wtorek, 4 kwietnia 2017

Rozdział 34

Oczami Libby


Od rana miałam wspaniały humor a miało to związek z dniem który dziś nastał, a mianowicie piątek, piąteczek, piątunio !!! To najwspanialszy dzień tygodnia. Wstałam przejrzałam szybko portale społecznościowe napisałam kilka tweedtów i wyskoczyłam z łóżka. Czym prędzej poszłam do łazienki wykonać poranną toaletę. Gdy byłam już ogarnięta zeszłam do kuchni gdzie siedziała mama An.
- Cholera ! - wymsknęło mi się jak tylko ją zobaczyłam. Co ta kobieta o 6 rano robi u nas w domu.
- Ciebie również miło widzieć Libby. - powiedziała z tym swoim świdrującym spojrzeniem. Przeraża mnie ta kobita.
- Dzień dobry Pani Sanchez. - uśmiechnęłam się do kobiety popijającej kawę, a ta tylko coś mruknęła. Sięgnęłam po jabłko i czym prędzej wyszłam z domu. Pokierowałam się prosto na plaże żeby trochę pobiegać. W połowie dystansu usiadłam przy budce z napojami. Kupiłam sobie wodę i wróciłam tą samą trasą do domu. O dziwo nie było tam już mamy Andrei. Wzięłam szybki prysznic i pomalowałam się. Ubrałam czyste ubrania i poszłam do swojego pokoju. Mój kociak od razu wskoczył na łóżko i zaczął się do mnie tulić. Zabrałam go na dół i nałożyłam mu karmy i nalałam mleka do miski. Dochodziła dopiero siódma dziewczyny wciąż nie wygramoliły się z łóżek więc zostawiłam im notkę że musze coś załatwić i zgarniając po drodze wszystkie potrzebne rzeczy do moje torebki udałam się do garażu. Odpaliłam auto i udałam się do street fooda ze zdrowym jedzenie. Kupiłam dwa śniadania na wynos i ruszyłam w dalszą drogę. Po paru minutach zatrzymałam się na podjeździe i bez pukania weszłam do willi. Wszędzie było ciemno, a cisza panująca w domu upewniła mnie tylko w tym że Harry wciąż śpi. Po cichu udałam się na piętro do jego sypiali. Położyłam jedzenie na szafce nocnej i podeszłam do łóżka. Chłopak wyglądam tak słodko złapałam jeden kosmyk jego włosów i zsunęłam mu go z twarzy by moc go w całości zobaczyć. Starałam się to zrobić delikatnie ale i tak go obudziłam.
- Bry. - mruknął zaspanym głosem.
- Bry. Przyniosłam Ci śniadanie. - uśmiechnęłam się od uch do ucha.
- Jesteś szalona. - powiedział i pociągnął mnie za rękę tak że wylądowałam w łóżku tuż obok niego.
- Zdarza mi się czasami. - zrobiłam najsłodszą minę jaką tylko potrafiłam.
- Uważaj bo się jeszcze przyzwyczaję do takich niespodzianek z rana. - zaśmiał się po czym dał mi buziaka.
- Ty nie miałeś zamiaru dzisiaj wstawać Hazz ? - zapytałam patrząc jak chłopak wygramola się z łóżka i kieruje się w stronę łazienki.
- W sumie to nie, ale skoro już nie śpię to pofatyguję się na zajęcia. - uśmiechnął się i zniknął za drzwiami łazienki. Wciąż nie rozumiem tego co się dzieje między nami jesteśmy czy nie jesteśmy razem. Jeśli tak to czy będziemy komuś mówić czy wciąż to ukrywać. Jeśli nie to co z tym robimy. Mam totalny mętlik w głowie, ale czuje że z Harrym dogaduję się w 100%. Chłopak wyszedł w samym ręczniku przewiązanym w pasie, a ja poczułam jak głos więźnie mi w gardle. Cholera jaki on jest przystojny.
- Planujecie jakąś imprezę z dziewczynami ? - powiedział wyrywając mnie z podziwiania jego ciała.
- Yyy .. co .. znaczy chyba .. nie wiem w sumie. - zaczęłam się plątać, a Hazz zaczął się śmiać.
- Liv nie widzisz mnie pierwszy raz co jest z Tobą ? - podszedł do łóżka i pochylił się nade mną.
- Jeszcze pytasz ?! Wychodzisz sobie jak gdyby nigdy nic w samym ręczniku i ubierasz się przede mną. Jak ja mam niby się skupić co ? - odpowiedziałam z udawanym oburzenie.
- Totalna wariatka. - zaczął się śmiać.
- Myślałam że to to już ustaliliśmy. - przyciągnęłam go i pocałowałam.


~*~


Zajęcia zleciały jak nigdy wyjątkowo szybko. Zebrałam swoje rzeczy z ławki i wyszłam z sali. Zaczęłam grzebać w torbie w poszukiwaniu kluczyków, ale znalazłam tam jakiś liścik, którego wcześniej nie zauważyłam. Otworzyła go i uśmiech sam pojawił mi się na buzi.
"Dziękuję za pyszne śniadanko. Jutro ja stawiam. H."
- Liv co z dzisiejszym wieczorem ? - wyrwał mnie z rozmyśleń głos An, która właśnie poprawiała sobie szminkę.
- A co ma być ? - zapytałam zdziwiona. Nie przypominam sobie żebyśmy coś planowały.
- Impreza a co innego może być w piątek. Libby co się z Tobą dzieje jesteś jakaś nieobecna ostatnio i wiecznie zamyślona. - Andrea spojrzała na mnie swoim przenikliwym wzrokiem.
- To gdzie dzisiaj imprezujemy ? - podbiegła do nas Scar rzucając się nam na szyję i ratując mnie z burzy pytań An.
- Może w Diamonds ? - zapytała.
- Pasuje. - powiedziały jednocześnie Scarlett i An. Wspólnie ruszyłyśmy na parking.
- Widzimy się w domu ? - zapytała Scar wsiadając do swojego garbusa. Razem z brunetką kiwnęłyśmy głowami i poszłyśmy do swoich aut. Wsiadłam do samochodu i wyciągnęłam telefon. Napisałam sms do Harry'ego że czekam na niego i jak za dotknięciem magicznej różdżki zobaczyłam jak zmierza w moją stronę z Lou. Cholera co on wyprawia przecież nikt nie miał się o nas dowiedzieć, a ten papla zaraz wszystkim powiem.
- Hej Wam. - powiedziałam z nerwowym chichotem.
- Podrzucisz też Lou do mnie bo kupił nową grę i musimy ją wypróbować. Spoko powiedziałem mu że auto mi się zepsuło i musiałaś mnie podrzucić rano. - mówił chłopak, a ja czułam jak serce coraz mocniej mi bije. Zaraz dostane zawału.
- Jasne bez problemu. - odpowiedziałam najspokojniej jak potrafiłam. Droga dłużyła się strasznie a cisza którą zakłócało jedynie radio była nieznośna. A po drugie nieomal dwa razy wjechałam w tył jakiegoś auta. Podjechałam pod wille i pożegnałam się z chłopakami. W drodze powrotnej czułam jak ręce drżą mi na kierownicy, a noga trzęsie się przy naciskaniu sprzęgła. Na szczęście dojechałam bezpiecznie do domu.
- Zrobiłam obiad ! - krzyknęła Scar jak tylko przekroczyłam próg drzwi. Usiadłyśmy wspólnie do stołu i zabrałyśmy się za jedzenie. Scarlett jak zwykle przeszła sama siebie w swoim Spaghetti.
- To jak o której lecimy na imprezę ? - zapytałam.
- Myślę że 21 będzie idealna nie za wcześnie, ale i nie za późno. - odpowiedziała Scar.
- Przynajmniej będziemy najtrzeźwiejsze o tej godzinie w klubie. - zaśmiała się Ana.
- Tak do czasu aż nie dorwiemy się do baru. - dodała i wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.
- A właśnie An co Twoja mama robiła u nas po 6 w domu ? - spojrzałam na przyjaciółkę.
- Powiedziała że Louis ma kiepski ekspres do kawy i przyjechała do nas wypić. - wywróciła oczami.
- Aha. - ta kobieta nigdy nie przestanie mnie zadziwiać.
- Długo jeszcze zostanie w Miami ? - zapytał Scar.
- Mam nadzieję że nie bo w końcu oszaleje przez nią. Tylko jakby tu przekonać ją do wyjazdu. - An zaczęła rozmyślać.
- Może przekonaj ją do tego że masz dobre stosunki z bratem. - powiedziała Scar.
- Scar ta kobieta chce mnie zaciągnąć na terapie do psychologa rozumiesz to ?! Takie coś zniszczy moją wiarygodność ! - oburzyła się brunetka.
- To musisz pogadać z bratem i będziecie musieli poudawać i to porządnie że jesteście w pełni zrównoważeni. - uśmiechnęła się Scarlett. Zaczęłam zbierać talerze po obiedzie i wstawiłam je do zmywarki, a dziewczyny pogrążyły się w planowaniu. Poszłam do salonu i włączyłam TV. Spojrzałam na telefon akurat jak przyszła wiadomość.
"Wybacz że nie uprzedziłem że będzie jechał z nami Lou. Mam nadzieję że nie jesteś zła. H"
"Jeśli on coś wypapla to uwierz będziesz moją pierwszą ofiarą uduszę Cię !"
"Spokojnie nic nie powie. I nie złość się wynagrodzę Ci to dzisiaj. Widzimy się w Diamonds. H"
"Skąd wiesz o Diamonds?"
"An wszystkim napisała na tt. Do później. H"
"Do później."
Moja przyjaciółka jak zwykle trzyma rękę na pulsie i zapewni by każdy wiedział gdzie i kiedy imprezujemy.

~*~


Równo o 21 pojawiłyśmy się z dziewczynami pod klubem. Okazałyśmy nasze przepustki i udałyśmy się na zarezerwowaną loże. Czekały tam już na nas drinki więc od razu chwyciłam za jeden.
- Jeszcze nawet nie usiadłaś, a już zaczynasz pić ? - odwróciłam się i zobaczyłam Zayna. Cholera zapomniałam że też tu będzie.
- Zalewam smutki w alkoholu. - odpowiedziałam i usiadłam na skórzanej kanapie.
- Wiesz że ja nic nie zrobiłem więc nie wiem o co Ty się na mnie wściekasz. - kontynuował swój dialog.
- Zaczął się weekend jesteśmy w klubie to nie jest dobre miejsce na prowadzenie takich rozmów wiesz mamy się tu bawić. - powiedziałam i wypiłam jednym chłystem lampkę martini.
- Dobrze więc jutro pogadamy nie ominie Cię to. - wstał zdenerwowany i poszedł na drugi koniec loży. Po chwili dołączył do nas jeszcze Harry, Louis, Liam i Niall. Przywitaliśmy się ze wszystkimi i zabraliśmy się za picie. Razem z dziewczynami postanowiłyśmy ruszyć na parkiet. Po drodze spojrzałam znacząco na Stylesa, który uważnie mi się przyglądał. Czułam jak muzyka przenika moje ciało. Razem z nami zaczęło tańczyć kilku facetów. Totalnie to olałyśmy zmieniając miejsce na parkiecie.
- Ej zważaj sobie gościu ! - usłyszałam krzyk An a po chwili jakiś facet dostał z liścia. Wyraźnie nie zraziło to faceta który nadal kleił się do mojej przyjaciółki. Wtedy wkroczyłam ja z Scar i odepchnęłyśmy tego gościa. Zaraz pojawiła się przy nas ochrona i wyprowadziła tego buraka z kluby.
- Nic Ci nie jest ? - Harry pojawił się przy mnie znikąd.
- Nie spokojnie jakiś typ się do An przystawiał, ale go wyrzucili z klubu. - wyjaśniłam.
- Mam iść go załatwić ? - zapytał z powagą w głosie.
- Nie świruj to nic takiego. - złapałam go za koszule i zbliżyłam do niego. Jednak w czas się zorientowałam że nasi znajomi też tu są.
- Opanuj się bo to Ty świrujesz. - uśmiechnął się. Wróciliśmy wszyscy na loże. Payne i Malik poszli po drinki, a my rozmawialiśmy jak najęci o tym co właśnie się stało.
- Co jest między Wami ? - zapytał mnie dyskretnie Niall.
- Miedzy kim ? - zaśmiałam się nerwowo.
- Tobą i Harrym. Od kiedy wy się nie kłócicie ? - spojrzał na mnie badawczo.
- Wiesz w końcu dorośliśmy. - odpowiedziała, a chłopak wybuchł śmiechem. Jednak widząc moją powagę natychmiast przestał.
- Ty tak na serio mówisz ?! Bo ja twierdzę że jednak coś jest między Wami. Ja to od początku wiedziałem że pasujecie do siebie idealnie. - powiedział i zanim zdążyłam coś powiedzieć poszedł do baru pomóc przynieść chłopakom shoty. Cholera czyżby to było aż tak widać że coś jest na rzeczy. Nie myśląc dłużej wypiłam trzy shoty pod rząd i zagryzłam limonką. Poczułam jak dreszcze przechodzą po całym moim ciele. Przydałoby się coś zjeść. Wstałam i bez słowa ruszyłam do baru.
- Poproszę tacę sushi na loże na piętrze. - złożyłam zamówienie i zapłaciłam za nie. Wróciłam na nasz balkon i usiadłam wygodnie na kanapie.
- Chciałabym wznieść toast za wspaniałą imprezę oraz za przystojnych Mężczyzn ... może się jeszcze tutaj pojawią. - powiedziała Andrea. Chłopcy oczywiście zaczęli buczeć i gwizdać.
- Nie no Panowie oczywiście żartuje. - zaśmiała się. Złapaliśmy wszyscy za alkohol i wypiliśmy toast.


~*~


Impreza nie potoczyła się tak jak sobie to wyobrażałam. Siedzę właśnie na komisariacie ze Stylesem i oczekujemy na przesłuchanie. Przetarłam twarz dłońmi i zobaczyłam na nich krew. Cholera wciąż leci mi z nosa. Wyjęłam z torebki chusteczkę i wytarłam sobie nos po czym spojrzałam na chłopaka. Złapałam go za podbródek, a na jego twarzy pojawił się grymas bólu. Delikatnie wytarłam jego krew z wargi, a następnie z łuku brwiowego. Splotłam nasze ręce i zerknęłam na zegar na ścianie dochodziła 4 w nocy. Siedzimy tu już dobrą godzinę.
- Może damy znać reszcie pewnie się martwią. - chłopak wyciągnął telefon.
- Lepiej nie pewnie i tak już śpią, a poza tym zaraz zacznie się wypytywanie czemu jesteśmy razem i tym podobne. - powiedziałam opierając głowę o jego ramię.
- Libby Hathaway. Proszę do gabinetu. - spojrzałam nerwowo na Stylesa.
- Możemy iść razem ? - zapytał chłopak.
- Skoro to konieczne to zapraszam Państwa razem. - odpowiedział burkliwie policjant. Usiedliśmy przed biurkiem i daliśmy mu nasze dowody osobiste.
- Nazywa się Pani Libby Oliwia Hathaway czy to prawda ? - zapytał.
- Tak.
- Ma Pani 19 lat.
- Tak.
- Jest Pani blondynką o niebieskich oczach. - spojrzał na mnie przenikliwie.
- Pan tak na serio ? - zabrał głos Harry.
- Przepraszam ale czy ja Pana pytam ?! - oburzył się policjant.
- Nie bo nie jestem blondynką o niebieskich oczach. - odpowiedział, a ja prawie wybuchłam śmiechem.
- Proszę się zachowywać bo zamknę Pana na 24h i się skończy gwiazdorzenie. - powiedział wkurzony policjant.
- Nie ma za co Pan mnie wsadzić, a tym bardziej nie wiem po co nas tu trzymacie nic nie zrobiliśmy. - odparł podniesionym głosem chłopak.
- Zostali Państwo oskarżenie o pobicie więc proszę się uspokoić. - policjant walnął ręką o biurko.
- Przepraszam, ale czy ja według Pana wyglądam na osobę która byłaby wstanie pobić tamtego faceta. - spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Nie ale Pani towarzysz owszem. - odpowiedział.
- No to są jakieś jaja czemu nikt nam nie wierzy tylko temu facetowi ?! - krzyknął Harry.
- Ale proszę się nie unosić. Widzieliśmy Pana który was oskarżył i to że musieli go zabrać do szpitala mówi samo za siebie. - powiedział policjant. No ja tu zwariuje.
- Nie moja wina że nie umie mierzyć sił na zamiary. A poza tym co za facet uderza dziewczynę ?! - mówił coraz bardziej wkurzony Harry.
- Nie jeste tu od oceniania jego postępowania, a teraz powróćmy do przesłuchania. Czy może mi Pani opisać co się zdarzyło pod klubem. - spojrzał na mnie i zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć uciszył mnie ręką i odebrał telefon. Zaczął coś notować i wyraźnie się zdenerwował. Krzyknął do słuchawki że są bandą debili i zakończył rozmowę.
- Przepraszam, ale dopiero dotarł do nas film z monitoringu i nasi technicy ustalili że zostali Państwo zaatakowani, a nie tak jak nam zeznano że to Państwo zaatakowali. Działali Państwo w obronie własnej. Proszę mi wybaczyć. Są Państwo wolni. - powiedział opanowując złość.
- Idioci. - szepnął Hazz zanim zdążyliśmy wyjść z gabinetu.
- Przeprasza ma Pan coś jeszcze do powiedzenia ? - krzyknął za nami policjant.
- Nie nie nic nie mówił dziękujemy. - wypchnęłam chłopaka z gabinetu i czym prędzej zamknęłam za nami drzwi.
- Czy Ty zawsze musisz jeszcze coś powiedzieć na koniec. - spojrzałam na Harry'ego.
- No co bezkarnie nas oskarżyli teraz to ja mogę ich zaskarżyć ! - krzyknął.
- Nikogo nie będziesz zaskarżał uspokój się Haroldzie. - zatkałam mu ręką usta.
- Auć. To boli. - wymamrotał.
- Oops. Wybacz. - zabrałam dłoń z jego ust.
- Wkurzył mnie ten policjant. - chłopak był wciąż nabuzowany.
- To była ciężka noc jedźmy o domu. - powiedziałam.
-  Do mnie czy do Ciebie ? - zapytał zabawnie poruszając brwiami. Od razu można było zauważyć zmianę humoru u chłopaka.
- Do Ciebie. - wyjęłam telefon i zadzwoniłam po taxi. Czułam jak nogi pulsują mi z bólu. Ale szpilki wciąż prezentowały się bosko. Po nie długiej chwili przyjechał nasz transport. Jak tylko wsiedliśmy zdjęłam buty i poczułam ulgę. Harry obudził mnie jak byliśmy pod jego willą. Zapłacił za taxi i poszliśmy do domu.
- Liv idź na górę ja zaraz przyjdę. - powiedział i poszedł do kuchni. Udałam się do sypialni. Zdjęłam sukienkę i poszłam wziąć szybki prysznic. Zmyłam makijaż i dopiero zobaczyłam opuchliznę w okolicy nosa mam nadzieję że szybko zejdzie. Ubrałam na siebie koszulkę Harry'ego i przepłukałam buzię bo wciąż czułam smak alkoholu. Jak wyszłam z łazienki chłopak czekał na mnie z tacą na której miał sok i jakieś przekąski. Położyliśmy się i włączyliśmy film.
- Kładź się bo już ledwo na oczy patrzysz. - chłopak zaczesał kosmyk moich włosów za ucho.
- A przytulisz mnie ? - zapytałam.
- Zawsze. - mogłabym tak zasypiać codziennie. Dlaczego czuję że to takie właściwe, a zarazem niestosowne.
- Słodkich snów Liv. - dostałam buziaka na dobranoc i zasnęłam tak szczęśliwa jak dawno nie byłam.

__________________________________
I znów cukier, cukier, cukier. No nic może w końcu stanie się coś niespodziewanego. Liczę na waszą inwencję co do dalszego rozwinięcia się sytuacji i proszę napiszcie co sądzicie o rozdziale. Buziaczki.
Ps. Z góry przepraszam jak są jakieś błędy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz