedział następny i uścisnął dłoń mojej przyjaciółce. Przepraszam bardzo! Winda do cholery się zacięła a oni robią jakieś przedstawienia? Prychnęłam pod nosem i zaczęłam się rozglądać szukając jakiegoś wyjścia. Niestety. Nic nie znalazłam. Cholerna winda!
- Louis. Miło mi. – następny przywitał się ze Scar a mnie olał. Dalej chłopaki! Pogrążajcie mnie dalej!
- Zayn. – I ostatni! BUM! Wyjęłam z torebki telefon i próbowałam zadzwonić do mojego chłopaka ale jakimś cudem nie było zasięgu! Cudownie! Po prostu cudownie! Utknęliśmy w windzie bez zasięgu! I niech teraz nas coś zeżre!
- A ja jestem Andrea i stoję tu od 10 minut totalnie zignorowana przez społeczeństwo ale to szczegół. Proszę Niall. Dokończ swoją cudowną historię o tym jak zostałeś pogryziony w dzieciństwie przez psa. – powiedziałam ze sztucznym uśmieszkiem i z satysfakcją patrzyłam na ich reakcję. Tak jak przewidziałam. Szczęki im opadły.
- Louis. – sprostował lekko urażony. – Mam na imię Louis.
- Jak zwał tak zwał. – machnęłam ręką.
- Musimy się jakoś stąd wydostać. – powiedział chyba Liam. – Nie ma tu zasięgu?
- Otóż nie ma. Próbowałam zadzwonić do mojego chłopaka, mamy, taty, brata, koleżanek ze szkoły a nawet w akcie desperacji do woźnej. Nic. – rzekłam z ciężkim westchnieniem.
- Masz numer do woźnej? – odezwał się Harry po paru sekundach milczenia. – Jak ci się udało? Próbowałem go od niej wyciągnąć chyba z 10 razy i nic!
Spojrzałam na niego z otwartymi szeroko oczami. On poważnie czy to taki nowy żart?
- Eee dobre, stary. – powiedział Zayn wpadając w śmiech i przybił piątkę z Harrym.
- Chodzimy do Miami School Art. – odezwała się Scar.
- Serio? My też! Jak to możliwe, że się nie spotkaliśmy? – spytał niedowierzająco Niall.
- Pewnie się spotkaliśmy ale szybko i z widzenia. – odparła z uśmiechem. – Wiecie co? Nawet się cieszę, że ta winda się zacięła. Inaczej byśmy was nie poznali. Martwię się tylko, że będziemy musieli spędzić tu noc …
- Nawet gdybyśmy chcieli to nie dalibyśmy rady. Nie pomieścilibyśmy się tu. Mam nadzieje, że zaraz ktoś nas stąd wydostanie. – powiedział Niall, chociaż po jego minie widziałam, ze także się martwi iż zostaniemy tu na noc. Nie chciałabym tego. Muszę iść do domu wziąć prysznic, napisać tweeta i coś zjeść! Mam tyle do zrobienia!
- Zaraz, zaraz Andrea powiadasz … - zaczął Niall przepraszam Louis! Och mylę ich imiona. Są nawet do siebie podobne. Dobra nie są! Ale je mylę, okej? – Sanchez?
- Skąd wiesz? – zapytałam lekko przerażona.
- Stąd iż prowadzisz w naszej szkole audycję radiową i publicznie obrabiasz wszystkim tyłki. – odpowiedział szczerząc się. – Ostatnio mówiłaś o Kate Russel która sypia z nauczycielem angielskiego.
- Nie tylko ona ale o tym w mojej następnej audycji. – powiedziała ze słodkim uśmieszkiem. – I obrabiam tyłki tylko tym którzy mi podpadną. A Kate powiedziała, że miałam okropne buty! Zdzira sama nie nosi lepszych.
- Auć. Cóż za ból. – odezwał się Harry. – A masz numer do tej Kate?
- To puszczalska laska!
- A myślisz, że gdyby się nie puszczała to chciałbym od niej numer? Ha Ha Ha.
- Zgłoś się do mnie w szkole. Mam zapisany w laptopie.
Harry uniósł brwi z zaskoczenia ale nie zadawał więcej pytań. Nagle drzwi windy się otworzyły i zobaczyliśmy starszego mężczyznę, który patrzył się na nas jak na ósmy cud świata. Najwyraźniej nie podejrzewał, że tak piękni ludzie istnieją naprawdę.
- Światło! Nareszcie! – krzyknął Niall wybiegając z windy jak burza. – Ja żyję! – zaczął się wszędzie (no dobra, nie wszędzie) dotykać jakby chciał sprawdzić czy rzeczywiście żyję.
- Może spotkamy się jeszcze kiedyś? – spytała Scar gdy wyszliśmy z windy a ten staruszek nadal się na nas gapił. A może umarł w tak dziwnej pozie? Hm …
- Może. Odwiedzaliśmy naszą stylistkę która była w ciąży i jeśli wy też do kogoś tu przyszliście to bardzo prawdopodobne, że się spotkamy. – powiedział Liam. – No oczywiście zostaje jeszcze szkoła.
- Tylko pamiętaj o tym numerze. – przypomniał mi Harry. – To ważne.
- Spoko. Postaram się nie zapomnieć. – odpowiedziałam wywracając oczami. Eh, co za koleś. Pożegnaliśmy się z nimi i skierowaliśmy  w stronę samochodu Scar. No cóż, może i są fajni ale nie zamierzam się z nimi zbytnio zaprzyjaźniać. Weszliśmy do auta, Scarlett odpaliła i ruszyliśmy w drogę.
 - Skąd masz numer do Kate? – spytała.
- Nie mam. – odpowiedziałam wesoło. – Zresztą to typowy podrywacz. Chce od niej numer aby ją zaliczyć. Wątpię aby jutro chociaż pamiętał jak ma na imię.
- Może i podrywacz ale fajny. Zresztą cała reszta także była spoko. Zauważyłaś, że wszyscy mają tatuaże prócz Nialla?
- Przepraszam ale nie gapię się na ciało obcych facetów. – odpowiedziałam ze śmiechem.
- A weź wyjdź! – rzekła z rozbawieniem. – Ja po prostu stwierdziłam fakt.
- Ja też stwierdziłam fakt, że gapisz się na ciało obcych kolesi.
- Już nie obcych. Poznałyśmy ich dzisiaj.
W tym momencie zadzwonił mój telefon. To mój chłopak. Przypomniał mi o dzisiejszej randce. No tak byłbym zapomniała! Pójdę do domu wezmę prysznic, tweetnę, zjem coś i przyszykuję się do randki. Będzie cudnie! Kolejny telefon był od mojego brata. Powiedział, że jutro przyjeżdża i musi mi powiedzieć coś bardzo ważnego. Ciekawa jestem co? Pewnie, że znów przegrał w grze i jego życie nie ma sensu. W każdym razie Jace jest super przystojny i wszystkie dziewczyny w szkole się w nim kochają. Teraz znów nie dadzą mi spokoju i będą błagać o jego numer telefonu. Ja jednak odpieram zawsze ich ataki. Mój brat ma 15 lat i łazi do szkoły kiedy mu się chcę. Ostatnio był na wycieczce w Hiszpanii przez miesiąc. Ja jednak dbam o dobre oceny. Dobra koniec rozmyślań! Czas na drzemkę!
_______________________________________________
No to mamy 1 rozdział! Mam nadzieje, że nie jesteście zbytnio zawiedzeni bo mnie się za bardzo nie podoba. Uważam, że mogłoby być lepsze ale ja zawsze tak uważam także ... no takie moje pisanie to wręcz tradycja hehe :). Nie które zdania są debilne ale nie mam pojęcia jak je poprawić także już pozostawiłam takimi jakie są. Kolejny rozdział należy do Sylwii :). Na pewno napiszę lepszy od tego :P. 
A tak w ogóle co sądzicie o Andrei? Polubiliście ją? :P.  


6 komentarzy:

  1. hahahhahahahahahahah xD
    Pokochałam tego bloga!
    Boski <3333

    Czekam na następne rozdziały :D
    Oby szybko :>

    Pozdrawiam
    Marzena :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Blog super, rozdział jeszcze lepszy. Andrea jest chamska i nieufna, ale fajna. Takie postacie są fajne mają ciekawe wypowiedzi i w ogóle xD. Skoro skończyłam rozpisywać się na temat An to mam nadzieję, że niedługo dodacie nowy rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chamska? hm, no nie powiedziałabym xd
      No ale w każdym razie dzięki :)

      Usuń
    2. Oj uwierz takei osoby są najciekawsze ;)

      Usuń
    3. Serio? No niby tak :D ale boje się, żeby was zbytnio nie wkurzała także staram się nie przesadzać. Chodź przyznam szczerze, że najlepiej mi właśnie o takich osobach pisać.

      Usuń
    4. Jak czasem napiszesz coś ostrego to będzie dobrze. Nie będzie nudno. Gorsze są postacie takie ciche, bo wtedy nic ciekawego.
      Jak pisałaś o tym w windzie gdy zwróciła im uwagę to było śmieszne xD

      Usuń