czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 12

Oczami Andrei:
31 marca, niedziela - 1 kwietnia, poniedziałek
Tak to już dziś. Dzień wyjazdu. Musimy spakować manatki i wyjechać bo jutro szkoła! Jace był załamany bo uznał, że nie ma po co tam przychodzić skoro nie może na przerwach podrywać chłopaków. Ja na to , żeby przyznał, że jest gejem a on stwierdził, że wtedy dziewczyny nie będą się ślinić na jego widok. Dobry Boże. Cóż za człowiek. W każdym razie próbowałam upchać do walizki moją lokówkę. Cholera, rzeczywiście wzięłam dużo rzeczy. Zbyt dużo. Usłyszałam wtedy pukanie do drzwi. Drgnęłam lekko ale krzyknęłam: "proszę". Wtedy ta osoba weszła do środka.
- Hej. - powiedział Peter drapiąc się w tył głowy.
- Hej. - odpowiedziałam zaprzestając wykonywaną czynność. Zaskoczyło mnie nieco jego przyjście. Wpatrywaliśmy się w siebie przez kilka sekund aby aż w końcu podszedł do mnie i wziął w ramiona po czym po prostu pocałował!

Byłam nieco zaskoczona ale oddałam pocałunek. Co on wyprawia? Najpierw mnie ignoruje a potem całuje.
- Co to było? - zapytałam gdy oderwaliśmy się od siebie. Mój chłopak wzruszył ramionami.
- An, ja tak nie chcę ... - zaczął po chwili. - Nie chce się z tobą kłócić. Po prostu ostatnio ... miałem pewne problemy i ... nie mogłem sobie z nimi poradzić.
- I to był powód do bycia skończonym dupkiem dla mnie?
- Nie, to nie był powód. - odparł ciężko wzdychając. Wtedy przytuliłam się do niego. Peter był naprawdę smutny.
- Hej, masz mnie. Cokolwiek się wydarzy ja tu będę. Nigdzie się nie wybieram.
- Poważnie? - spytał z uśmiechem na co kiwnęłam głową.
- Poważnie. - dałam mu buziaka w policzek. Peter jednak potrafi być kochany a ja mu szybko wybaczam. Idealna z nas para. - An jeśli chodzi o moje zachowanie to ...
- Wiem to wina twojego złego humoru. Już jest w porządku. Też nie zachowuje się zawsze idealnie. Może dlatego jesteśmy siebie warci? - uśmiechnęłam się.
- Taaa może tak. - przytaknął kiwając głową. Widziałam, że coś go trapiło ale gdyby chciał to by mi powiedział, prawda? Nie zamierzam wymuszać na nim prawdy, nie na tym polega związek.
***
Kiedy z pomocą Peter'a udało mi się spakować zeszłam na dól gdzie Harry właśnie opowiadał bardzo interesującą historię dotyczącą jego życia. A mianowicie jak to udało mu się kiedyś tam wyrwać na raz dwie laski. 
- To były piękne czasy ... kiedy jeszcze mogłem ... - westchnął patrząc na wszystkim po kolei morderczym wzrokiem. 
- Ty nie mów?! Dwie na raz? To były syjamskie bliźnięta czy co? - powiedziała Libby. 

Styles wystawił jej język. A ja zakryłam dłonią usta aby się nie roześmiać. Już dość, że Harry chce nas wszystkich po kolei zabić. Mój chłopak stanął obok mnie i złapał mnie za rękę, to słodkie jak się zaczął starać. Nareszcie wszystko wraca do normy. 
- O pogodziliście się! Jak uroczo! - zaświergotała Scarlett. 

- Umiem wyczuć sarkazm. - przypomniałam jej w razie czego jakby zapomniała. Ona machnęła tylko dłonią. 
- Nie muszę na tym świecie wszystkich kochać. 
Zdziwiły mnie nieco słowa Scar ale OK. Nie wnikam. W sumie ma rację. Nie ma na to jakiegoś paragrafu. 
- Och czyli mam rozumieć, że mnie nie kochasz? - zapytał z wyrzutem Jace zaplatając ręce w koszyczek. 
- W sensie: miłość? Czy jak brata, którym nie jesteś? 
- To i to. Jestem gejem a gejów się kocha podwójnie. - stwierdził na co nie mogąc tego wytrzymać wybuchnęłam śmiechem. On czasem ma takie zwalone poczucie humoru. Scarlett objęła go ramieniem i powiedziała:
- Ja cię kocham nawet potrójnie: jak chłopaka, brata i speca od mody. 
Mojemu bratu najwyraźniej podskoczyła samoocena bo uśmiechnął się i powiedział:
- A nie mówiłem, że geje są o 60 % bardziej kochani niż hetero? A mówiłem? - mówiąc to spojrzał z satysfakcją na Louis'iego, który na szczęście nie zauważył jego spojrzenia. Dlaczego on tak bardzo chce przekabacić tego biednego chłopaka? Niechże da mu spokój. Woli biust OK. 
- Spakowani? - odezwał się Matt wchodząc do salonu. Kiwnęliśmy głowami wszyscy prócz Harry'ego, który stwierdził, że taka gwiazda jak on nie będzie tego robić sama i w domu ma od tego pokojówkę. 
- Libby może ty nią zostaniesz? Zapłacę ci 2 dolary. - powiedział całkiem poważnie. 
- Chyba śnisz. Prędzej ucięłabym sobie rękę niż cokolwiek dla ciebie zrobiła. 
- To ją odetnij a potem idź mnie spakować. No zrób to nieszczęsna kobieto! Co cię to kosztuje? A zarobisz dodatkowo 2 dolary! 
- Wooow. Może kupię sobie za to nowy samochód? - odpowiedziała z drwiną. - Albo wiem! Wille z basenem w Japonii. Może trafię na jakąś przecenę. 
- Dobra 5 dolarów! Ale więcej ci nie dam bo nie mam a nawet jakbym miał to bym nie dał. 
Wtedy Libby zaczęła się histerycznie śmiać. Hazza spojrzał na nią marszcząc brwi. Ja także nie rozumiałam o co jej chodziło ale Louis najwyraźniej skumał bo przybili sobie piątkę. 
- O co chodzi? - syknął Styles. 
- Powiedziałeś, że mi nie dasz bo nie masz. - wydukała i ponownie się roześmiała. - A nawet jakbyś miał to byś nie dał ale spokojnie kotlecie Jace na pewno od ciebie weźmie. 
Harry poczerwieniał na twarzy i wściekły opuścił salon. Ups. Chyba ktoś tu nie miał ciętej riposty i postanowił strzelić focha. Te ich kłótnie czasem mnie strasznie rozbawiają, jak dzieci - a nawet gorzej. No cóż, trzeba zrobić obiad i możemy ruszać w drogę. 
- Louis idź spakować Harry'ego bo nigdy tego nie zrobi. - powiedział Zayn. 
- Ej dlaczego ja? 
- Bo tak. Macie dobre połączenie sieciowe. - odpowiedział. Lou zmarszczył brwi. 
- Nie jesteśmy w necie! A ty stary jesteś uzależniony od internetu i zbereźnych filmików się w nim znajdujących. 
- Każdy ma swoje słabości. - przyznał udając, że mu przykro. Tomlinson mrucząc pod nosem poszedł schodami na górę. Nieco żal mi się go zrobiło bo w końcu to nie jego wina, że Harry jest takim leniem. Puściłam rękę mojego chłopaka i powiedziałam, że pójdę mu pomóc na co Peter kiwnął głową. Od kiedy nie jest zazdrosny? Interesujące. Dobra nie zastanawiaj się nad tym An! Peter cię kocha ty kochasz Peter'a i takie tam bla bla bla. True love. 
***
Z trudem wspięłam się do domku na drzewie. Moje wysokie szpilki zdecydowanie mi tego nie ułatwiały ale nie zrezygnuje z nich. Dobra przyznaję! Musiałam je na moment ściągnąć ale gdy weszłam z powrotem je włożyłam. Otworzyłam drzwi do pokoju i ujrzałam Louis'iego, który przeklinał pod nosem i pakował bez składania rzeczy Harry'ego do walizki. Można powiedzieć, że właściwie nimi rzucał. Zabawny widok. 
- Pomóc? - zapytałam głośno. Lou podskoczył. Nie spodziewał się mnie tutaj. 
- Jasne. 
- Och a gdzie maniery typu: Nie, nie trzeba. Sam sobie poradzę? - spytałam z uśmiechem podchodząc bliżej niego i pakując ubrania do walizki. Tak samo jak on nie składałam ich. 
- Ale mnie jest potrzebna pomoc i sobie nie poradzę. No chyba, że mam kłamać? Ale ty chyba nie lubisz kłamców, co? - przyjrzał mi się uważnie. 
- Zgadłeś. Zawsze wyczuje gdy ktoś kłamie. 
- Nie zawsze. - mruknął pod nosem. Co to miało znaczyć? Czy on wiedział coś czego ja nie wiedziałam? Mam nadzieje, że nie chodzi o niego i Jace'a, że coś między nimi ... nie to bez sensu. Lou nie jest gejem a mój brat to napalony dzieciak. 
- Przykro mi z powodu Cindy. - odezwałam się nagle. - Wiem, że nad ranem zwiała. To pewnie przez tą Grecję. 
- Nie do końca zwiała ... - zaczął. - Zostawiła mi numer telefonu i karteczkę: zadzwoń jak wrócisz z tej dziczy. 
- Chyba nie zadzwonisz? - prychnęłam pod nosem. 
- A dlaczego nie?  - odparł wzruszając ramionami. Nie no on na serio jest taki naiwny czy tylko udaje? On nie widzi tego, że laska ewidentnie chodzi z nim dla kasy? To jest chore! Powinien wziąć parę lekcji z zajęć na które chodzę. Nauczyłby się nie ufać takim szmatom. 
- Okej to twoje życie. - powiedziałam zajmując się pakowaniem. Potem już nic więcej do siebie nie mówiliśmy. Kompletna cisza. 
***
Powrót do domu samochodem był męczący. Na zewnątrz było chyba 30 stopni! Jechaliśmy przy otwartym oknie. Ja z Peterem, Louis z Jace'em, Liam z Niallem, Scarlett z Libby a Harry z Zaynem. Jakoś się fajnie podzieliliśmy. Chodź nadal się zastanawiam skąd było tyle samochodów? Gdzie my je upchaliśmy? hah 
- Louis jest miłym chłopakiem? - zaczął rozmowę mój chłopak. Och a jednak ktoś tu jest zazdrosny! Jea, odniosłam małe zwycięstwo. Otóż wcale nie chciałam pomagać Louis'wi. Pakować? Serio? No może gdybym chciała z nim poflirtować ale bynajmniej nie miałam takiego zamiaru. Chciałam zobaczyć czy Peter'wi jeszcze na mnie zależy najwyraźniej tak skoro się interesuje moim życiem. 
- Tak jest nie zły. - odparłam wzruszając ramionami.
- Nie zły w sensie seksowny? - spojrzał na mnie nieco zaniepokojony. Roześmiałam się głośno.
- Nie, nie w tym sensie. W sensie nie zły w byciu miłym. - odpowiedziałam nie do końca pewna czy moja wypowiedź ma sens. - Peter, nie musisz być zazdrosny. Nic między nami nie ma. Prędzej Jace go przekabaci do swojej drużyny. - zadrwiłam.

- No jeśli tak uważasz. - ciężko westchnął. Mimo wszystko miałam wrażenie, że nadal coś jest nie tak. A ja nie chce żeby tak było! Chce mieć w końcu normalnego chłopaka i być w normalnym związku bez tajemnic. Z kim mogę coś takiego mieć? Owszem jestem wredna i obgaduje ludzi za plecami ale w kwestii "miłość" wolę żeby wszystko było idealnie. Bez kłamstw.
- Peter jesteś ostatnio jakiś ... - nie dokończyłam, ponieważ zadzwonił jego telefon. Mój chłopak spojrzał na wyświetlacz i odrzucił połączenie. Uniosłam brwi ze zdziwienia. Dlaczego on to zrobił? Co było nie tak? Dobra nie będę go już przesłuchiwać. Miejmy nadzieje, że nie wplątał się w coś okropnego.
***
Następnego dnia w szkole miałam wygłosić audycje radiową. Och jaka jestem podekscytowana! Przez 4 dni nie mówiłam żadnych ploteczek i zaczęłam za tym tęsknić. Hm, komu by tu dzisiaj obrobić tyłek? Mam sporo do powiedzenia bo w tej szkole nic się przede mną nie ukryje. 
Szłam właśnie korytarzem z Libby i Scarlett. Rozmawialiśmy o modzie i takich tam gdy nagle zauważyliśmy Louis'a z Cindy. No tak! Nie żartował z tym, że skontaktuje się z nią gdy wróci. Co on w niej widzi? Ona w nim kasę a on? Ładne cycki. 
- Ugh jak ja nie lubię takich plastików. - powiedziała Libby z niesmakiem. 
- No co ty Liv! Przecież ona ma tylko sztuczny biust, nos i chyba usta. Gdzie ty tu widzisz plastika. Przesadzasz. - odparła na to Scar. Hm, cóż widzę, że polubiła sarkazm. Milo. 
- Poważnie już nawet plastiki są bardziej naturalne od niej. - powiedziała jej na to blondynka. - An, powinnaś coś z tym zrobić. 
Zmarszczyłam brwi. Niby co ja mogę zrobić? Powiedzieć Lou prawdę? Nie uwierzy mi. 
- Mam o niej powiedzieć w audycji radiowej czy co? 
- To jest myśl! - wykrzyknęła Libby. - Spierz jej tyłek na twarde jabłko! 
- Chyba miękkie. - sprostowała Scar. 
- Jak zwał tak zwał. A ty An masz jej sprać i nie ważne na jakie jabłko. 
Wybuchnęłam śmiechem. Louis mnie zabije, Cindy mnie zabije.I mimo wszystko mam to zrobić? I w ogóle po co miałabym to robić? Dla jego dobra? A jakieś inne powody? 
- Nie. Nie mogę tego zrobić. Louis to mój przyjaciel. - samą siebie zaskoczyłam tymi słowami. Bo od kiedy mnie obchodzi to co powiedzą inni? Upadłam na mózg czy co? 
- A ona jest plastikiem. Tak możesz to zrobić. A nawet powinnaś. - przekonywała mnie Liv. - An, nie masz nic do stracenia. Lou to i tak głupi fan Hanny Montany. To jeszcze dziecko. A dzieci szybciej wybaczają. Dasz radę. 
- Zniszcz ją tak jak zawsze to robisz. - zachęcała Scarlett. - Nie możesz się poddać przez Louis'a. Taki news zwali wszystkich! 
Ciężko westchnęłam. No cóż, dziewczyny chyba mają rację. Muszę zaryzykować. A co z tego wyjdzie? Dowiemy się. 
- Ok. Zrobię to. - powiedziałam na co przybiły ze sobą piątkę. 
***
- Witajcie kochani! Tutaj specjalnie dla was Andrea Sanchez. Mam dla was nową gorącą ploteczkę dotyczącą pewnej osoby. A mianowicie: znacie Cindy Johnson? Nie? No cóż na pewno kojarzycie jej chłopaka Louis'a Tomlinsona. Teraz to już musicie ją kojarzyć. Nie dawno dowiedziałam się, że ten związek wcale nie jest taki idealny jak myślicie. Louis jest niesamowicie naiwnym chłopakiem i nie wie, że Cindy umawia się z nim tylko i wyłącznie z powodu kasy. Nawet chciała ostatnio aby zabrał ją do Grecji ale nasz Lou - kujon, chciał się skupić na nauce. To był dla niej taki wstrząs, że zostawiła go w trakcie wycieczki za miasto! I och no cóż. Teraz zapewne widzicie ich razem ale niech was nie zwiodą pozory. To podstępna intrygantka, która owinęła go sobie w okół małego palca. Do zobaczenia jutro xoxo. 
Odeszłam od mikrofonu i zadowolona z siebie wyciągnęłam mój telefon. Jace pisał na twitterze:
"Wróciłem biczys! Tęskniliście za tatusiem?" 
Wywróciłam na to oczami. I potem się dziwić, że żaden chłopak do niego nie wzdycha. Zachowuje się jak typowy hetero - podrywacz. Niech zmieni taktykę. No ale on oczywiście mnie nie słucha. Cały Jaaaace!! 
Pod jego wpisem pojawiło się wiele komentarzy typu: "Czekałam na ciebie!!" , "Jaki jest twój numer telefonu?" albo "Nie złe ciacho z ciebie.". 
Ale był jeszcze jeden inny od pozostałych, który mnie zaintrygował: "Nie ładnie tak przeklinać, kolego. Trochę szacunku do dziewczyn. Ups. Zapomniałem, że tobie i tak wszystko jedno. #SorryNotSorry" 
Ta osoba ewidentnie wiedziała o orientacji mojego brata i najwyraźniej nie przepadała za nim. Miał nick "Tajger" . Zaraz, zaraz czy Jace nie kazał mi znaleźć tej osoby? Chyba tak. A ja o tym kompletnie zapomniałam! Gapa ze mnie. Dobra zajmę się tym teraz. Nie ma w końcu czasu do stracenia a sama jestem ciekawa kto się kryje za tym nickiem.
- Ty szmato! - wrzasnęła jakaś osoba, gdy wyszłam na korytarz. Drgnęłam ale nie z przerażenia tylko ta osoba zaskoczyła mnie tym nagłym wrzaskiem.
- Mamusia nie nauczyła mówić ładniej? - odburknęlam wywracając oczami. Przyzwyczaiłam się, że wkurzeni ludzie bo wyjawiłam ich sekrety przychodzą do mnie się burzyć. Ale każdy kto to robi wie, że nie warto ze mną zadzierać bo się mogę zemścić.
- Jak mogłaś powiedzieć coś takiego? Nawet mnie nie znasz!
Odwróciłam się. Tak jak podejrzewałam: Cindy.
- Prawda boli, co? 
- Odpieprz się ode mnie! - podeszła do mnie i popchnęła mnie dosyć mocno bo o mało nie upadłam. Bez wahania oddałam jej.
- W porządku. Jeśli ty odwalisz się od Louis'a.
- A więc o to chodzi! Jesteś zazdrosną jędzą i tyle. Niszczysz komuś życie aby sobie podwyższyć samoocenę. Jesteś żałosna.
- Ale przynajmniej nie lecę na czyjąś kasę.
Na moment Cindy zamilkła. Już myślałam, że odejdzie i na tym się skończy kiedy jej twarz wykrzywiła się w uśmiechu.
- W takim razie: prawda za prawdę. Powiem całej szkole, że twój brat woli chłopców. - oznajmiła z dumą. Na moment zabrakło mi tchu. Co za suka! Jeszcze nie spotkałam drugiej takiej (prócz mnie).
- Nie zrobisz tego. - powiedziałam ostro.
- Bo co? - spojrzała na mnie wyzywająco.
- Zniszczę cię.
- Już to zrobiłaś. Nie mam nic do stracenia.
Odwróciła się z zamiarem odejście ale krzyknęłam za nią "Zaczekaj". Spojrzała w moją stronę. Nie wiedziałam co chce jej powiedzieć i czy w ogóle się zgodzi jeśli coś wymyślę ale nie Jace nie może cierpieć za mój nie wyparzony język. To w gruncie rzeczy pojebany ale dobry chłopak.
- Co mam zrobić abyś tego nie robiła?
Cindy uśmiechnęła się cwaniacko.
- Odwołasz to co powiedziałaś i wyjaśnisz wszystko Louis'owi. Powiesz, że byłaś zazdrosną suką i takie tam.
Miałam ochotę jej dać w twarz. Poważnie.
- Dobra zrobię to! Ale jeśli mimo wszystko powiesz komukolwiek o moim bracie to już po tobie. - zagroziłam jej na co tylko bezczelnie się zaśmiała. Ach te biczys.
***
Na następnej przerwie dorwały mnie dziewczyny piszcząc, że to było niesamowite. Nie miałam serca im mówić prawdy, że za chwilę będę zmuszona to odwołać, ponieważ Cindy mnie zaszantażowała. Cholera z tym się idzie na policję! Ale OK co tam. Przecież nic takiego się nie stanie, prawda? Co najwyżej stracę dobrą reputację i tyle. Wdech i wydech.
- Ale teraz musi być wściekła, co? - powiedziała Libby. - To był pomysł perfeckto!
- Louis nareszcie może przejrzy na oczy. - dorzuciła Scar. - Martwiłam się o niego.
- Na pewno teraz jest załamany ale mu przejdzie.
- Harry zabierze go do baru i zapomni.
Nagle bez słowa tak po prostu od nich odeszłam! Nie mogłam tego słuchać. Zaraz stracę moją reputację i przez co? Przez jakąś psychiczną Cindy. Dlaczego Jace wygadał się, że jest gejem? Och jaki on głupi. Nie można jej ufać. Przebiegła jędza. Weszłam do pomieszczenia gdzie udzielam audycji radiowej i wzięłam głęboki oddech. Czas zaczynać:
- Witajcie kochani! To znowu ja wasza Andrea. Muszę sprostować moje słowa, które wypowiedziałam godzinę temu o Cindy Johnson. W zasadzie nie jest taka zła jak myślałam. Owszem jak każda dziewczyna lubi być adorowana przez swojego chłopaka ale to nie jest dla niej najważniejsze. Cindy naprawdę lubi Louisa a mną kierowały własne uczucia oceniając tą jakże niewinną dziewczynę. To wszystko to brednie. Nie wierzcie w to. Sorry za rozsiewanie plotek. Wasza An xoxo.
Skończyłam moją wypowiedź i oparłam się wygodnie na krzesełku ciężko wzdychając. Co ja najlepszego narobiłam? Musiałam skłamać w sprawie Cindy bo powie, że mój brat jest gejem? Czuje się jak w jakieś telenoweli. Przecież ja nic nie zrobiłam! Chciałam tylko aby ludzie poznali prawdę. Ja zawsze mówię prawdę. Nawet tą najgorszą. Co teraz schrzaniłam? A właściwie co Jace schrzanił. Najważniejsza zasada: jeśli inni mają cię nienawidzić to nie mogą nic na ciebie mieć bo w przeciwnym wypadku dzieją się właśnie takie rzeczy. CUDOWNIE!
- Ty głupia jesteś?! - wpadła do pomieszczenia Libby. Za nią stała Scarlett. - Wiesz, że to nie prawda!
Nie mogę im powiedzieć prawdy. Nie, nie. To by jeszcze bardziej wszystko skomplikowało. Liv wydrapała by oczy Cindy a ona w akcie odwetu wykrzyczała prawdę na temat Jace'a.
- No i co z tego? - odpowiedziałam zmęczonym tonem.
- Jak to co z tego? An co się dzieje? - zapytała zaniepokojona Libby.
- Pewnie ma gorączkę. - odparła Scar.
- Nie mam gorączki i nic się nie dzieje. Po prostu Cindy naprawdę zależy na Louis'ie. A my nie potrzebnie się jej czepiałyśmy. Muszę już iść mam jeszcze coś do załatwienia.
Po tych słowach odeszłam od nich. Och jak chciałabym się już znaleźć w domu ale muszę jeszcze znaleźć Tommo i wyjaśnić mu kilka spraw. To będzie ciężka rozmowa.
***
Znalazłam go w pustej klasie gdzie siedział bawiąc się swoim telefonem i żując gumę. Wzięłam głęboki oddech i podeszłam do niego. Zastanawiałam się dlaczego tu siedzi ale może odbywa karę? W końcu to taki żartowniś, który za dużo mówi.
- Cześć. - powiedziałam stając naprzeciwko siedzącego chłopaka.
- Hej. - odpowiedział z lekkim uśmiechem.
- Siedzisz za karę? - zapytałam na co kiwnął głową.
- Lekcja była mega nudna więc postanowiłem porzucać w Grega papierkami i jeden trafił w nauczyciela. To naprawdę nie moja wina!
Roześmiałam się.
- To musiało być zabawne.
- Było. - przyznał. - Tak w ogóle to dzięki za wczoraj. Wiesz za pomoc przy pakowaniu Harry'ego. Zapomniałem ci podziękować.
- Nie ma sprawy.  - machnęłam dłonią. - Louis jeśli chodzi o dzisiaj i tą głupią audycję to wiedz, ze ...
- Jaką audycję? Aaa twoją. Dzisiaj nie miałem czasu posłuchać. A było coś ciekawego?
O mało co go nie uściskałam. Uff. Jednej osobie nie musiałam się tłumaczyć. Bosko.
- Nie. Właściwie to nie. - odpowiedziałam i skierowałam się w kierunku wyjścia z klasy.
- O właśnie napisał! - wykrzyknął szczęśliwy. - Kocham czytać jego tweety. Nie zły koleś.
- Kto? - odwróciłam się marszcząc brwi.
- Tajger. Tak podpisuje się na twitterze. Wiesz, jak to picie. hah.
O mało co go nie uściskałam. Wreszcie będę mogła spełnić moją misję. Dowiem się kto to jest! Jace ma u mnie spory dług.
- Wiesz jak ma na imię?
- James Brighton a co? Zabawny jest i całkiem spoko. Dziwne, że nie ma więcej przyjaciół. Powinien być tak popularny jak ty.
Och czy właśnie Louis mnie skomplementował? Czuje się taka doceniona! OCH. (wyczujcie sarkazm). Zanim zdążyłam mu podziękować wybiegłam z sali. Muszę go znaleźć. To jest moja misja na dziś. Nie dowiedziałam się tylko do której klasy chodzi. No cóż. Czeka mnie baaardzo długi dzień. Postanowiłam więc iść po rozpiskę do sekretariatu. Zapukałam do do drzwi i weszłam do środka. Siedziała tam kobieta w średnim wieku z okularami na nosie. Wyglądała dosyć hm ... nijako.
- Witam panno Sanchez. W czym mogę służyć?
- Dzień dobry. Chodzi o James'a Brightona. Gdzie mogę go znaleźć?
- Pan James wyjechał na wycieczkę szkolną i wróci za parę dni. W czymś jeszcze mogę służyć?
- Nie. To wszystko. - uśmiechnęłam się słodko i wyszłam. No ładnie. Moja misja zdecydowanie się przedłuży. Mam nadzieje, że znów nie zapomnę się dowiedzieć dlaczego pisze te ironiczne tweety do mojego brata i co ma mu za złe? Skoro Louis mówi, że jest w porządku to chyba jest tak więc musi mieć konkretny powód. Gdy wyszłam od sekretariatu wpadłam właśnie na Jace'a. Na razie mu nie będę mówić, że odkryłam "tajgera" zrobię mu niespodziankę.
- O hej An! Co robiłaś w sekretariacie?
- Jace czyżby nowa fryzura? - starałam się zmienić temat bo nic ciekawego co tam bym mogła robić nie przychodziło mi do głowy.
- Ciągle ta sama. Ale miło, że pytasz. Widziałaś mój ostatni tweet?
- Jasne. Cała szkoła widziała tak po za tym.
- Ten "tajger" naprawdę mnie nienawidzi. Robi jakieś chore aluzje prawie pod każdą moją wiadomością.
- Już może nie długo dowiesz się kto to. - powiedziałam tajemniczo.
Nagle jakaś dziewczyna do niego podbiegła i rzuciła mu się na szyję po czym dała buziaka w policzek:

Jace nie wyglądał na zadowolonego z tego powodu raczej zaskoczonego ale nie odepchnął jej od siebie. Zmarszczyłam brwi. Czyżby mój brat był jednak hetero? Ja poważnie nad nim nie nadążam. Owa brunetka powiedziała "cześć" i już jej nie było.
- To Lizzy. - wyjaśnił krótko. - Moja nowa "dziewczyna".
- Co? Jace ty jesteś ... - ściszyłam głos. - Gejem. Nie możesz mieć dziewczyny. To wbrew twoim zasadom.
- Tak wiem ale muszę dbać o swój wizerunek. Nie mogę pozwolić abym miał zszarganą opinie a ten "tajger" wszystko niszczy swoimi dwuznacznymi tweetami.
Wywróciłam oczami. On jest na serio pojebany. Niech się leczy psychol jeden.
- Chcesz mieć udawaną dziewczynę? Jace, poważnie?
Kiwnął głową.
- Tak poważnie. A teraz sorry ale idę na stołówkę z moim "skarbkiem. - uśmiechnął się szeroko i poszedł. A ja stałam zastanawiając się czy w ciągu zaledwie kilku godzin rzeczy aż tak mogą się poplątać? Louis ma nadal dziewczynę, która chodzi z nim dla kasy, Jace ma udawaną dziewczynę a ja muszę dowiedzieć się czegoś o James'ie Brightonie.
____________________________________________________________
Oto kolejny odcinek. Nie miałam na niego weny ale napisałam specjalnie dla was! Proszę o komentarz <3 z góry dzięki!
Sorry , że tak krótko ale nie mam pojęcia co napisać haha.

1 komentarz:

  1. cześć.
    byłoby mi bardzo miło gdybyście zajrzały na mój nowy blog http://people-in-new-york.blogspot.com/ gdzie przed chwilą został dodany drugi rozdział - tym razem z perspektywy Katie.
    naprawdę przepraszam za spam :)
    Charlie ♥

    OdpowiedzUsuń