niedziela, 19 kwietnia 2015

Rozdział 22

Oczami Andrei:
Wtorek- Środa, 8-9 kwietnia

Po prostu nie mogę w to uwierzyć! Mój brat aresztowany? Przecież on ma tylko 15 lat! Nie trafi do więzienia, ale może pójść do poprawczaka. Całą drogę myślałam o tym co też ten nieszczęsny człowiek nawyrabiał. Pobił kogoś? Nie, na pewno nie. Kiedyś lekko go szturchnęłam,  a zachowywał się tak jakbym nie wiem jaką krzywdę mu zrobiła, więc pobicie kogoś odpada. To chyba ostatnia rzecz jakiej by się dopuścił. Hm, a może próbował dobierać się do jakiegoś przystojnego chłopaka? Tak, w to bym bardziej uwierzyła.
Moje rozmyślania przerwała Scar, która oznajmiła, ze dojechaliśmy na miejsce. Ciężko westchnęłam. Jacie Sanchezie- nadciągamy…
Gdy ze Scar znaleźliśmy się w środku, ona podeszła do jakiegoś chłopaka i przywitała się z nim jakby się znali od dawna.
- Ty chyba dzisiaj nie pracujesz, co? – zapytał.
- Nie, ale przyszliśmy kogoś odebrać.
- Imie? Nazwisko? – poprosił.
- Jace Sanchez.
- Aaa, ten pyskaty nastolatek. To już wiem. – uśmiechnął się i kazal nam iść za sobą. Myślałam, ze spalę się ze wstydu. Mój brat pewnie musiał zrobić nie zły rozpierdol gdy go aresztowali. Nie zdziwiłabym się gdyby zaczął wyzywać gliniarzy i mówić w jakim to żyjemy niesprawiedliwym kraju.
Na komisariacie panowała dziwna atmosfera. Nie czułam się tam dobrze i mam nadzieje, ze pojawiam się tu ostatni raz. Poprowadził nas przez korytarz i zatrzymał się przy beżowych drzwiach z napisem „pokój przesłuchań”. Otworzył je, a moim oczom ukazał się nikt inny jak mój kochany braciszek.
- No nareszcie. Ile można czekać? – powiedział na wstępie Jace. Miałam ochotę go udusić, ale próbowałam zachować spokój.
- Możemy wiedzieć za co został aresztowany? – spytała Scar.
- Czy to ważne? Ja chce do domu! – krzyknął mój brat i próbował wstać, ale chłopak, który nas przyprowadził nakazał mu gestem ręki usiąść.
- On ma tylko 15 lat. – wtrąciłam. – Chyba go nie zamknięcie? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Nie. Teraz dostanie tylko upomnienie, ale następnym razem może to się skończyć o wiele gorzej, dlatego uważaj chłopcze.
- Dobrze, wszystko fajnie, ale co takiego zrobił? – dopytywała się Scar.
- Obnażał się w miejscu publicznym. – odpowiedział chłopak, a ja myślałam, że się uduszę własną śliną.
- Co robiłeś? – skarciłam mojego brata wzrokiem. – Tak cię wychowywałam? – podeszłam do niego i uderzyłam go otwartą dłonią w głowę.
- Auć! – krzyknął łapiąc się za nią.
- Co ty sobie w ogóle myślałeś? Mogli ci zrobić zdjęcia i opublikować je na portalach społecznościach! Byłbyś skończony, a właściwie ja byłabym skończona jako aktorka! Byłabym znana z tego, że mój brat to nie wyżyty zboczeniec! I tak przynosisz wstyd rodzinie swoim nieokiełznanym popędem seksualnym! – krzyczałam jak najęta, nie zwracając uwagi na to, ze nie jesteśmy sami. – Nie mam pojęcia co tobą kierowało i mnie to do jasnej cholery nie obchodzi, ale jeżeli jeszcze raz to się powtórzy to obiecuje ci, że załatwię ci poprawczak do końca twojego marnego życia! Zrozumiano? – spojrzałam swoim najbardziej morderczym spojrzeniem jakie miałam. Mój brat wyglądał na przerażonego. Kiwnął tylko głową.
- Możemy go zabrać? – spytała Scar po dłuższej chwili milczenia.
- Tak, tak. – odpowiedział jej kolega z pracy, który również był w szoku.
W drodze powrotnej Jace nie odezwał się ani słowem. Chyba naprawdę go nastraszyłam.

  ***
Następnego dnia, przy śniadaniu Libby była strasznie podekscytowana faktem, że wraca do tańczenia. Cały czas chodziła po kuchni i mówiła jak bardzo się cieszy, że znów poczuje tą gęsią skórkę za każdym razem gdy zaczyna tańczyć. Ja tymczasem patrzyłam na telefon i czekałam jak idiotka na wiadomość od mojego chłopaka. Czuje się jak nieszczęśliwie zakochana nastolatka w najprzystojniejszym chłopaku w szkole, która czeka aż ją zauważy.
- O czym myślisz? – zapytała w końcu Liv siadając obok mnie na krzesełku i podpierając brodę na dłoni.
- Czekam aż zadzwoni. – odpowiedziałam mieszając łyżką w płatkach.
- Kto?
- Mój chłopak. – powiedziałam wywracając oczami.
- Czekaj… Peter, tak? Jezu, tak dawno go nie widziałam, że aż zapomniałam jak się nazywa.
- Ha, ha. Bardzo zabawne Liv.
W tym momencie do pomieszczenia weszła Scar.
- Co tam, dziewczyny?
- An czeka na wiadomość od swojego ukochanego, który kategorycznie ją olewa. – powiedziała Libby, a ja jej posłałam mordercze spojrzenie.
- Wiadomość od… Petera, tak? – spytała Scarlett i razem z Libby przybily sobie piątkę, a ja kolejny raz wywróciłam oczami.
- Możecie przestać?
- Słuchaj… - zaczęła Scar siadając po mojej drugiej stronie. – Z tym chłopakiem ewidentnie jest coś nie tak.
- Właśnie. Ma kogoś. – wypaliła Liv.
- Peter? Nigdy. Nie zdradziłby mnie. – powiedziałam stanowczym tonem. – Prędzej ja znalazłbym sobie kogoś niż on.
- Jesteś tego pewna? Dałabyś sobie rękę za to uciąć? – spytała Libby.
- Jestem tego pewna. – potwierdziłam.
- Ale przyznasz, że ma jakąś tajemnicę o której nie chce mówić, prawda? – odezwała się Scar.
- No fakt. – musiałam jej przyznać rację. Nawet ja to widziałam. Nie można udawać, że czegoś nie ma tylko dlatego, że tak jest prościej.
- Musimy się dowiedzieć co to za tajemnica. – rzekła Liv. – O! Już wiem! Będziemy go śledzić! – klasnęła w dłonie jak podekscytowane dziecko.
- Śledzić? To kompletny brak zaufania względem drugiej osoby. – powiedziałam.
- Tak, bo lepiej być okłamywaną. Masz rację. – powiedziała blondynka klepiąc mnie go ramieniu.
- Dobra, a jak nas zobaczy? – spojrzałam to na jedną to na drugą przyjaciółkę.
- Nie zobaczy. Hej, pamiętasz An? Jestem detektywem.  Po za tym mam w tym wprawę. Zakamuflujemy się. – powiedziała Scar. Widziałam, ze ten pomysł również jej się spodobał. Ja tymczasem byłam pewna, że Peter mi tego nie wybaczy jeżeli się o tym dowie. Cholera, miałam taki udany związek, a teraz? Mam wrażenie, że wszystko się sypie.
- Zgoda. Po szkole. – westchnęłam.
***
W szkole mój brat jak to on, kompletnie niczego się nie nauczając chodził i chwalił się, że poprzedniego dnia został aresztowany. Wywróciłam oczami słysząc to.
- Żeby to ojciec słyszał. – mruknęłam. A właśnie. Dawno się z nim nie widziałam. Ciekawe co porabia ze swoją nową 20 letnią dziewczyną. Od rozwodu z mamą w ogóle z nim nie rozmawiałam, podobnie jak Jace.
- A widzisz go tu gdzieś? – odpowiedział szczerząc się głupio.
- Masz szczęście, że go nie ma.
- Oboje mamy szczęście. Możemy robić co chcemy.
- Na przykład być aresztowanym? – spojrzałam na niego unosząc jedną brew, a on wzruszył ramionami i poszedł gdzieś. Westchnęłam. Cały Jace. Dla niego życie to wieczna sielanka. Ciekawe co by się musiało stać, żeby wreszcie poszedł po rozum do głowy i się ustatkował.
Zaczęłam myśleć nad tym, że po szkole idę śledzić mojego brata, gdy ktoś stojąc za mną zasłonił mi oczy.
- Co jest ku…
- Zgadnij kto. – powiedział znajomy głos, a ja chciałam wywrócić oczami, ale miałam je zasłonięte.
- Chłopak, który paniczne boi się horrorów? – zakpiłam.
- Ha, ha. Bardzo zabawne. – odpowiedział Louis zabierając ręce z mojej twarzy. – Masz jakieś plany po szkole?
- Niestety mam. – odpowiedziałam. Cholera, tak strasznie nie chciałam tego robić, ale nie mam innego wyjścia.
- A mógłbym wziąć w nich udział?
Spojrzałam na niego z miną w stylu „gadaj o co chodzi” i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Dlaczego tak ci na tym zależy? – zmrużyłam oczy.
- No wiesz… - podrapał się z tyłu głowy, a potem przewrócił oczami. – No twój rozwiązły brat kazał mi załatwić wolną chatę do wieczora. To jak? Idziemy do kina?
- Nie słyszałeś? Mam plany. – odpowiedziałam.
- To przełóż te plany. Ja chce do kina. – powiedział patrząc na mnie z miną szczeniaczka.

- Nic z tego Tomlinson. Te plany nie przyjmują odmowy. Muszę to zrobić. – westchnęłam.
- Mówisz tak jakbyś miała popełnić morderstwo. – zauważył.
- No coś w tym stylu. – mruknęłam tak aby nie słyszał. – Słuchaj, mogę pożyczyć twój samochód?
- To część twoich planów? – zapytał.
- Można tak powiedzieć.
- No spoko, ale w zastaw biorę twój. – odpowiedział. Kiwnęłam głową po czym rzuciłam mu swoje kluczyki, na co chłopak od razu podał mi swoje. Potem miał coś jeszcze powiedzieć, ale zadzwonił właśnie dzwonek, więc byliśmy zmuszeni udać się do klasy.
***
- Nie powinniśmy założyć jakiś masek? – zapytała Libby, gdy po zakończeniu zajęć czekałyśmy schowane za murkiem, aż Peter wyjdzie ze szkoły.
- W sensie maseczka na twarz? – zapytałam. Scar zachichotała, a Libby uderzyła się otwartą dłonią w czoło. – To nie jest dobry pomysł. – powiedziałam chcąc zmienić temat, gdyż zdałam sobie sprawę, że zrobiłam z siebie idiotkę.
- A masz jakiś lepszy? – spytała Liv.
- Po prostu zapytam czy mnie nie zdradza. – odpowiedziałam, chodź nie mówiłam poważnie.
- I uważasz, że się przyzna? – odezwała się Scar.
- 0 na 10 mężczyzn przyznaje się do zdrad. – powiedziała dumnie Libby. W tym momencie Peter wyszedł ze szkoły, poczekałyśmy, aż wsiądzie do samochodu i szybko pobiegłyśmy do auta Louisa, ponieważ Peter widział jego samochód tylko raz i wątpliwe aby zapamiętał jak wygląda. Wsiedliśmy do niego i odpaliłam. Serce zaczęło mi coraz szybciej walić. Boże, Peter na pewno pojedzie do domu, prawda? Albo do kolegi. Przecież nie zrobiłby nic głupiego…
- Jezu. – odezwałam się gdy mój chłopak pojechał w przeciwną stronę od swojego domu. Starałam się trzymać sporą odległość, aby się nie połapał, że go śledzę. – Jego dom jest gdzie indziej. – serio, zaczynam panikować.
- A widzisz! Mówiłam, ha! – odezwała się Libby, a widząc moją minę zamilkła. – Wybacz. Peter na pewno cię nie zdradza. – starała się mnie pocieszyć, chodź sama w to nie wierzyła. Wzięłam głęboki oddech, gdy zaczął jechać w kierunku jakieś dziwnej dzielnicy. Zmarszczyłam brwi, w momencie gdy zatrzymał się pod jakimś budynkiem i wszedł do środka. Co to ma być? Również zaparkowałam, tyle że z tyłu budynku, aby nie zobaczył nas. Przez chwilę siedziałam w środku milcząc. Nie chciałam wyjść. Zresztą, co mu powiem jak tam wejdę i dowiem się, że moje podejrzenia okazały się nieprawdziwe?
- Idziemy czy nie? – spytała Liv niecierpliwiąc się.
- To tylko jakiś budynek, a nie dom jego kochanki. – odpowiedziałam. – Widzicie? Nie zdradza mnie.
Scar jednak siedziała przygryzając nerwowo wargę, co nie uszło mojej uwadze.
- Nie chce cię martwić, ani nic, ale… miałam jakiś czas temu pewną sprawę do rozwiązania i byłam tam przesłuchać recepcjonistkę…
- I co w związku z tym?
- Wiem co to za budynek. – powiedziała Scarlett.

- Czyli? – spytałam powoli patrząc jej prosto w oczy.
- To… no wiesz…
- Burdel? – wypaliła Liv, a ja ją szturchnęłam w ramię.
- Nie żartuj sobie tak nawet. – mruknęłam, już na maxa zdenerwowana.
- Niestety Liv ma rację. – powiedziała Scar. Poczułam jak w jednej sekundzie robi mi się gorąco. Nie mogłam oddychać, więc musiałam uchylić okno. Wzięłam głęboki oddech. To się nie może dziać naprawdę. Peter taki nie jest. Przecież powiedziałby mi prawda? Wiem, że o takich rzeczach się nie mówi, ale mój chłopak jest inny. On by nie brał udziału w czymś tak obrzydliwym. To nie ten typ.
- Może wróćmy do domu i na spokojnie z nim porozmawiasz tam, co? – spytała Scar.
- Idziemy tam. – powiedziałam stanowczo.
- Tak! – krzyknęła radośnie Libby. – Dołożymy i jemu i tej suce!
Otworzyłam drzwiczki i wyszłam z samochodu, a zaraz za mną moje przyjaciółki. Miałam spore wątpliwości, ale to jedyny sposób aby się dowiedzieć co tutaj jest grane.
Weszliśmy do wielkiego budynku, który przypominał bardziej drogi hotel niżeli burdel. Zawsze sobie wyobrażałam, że takie miejsca są brzydkie, zatęchłe i od razu ma się ochotę stamtąd wyjść. Cała nabuzowana podeszłam do recepcjonistki.
- Witamy. – uśmiechnęłam się słodko, a Liv i Scar pomachały jej. – Szukamy pewnego mężczyzny. Nazywa się oszust i zdrajca. Jest tutaj może?
- Eee, wie pani. Tu przychodzą tylko oszuści i zdrajcy. – odparła.
- Mhm, a przychodził tu mężczyzna o imieniu Peter? No musi pani znać, na pewno stały klient, prawda? Też korzystał z pani usług? – spytałam ironicznie. Dziewczyna wyglądała na przerażoną.
- Obawiam się, że nie jestem upoważniona do udzielania takich informacji.
- W porządku. Więc same go znajdziemy. – powiedziałam i odeszłam od kobiety.
- Nie może pani! – krzyknęła.
- Zamknij się. – powiedziała Liv. – I zainwestuj w jakiś dobry krem. Oczy mnie bolą od tych zmarszczek.

Scar zachichotała pod nosem. Ja byłam mega wkurzona i miałam ochotę zabić Petera. Zdradzał mnie? Nie wierzę. Skoro mu nie odpowiadałam to mógł ze mną zerwać, a teraz czuje się upokorzona. Nikt nigdy mnie tak nie potraktował. Mam ochotę krzyczeć i płakać jednocześnie.
Razem z dziewczynami weszliśmy po schodach na górę. Na korytarzu znajdowało się około 30 drzwi z których dochodziły dziwne jęki. Boże, co za ohyda. Chce stąd iść.
- I co teraz? Nie będziemy przecież otwierać każdych drzwi. – powiedziałam.
- Jak to nie? – Libby wzruszyła beztrosko ramionami i otworzyła pierwsze drzwi. – Och przepraszam państwa, pomyliłam pokoje. – i już miała zamknąć, ale dodała: - Fajne pasemka, gdzie je pani robiła?
- Libby! – krzyknęła Scar. – Przepraszam. – uśmiechnęła się do nich i zamknęła drzwi. – Co ty wyprawiasz?
- Pomóżcie mi to będzie szybciej. – powiedziała i zaczęła otwierać kolejne drzwi i następne i jeszcze kolejne. W życiu nie usłyszałam tyle niecenzuralnych słów. Liv jednak nic sobie z tego nie robiła. – Boże! Co za straszna pozycja. Zgadza się pani na takie traktowanie? – spojrzała z obrzydzeniem w oczach.
- Liv! To prostytutka. Musi się zgadzać na wszystko. – powiedziałam.
- Niby tak, ale ludzie to nie zwierzęta. – odpowiedziała otwierając kolejne drzwi. – I jak pomyślę, że tamten tłusty facet na niej usiądzie, jezu on ją przygniecie, tak się nie traktuje ludzi i w dodatku… o hej Peter! Widzę, że jesteś zajęty. Swoją drogą świetne mięśnie. – powiedziała uśmiechając się szeroko. Słysząc to wbiegłam do pokoju jak strzała. To co tam zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Peter w łóżku z jakąś obcą dziewczyną. W dodatku była ruda. Mówił, że nienawidzi rudych. Jak mógł mi to zrobić?
- Witaj kotku, dobrze się bawisz? – zapytałam przez zaciśnięte zęby.
- Jezu An! Co ty tu robisz? – powiedział przerażony i zaczął się w pośpiechu ubierać. – Też korzystasz z usług?
- Co? Pojebało cię? – zapytałam już nie patrząc na język. – Śledziłam cię! Tak, śledziłam cię ty pieprzony dupku! – wrzasnęłam i uderzyłam go z całej siły pięścią w twarz. – Mówiłeś, że nie lubisz rudych, a teraz je pieprzysz? Jesteś dla mnie śmieciem, rozumiesz? I twoja dziwka też. – powiedziałam patrząc na dziewczynę. – I co się gapisz zdziro? Przeleciałaś mi chłopaka.
- Skoro ty mu nie mogłaś dać tego co ja. – powiedziała uśmiechając się cwaniacko. Otworzyłam aż usta w niedowierzaniu i chciałam do niej podejść, ale Libby zatrzymała mnie ręką.
- Ja się nią zajmę.
Liv podeszła do niej i złapała ją za włosy. Dziewczyna zaczęła krzyczeć i się szarpać, ale moja przyjaciółka była silniejsza. Trzymając ją nadal za włosy z całej siły wywaliła ją z pokoju. Ruda upadła na podłogę.
- Moje ubrania! Jestem w samej bieliźnie! – krzyknęła.
- Och, rzeczywiście. – powiedziała Libby i wzięła jej ciuchy z łóżka po czym podeszła do okna, otworzyła i wywaliła rzeczy za nie. Nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Wow, moja przyjaciółka umie wpaść w taką furię?
- Ty suko. – powiedziała ruda wstając z groźną miną.
- Jak do mnie powiedziałaś? – zapytała Liv robiąc się czerwona na twarzy. Wiedziałam, że to nie skończy się dobrze. Moja przyjaciółka ściągnęła ze stopy czerwoną szpilkę i z całej siły rzuciła nią w dziewczynę. – No już! Wynocha! Nie dostaniesz nic. Ani ubrań ani pieniędzy! Znajdź sobie porządną robotę, zdziro. A nie uprawiasz seks z zajętymi chłopakami! – krzyczała jak opętana.
Peter przyglądał się całej sytuacji z rozwalonym nosem z którego ciekła krew. Nie było mi go jednak żal. Zasłużył na to. Jestem wściekła, smutna i mam ochotę kogoś zabić. Najlepiej Petera. Ale poszłabym za to do więzienia więc odpada.
- Dlaczego? Dlaczego to zrobiłeś? – zapytałam, a moje oczy zaczęły się przepełniać łzami.

- An, ja…

- Cicho wieśniaku! – krzyknęła Liv. – Idziemy stąd. Nic tu po nas. A ty drogi chłopcze, powinieneś się bardziej szanować. Miałeś taką wspaniałą dziewczynę i zamieniłeś ją na tego rudego glonojada?
Błagam. – prychnęła i razem ze Scar wyprowadziły mnie z pokoju. W drodze do samochodu byłam nieobecna. Dopiero gdy znalazłyśmy się w środku wybuchnę łam płaczem. Dziewczyny stwierdziły, że w takim stanie nie mogę prowadzić, wiec za kółkiem usiadła Libby, a Scar i ja znajdowałyśmy się z tyłu. Przytuliłam się do przyjaciółki i po prostu płakałam jej w ramię, nie mogąc się uspokoić nawet na moment. To najgorszy dzień w moim życiu. Nienawidzę Petera. Nienawidzę go za to co mi zrobił. Burdel? Ciekawe gdzie jeszcze bywał. Może w nocnych klubach zaliczał panienki w toaletach? Boże, to bardzo możliwe. Wyobraziłam sobie to i wybuchnę łam jeszcze większym płaczem.
- Nie był ciebie wart, An. Nie warto za kimś takim płakać. – powiedziała Scarlett.
 - Nie chciałam aby moje przypuszczenia okazały się prawdą. – rzekła Libby. – To były tylko żarty, wiesz…
- Wiem, ale.. dlaczego on mi to zrobił? – chlipałam.
- Bo jest dupkiem? Facetów nie zrozumiesz. – powiedziała blondynka.
- Są z innej planty. – dodała Scar. – Zostawiają takie świetne dziewczyny dla… no sama wiesz kogo.
- Chcę do domu, do mojego pokoju, chce się tam zamknąć i już nigdy więcej nie wychodzić. Nie pójdę jutro do szkoły. Nie chce go tam widzieć. Nie chcę.
Scar przytuliła mnie mocniej.
- Okej An, nie pójdziesz jutro do szkoły. Spokojnie, no już, shh.
***
Gdy dojechałyśmy do naszego domu poszłam do łazienki, gdzie spojrzałam w lusterko. Oczy miałam całe spuchnięte, tusz rozmazał mi się. Wyglądałam jednym słowem: okropnie. Nie poznaje siebie. Nigdy bym nie pozwoliła aby chłopak doprowadził mnie do takiego stanu, ale to nie był byle jaki chłopak, to był Peter. Mój chłopak. Kochałam go, nadal go kocham, nawet po tym co mi zrobił. Jest dla mnie ważny, ale… i nienawidzę go za to co mi zrobił.
Włosy związałam w koka, makijaż zmyłam z siebie, przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka, mimo że dochodziła 19:00.
Telefon zaczął dzwonić, jednak nie odebrałam. Nie chce z nikim rozmawiać. Chce po prostu iść spać i zapomnieć o tym okropnym dniu.
_____________________________________________________________
Przepraszam was kochani, że to mi tak długo zajęło :(
Obowiązków mam dużo i szkolne i poza szkolne, także mam nadzieje, że chociaż w połowie mnie zrozumiecie.
Dziękuje, za wszelkie komentarze, które pozostawicie :)

2 komentarze:

  1. tęskniłam za tobą i za twoimi opowiadaniami :) mam nadzieję, że dodasz kolejny rozdział w "One Direction" weny xx @Hazzerka

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział wyśmienity !! już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału <33 szkoda mi Andrei

    OdpowiedzUsuń