Oczami
Libby
Od
kiedy Zayn dowiedział się o mnie i Harrym minęło już kilkanaście dni.
Jakiekolwiek próby kontaktu kończyły się niepowodzeniem. Z zamyślenia wyrwała
mnie pani Petrenko wołając mnie po nazwisku, gdy byłam już przy wyjściu z sali.
Podeszłam do niej przewieszając swoją sportową torbę przez ramię.
- Coś się stało ? – spojrzałam na nią lekko
zmieszana. Ta kobieta potrafi być straszna.
- Nic z tych rzeczy, chciałam Cię poinformować, że
na ostatnim konkursie talentów zostałaś zauważona przez nowego dyrektora teatru
i prosił bym Ci przekazała, że jeśli się postarasz i dopracujesz swoją technikę
do perfekcji to wystąpisz w sztuce „Romeo i Julia” w jego teatrze. Podobno
szuka młodych talentów. – powiedziała ze swoją kamienną miną. Szczęka opadła mi
prawie do ziemi, gdy przeanalizowałam słowa jakie do mnie wypowiedziała.
- To wspaniała wiadomość dziękuję bardzo. – pisnęłam
i w podskokach wybiegłam z sali. Wzięłam szybki prysznic i ubrałam swoje
ciuchy. Strój do tańca i baletki wrzuciłam do torby i wybiegłam ze szkoły.
Wzrokiem odszukałam dziewczyn, które właśnie siedziały na dziedzińcu.
- Uwaga, uwaga mam newsa ! – krzyknęłam. – Wasza
najwspanialsza, najcudowniejsza, najzdolniejsza … - zaczęłam.
- Zapomniałaś dodać najskromniejsza. – zachichotała Scar
przerywając moją wypowiedź.
- … może zostać gwiazdą teatru. – dokończyłam.
Dziewczyny wstały podchodząc do mnie po czym zaczęłyśmy skakać i piszczeć jak
oszalałe zwracając na siebie uwagę wszystkich znajdujących się na terenie dziedzińca.
- Musimy to uczcić. – klasnęła zadowolona An.
- Proponuje obiad w Boho. Dajcie znać reszcie paczki.
– na samą myśl o tym dziewczyną zaświeciły się oczy.
- A teraz wybaczcie, ale mam pilną sprawę do
załatwienia. – przytuliłam je i ruszyłam w kierunku swojego auta. Napisałam szybkiego
sms do Hazzy o obiedzie dzisiaj i odpaliłam silnik. Wyjechałam z terenu szkoły
i włączyłam się do ruchu drogowego. Kierując się na zachód miasta cieszyłam się
lekkim wiatrem we włosach i promykami słońca. Po kilkudziesięciu minutach
zaparkowałam pod domem. Widząc zaparkowane auto na podjeździe ruszyłam w
kierunku bramki na ogród. Ciemnowłosy siedział przy basenie ze szklanką złotego
trunki i blantem w dłoni.
- Wiem że nie chcesz mnie widzieć, ale musimy pogadać.
– podeszłam do krawędzi basenu i usiadłam koło chłopaka. Zdjęłam szpilki i
zanurzyłam stopy w basenie. Dzisiaj zdecydowanie pogoda rozpieszcza.
- Byłem aż taki zły dla Ciebie ? – zapytał opierając
głowę na moim ramieniu.
- Hej nawet tak nie myśl Malik !!! – zaprotestowałam
szybko i usiadłam do niego twarzą w twarz, ale skutecznie unikał mojego
spojrzenia. – To nie Twoja wina, że tak się stało i przepraszam Cię za to jak
wyszło nie wiem nawet co powiedzieć na swoją obronę.
- Czy ja nie mogę trafić na kogoś kto mnie pokocha
za to jaki jestem szczerze i prawdziwie. – w końcu przeszył mnie swoim
spojrzeniem przez co poczułam ciarki na plechach.
