Oczami Andrei:
7 kwietnia, poniedziałek
7 kwietnia, poniedziałek
W
nocy obudził mnie dzwonek do drzwi. Bardzo uporczywy dzwonek. Czekałam aż Scar
lub Libby otworzą, ale jednak miały tak mocny sen, że najwyraźniej nie słyszały
jak ktoś bezczelnie dobijał się do naszych drzwi. Zdjęłam z oczu opaskę i
wstałam nie chętnie z łóżka. Założyłam na siebie tylko cienki szlafrok i z
przyzwyczajenia zerknęłam w lustro w holu. Nie żebym miała nadzieje na
przystojniaka w środku nocy. Nie, nie. Jeśli już to spodziewałam się Petera. W
sumie mógłby mnie odwiedzić. Dawno tego nie robił. Unika mnie. Drań jeden.
Zeszłam po schodach o mało nie wywracając się na ostatnim, przeklinając pod
nosem otworzyłam drzwi i o mało zawału nie dostałam.
-
Louis? Co do cholery? – spojrzałam na niego oburzona. Jak on śmie w środku nocy
a) przychodzić tutaj b) budzić mnie??
-
Mam nadzieje, ze cię nie obudziłem. – powiedział patrząc na mnie nieco
zawstydzony, a może tylko udawał? Znając jego pewność siebie pewnie tak. Nie
chciał abym za bardzo na niego się darła.
-
Kurwa, jest 3:10 a ty pytasz czy mnie nie obudziłeś? Lecz się. – odparłam i
chciałam zamknąć drzwi, ale wsadził pomiędzy nie stopę.
-
Wiem, ze jesteś zła jutro szkoła bla bla bla. Ale musiałem przyjść.
-
Wróciliśmy z imprezy o 2:00 w nocy. Jezu, człowieku spałam godzinę i 10 minut.
Mam prawo być zła.
-
Wiem. – westchnął. – Ale twój brat… no wiesz.
-
Dobierał się do ciebie? – otworzyłam szeroko oczy. Proszę, proszę, proszę żeby
to nie było to.
-
Nie. – cofnął się lekko z obrzydzeniem. – Ma chyba nowego chłopaka i… no sama
rozumiesz. Nie zachowują się cicho.
Wywróciłam
oczami. Domyślam się. Gdy mieszkaliśmy razem lubił oglądać dużo porno. Ślinił
się na samą myśl, że w przyszłości będzie miał chłopaka. Od 3 roku życia
wiedział, ze jest gejem. Serio. Nie zadowolona wpuściłam Louisa do domu.
-
Dzięki. Jesteś wielka. – pocałował mnie szybko w policzek. – Bóg cię kiedyś
wynagrodzi.
Kolejny
raz wywróciłam oczami. Dostanę chyba kiedyś jakiegoś zeza.
-
Ale gdyby dziewczyny pytały, nie rób sobie jakiś głupich żartów, że spędziliśmy
razem noc czy coś. – rozkazałam na odchodne.
-
Żarty? Za kogo ty mnie masz? Za żartownisia? – skrzywił się. Kiwnęłam głową.
-
Mogę skłamać, że nie. Ale wolę powiedzieć prawdę. Dobranoc. – weszłam po
schodach na górę. Nie chcę myśleć jakie będą reakcje Liv i Scarlett.
***
Przeklęty
budzik zadzwonił o 6:30. Cholernie nie miałam ochoty wstawać. Po tym jak Louis
przyszedł do naszego domu, praktycznie nie spałam. Nie mogłam zasnąć, po
prostu. Cały czas bałam się, że przyjdzie Peter i coś sobie pomyśli. A
wiedziałam jaki potrafi być zazdrosny, szczególnie jeśli chodzi o Louisa. Chodź
nie miał powodów. Nie zapowiadało się abyśmy byli razem.
Gdy
wzięłam prysznic, umyłam zęby i zakręciłam włosy lokówką, a także ubrałam się w
czarne rurki, świecącą bluzkę na ramiączkach i również czarne szpilki do tego,
zeszłam na dół. Kanapa była pusta. Zmarszczyłam brwi. Czyżby Louis nad ranem
uciekł do swojego domu? Na jego miejscu wykopałabym Jace’a razem z tych
chłoptasiem, ale taki był Louis. Nie umiał się postawić. Jego domeną były żarty
i sarkastyczne uwagi. Ja byłam zupełnie inna.
-
I teraz wstawiasz do piekarnika. – powiedział, jak się zdawało Louis? Głos
dochodził z kuchni. W środku zobaczyłam Liv i Scar. Stały obok niego i z uwagą
słuchały i patrzyły na niego. Co tu się dzieje?
-
Ooo An! Siema. Louis nas uczył robić zapiekanki. – powiedziała Scarlett
uśmiechając się.
-
On umie robić cokolwiek? – rzuciłam nie zastanawiając się zbytnio nad tym.
Dopiero po tym ugryzłam się w język. To nie było miłe, a ten chłopak nie zrobił
mi nic złego. Dzięki Bogu, że nie podrywa mojego brata bo by miał przerąbane, a
wiem jak Jace potrafi działać na facetów. – A więc robicie zapiekankę… -
chciałam szybko zmienić temat. – Fajnie. – kiwnęłam głową. – Mieliście na to
czas?
-
Kiedy wstałyśmy Louis praktycznie całą skończył. – powiedziała Libby. – Świetny
kucharz. Jego dziewczyna będzie miała z nim życie jak w bajce.
Zatkałam
usta aby się nie roześmiać.
-
Co on właściwie robi u nas w domu? – zmarszczyła brwi Scar. – Ja go chyba nie
wpuszczałam, chociaż różne rzeczy robię gdy lunatykuje.
-
Ja go wpuściłam. – uspokoiłam
dziewczynę. – Musiał odpocząć od mojego brata, jeśli rozumiecie co mam na
myśli. – puściłam mu oczko. Liv zachichotała.
-
Siadajcie do stołu dziewczyny. – polecił Louis. Wykonałyśmy „rozkaz”. W tym
momencie ktoś wszedł do domu. Modliłam się aby to nie był Peter. Ciężko byłoby
to wytłumaczyć.
-
Cześć dziewczyny, witaj An. – powiedział mój chłopak wchodząc do środka. Wtedy
zobaczył Louisa. Przez moment nie odzywał się. Chyba był tak zszokowany, że nie
wiedział co powiedzieć. – Wczoraj chyba zabalowałyście. – rzucił niby żartem,
ale wiedziałam, że kryje się za tym sarkastyczna uwaga.
-
Nie imprezowałyśmy z Louisem. – uspokoiłam go. – Przyszedł w nocy. – to chyba
nie zabrzmiało dobrze, bo Peter miał jeszcze bardziej zdezorientowane
spojrzenie.
-
Słucham?
-
Normalnie. Przyszedłem w nocy. An mi otworzyła i spędziliśmy noc… to znaczy ja
spędziłem noc. Na kanapie. Bez Andrei. Chyba. – powiedział Lou z ironicznym
uśmieszkiem. Miałam ochotę go zabić. Doskonale wie jaki Peter potrafi być
zazdrosny i jeszcze robi sobie z tego żarty. Dupek.
-
Cóż, do mnie nie przychodzą w nocy przyjaciółki. – powiedział mój chłopak
siadając obok mnie na krzesełku. – Chodźmy An do szkoły.
-
Ale jestem głodna. – zamarudziłam.
-
Zjesz moją kanapkę albo kupię ci coś po drodze.
Wiedziałam,
ze bardzo mu zależy abym z nim poszła więc dalej nie protestowałam.
-
To na razie. Spotkamy się w szkole. – powiedziałam, a Louis, Liv i Scar mi
pomachały na pożegnanie.
***
Na
korytarzu po drugiej lekcji miałam trochę swobody. Ciągle chodzący ze mną Peter
i co chwilę całujący w policzek, jest uciążliwy i miałam ochotę go przez krótką
chwilę zabić. Na szczęście szybko się ogarnęłam. Stwierdziłam, ze to nie
rozwiąże naszych problemów. Zobaczyłam wtedy Liv i Zayna, którzy szli trzymając
się za ręce! Idealny temat do radiowęzła. Wszyscy w końcu muszą się dowiedzieć
o nowym związku w szkole! Podeszłam do nich z szerokim uśmiechem.
-
Aww nowa para. Uroczo. – zaświergotałam i nie było to ironicznie. Naprawdę się
cieszyłam, ze są razem.
-
Słodzisz nam bo chcesz uzyskać zgodę aby powiedzieć o tym w radiowęźle? –
powiedziała Liv.
Przejrzała mnie, cholera. Pokręciłam głową udając zaskoczoną.
Przejrzała mnie, cholera. Pokręciłam głową udając zaskoczoną.
-
Co? Ja? Nigdy. Jestem szczęśliwa, że moja przyjaciółka w końcu ma chłopaka. Też
bym chciała… - spojrzeli na mnie jak na idiotkę. – To znaczy, wiem. Mam
chłopaka. Ale wiecie o co mi chodzi.
-
No właśnie nie bardzo. – odpowiedziała Libby. – Ale możesz o nas poinformować
całą szkołę w radiowęźle.
Pisnęłam
podekscytowana i ucałowałam ją w policzek.
-
Dzięki razy trzy.
Wtedy
zobaczyłam Harry’ego, który szedł z Liamem i o czymś rozmawiali. Byłam ciekawa
jego reakcji na to, że Liv chodzi z Zaynem. Czułam, że dziewczyna mu się
podobała, ale… może to tylko wrażenie? Jednak często przeczucia się sprawdzają,
przynajmniej tak mówią. A moje jednak zdecydowanie więcej niż częściej.
-
Witamy nową szkolną parę. – powiedział Liam.
-
Nową najsłodszą parę na świecie. – odparła na to Liv całując Zayna w policzek. Zobaczyłam jak Harry wywraca
oczami. Nie podobało to mu się? Starałam się ukryć uśmiech.
-
Taa, możemy już iść? – powiedział lokers do Liama.
-
Nie usłyszę żadnej sarkastycznej uwagi? – zdziwiła się Libby.
-
Moje sarkastyczne uwagi mogą słyszeć tylko wybrani. – uciął krótko.
-
Nie zamieniłbym mojego bujnego życia singla na żaden denny związek, wierz mi. –
puścił jej oczko i odszedł ciągnąc za ramię Liama za sobą. Czułam, że Liv miała
ochotę pokazać mu język albo środkowy palec, ale powstrzymała się resztkami sił.
Pewnie stwierdziła, że poniżanie się dla takiego idioty jest bez celowe.
***
-
Witajcie w dzisiejszej audycji! – powiedziałam podekscytowanym tonem. – Jak się
macie w ten piękny słoneczny poranek? Mam nadzieje, że pierwszoklasiści
nauczeni na dzisiejszy test z przyrody. – rzuciłam ze śmiechem, chodź nic o
owym teście nie słyszałam, miałam nadzieje, że jednak się nie myliłam. –
Zapewne widzieliście nasze dwa gołąbki nie rozstające się nawet na sekundkę?
Tak, to Liv Hathway i Zayn Malik. Nasza nowa szkolna para. Kto im zazdrości? No
dalej, wiem, że wszyscy. Są uroczy niczym lukrowe ciasteczka. – uśmiechnęłam się
i zakończyłam audycję, ponieważ drzwi się otworzyły. Musiałam wyłączyć
mikrofon. To był mój brat. Co on tu robi?
-
Powiedziałaś o ich związku a o moim nie? Co z ciebie za siostra? – założył ręce
na klatkę piersiową.
-
Masz kogoś? – uniosłam do góry jedną brew.
-
Nie, ale… może będę miał. Mogłabyś o tym powiedzieć. – zauważył.
-
Jednonocnym numerkiem nazywasz związek? – roześmiałam się. – Wszystko wiem.
Louis musiał nocować w moim domu wczoraj bo zabawiałeś się z jakimś kolesiem.
Jace
wybuchnął głośnym śmiechem.
-
Że co? Ja? Zabawiałeś się z jakimś kolesiem? Weź się stuknij w główkę bo chyba
się nie dotleniłaś. – postukał mnie palcem w czoło, a ja szybko odrzuciłam jego
rękę.
-
Co masz na myśli?
-
Wczoraj byłem w klubie i tam zdobyłem numery od trzech kolesi, ale z żadnym nie
spałem a tym bardziej żadnego nie przyprowadziłem do domu. Wróciłem o 5:00 rano
i zdrzemnąłem się 3 godzinki. Spóźniłem się aż na lekcje. – roześmiał się. -
Louis ci tak powiedział?
-
Tak, Louis mi tak powiedział. A teraz wybacz, ale muszę coś załatwić. – wstałam
z fotela i wyminęłam go. Nie przewidziałam, ze Jace może wykorzystać sytuację i
posłużyć się radiowęzłem do własnych celów, ale teraz najważniejsze dla mnie
było dowiedzenie się prawdy. Dlaczego Louis skłamał? Musiałam go znaleźć jak
najszybciej.
***
-
Kogoś szukasz? – zapytała Scar, gdy wpadłam na nią na korytarzu. Obszukałam
wszystko. Bibliotekę, stołówkę, sale lekcyjną! Naprawdę nie wiedziałam gdzie
ten człowiek się ukrył. Nie wiem czy specjalnie czy nie, ale zaczynało mnie to
powoli wkurzać.
-
Louisa. Nie wiesz gdzie może być?
-
Widziałam go 10 minut temu na dworze. – odpowiedziała. Puknęłam się otwartą
dłonią w czoło. No jasne! Że też nie pomyślałam. Jestem beznadziejna.
-
Dzięki. Musze go znaleźć.
-
Prócz tego, ze go zabije nie. – uśmiechnęłam się sztucznie i wyszłam przed
szkołę. Rzeczywiście. Chłopak jak gdyby nigdy nic siedział na murku i słuchał
muzyki na słuchawkach. Podeszłam do niego i z wściekłością odłączyłam jego
telefon od urządzenia.
-
Hej! Dawaj. – oburzył się. Ja jednak pomachałam mu komórką przed twarzą mówiąc
z szerokim uśmiechem:
-
Ani mi się śni. Dopóki nie powiesz prawdy to jest moja własność.
-
Jakiej prawdy? – zmarszczył brwi.
-
Jace wczoraj nie przyprowadził żadnego chłopaka! A ty mnie bezczelnie obudziłeś
bez konkretnego powodu. Palant z ciebie, wiesz?
Louis
westchnął.
-
Masz rację. Jace nikogo nie przyprowadził. Skłamałem. Przepraszam. Ale chciałem
mieć jakiś wyraźny powód, abyś się ze mnie nie śmiała. Gdyby Scar mi otworzyła
drzwi to na pewno bym powiedział prawdę, ale ty i Libby byście miały ubaw. –
spuścił głowę. Parsknęłam.
-
Więc jaki to był beznadziejny powód, ze bałeś mi się powiedzieć? – założyłam
ręce na klatkę piersiową.
-
A więc… - zaczął. – Przed pójściem spać obejrzałem horror „obecność”. Potem
miałem wrażenie, że w moim domu są nadprzyrodzone siły, a nikogo nie było. Jace
był na imprezie. Dzwoniłem do niego kiedy wróci, ale nie odbierał. Pewnie miał
wyciszony. Pomyślałem od razu o was. – uśmiechnął się sztucznie.
Wywróciłam
oczami. Miał rację. Beznadziejny powód i pewnie bym go nawet do domu nie
wpuściła, gdyby wczoraj to powiedział. Sprytny chłopak. To musiałam przyznać.
Oddałam mu telefon. Może będą z niego ludzie.
-
Dobra, nie wkurzam się. – powiedziałam i odwróciłam się na pięcie.
-
Naprawdę?
-
Tak, ale jeśli drugi raz mnie okłamiesz wydrapię ci oczy. – uśmiechnęłam się
pod nosem i skierowałam w stronę szkoły. Tam oczywiście Jace musiał się dorwać
do radiowęzła! Ten chłopak jest niemożliwy.
-
Witajcie kochani! Dzisiaj mówi dla was Jace Sanchez! Chciałem serdecznie
poinformować, że wasz ulubiony gej być może nie będzie samotny! Wczoraj zebrał
trzy numery telefonów od naprawdę nie złych kolesi. – mówił jak najęty, szybko
skierowałam się do gabinetu. Nie mogłam mu pozwolić dalej robić z siebie
totalnego kretyna. Pogrąża się tylko biedaczyna, kompletnie nawet nie zdając z
tego sprawy. – Więc jeżeli któryś z nich pierwszy się odezwie ma dodatkowe 40
procent, że to jego wybiorę. Jeżeli któryś z chłopaków to wy, to nie czekajcie
ze zadzwonieniem! Pamiętajcie…
Dalej
nie dokończył mówić, ponieważ wyłączyłam mikrofon i zabrałam mu słuchawki.
-
Czemu muszę mieć brata idiotę? – westchnęłam.
-
Ty nie chciałaś poinformować społeczności szkolnej o tak ważnym newsie więc
ktoś musiał. – pokazał mi język.
-
Zrobiłeś z siebie debila, wiesz?
-
Ty mi powiedz. W końcu jesteś w tym dobra. – i nie czekając na moją reakcję
uciekł. Wywróciłam oczami. Z kim ja się zadaję?
_________________________________________
Przepraszam za końcówkę haha. Nie podoba mi się :) ale mam nadzieje, ze reszta będzie okey! Cieszę się, że w końcu udało mi się dodać <3 to tyle do zobaczenia!
_________________________________________
Przepraszam za końcówkę haha. Nie podoba mi się :) ale mam nadzieje, ze reszta będzie okey! Cieszę się, że w końcu udało mi się dodać <3 to tyle do zobaczenia!









Świetny rozdział Alex <3
OdpowiedzUsuńOj biedna Libby wkurza się jak Hazz jej dogryza, a jak tego nie robi to chyba jeszcze bardziej xD
Ciekawe co Sylwia wymyśli w kolejnym rozdziale :)
Podoba mi się rozdział.
OdpowiedzUsuńLibby i Zayn są uroczy❤
Natomiast Harry chyba zazdrosny ale nie oceniam go xd
A co do Louis'a to się nie dziwię ze uciekl z domu i przyszedł do dziewczyn. Ten horror jest okropny! Tak czy siak Peter był słodki jak był zazdrosny o Lou ❤
Jace mnie rozwalił "swoją" audycją.
Czekam na następny rozdział
Zoey ❤