Oczami Andrei
Piątek 15.03.
O ja
pierdzielę! No po prostu nie wierzę! Zaraz padnę na zawał! Co to ma do cholery
być ja się pytam? Toż to niedopuszczalne! Niech ja dorwę tego skur … który
potrącił moją przyjaciółkę to tak dopier … że własna matka go nie pozna! WTF?
Porządna obywatelka idzie ulicą i nagle BUM! Rozjechana! Co to jest? Czy to jest w ogóle zgodne z prawem? Bo obawiam się kur … że nie! Och, jestem tak wściekła, że zaraz mnie rozsadzi od środka!
Porządna obywatelka idzie ulicą i nagle BUM! Rozjechana! Co to jest? Czy to jest w ogóle zgodne z prawem? Bo obawiam się kur … że nie! Och, jestem tak wściekła, że zaraz mnie rozsadzi od środka!
Razem ze Scar
wyszłyśmy a raczej wybiegłyśmy z domu i popędziłyśmy w stronę samochodu,
właściwie to każda do swojego. Postanowiłyśmy jednak, że pojedziemy jednym. Z
racji tego, że nie było czasu do stracenia powiedziałam, że możemy pojechać
Scar na to ona, że moim też możemy i nie ma najmniejszego problemu. No cóż,
wywiązała się z tego króciutka dyskusja. Byłam jednak nie ustępliwa i
ostatecznie zdecydowałyśmy, że pojedziemy jej samochodem.
Przez całą
drogę, praktycznie się do siebie nie odzywałyśmy. Każda z nas zastanawiała się
czy naszej przyjaciółce nic nie jest. Ja obawiałam się najgorszego to znaczy,
że mogła sobie coś złamać i jest skazana na 2 miesiące bezczynnego siedzenia w
domu. Istna męka! Ja muszę wiecznie coś robić, inaczej wariuję.
Całe w stresie
podbiegłyśmy do babki w recepcji i spytałyśmy o pokój naszej przyjaciółki.
Kobieta trochę ociągała się z odpowiedzą więc musiałam podnieść głos.
- Proszę się
uspokoić. Rozumiem, że martwią się panie o przyjaciółkę ale nerwy tu nic nie
zdziałają. – powiedziała uspokajająco.
- Jak nerwy tu
nic nie zdziałają? Nasza przyjaciółka miała wypadek samochodowy bo jakiś debil
nie umie kierować! Kto mu dał prawo jazdy, pytam się? No kto? Pewnie drugi
naćpaniec! – krzyknęłam waląc pięścią o blat. Kobieta podskoczyła lekko.
- Pokój 74. –
odpowiedziała lekko zmieszana. Nie dziękując pobiegłyśmy tam jak najszybciej.
No niby wiem, że to nic nie zmieni czy się spieszymy czy nie ale chciałyśmy
wiedzieć w jakim jest stanie. Gdy otworzyłyśmy drzwi zobaczyłyśmy Libby leżąca
na łóżku szpitalnym. Przeglądała właśnie jakieś pismo o modzie. Wyglądała
całkiem dobrze. Miała tylko plaster koło brwi i siniak na ramieniu.
- Libby! –
krzyknęłyśmy ze Scar równo i podbiegłyśmy do niej po czym ją przytuliłyśmy najmocniej
jak mogłyśmy.
- Kto to był?
– spytałam. – Kto ci to zrobił? Bo mam nadzieję, że ma dobrego adwokata!
- Uciekł. –
odparła spuszczając głowę. – I nie martwcie się. Już wszystko jest okej. Czuje
się dobrze tylko trochę boli mnie głowa i żebra.
- Biedactwo. –
Scar usiadła na brzegu jej łóżka. – Powiedz czego ci potrzeba. Zrobimy wszystko
o co nas poprosisz.
- A więc
zdobądźcie numer od tego młodego lekarza, który był tu dziś rano. –
odpowiedziała pogrążając się we własnych myślach. – Wysoki blondyn o zielonych
oczach. Och jak ja kocham zielone oczy! A to ciacho je miało …
- Ty na serio?
– zdziwiła się Scarlett. – O mało nie zginęłaś a tobie przystojny lekarz w
głowie?
- To jak?
Zdobędziecie od niego numer? – zapytała patrząc na nas wyczekująco. Ciężko
westchnęłyśmy. Znając Libby pewnie nawet nie wie jak ma na imię. Zupełnie jak z
tym chłopakiem ze sklepu. Szalała za nim 2 tygodnie. A potem okazało się, że ma
25 lat i mieszka z rodzicami! To przekreśliło jego szansę.
- Libby
powinnaś odpocząć… – Scar pogładziła jej ramię z uśmiechem.
- Od tych
chłopaków. – weszłam jej w zdanie z
szerokim uśmiechem. – No co? Spójrzcie na mnie. Mam chłopaka od pół roku i
jesteśmy razem tacy szczęśliwi.
- Szczęśliwi
póki nie wypatrzysz większego ciacha. – powiedziała Libby i roześmiała się a
zaraz potem Scar. Wywróciłam oczami.
- Nie ma
większego ciacha od Petera. – wystawiłam jej język. – Dobra, odpoczywaj a
my ze Scar pójdziemy. Nie będziemy ci przeszkadzać.
- Dziewczyny!
– krzyknęła. – Co ja mam robić?
- Gapić się na
tyłek tego ciacha. – odparłam i skierowałyśmy się ze Scar do wyjścia. Poszłyśmy
w stronę windy cały czas dyskutując o różnych głupotach. Weszłyśmy do środka a
moja przyjaciółka nacisnęła guzik z parterem. W ostatniej chwili gdy drzwi
windy się miały zamknąć jakiś chłopak wsadził między nie rękę i krzyknął:
- Jeszcze
my! - wszedł do środka. – Zaraz przyjdą
moi kumple.
Był wysoki i
miał zielone oczy i burzę loków na głowie. Nie powiem był przystojny i urodą
mógł dorównywać mojemu chłopakowi ale bez przesady. Nie mój typ. Od razu widać,
że podrywacz a wierzcie ja mam nosa do ludzi. Raz odkryłam, ze mąż mojej
kuzynki jest gejem. Powiedziałam to właściwie w formie żartu a on spuścił głowę
i rzekł: Jak się o tym dowiedziałaś?
Oczy na
wierzch mi wylazły! Masakra. Nie to, że mam coś do homoseksualistów. Nie, nie.
Mam coś do nich dopiero wtedy gdy żenią się z moją kuzynką tylko po to aby
ukryć swoją prawdziwą orientację! No cholera! Elise była w ciąży z nim! A on
zostawił ją dla barmana. Dobry Boże. Musiałam przez tydzień wysłuchiwać, że
chce popełnić samobójstwo i nienawidzi wszystkich gejów na tym świecie. Dobra
koniec wspomnień! Było minęło. Mam nadzieje, że Elise już więcej nie spotkam.
- Czy jeden z
twoich kumpli jest lekarzem o blond włosach? – spytałam przypominając sobie
prośbę Libby.
- Nie, a co?
- Nic, nic.
Tak tylko pytałam. – odpowiedziałam tłumiąc śmiech.
Po paru sekundach doszło jeszcze czterech chłopaków. Wszyscy byli bardzo przystojni. Wyglądali jak modele, którzy zwiali z sesji zdjęciowej. Dobry Boże! Dzięki Bogu, że mam chłopaka bo naszłyby mnie teraz grzeszne myśli. A podejrzewam, że ksiądz z naszego kościoła ma dosyć wysłuchiwania o tym co myślałam lub co robiłam na imprezach. Przystojniacy szeptali coś do siebie i śmiali się z tego a my patrzyłyśmy od czasu do czasu na siebie ze Scar. Trochę byłam rozczarowana, że żaden do nas nie zagadał no ale cóż … życie. W pewnym momencie winda gwałtownie się zatrzymała! Wszyscy wstrzymaliśmy oddechy. Poczułam się jak w jakimś horrorze. To było okropne! Staliśmy tak w bezruchu przez jakiś czas a winda nadal nie ruszała.
Po paru sekundach doszło jeszcze czterech chłopaków. Wszyscy byli bardzo przystojni. Wyglądali jak modele, którzy zwiali z sesji zdjęciowej. Dobry Boże! Dzięki Bogu, że mam chłopaka bo naszłyby mnie teraz grzeszne myśli. A podejrzewam, że ksiądz z naszego kościoła ma dosyć wysłuchiwania o tym co myślałam lub co robiłam na imprezach. Przystojniacy szeptali coś do siebie i śmiali się z tego a my patrzyłyśmy od czasu do czasu na siebie ze Scar. Trochę byłam rozczarowana, że żaden do nas nie zagadał no ale cóż … życie. W pewnym momencie winda gwałtownie się zatrzymała! Wszyscy wstrzymaliśmy oddechy. Poczułam się jak w jakimś horrorze. To było okropne! Staliśmy tak w bezruchu przez jakiś czas a winda nadal nie ruszała.
- Zepsuła się.
– stwierdził z ciężkim westchnieniem chłopak w blond włosach.
- Jesteś
Irlandczykiem? – spytała Scar.
- Skąd wiesz?
– spytał marszcząc brwi.
- A tak
zgadywałam. – odpowiedziała wesoło.
- Tak w ogóle
to Niall jestem. – podał jej dłoń a ona ją uścisnęła. – Niall Horan.
- Scarlett.
Nastała wtedy
krótka cisza, którą przerwał chłopak w lokach. Zbytnio kulturalni to oni nie są
ale już mniejsza z tym.
- Ja jestem
Harry jakby ktoś pytał. – wtrącił z uśmiechem.
- Harry, jak
Harry Potter. – zażartowała Scar i oboje się roześmiali.
- Właściwie to
Harry Styles. Ale Potter też ładnie pasuje.
- Ja jestem
Liam. – powiedział następny i uścisnął dłoń mojej przyjaciółce. Przepraszam
bardzo! Winda do cholery się zacięła a oni robią jakieś przedstawienia?
Prychnęłam pod nosem i zaczęłam się rozglądać szukając jakiegoś wyjścia.
Niestety. Nic nie znalazłam. Cholerna winda!
- Louis. Miło
mi. – następny przywitał się ze Scar a mnie olał. Dalej chłopaki! Pogrążajcie
mnie dalej!
- Zayn. – I
ostatni! BUM! Wyjęłam z torebki telefon i próbowałam zadzwonić do mojego
chłopaka ale jakimś cudem nie było zasięgu! Cudownie! Po prostu cudownie!
Utknęliśmy w windzie bez zasięgu! I niech teraz nas coś zeżre!
- A ja jestem
Andrea i stoję tu od 10 minut totalnie zignorowana przez społeczeństwo ale to
szczegół. Proszę Niall. Dokończ swoją cudowną historię o tym jak zostałeś
pogryziony w dzieciństwie przez psa. – powiedziałam ze sztucznym uśmieszkiem i
z satysfakcją patrzyłam na ich reakcję. Tak jak przewidziałam. Szczęki im
opadły.
- Louis. –
sprostował lekko urażony. – Mam na imię Louis.
- Jak zwał tak
zwał. – machnęłam ręką.
- Musimy się
jakoś stąd wydostać. – powiedział chyba Liam. – Nie ma tu zasięgu?
- Otóż nie ma.
Próbowałam zadzwonić do mojego chłopaka, mamy, taty, brata, koleżanek ze szkoły
a nawet w akcie desperacji do woźnej. Nic. – rzekłam z ciężkim westchnieniem.
- Masz numer
do woźnej? – odezwał się Harry po paru sekundach milczenia. – Jak ci się udało?
Próbowałem go od niej wyciągnąć chyba z 10 razy i nic!
Spojrzałam na
niego z otwartymi szeroko oczami. On poważnie czy to taki nowy żart?
- Eee dobre,
stary. – powiedział Zayn wpadając w śmiech i przybił piątkę z Harrym.
- Chodzimy do
Miami School Art. – odezwała się Scar.
- Serio? My
też! Jak to możliwe, że się nie spotkaliśmy? – spytał niedowierzająco Niall.
- Pewnie się
spotkaliśmy ale szybko i z widzenia. – odparła z uśmiechem. – Wiecie co? Nawet
się cieszę, że ta winda się zacięła. Inaczej byśmy was nie poznali. Martwię się
tylko, że będziemy musieli spędzić tu noc …
- Nawet
gdybyśmy chcieli to nie dalibyśmy rady. Nie pomieścilibyśmy się tu. Mam
nadzieje, że zaraz ktoś nas stąd wydostanie. – powiedział Niall, chociaż po
jego minie widziałam, ze także się martwi iż zostaniemy tu na noc. Nie
chciałabym tego. Muszę iść do domu wziąć prysznic, napisać tweeta i coś zjeść!
Mam tyle do zrobienia!
- Zaraz, zaraz
Andrea powiadasz … - zaczął Niall przepraszam Louis! Och mylę ich imiona. Są
nawet do siebie podobne. Dobra nie są! Ale je mylę, okej? – Sanchez?
- Skąd wiesz?
– zapytałam lekko przerażona.
- Stąd iż
prowadzisz w naszej szkole audycję radiową i publicznie obrabiasz wszystkim
tyłki. – odpowiedział szczerząc się. – Ostatnio mówiłaś o Kate Russel która
sypia z nauczycielem angielskiego.
- Nie tylko
ona ale o tym w mojej następnej audycji. – powiedziała ze słodkim uśmieszkiem.
– I obrabiam tyłki tylko tym którzy mi podpadną. A Kate powiedziała, że miałam
okropne buty! Zdzira sama nie nosi lepszych.
- Auć. Cóż za
ból. – odezwał się Harry. – A masz numer do tej Kate?
- To
puszczalska laska!
- A myślisz,
że gdyby się nie puszczała to chciałbym od niej numer? Ha Ha Ha.
- Zgłoś się do
mnie w szkole. Mam zapisany w laptopie.
Harry uniósł
brwi z zaskoczenia ale nie zadawał więcej pytań. Nagle drzwi windy się
otworzyły i zobaczyliśmy starszego mężczyznę, który patrzył się na nas jak na
ósmy cud świata. Najwyraźniej nie podejrzewał, że tak piękni ludzie istnieją
naprawdę.
- Światło!
Nareszcie! – krzyknął Niall wybiegając z windy jak burza. – Ja żyję! – zaczął
się wszędzie (no dobra, nie wszędzie) dotykać jakby chciał sprawdzić czy
rzeczywiście żyję.
- Może
spotkamy się jeszcze kiedyś? – spytała Scar gdy wyszliśmy z windy a ten
staruszek nadal się na nas gapił. A może umarł w tak dziwnej pozie? Hm …
- Może.
Odwiedzaliśmy naszą stylistkę która była w ciąży i jeśli wy też do kogoś tu
przyszliście to bardzo prawdopodobne, że się spotkamy. – powiedział Liam. – No
oczywiście zostaje jeszcze szkoła.
- Tylko
pamiętaj o tym numerze. – przypomniał mi Harry. – To ważne.
- Spoko.
Postaram się nie zapomnieć. – odpowiedziałam wywracając oczami. Eh, co za
koleś. Pożegnaliśmy się z nimi i skierowaliśmy
w stronę samochodu Scar. No cóż, może i są fajni ale nie zamierzam się z
nimi zbytnio zaprzyjaźniać. Weszliśmy do auta, Scarlett odpaliła i ruszyliśmy w
drogę.
- Skąd masz numer do Kate? – spytała.
- Nie mam. –
odpowiedziałam wesoło. – Zresztą to typowy podrywacz. Chce od niej numer aby ją
zaliczyć. Wątpię aby jutro chociaż pamiętał jak ma na imię.
- Może i
podrywacz ale fajny. Zresztą cała reszta także była spoko. Zauważyłaś, że
wszyscy mają tatuaże prócz Nialla?
- Przepraszam
ale nie gapię się na ciało obcych facetów. – odpowiedziałam ze śmiechem.
- Ja też
stwierdziłam fakt, że gapisz się na ciało obcych kolesi.
- Już nie
obcych. Poznałyśmy ich dzisiaj.
W tym momencie
zadzwonił mój telefon. To mój chłopak. Przypomniał mi o dzisiejszej randce. No
tak byłbym zapomniała! Pójdę do domu wezmę prysznic, tweetnę, zjem coś i
przyszykuję się do randki. Będzie cudnie! Kolejny telefon był od mojego brata.
Powiedział, że jutro przyjeżdża i musi mi powiedzieć coś bardzo ważnego.
Ciekawa jestem co? Pewnie, że znów przegrał w grze i jego życie nie ma sensu. W
każdym razie Jace jest super przystojny i wszystkie dziewczyny w szkole się w
nim kochają. Teraz znów nie dadzą mi spokoju i będą błagać o jego numer
telefonu. Ja jednak odpieram zawsze ich ataki. Mój brat ma 15 lat i łazi do
szkoły kiedy mu się chcę. Ostatnio był na wycieczce w Hiszpanii przez miesiąc.
Ja jednak dbam o dobre oceny. Dobra koniec rozmyślań! Czas na drzemkę!
_______________________________________________
No to mamy 1 rozdział! Mam nadzieje, że nie jesteście zbytnio zawiedzeni bo mnie się za bardzo nie podoba. Uważam, że mogłoby być lepsze ale ja zawsze tak uważam także ... no takie moje pisanie to wręcz tradycja hehe :). Nie które zdania są debilne ale nie mam pojęcia jak je poprawić także już pozostawiłam takimi jakie są. Kolejny rozdział należy do Sylwii :). Na pewno napiszę lepszy od tego :P.
A tak w ogóle co sądzicie o Andrei? Polubiliście ją? :P.





hahahhahahahahahahah xD
OdpowiedzUsuńPokochałam tego bloga!
Boski <3333
Czekam na następne rozdziały :D
Oby szybko :>
Pozdrawiam
Marzena :*
Blog super, rozdział jeszcze lepszy. Andrea jest chamska i nieufna, ale fajna. Takie postacie są fajne mają ciekawe wypowiedzi i w ogóle xD. Skoro skończyłam rozpisywać się na temat An to mam nadzieję, że niedługo dodacie nowy rozdział.
OdpowiedzUsuńchamska? hm, no nie powiedziałabym xd
UsuńNo ale w każdym razie dzięki :)
Oj uwierz takei osoby są najciekawsze ;)
UsuńSerio? No niby tak :D ale boje się, żeby was zbytnio nie wkurzała także staram się nie przesadzać. Chodź przyznam szczerze, że najlepiej mi właśnie o takich osobach pisać.
UsuńJak czasem napiszesz coś ostrego to będzie dobrze. Nie będzie nudno. Gorsze są postacie takie ciche, bo wtedy nic ciekawego.
UsuńJak pisałaś o tym w windzie gdy zwróciła im uwagę to było śmieszne xD