- Znajdziesz kogoś kogo pokochasz, kogoś kto
odwzajemni to uczucie w stu procentach obiecuję Ci, tylko proszę nie możesz się
załamać teraz i odcinać od wszystkich to nie pomoże. – złapałam go za dłoń i
uścisnęłam pokrzepiająco. Niespodziewanie chłopak wtulił się we mnie jak mały
bezbronny miś.
- Czy to będzie nie na miejscu, gdy powiem że chcę
żebyś wciąż był w moim życiu, bo ja naprawdę Cie kocham Zayn, ale jak brata i
najlepszego przyjaciela, który rozumie mnie i na którego zawsze mogę liczyć. –
powiedziałam niepewnie.
- Zawsze możesz na mnie liczyć. – uśmiechnął się
choć wciąż czułam w nim lekkie zwątpienie co do dalszej naszej znajomości.
- To dobrze bo już się bałam że całkowicie mnie
wykreślisz ze swojego życiu. – tym razem to ja go przytuliłam rozluźniając
sytuację.
- A teraz ogarnij się bo Cię gdzieś porywam. - podniosłam się i ciągnąc go za dłoń ruszyłam
w kierunku jego villi.
- Ale Liv … - zaczął marudzić.
- To nie było pytanie Zayn. Czekam w aucie. –
uśmiechnęłam się zostawiając go samego w sypialni.
~*~
Razem
z Zaynem podjechałam pod Boho i przez okno zobaczyłam resztę znajomych
zajmujących już miejsca przy stoliku. Oddałam kluczyki od auta młodemu
chłopakowi, który po chwili odjechał nim na parking. Weszliśmy do środka czym
zwróciliśmy spojrzenia znajomych na nas. Harry w mgnieniu oka znalazł się przy
mnie i razem z Zaynem mierzyli się wzrokiem.
- Stary… - zaczął Hazz.
- Nie mam Ci za złe Harry. Sam święty nie byłem. –
powiedział z lekkim uśmiechem mulat i uścisnęli sobie dłoń. Wypuściłam
powietrze z ulgą. Zajęliśmy swoje miejsca i każdy złożył zamówienie. Po chwili
wszyscy byli pogrążeni w swoich rozmowach.
- Zdradzisz nam z jakiej okazji zaprosiłaś
wszystkich na obiad ? – zapytał Harry zwracając uwagę reszty znajomych.
- Więc … to jeszcze nie jest całkowicie pewne, ale
możliwe że dostanę angaż w baletowej odsłonie „Romeo i Julii”. – pisnęłam
podekscytowana. Znajomi byli wyraźnie podekscytowani co było jak miód na moje
serce cieszę się że zawsze mogę liczyć na ich wsparcie.
- Wow jestem dumny ! – chłopak obdarował mnie
soczystym buziakiem. Czułam jak moje policzki zaczynają się rumienić na ten
gest z jego strony.
- Wznieśmy za to toast. – Malik wstał chwytając
swojego drinka i puścił do mnie oczko. Cieszę się że się pogodziliśmy nie
chciałabym go stracić ze swojego życia. Reszta poszła w jego ślady stukając się
szklankami z kolorowymi trunkami. Podano nam nasze zamówienia i każdy zajął się
swoim talerzem. Zamówiłam sobie Tagliatelle z owocami morza i kaparami. Jako
deser zamówiłam koktajl owocowy musze się wziąć za siebie jeśli chcę dostać ten
angaż.
- Jedziemy do mnie po obiedzie ? – szepnął do mnie
Hazz.
- Muszę odwieść Zayna, później do lekarza na
ostatnią kontrolę i jeszcze zrobić mały trening więc może lepiej do mnie ? –
spojrzałam na niego wyczekująco.
- Mi pasuje. – uśmiechnął się zniewalająco ukazując
swoje dołeczki. Wygląda tak uroczo. Gdyby jakiś czas temu ktoś mi powiedział że
będę miała takie myśli o Harrym to sama opłaciłabym mu wizytę u psychiatry, a
tu proszę nagle mogłabym spędzać z nim każdą możliwą chwilę swojego życia. I to
wszystko zmieniło się w dość krótkim czasie to niesamowite.
~*~
Lekarz
rozwiał wszelkie moje wątpliwości co do mojego stanu potwierdzając że wszystko
jest w normie. Pokierowałam się do poczekalni, gdzie czekał na mnie Harry. Gdy
tylko go zobaczyłam ujrzałam również jakąś młodą dziewczynę w uniformie
szpitalnym, która paplała coś z wzrokiem wlepionym w niego.
- Już wszystko u mnie w porządku Misiu. – usiadłam
chłopakowi na kolanach przerywając gadanie tej dziewuchy. Zarzuciłam ręce na
jego szyję i dałam mu buziaka. Wyglądał jakby mu ulżyło.
- To ja już chyba pójdę. – powiedziała ze skrzywioną
miną.
- No czas najwyższy złociutka. Zrób użytek ze swoich
nóg i zmykaj szybciutko. – odrzekłam z przesadnie słodkim głosem machając jej
na pożegnanie. Chłopak schował twarz w zagłębienie mojej szyi i się zaśmiał.
- Zdarza się. – odparłam. – Ale to chyba znaczy że
mi zależy czyż nie Styles ? – dodałam i wstałam kierując się do wyjścia ze
szpitala.
- No nie zaprzeczę. – powiedział dorównując mi
kroku.
- To co jedziemy do mnie muszę trochę potrenować. –
złapałam go za dłoń i pokierowałam nas do auta na parkingu.
- Jasne, może akurat uda mi się coś napisać jak będę
patrzył na moją słodką kreaturkę. – zaśmiał się.
- Ej nie jestem żadną kreaturą ! – pisnęłam.
- Powiedziałem słodką. – rzekł w swojej obronie.
- Wsiadaj do auta albo Cię tu zostawię potworku. –
zamknęłam za sobą drzwi auta.
- Jesteś niemożliwa Liv. – powiedział wsiadając i
również zamknął za sobą drzwi.
~*~
Leżałam
z opartą głową na kolanach Hazzy. Z zamkniętymi oczami rozkoszowałam się cichym
brzdąkaniem przez niego na gitarze. Czułam jak spokojna melodia odpręża moje
zmęczone po ćwiczeniach ciało.
- Co to będzie za piosenka ? – zapytałam.
- „Sweet Creature” – powiedział melodyjnie, a mi
kąciki ust mimowolnie uniosły się ku górze.
- Dobrze, ale kawałek bo nie jest skończona i nie
mam jeszcze słów. – odparł i wybrzdąkał kilka taktów.
- Czyżby miłosna ballada potworku ? – zachichotałam.
- Gdy napiszę tekst to się zobaczy. – ucałował mnie
w czubek nosa.
- No dobrze. Idę wziąć prysznic czuj się jak u
siebie dziewczyny są pewnie na dole, albo w pokojach. Jakbyś coś chciał to je
pytaj. – powiedziała i pokierowałam się do łazienki. Umyłam się szybko przy
okazji zmywając makijaż. Owinięta poszłam do pokoju gdzie ubrałam się w czyste
ciuchy. Z mokrymi włosami zeszłam na dół gdzie zastałam Harry’ego bawiącego się
z Cleo na kanapie.
- Kot nakarmiony i napojony. – wyszczerzył się
chłopak.
- Dziękuje. – usiadłam koło niego przyglądając im
się.
- Nie ma za co to czysta przyjemność. – zapewnił. –
Mam do Ciebie sprawę Liv. – zaczął niepewnie.
- Powinnam się bać ? – zapytałam z rozbawieniem.
- Nie skądże. Po prostu jutro moja mama
zapowiedziała, że przyjedzie, a że moja siostra języka za zębami utrzymać nie
potrafi. – zaśmiał się nerwowo. – Więc jak to nie problem to bardzo chciałaby
Cię poznać. – spojrzał wyczekująco.
- Naprawdę chcesz mnie przedstawić swojej mamie ? –
powiedziałam niedowierzając.
- Co myślisz że to za wcześnie ? Wiedziałem że nie
powinienem pytać. Uduszę Gemm że ją namawiała na ten przyjazd. Przepraszam
głupi pomysł. – zaczął paplać jak najęty. Przerwałam jego wypowiedź mocno się w
niego wtulając.
- Z wielką chęcią poznam Twoją mamę nawet nie wiesz
jak się cieszę. – uśmiechnęłam się szeroko.
- A już się bałem że przesadziłem. – odetchnął z
ulgą.
- Żaden chłopak nie przedstawił mnie wcześniej
swojej mamie. – spojrzałam mu głęboko w oczy.
- Dlatego czas najwyższy to zmienić. – cmoknął mnie
w nos.
~*~
Nadszedł
dzień spotkania z mamą Hazzy. Mieliśmy się wspólnie wybrać na obiad do
ekskluzywnej restauracji. Harry miał po mnie być już za niecałą godzinę, a ja
właśnie po raz 4 zmywałam makijaż bo wyglądałam w nim jak szop.
- Dziewczyny ratujcie !! – krzyknęłam z sypialni, aż
mój kociak uciekł pod łóżko.
- Wyglądasz jak panda. – zaśmiała się Scar.
- Potrzebuje pomocy. – spojrzałam na nie błagalnie.
- Ty makijaż ja fryzura. – powiedziała Andrea i już
po chwili czułam się jak u profesjonalnej kosmetyczki i fryzjera gwiazd.
- Jesteście najlepsze. – pisnęłam widząc po chwili
swoje odbicie w lustrze. Ubrałam wcześniej naszykowany strój i wsunęłam na nogi
czarne Louboutiny. Chwyciłam kopertówkę i telefon i razem z dziewczynami ruszyłyśmy
do salonu. Piłyśmy właśnie lampkę różowego wina gdy pod dom podjechał Styles.
- Połamania nóg. – krzyknęły za mną dziewczyny, gdy
byłam już za progiem. Chłopak wysiadł z auta i podszedł by cmoknąć mnie w
policzek.
- Liczyłem na krótszą spódniczkę i zdecydowanie
większy dekolt. – zaśmiał się.
- Przypominam Ci że jedziemy się spotkać z Twoją
mamą Kochanie, a nie na imprezę. – wyminęłam go znacząco kręcąc biodrami i
wsiadłam do auta. Harry zajął miejsce kierowcy po czym ruszył w stronę
restauracji. Czułam jak z przerażenia zaczynają mi drżeć kolana. Chłopak musiał
to zauważyć, bo pokrzepiająco pogłaskał mnie po dłoni. Zaparkowaliśmy pod
wyznaczonym miejscem spotkania i z pomocą chłopaka wysiadłam z auta po czym
ruszyliśmy do środka. Kelner zaprowadził nas do zarezerwowanego stolika.
Byliśmy przed czasem więc chłopak wybrał i zamówił mi lampkę wina. Po chwili
zauważyłam zmierzającą w naszym kierunku Gemme z jak nie ciężko było się
domyślić ich mamą. Przytuliłam się z dziewczyną wymieniając się komplementami
na temat swoich strojów. Następnie ledwo podeszłam z drżącymi kolanami do ich
mamy.
- Dzień Dobry nazywam się Libby. Miło mi Panią
poznać. – ledwo wycedziłam przez zaciśnięte gardło.
- Witaj Kochana wspaniale Cię w końcu poznać. –
powiedziała ciepłym głosem po czym przyciągnęła mnie do uścisku. Było to dość
niespodziewane więc lekko mnie zachwiało, ale silny uścisk kobiety uniemożliwił
mi upadek.
- Mamo bo ją udusisz. – upomniał mamę Harry, a
kobieta wypuściła mnie.
