Oczami
Andrei:
Spałam smacznie w swoim pokoju w niedzielny poranek,
korzystając z wolnego dnia przed całym tygodniem szkoły, kiedy zostałam
obudzona przez dźwięk mojego telefonu. Starając się nie zacząć krzyczeć na
głos, jak bardzo nienawidzę osoby, która dzwoni, sięgnęłam ręką po komórkę,
która leżała na komodzie i nacisnęłam zieloną słuchawkę, nawet nie patrząc na
to kto dzwonił.
- Mam nadzieje, że ktoś umarł. – mruknęłam.
- Jeszcze nie, ale bardzo prawdopodobne, że to się stanie. –
usłyszałam po drugiej stronie zdenerwowany głos Louisa.
- Co znowu zrobił? – spytałam ziewając.
- Zrobiła. – poprawił mnie. – Twoja matka.
- Hej! Mówisz to, tak jakby to była moja wina. – obruszyłam
się. – Rodziny się nie wybiera. Myślisz, że gdybym miała wybór to wybrałabym
nienormalną matkę i jeszcze bardziej nienormalnego brata, zamiast na przykład
rodziny królewskiej? Ale dobra, co zrobiła?
- Sprowadziła do
mojego domu obcych ludzi! – wykrzyknął.
- W niedzielę rano? Wow, ta kobieta nie zna umiaru w
imprezach. – pokręciłam głową w rozbawieniu.
- Ćwiczą jogę. W moim salonie. – wyjaśnił. Przewróciłam
oczami.
- To się do nich dołącz. – poradziłam mu. – Zresztą, co ci
przeszkadza parę ćwiczących osób?
- Parę? Ich jest ponad dwadzieścia! W dodatku to same
kobiety po pięćdziesiątce, które cały czas narzekają i, że wszystko je boli. A
co gorsza jedna z nich próbowała mnie poderwać. Cudem udało mi się uciec na
górę. Boje się teraz zejść do kuchni w moim własnym domu! A naprawdę jestem
głodny. – marudził, a ja myślałam, że zaraz eksploduje.
- A co robi Jace? – zapytałam, ostatkami sił, starając się
brzmieć normalnie.
- Najwyraźniej zna co tygodniowy rytuał twojej mamy, bo
słyszałem jak wychodzi z domu o szóstej rano! Zresztą to twoja mama i twój
problem.
- Okej, masz rację. Już dość, że zmusiłam cię, żebyś
zamieszkał z moim wiecznie niewyżytym bratem. Nie musisz znosić też matki.
Pogadam z nią później.
- Dzięki. – odpowiedział.
Zanim Louis się rozłączył, zdążyłam jeszcze usłyszeć głos
mojej matki, która krzyczała:
- Ej, ty pięknisiu! Zrób nam coś do picia!
Rzeczywiście przydałaby mu się drobna pomoc, a właściwie
mojej matce, tylko w jej wypadku najlepsza byłaby fachowa pomoc.
*
Na dole Scar jadła grzanki, oglądając jakiś program w
telewizji, a Liv leżała na kanapie w
szlafroku i z maseczką na twarzy.
- Wow, masz randkę czy coś? – zapytałam z uśmiechem,
siadając obok przyjaciółki na wolnym miejscu.
- Co? Jaką randkę? O co ci chodzi? – gwałtownie podniosła
się do pozycji siedzącej. – W ogóle, co masz na myśli mówiąc randka? Zdefiniuj
to słowo. – założyła ręce na klatkę piersiową i posłała mi wyczekujące
spojrzenie.
- Randka, no wiesz, idą na nią dwie osoby, mające się ku
sobie i… - nie dokończyłam, ponieważ przerwała mi moja przyjaciółka.
- A ja mam się ku komu?
Zmarszczyłam brwi.
- Cóż… Chaningowi Tatumowi? – próbowałam jakoś z tego
wybrnąć, a wtedy oczy Liv się zaświeciły.
- Masz rację. On jest boski.
Roześmiałam się, kiwając głową. Sama prawda.
- Musimy zorganizować jakąś imprezę. – wypaliła nagle Scar.
Obie spojrzałyśmy na nią zaskoczone.
- Myślałam, że nie przepadasz za imprezami. – powiedziałam,
ponieważ dotąd tak właśnie mi się wydawało.
- No cóż, kobieta zmienną jest. – westchnęła. - A poza tym dawno nie spotkaliśmy się wszyscy
grupą. Tęsknie za naszymi wygłupami i rozmowami.
To prawda. Ostatnio miałam głowę zaprzątniętą Peterem, a
teraz matką. Nie mam w ogóle czasu, aby się wyluzować i przestać myśleć.
Potrzebna była mi dobra zabawa.
- To może jutro wieczorem? – zaproponowałam. – Teraz mam spotkanie
u terapeuty, więc muszę lecieć, a później będę zapewne tak zdenerwowana, że nie
będę miała ochoty na imprezy.
- Naprawdę tam idziesz? – zdziwiła się Libby.
- Inaczej matka nie da mi spokoju. Wolę tam iść i to
przeżyć. Zresztą, umówiliśmy się z Jacem, że będziemy zgrywać wyjątkowo zgraną
rodzinkę. Więc kiedy matka zobaczy, że dogadujemy się lepiej niż kiedykolwiek
odpuści. – uśmiechnęłam się do siebie z dumą. – Czasami mamy genialne pomysły.
– skwitowałam i wyszłam z domu, mając nadzieje, że to pomoże w pozbyciu się
natrętnej rodzicielki.
*
Siedziałam właśnie na kanapie z Jacem i mamą w gabinecie
terapeutki, cierpliwie czekając, aż wróci, gdyż wyszła na moment coś załatwić.
W głowie powtarzałam sobie różne miłe słowa, które powiem o moim bracie i miałam
nadzieje, że on robi to samo. Zerknęłam więc w jego stronę i… zobaczyłam jak
siedzi na telefonie! Zacisnęłam dłoń w pięść, ledwo się powstrzymując, aby go
nie uderzyć. Myślałam, że traktuje to równie poważnie jak i ja. W normalnych
okolicznościach wyjęłabym mu urządzenie z ręki i wyrzuciła przez okno, ale
bałam się, że zaraz wróci terapeutka no i mama siedziała obok.
- Wszystko w porządku Andrea? Wyglądasz na zdenerwowaną. –
odezwała się mama.
- Taaa, trochę się stresuje. – wydukałam.
- Cóż, przyznam, że ja również się trochę denerwuje, że
terapeutka weźmie nas za patologiczną rodzinę, ale skoro to ma pomóc…
W tym momencie do pomieszczenia weszła kobieta o której była
mowa. Starała się uśmiechać, choć przede mną żaden sztuczny grymas się nie
ukryje.
- Nazywam się Evelyn Green, mam dwadzieścia sześć lat i
jestem terapeutką. – przedstawiła się. – Może teraz wy opowiecie coś o sobie? –
spojrzała na nas. – Aha i prosiłabym, aby pani wyszła. Obawiam się, że dzieci
mogą przy pani poczuć się trochę skrępowane. Poproszę panią znowu, gdy
skończymy sesje.
Moja mama nie wyglądała na zadowoloną, ale pokiwała głową
mrucząc „czego się nie robi dla swoich dzieci” i opuściła pokój.
- Więc? – posłała nam wyczekujące spojrzenie. – Kto zacznie?
Żadne z nas nie miało zamiaru mówić o sobie jako pierwsze, a
tym bardziej Jace, który cały czas pisał coś na telefonie. On nie ma za krzty
kultury.
- To może ja. – odezwałam się. – Nazywam się Andrea Sanchez,
mam dwadzieścia lat i uczę się. – w tej chwili Jace prychnął, a ja posłałam mu
groźne spojrzenie. – Staram się uczyć. – uśmiechnęłam się sztucznie.
- Powiedzmy. – mruknął, na co dźgnęłam go łokciem w żebro,
chcąc mu przypomnieć o naszej umowie. Wtedy mój brat schował telefon do
kieszeni i skupił się, a przynajmniej starał się skupić na rozmowie.
- A ty? Jak się nazywasz? – zwróciła się do niego.
- Jace Sanchez.
- A więc Jace, co porabiasz w życiu? – zapytała siląc się na
milutki ton. Chłopak przez chwilę się gorączkowo nad tym zastanawiał, aż w
końcu odpowiedział niepewnie:
- Staram się być jak najlepszym bratem? – kolejny raz miałam
ochotę go dźgnąć, a on chyba to wyczuł, ponieważ się poprawił: - To znaczy, na
pewno jestem najlepszym bratem. Proszę zapytać o to Andrei. – uśmiechnął się.
- I tym się zajmujesz w życiu? – zdziwiła się kobieta. Taa,
chyba w życiu nie usłyszała dziwniejszej odpowiedzi, na jakiekolwiek pytanie. I
ja również.
- Przeważnie…tak.
Terapeutka zaczęła coś zapisywać, po czym spojrzała na mnie,
gdy skończyła. Poczułam się nagle dziwnie nieswojo, ponieważ obawiałam się, że
wyczuła nasz podstęp i zaraz powie, że przedłuży nam terapie za udawanie.
- A ty Andrea?
- Ja? Cóż… - przygryzłam wargę, nie wiedząc co powiedzieć. –
Może zapyta pani jeszcze o coś Jace’a? Jest takim cudownym bratem. – dotknęłam
jego ramienia, uśmiechając się sztucznie. – Naprawdę lepszego nie mogłam sobie
wymarzyć. Czasami zastanawiam się czy zasłużyłam na to…słońce mojego życia.
- Tak, nawzajem rozświetlamy nasze smutne i szare dni. –
dodał mój brat, obejmując mnie. – Wie pani co? Czasami żałuje, że Andrea jest
moją siostrą.
- Co?! – krzyknęłam, nie mogąc uwierzyć w jego słowa. Tak
dobrze nam szło, no cóż, a przynajmniej powiedzmy, a on to wszystko chciał
zniszczyć? Czy ten niewdzięczny dzieciak chce chodzić na terapie do końca
życia? Niech tylko znajdziemy się w domu…a poczuje, co to znaczy smak pięści
wściekłej dziewczyny.
- Daj mi skończyć, kochanie. – uspokoił mnie ruchem ręki. –
Czasami żałuje, że jest moją siostrą, ponieważ mógłbym się z nią umówić.
Gdybym miała teraz wodę w ustach, pewnie bym ją wypluła. Nie
spodziewałam się usłyszeć czegoś takiego. Nigdy. I żałuje, że to usłyszałam.
- Rozumiem. – mruknęła kobieta ponownie coś zapisując. – Czy
często miewasz takie myśli, Jace?
- O tak. Bardzo często. – odpowiedział bez zastanowienia. –
Ale jest moją siostrą i pamiętam o tym. To znaczy… pamiętam, na trzeźwo.
Rozumie pani? – puścił do niej oczko.
- Taak, chyba rozumiem, aż za dobrze. – terapeutka spojrzała
na niego zaniepokojona. – Jak dużo spędzacie ze sobą czasu?
Oboje zaczęliśmy się zastanawiać, ponieważ nie
przemyśleliśmy odpowiedzi, których będziemy jej udzielać. W końcu postanowiłam
się odezwać:
- Całkiem sporo. Mamy silną więź.
- Dokładnie. Kiedy tylko skończymy lekcje od razu idziemy na
kawę albo na imprezę. Czasami aż czekam zniecierpliwiony na koniec zajęć, byle
tylko znów zobaczyć moją małą siostrzyczkę. Raz okłamałem nauczycielkę, że
muszę wyjść, bo źle się czuje, a tak naprawdę poszedłem do Andrei, ponieważ tak
się stęskniłem. Czyż to nie urocze?
- A ty Andrea, jak się z tym czujesz? – zapytała mnie.
- Cóż… bardzo dobrze. To chyba normalne, że brat z siostrą
chce spędzić trochę czasu, prawda? Szczególnie jeśli dogadujemy się tak dobrze.
Nasi znajomy czasami się śmieją, że nie potrzebuje chłopaka, bo mam Jace’a. –
próbowałam się roześmiać.
Kobieta podeszła do okna, aby je otworzyć i zaczerpnąć
trochę świeżego powietrza.
- Wybaczcie, czasami tak robię, gdy moi pacjenci… zrobią na
mnie wrażenie. – powiedziała, a ja poczułam, że wygraliśmy. Czekałam tylko na
koniec sesji, żeby pierwszy raz w życiu przytulić mojego brata i powiedzieć mu,
że naprawdę świetnie nam idzie udawanie zgodnego rodzeństwa i powinniśmy to
robić częściej. – Ale macie swoje drugie połówki, prawda? Albo mieliście?
- Jasne. – odpowiedziałam beztrosko. – Dopóki nie
dowiedziałam się, że mój chłopak chodzi do burdelu. Ale to długa historia. –
machnęłam ręką. – Chociaż nie. W zasadzie nie ma nic więcej do opowiedzenia.
Mój chłopak chodził do burdelu. To wszystko. – wzruszyłam ramionami.
- Ja wolę aplikacje randkowe. – powiedział na to Jace. – Ale
ostatnia osoba z którą się umówiłem okazała się być oszustem. – spuścił głowę.
– No heloł! Skąd miałem wiedzieć, że naprawdę nie piszę z Channingiem Tatumem?
Teraz kobieta zaczęła się wachlować. Cholera, chyba
przesadziliśmy.
- Ale to nie ma znaczenia, bo tak naprawdę liczy się tylko
to, że mamy siebie, prawda braciszku? – spojrzałam na niego.
- Oczywiście światłości mojego życia. – odparł chwytając
mnie za rękę.
- Nie wiem czym zasłużyłam sobie na tak wspaniałego brata. –
powiedziałam udając, że się wzruszam. Cóż, chyba zajęcia z aktorstwa w końcu mi
się przydadzą. A mama mówiła, że to strata czasu.
- A ja na tak wspaniałą siostrę. – odpowiedział chowając twarz
w dłoniach i… płacząc? Czy on autentycznie się wzruszył? Przez chwilę byłam
lekko skołowana, ale zaraz potem ja również się rozpłakałam, z tym, że moje łzy
nie były prawdziwe.
- Boże! Właśnie wyobraziłem sobie, że kiedyś umrzesz! I co
ja zrobię bez ciebie? Moje życie straci sens! – mój brat wziął poduszkę, która
leżała za nim i zaczął łkać. – Dlatego mam nadzieje, że umrę pierwszy, by móc
bez ciebie żyć!
- O nie mój najdroższy. To ja mam nadzieje, że umrę
pierwsza. – powiedziałam obejmując go.
- W porządku. Czy mogłabym porozmawiać z waszą mamą? –
przerwała nam kobieta odchrząkując, a wtedy ja pociągając nosem, wytarłam
rękawem oczy i kiwnęłam głową.
- Oczywiście.
Oboje wyszliśmy z gabinetu.
- Teraz twoja kolej. – powiedział Jace do naszej mamy, a gdy
ledwo zniknęla za drzwiami, przybiliśmy sobie piątkę.
- Byliśmy genialni! – krzyknęłam.
- Taa, byłaś niezła. – odpowiedział. – Ale powiedzmy sobie
szczerze z talentem aktorskim trzeba się urodzić. Nigdzie się go nie wyćwiczy.
- Słucham? – naprawdę nie wierzyłam w to, co słyszę. – Czy
ty właśnie niszczysz naszą piękną chwilę?
- Żartuje. – teraz to on dźgnął mnie łopatką. – Oboje
byliśmy wspaniali!
*
Po prawie godzinie mama wyszła z gabinetu, wyglądając tak,
jakby zobaczyła ducha. Spojrzeliśmy na nią zaniepokojeni, ponieważ wydawało
się, że poszło nam świetnie.
- Wszystko okej? – zapytałam niepewnie.
- Nie miałam pojęcia… - wydukała, nawet na nas nie patrząc.
Usiadła na krzesełku, starając się uspokoić. – Gdybym tylko wiedziała…
- Co wiedziała? – spytałam, czekając w zdenerwowaniu na
odpowiedź, a moje serce zaczęło mi szybciej bić.
- Gdybym wiedziała nie zmuszałabym was do spania pod
wspólnym namiotem, albo nawet w tym samym pokoju… boże, czuje, że to moja wina.
Naprawdę kompletnie nic z tego nie rozumiałam i jak
widziałam po minie Jace’a, on również nie.
- Co konkretnie ci powiedziała? – odezwał się mój brat.
- Jest wami zaniepokojona. – powiedziała. Zmarszczyłam brwi.
Przecież tak bardzo się staraliśmy jej pokazać jakim jesteśmy wspaniałym
rodzeństwem! Czego ona jeszcze od nas oczekuje? Co mieliśmy zacząć się całować,
żeby udowodnić, że nie nienawidzimy się? Choć w rzeczywistości było zupełnie
inaczej?
- Niech lepiej zajmie się sobą. Te zmarszczki same nie
znikną. – prychnęłam.
- Powiedzcie mi, kiedy to się zaczęło? – popatrzyła na nas z
przerażeniem w oczach. – Czy to było już na imieninach cioci Betty, kiedy
zamknęłam was przypadkowo łazience na sześć godzin?
- Kiedy zaczęło się co? Zaraz, to ty nas zamknęłaś?!
Myślałam, że to Jace! Jak zwykle zresztą. – powiedziałam przypominając sobie w
jaki szał wtedy wpadłam. Mój brat oczywiście bronił się, ale nie wierzyłam mu.
Byłam o krok od pobicia go. Tyle godzin sam na sam z tym przygłupem… nadal
podziwiam siebie, że dałam radę to przetrwać.
- Wasza terapeutka uważa, że… że jesteście ze sobą blisko. –
wydusiła z siebie w końcu. Odetchnęłam z ulgą. No! O to nam chodziło!
Spisaliśmy się na medal.
- Ma się rozumieć. – wyszczerzył się Jace. – Jesteśmy
najbardziej zgodnym rodzeństwem na świecie.
- Chyba aż zbyt zgodnym. – powiedziała.
- Co masz na myśli? – zapytałam.
- Wasza terapeutka myśli, że… łączy was zbyt bliska więź jak
na rodzeństwo i… obawia się, że jesteście w potajemnym związku.
- CO?! – wrzasnęliśmy równo z Jace’em.
- I teraz jak sobie o tym pomyślę to… to ma sens. –
kontynuowała mama.
- ŻE JAK?! – kolejny wrzask z moim bratem. Serio, jak my to
robimy?
- Zawsze ze sobą rywalizowaliście i kłóciliście się, ale
może… to było tylko na pokaz, żebym się nie domyśliła…
- TY TAK NA SERIO?! – krzyknęliśmy równo trzeci raz. Może
rzeczywiście łączy nas zbyt silna więź?
- W dodatku nie
mieszkacie razem… może jest ku temu powodów. Na przykład nie chcieliście
wzbudzać podejrzeń, albo jedno z was chciało zerwać… - zastanawiała się.
- Mamo, zdajesz sobie sprawę, że nie kręcą mnie dziewczyny?
– przypomniał jej Jace.
- No właśnie „dziewczyny”.- westchnęła mama i wstała z
siedzenia chodząc w zdenerwowaniu po korytarzu.
- Dzięki, mamo. – mruknęłam.
Okej, więc pozbyliśmy się jednego problemu, tworząc w jego
miejsce nowy.
Tylko my tak potrafimy.
*
Wieczorem dla rozluźnienia wybrałyśmy się z dziewczynami na
imprezę do klubu. Oczywiście nie same. Mieli do nas dołączyć chłopcy, ale jak
zwykle się spóźniali. Więc, aby jakoś umilić sobie ten czas zajęłyśmy miejsce
na kanapie w rogu i zamówiłyśmy po drinku.
- Naprawdę terapeutka powiedziała twojej matce, że macie z
bratem za bliską relację?! – Liv próbowała przekrzyczeć głośno grającą muzykę.
Kiwnęłam głową. Niestety to była prawda. Miałam nadzieje, że to tylko zły sen i
zaraz się obudzę. Ech, coś czuje, że moja rodzicielka zostanie dłużej niż mi
się wydaje.
- Nie mam już pomysłu, jak się jej pozbyć! – powiedziałam
głośno, również starając się jakoś przekrzyczeć muzykę. Cóż, najwyraźniej klub
to nie jest dobre miejsce na rozmowy. W tym momencie mój telefon zawibrował. To
była wiadomość. Od Louisa. Pisał, że już są na miejscu i pytał, gdzie jesteśmy.
Kręcąc głową z westchnieniem odpisałam mu, choć miałam ochotę go wkręcić. Postanowiłam
jednak nie dręczyć go, ponieważ cały czas pamiętałam, że pozwolił mojemu nienormalnymi
bratu mieszkać pod swoich dachem. Co prawda nie wyglądał na kogoś, kto
wyrzuciłby człowieka na bruk, ale wolałam nie ryzykować. – Zaraz będą! –
krzyknęłam i w tej samej chwili zobaczyłam jak Scar do kogoś macha. To był
Niall, a zaraz obok niego szedł Louis z Harrym, Liamem i Zaynem.
- Nareszcie! Co tak długo?! – zapytała.
- Wybacz! Korki! – odkrzyknął Horan.
- Musieliśmy zatrzymać się w Mcdonaldzie po drodze. –
westchnął Harry. – Zgadnijcie przez kogo? – spytał retorycznie, na co wszyscy
się roześmiali.
- Byłem głodny! – obruszył się blondyn. – Zatańczymy? –
wyciągnął rękę w stronę Scar.
- Jasne! – odparła uśmiechając się i powędrowali razem na
parkiet.
- Zjadł dwa cheeseburgery i popił to colą i ma jeszcze siłę
tańczyć? Jak on to robi? – zdziwił się Louis opadając na siedzenie obok mnie.
- Czytałam, że Irlandczycy mają szybszy metabolizm niż
normalni ludzie. Dlatego wszyscy są praktycznie szczupli. Zresztą większość
modelek właśnie stamtąd pochodzi. – powiedziałam próbując zachować całkowicie
poważną twarz, popijając w międzyczasie drinka.
- Naprawdę? Wow, nie miałem pojęcia. – odpowiedział będąc
naprawdę zaskoczonym. Nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać.
- Naprawdę mi uwierzyłeś? – zapytałam, przerywając na chwilę
mój nagły atak śmiechu.
- Hej! Więc to wszystko bujdy? A już chciałem zabłysnąć na
lekcji historii. – stwierdził markotniejąc.
- Jak można było uwierzyć w coś tak durnego? – nadal nie
mogłam opanować śmiechu.
- No wiesz, bo jesteś taka mądra i… znasz się na wielu
rzeczach i… - urwał, ponieważ podszedł do nas Zayn, mówiąc:
- Możemy porozmawiać?
Kiwnęłam głową.
- Jasne. Co się stało?
- Na osobności?
Spojrzałam na Louisa przepraszająco, ale ten machnął tylko
ręką i sięgnął po drinka, udając, że ma to gdzieś, albo naprawdę miał to
gdzieś. Ja tymczasem wstałam z siedzenia idąc za Zaynem w stronę wyjścia,
jednocześnie zastanawiając się o czym to ma zamiar ze mną porozmawiać? Przez głowę
przechodziły mi różne myśli, ale nic konkretnego.
Gdy znaleźliśmy się na świeżym powietrzu, chłopak popatrzył
na mnie i zaczął:
- Musisz przekonać Liv, by ze mną porozmawiała.
Parsknęłam. Szybko przeszedł do rzeczy. Nie ma co.
- Dlaczego muszę? – założyłam ręce na klatkę piersiową.
- Bo jesteśmy najlepszymi kumplami. – uderzył mnie po „przyjacielsku”
w ramię, ale ja spojrzałam na niego sceptycznie. – Najlepszymi ziomkami? –
próbował dalej, gdy nie wyglądałam na przekonaną. – Najlepszymi znajomymi?
Westchnęłam.
- Liv nie chce z tobą rozmawiać i nic tego nie zmieni.
- Jesteście przyjaciółkami. Posłucha cię.
- Zresztą ja też nie chce ją przekonywać do rozmowy z
oszustem.
- Nie jestem oszustem.
- Zdradziłeś ją. – przypomniałam mu.
- Wcale nie. – bronił się.
- Tak mówi każdy oszust. – stwierdziłam. – Zresztą, oszuści
bardzo często noszą skórzane kurtki.
- Okej, więc teraz naszym problemem jest moja skórzana
kurtka?
Zastanowiłam się przez chwilę.
- Czytałam tydzień temu pewien artykuł z którego wynikało,
że…
- A jakbym ją zdjął?
- To nie wystarczy. – powiedziałam poważnym tonem. –
Będziesz musiał ją spalić. – dodałam, starając się nie roześmiać.
- Słucham?! – prawie krzyknął.
- Wybieraj. Co jest dla ciebie ważniejsze Liv czy skórzana
kurtka?
- Oczywiście, że Liv! – odpowiedział szybko.
- No więc widzisz.
Widziałam po jego minie, iż jest mną mocno zirytowany, ale
trudno. Zasłużył.
- Dobra, zrobię to. – powiedział bardziej na odczepnego, niż
żeby naprawdę miał to zrobić, choć kto go tam wie. Może wstawi jakieś fotki na
instagrama z hasztagiem #MyJacketIsOnFireBecauseOfAndrea?
- Spróbuję ją przekonać, ale nie obiecuje, że się uda.
- Dziękuje. – powiedział z wyraźną ulgą, a ja rzuciłam z
uśmiechem:
- I nie martw się. nie powiem jej jak długo się
zastanawiałeś, czy jest ważniejsza od twojej kurtki.
Gdy odchodziłam słyszałam jak się oburza, na co miałam
ochotę wybuchnąć śmiechem.
*
Kiedy ponownie znalazłam się w klubie, podeszłam do „naszej”
kanapy na której cały czas siedział Louis pijąc już nie wiadomo, którego drinka
z kolei.
- O! Nareszcie wróciłaś. – ucieszył się widząc mnie.
- Liv, musimy porozmawiać. – powiedziałam do niej,
kompletnie olewając chłopaka, co było co prawda trochę niegrzeczne, ale miałam
aktualnie ważniejsze sprawy na głowie.
- Dlaczego nagle każdy chce z każdym rozmawiać? Może ja też
bym chciał? – spytał obrażony.– O Niall! Dobrze, że jesteś! – wskazał na niego.
– Musimy porozmawiać.
- O czym? – zdziwił się chłopak.
- O tym, o czym oni mogą rozmawiać. – wskazał na nas dwie.
- O ploteczki! Kocham ploteczki! – zaczął się cieszyć jak
małe dziecko. Przewróciłam oczami i pociągnęłam moją przyjaciółkę za rękę w stronę
damskiej toalety. Tak, wiem, to nie najlepsze miejsce na rozmowę, ale zewnątrz
wciąż czeka Zayn. Nie możemy tam rozmawiać.
- Nie będę owijała w bawełnę. Musisz porozmawiać z Zaynem.
- Co? Dlaczego? – spytała marszcząc brwi.
- Bo chce spalić dla ciebie jego skórzaną kurtkę. –
odpowiedziałam poważnym tonem.
- Serio? Przecież on uwielbia tę kurtkę!
- Właśnie dlatego!
- Mimo wszystko nie ma mowy. – powiedziała i chciała wyjść,
ale złapałam ją za ramię.
- Słyszalaś co właśnie powiedziałam? On chce spalić dla
ciebie kurtkę! – przypomniałam jej.
- Bardzo mnie zranił. Po za tym… - tutaj urwała i zamilkła
na moment. – Po za tym bardzo mnie zranił. – dokończyła.
- Wiesz jak mnie błagał, żebym z tobą porozmawiała? Prawie miał
łzy w oczach. On naprawdę cierpi. Nie może spać po nocach, ma koszmary. Budzi
się z krzykiem wołając twoje imię. – próbowałam ja przekonać.
- Naprawdę uważasz, że w to uwierzę? – założyła ręce na
klatkę piersiową.
- Cóż, warto było spróbować. – wzruszyłam ramionami.
- Nie wiem, dlaczego ci tak na tym zależy, ale ja i Zayn to skończony rozdział. Nie chce mieć z nim nic wspólnego. – powiedziała i wyszła
z pomieszczenia.Westchnęłam. Trzeba będzie wdrążyć w życie plan B.
*
Parę godzin później impreza rozkręciła się już na dobre.
Louis pół wieczoru spędził na kanapie popijając drinka za drinkiem, a drugie
pół próbując rozmawiać z obcymi ludźmi, o tym, o czym ja mogłam rozmawiać z
Liv. Było mi za niego tak wstyd, że kiedy wskazywał na mnie palcem, udawałam,
ze tego nie widzę i nie mam pojęcia o co chodzi. Zayna nie było, dlatego
stwierdziłam, że pewnie czeka cały czas na zewnątrz, myśląc, że tak długo
przekonuje Liv. Miałam zacząć go szukać,
ale stwierdziłam, że przyda mu się jakaś kara, za to, co zrobił. Niall i Scar
przetańczyli większość wieczoru, cały czas się śmiejąc i dobrze bawiąc w swoim
towarzystwie. Liam najpierw rozmawiał z Harrym jakim czas, ale później zajął
miejsce obok mnie i opierając się o moje ramię zasnął. Był niesamowicie ciężki,
dlatego jak najszybciej zsunęłam go z siebie, a chłopak opadł na kanapę.
próbowałam nie roześmiać się na ten widok, ale to było silniejsze ode mnie. Chciałam
nawet zrobić mu zdjęcie, ale pomyślałam, ze jutro może mu być głupio, więc
sobie daruje.
- Uwierzysz, że nikt nie ma pojęcia o czym rozmawiałyście? –
zapytał Louis siadając obok mnie, będąc naprawdę zdziwionym tym faktem. Wow,
musi być naprawdę nieźle wstawiony.
- Szokujące. – skomentowałam tylko.
- Hej, wiecie gdzie jest Liv? – zapytała Scar, podchodząc do
nas.
- No nie wierzę. Też chcesz z nią rozmawiać? – jęknął Lou. –
Dlaczego wy wszyscy macie jakieś sekrety?! – krzyknął zdesperowanym głosem. –
Mam tego dość! – wstał gwałtownie z siedzenia, odchodząc od nas.
- Pił whiskey połączoną z wódką? – spytał Niall wskazując za
odchodzącym chłopakiem.
- Możliwe. – wzruszyłam ramionami. – A co?
- Nie może tego pić. Totalnie mu odwala po tym. Lepiej pójdę
go znaleźć, zanim rzuci się z dachu, albo co gorsza zacznie się rozbierać na
środku ulicy.
Patrzyłam za blondynem jeszcze parę sekund, starając się
udawać, że ta sytuacja nie miała wcale miejsca i ponownie spojrzałam na moją
przyjaciółkę.
- Nie mam pojęcia. – odparłam. – Może jest na parkiecie?
- Nie widziałam jej od dawna. Harry’ego zresztą też.
- Zayna też nie ma. A muszę z nim porozmawiać.– wzruszyłam ramionami.
- Ależ jest. Przy barze. Zwierza się jakiemuś barmanowi. –
odparła.
- Super, dzięki. –powiedziałam idąc w tamtą stronę. Zayn naprawdę to przeżywał. Nie wyglądał za dobrze.
- I jak? Udało ci się? - zapytał, widząc mnie, choć jego ton wskazywał raczej na fakt, że już pogodził się z porażką. Otworzyłam usta, ale przerwał mi: - Nie odpowiadaj, wiem, że nie. - machnął niedbale ręką.
- Wiesz, Liv nie musi się zgadzać na waszą rozmowę. Możemy zrobić coś, że nie będzie miała wyjścia i będzie zmuszona z tobą porozmawiać.
- Co masz na myśli? - zmarszczył brwi, a wtedy ja opowiedziałam mu mój szalony plan.
Coś czuje, że Liv nie będzie tym zachwycona, ale cóż ostatnio zrobiłam się dość emaptyczna.
- I jak? Udało ci się? - zapytał, widząc mnie, choć jego ton wskazywał raczej na fakt, że już pogodził się z porażką. Otworzyłam usta, ale przerwał mi: - Nie odpowiadaj, wiem, że nie. - machnął niedbale ręką.
- Wiesz, Liv nie musi się zgadzać na waszą rozmowę. Możemy zrobić coś, że nie będzie miała wyjścia i będzie zmuszona z tobą porozmawiać.
- Co masz na myśli? - zmarszczył brwi, a wtedy ja opowiedziałam mu mój szalony plan.
Coś czuje, że Liv nie będzie tym zachwycona, ale cóż ostatnio zrobiłam się dość emaptyczna.
*
Okej, a więc przedstawiam kolejny rozdział! :) mam nadzieje, że chociaż trochę udany :P i przepraszam za zwłokę:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz