sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 11

    Perspektywa Scarlett
    30 marzec, Sobota

  Wschód słońca, zachód... czy to aż tak się różni?! I tu słońce jest na horyzoncie, i tu, więc nie rozumiem po kiego miałam wstawać o czwartej coś nad ranem, żeby marznąć na górce z Niallem i Louisem. A czemu ja? Bo reszcie się nie chciało ruszyć tyłka i przyjść. Tylko ja mam złote serce.
  - A Libby? - Spytałam, ziewając i cały czas patrząc przed siebie w oczekiwaniu, aż w końcu słońce wzejdzie i będę mogła ponownie położyć się spać.
  - Mruknęła tylko "Zgińcie", a następnie dalej poszła lulu. - Burknął urażonym tonem Lou, prychając jak obrażona dziewuszka.
  - A Andrea? - Jęknęłam, gdyż cała ta sytuacja naprawdę zaczęła mnie męczyć. Jeszcze wczoraj poszłam późno spać, bo robiłam wykład Harry'emu na temat braku sprowadzania jakiś lasek do domu.
  - Na nią to nawet baliśmy się spojrzeć. - Przełknął głośno ślinę, tuląc się do mojego ramienia. Eee... what?! Weź, jeśli szukasz pocieszenia idź do Jace... nie, to już jest wredne. Przecież fajny z niego gościu! Tak jakby... w pewnym sensie... gdy zobaczył mnie w kiecce krzyknął "O fuuu!" i uciekł. To było zanim jeszcze dowiedziałam się o jego orientacji. Przez trzy dni nie wychodziłam z pokoju, załamana siedząc w kącie przy Alex'ie.
  - Zaczęło się! - Usłyszałam (podniecony?) głos Nialla, który niemalże od razu się zerwał. Westchnęłam z rozbawieniem, przenosząc wzrok na słońce wyglądające... w ręcz magicznie. Otworzyłam buzię, wpatrując się w ten cudowny widok z zachwytem.
  - Opłaciło się, nie? - Lou wyszczerzył twarz najszerzej jak umiał, szczypiąc mnie w policzki, przez co oprzytomniałam.
  - A właśnie! Po kiego ci ta cała Cindi? Jest ci tak samo do szczęścia potrzebna, jak Harry'emu tamta dziunia. - Burknęłam, układając usta w dzióbek. Ten wyszczerzył się, palcem podnosząc mój podbródek.
  - Czyżbyś była zazdrosna? A może chcesz zająć jej miejsce, hmm? - Spytał z "szarmanckim" uśmieszkiem na twarzy. Kątem oka zerknęłam na rumieniącego się Nialla, patrzącego na nas wielkimi oczyma. Czyli że coś takiego go przeraża? Zawstydza? Jaki on uroczy!
  - Życie ci nie miłe, chłopczyku? - Spytałam tak chłodnym tonem, że ten od razu zabrał rękę i cofnął się o dwa kroki do tyłu.
  - Przerażające... wilk w owczej skórze... Hannah Montana! Ratuj!!! - Pisnął, uciekając.
  - Co... za dureń... - Wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem. Geez, co za człowiek!
  - J~Jak widać... - Wyjąkał nadal zszokowany Niall, na co jedynie przewróciłam oczyma. Chwilę mi się przyglądał, aż w końcu potrząsnął głową, słysząc jak jeździ mu po żołądku.
  - Chodźmy, zrobię ci coś do jedzenia. - Odparłam, chwytając go za rękę i ciągnąc delikatnie w stronę domku. Gdy weszliśmy, zamiast głuchej ciszy, słychać było hałas z kuchni. Zaniepokojona od razu ruszyłam w tamtym kierunku, a widząc całą hołotę jedzącą śniadanie, zaniemówiłam.
  - Jak... skąd... tak wcześnie?! - Pisnęłam, opierając się o ścianę. Wszyscy tu byli... nawet ci z domku na drzewie!
  - Lou wracał do domu i ryczał coś o potworze, który chce go zabić i zjeść.W efekcie wszystkich obudził. - Mruknęła Libby, popijając, najpewniej, kawę. Oni nigdy nie przestaną mnie zadziwiać. NIGDY.
  - Potworem, tak? - Spytałam, patrząc na Louisa, a ten cały blady schował się pod stołem, mrucząc coś pod nosem. Biedny, biedny chłopiec... mieć tak przerąbane...
  - Co dzisiaj robimy? - Spytał Matt, zerkając to na mnie, to na Andreę i potakują głową, głaszcząc niewidzialną brodę... eee?
  - Libby. - Mruknęłam, spoglądając na blondynkę.
  - Czego? - Spytała, z całą buzią jedzenia.
  - Twojemu bratu ktoś przywalił cegłą w głowę. - Odparłam, a ten spojrzał na mnie zdziwiony. - Myśli o sprośnych rzeczach, patrząc na mnie i An.
  - C~co?! N~nie! T~to nie tak! - Zaczął się jąkać, cały zmieszany.
  - Zaczynam sobie współczuć. Tyle lat razem, a on wyrósł na takie... COŚ... - Westchnęła smutno.