- Haroldzie chyba nic się nie stanie jak przez
chwilę podzielisz się swoją dziewczyną, nie zabiorę Ci jej przecież. – kobieta
uśmiechnęła się uprzejmie. Usiedliśmy przy stoliku, a następnie złożyliśmy
zamówienie przy którym musiałam się zmierzyć z namawianiem na wzięcie czegoś
więcej niż sałatki, bo przecież tym się nie najem. Wieczór mijał w bardzo miłej
atmosferze. Dowiedziałam się wielu nowych rzeczy o chłopaku jak i o jego
rodzinie i dzieciństwie. Widząc jak blisko są ze sobą poczułam wypełniający
mnie smutek. Ja nigdy nie miałam takiej więzi rodzinnej. Ciągle pod opieką gosposi
albo niani, które zmieniały się co chwile. Miałam tylko brata, ale jak wyjechał
zostałam sama bez wsparci bliskiej mi osoby. Zawsze z pustymi miejscami na
widowni jak miałam występ, a później prezenty w zamian za uśmiech dziecka. Nie
powiem miło było coś dostać, ale to było miłe tylko na chwilę ja chciałam mieć
rodziców, mamę i tatę którzy wieczorem usiądą przy moim łóżeczku i czytając
bajki poczekają aż zasnę, którzy pomogą mi w lekcjach albo odprowadzą do
szkoły, a ich nigdy nie było. Wolałabym
już żyć w biedzie, ale mieć kochających rodziców, którzy choć na chwilę
zatrzymali by się i przypomnieli sobie że mają dzieci które ich potrzebują.
- Coś się stało ? – Harry wyrwał mnie z rozmyśleń.
- Nie wszystko gra. Przepraszam Was na moment. –
przeprosiłam uprzejmie i wstałam od stołu. Wyszłam przed restauracje, aby
odetchnąć chwilę. Wzięłam kilka głębokich oddechów i wróciłam do środka. Zahaczyłam
po drodze jeszcze do łazienki i wróciłam na miejsce koło Hazzy. Złapałam go za
dłoń po czym dokończyłam sałatkę. Po zjedzeniu deseru przez który zamówili
sobie podczas mojego wyjścia pożegnaliśmy się i rozeszliśmy się do aut. Siedząc
na miejscu pasażera wpatrzona w widok za oknem nawet nie zauważyłam że staliśmy
już na podjeździe pod domem chłopaka.
- Nadal twierdzisz że wszystko gra, bo zgasiłem
silnik jakieś pięć minut temu, a my wciąż siedzimy w aucie. – spojrzał na mnie
wymownie.
- No dobrze po prostu Ci zazdroszczę. – wyrzuciłam to
z siebie wysiadając i kierując się do domu.
- Zazdrościsz mi ?? Niby czego ? – spojrzał na mnie
rozbawiony przepuszczając mnie w progu.
- Mamy i siostry. – wymamrotałam kierując się do
salonu na kanapę. Hazz dosiadł się obok i patrzył na mnie niezrozumiale.
- Wiem to głupie, ale widząc Was razem to jak
rozmawiacie, śmiejecie się, żartujecie poczułam ciepło bijące od Was, którego
ja nigdy nie zaznałam. Ja nie mogłam liczyć na wsparcie rodziców, bo ich nigdy
nie było przy mnie. – miałam ochotę się rozpłakać z bezsilności.
- Ale teraz już masz na kogo liczyć masz przecież
mnie i całą naszą paczkę. Wiem że to nie to samo, ale też jesteśmy jak jedna
dość pokręcona rodzina. – powiedział co mimowolnie wywołało u mnie śmiech.
- Powiedziałabym raczej porąbana, szurnięta,
psychicznie chora rodzina. – sprostowałam.
- Masz rację zdecydowanie jesteśmy chorzy
psychicznie. – zawtórował mi śmiechem.
*****************************
Trochę to trwało, ale tak to jest z posiadaniem wolnego czasu na ostatnim roku studiów :/ Mam nadzieję że rozdział Wam się spodoba i zostawicie po sobie jakiś komentarz. Pozdrawiam <3
Ps. Jak są jakieś błędy to z góry przepraszam :D
*****************************
Trochę to trwało, ale tak to jest z posiadaniem wolnego czasu na ostatnim roku studiów :/ Mam nadzieję że rozdział Wam się spodoba i zostawicie po sobie jakiś komentarz. Pozdrawiam <3
Ps. Jak są jakieś błędy to z góry przepraszam :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz