Perspektywa Libby
Sobota 23.03.
Sobota 23.03.
Boże ile można siedzieć w szpitalu normalnie masakra.
Przynajmniej nie jestem sama, bo po drugiej stronie sali znajduje się młoda
kobieta. Dziwne jest to, że ona leży na urazówce po tym jak urodziła, a ja
jestem tu z wypadku. Mniejsza czym ja się przejmuję ważniejsze jest to że nadal
nie mam numeru do mojego lekarza ‘’seksi ciacha’’ Petersena.
- Naomi masz jakąś gazetę o modzie ? – zapytałam młodej
mamy.
- No wczoraj mi coś donieśli. – uśmiechnęła się, a ja
wyskoczyłam z łóżka co na marginesie było błędem, bo z bólu upadłam na podłogę.
- Nic się nie stało zaraz zawołam lekarza ?!
- Nie spoko nie trzeba… - powiedziałam spokojnie ukrywając
pod uśmiechem cały ból. Cholerne żebra. Podpierając się łóżka wstałam znów na
równe nogi i powoli podeszłam do kobiety.
- Uuu nowy Vogue ! Mogę ?
- Jasne bierz. – rzekła i podała mi moje ukochane czasopismo
jest dla mnie jak biblia. Nagle do pokoju wbiegła znów zgraja tych
nieokrzesanych, dziecinnych, ale mega przystojnych chłopaków. Prawie mnie
staranowali.
- Nauczcie się chodzić ! – zbulwersowałam się.
- Oj wybacz księżniczko. – zakpił jeden z nich jak dobrze
słyszałam to miał na imię Henryk.
- Odezwał się .. pff. – zarzuciłam włosami i spokojnie
wróciłam na swoje łóżko. Przez tych oszołomów nie mogłam się skupić na
przeglądaniu mojej ukochanej gazety zabić to mało. Spojrzałam na zegarek była
14 co oznacza że moje ciasteczko zaraz mnie odwiedzi !!!
- Witam panno Hathaway. – jak zawsze punktualny.
- Dzień dobry doktorze Petersen. – przygryzłam dolną wargę.
- Wypadek nie był poważny i na szczęście nie doznała pani
większych uszkodzeń. Twoje badania są dobre wszystko jest w normie więc dzisiaj
już dostaniesz twój upragniony wypis. – uśmiechnął się, a ja myślałam że zaraz
padnę na zawał. Jaki on cudowny. Normalnie bym go schrupała. Tak się zamyśliłam
że normalnie olałam wszystko co do mnie mówił tym seksownym przecudownym głosem
… dobra Liv ogarnij się.
- A więc to tyle proszę. – podał mi coś.
- Yyy … - szybko zlustrowałam kartkę.
- A więc mam to wypełnić tak ? – powiedziałam z lekkim
zmieszanym uśmiechem.
- Tak właśnie ci o tym mówiłem, ale widocznie byłaś już
pewnie poza szpitalem. – oj gdybyś wiedział o czym myślałam. Dobra stop.
- To ja to zostawię może na recepcji, a i czy mogłabym
dostać pana wizytówkę w razie jakby coś mi się stało jest pan naprawdę dobrym
lekarzem. I wolę się zgłaszać z problemami do takiego specjalisty. –
uśmiechnęłam się uroczo.
- Yyy dobrze proszę wypełnić kartę teraz, a ja przyniosę
moją wizytówkę. – troszkę zmieszany, ale z drugiej strony zadowolony wyszedł z
pomieszczenia, a ja od razu złapałam za mojego iPhona i weszłam w wiadomości.
*sms do ‘’Andreaaa !! <3’’*
AAA !! Co tam dupeczki
moje ? Dzisiaj mnie wypisują ze szpitala więc jak będziecie tu jechać to
przyjedź moim autkiem :D I nie uwierzysz … mam numer doktorka !!!! Normalnie
zajebiście ;D Czekam na was daję wam godzinę xoxo
Nacisnęłam wyślij i zaczęłam wpisywać dane na kartę. Kiedy
skończyłam, akurat mój lekarz przyszedł z małą karteczką. Wymieniliśmy się
świstkami papieru, grzecznie podziękowałam, a po chwili już go nie było. W
sumie to przez to wszystko zapomniałam że są tu te debile i Naomi. Mój telefon
zawibrował, a na wyświetlaczu zobaczyłam że to wiadomość od An.
AAA !! wiedziałam że
zdobędziesz ten numer :) To szykuj się maleńka bo musimy oblać twój powrót do
domku, będziemy za godzinę Luv ya. An i Scar <3
Pomału zeszłam z łóżka co i tak skończyło się glebą. Do
cholery jasnej, ale ze mnie niezdara.
- Boże nic ci nie jest ? – zapytał chłopak o postawionych na
żel włosach i brązowych oczach, chyba Liam.
- Nie spoko gleby to u mnie dzisiaj już standard. – rzuciłam
i z jego pomocą stanęłam na nogi.
- Dzięki za pomoc. – uśmiechnęłam się od niechcenia, no co
nie moja wina że mnie wnerwiają.
- Oj już nie udawaj miłej. – odezwał się znów ten kotlet z
lokami.
- Nie mówiłam do ciebie więc się nie wpierdalaj chłopczyku.
– wysyczałam przez zęby.
- Oj a co zrobisz mi coś …. – zakpił.
- Gdyby nie to że bolą mnie żebra po wypadku to
przestawiłabym ci tę buźkę !
- O jaka pyskata ….
- Dajcie spokój ! – krzyknęła w końcu Nao.
- Ale …. – zaczęłam.
- Nie koniec jedno na jeden, a drugie na drugi koniec pokoju
i żadnych kłótni. – powiedziała Zayn. Zjechałam morderczym wzrokiem tego
lokatego kotleta i podeszłam do mojej szafki. Wyjęłam torebkę i zaczęłam
pakować swoje rzeczy. Z kosmetyczki wyjęłam potrzebne rzeczy i zrobiłam bardzo
delikatny makijaż jestem fanką naturalności. Nie wiem nawet kiedy, ale w
pomieszczeniu znalazły się moje przyjaciółki.
- O hej dziewczyny !- zaświergotał blondyn bodajże Niall.
- Nie mówcie że się znacie. – zawyłam smutna.
- Nie mówcie że przyjaźnicie się z tym potworem. – zawył
kotlet na co zmroziłam go wzrokiem.
- No jasne wydaje się dość …. stanowcza. – powiedział Zayn
nie powiem jest mega przystojny, nie to co ten Henryk.
- Dobra nie chce mi się marnować dnia na gadaninie z wami i
tym lokowanym kotletem, więc Nao oddaję gazetę i jak co to masz mój numer. –
posłałam jej buziaka w powietrzu i nie czekając na ich reakcję wcześniej biorąc
rzeczy wypchnęłam Scar i Andreę z sali z której można było usłyszeć gromki
śmiech.
***
Właśnie czekałyśmy aż drzwi windy się zamkną, gdy naglę znikąd pojawiła się ta hołota.
- Na serio ‘’lokowany kotlet’’ nie było cię stać na nic
lepszego ? – zapytał Henryk.
- Nie warto nic innego wymyślać, ale i tak cię to uraziło. –
zaśmiałam się i przybiłam z An piąteczkę. Scar oczywiście wywróciła oczyma, a
reszta zaczęła się chichrać. Nasz pan kotlet stanął w drugim rogu windy i
zrobił obrażoną minę. I co on myśli że go przeproszę HA dobry żart. Wszyscy
zajęli się konwersacją, a ja modliłam się aby jak najszybciej wydostać się z
tej maszyny. Ja na zawołanie usłyszałam znajome ‘’Dzyń’’ i wysiadłam z małego
‘’pomieszczenia’’. Nie wiem dlaczego oni się za nami ciągną, ale oby dziewczyny
ich nie polubiły, bo mimo że już troszeczkę polubiłam czwórkę z ostatnim może
dojść do rękoczynów. Zabrałam od Andrei moje kluczyki i zaczęłam zmierzać do
mojego kochanego autka. Ale oczywiście musiał odezwać się ten kotlet.
- O czyżby nasza księżniczka jeździła swoim różowiutkim
garbusikiem, typowa córeczka tatusia. – zaśmiał się.
- Po pierwsze nie urażasz mnie, bo jestem córeczką tatusia.
Po drugie nie obrażaj garbusa, bo jego właścicielka ci przyfasoli.
- Oj nie boję się ciebie ….
- Nie ja jestem właścicielką kotlecie to jest moje auto. –
rzekłam i wsiadłam do swojego Chevroleta Camaro SS cabrio z 1967 roku.
Moje maleństwo! Wszystkim szczena opadło, bo co bo jestem dziewczyną to znaczy że się nie znam pff.
Moje maleństwo! Wszystkim szczena opadło, bo co bo jestem dziewczyną to znaczy że się nie znam pff.
- Zamknijcie buźki bo wam muchy wlecą. I oby do nigdy. –
uśmiechnęłam się cwaniacko i odjechałam z piskiem opon, a tuż za mną
dziewczyny.
***
Dom. Nareszcie mój kochany dom i własna sypialnia z
łazienką. Szybko wbiegłam do domu, aby przywitać się z moją kruszynką Moon.
- Mo skarbie pańcia wróciła ! – zawołałam zdejmując buty.
- Moon gdzie się ukrywasz perełko ?!
- No bo właśnie … Liv nie chciałyśmy ci mówić w szpitalu, bo
wiemy jak kochasz Momo i zaraz byś zrobiła jakąś akcję …. – zaczęła An ciekawe
do czego zmierza. Trochę przeraża mnie już ta rozmowa.
- Chodzi o to że Moon ….
- Nie nawet tego nie mów to nie może być prawda nie moja
Moon nie zgadzam się !! – po moich policzkach zaczęły spływać słone łzy.
- Och Libby tak nam przykro. – powiedziała Scar i chciały
mnie przytulić, ale odsunęłam się od nich.
- Jak mogłyście mi nie powiedzieć ?! – krzyknęłam i uciekłam
do swojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam
płakać nie sorry ryczeć jak małe dziecko. To wszystko moja wina, gdybym
bardziej jej pilnowała to teraz wesoło biegałaby i merdała ogonkiem. Zakryłam
się szczelnie kołdrą i nie wiem kiedy zasnęłam w akompaniamencie walenia przez
dziewczyny w drzwi.
***
Czułam się jak jakiś trup. Zero sił i jeszcze te cholerne
żebra. Wywlekłam się z łóżka i wcześniej się w miarę ogarniając po cichu
zeszłam na dół. To co tam zobaczyłam zdenerwowało mnie jeszcze bardziej. Otóż
właśnie w naszym salonie siedziały dziewczyny i nie byłoby w tym nic dziwnego,
gdyby nie to że była tam dodatkowa czwórka chłopaków i jeden lokowany kotlet.
- Hej Liv jesteś nadal zła. – zapytała niepewnie Scarlett.
- Tak. – burknęłam i poszłam do kuchni. Nalałam sobie do
szklanki wody i wzięłam jakąś tabletkę przeciwbólową. Głowa mi pęka!
- Wiem co przeżywasz. – gwałtownie się obróciłam i
zobaczyłam Zayna. On chce mnie o zawał przyprawić w tak młody wieku.
- Nie sądzę nie znasz mnie nic o mnie nie wiesz.
- Też straciłem ukochanego psa. Był jeszcze szczeniakiem
miał na imię Bolt. Był wspaniały i co najważniejsze zawsze potrafił mnie
pocieszyć liżąc po nosie. – mimowolnie się uśmiechnęłam Mo w taki sposób często
mnie budziła.
Znów do oczu zaczęły napływać mi łzy i jakiś impuls kazał mi się wtulić w chłopaka. Potrzebowałam ciepła, uczucia, bezpieczeństwa. Zayn był zaskoczony moim czynem, ale po chwili objął mnie ramionami i zaczął gładzić po plecach, mówiąc że wszystko się ułoży. Może jednak miałam o nich złe zdanie.
Znów do oczu zaczęły napływać mi łzy i jakiś impuls kazał mi się wtulić w chłopaka. Potrzebowałam ciepła, uczucia, bezpieczeństwa. Zayn był zaskoczony moim czynem, ale po chwili objął mnie ramionami i zaczął gładzić po plecach, mówiąc że wszystko się ułoży. Może jednak miałam o nich złe zdanie.
- Po co mi to powiedziałeś ? – powiedziałam między
szlochami.
- Żebyś zrozumiała że wszystko ma swój koniec, ale to też
początek czegoś nowego, twój psiak na pewno chciał twojego szczęścia Libby. I
nie gniewaj się na dziewczyny im też jest trudno nie chciały cię ranić. –
spojrzałam na niego i delikatnie się uśmiechnęłam.
- Dzięki za rozmowę. – rzekłam stając obok niego trochę
skrępowana całą tą sytuacją. W końcu widzę go dopiero drugi raz, a już mu się
rzucam na szyję.
- Spoko zawsze do usług. Jednak jedno mnie dziwi nie
sadziłem że Libby Olivia Bianca Hathaway ma uczucia. – zachichotał.
- Co? – spojrzałam na niego dziwnie do czego on zmierza.
- No wiesz w szkole jesteś jednak inna. Taka oschła i
wredna.
- Skąd wiesz jaka jestem w szkole. Czy wy chodzicie do MAS
(Miami Art School).
- No pewnie. – odpowiedział.
- Dziwne nie zauważyłam was tam nigdy. – zamyśliłam się na
chwilę jak mogłam ich nie zauważyć ja znam każdego.
- Może patrzyłaś na niewłaściwych chłopaków. – poruszał
znacząco brwiami. Zabawny jest, już go lubię. Wywróciłam oczami i już w lepszym
humorze wróciliśmy do salonu.
- Liv my …. – zaczęła An.
- Spoko nie mam wam za złe. – spojrzałam znacząco na Zayna i
uśmiechnęła się delikatnie. Bosz jaki on jest przystojny i te czekoladowe oczy
i zabójczy uśmiech .. dobra Libby stop bo znów zaczynasz.
- Uuu nasi zakochańce …. – w moich uszach zabrzmiał głos
tego kotleta.
- Kolejnego próbujesz uwieść tak jak połowę Miami. – rzucił
kąśliwie. O nie ja mu zaraz oczy wydrapię.
- Kurwa trzymajcie
mnie bo go zaraz rozpierdolę !! – warknęłam i zaczęłam go gonić prawię go już
miałam, ale w ostatniej chwili poczułam ucisk na brzuchu.
- Libby oddychaj nie warto pamiętasz jak skończyło się
ostatnie pobicie kogoś nie chcesz chyba znów tego przeżywać. – stanęła przede
mną Scar.
- Tak, tak wiem pozew wielkie mi halo. Ale ta babka zabrała
ostatnie wydanie Vogue to nie moja wina ?! – oburzyłam się, a wszystkim chłopakom
znów tego dnia opadły szczeny.
- Chowajcie mnie przed tym potworem. – pisnął lokowaty na co
zmroziłam go spojrzeniem.
- Masz szczęście że nie chcę mieć kolejnej sprawy za
pobicie. – syknęłam i usiadłam na kanapie. Złapałam pilota i włączyłam wiadomości.
Gadali jakieś śmieci więc czym prędzej wyłączyłam nasz plazmę.
- Może poznamy się bliżej, po kolei jedna osoba zadaje
pytanie, a wszyscy odpowiadają. – zaproponował Niall. W sumie i tak nie mam co
robić więc niech już będzie.
- Ja pierwszy ! Jaki jest wasz talent ? – wyrwał się Louis.
- Więc mój talent to komponowanie muzyki, pisanie tekstów i
szycie. – powiedziała nieśmiało Scarlett, ona jest taka urocza jak słodki
szczeniaczek.
- Hmm aktorstwo, planowanie zemst i obrabianie ludziom
publicznie tyłków więc się strzeżcie. – rzekła An, aktorstwo to talent, ale
reszta …. zresztą mniejsza.
- Ja trenuję balet, kocham fotografię i jestem początkującą
modelka. – rzuciłam i w trakcie ich wypowiedzi wyszłam do naszej spiżarni.
Wzięłam trzy butelki wina i postawiłam na stole akurat jak każdy odpowiedział
na pierwsze pytanie. Wyjęłam wszystkim lampki i poprosiłam Zayna aby otworzył
butelkę, a następnie nalał procentowego napoju.
- Ile dziewczyn/chłopaków poderwaliście ? – zapytał Hazz.
- *kaszle* zboczony kotlet. – powiedziałam.
- Dajcie mi pół godziny, a może się doliczę. Żart w ciągu
tych dwóch miesięcy jakoś 69. – zachichotałam, a Scar wywróciła oczami.
- 69 ! – zaczął się brechtać Henryk no mówiłam że zbok z
niego ?!
- Mniejsza ja jakoś 4. – rzekła An, ale cóż się dziwić ma
swojego kochanego Petera.
- Ja poderwałem ostatnio jakoś około 100 dziewczyn. – rzekł
dumnie kotlet.
- Nie jestem podrywaczką to mnie podrywają. – oznajmiła
Scar.
- To pewnie mnóstwo chłopaków cię podrywa. – zaświergotał do
niej Niall.
- Nie liczę tego, ale nie za dużo. – dodał Zayn.
- Ja też. – przyłączyli się do jego wypowiedzi Liam i Louis.
- Co najbardziej w sobie lubicie? – zapytał Liam. A ja
wszystkim rozdałam lampki z winem.
- Heloł chyba logiczne że swój zacny tyłek, bo jest
zajebisty. – klepnął się w niego Lou … czy tylko mi się zdaje czy on zachowuje
się jak pedał niech jeszcze że kocha Jonas Brothers to będę pewna ;P
- Aaahhhaaa … ja lubię swoją figurę, a najbardziej cycki. –
oznajmiłam, a Henryk spojrzała na mnie dziwnie.
- Oczywiście że dziary. – wyszczerzył się Zayn.
- Ja swoje bicepsy. – zaczął się prężyć lokowany kotlet.
- Daj mi lupę bo nic nie widzę. – zakpiłam na co zjechał
mnie spojrzeniem głupek.
- Ja to że mogę ciągle jeść i nie tyję. – uradował się
Niall.
- Moją seksi klatę. – rzekł Liam nie powiem niezłą klatę to
on ma.
- Ja włosy i oczy. – powiedziała Andrea.
- A ja usta, oczy i sylwetkę. – rzuciła Scar.
- Z kim z tego grona chcielibyście się umówić. – zadała
pytanie Andrea.
- Z Zaynem. – odpowiedziałam bezproblemowo.
- A ja z tobą. – powiedział znów śmiesznie poruszając
brwiami, wariat.
- Ze Scarlett. – powiedział blondyn słodko się do niej
uśmiechając.
- A ja z Liam'em. – dodała Andrea.
- Larry !! – wydarł się Zayn.
- Że co ?!? – zapytałyśmy równocześnie chłopaków.
- No Louis i Harry zostali tylko oni więc ich połączenie to
Larry. –wyjaśnił Liam.
- To ty masz na imię Harry kotlecie byłam pewna że Henryk !
– oznajmiłam zdziwiona.
- Henryk jak mogłaś moje wspaniałe imię pomylić z jakimś
Henrykiem?! – oburzył się, a ja tylko wywróciłam oczyma.
***
Po trzech butelkach języki stanowczo za bardzo nam się
rozwiązały. Ale dzięki temu dowiedzieliśmy się o sobie kilku ciekawych i
żenujących ciekawostek.
- Ulubiony aktor/aktorka? – zapytałam lekko gibając się na
boki, kocham ten stan.
- Bo mój oczywiście Mario Casas boże tego to ja bym ruchneła.
– rozmarzyłam się.
- I to ja jestem zboczony ?! Dobra moja ukochana aktorka to
Olivia Wilde taka trzynastka to może mi przynosić pecha do końca życia. – oczy
aż mu zabłyszczały, dziwne dopiero teraz zobaczyłam że są szmaragdowe … kocham
ten kolor. Ugh o czym ja myślę -.-
- Ja uwielbiam Rossa Lynchaj jest słodki. – rzuciła Scar, klaszcząc w ręce jak dziecko... ta ona kocha
blondynów.
- Chace Crawford. –
uśmiechnęła się Star.
- Wiadomo Megan Fox. – rzekł wstawiony Zayn.
- Demi Lovato. – rozmarzył się Niall.
- Emma Watson jest taka mądra i śliczna. – powiedział Liam.
- A ja Hannę Montanę. – zaświergotał Louis.
- Ale wiesz że to Miley Cyrus ? – zapytałam rozbawiona.
- Lalalalalala wcale cię nie słucham to nie prawda. –
krzyczał biegając w kółko pokoju jak opętany.
- Spokojnie on tak zawsze jak gadamy że to jedna osoba. –
wzruszył ramionami Liam, dziwny jest ten Lou, ale mniejsza.
- Obnażył się ktoś z was publicznie ? – zabrał głos Zayn i
znów te brwi.
- Pokazałem tyłek dyrkowi. – stanął Lou, a mi szczena
opadła no piąteczka kolego pełen podziw
;P
- Ja nie. – rzekły dziewczyny.
- Niestety, ale byłam pijana. – wymamrotałam na co reszta
wpadła w śmiech to nie śmieszne tylko żałosne. Gdyby nie to że jestem już
wstawiona nikt by nie wiedział.
- Ja podobnie. – podrapał się po karku Henr … znaczy kotlet
Harry.
- My nie. – powiedział za resztę chłopaków Niall.
- A w jakim stopniu. – dopytywał nas Zayn ciekawska bestia.
- Ja mówiłem pokazałem tyłek. – rzucił Louis.
- Yyy wszyscy widzieli moje cycki tylko, bo na szczęście
dziewczyny mnie powstrzymały. Ale i tak mega żenada. – powiedziałam zmieszana.
- W sumie to szkoda że mnie nie było. – rzucił zaczepnie
Zayn za co dostał kuksańca w bok.
- A mnie widzieli tak jak mnie bóg stworzył. – rzekł kotlet.
- To pewnie do końca życia będą mieli koszmary. – dogryzłam
mu.
- No po oglądaniu cb to pewnie tak. – spojrzał na mnie
zwycięsko.
- Żeby u cb coś zobaczyli to potrzebna by była lupa lub
luneta. – zakpiłam.
- O tak pewna jesteś chcesz się przekonać. – zaczął rozpinać
pasek.
- Wolę nie chcę jeszcze w nocy normalnie zasnąć. – zgasiłam
jego zapał co za kotlet.
- Wy tu gadu gadu, a ja winko przyniosłam. – zaśpiewała
Andrea. Zgon dzisiaj murowany.
______________________________________
Teraz miał być rozdział Scarlett (Sylwii), ale niestety nie ma neta :'( Żebyście nie czekały ja postanowiłam napisać swój rozdział. Mam nadzieję, że podoba się Wam. Co sądzicie o Libby ? Polubił ją ktoś choć troszkę ... :D Mam nadzieję, że tak. A teraz kończę te wypociny i liczę na duuużo komentarzy.
Kocham Nats xoxo






Szkoda, że Sylwia nie na neta :/
OdpowiedzUsuńOgólnie kocham waszego bloga. I nie ważne kto pisze i tak jest boski.
Ja bardzo polubiłam Libby.
Czekam na next xD
Pozdrawiam
Marzena :* :*