  - Niepotrzebnie brał z ciebie przykład. - Przewrócił oczyma Harry. Libby już zaczęła się szykować do skoku, ale znokautowała ją An, jedząca kurczaka. Obok niej Liam czytał książkę od historii, a Zayn przeglądał się w lusterku.
  - Odnośnie wcześniejszego pytania Matta, możemy zrobić grilla! - Krzyknął Horan, a wszyscy walnęli porządnego facepalma.
  - Był wczoraj, cioto. - Burknęła Libby, zajadając się tostami.
  - To chodźmy nad jezioro. Proste? Proste! A potem się wymyśli co dalej! - Odparłam z niemrawym uśmiechem, wychodząc z kuchni. Po drodze słyszałam jedynie zadowolone okrzyki chłopców i jęczenie dziewcząt. Swoją drogą zastanawiało mnie, gdzie jest dziewczyna Louisa. Na śniadaniu jej nie było... tak, martwiłam się. Co z tego, że głupi, skoro to tak czy siak człowiek? Z jęknięciem wyszłam z domu, zaczesując włosy do tyłu. Nie wytrzymam dłużej bez telefonu... czuję się odizolowana od świata! I muszę wiedzieć co z Alex'em... Moje biedne maleństwo zostało z prawie nieznajomą dziewczyną oraz moim partnerem w pracy...
***
  - Zimno tu... - Mruknęła Libby, cały czas się trzęsąc.
  - Mogłaś założyć coś więcej niż szorty, koszula i sweterek. - Burknął Hazza, uśmiechając się zwycięsko.
  - Cicho siedź kotlecie, nikt nie udzielił ci głosu. - Warknęła, mrużąc gniewnie oczy.
  - To nie jęcz, bo próbuję się rozkoszować widokiem. - Prychnął.
  - Uważaj, żebyś przypadkiem do jeziora nie wpadł. Te pagórki są całkiem strome. - Mruknęła.
  - Grozisz mi?! - Pisnął.
  - Nie, ja ciebie jedynie ostrzegam. - Wzruszyła ramionami.
  - To jak groźba. - Jęknął.
  - Tym razem ty jęczysz. Więc zamknij to coś, co nazywasz twarzą, bo chcę się rozkoszować widokiem. - Wyszczerzyła ząbki, cały czas trzęsąc się z zimna. W tym momencie Zayn idący cały czas obok mnie, przeskoczył do blondynki i ją przytulił, opatulając ją kurtką. Harold jedynie spojrzał na nich tak krzywo, że nawet mi przeszły dreszcze po plecach. Straszny... ale słodki. Jak taki niewinny szczeniak zazdrosny o swoją panią, która idzie na spacer z innym psem.
  - Tak, Hazza jest jak pies. - Powiedziałam, nawet nie zwracając uwagi na to, że mówię to na głos. Wszyscy spojrzeli na mnie dziwnie, Libby wybuchła śmiechem, a Harry spuścił głowę. Ups?
 Po chwili byliśmy już nad jeziorem, a lokowaty ciągle mordował mnie wzrokiem. No ej, to miał być komplement! Po rozłożeniu koców, od razu się na jeden rzuciłam. Przy nie klapnęli An, jej chłopak i Niall, któremu burczało w brzuchu. I jak ja mam mu leżeć na kolanach, gdzie właśnie się usadowiłam, skoro on ciągle będzie wydawał tego typu dźwięki? No geez...
  - Jak wam się tu podoba? - Spytała An, a wzrok utkwiony miała w dal. Włosy rozwiał jej wiatr, a oczy delikatnie mrużyła. Wyglądała trochę jak Pocahontas... tylko z jaśniejszą karnacją.
  - Tu? Jest świetnie. Piękny widok, w domu ciepło, świetne towarzystwo... no, z małym wyjątkiem. - Mruknął Hazza, zerkając na Libby. Ta tylko wystawiła mu język, co ten odwzajemnił.
  - Zachowujecie się jak dzieci. - Prychnął Louis, a ci wybuchli śmiechem.
  - I kto to mówi. - Zauważyła An z wielkim uśmiechem. Tylko... kpiącym.
  - Jesteś wredna! - Pisnął, zakrywając dłońmi twarz.
  - Bywa. - Wzruszyła ramionami, opierając głowę na swoim chłopaku. Tylko on... nie wyglądał na... a z resztą. Nie ważne. WYMAZAĆ Z PAMIĘCI - ZAPAMIĘTAĆ.
  - Tak swoją drogą mieszkacie w Miami od urodzenia? - Spytał Liam, czym mnie zaskoczył.
  - Nie. Urodziłam się w Irlandii. A po kilku miesiącach przyleciałam do Miami. - Mruknęła Liv, poprawiając włosy. Nie wyglądała za dobrze... oczy jej się kleiły. Pewnie przez to, że tak wcześnie wstała.
  - A ja tak. - Mruknęła An, ledwo żyjąc. Swoją drogą Jace też nie wyglądał najlepiej. Co chwilę zamykał oczy, a potem nagle je otwierał, potrząsając głową.
  - Ja za to pochodzę z Polski. - Odparłam, z głową leżącą wygonie na kolanach blondyna.
  - Z Polski? Zrób mi bigos! - Pisnął rozradowany, a ja posłałam mu zdziwione spojrzenie, delikatnie przytakując głową. A niech zna moją dobroć.
  - Tak swoją drogą... co dziś na obiad? - Spytał Zayn, a wszyscy jak na komendę na niego zerknęli.
  - Dopiero było śniadanie... to głodomorstwem można się zarazić? - Spytał Jace, szczerząc kły.
  - Najwidoczniej... zupełnie jak sklerozą. - Wzruszył ramionami Lou, a Jace z maślanymi oczyma pisnął "Jakiś ty mądry!".
  - Ej, gdzie zgubiłeś "dziewczynę"? - Spytała An, specjalnie zakreślając w powietrzu cudzysłów.
  - Nie wiem. Rano wstałem i już jej nie było. - Wzruszył ramionami.
  - A niezła była... - Mruknął Matt, a ja, Livi i Andrea wybuchłyśmy śmiechem.
  - Ta, z której strony? - Zachichotała szatynka.
  - Od dołu... z przodu miała też to i owo... - Zaczął Lou, oblizując usta.
  - Fuu... chyba mi się śniadanie cofnęło. - Mruknęła zniesmaczona Libby.
  - Dobra, dobra. Będziecie coś przygotowywać na konkurs talentów? - Spytał Liam.
  - Będę śpiewać. - Odparł lokers, a Libby zaniosła się śmiechem.
  - To będzie trzeba wszystkich ostrzec, żeby zakryli uszy, bo jeśli tego nie zrobią - traumę mają murowaną. - Zachichotała, wycierając łzę.
  - Ha. Ha. Ha. To było tak suche jak pustynia latem. - Prychnął.
  - Przygarnął kocioł garnkowi. - Zauważyła.
  - O, serio? Ja też będę śpiewać! - Zawołałam wesoło, żeby jakoś przerwać ich kolejną kłótnię.
  - Śpiewasz? - Zdziwił się Niall, na co ja jedynie przytaknęłam, zerkając mimowolnie na jego dłonie.
  - A ty grasz na gitarze. - Mruknęłam.
  - Skąd wiesz? - Spytał zdumiony, odbiegając wzrokiem w lewo, najpewniej w geście przypomnienia sobie, czy już o tym nie wspominał. Cóż... ludzi łatwo przejrzeć, jeśli wie się jak.
  - Opuszki palców. Wyglądają i są dość twarde, co znaczy, że nie dość, że grasz, to jeszcze rzadko używasz kostki. - Wzruszyłam ramionami. Dalsza rozmowa sama jakoś się potoczyła. Byłam jednak dość zmęczona, przez co przymknęłam powieki, wsłuchując się nie w głosy moich znajomych, a w szum wiatru, co z łatwością pomogło mi odpłynąć.
***
 Powoli podniosłam powieki, zaciskając ciut mocniej pięści. Zerknęłam ku górze, a widząc uśmiechniętego i zarumienionego blondyna, ponownie zamknęłam oczęta z wielkim wyszczerzem. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że leżałam u niego w pokoju, wtulona w chłopaka.
  - Eee... Niall? - Jęknęłam niepewnie.
  - Hmm? - Mruknął, jakby nie mógł po prostu odpowiedzieć.
  - Czy ja leżę u ciebie w pokoju w łóżku? - Spytałam niepewnie, nie podnosząc głowy.
  - Mmmhmmm. - Od mruczał.
  - A ty leżysz obok mnie? - Zadałam kolejne pytanie.
  - Mmmhmmm. - Mruknął.
  - Zboczeniec. - Wymamrotałam, a ten zachichotał. - Gdzie reszta?
  - An zasnęła, jej chłopak ją zabrał. Jace też, to Lou go przygarnął i wziął. Chłopak kleił się do niego całą drogę do domu, a Louisowi chyba się to nie podobało... choć jego czerwona twarz wyglądała komicznie. No i Li zasnęła...
  -Harry ją przeniósł?
  - Pudło. Na początku miał taki zamiar, ale koniec końców to Zayn ją przyniósł. Powiedział, żeby lepiej jej nie dotykał, bo potem zrobi coś głupiego, np. zacznie się szorować pumeksem i zedrze sobie skórę.
  - Logiczne. - Przyznałam, znów zamykając oczy. Byłam cholernie zmęczona.
  - Idźże spać. - Szepnął i cmoknął mnie w czoło, czym, nie powiem, zdziwił mnie. Niall był... czasem łatwy do przewidzenia, można było z niego czytać niczym z książki. Innym razem: chodząca zagadka. Innymi słowy: dla mnie był niezwykły.

***
Nawet nie wiecie jak długo zajęło mi napisanie tego beznadziejnego, króciutkiego rozdziału xD Ostatnio tracę wenę... duuuuuużo weny i chęci do pisania ;-; Gdyby nie Nata to pewnie nie skończyłabym do następnego roku, choć ten się dopiero zaczął ^^" Tak czy siak, oto go macie i cieszcie się! <3 Do następnego, bye.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz